Artykuł Estetyka

Mateusz Salwa: Cuda i ohydy – dylematy estetyki przyrody

Jeleń na rykowisku, Morskie Oko, kormoranów sznur… – zapewne wiele osób zgodziłoby się, że widoki te są piękne. Jak wiele innych. Zapewne też wiele osób uznałoby, że glista ludzka, kłębowisko żmij czy bagno są brzydkie, napawają wręcz wstrętem. Bez wątpienia każdy mógłby wymienić obiekty przyrody, które uznaje za piękne albo brzydkie. Co w takim razie decyduje o estetycznych preferencjach? I czy każdy rodzaj estetycznej oceny jest równie uprawniony?

Najnowszy numer: Kim jest osoba?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 1 (19), s. 21–23. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku  PDF.


Jed­ni powodów takich, a nie innych gustów este­ty­cznych, zwłaszcza tych o rzeko­mo uni­w­er­sal­nym charak­terze, upa­tru­ją w ewolucyjnej his­torii człowieka. Drudzy, zde­cy­dowanie liczniejsi, wskazu­ją z kolei na kul­tur­owe zależnoś­ci, przede wszys­tkim na rolę sztu­ki w ksz­tał­towa­niu ocen este­ty­cznych przy­rody. Z tego punk­tu widzenia wymienione wyżej wido­ki uchodzą za piękne, bo patrzy się na nie przez pryz­mat lubianych land­szaftów, młodopol­s­kich pejza­ży (lub albumów fotograficznych) czy znanej piosen­ki śpiewanej przez Pio­tra Szczepani­ka. To usankcjonowane trady­cją stanowisko, zwane cza­sem „sztuko-cen­trycznym”, bywa jed­nak kry­tykowane, czemu towarzyszy pos­tu­lat wypra­cow­a­nia este­ty­ki „naturo-cen­trycznej”.

Jeśli piękno, to artystyczne

Este­ty­czny sztuko-cen­tryzm prze­jaw­ia się w trak­towa­niu przy­rody na podobieńst­wo sztu­ki, tzn. przy­rody doświad­cza się, jak gdy­by była dziełem sztu­ki, i odpowied­nio do tego ją się oce­nia. Patrzy się zatem na nią przez pryz­mat kat­e­gorii este­ty­cznych wypra­cow­anych na grun­cie sztu­ki i reflek­sji o niej. To w tym sen­sie, jak pon­ad pół wieku temu pisał pol­s­ki este­tyk Mieczysław Wal­lis w swej najważniejszej książce Przeży­cie i wartość, „patrzymy prze­ważnie na naturę tak, jak [malarze i poe­ci] nas tego uczą, nie­jako »ich oczy­ma«”. Choć w ten sposób moż­na odnosić się do poszczegól­nych obiek­tów (np. jele­nia czy glisty), to najwyraźniej postawa ta daje o sobie znać, ilekroć este­ty­cznie oce­ni­amy kra­jo­brazy (np. Morskie Oko, bag­no).

Sama idea kra­jo­brazu, która w kul­turze Zachodu nar­o­dz­iła się u progu nowożyt­noś­ci, jest wyrazem este­ty­cznego sztuko-cen­tryz­mu. To bowiem trady­c­ja malarst­wa pejza­żowego przy­czyniła się do tego, że Europe­jczy­cy doce­nili walo­ry este­ty­czne przy­rody, nie tylko tej siel­skiej, ale również dzikiej i groźnej. Dość przy­pom­nieć, że przymiotnik „mal­own­iczy”, tak pop­u­larny w XVIII wieku, oznaczał, że widok jest god­ny pęd­zla, a jest taki, ponieważ przy­pom­i­na mal­owany pejzaż. Spad­kiem po idei mal­own­ic­zoś­ci, która rządz­iła rodzącą się ówcześnie turystyką, jest współczesne poszuki­wanie spek­taku­larnych widoków, wyraża­jące się w wyty­cza­niu turysty­cznych tras widokowych i wskazy­wa­niu punk­tów widokowych (punk­tem odniesienia, co praw­da, nie jest już dziś sztu­ka, lecz raczej masowa fotografia). Sztuko-cen­tryzm moż­na zatem streś­cić znanym aforyzmem Oscara Wilde’a: życie w znacznie wyższym stop­niu naśladu­je sztukę, aniżeli sztu­ka życie. Sztuko-cen­tryczne este­ty­czne doświad­czanie przy­rody zatem pole­ga na ujmowa­niu jej w struk­tu­ry „para-artysty­czne”, o których pisała pol­s­ka filo­zof­ka Maria Gołaszews­ka, na trak­towa­niu natu­ry niczym tworu rąk ludz­kich, który o tyle może być piękny, o ile przy­pom­i­na piękne dzieła sztu­ki. „Este­ty­ka przyro­dy naśladu­je este­tykę sztu­ki” – stwierdzał ­Stanisław Ossows­ki, autor książ­ki U pod­staw este­ty­ki.

O dom­i­nacji myśle­nia sztuko-cen­trycznego świad­czy fakt, że choć este­ty­ka jako osob­na dziedz­i­na filo­zoficz­na zrodz­iła się w połowie XVIII wieku jako dziedz­i­na zaj­mu­ją­ca się pięknem sztu­ki na równi z pięknem przy­rody, to już na początku następ­nego stule­cia przek­sz­tał­ciła się niemal całkowicie w filo­zofię sztu­ki. Na szer­sze i bardziej sys­tem­aty­czne zain­tere­sowanie pięknem przy­rody ze strony filo­zofów trze­ba było czekać aż do drugiej połowy XX wieku. To właśnie wtedy sfor­mułowano pos­tu­lat wypra­cow­a­nia este­ty­ki naturo-cen­trycznej. Szczegól­nie wiele uwa­gi tej kwestii poświę­ciła anglosas­ka este­ty­ka środowiskowa.

Natura to nie sztuka

Trady­cyjne­mu uję­ciu zarzu­cono przede wszys­tkim to, że nie jest w stanie adek­wat­nie ocenić este­ty­cznie przy­rody. Powodów wskazano kil­ka. Przede wszys­tkim uznano, że pro­jek­tu­je na przy­rodę kat­e­gorie wypra­cow­ane na grun­cie jej obcym, wręcz prze­ci­w­stawnym. Stwierd­zono także, że wyras­ta ono z błęd­nej wiz­ji relacji człowiek–przyroda. Rzeczy­wisty kra­jo­braz (środowisko) to bowiem nie mal­owany pejzaż: przede wszys­tkim jest trójwymi­arowy i dynam­iczny. Co więcej, nie jest prostym zestaw­ie­niem ele­men­tów, lecz organ­iczną całoś­cią, w skład której wchodzi człowiek. Uję­cie sztuko-cen­tryczne tym­cza­sem zakła­da, że człowiek jest odsep­a­rowanym od przy­rody obser­wa­torem, który oce­nia ją przede wszys­tkim pod kątem for­mal­nym (wiz­ual­nym), nie uwzględ­ni­a­jąc zachodzą­cych w niej pro­cesów i zależnoś­ci.

By uwol­nić się od tych usterek, pode­jś­cie naturo-cen­tryczne (reprezen­towane np. przez Allena Carl­sona) pos­tu­lu­je, by oce­na este­ty­cz­na przy­rody wyras­tała z wiedzy na tem­at przy­rody. Aby bowiem coś adek­wat­nie ocenić, należy wpierw zrozu­mieć, czym to jest (notabene, wedle zwolen­ników tego poglą­du nie doty­czy to wyłącznie przy­rody, ale także sztu­ki). W przy­pad­ku przy­rody taką wiedzę ofer­u­ją nau­ki przy­rod­nicze. Wiedza na tem­at środowiska przy­rod­niczego oraz jego ele­men­tów pozwala dostrzec, że panu­ją w nim na przykład równowa­ga, jed­ność i har­mo­nia, czyli włas­noś­ci, które – także w sztuce – są oce­ni­ane dodat­nio. Jed­ną z możli­wych kon­sek­wencji takiego pode­jś­cia jest przeko­nanie, że w przy­rodzie wszys­tko ma dodat­nią wartość este­ty­czną, słowem, że wszys­tko jest piękne (brzy­do­ta zaś bierze się z zakłóce­nia nat­u­ral­nego porząd­ku, do czego przy­czy­nia się dzi­ałal­ność człowieka).

Tak zdefin­iowaną este­tykę naturo-cen­tryczną pod­da­je się roz­maitej kry­tyce. Wskazu­je się między inny­mi na to, że pomi­ja ona liczne czyn­ni­ki, które mają udzi­ał w doświad­cze­niu este­ty­cznym i wpły­wa­ją na oce­ny: emoc­je, wyobraże­nia, trady­c­je i kon­wenc­je kul­tur­owe. Pod­kreśla się także, że silne położe­nie nacisku na wiedzę może prowadz­ić do kon­sek­wencji sprzecznych z intu­ic­ja­mi, pozwala bowiem uznać, że sama wiedza wystar­cza do oce­ny este­ty­cznej, zaś bezpośred­ni, zmysłowy kon­takt okazu­je się niekonieczny, pod­czas gdy o doświad­cze­niu este­ty­cznym zwykło się myśleć jako o doświad­cze­niu zmysłowym. Co więcej, oznacza to, że oso­by pozbaw­ione wiedzy pozbaw­ione są również możli­woś­ci oce­ny este­ty­cznej, co w równym stop­niu wyda­je się niez­godne ze zdrowym rozsąd­kiem. Wskazu­je się też na to, że nawet jeśli uznać, iż w pewnych sytu­ac­jach do oce­ny este­ty­cznej wiedza jest koniecz­na, to są i takie sytu­acje, w których wiedza jest zbęd­na (np. zachód słoń­ca nad zatoką, rzad­ki min­er­ał). Odręb­nym zagad­nie­niem zosta­je, czy aby na pewno moż­na mówić o adek­wat­nych i niead­ek­wat­nych doświad­czeni­ach este­ty­cznych i oce­nie este­ty­cznej.

Sztuko-naturo-centryzm

Wyda­je się, że najrozsąd­niejszym rozwiązaniem jest ostrożny este­ty­czny eklek­tyzm, tzn. uznanie, że zarówno pode­jś­cie sztuko-cen­tryczne, jak i naturo-cen­tryczne są do przyję­cia, choć oba mają swo­je ograniczenia. Z jed­nej strony, patrze­nie na przy­rodę przez pryz­mat sztu­ki wcale nie oznacza, że nie dostrze­ga się jej nat­u­ral­nego charak­teru, prze­ci­wnie – niejed­nokrot­nie sztu­ka pozwala dostrzec w przy­rodzie to, co inaczej mogło­by pozostać nieza­uważone. Z drugiej zaś, niewąt­pli­wie wiedza o przy­rodzie pozwala uczynić doświad­cze­nie este­ty­czne bogat­szym, a przez to zmody­fikować ocenę este­ty­czną, czyniąc ją mniej powierz­chowną. Choć moż­na mieć wąt­pli­woś­ci, czy zdoby­ta wiedza na tem­at zjawiska, które napawa wstrętem, pozwala naty­ch­mi­ast zmienić naszą reakcję, to bezsprzecznie pozwala zdys­tan­sować się od niej, co z cza­sem może zaowocow­ać mody­fikacją naszych odczuć i oce­ny este­ty­cznej. Tak samo zresztą dzieje się w przy­pad­ku dzieł sztu­ki, które uczymy się doce­ni­ać – na tym prze­cież pole­ga ksz­tał­towanie gus­tu.

Eko-est-etyka

Zagad­nie­nie pięk­na przy­rody to kwes­t­ia nieba­gatel­na. Nie tylko dlat­ego, że ludzie potrze­bu­ją i szuka­ją pięk­na przy­rody, o czym zdawali się zapom­i­nać filo­zo­fowie skon­cen­trowani na sztuce, ale także dlat­ego, że sposób, w jaki poj­mu­je­my pię­kno nat­u­ralne, wpły­wa na nasz sto­sunek do przy­rody. Parafrazu­jąc cytowane wyżej słowa Ossowskiego, moż­na powiedzieć, że ety­ka środowiskowa naśladu­je este­tykę. Warto pamię­tać, że idea parku nar­o­dowego nar­o­dz­iła się w połowie XIX wieku w Stanach Zjed­noc­zonych, w czym swój udzi­ał miało odkrycie pięk­na i wzniosłoś­ci tamte­jszej dzikiej przy­rody, którą kon­tem­plowano bez­in­tere­sown­ie, tzn. nie roz­pa­tru­jąc jej pod kątem użytecznoś­ci.

Nie ule­ga wąt­pli­woś­ci, że chęt­niej troszczymy się o to, co nam się podo­ba. Z tego wzglę­du łac­niej ochroną obe­j­mu­je­my te gatun­ki zwierząt i roślin oraz te ekosys­te­my, które uzna­je­my za piękne. Proś­ciej jest też przekon­ać ogół ludzi do ochrony spek­taku­larnych kra­jo­brazów w rodza­ju Morskiego Oka niż do ochrony na przykład bagien, nawet jeśli te z eko­log­icznego punk­tu widzenia są o wiele cen­niejsze. Łatwiej chronić siko­r­ki niż kre­ty „rujnu­jące” swy­mi kop­ca­mi nasz przys­trzyżony trawnik.

Takie pode­jś­cie jest w dużej mierze wynikiem stanowiska sztuko-cen­trycznego, czego wyrazem jest fakt, że w powszech­nym odczu­ciu ter­min „kra­jo­braz” oznacza wyłącznie miejsce odz­nacza­jące się wyjątkowy­mi walo­ra­mi wiz­ual­ny­mi i jeśli jak­iś kra­jo­braz warto chronić, to dlat­ego, że jest atrak­cyjny. Uję­cie naturo-cen­tryczne pozwala z kolei posz­erzyć spek­trum zjawisk, które ludzie mogą uznać za godne ochrony, ponieważ jest zdolne pokazać im, jak odkryć w nich pię­kno, nawet jeśli nie pasu­je ono w żad­nej mierze do tego kanonu, do którego przy­wyk­li w świecie sztu­ki i kul­tu­ry. Czyż glista nie może być równie pięk­na jak jeleń, a bag­no jak Morskie Oko?


Mateusz Sal­wa – Dok­tor habil­i­towany, adi­unkt w Zakładzie Este­ty­ki Insty­tu­tu Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Warsza­wskiego; zawodowo intere­su­je się współczes­ną este­tyką, zwłaszcza este­tyką kra­jo­brazu i środowiska nat­u­ral­nego; hob­by: spędzanie cza­su w środowisku nat­u­ral­nym, choć kra­jo­brazem kul­tur­owym też nie gardzi.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: Lubomi­ra Przy­byl­s­ka

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy