Artykuł Filozofia w literaturze

Natasza Szutta: „Władca much” i spór o metody wychowania moralnego

William Golding swoją opowieścią kwestionuje główną tezę J.J. Rousseau, jakoby człowiek był istotą z natury dobrą. Pokazuje, do jakich zgubnych skutków może doprowadzić oddzielenie ludzi od cywilizacji i ich powrót do natury. Jego książka jest odczytywana jako głos w sporze o metodę edukacji moralnej.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 34–36. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Rajska wyspa

Gold­ing rozpoczy­na swo­ją opowieść od spotka­nia dwóch chłopców, którzy przeżyli katas­trofę samolo­tu. Już od początku wiado­mo, że rajskie otocze­nie nie wróży rajskiego życia. Pier­wsze min­u­ty zwias­tu­ją kłopo­ty. Zdrowy, przys­to­jny i wys­portowany Ralph stoi naprze­ciw niedowidzącego ast­maty­ka z dużą nad­wagą. Nigdy nie poz­namy jego imienia, bo na wyspę prze­niesie się wraz ze znien­aw­id­zonym szkol­nym przezwiskiem. Wszyscy będą mówić o nim i do niego wyłącznie „Prosi­aczek”. Na wyspie poza tą dwójką są jeszcze inni chłop­cy w wieku od kilku do kilku­nas­tu lat. Ralph zosta­je nat­u­ral­nym przy­wód­cą całej grupy, choć to Prosi­aczek znalazł i namówił go do uży­cia mag­icznej mus­zli – konchy – w celu zgro­madzenia wszys­t­kich rozbitków. Prosi­aczek od początku całej his­torii, mimo że wyróż­nia się inteligencją i rozsąd­kiem, będzie miał kłopo­ty z akcep­tacją. Już od pier­wszych chwil poby­tu na wyspie tęskni za światem dorosłych, który dawał mu poczu­cie bez­pieczeńst­wa.

Koncha i prawa

Kon­cha – pięk­na mus­zla, która wyda­je donośny dźwięk – jest narzędziem wprowadza­nia ładu i demokracji na rajską wyspę. Chłop­cy za jej pomocą zwołu­ją ogólne zebra­nia. Wyko­rzys­tu­ją ją do porząd­kowa­nia dyskusji – zabiera głos tylko ten, kto trzy­ma ją w dłoni. Ustanaw­ia­ją wspólne zasady funkcjonowa­nia na wyspie. Pri­o­ry­tetem ma być podtrzymy­wanie ogniska, które może ich ura­tować, dając syg­nał przepły­wa­ją­cym w okol­i­cy
statkom.

Nie wszyscy jed­nak chcą się pod­porząd­kować pra­wom i uznać przy­wództ­wo Ral­pha. Od samego początku rywal­izu­je z nim Jack, który nigdy nie zapom­ni momen­tu swego najwięk­szego upoko­rzenia, gdy w pier­wszym głosowa­niu jego kandy­datu­ra na wodza została przez chłopców odrzu­cona. Wkrótce zostanie głównym myśli­wym na wyspie i skutecznie odbierze Ralphowi przy­wództ­wo, zaprowadzi auto­ry­tarne rządy i będzie próbował go w bru­tal­ny sposób zabić.

Równia pochyła

Chłop­cy, przy­by­wa­jąc na wyspę, mieli wpo­joną niechęć do prze­mo­cy i zadawa­nia bólu. To efekt ich wychowa­nia. Nawet najbardziej pewny siebie Jack nie był w stanie zadać ostate­cznego cio­su w cza­sie polowa­nia, choć nadarzyła się po temu bard­zo dobra okaz­ja. Widok noża przeszy­wa­jącego zwierzęce ciało był dla niego jeszcze nie do zniesienia. Z cza­sem jed­nak to się zmienia, a zdol­ność do polowa­nia i zabi­ja­nia bru­tal­izu­je jego zachowa­nia także w sto­sunku do ludzi.

Rozsąd­ny plan podtrzymy­wa­nia palącego się ogniska, który dla Ral­pha jest abso­lut­nym pri­o­ry­tetem, fak­ty­cznie intere­su­je i imponu­je tylko bard­zo niewielu chłop­com, nato­mi­ast polowanie na zwierzynę i zabi­janie pocią­ga więk­szość z nich. Chłop­cy mogą obyć się bez jedzenia mięsa, wys­pa jest peł­na smacznych owoców, które mogą zaspokoić ich głód. To raczej siła, pewność siebie i dom­i­nac­ja w grupie przy­cią­ga­ją ich do Jac­ka.

Rajs­ka wys­pa powoli sta­je się świad­kiem coraz bardziej bar­barzyńs­kich zachowań. Zaczy­na się od zaniecha­nia – wszyscy zapom­i­na­ją o małym, zalęknionym chłopcu, który najpraw­dopodob­niej ginie w pożarze. Następ­nie w sza­leńczym, rytu­al­nym tańcu po polowa­niu zosta­je zamor­dowany Simon, którego pomy­lono z dzikim zwierzem. Potem zło dokonu­je się już w sposób prze­myślany i celowy. Dochodzi do otwartego napadu na Prosi­acz­ka. Jego oku­lary są niezbędne bandzie Jac­ka do łatwego wznieca­nia ognia, koniecznego do pieczenia zdobytego mięsa. Gdy niemal niewidomy, bezbron­ny Prosi­aczek przy­chodzi upom­nieć się o swo­ją włas­ność, zosta­je bru­tal­nie zamor­dowany. Kul­mi­nacją zła jest zaplanowane i staran­nie przeprowad­zone polowanie na Ral­pha. Deter­mi­nac­ja Jac­ka do zlik­wid­owa­nia rywala jest tak ogrom­na, że nie waha się nawet pod­pal­ić wyspy. To sza­leńcze eskalowanie jeszcze dziecięcego okru­cieńst­wa prz­ery­wa dopiero przy­by­cie mary­narzy z bry­tyjskiego krążown­i­ka.

Natura i wychowanie

His­to­ria nakreślona przez Goldin­ga może być odczy­tana jako głos w sporze o naturę człowieka i metody wychowaw­cze. Skła­nia ona do odrzuce­nia głębok­iego przeko­na­nia J.J. Rousseau, jako­by człowiek był z natu­ry dobry i, jeśli tylko nikt ani nic mu nie przeszkadza, w sposób spon­tan­iczny rozwi­ja swo­je nat­u­ralne skłon­noś­ci do moral­nego doskonale­nia się w kierunku życ­zli­woś­ci, spraw­iedli­woś­ci i sza­cunku dla innych. Według Rousseau to cywiliza­c­ja i różne ele­men­ty kul­tu­ry go deprawu­ją – wystar­czy uwol­nić go od ich ciężaru, a na powrót stanie się dobry. Tym­cza­sem książ­ka Goldin­ga pokazu­je, jak w chłop­cach odd­zielonych na chwilę od cywiliza­cji budzą się naj­gorsze instynk­ty, które wyp­ier­a­ją zdoby­cze kul­tu­ry.

Rousseau do dziś inspiru­je wychowaw­ców. Nieustan­nie toczy się spór między zwolen­nika­mi tzw. dyrek­ty­wnych i niedyrek­ty­wnych metod wychowa­nia moral­nego. Zwolen­ni­cy dyrek­ty­wnych metod uważa­ją, że dziecko w pro­ce­sie wychowaw­czym należy wprost ukierunk­owywać, zaszczepi­a­jąc w nim odpowied­ni sys­tem wartoś­ci. Są oni częs­tokroć oskarżani o indok­try­nację uprzed­miotaw­ia­jącą wychowanków. Alter­naty­wą mają być metody niedyrek­ty­wne, u pod­staw których leży głębok­ie przeko­nanie, że dzieci same odkryją moralne wartoś­ci, jeśli tylko im się na to poz­woli. Wychowaw­ca nie powinien zatem im niczego narzu­cać, tylko stwarzać atmos­ferę zau­fa­nia i akcep­tacji. Zachę­cać do odrzuce­nia utr­walonych przekon­ań i auto­ry­tetów, by same znalazły swój włas­ny sys­tem wartoś­ci.

Nie warto jed­nak myśleć o obu meto­dach jako wyłącznie konkuren­cyjnych wzglę­dem siebie. Moż­na je potrak­tować jako metody kom­ple­men­tarne, które powin­ny być stosowane na różnych eta­pach edukacji moral­nej. Jakkol­wiek w początkowym okre­sie edukacji moral­nej, w wieku wczesnodziecię­cym, trud­no obyć się bez wprost podanych wskazówek na tem­at dobra i zła moral­nego, to na jej późniejszym etapie metody dyrek­ty­wne są dalece niewystar­cza­jące. Dzieci muszą być skła­ni­ane do samodziel­nych poszuki­wań odpowiedzi na pyta­nia o wartoś­ci, by mogły się prawdzi­wie z nimi iden­ty­fikować.

Tak jak nie moż­na jed­noz­nacznie powiedzieć, że człowiek jest z natu­ry dobry, nie moż­na też stwierdz­ić, że jest z natu­ry zły. Nawet Gold­ing w swo­jej opowieś­ci zna­j­du­je miejsce na przykład moral­nego doskonale­nia. Główny bohater – Ralph – choć z początku ma skłon­ność do pod­porząd­kowywa­nia sobie innych i baw­ienia się ich kosztem, z cza­sem zmienia swo­ją postawę, sta­jąc się rozsąd­nym i odpowiedzial­nym człowiekiem.


szuttaN-fotoNatasza Szut­ta – Filo­zof, pra­cown­ik Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, spec­jal­izu­je się w etyce i psy­chologii moral­noś­ci. Pas­je: lit­er­atu­ra, muzy­ka, góry i nade wszys­tko swo­je dzieci.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Ide­alne pod­sumowanie dzisiejszych pseu­do­filo­zofów, tworzą swo­je sądy oparte o fik­cyjne opowiada­nia. Bra­wo, naprawdę bra­wo. A co będzie jutro podob­ne opowiadanie jed­nak z prze­ci­wnym przesłaniem? I co wtedy, które będzie miało więk­szą wagę argu­men­tacji? Pod­powiem: żadne, oby­d­wa były­by zbędne. Nie poz­draw­iam

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy