Artykuł Publicystyka Satryra

Piotr Bartula: Tożsamość Y

Zapisek znaleziony w starym kalopejskim elementarzu.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2017 nr 1 (13), s. 38. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Jak każda litera jestem istotą alfabetyczną, bo taka, która z natury, a nie przez przypadek żyje poza alfabetem, jest bez prawa, bez własnego leksykalnego ogniska, niczym kamień wyłączony z gry w kości. Nie od zawsze byłem obecny w alfabecie łacińskim. Zostałem dodany w I wieku p.n.e., a to w celu dokładnego oddania na piśmie wyrazów greckich, stąd nazwa iдrεk „i-grek”.

Od tej pory byłem wewnątrz świata edukacji, ale dokuczał mi brak alfabetycznego prestiżu. Jestem dopiero dwudziestą dziewiątą literą kalopejskiego alfabetu. Już w pierwszej klasie szkoły podstawowej przeżyłem w Kalopei szok. Nim mnie smarkacze poznali, minął cały rok. Noce i dnie dręczył mnie widok samca Alfa wkraczającego na pierwszym miejscu po czerwonym dywanie. Pomimo greckiego pochodzenia znaczyłem w elementarzu mniej niż Murzynek Bambo.

Powołując się na Biblię gdańską z roku 1632, pan Lelewel w „Uwagach o Mateuszu herbu Cholewa” zaatakował mnie, wprowadzając „jota ogoniaste”, i popularyzował stosowanie litery „j” zamiast „ypsylon”. Robiąc sobie rzeczywiście z gęby cholewę, wymyślił nawet słowo „krajobraz”. Dzisiaj domagam się rekompensat i akcji afirmatywnej. Tym bardziej że ani państwo, ani Kościół nie miały odwagi nadać kalopejskiemu chłopcu, dziewczynce lub gejowi imienia Ygrek czy Ypsylon.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem, że Ala ma kota, marzyłem, żeby mieć Alę. A dostał ją ten paskudny As. Od tego czasu zacząłem się zacinać. Postanowiłem rozwalić cały alfabetyczny układ, o którym słyszałem w szkole: 1. Ala ma kota, 2. As ma Alę, 3. Asa ma wywiad. Jak to możliwe, że ja mam tylko kota? Jako bezimienna litera alfabetu nie miałem żadnych szans na sukces. Nie to co we Francji, bo na Yves’a każda Ala przychylnie spogląda.

Całe życie, tak w PRL, jak i potem, pędziłem nędzny żywot onomatopei w obrzydliwych toaletach podczas czynności, które nie dają zbawienia, i ruchów niegodnych filozofa. Stałem się ohydną monosylabą w ustach radiowo-telewizyjnych speakerów, zająknieniach uczniów, oratorów i zakłopotanych młodzieńców. Byłem cenzurowany, stemplowany, pouczany, represjonowany, upadlany, egzaminowany, wyszydzany, wcielany, poprawiany, socjalizowany, wycinany, karany. Z powodu słabej pozycji w rankingu wyrazowej partycypacji jestem dzisiaj oburzony. Tym bardziej że niczego w Kalopei nie łączę i niczego nie spajam. Nie to co w Hiszpanii.

W imię alfabetycznej sprawiedliwości społecznej pozostała mi zemsta! Zemścić się chcę dzisiaj dumnie na B (jak Bufon) i C (jak XX), D (jak [ustawa o cenzurze…]), F (jak XY). Zwycięsko kroczę przez ruiny alfabetu, każde przyszłe słowo to krew i czyny, a pierś moja równa piersi Stwórcy Elementarza. Ponieważ żyję w katolickiej Kalopei, postąpię zgodnie z zasadą, że ostatni będą pierwszymi. Podpalę A, docisnę do ściany B, przedziurawię D, wyrwę kartki z C, wyśmieję F, G, H, rozwalę K, wyprostuję L Ytd. Ytp. Każdego zaś napotkanego Bambo tak wybielę, aż mu zęby sczernieją.

Poprzysiągłem sobie, że któregoś dnia powrócę do szkoły i porwę Alę, z którą w pierwszej klasie tańczył As. Nie miałem pojęcia, jak ani kiedy się to stanie, ale czekałem na ten dzień i dziś właśnie tu jestem, gdy przemawiam do Was jako bohater filozoficznego czasopisma. Nigdy nie spocznę w spokoju i będę grzmieć bez ustanku: wczoraj „A” – dzisiaj „Y”!

Powołuję teraz do życia partię wszystkich rozgoryczonych, wyobcowanych, poszkodowanych i poszukujących tożsamości Ygreków i Ypsylonów: Partię Yeti. Nikt nas nie widzi, nikt nas nie słyszy, ale zostawiamy głęboki ślad. Viva la Yeti!!! Datki na zbrojenia tożsamościowe zbiera kolega Z, jak Zbój. Dobra wola nie zastąpi broni! Lepiej mieć widły i rogi niż nogi! A ponad tą percią zabłysną nowe szczyty. A na niej nowa tożsamość Yeti!

Yeti! Yeti!

Yes, Yes, Yes.


Piotr Bartula – Doktor habilitowany, pracownik naukowy Zakładu Filozofii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, eseista. Zajmuje się polską i zachodnią filozofią polityki, twórca tzw. testamentowej teorii sprawiedliwości. Autor książek: Kara śmierci – powracający dylemat, August Cieszkowski redivivus, Liberalizm u kresu historii.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy