Artykuł Filozofia w filmie Ontologia

Micheal Huemer: Wolna wola i determinizm w świecie „Raportu mniejszości”

Czy znający przyszłość przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości powinni karać przestępców zanim popełnią oni swoje zbrodnie? I czy taka wiedza o przyszłości oznaczałaby, że owe zbrodnie przestałyby mieć charakter działań wolnych i odpowiedzialnych – a zatem przestałyby w ogóle zasługiwać na karę? Okazją do rozważenia tych kwestii jest znany film Stevena Spielberga Raport mniejszości.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Down­lo­ad (PDF, 1.17MB)


Howard Marks wła­śnie nakła­da oku­la­ry, gdy do jego sypial­ni wpa­da gru­pa uzbro­jo­nych poli­cjan­tów i bły­ska­wicz­nie go obez­wład­nia. Jak mu wyja­śnia­ją, zosta­je aresz­to­wa­ny pod zarzu­tem „przy­szłe­go mor­der­stwa” Sary Marks i Donal­da Dubi­na, zbrod­ni namięt­no­ści, któ­rej miał się za chwi­lę dopu­ścić, zastaw­szy swo­ją żonę w obję­ciach kochan­ka. Tak roz­po­czy­na się film Ste­ve­na Spiel­ber­ga Raport mniej­szo­ści. Podob­ne aresz­to­wa­nia sta­ły się moż­li­we dzię­ki pra­cu­ją­cym dla poli­cji „pre­ko­gom” – trój­ce indy­wi­du­ów posia­da­ją­cych zdol­ność pozna­wa­nia przy­szło­ści. Widzą oni zbrod­nie, do któ­rych doj­dzie, o ile w porę nie zapo­bie­gnie im poli­cja. Dzię­ki wizjom pre­ko­gów, poli­cja jest w sta­nie uda­rem­niać te zbrod­nie i aresz­to­wać nie­do­szłych prze­stęp­ców. Natu­ral­nie oskar­że­ni zarze­ka­ją się, że są nie­win­ni: w chwi­li prze­stęp­stwa nie popeł­ni­li fak­tycz­nie żad­nej zbrod­ni. Urzęd­ni­cy pań­stwo­wi argu­men­tu­ją w odpo­wie­dzi, że oskar­że­ni popeł­ni­li­by owe zbrod­nie, gdy­by w porę nie poja­wi­li się funk­cjo­na­riu­sze Prze­dzbrod­ni. Jak wyja­śnia jeden z ofi­ce­rów: „To, że zapo­bie­gli­ście jej zaj­ściu nie zmie­nia fak­tu, że mia­ło do niej dojść”.

Wyda­je się jed­nak, że oso­by uka­ra­ne zgod­nie z pra­wa­mi Prze­dzbrod­ni dys­po­nu­ją prze­ko­nu­ją­cą, filo­zo­ficz­ną linią obro­ny: jeśli, jak twier­dzi jeden z ofi­ce­rów Prze­dzbrod­ni, „pre­ko­gi widzą przy­szłość i nigdy się nie mylą”, to wyni­ka z tego, że przy­szłość jest z góry zde­ter­mi­no­wa­na. Jedy­nym spo­so­bem, w jaki moż­na unik­nąć (w prze­ciw­nym razie z góry zde­ter­mi­no­wa­nej) przy­szło­ści jest, jak się nam suge­ru­je, wpływ samych pre­ko­gów (jej unik­nię­cie sta­je się moż­li­we dzię­ki posia­da­niu wie­dzy o domnie­ma­nej przy­szło­ści). To zaś zna­czy, że np. Howard Marks nie mógł był unik­nąć swe­go prze­zna­cze­nia. Gdy­by nie inter­wen­cja pre­ko­gów i Wydzia­łu Prze­dzbrod­ni, nie mógł­by tak po pro­stu zde­cy­do­wać, że nie zabi­je Sary Marks i Donal­da Dubi­na. A sko­ro tak – sko­ro nasze losy są z góry zde­ter­mi­no­wa­ne i nie ma wol­nej woli – to nie­spra­wie­dli­we wyda­je się kara­nie go za to, co miał zro­bić. Kara­nie za coś, za co nie jest się odpo­wie­dzial­nym kłó­ci się bowiem z zasa­da­mi spra­wie­dli­wo­ści, a jeśli nie mamy wol­nej woli, to nie pono­si­my za nic odpo­wie­dzial­no­ści.

W dal­szej czę­ści fil­mu poja­wia­ją się suge­stie, że oso­by posia­da­ją pew­ną dozę wol­nej woli. Dowia­du­je­my się, że nie­kie­dy jeden z pre­ko­gów widzi moż­li­wą przy­szłość, któ­ra róż­ni się od tej, jaką widzą dwaj pozo­sta­li, dostar­cza­jąc w ten spo­sób tytu­ło­we­go „rapor­tu mniej­szo­ści”. Pod koniec fil­mu jeden z pre­ko­gów zazna­cza, że John Ander­ton wciąż jesz­cze może zre­zy­gno­wać z popeł­nie­nia zbrod­ni, mimo że ów pre­kog miał wizję moder­stwa i że w wypad­ku Ander­to­na nie ist­nie­je żaden raport mniej­szo­ści. Wyda­je się jed­nak, iż zdol­ność Ander­to­na do unik­nię­cia prze­zna­cze­nia wyni­ka jedy­nie z tego, że uda­ło mu się poznać pre­dyk­cję pre­ko­gów. Doko­nu­jąc swo­ich pre­dyk­cji, pre­ko­go­wie zmie­nia­ją bowiem sys­tem, któ­re­go zacho­wa­nie prze­wi­du­ją i w ten spo­sób unie­waż­nia­ją swo­je pre­dyk­cje. Ten dru­gi szcze­gół nie kłó­ci się wca­le z ideą, że przy­szłość jest z góry zde­ter­mi­no­wa­na. Ist­nie­nie rapor­tów mniej­szo­ści to w fil­mie jedy­ne świa­dec­two, że indy­wi­dua (nie­kie­dy) posia­da­ją auten­tycz­ną wol­ną wolę.

Tak czy ina­czej sys­tem Prze­dzbrod­ni wyda­je się etycz­nie nie­ak­cep­to­wal­ny: sko­ro rze­ko­mi przy­szli prze­stęp­cy nie posia­da­ją wol­nej woli, to ich kara­nie jest nie­spra­wie­dli­we, ponie­waż nie odpo­wia­da­ją moral­nie za to, co byli­by zro­bi­li. Jeśli nato­miast rze­ko­mi przy­szli prze­stęp­cy posia­da­ją wol­ną wolę, to ich kara­nie jest nie­spra­wie­dli­we, ponie­waż nie moż­na mieć pew­no­ści, że napraw­dę popeł­ni­li­by byli zbrod­nię, za któ­rą mają ponieść karę. W każ­dym razie tak mogli­by argu­men­to­wać ich obroń­cy.

Twardy determinizm a zagrożenie dla wolnej woli

Tra­dy­cyj­nie przyj­mu­je się, że posia­da­nie wol­nej woli wyma­ga dwóch rze­czy: alter­na­tyw­nych moż­li­wo­ści oraz samo­kon­tro­li. Ina­czej mówiąc, oso­ba jest wol­na tyl­ko wte­dy, gdy (a) ma do wybo­ru wię­cej niż jed­ną przy­szłość (wię­cej niż jed­no dzia­ła­nie, któ­re może pod­jąć) oraz (b) kon­tro­lu­je swo­je dzia­ła­nia (to od niej zale­ży, któ­ra z alter­na­tyw­nych moż­li­wo­ści się ziści). Weź­my jako przy­kład robo­ta z kom­pu­te­ro­wym mózgiem, któ­ry deter­mi­nu­je wszyst­kie jego czyn­no­ści według ści­śle okre­ślo­ne­go pro­gra­mu. W pro­gra­mie nie ma miej­sca na przy­pa­dek i ów robot musi zawsze reago­wać pre­cy­zyj­nie na każ­dy kon­kret­ny zbiór danych wej­ścio­wych. Intu­icyj­nie, nie posia­da on wol­nej woli, ponie­waż nie dys­po­nu­je alter­na­tyw­ny­mi moż­li­wo­ścia­mi: wpraw­dzie kon­tro­lu­je swo­je dzia­ła­nia, ale w każ­dej chwi­li ma przed sobą tyl­ko jed­ną moż­li­wą opcję. Dla porów­na­nia weź­my radio­ak­tyw­ny atom, któ­ry ma 50% szans na roz­pad w cią­gu naj­bliż­szej godzi­ny; to, czy tak się zda­rzy, jest spra­wą loso­wą. Intu­icyj­nie, ów atom rów­nież nie ma wol­nej woli. Wpraw­dzie posia­da dwie róż­ne moż­li­we przy­szło­ści, ale nie jest w sta­nie kon­tro­lo­wać tego, któ­ra z nich się ziści. Przy­kła­dy te poka­zu­ją, dla­cze­go wol­na wola wyma­ga speł­nie­nia warun­ków (a) i (b).

Głów­nym zagro­że­niem dla wol­nej woli – głów­ną racją, by wąt­pić, że ją posia­da­my – jest, jak się na ogół przyj­mu­je, deter­mi­nizm. Deter­mi­nizm to teza, że bio­rąc pod uwa­gę stan świa­ta w dowol­nej chwi­li, moż­li­wa jest tyl­ko jed­na przy­szłość. Dla­cze­go mie­li­by­śmy przy­jąć ten pogląd? Z co naj­mniej dwóch powo­dów. Po pierw­sze, więk­szość osób, któ­re wie­rzą w Boga, przy­pi­su­je mu wszech­wie­dzę. Jeśli Bóg jest wszech­wie­dzą­cy, to musi wie­dzieć o wszyst­kim, co zaj­dzie w przy­szło­ści. Ale jeśli Bóg już teraz wie, co się wyda­rzy, to wyda­je się, że nie ist­nie­ją alter­na­tyw­ne moż­li­wo­ści; zda­rze­nia muszą się poto­czyć zgod­nie z uprzed­nią wie­dzą Boga. Sko­ro Bóg już teraz wie, że jutro popeł­nię mor­der­stwo, to nie jestem w sta­nie powstrzy­mać się od jego popeł­nie­nia. Pewien aktu­al­nie ist­nie­ją­cy fakt czy stan rze­czy (mia­no­wi­cie wie­dza Boga) pozo­sta­je nie­zgod­ny z zanie­cha­niem prze­ze mnie tego mor­der­stwa, a zatem muszę się go dopu­ścić.

Po dru­gie, wie­lu naukow­ców i filo­zo­fów uwa­ża, że pra­wa przy­ro­dy są deter­mi­ni­stycz­ne. Cho­dzi tu m.in. o new­to­now­skie pra­wa ruchu, pra­wo gra­wi­ta­cji, a tak­że o pra­wa rzą­dzą­ce pola­mi elek­trycz­ny­mi i magne­tycz­ny­mi. Uzna­nie ich deter­mi­ni­stycz­ne­go cha­rak­te­ru jest rów­no­znacz­ne z przy­ję­ciem, że, bio­rąc pod uwa­gę stan sys­te­mu fizycz­ne­go w danej chwi­li, pra­wa te wyzna­cza­ją dokład­nie jeden przy­szły roz­wój zda­rzeń. Na przy­kład dru­gie pra­wo New­to­na gło­si, że pęd cia­ła jest zde­ter­mi­no­wa­ny przez dzia­ła­ją­ce na to cia­ło siły; bio­rąc pod uwa­gę te siły, ist­nie­je dokład­nie jed­na moż­li­wa war­tość, jaką może przy­jąć wspo­mnia­ne tem­po. W fizy­ce kla­sycz­nej te siły są jed­no­znacz­nie okre­śla­ne przez wła­sno­ści i układ czą­stek two­rzą­cych sys­tem fizycz­ny – bio­rąc pod uwa­gę te wła­sno­ści i układ ist­nie­je tyl­ko jed­na moż­li­wa war­tość dla siły wypad­ko­wej (net for­ce) dzia­ła­ją­cej na każ­dą kon­kret­ną cząst­kę w sys­te­mie. A zatem, bio­rąc pod uwa­gę sys­tem czą­stek o okre­ślo­nych wła­sno­ściach i pozo­sta­ją­cych w okre­ślo­nym ukła­dzie, ist­nie­je dokład­nie jeden spo­sób, w jaki ów sys­tem będzie się roz­wi­jać w cza­sie.

Aby zasto­so­wać tę ideę do dzia­ła­nia ludz­kie­go, przyj­mij­my, że popeł­ni­łem mor­der­stwo strze­la­jąc do kogoś z bro­ni pal­nej. Abym w danych oko­licz­no­ściach go nie popeł­nił, cząst­ki skła­da­ją­ce się na palec, któ­rym naci­sną­łem spust, musia­ły­by były nie poru­szyć się w taki spo­sób, w jaki rze­czy­wi­ście się poru­szy­ły. Mój palec poru­szył się tak a nie ina­czej w wyni­ku skur­czu mię­śni ręki, któ­re­go przy­czy­ną były impul­sy elek­trycz­ne bie­gną­ce od mózgu do ner­wów dło­ni. Owe impul­sy elek­trycz­ne mia­ły z kolei swo­ją przy­czy­nę w che­micz­nych i elek­trycz­nych pro­ce­sach w mózgu, a te zosta­ły spo­wo­do­wa­ne przez wcze­śniej­sze elek­tro­che­micz­ne zda­rze­nia w mózgu oraz inne impul­sy elek­trycz­ne docie­ra­ją­ce do mózgu ze zmy­słów. Wszyst­ki­mi tymi zda­rze­nia­mi rzą­dzi­ły pra­wa che­mii i fizy­ki. Mógł­bym był postą­pić ina­czej tyl­ko wte­dy, gdy­by w danej chwi­li układ aktyw­no­ści elek­trycz­nej w mózgu był inny, zaś ów układ mógł­by być inny tyl­ko wte­dy, gdy­by inne było rów­nież coś wcze­śniej­sze­go – albo uprzed­ni stan mózgu, albo wpływ oto­cze­nia na mózg. Z kolei stan mózgu w dowol­nej wcze­śniej­szej chwi­li miał swo­ją przy­czy­nę w zda­rze­niach, któ­re zaszły jesz­cze wcze­śniej, i tak dalej. Osta­tecz­nie, abym postą­pił był ina­czej, coś musia­ło­by być inne w każ­dej wcze­śniej­szej chwi­li aż do Wiel­kie­go Wybu­chu. Wyni­ka z tego, jak się wyda­je, że nie posia­dam wol­nej woli, albo­wiem nie dys­po­nu­ję alter­na­tyw­ny­mi moż­li­wo­ścia­mi. Taki jest pogląd twar­dych deter­mi­ni­stów: ponie­waż deter­mi­nizm jest praw­dzi­wy, nikt nie posia­da wol­nej woli.

Spra­wę tę uwa­ża się za donio­słą – i kło­po­tli­wą – ponie­waż, jak się przyj­mu­je, jeśli nie posia­da­my wol­nej woli, to nie odpo­wia­da­my za nasze dzia­ła­nia. Zna­czy to m.in., że niko­mu nie moż­na traf­nie przy­pi­sać zasłu­gi lub winy za dzia­ła­nie. (Nie moż­na mnie spra­wie­dli­wie winić za doko­na­ne mor­der­stwo; z dru­giej stro­ny, urzęd­ni­ków pań­stwo­wych rów­nież nie moż­na spra­wie­dli­wie winić za posła­nie mnie za krat­ki.)

Poda­ny wła­śnie argu­ment zakła­da jed­nak fizy­kę kla­sycz­ną, któ­ra bez wąt­pie­nia jest deter­mi­ni­stycz­na. W now­szych cza­sach ustą­pi­ła ona jed­nak miej­sca mecha­ni­ce kwan­to­wej. Inter­pre­ta­cja mecha­ni­ki kwan­to­wej pozo­sta­je kwe­stią spor­ną: nie­któ­rzy naukow­cy i filo­zo­fo­wie twier­dzą, że dowo­dzi ona fał­szy­wo­ści deter­mi­ni­zmu (ta inter­pre­ta­cja ma prze­wa­gę), a inni wolą deter­mi­ni­stycz­ne inter­pre­ta­cje mecha­ni­ki kwan­to­wej.

Manewr miękkiego deterministy

Histo­rycz­nie naj­więk­szą popu­lar­no­ścią cie­szył się wśród filo­zo­fów pogląd, któ­ry laikom nigdy nie przy­szedł­by do gło­wy: wol­ność i deter­mi­nizm są ze sobą w peł­ni zgod­ne. Mięk­ki deter­mi­nizm to sta­no­wi­sko, że deter­mi­nizm jest praw­dzi­wy, a mimo to posia­da­my wol­ną wolę. Może się to wyda­wać nie­spój­ne. W jaki spo­sób filo­zo­fo­wie pró­bo­wa­li bro­nić tego poglą­du?

Na ogół mięk­ki deter­mi­ni­sta zaczy­na od poda­nia ana­li­zy takich pojęć jak wol­ność, moż­li­wość i kon­tro­la. Przed­sta­wia­jąc wyżej sta­no­wi­sko twar­de­go deter­mi­ni­sty zało­ży­li­śmy, że jeśli prze­szłość i pra­wa natu­ry dopusz­cza­ją tyl­ko jed­ną przy­szłość, to tyl­ko jed­na przy­szłość jest moż­li­wa, a zatem nie ist­nie­ją tego rodza­ju alter­na­tyw­ne moż­li­wo­ści, jakich wyma­ga wol­na wola. Mięk­ki deter­mi­ni­sta twier­dzi jed­nak, że ist­nie­je kil­ka sen­sów sło­wa „moż­li­wa”, i że o ile w jed­nym sen­sie moż­li­wa jest tyl­ko jed­na przy­szłość, to w innym sen­sie, waż­niej­szym dla spra­wy wol­nej woli, ist­nie­je wie­le moż­li­wych przy­szło­ści. Jako pro­sty przy­kład mięk­ki deter­mi­ni­sta pro­po­nu­je nastę­pu­ją­cą defi­ni­cję sło­wa „może”:

S może zro­bić X = gdy­by S spró­bo­wał zro­bić X, to uda­ło­by mu się to zro­bić.

Zauważ­my, że w tym sen­sie oso­ba może posia­dać alter­na­tyw­ne moż­li­wo­ści – może doko­nać każ­de­go z wie­lu dzia­łań – nawet jeśli wszyst­kie jej dzia­ła­nia są zde­ter­mi­no­wa­ne przez uprzed­nie przy­czy­ny. Aby się o tym prze­ko­nać, wyobraź­my sobie nastę­pu­ją­cą sytu­ację: żyję w świe­cie, w któ­rym wszyst­kie zda­rze­nia są zde­ter­mi­no­wa­ne przez uprzed­nie przy­czy­ny. Pra­wa tego świa­ta prze­są­dza­ją, że gdy­bym w bie­żą­cych oko­licz­no­ściach spró­bo­wał zro­bić A, to moja pró­ba zakoń­czy­ła­by się powo­dze­niem, podob­nie jak moja pró­ba zro­bie­nia B (nie­zgod­ne­go z A, alter­na­tyw­ne­go dzia­ła­nia). Pra­wa i prze­szłość deter­mi­nu­ją rów­nież, że fak­tycz­nie spró­bu­ję zro­bić A a nie B. Wszyst­ko to jest spój­ne. W tej sytu­acji deter­mi­nizm jest praw­dzi­wy, a mimo to posia­dam alter­na­tyw­ne moż­li­wo­ści w poda­nym wyżej sen­sie: ist­nie­ją dwa dzia­ła­nia, A i B, takie że gdy­bym spró­bo­wał wyko­nać któ­reś z nich, to uda­ło­by mi się; dla­te­go są to dwa dzia­ła­nia, któ­rych „mogę” doko­nać.

Mięk­kie­go deter­mi­ni­zmu moż­na rów­nież bro­nić argu­men­tu­jąc, że być wol­nym po pro­stu zna­czy być wol­nym od zewnętrz­nych prze­szkód dzia­ła­nia, albo że wol­ność wyma­ga jedy­nie tego, aby dzia­ła­nie było zde­ter­mi­no­wa­ne przez przy­czy­ny wewnętrz­ne (np. przez prze­ko­na­nia, war­to­ści i pra­gnie­nia spraw­cy), a nie przez czyn­ni­ki zewnętrz­ne (np. przez siły pocho­dzą­ce z spo­za pod­mio­tu siły czy przez przy­mus ze stro­ny innych osób). Jeśli zgo­dzi­my się z tym, to wol­ność nie wyklu­cza deter­mi­ni­zmu; deter­mi­nizm wyma­ga wpraw­dzie, aby wszyst­kie dzia­ła­nia oso­by były przy­czy­no­wo zde­ter­mi­no­wa­ne, ale nie wyma­ga, aby przy­czy­ny dzia­łań były cał­ko­wi­cie zewnętrz­ne, a nie wewnętrz­ne.

Jesz­cze inna linia argu­men­ta­cji wysu­nię­ta przez mięk­kich deter­mi­ni­stów gło­si, że wol­ność fak­tycz­nie wyma­ga deter­mi­ni­zmu. Twier­dzi się, że gdy­by deter­mi­nizm był fał­szy­wy, a naszych dzia­łań nie deter­mi­no­wa­ły­by żad­ne uprzed­nie przy­czy­ny, to dzia­ła­nia te były­by przy­pad­ko­wy­mi zda­rze­nia­mi, a to co przy­pad­ko­we nie pod­le­ga naszej kon­tro­li. Ponie­waż wol­na wola wyma­ga samo­kon­tro­li, nie posia­da­li­by­śmy więc wol­nej woli. Przy­pu­ść­my np. że mimo iż nie pra­gnę w tej chwi­li sta­nąć na gło­wie i odśpie­wać na głos hymn, to ist­nie­je szan­sa, że tak czy ina­czej to zro­bię, nie­kie­ro­wa­ny żad­nym moim prze­ko­na­niem, pra­gnie­niem czy inną moty­wa­cją. Ta moż­li­wość nie uczy­ni­ła­by mnie wol­nym; prze­ciw­nie, wyda­je się, że pozba­wi­ła­by mnie wol­no­ści. Może­my kon­tro­lo­wać nasze dzia­ła­nia i decy­zje tyl­ko wte­dy, gdy ich przy­czy­na­mi są nasze wewnętrz­ne myśli i dzia­ła­nia. Inde­ter­mi­nizm nie tyl­ko nam w tym nie poma­ga, ale wręcz wyklu­cza speł­nie­nie tych warun­ków wol­no­ści. Jeśli więc w ogó­le posia­da­my spój­ne poję­cie wol­no­ści, to z pew­no­ścią wol­na wola nie wyma­ga inde­ter­mi­ni­zmu.

Cho­ciaż powyż­sze argu­men­ty nie są zupeł­nie pozba­wio­ne mocy, wyda­ją się mniej prze­ko­nu­ją­ce niż zarzu­ty wobec mięk­kie­go deter­mi­ni­zmu. Oto jeden z tych zarzu­tów sfor­mu­ło­wa­ny przez Pete­ra van Inwa­ge­na: „Jeśli deter­mi­nizm jest praw­dzi­wy, to nasze dzia­ła­nia sta­no­wią kon­se­kwen­cje praw przy­ro­dy i zda­rzeń z odle­głej prze­szło­ści. Nie mamy wpły­wu na to, co zda­rzy­ło się przed naszy­mi naro­dzi­na­mi, ani na to, jakie są pra­wa przy­ro­dy. Dla­te­go nie mamy wpły­wu na ich kon­se­kwen­cje, do któ­rych nale­żą rów­nież nasze obec­ne dzia­ła­nia.” Może­my ująć ten argu­ment jesz­cze ina­czej. Wyda­je się, że nie mam dostę­pu do takiej moż­li­wej przy­szło­ści, w któ­rej pra­wa przy­ro­dy są inne niż w naszym świe­cie, ani do takiej przy­szło­ści, w któ­rej zosta­je zła­ma­ne jakieś pra­wo przy­ro­dy. Na przy­kład nie mam dostę­pu do żad­nej moż­li­wej przy­szło­ści, w któ­rej zła­ma­ne zosta­je pra­wo zacho­wa­nia pędu; nie mogę postą­pić w taki spo­sób, że pęd nie zosta­je zacho­wa­ny.

Wyda­je się rów­nież, że nie mam dostę­pu do żad­ne­go moż­li­we­go świa­ta, w któ­rym prze­szłość jest inna niż fak­tycz­nie. Na przy­kład nie mam dostę­pu do moż­li­wej sytu­acji, w któ­rej w 1815 Napo­le­on zwy­cię­ża pod Water­loo. Jeśli deter­mi­nizm jest praw­dzi­wy, to ist­nie­je tyl­ko jed­na moż­li­wa przy­szłość, w któ­rej prze­szłość i pra­wa przy­ro­dy pozo­sta­ją nie­zmien­ne; każ­da alter­na­tyw­na „moż­li­wa” przy­szłość wyma­ga­ła­by innej prze­szło­ści lub innych praw przy­ro­dy. Nie mam więc dostę­pu do żad­nej takiej alter­na­tyw­nej przy­szło­ści. A ponie­waż wol­na wola wyma­ga alter­na­tyw­nych moż­li­wo­ści, deter­mi­nizm ją wyklu­cza.

Roz­waż­my pro­sty przy­kład. Wyobraź sobie, że jesteś leka­rzem i masz dyżur na izbie przy­jęć, gdzie wła­śnie przy­wie­zio­no pacjen­ta z ata­kiem ser­ca. Przy­pu­ść­my, że na pod­sta­wie praw bio­che­mii i fizjo­lo­gii ludz­kie­go cia­ła wiesz, że aby go ura­to­wać, w cią­gu trzech minut od ata­ku ser­ca trze­ba prze­pro­wa­dzić resu­scy­ta­cję. Przy­pu­ść­my, że wiesz rów­nież, iż upły­nę­ły już czte­ry minu­ty i nikt nie prze­pro­wa­dził resu­scy­ta­cję. Czy nie mógł­byś zasad­nie wypro­wa­dzić z tego wnio­sku, że w zaist­nia­łej sytu­acji nie możesz ura­to­wać tego pacjen­ta? Jeśli deter­mi­nizm jest praw­dzi­wy, to two­ja sytu­acja w odnie­sie­niu do każ­de­go z two­ich dzia­łań przy­po­mi­na sytu­ację tego leka­rza w sto­sun­ku do jego pacjen­ta: w wypad­ku każ­dej rze­czy, któ­rej nie robisz, jej zro­bie­nie wyma­ga­ło­by, aby w prze­szło­ści sta­ło się coś, co fak­tycz­nie nie mia­ło miej­sca. Zda­je się z tego wyni­kać, że jeśli deter­mi­nizm jest praw­dzi­wy, to nie możesz zro­bić nic inne­go niż to, co fak­tycz­nie robisz, a zatem że nie masz wol­nej woli.

W obronie wolności

Jak dotąd roz­wa­ży­łem zagro­że­nie, jakie stwa­rza dla wol­nej woli deter­mi­nizm. Oka­za­ło się, że mięk­ki deter­mi­nizm nie uchy­la tego zagro­że­nia. Dru­gie naj­waż­niej­sze sta­no­wi­sko w spo­rze o wol­ną wolę, nie­kie­dy nazy­wa­ne liber­ta­ria­ni­zmem (nie nale­ży go mylić ze sta­no­wi­skiem o tej samej nazwie w filo­zo­fii poli­ty­ki) gło­si, że wol­na wola ist­nie­je i jest nie­zgod­na z deter­mi­ni­zmem, a zatem deter­mi­nizm jest fał­szy­wy. Dla­cze­go mie­li­by­śmy uznać ist­nie­nie wol­nej woli?

Powia­da się czę­sto, że doko­nu­jąc wybo­rów, przy­naj­mniej nie­kie­dy mamy bez­po­śred­nią, intro­spek­cyj­ną świa­do­mość naszej wol­no­ści. Wyobraź sobie np., że znaj­du­jesz się w sytu­acji, w jakiej pod koniec Rapor­tu mniej­szo­ści zna­lazł się John Ander­ton. Powie­dzia­no mu, że zabi­je Leo Cro­wa. Stoi teraz oko w oko z Cro­wem, mie­rząc w nie­go z bro­ni i waha­jąc się, czy naci­snąć spust. Czy na jego miej­scu nie miał­byś nie­od­par­te­go poczu­cia, że możesz wybrać ina­czej? Twar­dzi deter­mi­ni­ści uwa­ża­ją, że to poczu­cie jest „złu­dze­niem”. Ale czy bar­dziej wia­ry­god­ne nie jest przy­ję­cie, że rze­czy są takie, jakie się wyda­ją – przy­naj­mniej dopó­ki nie uzy­ska­my dowo­du, iż jest ina­czej? Czy deter­mi­ni­ści mogą przy­to­czyć taki dowód, któ­ry był­by sil­niej­szy od poczu­cia, że posia­da­my wol­ność wybo­ru?

Kolej­ny popu­lar­ny argu­ment gło­si, że twar­dy deter­mi­nizm jest, w ten czy inny spo­sób, sta­no­wi­skiem samo­unie­waż­nia­ją­cym. Jeśli bowiem deter­mi­nizm jest praw­dzi­wy, to sto­su­je się w rów­nej mie­rze do naszych prze­ko­nań i twier­dzeń (rów­nież tych doty­czą­cych deter­mi­ni­zmu). Jeśli wszyst­kie zda­rze­nia są zde­ter­mi­no­wa­ne przez pra­wa przy­czy­no­we rzą­dzą­ce rucha­mi czą­stek sub­a­to­mo­wych, to doty­czy to rów­nież prze­ko­na­nia i twier­dze­nia deter­mi­ni­sty, że tak wła­śnie jest (a tak­że prze­ciw­ne­go prze­ko­na­nia i stwier­dze­nia jego kry­ty­ka). Nie­któ­rzy sądzą, że pod­wa­ża to każ­de twier­dze­nie oso­by, któ­ra mówi, że wie, iż deter­mi­nizm jest praw­dzi­wy, ponie­waż sub­a­to­mo­we cząst­ki są podat­ne jedy­nie na siły czy­sto fizycz­ne, a nie na logi­kę czy dane. Dla­te­go prze­ko­na­nie oso­by o praw­dzi­wo­ści deter­mi­ni­zmu samo było­by zde­ter­mi­no­wa­ne jedy­nie przez siły czy­sto fizycz­ne, a nie przez logi­kę czy dane. Suk­ces tej wer­sji argu­men­tu samo­unie­waż­nie­nia zale­ży od tego, czy deter­mi­ni­sta-fizy­ka­li­sta może zado­wa­la­ją­co wyja­śnić, czym są „racje” czy „dane”, posłu­gu­jąc się wyłącz­nie kate­go­ria­mi fizy­ka­li­stycz­ny­mi (kate­go­ria­mi aktyw­no­ści sub­a­to­mo­wych czą­stek i pól).

Zgod­nie z inną wer­sję argu­men­tu samo­unie­waż­nie­nia, wypo­wia­da­jąc twier­dze­nia i prze­pro­wa­dza­jąc argu­men­ty czy wnio­sko­wa­nia, deter­mi­ni­sta musi przy­jąć obo­wią­zy­wal­ność okre­ślo­nych norm (zasad doty­czą­cych tego, co powin­no się robić, a cze­go nie powin­no), przyj­mo­wa­nych domyśl­nie w tego rodza­ju dzia­ła­niach. Okre­ślo­ne nor­my są tak waż­ne w tego rodza­ju dzia­ła­niach, że ich akcep­ta­cja jest po pro­stu nie­odzow­na. Mamy np. regu­łę, że nie powin­no się stwier­dzać tego, co nie jest praw­dzi­we, i ta regu­ła defi­niu­je czę­ścio­wo, czym jest stwier­dza­nie. Jeśli doko­nu­je się wypo­wie­dzi, a zara­zem utrzy­mu­je, że owa regu­ła nie rzą­dzi tą wypo­wie­dzią, to nie mamy do czy­nie­nia z auten­tycz­nym stwier­dze­niem. Na przy­kład oso­ba wypo­wia­da­ją­ca kwe­stię w sztu­ce czy piszą­ca powieść nie pod­le­ga regu­le mówie­nia praw­dy, ale z tego same­go wzglę­du nie stwier­dza auten­tycz­nie tego, co mówi. Nie zna­czy to oczy­wi­ście, że ludzie nie mogą kła­mać, ani że kłam­stwa nie nale­żą do stwier­dzeń. Mówie­nie fał­szy­wie jest jak łama­nie reguł w sza­chach: jeśli ktoś łamie je ukrad­kiem, to jedy­nie oszu­ku­je, ale jeśli ktoś cał­ko­wi­cie odma­wia ich uzna­nia, to w ogó­le nie gra w sza­chy. Pokrew­na idea jest taka, że prak­ty­ką wnio­sko­wa­nia rzą­dzi w spo­sób domyśl­ny regu­ła, że nale­ży two­rzyć jedy­nie uza­sad­nio­ne (racjo­nal­ne) prze­ko­na­nia, a uni­kać takich, któ­re są nie­uza­sad­nio­ne; jeśli ktoś w żaden spo­sób nie akcep­tu­je tej nor­my – i np. uwa­ża, że nie ma powo­du, aby pre­fe­ro­wać prze­ko­na­nia racjo­nal­ne wzglę­dem arbi­tral­nych – to nie prze­pro­wa­dza auten­tycz­ne­go wnio­sko­wa­nia.

A sko­ro tak, to deter­mi­ni­sta, któ­ry pró­bu­je racjo­nal­nie bro­nić swo­je­go sta­no­wi­ska, musi przy­jąć przy­naj­mniej pew­ne nor­ma­tyw­ne zasa­dy rzą­dzą­ce jego stwier­dze­nia­mi i myśla­mi. Te nor­ma­tyw­ne zasa­dy mogą się oka­zać trud­ne do uzgod­nie­nia z deter­mi­ni­zmem (w isto­cie akcep­ta­cja jakich­kol­wiek nor­ma­tyw­nych zasad może być nie do pogo­dze­nia z deter­mi­ni­zmem). Nastę­pu­ją­ce wnio­sko­wa­nie deduk­cyj­ne jest jed­nym ze spo­so­bów wyra­że­nia tego pro­ble­mu:

1. Powin­ni­śmy się powstrzy­mać od akcep­to­wa­nia nie­uza­sad­nio­nych prze­ko­nań. (Prze­słan­ka; zało­że­nie wnio­sko­wa­nia.)
2. Powie­dze­nie, że oso­ba powin­na coś zro­bić impli­ku­je, że może to zro­bić. (Prze­słan­ka.)
3. Zatem może­my powstrzy­mać się od akcep­to­wa­nia nie­uza­sad­nio­nych prze­ko­nań. (Prze­słan­ka.)
4. Załóż­my, że praw­dzi­wy jest twar­dy deter­mi­nizm. Wów­czas to, co robi­my jest jedy­ną rze­czą, jaką może­my zro­bić – ina­czej mówiąc, to, co może być zro­bio­ne, jest robio­ne. (Zało­że­nie, defi­ni­cja twar­de­go deter­mi­ni­zmu.)
5. Zatem nie posia­da­my nie­uza­sad­nio­nych prze­ko­nań. (Na pod­sta­wie 3,4.)
6. Wie­le osób uzna­je ist­nie­nie wol­nej woli. (Zało­że­nie.)
7. Zatem prze­ko­na­nie o ist­nie­niu wol­nej woli jest uza­sad­nio­ne. (Na pod­sta­wie 5, 6.)

Twar­dy deter­mi­ni­sta chciał­by zapew­ne unik­nąć wnio­sku (7); wyni­ka on jed­nak logicz­nie z (1), (2), (4) i (6). Twar­dy deter­mi­ni­sta akcep­tu­je (4). (6) moż­na usta­lić roz­ma­wia­jąc ze zwy­kły­mi ludź­mi, bądź obser­wu­jąc ich spo­sób mówie­nia, zacho­wy­wa­nia się, pocią­ga­nia innych do odpo­wie­dzial­no­ści itd. Zasa­da (2) jest nie­mal jed­no­myśl­nie przyj­mo­wa­na przez filo­zo­fów – nie moż­na przy­znać, że coś jest nie­moż­li­we, a następ­nie powie­dzieć, że ludzie powin­ni to zro­bić tak czy ina­czej. Wyda­je się więc, że (1) to jedy­na prze­słan­ka, któ­rą mógł­by zakwe­stio­no­wać twar­dy deter­mi­ni­sta. Ale wła­śnie w tym punk­cie poja­wia się zarzut samo­unie­waż­nie­nia; jeśli twar­dy deter­mi­ni­sta zaprze­cza (1), to odrzu­ca zało­że­nie zawar­te domyśl­nie w samej prak­ty­ce racjo­nal­nej reflek­sji, w któ­rej zamie­rza uczest­ni­czyć.

Cho­dzi nie o to, że powyż­sze rozu­mo­wa­nie dowo­dzi, iż posia­da­my wol­ną wolę. Rzecz raczej w tym, że przy­ję­cie twar­de­go deter­mi­ni­zmu nie jest racjo­nal­ne, ponie­waż twar­dy deter­mi­nizm, w połą­cze­niu z domyśl­ny­mi nor­ma­mi wnio­sko­wa­nia, pro­wa­dzi do wnio­sku, któ­ry racjo­nal­nie pod­wa­ża taki deter­mi­nizm.
Wer­dykt Prze­dzbrod­ni

Trwa filo­zo­ficz­ny spór o to, czy ist­nie­je wol­na wola, czym dokład­nie jest, oraz czy real­ność wol­nej woli jest zgod­na z praw­dzi­wo­ścią deter­mi­ni­zmu. W świe­tle filo­zo­ficz­nej deba­ty na temat wol­nej woli, co nale­ży powie­dzieć o fik­cyj­nym sys­te­mie Prze­dzbrod­ni?

Boha­te­ro­wie fil­mu inter­pre­tu­ją ist­nie­nie rapor­tów mniej­szo­ści jako świa­dec­two na rzecz ist­nie­nia wol­nej woli, a przy­naj­mniej na rzecz ist­nie­nia alter­na­tyw­nych moż­li­wo­ści dostęp­nych ludziom. Nato­miast deter­mi­ni­sta (twar­dy lub mięk­ki) odczy­tał­by je jako świa­dec­two omyl­no­ści pre­ko­gów – być może przy­szłość jest z góry zde­ter­mi­no­wa­na, ale nie­kie­dy jeden z pre­ko­gów popeł­nia błąd doty­czą­cy jej kształ­tu. Moż­na by to uznać za powód do likwi­da­cji sys­te­mu Prze­dzbrod­ni – gdy­by nie to, że po chwi­li namy­słu uświa­da­mia­my sobie, iż każ­dy sys­tem spra­wie­dli­wo­ści kry­mi­nal­nej jest omyl­ny. Sys­tem tra­dy­cyj­ny, w któ­rym sądzi się podej­rza­nych po fak­cie, rów­nież nie­kie­dy karze nie­win­nych ludzi; a zatem powin­ni­śmy zamknąć sys­tem Prze­dzbrod­ni tyl­ko jeśli pre­ko­gi wska­zu­ją nie­win­nych ludzi z więk­szą czę­sto­tli­wo­ścią niż sys­tem tra­dy­cyj­ny. Jed­nak twar­dy deter­mi­ni­sta praw­do­po­dob­nie odrzu­cił­by ideę kary retry­bu­tyw­nej, ponie­waż ludzie nie posia­da­ją kon­tro­li nad tym, co robią; zapew­ne pre­fe­ro­wał­by on raczej takie dzia­ła­nie, któ­re­go celem jest zapo­bie­ga­nie zacho­dze­niu prze­wi­dy­wa­nych (i innych) zbrod­ni.

Z dru­giej stro­ny liber­ta­ria­nin przy­pusz­czal­nie zin­ter­pre­to­wał­by ist­nie­nie rapor­tów mniej­szo­ści jako dowód na ist­nie­nie ludz­kiej wol­no­ści. W myśl tego poglą­du, przy­naj­mniej nie­kie­dy nie jest z góry zde­ter­mi­no­wa­ne, czy oso­ba popeł­ni okre­ślo­ną zbrod­nię, czy nie, i to wła­śnie jest przy­czy­ną roz­bież­no­ści zdań, do jakiej docho­dzi mię­dzy pre­ko­ga­mi. W sytu­acjach, w któ­rych przy­szłość oso­by nie jest jesz­cze zde­ter­mi­no­wa­na, nie powin­no się jej karać za przy­szłą zbrod­nię, nawet jeśli praw­do­po­dob­nie ją popeł­ni. Albo­wiem tyl­ko fak­tycz­na decy­zja, mocą któ­rej dana jed­nost­ka okre­śla kształt przy­szło­ści, w któ­rej popeł­nia zbrod­nię, spra­wi­ła­by, że zasłu­gu­je ona na karę. Przed pod­ję­ciem decy­zji nie ist­nie­je żaden fakt czy stan rze­czy, któ­ry czy­ni tą oso­bę „przy­szłym zbrod­nia­rzem” lub spra­wia, że już teraz zasłu­gu­je ona na karę.

Koniec koń­ców ludzie w Rapor­cie mniej­szo­ści przy­pusz­czal­nie pod­ję­li słusz­ną decy­zję zamy­ka­jąc sys­tem Prze­dzbrod­ni, choć kie­ro­wa­li się nie­wła­ści­wą racją. Tą nie­wła­ści­wą racją była omyl­ność sys­te­mu. Wła­ści­wą racją było­by to, że indy­wi­dua posia­da­ją wol­ną wolę i nie zasłu­gu­ją na karę za przy­szłe dzia­ła­nia, któ­re, bez wzglę­du na to, jak praw­do­po­dob­ne, nie są jesz­cze zde­ter­mi­no­wa­ne.

Prze­ło­żył Mar­cin Iwa­nic­ki

Free Will and Deter­mi­nism in the World of Mino­ri­ty Report, [w:] S. Schne­ider (red.), Scien­ce Fic­tion and Phi­lo­so­phy, Wiley-Blac­kwell 2009, s. 103–112. Prze­kład za zgo­dą Auto­ra i Redak­tor­ki tomu.


Pro­fe­sor filo­zo­fii Uni­ver­sy­te­tu w Colo­ra­do, Boul­der, autor m.in. Skep­ti­cism and the Veil of Per­cep­tion (2001), Ethi­cal Intu­itio­nism (2008) oraz The Pro­blem of Poli­ti­cal Autho­ri­ty (2016). Stro­na inter­ne­to­wa: http://spot.colorado.edu/~huemer/


Zob. numer o wol­nej woli.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Inspi­ru­ją­cy arty­kuł. Pyta­nie tyl­ko, czy z pro­ble­ma­ty­ki irra­cjo­nal­ne­go wizjo­ner­stwa i widze­nia obra­zów przy­szło­ści moż­na tak gład­ko przejść do pro­ble­ma­ty­ki deter­mi­ni­zmu ludz­kich zacho­wań? Wyda­je się, że jeże­li ktoś widzi PRZYSZŁOŚĆ, to bez zbęd­nej nad­in­ter­pre­ta­cji po pro­stu mówiąc twar­do — WIDZI PRZYSZŁOŚĆ i John Ander­ton doko­na mor­der­stwa. Z dru­giej stro­ny sko­ro John Ander­ton może zostać aresz­to­wa­ny, co unie­moż­li­wia mu doko­na­nie zbrod­ni — pre­ko­gi wca­le NIE WIDZĄ PRZYSZŁOŚCI tyl­ko JEJ MOŻLIWĄ WERSJĘ, co pod­wa­ża na grun­cie logi­ki sens ist­nie­nia poka­za­ne­go sys­te­mu pre­wen­cyj­ne­go nawet na grun­cie fil­mo­wym. Sko­ro bowiem ist­nie­je jeden czyn­nik, któ­ry powo­du­je nie­za­ist­nie­nie fak­tu popeł­nie­nia zbrod­ni dla­cze­go nie może ist­nieć kolej­ny?

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy