Artykuł Epistemologia Etyka

Peter Singer, Katarzyna de Lazari-Radek: Moralność a emocje

Czy moralność bazuje na emocjach czy na rozumie? Stanowisko, wedle którego moralność opiera się na emocjach, jest często kojarzone z Davidem Hume’em, osiemnastowiecznym szkockim filozofem, znanym z powiedzenia, że „rozum jest i powinien być jedynie sługą namiętności”.

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 4 (16), s. 17–19. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Bie­gu­no­wo prze­ciw­ne sta­no­wi­sko w tej deba­cie repre­zen­tu­je Imma­nu­el Kant, któ­ry twier­dził, że moral­ność zasa­dza się na rozu­mie, któ­ry usta­na­wia impe­ra­tyw kate­go­rycz­ny, w sfor­mu­ło­wa­niu Kan­ta brzmią­cy: „postę­puj tyl­ko wedle takiej mak­sy­my, co do któ­rej mógł­byś jed­no­cze­śnie chcieć, aby sta­ła się ona pra­wem powszechnym”.

Empatia a zachowania moralne

Naj­now­sze bada­nia z zakre­su psy­cho­lo­gii nie mogą roz­strzy­gnąć spo­ru o to, jaką rolę rozum i emo­cje powin­ny odgry­wać, gdy for­mu­łu­je­my sądy moral­ne, ale wyja­śnia­ją nie­co z tego, w jaki spo­sób rze­czy­wi­ście podej­mu­je­my moral­ne decy­zje. C. Daniel Bat­son zna­ny jest jako orę­dow­nik „hipo­te­zy altru­izmu-empa­tii” – poglą­du, w świe­tle któ­re­go ktoś, kto żywi wobec dru­gie­go sym­pa­tię i współ­czu­cie, dys­po­nu­je bar­dzo sil­nym moty­wem, aby mu pomóc.

Jak­kol­wiek uczu­cia tego typu są oczy­wi­ście waż­nym źró­dłem moty­wa­cji do pomo­cy innym ludziom, to nie są źró­dłem wystar­cza­ją­cym. Bat­son i jego współ­pra­cow­ni­cy wyka­za­li rów­nież, że empa­tia może pro­wa­dzić do złych czy­nów. W jed­nym z eks­pe­ry­men­tów stu­den­ci wysłu­cha­li wywia­du z She­ri, dzie­się­cio­let­nim dziec­kiem cho­rym na powo­li postę­pu­ją­cą śmier­tel­ną cho­ro­bę. Poło­wa stu­den­tów zosta­ła popro­szo­na o obiek­tyw­ne nasta­wie­nie w trak­cie słu­cha­nia wywia­du, pod­czas gdy dru­ga poło­wa mia­ła wyobra­zić sobie uczu­cia She­ri. Następ­nie zaofe­ro­wa­no wszyst­kim stu­den­tom moż­li­wość, aby prze­su­nę­li ją z listy ocze­ku­ją­cych na ratu­ją­cy życie zabieg na listę prio­ry­te­to­wą, i to na miej­sce przed inny­mi dzieć­mi, cho­ru­ją­cy­mi na poważ­niej­szą śmier­tel­ną cho­ro­bę lub dłu­żej cze­ka­ją­cy­mi na ope­ra­cję. Tyl­ko 33% stu­den­tów z gru­py, któ­rą popro­szo­no o zacho­wa­nie obiek­tyw­nej posta­wy, wybra­ło tę moż­li­wość, pod­czas gdy z gru­py, któ­ra mia­ła wyobra­zić sobie jej uczu­cia, zro­bi­ło tak samo aż 73% stu­den­tów. Co zna­czą­ce, wszy­scy uczest­ni­cy zgo­dzi­li się, że stron­ni­czość jest mniej moral­na niż bez­stron­ność, lecz więk­szość stu­den­tów z gru­py popro­szo­nej o empa­tię wobec She­ri porzu­ci­ło tę zasadę.

Wyglą­da na to, że w przy­pad­ku wie­lu uczest­ni­ków eks­pe­ry­men­tu empa­tia dla She­ri prze­wa­ży­ła nad ści­śle moral­ny­mi wzglę­da­mi. Nie­mniej wyda­je się, że pozo­sta­li kie­ro­wa­li się wyłącz­nie tym, iż uzna­li praw­dę moral­ną, że nie powin­ni­śmy zacho­wy­wać się stron­ni­czo lub w nie­spra­wie­dli­wy spo­sób, ponie­waż 27% uczest­ni­ków z gru­py popro­szo­nej o empa­tię wobec She­ri koniec koń­ców nie prze­su­nę­ło jej z listy ocze­ku­ją­cych na listę priorytetową.

Jest to spój­ne z oczy­wi­stą praw­dą, że ludzie są zdol­ni do racjo­nal­ne­go myśle­nia, lecz nie są w peł­ni racjo­nal­ny­mi isto­ta­mi. Motyw wywo­ła­ny uzna­niem praw­dy moral­nej jest tyl­ko jed­nym spo­śród ludz­kich moty­wów, jed­nak nie zawsze lub przy­naj­mniej nie­zbyt czę­sto jest moty­wem dominującym.

Rola dysonansu poznawczego i poczucia własnej wartości

Wiel­ki dzie­więt­na­sto­wiecz­ny filo­zof repre­zen­tu­ją­cy uty­li­ta­ryzm, Hen­ry Sid­gwick, wska­zał jesz­cze na inny rodzaj uczu­cia, któ­re może poja­wić się w kon­se­kwen­cji pozna­nia prawd moral­nych. W Meto­dach ety­ki napi­sał, że ego­ista praw­do­po­dob­nie czuje:

na tysiąc spo­so­bów […] dyso­nans mię­dzy ryt­mem wła­sne­go życia i ryt­mem więk­szej cało­ści, któ­rej jego życie jest jedy­nie drob­ną i nie­istot­ną cząstką.

Brzmi to bar­dzo podob­nie do sta­nu emo­cjo­nal­ne­go, któ­ry dwu­dzie­sto­wiecz­ni psy­cho­lo­go­wie okre­śli­li jako „poznaw­czy dyso­nans”, tj. stan nie­po­ko­ju i dys­kom­for­tu z powo­du ­utrzy­my­wa­nia nie­spój­nych ze sobą prze­ko­nań. Szwedz­ki socjo­log Gun­nar Myr­dal przy­wo­łał tę ideę w swo­jej pra­cy Ame­ry­kań­ski dyle­mat z 1944 roku, uzna­nym stu­dium rela­cji mię­dzy rasa­mi. Jak ujął to Myr­dal, wszy­scy Ame­ry­ka­nie, włą­cza­jąc w to bia­łych z Połu­dnia, któ­rzy w tam­tym cza­sie otwar­cie bro­ni­li ­segre­ga­cji raso­wej, wyzna­wa­li ame­ry­kań­skie kre­do rów­no­ści i demo­kra­cji. Napię­cie mię­dzy posta­wą moral­ną wyni­ka­ją­cą z kre­do a rze­czy­wi­sto­ścią rela­cji mię­dzy rasa­mi na Połu­dniu – według prze­ko­na­nia Myr­da­la – powin­no zostać roz­po­zna­ne i roz­strzy­gnię­te na korzyść rów­no­ści. Jego prze­wi­dy­wa­nie oka­za­ło się trafne.

Poczu­cie wła­snej war­to­ści jest waż­ną ludz­ką potrze­bą, któ­ra łączy się z życio­wą satys­fak­cją. Prze­ko­na­nie, że nale­ży dzia­łać tak a tak, przy świa­do­mo­ści, że czy­ni się ina­czej, praw­do­po­dob­nie pod­ko­pie poczu­cie wła­snej war­to­ści danej oso­by. Richard Keshen, współ­cze­sny filo­zof z Kana­dy, argu­men­tu­je w swo­jej książ­ce Roz­sąd­ne poczu­cie wła­snej war­to­ści, że roz­sąd­ni ludzie czer­pią poczu­cie wła­snej war­to­ści z prze­ko­na­nia, że ich poglą­dy moż­na uza­sad­nić, zaś war­to­ści, któ­re podzie­la­ją, nie mogą pod­le­gać roz­sąd­nej kry­ty­ce ze stro­ny innych ludzi. Keshen uwa­ża, że roz­sąd­na oso­ba to taka, któ­rą defi­niu­je potrze­ba posia­da­nia roz­sąd­nych prze­ko­nań na temat świa­ta, swo­ich pra­gnień i tego, co powin­na robić. Idea war­to­ści, któ­rych nie moż­na pod­wa­żyć za pomo­cą roz­sąd­nej kry­ty­ki ze stro­ny innych ludzi, bie­rze swój począ­tek w odpor­no­ści na wpły­wy stron­ni­cze­go myśle­nia. Keshen roz­wi­ja jed­nak tę ideę dalej, argu­men­tu­jąc, że rdzeń moral­ne­go życia roz­sąd­nej oso­by sta­no­wi odkry­cie, że inni są do nas podob­ni, a w związ­ku z tym ich życie i ich pomyśl­ność są w pew­nym sen­sie tak samo waż­ne jak nasze.

Empatia a rozum

Roz­sąd­na oso­ba nie może cenić samej sie­bie, jed­no­cze­śnie igno­ru­jąc dąże­nia innych ludzi, któ­rych uzna­je za tak samo waż­nych jak ona sama. Keshen argu­men­tu­je, że roz­sąd­na oso­ba może czuć się spad­ko­bier­cą tra­dy­cji prze­bie­ga­ją­cej od Ary­sto­te­le­sa przez Gali­le­usza aż do naszych cza­sów. Spo­strze­że­nie, że jest się czę­ścią tej cen­nej tra­dy­cji myśle­nia może wzmoc­nić poczu­cie wła­snej wartości.

Dyso­nans poznaw­czy i roz­sąd­ne poczu­cie wła­snej war­to­ści nie są po pro­stu irra­cjo­nal­ny­mi pra­gnie­nia­mi czy emo­cja­mi, któ­re się nam przy­tra­fia­ją tak, jak przy­da­rza się nam głód, lecz są pra­gnie­nia­mi i uczu­cia­mi, wyni­ka­ją­cy­mi z prze­ko­nań zakła­da­ją­cych naszą zdol­ność do posłu­gi­wa­nia się rozu­mem. Bar­dzo trud­no jest być racjo­nal­ną isto­tą i pozo­sta­wać obo­jęt­nym wobec nie­spój­no­ści wła­snych prze­ko­nań, trud­no też mieć uza­sad­nio­ne poczu­cie wła­snej war­to­ści, gdy ma się świa­do­mość roz­bież­no­ści mię­dzy wła­sny­mi czy­na­mi a war­to­ścia­mi, w któ­re się wie­rzy, czy też wie­dząc, że zasa­dy, któ­ry­mi się kie­ru­je­my, nie mają prze­ko­nu­ją­ce­go uza­sad­nie­nia, jakie każ­da roz­sąd­na oso­ba mogła­by zaakceptować.

W prze­ci­wień­stwie do twier­dze­nia Hume’a, że rozum jest i powi­nien być nie­wol­ni­kiem uczuć, taki punkt widze­nia czy­ni rozum panem przy­naj­mniej nie­któ­rych z naszych uczuć. Racjo­nal­ny osąd, wska­zu­ją­cy na słusz­ny czyn, odgry­wa pierw­szo­pla­no­wą rolę i wywo­łu­je uczu­cie dyso­nan­su poznaw­cze­go (jeże­li nie czy­ni­my tego, co oce­nia­my jako słusz­ne) lub uza­sad­nio­ne­go poczu­cia wła­snej war­to­ści (jeże­li czy­ni­my to, co uwa­ża­my za słusz­ne). Zara­zem ten punkt widze­nia w istot­ny spo­sób róż­ni się od poglą­du Kan­ta, któ­ry utrzy­my­wał, że rozum może bez­po­śred­nio oddzia­ły­wać na ludz­ką wolę. Uzna­je­my bowiem, że rozum wpły­wa na naszą wolę, wywo­łu­jąc pew­ne uczu­cia moral­ne. Akcep­tu­je­my rów­nież to, że empa­tia i inne uczu­cia odgry­wa­ją istot­ną rolę, moty­wu­jąc nas do moral­nie dobre­go zachowania.
Tłu­ma­czył Paweł Pijas


Peter Sin­ger – pro­fe­sor bio­ety­ki w Uni­ver­si­ty Cen­ter for Human Valu­es w Prin­ce­ton. Mię­dzy­na­ro­do­wą sła­wę zyskał dzię­ki książ­ce Wyzwo­le­nie zwie­rząt (wyd. pol. 2004). Jest zało­ży­cie­lem Mię­dzy­na­ro­do­we­go Towa­rzy­stwa Bio­etycz­ne­go oraz pre­ze­sem Mię­dzy­na­ro­do­we­go Ruchu na Rzecz Praw Zwie­rząt (Ani­mal Rights Inter­na­tio­nal). W 2005 roku „Time” nazwał go „jed­nym ze stu naj­bar­dziej wpły­wo­wych ludzi na świe­cie”, zaś „New Sta­te­sman” umie­ścił go na liście dwu­na­stu naj­więk­szych współ­cze­snych myślicieli.

Kata­rzy­na de Laza­ri-Radek  – Etyk i filo­zof, pra­cu­je na Uni­wer­sy­te­cie Łódz­kim. Zaj­mu­je się uty­li­ta­ry­zmem, bio­ety­ką, pra­wa­mi zwie­rząt. Wspól­nie z Pete­rem Sin­ge­rem napi­sa­ła dwie książ­ki: The Point of View of the Uni­ver­se (2014) i Uti­li­ta­ria­nism: A Very Short Intro­duc­tion (2017). W chwi­li obec­nej pra­cu­je nad dwie­ma mono­gra­fia­mi: o dobro­sta­nie i o filo­zo­fii przyjemności.

 

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

 < Powrót do spi­su tre­ści nume­ru

Fot.: © agsandrew

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Ten arty­kuł naj­bar­dziej tra­fił mi do przekonania.
    Pew­ne myśli nasu­nął mi przy­po­mnia­ny przez Auto­ra słyn­ny impe­ra­tyw kate­go­rycz­ny Kanta:
    „Postę­puj wedle takiej tyl­ko zasa­dy, co do któ­rej mógł­byś jed­no­cze­śnie chcieć, aby sta­ła się pra­wem powszechnym”
    Kant wyra­ził swój impe­ra­tyw kate­go­rycz­ny w spo­sób logicz­ny i dla uważ­ne­go czy­tel­ni­ka zro­zu­mia­ły, ale ta defi­ni­cja może nie­któ­rych razić swo­im for­ma­li­zmem. Wte­dy z pomo­cą przy­cho­dzi sło­wo „trze­ba” .Mówiąc pro­ściej, a zacho­wu­jąc isto­tę myśli filo­zo­fa, impe­ra­tyw moral­ny to prze­świad­cze­nie, że tak wła­śnie postą­pić t r z e b a. Nie „pra­gnę to zro­bić”, nawet nie „powi­nie­nem”, ale wła­śnie bez­oso­bo­wo „trze­ba”. Kant, jeśli go dobrze rozu­miem, akcen­tu­je róż­ni­cę pomię­dzy neu­tral­nym moral­nie, cho­ciaż nie­ko­niecz­nie złym „zachcia­ło mi się” a moral­nym impe­ra­ty­wem „mam poczu­cie, że trzeba”.
    Do sło­wa „trze­ba” pasu­je sło­wo „poczu­cie”. „Mam poczu­cie (nie: uczu­cie!), że trze­ba”. Wedle mojej intu­icji (nie­ko­niecz­nie jedy­nie słusz­nej) „poczu­cie” to świa­do­mość (obo­wiąz­ku) plus „uczu­cie”. Brak pod­kre­śle­nia w roz­ma­itych opra­co­wa­niach fun­da­men­tal­nej róż­ni­cy pomię­dzy taki­mi uczu­cia­mi, jak syto­ści, gło­du, gnie­wu, bło­go­ści itp., a wspo­mnia­nym w tym arty­ku­le dyso­nan­sem poznaw­czym lub poczu­ciem słusz­no­ści, hur­tem nazy­wa­nie tych sta­nów po pro­stu uczu­cia­mi bar­dzo utrud­nia zro­zu­mie­nie rela­cji pomię­dzy rozu­mem a emo­cja­mi. Kibi­cu­ję cyto­wa­ne­mu przez Sin­ge­ra Keshe­no­wi, któ­ry zwró­cił uwa­gę na tę różnicę.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy