Artykuł

Raymond M. Smullyan: Nieszczęsny dualista

Pewnego razu był sobie dualista, który wierzył, że ciało i umysł to odrębne substancje. Nie dociekał wprawdzie, jak oddziałują one ze sobą – kwestię tę uznawał za jedną z „tajemnic” życia – był jednak pewny, że są odrębne.

Najnowszy numer: Esencja piękna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 24 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Niestety, ów dualista wiódł nieznośnie bolesne życie – nie ze względu na swoje filozoficzne poglądy, ale ze zgoła innego powodu. Co gorsza, miał niezbite dowody empiryczne na to, że do końca swoich dni nie zazna ulgi. Niczego nie pragnął bardziej niż tego, by umrzeć. Samobójstwo jednak odstraszało go z następujących powodów: (1) nie chciał, aby jego śmierć dotknęła innych ludzi; (2) obawiał się, że odebranie sobie życia jest moralnie złe; (3) bał się, że być może istnieją zaświaty, przez co nie chciał ryzykować wiecznej kary za swój czyn. Nasz nieszczęsny dualista był zatem bardzo zdesperowany.

Pewnego dnia odkryto wspaniałe lekarstwo! Jego skutkiem był całkowity zanik duszy czy umysłu przy zachowaniu dokładnie takich samych funkcji ciała. Osoba zażywająca to lekarstwo nie przechodziła najmniejszej zauważalnej zmiany: jej ciało wciąż zachowywało się tak, jak gdyby miało duszę. Nawet najbliższy przyjaciel, a tym bardziej postronny obserwator, nie mógłby odkryć, że dana osoba zażyła lek, chyba, że sama by to ujawniła.

Jak myślicie: czy istnienie takiego leku jest wyłącznie czczą fantazją? A jeśli dopuścimy jego możliwość, to czy zdecydowalibyście się je zażyć? Czy uważalibyście to za niemoralne, a może za równoznaczne z samobójstwem? Czy Pismo Święte wspomina, że jego stosowanie jest zabronione? Rzecz jasna, ciało wciąż spełniałoby swoje ziemskie obowiązki. Inne pytanie: załóżmy, że twoja żona wzięłaby taki lek, a ty byś o tym wiedział. Zdawałbyś sobie sprawę, że nie ma ona duszy, a mimo wszystko zachowuje się jak gdyby ją posiadała. Czy mniej byś ją przez to kochał?

Powróćmy jednak do naszej historyjki: nasz dualista był rzecz jasna przeszczęśliwy. Mógł on (a właściwie – jego dusza) wreszcie zniknąć w taki sposób, by uniknąć wskazanych wcześniej problemów. Po raz pierwszy od wielu lat położył się do łóżka z lekkim sercem, mówiąc: „Jutro rano pójdę do apteki i kupię ten lek. Dni mojego cierpienia dobiegną wreszcie końca”. Z tą właśnie myślą zapadł w spokojny sen.

Naraz jednak wydarzyła się zadziwiająca rzecz. Znajomy naszego dualisty, który wiedział o lekarstwie, a także rozumiał nieszczęście swego przyjaciela, postanowił mu pomóc. W środku nocy, kiedy dualista twardo spał, zakradł się do domu i wstrzyknął mu lekarstwo. Następnego dnia ciało dualisty – rzecz jasna pozbawione duszy – przebudziło się, poszło do apteki i kupiło lek. Dualista wrócił do domu. „Nareszcie zaznam spokoju” – powiedział tuż przed zażyciem substancji. Następnie połknął ją i czekał odpowiedni czas, po którym – jak głosiła ulotka – lekarstwo zacznie działać. Kiedy jednak wyznaczona godzina minęła, dualista krzyknął ze złością: „Do diabła, to nic nie dało! Bez wątpienia wciąż mam duszę i cierpię dokładnie tak samo jak przedtem!”.

Czy ta historyjka nie sugeruje, iż być może z dualizmem jest coś odrobinę nie tak?

Przełożył Jacek Jarocki


Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.