Artykuł Publicystyka Satryra

Piotr Bartula: Tożsamość Y

Zapisek znaleziony w starym kalopejskim elementarzu.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 1 (13), s. 38. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Jak każ­da lit­era jestem istotą alfa­bety­czną, bo taka, która z natu­ry, a nie przez przy­padek żyje poza alfa­betem, jest bez prawa, bez włas­nego leksykalnego ogniska, niczym kamień wyłąc­zony z gry w koś­ci. Nie od zawsze byłem obec­ny w alfabecie łacińskim. Zostałem dodany w I wieku p.n.e., a to w celu dokład­nego odd­a­nia na piśmie wyrazów grec­kich, stąd nazwa iдrεk „i-grek”.

Od tej pory byłem wewnątrz świa­ta edukacji, ale dokuczał mi brak alfa­bety­cznego prestiżu. Jestem dopiero dwudzi­estą dziewiątą literą kalope­jskiego alfa­betu. Już w pier­wszej klasie szkoły pod­sta­wowej przeżyłem w Kalopei szok. Nim mnie smarkacze poz­nali, minął cały rok. Noce i dnie dręczył mnie widok sam­ca Alfa wkracza­jącego na pier­wszym miejs­cu po czer­wonym dywanie. Pomi­mo greck­iego pochodzenia znaczyłem w ele­men­tarzu mniej niż Murzynek Bam­bo.

Powołu­jąc się na Bib­lię gdańską z roku 1632, pan Lelewel w „Uwa­gach o Mateuszu her­bu Chole­wa” zaatakował mnie, wprowadza­jąc „jota ogo­ni­aste”, i pop­u­lary­zował stosowanie litery „j” zami­ast „ypsy­lon”. Robiąc sobie rzeczy­wiś­cie z gęby cholewę, wymyślił nawet słowo „kra­jo­braz”. Dzisi­aj domagam się rekom­pen­sat i akcji afir­maty­wnej. Tym bardziej że ani państ­wo, ani Koś­ciół nie miały odwa­gi nadać kalope­jskiemu chłopcu, dziew­czynce lub gejowi imienia Ygrek czy Ypsy­lon.

Kiedy pier­wszy raz usłysza­łem, że Ala ma kota, marzyłem, żeby mieć Alę. A dostał ją ten paskud­ny As. Od tego cza­su zacząłem się zaci­nać. Postanow­iłem rozwal­ić cały alfa­bety­czny układ, o którym słysza­łem w szkole: 1. Ala ma kota, 2. As ma Alę, 3. Asa ma wywiad. Jak to możli­we, że ja mam tylko kota? Jako bez­imi­en­na lit­era alfa­betu nie miałem żad­nych szans na sukces. Nie to co we Francji, bo na Yves’a każ­da Ala przy­chyl­nie spoglą­da.

Całe życie, tak w PRL, jak i potem, pędz­iłem nędzny żywot ono­matopei w obrzy­dli­wych toale­tach pod­czas czyn­noś­ci, które nie dają zbaw­ienia, i ruchów niegod­nych filo­zo­fa. Stałem się ohyd­ną mono­sy­labą w ustach radiowo-telewiz­yjnych speak­erów, zająknieni­ach uczniów, ora­torów i zakłopotanych młodzieńców. Byłem cen­zurowany, stem­plowany, pouczany, represjonowany, upad­lany, egza­minowany, wyszy­dzany, wcielany, popraw­iany, soc­jal­i­zowany, wyci­nany, karany. Z powodu słabej pozy­cji w rankingu wyra­zowej par­ty­cy­pacji jestem dzisi­aj obur­zony. Tym bardziej że niczego w Kalopei nie łączę i niczego nie spa­jam. Nie to co w Hisz­panii.

W imię alfa­bety­cznej spraw­iedli­woś­ci społecznej pozostała mi zem­s­ta! Zemś­cić się chcę dzisi­aj dum­nie na B (jak Bufon) i C (jak XX), D (jak [ustawa o cen­zurze…]), F (jak XY). Zwycięsko kroczę przez ruiny alfa­betu, każde przyszłe słowo to krew i czyny, a pierś moja rów­na pier­si Stwór­cy Ele­men­tarza. Ponieważ żyję w katolick­iej Kalopei, postąpię zgod­nie z zasadą, że ostat­ni będą pier­wszy­mi. Pod­palę A, docis­nę do ściany B, przedz­i­u­raw­ię D, wyr­wę kart­ki z C, wyśmieję F, G, H, rozwalę K, wypros­tu­ję L Ytd. Ytp. Każdego zaś napotkanego Bam­bo tak wybielę, aż mu zęby scz­ernieją.

Poprzysiągłem sobie, że które­goś dnia powrócę do szkoły i por­wę Alę, z którą w pier­wszej klasie tańczył As. Nie miałem poję­cia, jak ani kiedy się to stanie, ale czekałem na ten dzień i dziś właśnie tu jestem, gdy prze­maw­iam do Was jako bohater filo­zoficznego cza­sopis­ma. Nigdy nie spocznę w spoko­ju i będę grzmieć bez ustanku: wczo­raj „A” – dzisi­aj „Y”!

Powołu­ję ter­az do życia par­tię wszys­t­kich roz­go­ryc­zonych, wyob­cow­anych, poszkodowanych i poszuku­ją­cych tożsamoś­ci Ygreków i Ypsy­lonów: Par­tię Yeti. Nikt nas nie widzi, nikt nas nie słyszy, ale zostaw­iamy głębo­ki ślad. Viva la Yeti!!! Dat­ki na zbro­je­nia tożsamoś­ciowe zbiera kole­ga Z, jak Zbój. Dobra wola nie zastąpi broni! Lep­iej mieć widły i rogi niż nogi! A pon­ad tą per­cią zabłys­ną nowe szczy­ty. A na niej nowa tożsamość Yeti!

Yeti! Yeti!

Yes, Yes, Yes.


Piotr Bar­tu­la – Dok­tor habil­i­towany, pra­cown­ik naukowy Zakładu Filo­zofii Pol­skiej Uni­w­er­syte­tu Jagiel­lońskiego, eseista. Zaj­mu­je się pol­ską i zachod­nią filo­zofią poli­ty­ki, twór­ca tzw. tes­ta­men­towej teorii spraw­iedli­woś­ci. Autor książek: Kara śmier­ci – powraca­ją­cy dylemat, August Cieszkows­ki redi­vivus, Lib­er­al­izm u kre­su his­torii.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.
W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy