Artykuł Publicystyka Satryra

Piotr Bartula: Tożsamość Y

Zapisek znaleziony w starym kalopejskim elementarzu.

Najnowszy numer: Tajemnica istnienia

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 1 (13), s. 38. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Jak każ­da lite­ra jestem isto­tą alfa­be­tycz­ną, bo taka, któ­ra z natu­ry, a nie przez przy­pa­dek żyje poza alfa­be­tem, jest bez pra­wa, bez wła­sne­go lek­sy­kal­ne­go ogni­ska, niczym kamień wyłą­czo­ny z gry w kości. Nie od zawsze byłem obec­ny w alfa­be­cie łaciń­skim. Zosta­łem doda­ny w I wie­ku p.n.e., a to w celu dokład­ne­go odda­nia na piśmie wyra­zów grec­kich, stąd nazwa iдrεk „i-grek”.

Od tej pory byłem wewnątrz świa­ta edu­ka­cji, ale doku­czał mi brak alfa­be­tycz­ne­go pre­sti­żu. Jestem dopie­ro dwu­dzie­stą dzie­wią­tą lite­rą kalo­pej­skie­go alfa­be­tu. Już w pierw­szej kla­sie szko­ły pod­sta­wo­wej prze­ży­łem w Kalo­pei szok. Nim mnie smar­ka­cze pozna­li, minął cały rok. Noce i dnie drę­czył mnie widok sam­ca Alfa wkra­cza­ją­ce­go na pierw­szym miej­scu po czer­wo­nym dywa­nie. Pomi­mo grec­kie­go pocho­dze­nia zna­czy­łem w ele­men­ta­rzu mniej niż Murzy­nek Bam­bo.

Powo­łu­jąc się na Biblię gdań­ską z roku 1632, pan Lele­wel w „Uwa­gach o Mate­uszu her­bu Cho­le­wa” zaata­ko­wał mnie, wpro­wa­dza­jąc „jota ogo­nia­ste”, i popu­la­ry­zo­wał sto­so­wa­nie lite­ry „j” zamiast „ypsy­lon”. Robiąc sobie rze­czy­wi­ście z gęby cho­le­wę, wymy­ślił nawet sło­wo „kra­jo­braz”. Dzi­siaj doma­gam się rekom­pen­sat i akcji afir­ma­tyw­nej. Tym bar­dziej że ani pań­stwo, ani Kościół nie mia­ły odwa­gi nadać kalo­pej­skie­mu chłop­cu, dziew­czyn­ce lub gejo­wi imie­nia Ygrek czy Ypsy­lon.

Kie­dy pierw­szy raz usły­sza­łem, że Ala ma kota, marzy­łem, żeby mieć Alę. A dostał ją ten paskud­ny As. Od tego cza­su zaczą­łem się zaci­nać. Posta­no­wi­łem roz­wa­lić cały alfa­be­tycz­ny układ, o któ­rym sły­sza­łem w szko­le: 1. Ala ma kota, 2. As ma Alę, 3. Asa ma wywiad. Jak to moż­li­we, że ja mam tyl­ko kota? Jako bez­i­mien­na lite­ra alfa­be­tu nie mia­łem żad­nych szans na suk­ces. Nie to co we Fran­cji, bo na Yves’a każ­da Ala przy­chyl­nie spo­glą­da.

Całe życie, tak w PRL, jak i potem, pędzi­łem nędz­ny żywot ono­ma­to­pei w obrzy­dli­wych toa­le­tach pod­czas czyn­no­ści, któ­re nie dają zba­wie­nia, i ruchów nie­god­nych filo­zo­fa. Sta­łem się ohyd­ną mono­sy­la­bą w ustach radio­wo-tele­wi­zyj­nych spe­ake­rów, zająk­nie­niach uczniów, ora­to­rów i zakło­po­ta­nych mło­dzień­ców. Byłem cen­zu­ro­wa­ny, stem­plo­wa­ny, poucza­ny, repre­sjo­no­wa­ny, upa­dla­ny, egza­mi­no­wa­ny, wyszy­dza­ny, wcie­la­ny, popra­wia­ny, socja­li­zo­wa­ny, wyci­na­ny, kara­ny. Z powo­du sła­bej pozy­cji w ran­kin­gu wyra­zo­wej par­ty­cy­pa­cji jestem dzi­siaj obu­rzo­ny. Tym bar­dziej że nicze­go w Kalo­pei nie łączę i nicze­go nie spa­jam. Nie to co w Hisz­pa­nii.

W imię alfa­be­tycz­nej spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej pozo­sta­ła mi zemsta! Zemścić się chcę dzi­siaj dum­nie na B (jak Bufon) i C (jak XX), D (jak [usta­wa o cen­zu­rze…]), F (jak XY). Zwy­cię­sko kro­czę przez ruiny alfa­be­tu, każ­de przy­szłe sło­wo to krew i czy­ny, a pierś moja rów­na pier­si Stwór­cy Ele­men­ta­rza. Ponie­waż żyję w kato­lic­kiej Kalo­pei, postą­pię zgod­nie z zasa­dą, że ostat­ni będą pierw­szy­mi. Pod­pa­lę A, doci­snę do ścia­ny B, prze­dziu­ra­wię D, wyrwę kart­ki z C, wyśmie­ję F, G, H, roz­wa­lę K, wypro­stu­ję L Ytd. Ytp. Każ­de­go zaś napo­tka­ne­go Bam­bo tak wybie­lę, aż mu zęby sczer­nie­ją.

Poprzy­sią­głem sobie, że któ­re­goś dnia powró­cę do szko­ły i porwę Alę, z któ­rą w pierw­szej kla­sie tań­czył As. Nie mia­łem poję­cia, jak ani kie­dy się to sta­nie, ale cze­ka­łem na ten dzień i dziś wła­śnie tu jestem, gdy prze­ma­wiam do Was jako boha­ter filo­zo­ficz­ne­go cza­so­pi­sma. Nigdy nie spo­cznę w spo­ko­ju i będę grzmieć bez ustan­ku: wczo­raj „A” – dzi­siaj „Y”!

Powo­łu­ję teraz do życia par­tię wszyst­kich roz­go­ry­czo­nych, wyob­co­wa­nych, poszko­do­wa­nych i poszu­ku­ją­cych toż­sa­mo­ści Ygre­ków i Ypsy­lo­nów: Par­tię Yeti. Nikt nas nie widzi, nikt nas nie sły­szy, ale zosta­wia­my głę­bo­ki ślad. Viva la Yeti!!! Dat­ki na zbro­je­nia toż­sa­mo­ścio­we zbie­ra kole­ga Z, jak Zbój. Dobra wola nie zastą­pi bro­ni! Lepiej mieć widły i rogi niż nogi! A ponad tą per­cią zabły­sną nowe szczy­ty. A na niej nowa toż­sa­mość Yeti!

Yeti! Yeti!

Yes, Yes, Yes.


Piotr Bar­tu­la – Dok­tor habi­li­to­wa­ny, pra­cow­nik nauko­wy Zakła­du Filo­zo­fii Pol­skiej Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go, ese­ista. Zaj­mu­je się pol­ską i zachod­nią filo­zo­fią poli­ty­ki, twór­ca tzw. testa­men­to­wej teo­rii spra­wie­dli­wo­ści. Autor ksią­żek: Kara śmier­ci – powra­ca­ją­cy dyle­mat, August Ciesz­kow­ski redi­vi­vus, Libe­ra­lizm u kre­su histo­rii.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Już w sprze­da­ży w dobrych salo­ni­kach pra­so­wych w całej Pol­sce

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy