Artykuł Etyka Filozofia w literaturze

Natasza Szutta: Proces i siła sytuacyjnego wpływu

Wyobraź sobie, drogi Czytelniku, że budzisz się rano, a w Twoich drzwiach stoi dwóch „smutnych panów”, którzy informują Cię, że jesteś oskarżony i czeka Cię proces. Choć niczego nie rozumiesz, bo przecież czujesz się zupełnie niewinny, a cała sprawa wydaje się jakąś idiotyczną pomyłką, która na pewno wkrótce się wyjaśni, odczuwasz lekki niepokój. Ta absurdalna sytuacja wydaje się tylko złym snem, a jednak nie budzisz się do normalnego życia, lecz powoli dajesz się jej wciągać.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2017 nr 1 (13), s. 34–36. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Józef K.

Józef K. – bohater powieści Franza Kafki Proces – jest cenionym i szanowanym pracownikiem banku, którego kariera nabiera tempa. K. ma duże poczucie własnej wartości. Jest przekonany, że jego los leży w jego własnych rękach. Doskonale nad wszystkim panuje.

W dniu jego trzydziestych urodzin K. odwiedzają strażnicy sądowi, informując o aresztowaniu i wszczętym przeciw niemu procesie. Początkowo myśli, że to jakiś urodzinowy żart, spłatany przez kolegów z banku, ale szybko przekonuje się o powadze sytuacji. Co prawda nikt go nie informuje o przedmiocie domniemanej winy, wiadomo jednak, że o pomyłce nie może być mowy.

Początkowo K. jest oburzony całą sytuacją. Domaga się nakazu aresztowania i przedstawienia stosownych dokumentów. Szybko jednak traci rezon, gdy zostaje powiadomiony, że od dziś nie jest już wolnym człowiekiem. Na spotkanie z nadzorcą ubiera najlepszy garnitur i przyjmuje nieco łagodniejszą postawę. Nadal niczego nie rozumie. Cała sprawa owiana jest tajemnicą. Sugeruje mu się jedynie większą wstrzemięźliwość w okazywaniu emocji i nieprzesadzanie w ogłaszaniu wszystkim swojej niewinności.

Pomimo procesu K. może nadal spełniać swoje zawodowe obowiązki. Jego areszt nie ma charakteru fizycznego, tylko psychiczny. Odtąd życie K. będzie całkowicie powiązane z toczącym się przeciw niemu procesem, od którego – jak się wkrótce okaże – nie może się uwolnić.

Sąd

Choć od aresztowania minęło niewiele czasu, K. ma poczucie, że wszyscy są już wtajemniczeni w jego sytuację. Za wszelką cenę chce dociec powodów oskarżenia i dowieść swojej niewinności. Wezwanie do sądu na pierwsze przesłuchanie uznaje za najlepszą ku temu okazję. Wykorzystuje ją, by publicznie złożyć zażalenie na sposób, w jaki został potraktowany przez sąd. Jego wystąpienie jest pełne buntu i agresji. Zniecierpliwiony wychodzi, nie dając sędziemu możliwości przeprowadzenia przesłuchania w sprawie.

W czasie kolejnych spotkań z sądem K. uświadamia sobie bardzo skomplikowany sposób funkcjonowania machiny władzy sądowniczej, która rządzi się absurdalnymi – zupełnie nieprzejrzystymi – prawami i zasadami. Panują w niej skrajnie hierarchiczne stosunki, które są polem do licznych nadużyć: manipulacji i jawnej korupcji. K. zaczyna rozumieć swoją realną pozycję – małego i nic nieznaczącego trybiku w całej tej maszynerii. Już dociera do niego, że jego sytuacja może być trudniejsza, niż mu się dotąd wydawało. Zewsząd otrzymuje sygnały, że oczyszczenie z zarzutów w zasadzie nie jest możliwe. Jeśli już kiedykolwiek przeciw komuś wszczyna się proces, sprawa jest nie do wygrania.

Proces

Odtąd K. przestaje normalnie funkcjonować. Nie może już nie myśleć o procesie. Nie jest w stanie skoncentrować się na pracy zawodowej. Staje się podejrzliwy i towarzyszy mu nieustannie myśl, że inni tylko czyhają na jego potknięcie. Czuje, że grunt usuwa mu się spod nóg. Spotkanie z kupcem Blockiem – innym aresztowanym, którego proces trwa już ponad pięć lat – uświadamia K., że znalazł się w matni. Block z dobrze prosperującego przedsiębiorcy stał się nędzarzem finansowym i psychicznym, zupełnie uzależnionym od woli i kaprysów sędziego oraz aż sześciu opłacanych przez niego adwokatów. K. nie chce wciągać się w żadną z sądowych gier dostępnych w jego sytuacji. Jako że całkowite oczyszczenie z winy jest zupełnie poza jego zasięgiem, może jedynie starać się o pozorne uwolnienie lub odwlekanie swojej sprawy w nieskończoność. Wybierając taką strategię, wciąż jednak pozostawałby niewolnikiem sądu i jego urzędników, którzy w każdej chwili mogliby albo wszcząć procedury procesowe na nowo, albo przyspieszyć ich tok. K. w takiej sytuacji rezygnuje z adwokata.

W przeddzień jego trzydziestych pierwszych urodzin do mieszkania K. ponownie przychodzi dwóch panów. Mimo że ich wizyta nie jest zaplanowana, K. siedzi na krześle w pobliżu drzwi w pozycji, w jakiej się czeka na gości. Jest ubrany na czarno i przygotowany do wyjścia. Przez chwilę tylko myśli, że mógłby stawić opór, ale szybko z tego rezygnuje. Jest przekonany, że to, co go czeka, jest nieuchronne. Ten dzień jest ostatnim dniem życia K. Proces dobiegł końca.

Tożsamość i siła wpływu sytuacyjnego

Powieść Franza Kafki, jak chyba żadna inna lektura, ukazuje siłę wpływu czynników sytuacyjnych na ludzkie życie. Absurdalność procesu K., polegająca m.in. na całkowitym braku przedstawienia powodów oskarżenia i fatalizmie losu bohatera, jeszcze lepiej pozwala tę siłę sobie uświadomić. Kim wobec tego jest człowiek, który bywa narażony na różne kaprysy losu? Czy można w tym wszystkim mówić o istnieniu czegoś takiego jak charakter człowieka? Na czym polega jego tożsamość? Skoro ludzie tak łatwo dają się pokonać sytuacji, w której zostali postawieni, to może są oni zupełnie nieokreśleni, maksymalnie plastyczni i pozwalający na różne sposoby sterować swoim zachowaniem? K., który w pierwszym rozdziale wydaje się pewny siebie, niezależny i gotowy do walki o swoje dobre imię, w ostatnim już tylko z rezygnacją czeka na wykonanie wyroku. Zderzenie z bezduszną machiną sądowniczej władzy doprowadza go do całkowitej zmiany postawy i sposobu zachowania.

O tym, że siła wpływu sytuacyjnego to nie jest literacka fikcja, świadczą liczne dane historyczne i eksperymentalne. Historia jest pełna przykładów ludzi, którzy w trudnych okolicznościach dokonywali rzeczy strasznych – mordowali, gwałcili albo szli na pewną śmierć, bez jakiejkolwiek próby stawiania oporu (m.in. III Rzesza lub Rwanda). Wyniki eksperymentów psychologów społecznych pokazują, jak łatwo ulegamy m.in. wpływowi autorytetu, roli społecznej, podwyższonego lub obniżonego nastroju. Z kolei badania psychologów kognitywnych pozwalają wyciągnąć wniosek, że w naszym poznaniu i wartościowaniu bardzo często polegamy na heurystykach, czyli prostych i niestety na ogół błędnych intuicjach.

Psycholodzy wskazują na liczne automatyzmy, które zaburzają nasz sposób widzenia i interpretowania świata oraz sytuacji, w której aktualnie się znajdujemy. Część z tych mechanizmów ma taki charakter, że można je wykorzystywać do zewnętrznego sterowania ludźmi, jak np. „efekt torowania”, czyli takiego eksponowania jakiegoś bodźca, by w określony sposób ukierunkowywał nasze myślenie i w efekcie powodował określony nastrój czy zachowanie; „efekt ram interpretacyjnych”, który sprawia, że jakąś informację można odczytywać na różne sposoby, w zależności od kontekstu, w jakim jest ona ujęta; „efekt samej ekspozycji”, który sprawia, że zwykle z większym zaufaniem podchodzimy do rzeczy, sytuacji, informacji, które są przez nas jakoś rozpoznawalne, nieobco brzmiące, z czymś pozytywnym kojarzone. W obliczu tych danych można zacząć powątpiewać w dotychczas obowiązującą definicję człowieka jako kogoś zdolnego do budowania swojej tożsamości, kogoś wolnego i odpowiedzialnego za swoje działania.

Doceniając siłę wpływu sytuacyjnego, nie należy jednak jej zanadto przeceniać. Trzeba zawsze pamiętać, że w historii obok tych, którzy dali się uwieść sytuacji np. wojny i terroru, zawsze byli też ludzie, którzy się jej nie poddawali. Podobnie w badaniach eksperymentalnych, dotyczących społecznego wpływu, choć większość rzeczywiście mu ulegała, to zawsze znajdowali się tacy ludzie, którzy działali niezależnie od niego (ok. 30–35% badanych). Nie da się także zaprzeczyć, że mamy tendencję do myślenia opartego na heurystykach, ale nie oznacza to, że one z konieczności muszą zdominować wszystkie nasze procesy poznawcze. Badania nad samokontrolą, prowadzone przez psychologów, pozwalają twierdzić, że człowiek może kontrolować swoje myśli, uczucia i zachowania. Musi jednak nieustannie podejmować pracę nad sobą. Ludzka wola jest podobna do mięśnia, który trzeba nieustannie trenować. Pozbawiona treningu wiotczeje i zdaje się na wpływy różnych zewnętrznych okoliczności.


Natasza Szutta – Filozof, pracownik Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizuje się w etyce, metaetyce i psychologii moralności. Pasje: literatura, muzyka, góry i nade wszystko swoje dzieci.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy