Etyka Wywiady

Jak piórka na wietrze? – wywiad z Nataszą Szuttą

Wywiad z dr Nataszą Szuttą, autorką książki Czy istnieje coś, co zwiemy moralnym charakterem i cnotą? (Wydawnictwo Academicon, Lublin 2017).

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Robert Kryńs­ki: Niedawno ukaza­ła się Two­ja książ­ka Czy ist­nieje coś, co zwiemy moral­nym charak­terem i cnotą? Jak brz­mi odpowiedź na tytułowe pytanie?

Natasza Szut­ta: Tak. Właśnie tej tezy bronię.

Odpowiedź jest krót­ka, pros­ta i zdroworozsąd­kowa. Two­ja książ­ka liczy nato­mi­ast praw­ie 500 stron. Dlaczego trze­ba było napisać tak dużo tek­stu, by udzielić tak prostej odpowiedzi?

Pod­ty­tuł mojej książ­ki to „Dyskus­ja z sytu­acjon­isty­czną kry­tyką ety­ki cnót”.  Odpowiedź na tytułowe pytanie musi mieć odpowied­nią logikę, by czytel­nik nie miał kłopotów z podążaniem za tok­iem rozu­mowa­nia auto­ra. W pier­wszej częś­ci książ­ki przed­staw­iam główne założe­nia ety­ki cnót, w kole­jnej wykładam argu­men­ty i pos­tu­laty sytu­acjon­istów, by w ostat­niej, trze­ciej częś­ci odpier­ać zarzu­ty i szukać pozy­ty­wnych argu­men­tów na rzecz empirycznego ugrun­towa­nia ety­ki cnót i jej fun­da­men­tal­nych tez, jaki­mi są ist­nie­nie moral­nego charak­teru i cnót.

Czym jest ety­ka cnót i dlaczego uważasz ten nurt ety­ki za najbardziej przekonu­ją­cy?

Etykę cnót odróż­nia od innych pode­jść to, że zami­ast fun­dować uni­w­er­salne moralne zasady, które pozwala­ją spraw­com odpowiadać na pyta­nia, jakie czyny są moral­nie słuszne, pro­ponu­je skon­cen­trować się na doskonale­niu moral­nej kondy­cji spraw­ców. Inaczej mówiąc, wskazu­je takie cechy charak­teru, które warto doskon­al­ić, by stawać się moral­nie dobrym człowiekiem. Zdaniem etyków cnót wyso­ka kondy­c­ja moral­na spraw­ców jest lep­szym gwaran­tem moral­nie dobrego dzi­ała­nia niż jakiekol­wiek abstrak­cyjne zasady. Oso­by moral­nie wrażli­we, życ­zli­we, pomoc­ne, ucz­ci­we na co dzień w ogóle nie potrze­bu­ją zasad, wiedzą, jak dzi­ałać, by nie krzy­wdz­ić innych. Są pon­ad­to wystar­cza­ją­co do tego zmo­ty­wowane, ponieważ takie dzi­ałanie wypły­wa z tego, jacy są, z ich charak­teru. Do zasad odwołu­ją jedynie wów­czas, gdy sta­ją przed bard­zo trud­ny­mi prob­le­ma­mi moral­ny­mi.

Czy jed­nak doskonale­nie moral­nej kondy­cji spraw­ców może się obyć bez zasad moral­nych, na których kon­cen­tru­ją się konkuren­cyjne teorie ety­czne? Inny­mi słowy, czy ety­ka cnót może być samodziel­nym pode­jś­ciem ety­cznym, nieza­kłada­ją­cym przyjętego uprzed­nio porząd­ku zasad ety­cznych?

W moral­nej edukacji, na samym jej początku, ucze­nie abstrak­cyjnych zasad ety­cznych nie jest zbyt skuteczne, szczegól­nie, gdy w ślad za nimi nie idzie dobry przykład. Na początku dziecko uczy się określonych zachowań przez mod­e­lowanie, czyli naślad­owanie, osób z jego najbliższego otoczenia, z który­mi ma najlep­szy kon­takt. Pro­ponu­ję obe­jrzeć zapis ciekawego ekspery­men­tu przeprowad­zonego lata temu przez Alber­ta Ban­durę, nazy­wanego Bobo Doll exper­i­ment, w którym mech­a­nizm mod­e­lowa­nia jest łat­wo obser­wowal­ny. Dzieci, które przed przys­tąpi­e­niem do zabawy z manekinem, obe­jrza­ły film z pomoc­nikiem ekspery­men­ta­to­ra, który niszczył zabawkę, robiły dokład­nie to samo.

W edukacji moral­nej bard­zo ważny jest dobry przykład, dlat­ego ety­cy cnót pos­tu­lu­ją wyko­rzys­tanie wzor­cowych przykładów moral­nie dobrego charak­teru. Wskazu­ją oso­by, które mogą stanow­ić wzo­ry moral­nie dobrego dzi­ała­nia. W ich otocze­niu – bezpośred­nim lub pośred­nim – najlepiej doskon­ali się moral­ny charak­ter. Mówiąc o pośred­nim otocze­niu, mam na myśli różne nar­rac­je – opowieś­ci his­to­ryczne lub fik­cyjne, których bohaterowie budzą podziw i chęć naślad­owa­nia. Dzieci uwiel­bi­a­ją takie his­to­rie i one moty­wu­ją je do tego, by stawać się podob­ny­mi do swoich ulu­bionych bohaterów. To ważny motywa­cyjny aspekt tej metody wychowaw­czej.

Fot. Justy­na Wasiniews­ka

Na dal­szym etapie moral­nego roz­wo­ju moż­na i trze­ba rozwi­jać zdol­ność moral­nego rozu­mowa­nia, wów­czas odwoły­wanie się do reguł i zasad moral­nych jest jak najbardziej uza­sad­nione.

Ety­ka cnót opiera się na idei euda­j­monii, tj. szczęś­cia. To w niej zakotwic­zone jest uza­sad­nie­nie moral­noś­ci. Euda­j­mo­nia to szczegól­ny rodzaj szczęś­cia, rozu­mi­anego jako speł­ni­an­ie się w człowieczeńst­wie. Chcesz się spełnić i być szczęśli­wy, staraj się najpełniej rozwinąć jako człowiek. Koniecznym warunk­iem tego roz­wo­ju jest doskonale­nie swego moral­nego charak­teru. W mojej książce wiele miejs­ca poświę­cam na objaś­ni­an­ie różnych aspek­tów szczęś­cia.

Czy moż­na powiedzieć, że ety­ka cnót jest raczej teorią wychowa­nia moral­nego niż teorią moral­noś­ci?

Uważam, że nie. Ety­cy cnót wprawdzie przy­wiązu­ją olbrzymią wagę do wychowa­nia moral­nego, nie moż­na jed­nak sprowadzać jej do teorii wychowa­nia. W ramach ety­ki cnót z mniejszym lub więk­szym sukce­sem są dziś upraw­iane niemal wszys­tkie ety­ki stosowane, jak m.in. ety­ka społecz­na, poli­ty­cz­na, biz­ne­su, ety­ka medy­cz­na, pielęg­niars­ka, środowiskowa, a także bioe­ty­ka.

Ety­ka cnót jest teorią moral­noś­ci w tym znacze­niu, że w jej ramach dokonu­je się teo­re­ty­cznego namysłu nad fenomen­em moral­noś­ci – uza­sad­nia moral­ność, poda­je kry­te­ria moral­nego wartoś­ciowa­nia, porząd­ku­je i uspój­nia przeko­na­nia moralne. Choć nie for­mułu­je się takich uni­w­er­sal­nych zasad moral­nych, jak zasa­da użytecznoś­ci czy zasa­da uni­w­er­sal­iza­cji, to idee ety­cznych cnót pozwala­ją na sfor­mułowanie wielu bardziej szczegółowych wskazówek dzi­ała­nia jak: kierowanie się życ­zli­woś­cią, ucz­ci­woś­cią, spraw­iedli­woś­cią, gotowoś­cią do pomo­cy, roztrop­noś­cią, pra­cow­itoś­cią itp. Są one znacznie bardziej infor­maty­wne niż te wspom­ni­ane abstrak­cyjne zasady. Ety­ka cnót nie jest teorią ety­czną w tym znacze­niu, że jej zwolen­ni­cy nie próbu­ją nawet budować teorii ety­cznej na wzór nowożyt­nych teorii naukowych, speł­ni­a­ją­cych m.in. warunek uni­w­er­sal­noś­ci, abstrak­cyjnoś­ci, for­mal­noś­ci, eko­nom­icznoś­ci, dostar­cza­nia pro­ce­dur decyzyjnych. Uważa­ją oni, że moral­ność jest niezwyk­le złożona i skom­p­likowana, dlat­ego zamykanie jej w ramach tak rozu­mi­anej teorii jest skazane na porażkę.


Zaprasza­my na spotkanie autorskie z dr Nataszą Szut­tą na tem­at jej książ­ki Czy ist­nieje coś, co zwiemy moral­nym charak­terem i cnotą?, które odbędzie się 6 grud­nia 2017 o godz. 18.00 w Europe­jskim Cen­trum Sol­i­darnoś­ci przy pl. Sol­i­darnoś­ci 1 w Gdańsku. Współor­ga­ni­za­torem spotka­nia jest gdańs­ki Klub „Filo­zo­fuj!”.


Pod­sumowu­jąc krótko: jak byś określiła zatem sto­sunek ety­ki cnót do innych pode­jść ety­cznych, tj. np. utyl­i­taryz­mu czy deon­tologii? Opozy­c­ja? Kom­ple­men­tarność?

Filo­zof z reguły nie odpowia­da krótko. [Uśmiech.] Ambi­wa­lent­ny. Z jed­nej strony ety­cy cnót mają ambicję zaofer­owa­nia samodziel­nego, nieza­leżnego pode­jś­cia w etyce. Na wiele sposobów kry­tyku­ją utyl­i­tarys­tów i deon­tologów, wykazu­jąc im różne słaboś­ci, szczegól­nie zaś brak dostate­cznego zain­tere­sowa­nia moral­nym spraw­cą. Z drugiej strony trze­ba przyz­nać, że ci ostat­ni zapro­ponowali wiele pozy­ty­wnych odpowiedzi na kry­tykę etyków cnót w postaci stosownych are­tologii (teorii cnót), nie­jako wcielonych szczegól­nie do utyl­i­taryz­mu. Wymienię choć­by propozy­c­je Petera Rail­tona, Rogera Crispa i Julii Dri­ver. Warto też pamię­tać, że najwięk­szy klasyk deon­tologii, Immanuel Kant, jest autorem dok­tryny cnót, która stanowi ważną część jego Metafizy­ki moral­noś­ci. Ety­cy cnót nie mogą tego nie doce­ni­ać.

Jeśli o mnie chodzi, uważam, że pode­jś­cie ety­ki cnót jest nie do przece­nienia w etyce życia indy­wid­u­al­nego, blis­kich relacji oraz wszędzie tam, gdzie kom­pe­tenc­je eksper­ck­ie są równie ważne jak życ­zli­wość i tros­ka (np. ety­ka wychowaw­cza czy medy­cz­na), w których dzi­ałanie według zasad to o wiele za mało. Ale doce­ni­am także rolę zasad tam, gdzie ważne jest przyję­cie per­spek­ty­wy niezaan­gażowanej (jak np. w bioe­tyce czy etyce społecznej i poli­ty­cznej). Choć pewnie należało­by przedysku­tować bardziej par­tyku­larne prob­le­my staw­iane na grun­cie tych dyscy­plin.

Moż­na zatem powiedzieć, że spory między etyka­mi cnót a zwolen­nika­mi innych trady­cyjnych pode­jść w etyce są spo­ra­mi w rodzinie. W swo­jej książce piszesz o kry­tyce wobec ety­ki cnót ze strony sytu­acjon­istów. Na czym pole­ga ta bardziej radykalna opozy­c­ja wzglę­dem ety­ki cnót?

Sytu­acjoniś­ci to też ety­cy, tyle że pozosta­ją­cy pod wpły­wem wyników badań empirycznych dostar­c­zonych przez psy­chologów społecznych. To są zdeklarowani zwolen­ni­cy ety­ki zasad (John Doris, Gilbert Har­man, Maria Mer­ritt), którzy rozpoczy­na­jąc kry­tykę ety­ki cnót nie mogli przewidzieć, że rykoszetem także dostanie się deon­tologii i utyl­i­taryz­mowi. Te teorie, moim zdaniem, nawet bardziej niż ety­ka cnót ucier­pi­ały na zak­wes­t­ionowa­niu możli­woś­ci dokony­wa­nia przez spraw­ców rozu­mowań moral­nych, prowadzą­cych do pode­j­mowa­nia decyzji oraz dzi­ała­nia na ich pod­staw­ie. Sytu­acjoniś­ci powołu­ją się na liczne dane empiryczne, które prowadzą do wniosku, że za to, w jaki sposób postępu­je­my, wcale nie odpowiada­ją zre­flek­towane pro­cesy tylko różne automaty­czne mech­a­nizmy zachowa­nia.

Jeśli pod­waża się zdol­ność pode­j­mowa­nia decyzji i dzi­ała­nia na pod­staw­ie moral­nych rozu­mowań, a właśnie ją w drugim etapie sporu z etyka­mi cnót sytu­acjoniś­ci poda­ją w wąt­pli­wość, to co mogą zaofer­ować deon­tolodzy i utyl­i­taryś­ci? Nic! Etykom cnót pozostaną jeszcze habi­tusy – zau­tomaty­zowane mech­a­nizmy zachowa­nia, do których abso­lut­nie nie chcą oni sprowadz­ić cnót ety­cznych, ale cno­ty ten zau­tomaty­zowany wymi­ar z pewnoś­cią posi­ada­ją. Paradok­sal­nie sytu­acjon­isty­cz­na kry­ty­ka ety­ki cnót ujawniła w tym aspekcie jej przewagę. Wskazu­ją na to także stu­dia z psy­chologii ewolucyjnej czy neu­roe­ty­ki. Ale być może wybiegłam za bard­zo do przo­du, bo nie powiedzi­ałam, od czego zaczął się spór z sytu­acjonizmem.

Od czego się zaczął ten spór?

Spór rozpoczął się od trzęsienia zie­mi, które miało pod­kopać fun­da­ment ety­ki cnót, czyli przeko­nanie, że ist­nieje coś, co nazy­wamy moral­nym charak­terem, który moż­na doskon­al­ić. To on właśnie powodu­je, że zachowu­je­my się w określony sposób, że ist­nieje jakaś moral­na tożsamość dzi­ała­ją­cych pod­miotów, że spraw­cy są „jacyś” – określeni pod wzglę­dem cech charak­teru.

Sytu­acjoniś­ci zak­wes­t­ionowali to wszys­tko, powołu­jąc się na wyni­ki różnych ekspery­men­tów przeprowad­zonych lata temu przez psy­chologów społecznych. Niemal każdy słyszał o ekspery­men­cie Stan­leya Mil­gra­ma, w którym badani razili prą­dem (sami mówili, że byli przeko­nani o real­noś­ci kary) niewin­ną osobę tylko dlat­ego, że nie potrafiła wykon­ać zada­nia ekspery­men­tal­nego, albo o ekspery­men­cie więzi­en­nym Phili­pa Zim­bardy, w którym młodzi ludzi po kilku dni­ach zamieniali się w opraw­ców, ponieważ znaleźli się w dość ekstremal­nych warunk­ach i mieli nieogranic­zoną władzę panowa­nia nad inny­mi. To oczy­wiś­cie nie są jedyne ekspery­men­ty, na które powołu­ją się sytu­acjoniś­ci. W mojej książce bard­zo skrupu­lat­nie je omaw­iam, poda­jąc ich sytu­acjon­isty­czną i per­son­o­log­iczną inter­pre­tację. Podob­nie jak różne dane his­to­ryczne (Holokaust, ludobójst­wo w Rwandzie czy skan­dal w więzie­niu Abu Ghraib), które moż­na sytu­acjon­isty­cznie zin­ter­pre­tować. Krótko mówiąc, sytu­acjoniś­ci zwraca­ją uwagę na rolę zmi­en­nych sytu­a­cyjnych w deter­mi­nowa­niu ludzkiego dzi­ała­nia, a ich moc­na teza głosi, że charak­ter, osobowość, cno­ta czy wada po pros­tu nie ist­nieją. A jeśli nawet coś takiego ist­nieje, to nie ma istot­nego wpły­wu na nasz sposób zachowa­nia. W każdym razie nie ma na to – według nich – żad­nego empirycznego potwierdzenia. Zatem ety­ka cnót ze swoim pos­tu­latem doskonale­nia moral­nego charak­teru nie ma najm­niejszego sen­su.

Fot. Justy­na Wasiniews­ka

Jed­nak w swo­jej książce – jak wspom­nieliśmy na początku wywiadu – przekonu­jesz, że sytu­acjoniś­ci nie mają racji, tj. że osobom moż­na przyp­isać charak­ter moral­ny czy cnotę. Na czym pole­ga Twój argu­ment?

W mojej książce przyj­mu­ję dwie strate­gie odpiera­nia zarzutów sytu­acjon­istów. Pier­wsza,  negaty­w­na pole­ga na wykaza­niu, że wniosek sytu­acjon­istów jest metodolog­icznie nieuza­sad­niony. Dane empiryczne nie pozwala­ją na zak­wes­t­ionowanie ist­nienia i roli charak­teru moral­nego w naszym dzi­ała­niu. Albo inaczej – nie pozwala­ją na zak­wes­t­ionowanie w naszym dzi­ała­niu roli czyn­ników per­son­o­log­icznych, czyli takich, które charak­teryzu­ją nas jako indy­wid­u­al­ną jed­nos­tkę. To sprowadza­ło­by kondy­cję ludzką do pozy­cji „piór­ka na wietrze”, popy­chanego do dzi­ała­nia pod­mucha­mi wia­tru his­torii. Dane empiryczne takiej tezy nie potwierdza­ją, ponieważ zachowa­nia badanych, postaw­ionych w tej samej sytu­acji badaw­czej, różniły się między sobą. Zawsze pozostawała gru­pa osób, która nie zachowywała się jak więk­szość (ok. 35% „spraw­iedli­wych”). Zwracam też uwagę, że moral­nego charak­teru nie da się sprowadz­ić jedynie do ele­men­tów behaw­io­ral­nych, czyli ludz­kich zachowań, obser­wowal­nych i mier­zonych z per­spek­ty­wy 3-osobowej, jaką przyj­mu­je się w bada­ni­ach ekspery­men­tal­nych.

Jeśli mówimy, że sytu­ac­ja, przed którą staw­ia nas los, ma olbrzy­mi wpływ na nasze zachowanie, to nie tyle chodzi o nią samą, co raczej o jej kon­strukt, czyli to, w jaki sposób my tę sytu­ację postrzegamy, jak ją inter­pre­tu­je­my. Dlat­ego nie tyle reagu­je­my w swoim zachowa­niu na sytu­ację, co właśnie na nasz jej kon­strukt, a kon­stru­u­je­my ją przez pryz­mat tego, kim jesteśmy, co nas jako poszczególne oso­by kon­sty­tu­u­je – nasze przeko­na­nia i prag­nienia, cele, wartoś­ci, poprzed­nie doświad­czenia i wiele innych ele­men­tów, składa­ją­cych się na naszą indy­wid­u­al­ną tożsamość. To już jest ele­ment mojej drugiej, pozy­ty­wnej strate­gii obrony ety­ki cnót, w której powołu­ję się na różne, dobrze empirycznie udoku­men­towane teorie współczes­nej psy­chologii, pokazu­jąc, że moż­na obronić ist­nie­nie moral­nego charak­teru jako określonego kog­ni­ty­wno-afek­ty­wnego sys­te­mu osobowoś­ci. Sporo uwa­gi poświę­cam także zdol­noś­ci człowieka do samokon­troli – do kon­trolowa­nia swoich myśli, uczuć oraz zachowań. Pokazu­ję też dużą analogię między cno­ta­mi ety­czny­mi i eksper­cki­mi umiejęt­noś­ci­a­mi, których ist­nienia – w prze­ci­wieńst­wie do cnót – nikt nie kwes­t­ionu­je.

Jak widać, może­my być w miarę spoko­jni o ist­nie­nie charak­teru moral­nego i tym samym czuć się zachęceni do jego ksz­tał­towa­nia w duchu ety­ki cnót. Na koniec powiedz, którą z cnót uważasz za najważniejszą i dlaczego.

Nie mogę podać jed­nej, muszą być przy­na­jm­niej dwie. W mojej książce bronię nawet Arys­tote­le­sowskiej dok­tryny jed­noś­ci cnót. Ale nie chcę już rozwi­jać tego wątku, bo to sze­ro­ki tem­at – omaw­iam go w mojej książce.

Najważniejszą cnotą moim zdaniem jest mądrość prak­ty­cz­na, Arys­tote­le­sows­ka phrone­sis, częs­to tłu­mac­zona jako roztrop­ność. Nie należy jej mylić ze zwykłą inteligencją, bo ta może być wyko­rzys­tana w różnym celu, zarówno dobrym, jak i złym. Nato­mi­ast mądrość prak­ty­cz­na ze swo­jej isto­ty pow­iązana jest z moral­nie dobry­mi cela­mi. Inne cno­ty, pozbaw­ione opar­cia w prak­ty­cznej mądroś­ci, mogą łat­wo zamienić się w swo­je prze­ci­wieńst­wo albo karykaturę. Phrone­sis bard­zo przy­da­je się w etyce zasad, bo zasady ety­czne należy stosować roztrop­nie, czyli biorąc pod uwagę jak najwięcej okolicznoś­ci, w których się je apliku­je. Bezmyślne stosowanie zasad może prowadz­ić do niewyobrażal­nych błędów. Dziś nieste­ty w wielu obszarach naszego życia pode­j­mowanie roztrop­nych decyzji zastą­pi­ono przestrze­ganiem pro­ce­dur. Strasznie mnie to jako ety­ka cnót iry­tu­je, gdy sys­tem infor­maty­czny prze­j­mu­je kon­trolę nad człowiekiem.  

Drugą bard­zo ważną cnotą jest moim zdaniem życ­zli­wość. Życ­zli­wość wspar­ta prak­ty­czną mądroś­cią to najlep­szy dro­gowskaz w poszuki­wa­niu moral­nie dobrego dzi­ała­nia.

Dzięku­ję za roz­mowę.

Dzięku­ję.


Natasza Szut­ta – dok­tor, pra­cown­ik Insty­tu­tu Filo­zofii, Socjologii i Dzi­en­nikarst­wa Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego. Absol­wen­t­ka Katolick­iego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego Jana Pawła II i Uni­w­er­syte­tu Warsza­wskiego. Spec­jal­izu­je się w etyce, metae­tyce i psy­chologii moral­noś­ci. Autor­ka wielu pub­likacji naukowych, m.in. mono­grafii Współczes­na ety­ka cnót.Projekt nowej ety­ki? (Gdańsk 2007), redak­tor­ka książek Współczes­na ety­ka cnót: możli­woś­ci i ograniczenia (Warsza­wa 2010) oraz (z A. Szut­tą) W poszuki­wa­niu moral­nego charak­teru (Lublin 2015). Związana z cza­sopis­mem pop­u­larnonaukowym „Filo­zo­fuj!”, w którym prowadzi stały dzi­ał „Ety­ka w lit­er­aturze”.


Zamów książkę w Księgarni Academicon!

logo ksiegarnia academicon

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Mam taką uwagę, że samokon­tro­la człowieka jest w zasadzie ułudą. To, jak się zachowu­je­my wyni­ka z tego, czego doświad­czyliśmy wcześniej. Nasze ciało zaw­iera to, czego dostar­czyli nam wszyscy nasi przod­kowie od istot jed­nokomórkowych począwszy, a nasz umysł jest obrazem każdej energii, która na to ciało wpłynęła. Nie może się dzi­ać nic, co nie wyni­ka z powyższych zależnoś­ci. To są chy­ba oczy­wis­toś­ci? Zatem nie ma żad­nej samokon­troli…

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy