Artykuł Etyka

Natasza Szutta: Lord Jim i traf moralny

Książka Josepha Conrada pt. Lord Jim opisuje historię pozwalającą wyjaśnić, na czym polega i jaką rolę odgrywa w ludzkim życiu traf moralny. Zwrócenie na niego uwagi sprawiło etykom poważną trudność w obronie wolnej woli i moralnej odpowiedzialności.

Najnowszy numer: Tajemnica istnienia

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 2 (8), s. 34–35.


Posłu­chaj, jak Autor­ka czy­ta swój tekst:

Czy­ta: Nata­sza Szut­ta
Reali­za­cja: Karo­li­na Gle­inert z Radia Mors


radioMors

Part­ner medial­ny maga­zy­nu „Filo­zo­fuj!”.


Zachę­ca­my do współ­pra­cy radia stu­denc­kie i insty­tu­ty dzien­ni­kar­stwa z całej Pol­ski. Kon­takt: redakcja@filozofuj.eu.

Joseph Con­rad opo­wia­da histo­rię Jima – mło­de­go i szla­chet­ne­go Angli­ka, któ­ry zawsze marzył o sta­niu się praw­dzi­wym moral­nym boha­te­rem. Los jed­nak chciał ina­czej.

Patna”

Jim po zdo­by­ciu odpo­wied­nich upraw­nień zacią­gnął się na sta­ry paro­wiec „Pat­na”, któ­rym pły­nę­ła ośmiu­se­to­so­bo­wa gru­pa arab­skich piel­grzy­mów. W dro­dze sta­tek uległ wypad­ko­wi, a Jim wraz z resz­tą zało­gi zbiegł z miej­sca kata­stro­fy, pozo­sta­wia­jąc pasa­że­rów samym sobie.

Choć zało­dze wyda­wa­ło się to abso­lut­nie nie­moż­li­we, „Pat­na” nie zato­nę­ła. Piel­grzy­mów ura­to­wa­no, odho­lo­wu­jąc poważ­nie uszko­dzo­ny sta­tek do por­tu. Wyda­rze­nie to odbi­ło się sze­ro­kim echem, okry­wa­jąc nie­sła­wą wszyst­kich ucie­ki­nie­rów, szcze­gól­nie Jima. Jako jedy­ny z całej zało­gi sta­nął przed sądem. Odtąd już wszy­scy koja­rzy­li go wyłącz­nie z „Pat­ną”.

Przez lata pró­bo­wał ucie­kać od swo­jej prze­szło­ści. Na próż­no. Choć był bar­dzo pra­co­wi­ty i umiał jed­nać sobie nowych pra­co­daw­ców, zła sła­wa zawsze go osta­tecz­nie doga­nia­ła. Nawet jeże­li nie koja­rzo­no go z histo­rią „Pat­ny”, to sama wzmian­ka o stat­ku spra­wia­ła, że Jim natych­miast ucie­kał w inne miej­sce, pró­bu­jąc na nowo budo­wać swo­ją histo­rię. Cały czas głę­bo­ko wie­rzył, że dosta­nie od losu jesz­cze jed­ną szan­sę udo­wod­nie­nia nie­złom­no­ści cha­rak­te­ru. I w koń­cu ją otrzy­mał.

Patusan

Posła­ny przez sza­no­wa­ne­go kup­ca Stei­na do pla­ców­ki han­dlo­wej w egzo­tycz­nej osa­dzie Patu­san, Jim wyka­zał się nie­zwy­kłą odwa­gą i mądro­ścią. Nie dość, że zdo­łał uchro­nić miej­sco­wą lud­ność przed tyrań­ski­mi zaku­sa­mi oko­licz­nych wataż­ków i zapro­wa­dził pokój, to jesz­cze wspie­rał roz­wój osa­dy i wpły­wał na pod­nie­sie­nie jej bez­pie­czeń­stwa. Dzię­ki temu zapra­co­wał sobie na uzna­nie star­szy­zny, przy­jaźń i cał­ko­wi­te zaufa­nie miesz­kań­ców.

Wyda­wa­ło się, że Jim odku­pił już swo­je winy i nic złe­go nie mogło się wyda­rzyć. Nie­ste­ty, śle­py los rzu­cił w rejo­ny Patu­sa­nu pod­łe­go i do cna zepsu­te­go moral­nie Brow­na, któ­ry ze zgra­ją podob­nych mu zabi­ja­ków szu­kał oka­zji, by w łatwy spo­sób się wzbo­ga­cić. Zło­czyń­cy pod­pły­nę­li do osa­dy pod nie­obec­ność Jima, zosta­li jed­nak oto­cze­ni. Choć miesz­kań­cy Patu­sa­nu mogli z łatwo­ścią ich poko­nać, z osta­tecz­ną decy­zją o pod­ję­ciu wal­ki zacze­ka­no do powro­tu Jima. Gdy ten zja­wił się w wio­sce, udał się na spo­tka­nie z Brow­nem. Lek­ko bez­czel­ny, zawa­diac­ki, ale – jak się oka­za­ło – dobrze prze­my­śla­ny spo­sób pro­wa­dze­nia przez Brow­na nego­cja­cji spra­wił, że Jim zgo­dził się na umoż­li­wie­nie nie­pro­szo­nym gościom odwro­tu bez podej­mo­wa­nia wal­ki. Brown nie tyle pro­sił Jima o litość, co raczej – nie zna­jąc jego prze­szło­ści – prze­ko­ny­wał, że każ­dy ma pra­wo do błą­dze­nia i wal­ki o swo­je prze­trwa­nie. Zapy­tał reto­rycz­nie Jima, dla­cze­go on sam uciekł tak dale­ko od cywi­li­za­cji, cze­go szu­kał w Patu­sa­nie; jeśli zapo­mnie­nia – jak mnie­mał – to, o czym tak bar­dzo chciał zapo­mnieć. Mowa Brow­na tra­fi­ła na bar­dzo podat­ny grunt.

Jim, wbrew intu­icjom i zwy­cza­jom miej­sco­wej lud­no­ści, skło­nił radę star­szych do wyra­że­nia zgo­dy na bez­piecz­ny odwrót Brow­na. Prze­ko­ny­wał, że war­to dać mu i jego ludziom szan­sę, bo czło­wiek sta­je się zły nie zawsze wyłącz­nie ze swo­jej winy. Nie­ste­ty, Brown nie nale­żał do ludzi, któ­rzy doce­ni­li­by taki gest. Para­dok­sal­nie potrak­to­wał go nawet jako pew­ne­go rodza­ju ujmę na hono­rze i gdy tyl­ko nada­rzy­ła się oka­zja, okrut­nie odpła­cił Jimo­wi za jego wiel­ko­dusz­ność. Wraz ze swo­ją ban­dą napadł na obóz obroń­ców Patu­sa­nu i zabił przy­ja­cie­la Jima – uko­cha­ne­go syna przy­wód­cy ple­mie­nia Bugi­sów, Dora­mi­na. Tym razem Jim nie chciał już przed nikim i niczym ucie­kać. Oddał się do dys­po­zy­cji Dora­mi­na i zapła­cił swo­im życiem za śmierć mło­de­go Bugi­sa.

Traf moralny

Histo­ria Jima pozwa­la wyja­śnić, jak duże zna­cze­nie w ludz­kim życiu odgry­wa przy­pa­dek, przez ety­ków nazy­wa­ny tra­fem moral­nym, ponie­waż ma on olbrzy­mi wpływ na oce­nę moral­nych spraw­ców i ich dzia­łań. Kim był­by Jim, gdy­by nie zacią­gnął się na „Pat­nę”, lecz na inny, now­szy i lepiej dowo­dzo­ny sta­tek? Albo gdy­by „Pat­na” obra­ła inny kurs i nie ule­gła wypad­ko­wi? Gdy­by jego towa­rzy­sza­mi byli szla­chet­ni ludzie, a nie zgra­ja oprysz­ków? Sytu­acja, w któ­rej został posta­wio­ny Jim, była zupeł­nie od nie­go nie­za­leż­na – nie miał on wpły­wu na to, że zaist­nia­ła. Tysią­ce mary­na­rzy nigdy nie zosta­ło wysta­wio­nych na taką pró­bę, jak Jim. W czym są od nie­go lep­si? To traf sytu­acyj­ny w znacz­nej mie­rze przy­czy­nił się do tego, jak zacho­wał się Jim.

Kim oka­zał­by się Jim, gdy­by ina­czej oce­nił sytu­ację na stat­ku? Gdy­by dostrzegł choć­by cień szan­sy ura­to­wa­nia pasa­że­rów i został na „Pat­nie” jako jedy­ny z zało­gi? Jim nie był czło­wie­kiem bez sumie­nia. Sta­ran­nie i z prze­ję­ciem wypeł­niał swo­je obo­wiąz­ki. Zanim wsko­czył do sza­lu­py ratun­ko­wej, dokład­nie spraw­dził gródź, któ­ra w jego oce­nie nie mogła wytrzy­mać pod napo­rem wody; obli­czył, że sza­lu­py nie mogły pomie­ścić takiej licz­by pasa­że­rów; miał świa­do­mość, że poin­for­mo­wa­nie ich o aktu­al­nej sytu­acji nie­chyb­nie dopro­wa­dzi­ło­by do pani­ki i cha­osu. Rato­wał się instynk­tow­nie, wbrew sobie, bo bez akcep­ta­cji tego, co się z nim w tej chwi­li dzia­ło i bez cie­nia zado­wo­le­nia z szan­sy na oca­le­nie. Jak się jed­nak oka­za­ło, jego prze­wi­dy­wa­nia były zupeł­nie nie­traf­ne. To, co według nie­go mia­ło nie­uchron­nie nastą­pić, nigdy się nie wyda­rzy­ło, a Jim został uzna­ny za tchó­rza. Gdy­by dostrzegł choć­by mini­mal­ną szan­sę ura­to­wa­nia „Pat­ny” i pozo­stał na pokła­dzie, okrył­by się sła­wą boha­te­ra. Przy­pa­dek, o któ­rym tu mowa, doty­czy przy­szłych zda­rzeń, któ­re czę­sto zacho­dzą nie tyl­ko wbrew naszym ocze­ki­wa­niom, ale też wszel­kim prze­wi­dy­wa­niom, na co tak­że nie mamy żad­ne­go wpły­wu. Mamy tu do czy­nie­nia z tra­fem moral­nym, doty­czą­cym nie­prze­wi­dy­wa­nych kon­se­kwen­cji dzia­ła­nia.

Kolej­ny typ tra­fu moral­ne­go, nazy­wa­ny tra­fem kon­sty­tu­tyw­nym, doty­czy kon­struk­cji psy­chicz­nej spraw­cy. Jak wyglą­da­ła­by roz­mo­wa Jima z Brow­nem, gdy­by nie miał z jed­nej stro­ny głę­bo­kie­go pra­gnie­nia zosta­nia moral­nym boha­te­rem, z dru­giej – doświad­cze­nia swo­jej sła­bo­ści na „Pat­nie”? Gdy­by tak głę­bo­ko nie prze­żył swo­jej pierw­szej w życiu i nie­zwy­kle dotkli­wej poraż­ki? Gdy­by tak bar­dzo nie ocze­ki­wał kolej­nej szan­sy, któ­rą w koń­cu ofia­ro­wał mu los? Jim w Brow­nie zoba­czył tro­chę bar­dziej pogu­bio­ne­go sie­bie. Poczu­cie wdzięcz­no­ści, sza­cu­nek i szczę­ście sprzy­ja posta­wie życz­li­wo­ści. Jim chciał dać Brow­no­wi szan­sę, ale zmie­rzył go swo­ją mia­rą i wła­śnie w tym oka­zał się nie­roz­trop­ny. To go zgu­bi­ło. Ale czy mógł spoj­rzeć na Brow­na ina­czej, mając za sobą takie, a nie inne doświad­cze­nia?
Czy to ozna­cza, że Jim nie był wol­ny i odpo­wie­dzial­ny za swo­je czy­ny? Z pew­no­ścią czuł się odpo­wie­dzial­ny: zarów­no wów­czas, gdy ucie­kał przed swo­ją prze­szło­ścią, jak i wów­czas, gdy sta­wiał jej czo­ła. 


Nata­sza Szut­ta – Filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w ety­ce i psy­cho­lo­gii moral­no­ści. Pasje: lite­ra­tu­ra, muzy­ka, góry i nade wszyst­ko swo­je dzie­ci.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.


Fot.: Kadr z fil­mu Lord Jim (1965) w reż. Richar­da Bro­ok­sa.


 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Już w sprze­da­ży w dobrych salo­ni­kach pra­so­wych w całej Pol­sce

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy