Artykuł Etyka

Piotr Bartula: Zagadka moralnej przemiany

Fot.: Some rights reserved by simonwijers, CC0
Ciekawym zjawiskiem świadczącym, że jesteśmy czymś więcej niż biologiczną maszyną, są przypadki moralnego nawrócenia. To, że niektórzy do cna zdegenerowani przestępcy potrafią przezwyciężyć tkwiące w nich skłonności do zła, trwale odmienić swoje moralne oblicze, jest z jednej strony niezwykle tajemnicze, z drugiej świadczy o wielkich możliwościach ludzkiej wolności.

Najnowszy numer: Meandry percepcji

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 2 (8), s. 36–38. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Optymistyczne założenie

Na uży­tek obra­ne­go tema­tu przyj­mu­ję względ­nie opty­mi­stycz­ne zało­że­nie, że czło­wiek ule­ga nie­kie­dy demo­ra­li­za­cji, ale rów­nie czę­sto moral­nej napra­wie. Odrzu­cam tym samym kon­cep­cję mecha­nicz­nej poma­rań­czy jako jedy­ne­go spo­so­bu wymu­sza­nia spo­łecz­nie pożą­da­nej prze­mia­ny, zakła­da­ją­cą, że włó­czę­dzy, zło­dzie­je, alko­ho­li­cy, pro­sty­tut­ki są umy­sło­wo, spo­łecz­nie i moral­nie bez­war­to­ścio­wi, bio­lo­gicz­nie zde­ge­ne­ro­wa­ni, ban­dy­ci zaś to uro­dze­ni i noto­rycz­ni prze­stęp­cy o złej che­mii mózgu.

Prze­ciw­nie: ich przy­kła­dy dowo­dzą, że natu­ra ludz­ka bywa nie­prze­wi­dy­wal­na i okrut­na, a nie­na­wi­ść wio­dą­ca do zła i zbrod­ni jest obja­wem ludz­kiej wol­no­ści. Jed­nak nawet naj­więk­si nie­na­wist­ni­cy, zło­śliw­cy, zawist­ni­cy są nie tyl­ko wście­kły­mi bie­sa­mi o złej che­mii mózgu, lecz zara­zem ludź­mi ze stłu­mio­ny­mi uczu­cia­mi, nie­kie­dy nie­zwy­kły­mi oso­bo­wo­ścia­mi, god­ny­mi boha­te­rów Szek­spi­ra. Są też este­tycz­nie, moral­nie i poznaw­czo fascy­nu­ją­cy, ich poczy­na­nia pozwa­la­ją bowiem wej­rzeć w głąb ludz­kiej toż­sa­mo­ści i dowie­dzieć się, co moty­wu­je czło­wie­ka do maka­brycz­ny­ch czy­nów.

Nie jest łatwo uwie­rzyć w filo­zo­ficz­ną opi­nię o zawsze moż­li­wej kon­wer­sji czło­wie­ka na dobro. W jej myśl nie byli­by cał­kiem źli zna­ni kan­dy­da­ci do „Nobla nie­na­wi­ści”: ani ter­ro­ry­sta Car­los, ani cie­pią­cy na nie­speł­nie­nie marze­nia o spo­łecz­nym awan­sie Char­les Man­son, ani absol­went Sor­bo­ny – Pol Pot, ani Klaus Bar­bie, zna­ny jako rzeź­nik z Lyonu, ani tym bar­dziej urzęd­nik nie­miec­ki z okre­su dru­giej woj­ny świa­to­wej, Adolf Eich­mann. Zdol­ny do nawró­ce­nia był­by też boha­ter wal­ki (z dzieć­mi) o lep­szy świat, Anders Bre­ivik.

Tyl­ko takie ide­ali­stycz­ne zało­że­nie tłu­ma­czy sens ter­mi­nu „zagad­ka”, zapro­po­no­wa­ne­go w tytu­le arty­ku­łu. Nie ma bowiem w grun­cie rze­czy żad­ny­ch rozum­ny­ch argu­men­tów na rze­cz moral­nej prze­mia­ny ludzi for­mo­wa­ny­ch przez uczu­cie trwa­łej nie­na­wi­ści. Bio­rąc pod uwa­gę mija­ją­ce dni i noce uza­leż­nie­nia od nisz­czą­ce­go wszyst­ko uczu­cia, nie ma żad­ny­ch rozum­ny­ch prze­sła­nek, że przy­szłe dni będą inne, lep­sze. Każ­dy kolej­ny dzień, doba, tydzień, mie­siąc to praw­do­po­do­bień­stwo zmniej­sza… zbli­ża do zera. Moż­li­wo­ść moral­nej prze­mia­ny czło­wie­ka opie­ra się zatem na para­dok­sal­nym zale­ce­niu: nie masz żad­ny­ch szans, aby stać się lep­szym, ale i te nale­ży wyko­rzy­stać.

Pouczający przykład Karli Tucker

Wol­na i zara­zem dobra wola jest więc cudem w gra­ni­ca­ch nie­uchron­no­ści i deter­mi­ni­zmu. Trzy­ma­jąc się tych „cudow­ny­ch” kate­go­rii moral­ny­ch, podam jeden, dosyć pro­ble­ma­tycz­ny, ale poucza­ją­cy przy­kład, ilu­stru­ją­cy pro­ble­my wokół dyle­ma­tu moral­nej prze­mia­ny czło­wie­ka. Gło­śny był swe­go cza­su przy­pa­dek Kar­li Tuc­ker, któ­ra – będąc w sta­nie sil­ne­go wzbu­rze­nia – zabi­ła cze­ka­nem dwie oso­by w celu zdo­by­cia moto­cy­kla. Czter­na­ście lat od popeł­nie­nia zbrod­ni (w roku 1998) wyko­na­no na niej wyrok śmier­ci orze­czo­ny w Tek­sa­sie.

O ile mi wia­do­mo, mło­da Kar­la Tuc­ker była oso­bą pozo­sta­ją­cą w licz­ny­ch kon­flik­ta­ch z oto­cze­niem. W szko­le lubi­ła się bić i była bita, źle reago­wa­ła na alko­hol i nar­ko­ty­ki, cho­ciaż nie była nie­od­wra­cal­ną nar­ko­man­ką. Przed zabój­stwem zaży­wa­ła jakieś środ­ki psy­cho­ak­tyw­ne, nie tra­cąc jed­nak w opi­nii bie­gły­ch psy­cho­lo­gów poczy­tal­no­ści. Nie wyklu­czo­no, że do prze­stęp­cze­go czy­nu popchnę­ła ją utra­ta sen­su życia po wykry­ciu zdra­dy kochan­ka. Była­by to może nie­na­wi­ść prze­nie­sio­na na wszyst­kie „szo­wi­ni­stycz­ne męskie świ­nie” – repre­zen­tan­tów nie­wier­ne­go kochan­ka. Sko­ro jego nie ma, to ci, któ­ry­ch zaata­ko­wa­ła, ponie­śli odpo­wie­dzial­no­ść.

W trak­cie czter­na­stu lat pro­ce­su, badań psy­cho­lo­gicz­ny­ch i ape­la­cji, któ­re wyni­ka­ły z jej trwa­łej i nie­zmien­nej woli życia, Kar­la Tuc­ker prze­cho­dzi­ła licz­ne korzyst­ne meta­mor­fo­zy. Odby­ło się to bez więk­szej pomo­cy psy­cho­te­ra­peu­tycz­nej; wystar­czy­ło, że w hie­rar­chii wię­zien­nej wspól­no­ty zdo­by­ła pozy­cję, sza­cu­nek i przy­ja­ciół. Nie moż­na wyklu­czyć, że jej socjal­na prze­mia­na nastą­pi­ła wsku­tek odna­le­zie­nia odpo­wied­niej gru­py spo­łecz­nej, w któ­rej czu­ła się na swo­im miej­scu.

Sęk w tym, że była to wspól­no­ta więź­niów. Nie moż­na wyklu­czyć, że dla nie­któ­ry­ch osób wła­ści­wą gru­pą są wła­śnie więź­nio­wie, tak jak dla inny­ch są to kibi­ce, a dla zgro­ma­dzo­ny­ch na kon­fe­ren­cji o nie­na­wi­ści – kul­tu­ral­ni naukow­cy. Wie­lu jed­nak ludzi być może całe życie spę­dzi na poszu­ki­wa­niu wła­ści­wej dla sie­bie wspól­no­ty, nigdy jej nie znaj­du­jąc. Jed­ni sobie z tym radzą lepiej, inni gorzej.

Wzorowy więzień

Kar­la Tuc­ker sobie z tym w koń­cu pora­dzi­ła, sta­jąc się wzo­ro­wym więź­niem i w tym zna­cze­niu – zre­so­cja­li­zo­wa­nym czło­wie­kiem. Nawia­sem mówiąc, kate­go­ria „wzo­ro­we­go więź­nia” jest nader dwu­znacz­na, ponie­waż im bar­dziej ktoś jest wzo­ro­wym więź­niem, tym mniej nada­je się do życia na wol­no­ści. „Wzo­ro­wy wię­zień” to w isto­cie ktoś, kogo filo­zo­fia moral­na nie powin­na sobie życzyć. Ten typ prze­mia­ny był­by więc z punk­tu widze­nia ety­ki sen­su życia pozba­wio­ny sen­su. Są jed­nak prze­słan­ki pozwa­la­ją­ce przy­pusz­czać, że prze­mia­na dotknę­ła nie tyl­ko socjal­no­ści Kar­li Tuc­ker, ale tak­że jej moral­no­ści, a nawet reli­gij­no­ści.

W wię­zie­niu nawró­ci­ła się bowiem na kato­li­cy­zm i zaczę­ła nawra­cać inny­ch więź­niów, wyszła tak­że za mąż za kape­la­na wię­zien­ne­go – pro­te­stan­ta. Do koń­ca życia pozo­stał on jed­nak jej mężem pla­to­nicz­nym, ponie­waż wro­dzo­ny lub naby­ty pesy­mi­zm antro­po­lo­gicz­ny tek­sań­ski­ch wysłan­ni­ków spra­wie­dli­wo­ści kry­mi­nal­nej kazał im podej­rze­wać, że Kar­la Tuc­ker umyśl­nie dąży do sta­nu bło­go­sła­wio­ne­go w celu prze­dłu­że­nia życia i wymu­sze­nia pra­wa łaski na guber­na­to­rze, wów­czas Bushu senio­rze. Nie­do­wie­rza­ją­cy w prze­mia­nę nie­na­wi­ści w miło­ść spra­wi­li zatem, iż mał­żeń­stwo nie zosta­ło skon­su­mo­wa­ne. Jako wię­zień Kar­la Tuc­ker zdo­by­ła sobie sym­pa­tię inny­ch więź­niów, służ­by wię­zien­nej, a tak­że współ­czu­cie i wspar­cie mediów oraz wsta­wien­nic­two Jana Paw­ła II, ape­lu­ją­ce­go o pra­wo łaski, któ­rej Bush jed­na­ko­woż nie oka­zał.

Niepokojące pytania

Jeże­li jed­nak prze­mia­na moral­na i reli­gij­na rze­czy­wi­ście w tym przy­pad­ku nastą­pi­ła, to i tak poja­wić się muszą nie­po­ko­ją­ce pyta­nia: czy do moral­nej prze­mia­ny koniecz­ne były aż dwie nie­win­ne ofia­ry, tudzież posta­wie­nie Kar­li Tuc­ker w sytu­acji gra­nicz­nej, czy­li ocze­ki­wa­nia na zada­to­wa­ną śmierć? Czy oso­ba popeł­nia­ją­ca mord nie jest toż­sa­ma z oso­bą po lata­ch pro­ce­su, licz­ny­ch ape­la­cja­ch i ocze­ki­wa­niu na łaskę lub karę (w tym sen­sie, że czer­dzie­sto­let­ni X nie może cier­pieć za dwu­dzie­sto­let­nie­go X, gdyż są to dwaj ducho­wo i fizycz­nie inni ludzie)?

Rozu­mo­wa­nie to jest absur­dal­ne i nie­bez­piecz­ne. Albo przyj­mu­je­my zało­że­nie o moral­nej inte­gral­no­ści czło­wie­ka, dzię­ki cze­mu może ist­nieć pra­wo kar­ne, albo uzna­je­my, że już w chwi­lę po mor­dzie prze­stęp­ca jest kimś innym niż w trak­cie mor­du, a co dopie­ro po lata­ch pro­ce­su. W tym dru­gim przy­pad­ku nie moż­na było­by niko­go uka­rać, ponie­waż na świe­cie nie było­by niko­go, kto zasłu­żył­by na karę. Ist­nia­ły­by tyl­ko pozba­wio­ne jed­no­li­tej woli punk­ty ludz­kie, w żaden spo­sób ze sobą moral­nie i egzy­sten­cjal­nie nie­po­wią­za­ne wid­ma ludz­kie, pla­toń­skie cie­nie.

Z dru­giej jed­nak stro­ny czu­je­my nie­sto­sow­no­ść unie­ru­cha­mia­ją­ce­go dzia­ła­nia fik­cji praw­no-moral­ny­ch w odnie­sie­niu do zmien­nej dyna­mi­ki życia ludz­kie­go (vide przy­pa­dek Roma­na Polań­skie­go). A może jest tak, jak pisa­ła Simo­ne Weil:

W życiu jed­nost­ki nie­win­ny musi zawsze cier­pieć za win­ne­go; albo­wiem karą jest poku­ta jedy­nie wów­czas, gdy poprze­dzi­ła ją skru­cha. Poku­tu­ją­cy, sta­jąc się nie­win­ny, cier­pi za winę grzesz­ni­ka, któ­re­mu skru­cha zosta­ła odmó­wio­na. Ludz­ko­ść postrze­ga­na jako isto­ta zgrze­szy­ła w Ada­mie, a odpo­ku­to­wa­ła w Chry­stu­sie. Tyl­ko nie­win­no­ść poku­tu­je. Zbrod­nia cier­pi w zupeł­nie inny spo­sób.

Czy bez wcze­śniej­sze­go zła nie było­by moż­li­we póź­niej­sze dobro moral­ne? W spo­sób naj­bar­dziej kon­kret­ny ujaw­nia się po raz kolej­ny pro­blem nie­uchron­ny­ch związ­ków mię­dzy wol­no­ścią, karą a eks­pia­cją. Nie spo­sób jed­nak wyklu­czyć, że w przy­pad­ku Kar­li Tuc­ker takie­go związ­ku nie było, a sama ska­za­na toczy­ła tyl­ko instynk­tow­ną wal­kę o prze­trwa­nie za wszel­ką cenę – poza wol­no­ścią, dobrem i złem. Chcia­ło­by się jed­nak wie­rzyć, że zło i nie­na­wi­ść z niej wypa­ro­wa­ły wsku­tek dzia­ła­nia dobrej wol­nej woli. Dobrze, by tak było.


Pio­tr Bar­tu­la – Dok­tor habi­li­to­wa­ny, pra­cow­nik nauko­wy Zakła­du Filo­zo­fii Pol­skiej Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go, ese­ista. Zaj­mu­je się pol­ską i zachod­nią filo­zo­fią poli­ty­ki, twór­ca tzw. testa­men­to­wej teo­rii spra­wie­dli­wo­ści. Autor ksią­żek: Kara śmier­ci – powra­ca­ją­cy dyle­mat, Augu­st Ciesz­kow­ski redi­vi­vus, Libe­ra­li­zm u kre­su histo­rii.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy