Artykuł Etyka Satryra

Piotr Bartula: Sympozjon katów

Najnowszy numer: Kim jest osoba?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 3 (21), s. 38–39. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Mis­trzyni Cer­e­monii w białym kap­turze: Witam Moich Sza­cownych Kolab­o­ran­tów spod znaku szu­bi­eni­cy, gilo­tyny, krzesła elek­trycznego, strzykaw­ki śmier­ci. Cieszę się, że widzę was w dobrym zdrow­iu, mimo że nie ma już nadziei na powrót nocy i dni, kiedy służyliś­cie spraw­iedli­woś­ci, wykonu­jąc swo­ją powin­ność o świcie. Pon­ad dziesięć lat temu (26 wrześ­nia 2007 roku) Lewiatan z Bruk­seli ozna­jmił, iż wasza pro­fes­ja jest relik­tem niech­lub­nej przeszłoś­ci, zapowiedzi­ał też marsze i dyskus­je uświadami­a­jące Europe­jczyków, jakim złem było dla nich ist­nie­nie kata. Wznoszę toast za dobrą starość kom­bat­an­tów stra­conego posterunku spraw­iedli­woś­ci.

Kat z Krakowa: Nadzie­ja umiera ostat­nia. Na dzisiejszą biesi­adę przyniosłem zdję­cie mojej wielo­let­niej kochan­ki-szu­bi­eni­cy, która leży ter­az bied­na i zardzewiała w mag­a­zynie na uli­cy Mon­telupich w Krakowie. 21 kwiet­nia 1988 roku wykon­ałem tam ostat­nią w Polsce egzekucję. Był to sąd­ny dzień koń­ca his­torii spraw­iedli­woś­ci krymi­nal­nej. Zapom­ni­ałem zabrać ze sobą kawał­ka sznu­ra wisiel­czego, który zachowałem na pamiątkę tego wiekopom­nego wydarzenia.

Pro­ponu­ję łyk pol­skiej śli­wow­icy za wszys­t­kich win­nych, którym pomogliśmy ode­jść z tego świa­ta.

Kat z Lon­dynu: Z pol­skim przy­ja­cielem łączą mnie wielo­let­nie stu­dia nad prawem ciąże­nia, bo obaj stu­diowal­iśmy fizykę, ja na Oxfordzie, on na UJ. Razem opra­cow­al­iśmy metodę „miłosierdzia kata” i dzię­ki jej stosowa­niu ostat­niego wielokrot­nego zabójcę powiesiłem w trzy min­u­ty. Kole­ga z Krakowa chci­ał ten mój reko­rd atakować, lecz już nie zdążył. Od pamięt­nego wrześ­nia 2007 roku dręczy mnie sen o rozbitku, który wyrzu­cony na bezlud­ną plażę rozglą­da się wokół, aby zobaczyć, gdzie jest. Jedy­na rzecz, jaką widzi, to szu­bi­eni­ca. Urad­owany krzy­czy: „Dzię­ki Bogu, jest jeszcze cywiliza­c­ja!”. Nieste­ty prze­budzenia są przykre, kacia depres­ja obezwład­nia bezro­bot­nego i przykuwa do łóż­ka. Cza­sa­mi tylko idę nad Tamizę powspom­i­nać we mgle.

Wyp­i­jmy szk­laneczkę Jasia Wędrown­icz­ka, to może czarny pies chandry mnie opuś­ci.

Kat z Paryża: Ja też starałem się zdobyć na dziś frag­ment pamiątkowej gilo­tyny. Nie mam jed­nak na to ani widoków, ani pieniędzy. Żyję z nędznej pen­sji portiera w noc­nym klu­bie fit­ness. Dzię­ki temu miałem okazję wziąć udzi­ał w licy­tacji krzesła elek­trycznego na aukcji staro­ci, ale w jego kup­nie uprzedz­ił mnie podob­ny do Man­sona artys­ta i wys­taw­ił je w galerii sztu­ki nowoczes­nej. Pozostały mi tylko pamięt­ni­ki, zdję­cia, pożeg­nalne listy skaza­ńców. Ze wzrusze­niem wspom­i­nam, jak po zgładze­niu tru­ci­ciel­ki czy ojcobój­cy serce biło mi z radoś­cią. W chwilach depresji spaceru­ję na Elize­jskie Pola. Zgod­nie z porad­nikiem pozy­ty­wnego myśle­nia umieś­ciłem nad łóżkiem frag­ment pism mojego roda­ka Józe­fa de Maistre’a: „Nikt nie łamie kołem lep­iej ode mnie, wszel­ka wielkość, wszel­ka moc, wszelkie posłuszeńst­wo opiera się na kacie; to on jest zgrozą i spoi­wem ludzkiej zbiorowoś­ci. Usuń­cie ze świa­ta ten niezrozu­mi­ały czyn­nik: w tej samej chwili chaos zapanu­je w miejsce ładu, trony upad­ną i zniknie społeczeńst­wo”. Pod­nieśmy, Panowie, kielichy wina Beau­jo­lais za tę światłą wypowiedź.

Kat z Krakowa: Z takim esprit potrafią pisać tylko filo­zo­fowie fran­cus­cy. Zawsze uważałem, że państ­wo bez kata ist­nieje tylko teo­re­ty­cznie. Jed­nak sym­bol­em nowego świa­ta nie jest już szu­bi­eni­ca, lecz inter­net, telewiz­or i Face­book. Moi trzej syn­owie od rana do wiec­zo­ra wpa­tru­ją się w ekrany, na których ludzie w kółko się zabi­ja­ją, piłu­ją i oskórowu­ją, Gdy widzę ten ogrom bezpraw­ia, scy­zo­ryk spraw­iedli­woś­ci sam się w kieszeni otwiera. Wyp­i­jmy łyk siwuchy za spraw­iedli­wą przyszłość dla moich dzieci! I za świętej pamię­ci prof. Bogusława Wol­niewicza, filo­zo-fana naszej spec­jal­iza­cji.

Kat z Rzy­mu: Wstyd powiedzieć, ale dłu­gi marsz naszych wrogów kroczył tri­um­fal­nie pod sztan­dara­mi z wiz­erunk­iem mego roda­ka Cesarego Bec­ca­rii. Tak naprawdę to on odesłał nas na zieloną trawkę. W 1764 roku upowszech­nił sofiz­mat, że nasza pra­ca nie przynosi pożą­danego efek­tu: nie dość, że nie odstrasza od zbrod­ni, to jeszcze daje zły przykład – kat, rzeko­mo chroniąc życie, sam tego życia pozbaw­ia. Mimo wszys­tko wznoszę toast mar­ti­ni rosso za wszys­t­kich ścię­tych.

Kat z Lon­dynu: Ciekawe, jak ten Cesare B. sko­men­tował­by dzisiejsze egzekuc­je na glob­al­nym rynku inter­ne­towym, gdzie Sad­dam Husajn zaw­isł chy­ba na wie­ki. Jeżeli o mnie chodzi, to zawsze kierowałem się w pra­cy zasadą efek­tu odstrasza­jącego. W swoim port­felu noszę rycinę Ben­thama, bo żony ani dzieci nigdy nie miałem. Jako stu­dent matem­aty­ki i ekonometrii obliczyłem, że jed­na egzekuc­ja rocznie odstrasza siedmiu–ośmiu ewen­tu­al­nych przestępców, dzię­ki czemu ratu­je się co najm­niej tyle samo niewin­nych ofi­ar. Zaryzyku­ję więc pod­wójną whisky za wszys­t­kich szczęśli­wie odstraszonych.

Kat z Berli­na: Ty masz w port­felu portret Ben­thama, a ja noszę w sobie gwieździste niebo Kan­ta. Two­je rozu­mowanie zawsze miało poważne luki, wszak musi­ałbyś powiedzieć krymi­nal­iś­cie: karze­my ciebie, abyś służył za przykład innym i przez to odstraszał od zbrod­ni, lecz z pewnoś­cią krymi­nal­ista mógł­by odpowiedzieć: co upraw­nia cię do trak­towa­nia mnie w taki sposób? Czyż nie pro­ponu­jesz, aby uży­to mnie jako środ­ka, jako narzędzia osią­ga­nia społecznego dobra, instru­men­tu real­iza­cji twego społecznego planu? I czy jako isto­ta intel­igi­bil­na zasługu­ję na to, aby być w taki sposób wyko­rzysty­wana? Piję lamp­kę ries­lin­ga za spraw­iedli­wy cel, a nie wyłącznie środek wiodą­cy do niepewnego efek­tu odstrasza­nia.

Kat z Lon­dynu: Przy­pom­i­nam sobie two­je zaw­iłe wywody, że przestęp­ca powinien zrozu­mieć, iż życie okryte hańbą zbrod­ni jest gorsze od nieist­nienia. Oso­biś­cie nie spotkałem ani jed­nego zbó­ja-kan­tysty, który osądz­ił siebie wydu­many­mi słowy: „zabi­ja­jąc kogoś, zabiłem samego siebie, okrada­jąc kogoś, okradłem samego siebie, okła­mu­jąc kogoś, okła­małem samego siebie”. Pro­ponu­ję więcej empiryz­mu, a mniej rygo­ryz­mu. A zda­nia wielokrot­nie złożone two­jego men­to­ra wiodą tylko na manow­ce jałowych speku­lacji o abstrak­cyjnej ludzkoś­ci, której nikt nigdy nie widzi­ał, ani nie słyszał. Pod­noszę raz jeszcze złotą szk­laneczkę, ku pożytkowi wszys­t­kich konkret­nych istot żyją­cych.

Kat z Rzy­mu: Od lat kłó­ci­cie się wciąż o to samo. A prze­cież wiado­mo, że nie ma żad­nego dowodu na efekt odstrasza­nia. Nie moż­na wszak wykryć odstraszonych morder­ców ani stwierdz­ić, że zbój urzeczy­wist­niony w świecie bez kata nie stał­by się zbó­jem ze stra­chu przed katem. Chy­ba żeby się sam do ciebie zgłosił jako odstraszony właśnie. Na ten absurd nie ma jed­nak co liczyć. A wdz­ięcznoś­ci kat­e­go­rycznej bandzio­ra, które­mu za zer­wanie umowy społecznej podarowano kon­tradyk­to­ryjny pro­ces, także nie należy się spodziewać. Każdy człowiek – zły czy dobry – chce ocal­ić swo­ją nędzną makówkę przed mieczem spraw­iedli­woś­ci.

Kat z Krakowa: Przez jed­nego takiego cwa­ni­a­ka miałem poważny prob­lem, bo pod­stępem wymknął się spraw­iedli­woś­ci. Zan­im zapad­nia się otworzyła, pod­skoczył i sam się powiesił. Taki był z niego spry­t­ny lis. Inna sprawa, że woźny zapom­ni­ał „środek” do spraw­iedli­wego celu naoli­wić, bo sam do rana (bez celu) oli­wił. Dochodzą mnie słuchy, że więźniowie bard­zo za nami tęsknią. W celach „spraw­iedli­wego sadyz­mu” są ponoć męczeni, grz­moceni, tor­tur­owani i zachę­cani do samobójstw. Naj­gorzej mają oczy­wiś­cie matko- i dzieciobój­cy, ped­ofile. Dopó­ki podle­gali mojej katowskiej opiece, umier­ali w bez­piecznym kom­for­cie, z bonusem ostat­niego papierosa i namaszczenia. Tudzież ostat­niej butel­ki wód­ki z kłosem, którą właśnie otwier­am.

Kat z Rzy­mu: U nas także ist­nieją pos­zla­ki wzros­tu iloś­ci samosądów. Na wieść o naszej kaciej abdykacji rozsi­ało się ziarno anar­chii, co skła­nia ludzi do samozwańczej odpłaty i linczu. W moim kra­ju dzi­ała zresztą orga­ni­za­c­ja wspier­a­ją­ca rodzinne odwe­ty, a nie pro­ce­du­ral­ną spraw­iedli­wość. Kto wie, czy tak nie jest lep­iej dla wszys­t­kich. Na wszel­ki wypadek piję zdrowie mojego ojca chrzest­nego. Dla odmi­any pro­ponu­ję mar­ti­ni bian­co.
Mis­trzyni Cer­e­monii: Przykro mi tego wszys­tkiego słuchać. Przyjdzie wam chy­ba opuś­cić Europę ojczyzn. Za niewielkie pieniądze mogę wykupić rejs statkiem, aby przepłynąć ocean, bo pisała mi koleżan­ka po fachu, że w Ameryce jest wakat na etat obsłu­gi krzesła elek­trycznego.

Kat z Krakowa: Zan­im odpłyniemy, pro­ponu­ję się pomod­lić do Świętej Rity. Podz­ięku­jmy jej za pomoc w emi­gracji za chlebem spraw­iedli­woś­ci. Kara śmier­ci nie przepadła, póki my żyje­my. Wznoszę toast: za naszą drugą młodość!

Mis­trzyni Cer­e­monii: Dru­ga młodość minie jeszcze szy­b­ciej niż pier­wsza. W każdym razie ja was nie opuszczę aż do śmier­ci. Dla mnie wszyscy jesteś­cie jed­nako zasłużeni więc i równo będziecie koszeni. Pra­cown­ikom mojej kor­po­racji zawsze idę na rękę, pozwalam ode­jść łagod­nie… we śnie… jeszcze nie ter­az… zaśni­j­cie w spoko­ju… Cer­e­mo­nia
skońc­zona.


Piotr Bar­tu­la – Dok­tor habil­i­towany, pra­cown­ik naukowy Zakładu Filo­zofii Pol­skiej Uni­w­er­syte­tu Jagiel­lońskiego, eseista. Zaj­mu­je się pol­ską i zachod­nią filo­zofią poli­ty­ki, twór­ca tzw. tes­ta­men­towej teorii spraw­iedli­woś­ci. Autor książek: Kara śmier­ci – powraca­ją­cy dylemat, August Cieszkows­ki redi­vivus, Lib­er­al­izm u kre­su his­torii.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­tac­ja: © by jum­longch

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy