Aktualności LSF Warsztaty

Relacja z 1. Letniej Szkoły Filozofuj [TXTFOTO]

Miesiąc po zakończeniu 1. LSF chcemy podzielić się z Wami wrażeniami z tego pilotażowego przedsięwzięcia, które – można powiedzieć śmiało i bez fałszywej skromności – okazało się dużym sukcesem. I to na wielu płaszczyznach. Zachęcamy do lektury relacji autorstwa Gości, Uczestników i Organizatorów, tj. redaktorów „Filozofuj!”, oraz obejrzenia fotorelacji z 1. LSF.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Spis rela­cji:
Goście: Krzy­siek, Mar­cin
Uczest­ni­cy: Ali­na, Bar­tosz, Kin­ga, Mag­da, Marian­na, Michał, Olga, Piotr
Redak­to­rzy
: Bar­tek, Celi­na („Pani Celin­ka”), Mar­cin, Moni­ka, Nata­lia, Robert, Sta­szek

Fot.: Justy­na Wasiniewska


Ogłoszenie ws. 1LSF można znaleźć > tutaj. Program ramowy jest > tutaj.

Zno­wu – nie­śmia­łe marze­nie przy­bra­ło real­ną postać! Tak dwa lata temu było z ideą maga­zy­nu „Filo­zo­fuj!” i tak w tym roku było z ideą Let­niej Szko­ły „Filo­zo­fuj!” (LSF). Co wię­cej, obie te idee zma­te­ria­li­zo­wa­ły się w for­mie znacz­nie prze­kra­cza­ją­cej swo­je wyobra­że­nio­we pier­wo­wzo­ry. O powsta­niu „Filo­zo­fuj!” pisa­łem przy innej oka­zji. Tym razem garść reflek­sji poświę­cę LSF.

Czym jest LSF? To połą­cze­nie wypo­czyn­ku z filo­zo­fo­wa­niem. W pro­gra­mie LSF zna­lazł się czas zarów­no na wędrów­ki tatrzań­ski­mi szla­ka­mi, spływ Dunaj­cem, sean­se fil­mo­we, podzi­wia­nie obra­zów Wit­ka­ce­go w Muzeum Tatrzań­skim, jak i warsz­ta­ty, poga­dan­ki oraz dys­ku­sje filo­zo­ficz­ne. Wymie­niam tyl­ko nie­któ­re z atrak­cji. Było ich bar­dzo dużo.

Gdy­by jed­nak opi­sy­wać LSF w kate­go­riach atrak­cji, jakie prze­wi­dzia­no w pro­gra­mie, to opis był­by dale­ce nie­peł­ny czy wręcz myl­ny. O atrak­cyj­no­ści wyda­rze­nia sta­no­wi­li ludzie. Im chcę poświę­cić naj­wię­cej miejsca.

Roz­pocz­nę od naszych Gości Spe­cjal­nych, pro­wa­dzą­cych warsz­ta­ty – Krzysz­to­fa Wie­czor­ka i Mar­ci­na Będ­kow­skie­go. Oka­za­li się tak spe­cjal­ni (spe­cial), że pręd­ko prze­sta­li być gość­mi i – odkła­da­jąc na bok dys­tynk­cje aka­de­mic­kie – sta­li się gospo­da­rza­mi: Krzyś­kiem i Mar­ci­nem, współ­two­rzą­cy­mi z nami tę Szko­łę. Nie poża­ło­wa­li nam jed­nak swej ogrom­nej i facho­wej wie­dzy aka­de­mic­kiej, lecz ubra­li ją w popu­lar­ne, atrak­cyj­ne medial­nie szaty.

Mie­li­śmy ogrom­ne szczę­ście i wiel­ką przy­jem­ność poznać wspa­nia­łych, kul­tu­ral­nych, inte­li­gent­nych mło­dych ludzi, któ­rzy zechcie­li wziąć udział w LSF: Ali­nę, Bar­to­sza, Kin­gę, Lenę, Mag­dę, Marian­nę, Micha­ła, Mirę, Olgę, Paw­ła oraz Pio­tra. Przy­je­cha­li na Szko­łę z wie­lu róż­nych regio­nów Pol­ski, od Gdań­ska po Szczaw­ni­cę. Mimo spo­re­go prze­kro­ju wie­ko­we­go i edu­ka­cyj­ne­go – od gim­na­zjum do stu­diów dok­to­ranc­kich – sta­no­wi­li dobrze rozu­mie­ją­cą się, zgra­ną gru­pę. Byli­śmy zasko­cze­ni, że spo­śród osób stu­diu­ją­cych (6) tyl­ko jed­na jest na filo­zo­fii. Inni uczą się na mate­ma­ty­ków, infor­ma­ty­ków, bio­tech­no­lo­gów, filo­lo­gów czy teatro­lo­gów. Wszyst­kich do Mur­za­si­ch­la przy­wio­dła filo­zo­fia i trze­ba przy­znać, że wyko­na­ła ona świet­ną robo­tę – ścią­gnę­ła ludzi na pozio­mie. Zresz­tą, poczy­taj­cie ich rela­cje ze Szkoły.

Last but not least – nasi Redak­to­rzy: Aga­ta, Artur, Bar­tek, Celi­na („Pani Celin­ka”), Justy­na, Łukasz, Mał­go­sia, Mar­cin, Moni­ka, Nata­lia, Nata­sza, Sta­szek, Woj­tek i Zuzia. Spo­tka­li­śmy się w takim skła­dzie po raz pierw­szy, zna­jąc się w dużej mie­rze tyl­ko przez inter­net. To było nie­sa­mo­wi­cie budu­ją­ce doświad­cze­nie, któ­re­go naj­istot­niej­szy­mi ele­men­ta­mi były – według mnie – życz­li­wość, kre­atyw­ność i zaan­ga­żo­wa­nie. Taki­mi bowiem cecha­mi, któ­re – war­to zauwa­żyć – nie­czę­sto wystę­pu­ją osob­no, a co dopie­ro – razem, odzna­cza­li się nasi redak­to­rzy. Oko­licz­no­ścią nie­co łago­dzą­cą te super­la­ty­wy była inspi­ru­ją­ca obec­ność wśród nas Pani Celin­ki, któ­ra – w duchu Mistrza Twar­dow­skie­go – czu­wa­ła nad spraw­nym i ter­mi­no­wym ujaw­nia­niem się naj­lep­szych cech.

Dzię­ku­ję Wam wszyst­kim – Gościom-Wspó­twór­com, Uczest­ni­kom, Redak­to­rom – za stwo­rze­nie cze­goś, co na dłu­go zapad­nie w moją pamięć jako wyda­rze­nie poucza­ją­ce i przyjemne.

Całość oka­za­ła się na tyle uda­na, że jesz­cze pod­czas trwa­nia 1LSF pla­no­wa­li­śmy 2LSF. Pierw­sze zajaw­ki na ten temat powin­ny uka­zać się w grud­niu. Zapra­sza­my więc na 2LSF.

Robert,
redak­tor „Filo­zo­fuj!”


_mg_6817
beznazwy_panorama1
_mg_6769
_mg_6851
_mg_6848
_mg_6807
_mg_6760
_mg_6802
_mg_6748
_mg_7061
_mg_6881
_mg_6761
_mg_7060
_mg_6896
_mg_7048

Goście specjalni

Udział w 1LSF był dla mnie zaszczy­tem i jed­no­cze­śnie ogrom­ną przy­jem­no­ścią. Popu­la­ry­za­cja filo­zo­fii (czy, w moim przy­pad­ku, logi­ki) to spra­wa, któ­ra zawsze była mi bar­dzo bli­ska. Dla­te­go tak bar­dzo ucie­szy­ło mnie, gdy powsta­ło cza­so­pi­smo „Filo­zo­fuj!”. Jesz­cze więk­szą radość poczu­łem, gdy dowie­dzia­łem się, że odbę­dzie się Let­nia Szko­ła Filo­zo­fuj, któ­ra w dodat­ku poświę­co­na będzie logi­ce i kry­tycz­ne­mu myśle­niu – czy­li dzie­dzi­nom, któ­ry­mi zaj­mu­ję się na co dzień. Nie mogło mnie tam zabraknąć!

Wyjazd do Mur­za­si­ch­la był dla mnie nie­za­po­mnia­ną przy­go­dą. Wresz­cie mogłem poznać oso­by z redak­cji „Filo­zo­fuj!” (lub luź­niej z pismem zwią­za­ne), z któ­ry­mi dotąd kon­tak­to­wa­łem się tyl­ko mailo­wo lub o któ­rych ist­nie­niu mia­łem jedy­nie mgli­ste poję­cie. Potwier­dzi­ło się moje przy­pusz­cze­nie, że „nada­je­my na bar­dzo podob­nych falach”, do wie­lu spraw mamy podob­ne podej­ście. Cie­szę się, że mogli­śmy spę­dzić ze sobą tro­chę cza­su, poroz­ma­wiać w nie­for­mal­nej atmos­fe­rze, wymie­nić się myśla­mi i doświad­cze­nia­mi. Teraz, po powro­cie, czu­ję w tym aspek­cie pewien nie­do­syt – za krót­ko to trwa­ło. Ale na pew­no będzie jesz­cze oka­zja do kolej­nych spo­tkań, a i nasz kon­takt przy pomo­cy róż­nych elek­tro­nicz­nych urzą­dzeń zapew­ne będzie teraz lep­szy i peł­niej­szy po tym, gdy mogli­śmy poznać się osobiście.

Naj­waż­niej­sze na 1LSF było jed­nak dla mnie to, że przy­je­cha­li tam mło­dzi ludzie, któ­rzy chcie­li dowie­dzieć się cze­goś o filo­zo­fii, logi­ce, kry­tycz­nym myśle­niu. Jeśli teraz czy­ta­cie te sło­wa, to wiedz­cie, że bar­dzo się cie­szę, że mogłem Was poznać i popro­wa­dzić dla Was parę godzin zajęć. Przy­go­to­wu­jąc tema­ty do warsz­ta­tów, nie bar­dzo wie­dzia­łem, cze­go się spo­dzie­wać. Nie mia­łem pew­no­ści, kim jeste­ście i cze­go tak napraw­dę ocze­ku­je­cie. Chcia­łem, aby zaję­cia z jed­nej stro­ny nie były zbyt „cięż­kie” (są prze­cież waka­cje, a my nie jeste­śmy na uni­wer­sy­te­cie!), ale z dru­giej stro­ny, aby też nie oka­za­ły się one dla Was zbyt infan­tyl­ne. Mam nadzie­ję, że uda­ło mi się zna­leźć jakiś zło­ty śro­dek. Wie­rzę, że dowie­dzie­li­ście się cze­goś, co uzna­li­ście za waż­ne lub cie­ka­we, co może kie­dyś się Wam przy­dać; że ten czas nie był dla Was stra­co­ny. Po Waszych reak­cjach, pyta­niach, komen­ta­rzach widzia­łem, że chce­cie i potra­fi­cie myśleć. Jestem prze­ko­na­ny, że połknę­li­ście już bak­cy­la „filo­zo­fo­wa­nia” i nigdy się z nie­go nie wyleczycie ;).

Let­nia Szko­ła Filo­zo­fuj w Mur­za­si­ch­lach prze­szła do histo­rii. Sko­ro jed­nak orga­ni­za­to­rzy nada­li jej numer „1”, to mój logicz­ny umysł wycią­ga stąd wnio­sek, że w przy­szło­ści pla­nu­ją kolej­ne. Bar­dzo mnie to cie­szy, bo była­by wiel­ka szko­da, gdy­by tak uda­na impre­za nie była kon­ty­nu­owa­na. Ser­ce mi rośnie, gdy myślę, że są ludzie, któ­rym chce się takie rze­czy orga­ni­zo­wać, oraz, a może przede wszyst­kim, ci, któ­rzy chcą brać w nich udział.

Krzysz­tof A. Wieczorek
Gość spe­cjal­ny 1LSF; pra­cow­nik Insty­tu­tu Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go; w „Filo­zo­fuj!” autor cyklu arty­ku­łów poświę­co­nych argumentacji

***

_mg_7318

Zrób­my coś, gdy się nada­rza oka­zja! Nie co dzień jeste­śmy potrzebni.

Bec­kett, Cze­ka­jąc na Godota

Nomi­nal­nie bra­łem udział w 1. Let­niej Szko­le „Filo­zo­fuj!” jako gość spe­cjal­ny. Moim zada­niem było w związ­ku z tym pro­wa­dze­nie warsz­ta­tów i dzie­le­nie się swo­imi doświad­cze­nia­mi i wie­dzą z zakre­su teo­rii myśle­nia kry­tycz­ne­go. W rze­czy­wi­sto­ści bar­dziej czu­łem się peł­no- i rów­no­praw­nym uczest­ni­kiem oraz współ­or­ga­ni­za­to­rem Szko­ły niż jakimś VIP-em. To bar­dzo dobrze, ponie­waż sam mia­łem oka­zję wie­le się nauczyć, a tak­że mogłem dzie­lić odpo­wie­dzial­ność za prze­bieg każ­de­go dnia. Taka wymien­ność funk­cji i ról sta­no­wi­ła – moim zda­niem – naj­więk­szą war­tość LSF: uda­ło się nam dzię­ki niej stwo­rzyć nie tyl­ko wspól­no­tę docie­ka­ją­cą, lecz tak­że dzia­ła­ją­cą. Tego pierw­sze­go moż­na się było spo­dzie­wać, to dru­gie było jed­nak dosyć zaskakujące.

Filo­zo­fia czę­sto koja­rzy się z zaję­ciem nud­nym, jało­wym i nie­po­waż­nym, a filo­zo­fo­wie – z ludź­mi nie­po­rad­ny­mi, nie­to­wa­rzy­ski­mi i odcię­ty­mi od świa­ta. Redak­cja „Filo­zo­fuj!” i 1. LSF zada­ją kłam takim sko­ja­rze­niom i ste­reo­ty­po­wym opi­niom. Zgro­ma­dze­ni w Mur­za­si­ch­lu adep­ci filo­zo­fii – z róż­nych miej­sco­wo­ści, w róż­nym wie­ku – oka­za­li się ludź­mi nie­tu­zin­ko­wy­mi, sko­ry­mi do podej­mo­wa­nia wysił­ku inte­lek­tu­al­ne­go i fizycz­ne­go, umie­ją­cy­mi zor­ga­ni­zo­wać się wokół wspól­ne­go celu, dba­ją­cy­mi o dobro wspól­ne i o innych ludzi… a przy tym wszyst­kim po pro­stu sym­pa­tycz­ny­mi. Być może taki stan rze­czy to tyl­ko przy­pad­ko­wa kore­la­cja, być może takich ludzi przy­cią­ga filo­zo­fia, ale nie spo­sób oprzeć się wra­że­niu, że pożyt­ki z zaj­mo­wa­nia się filo­zo­fią (a w tym sze­ro­ko rozu­mia­ną logi­ką) się­ga­ją głę­biej, niż mogło­by się wyda­wać na pierw­szy rzut oka.

Redak­cja „Filo­zo­fuj!” nie zasy­pia gru­szek w popie­le (to chy­ba w ogó­le jest sprzecz­ne z natu­rą tej gru­py) i już pla­nu­je kolej­ną Let­nią Szko­łę. Pozo­sta­je mi tyl­ko zare­ko­men­do­wa­nie udzia­łu w tej ini­cja­ty­wie każ­de­mu: zarów­no oso­bom mają­cym wziąć w niej udział jako uczest­ni­cy, jak i tym, któ­rzy zosta­ną zapro­sze­ni jako goście spe­cjal­ni. Dobrze być czę­ścią cze­goś tak dobrego.

Mar­cin Będkowski


_mg_6537
_mg_6539
_mg_6974
_mg_7483
_mg_7490
_mg_6606
_mg_6677
_mg_7547
_mg_6668
_mg_6706
_dsc3978

Uczestnicy

Co może pójść nie tak, gdy zgro­ma­dzi­my w jed­nym miej­scu mło­dzież szkol­ną i aka­de­mic­ką, aspi­ru­ją­cą do mia­na filo­zo­fów, redak­cję pierw­sze­go w Pol­sce cza­so­pi­sma filo­zo­ficz­ne­go ukie­run­ko­wa­ne­go na popu­la­ry­zo­wa­nie tej­że dzie­dzi­ny oraz aka­de­mi­ków, któ­rzy filo­zo­fią para­ją się zawo­do­wo i „na poważ­nie”? Teo­re­tycz­nie wszyst­ko. Jeśli spoj­rzeć na takie przed­się­wzię­cie ze zdro­wą por­cją reali­zmu (bynaj­mniej nie poję­cio­we­go), zagro­żeń jest wie­le. Na zde­rze­niu róż­nych pozio­mów wie­dzy, odmien­nych zain­te­re­so­wań w obrę­bie jed­nej dzie­dzi­ny, plu­ra­li­stycz­nych, czę­sto skraj­nych poglą­dów, mogła ucier­pieć mery­to­ry­ka takie­go spo­tka­nia, z dumą pod­pi­su­ją­ce­go się prze­cież hasłem „szko­ła filo­zo­ficz­na”. Z czy­sto ludz­kim podej­ściem mogła poja­wić się oba­wa, czy plan orga­ni­za­cji wyjaz­du będzie dopa­so­wa­ny do potrzeb każ­de­go z obec­nych, czy nie poja­wi się nuda lub wręcz prze­ciw­nie – czy poprzecz­ka nie zosta­nie posta­wio­na zbyt wyso­ko w związ­ku z chę­cią zaspo­ko­je­nia pra­gnień bar­dziej zaawan­so­wa­nych myśli­cie­li. Barie­rą nie do poko­na­nia mogły wyda­wać się nawet róż­ni­ce wie­ku mię­dzy uczest­ni­ka­mi, się­ga­ją­ce od kil­ku-kil­ku­na­stu lat aż do lat trzy­dzie­stu, jeśli do porów­na­nia włą­czy­my całą obec­ną na obo­zie kadrę. Teraz, po zakoń­cze­niu 1 Let­niej Szko­ły Filo­zo­ficz­nej, z czy­stym sumie­niem mogę przy­znać, iż nie ziści­ły się ani sce­na­riu­sze nakre­ślo­ne powy­żej, ani moje oso­bi­ste nie­po­ko­je, myślę też, że roz­wia­ło się wie­le obaw żywio­nych przez moich towarzyszy.

Opis wra­żeń zacznę od czę­ści bar­dziej przy­ziem­nej. Plan zajęć, któ­ry, jak się oka­za­ło, był two­rzo­ny raczej na bie­żą­co mimo wcze­śniej­szych usta­leń (god­na pochwa­ły ela­stycz­ność!), nie pozwa­lał na zmar­no­wa­nie ani jed­nej minu­ty w cią­gu spę­dzo­nych razem dni. Czas wypeł­ni­ły nam wyj­ścia w góry, warsz­ta­ty pod hasłem: „Kry­tycz­ne i logicz­ne myśle­nie”, mecze siat­ków­ki i pił­ki noż­nej, pla­toń­skie uczty przy gril­lu i ogni­sku, pro­jek­cje fil­mów, a przede wszyst­kim nie­prze­rwa­ne, pło­mien­ne dys­ku­sje pro­wa­dzo­ne od świ­tu do nocy. Jedy­nym, na co być może nie star­cza­ło nam doby, był sen, ale myślę, że wszy­scy z nas pora­dzi­li sobie z tym pro­ble­mem, nawet jeśli komuś nie zda­rzy­ło się wyspać ani razu pod­czas poby­tu w Mur­za­si­ch­lu (swo­ją dro­gą, jeśli już o Mur­za­si­ch­lu mowa, miej­sce, w któ­rym przy­szło nam się spo­tkać, było naj­zwy­czaj­niej w świe­cie prze­pięk­ne, za spra­wą sil­nej daw­ki natu­ry na wycią­gnię­cie ręki). Nie spo­sób nie wspo­mnieć o orga­ni­za­cji, któ­ra (za spra­wą redak­cji zaan­ga­żo­wa­nej na 101%) była wzo­ro­wa. Jeśli poja­wiał się jakiś pro­blem, roz­wią­zy­wa­li­śmy go natych­miast, w spo­sób zaspo­ka­ja­ją­cy potrze­by każ­de­go zain­te­re­so­wa­ne­go. Zgod­nie z regu­la­mi­nem 1LSF nie było miej­sca na narze­ka­nie i obra­ża­nie się, było go za to aż nad­to na roz­mo­wę, nego­cja­cje i kompromisy.

Aspekt orga­ni­za­cyj­ny to jed­no, ale tak napraw­dę cały wyjazd nie oka­zał­by się nawet w jed­nej trze­ciej tak nie­po­wta­rzal­nym, nie­sa­mo­wi­cie roz­wi­ja­ją­cym i po pro­stu przy­jem­nym doświad­cze­niem, gdy­by nie ludzie. Więk­szość z nas nie zna­ła się wcze­śniej, a mimo to prak­tycz­nie od same­go począt­ku czu­li­śmy się ze sobą jak z gru­pą bli­skich zna­jo­mych. Odmien­ne cha­rak­te­ry każ­de­go z uczest­ni­ków stwo­rzy­ły w cza­sie 1LSF pięk­ny, barw­ny pat­chwork, sple­cio­ny z zacho­wań, poglą­dów i przy­zwy­cza­jeń, pod­sy­co­nych ogrom­ną daw­ką poczu­cia humo­ru. Myślę, że nikt nie odczuł pod­czas tego spo­tka­nia sztucz­ne­go dystan­su ze stro­ny kogo­kol­wiek, nie­za­leż­nie od wie­ku, wykształ­ce­nia, uspo­so­bie­nia. Wręcz prze­ciw­nie, inte­gra­cja była prio­ry­te­tem, a nasta­wie­nie całej Zało­gi F! pozwo­li­ło nam poczuć, że my, prze­cięt­ni Kowal­scy, tak­że jeste­śmy w jakimś stop­niu czę­ścią „Filo­zo­fuj!” – czę­ścią gru­py, któ­rej zale­ży na umi­ło­wa­niu mądro­ści i pobu­dze­niu całe­go świa­ta do świa­do­me­go myślenia.

Popro­wa­dzo­ne przez pro­fe­so­ra Krzysz­to­fa Wie­czor­ka, dok­to­ra Artu­ra Szut­tę oraz przez dok­to­ra Mar­ci­na Będ­kow­skie­go warsz­ta­ty osnu­te wokół zagad­nień logi­ki i epi­ste­mo­lo­gii były nie­wąt­pli­wie jed­nym z naj­lep­szych, naj­cie­kaw­szych „ofi­cjal­nych” ele­men­tów 1LSF (podział jest co praw­da nie­co sztucz­ny ze wzglę­du na to, iż nie spo­sób wyło­nić ele­men­tów gor­szych!). Nie zosta­li­śmy zala­ni falą pod­ręcz­ni­ko­wej wie­dzy, nie wyma­ga­no od nas zna­jo­mo­ści peł­nych życio­ry­sów Ajdu­kie­wi­cza czy Tar­skie­go. W zamian za to zgłę­bi­li­śmy taj­ni­ki dobrej argu­men­ta­cji i nauczy­li­śmy się roz­po­zna­wać błę­dy logicz­ne, pozna­li­śmy zasa­dy pro­wa­dze­nia dys­ku­sji i tech­ni­ki nar­ra­cji medial­nej. Nie zabra­kło tak­że prak­tycz­nych testów i logicz­nych łami­głó­wek, czy­li pola ćwi­czeb­ne­go dla naszych sza­rych komó­rek. Warsz­ta­ty nie mia­ły for­my wykła­du, zosta­ła ona zastą­pio­na cią­głym dia­lo­giem, któ­ry cecho­wa­ła otwar­tość na pyta­nia i róż­ni­ce poglą­dów, nawią­za­nia do tema­tów wsze­la­kich, cza­sa­mi bar­dzo odbie­ga­ją­cych od tego pier­wot­ne­go, a tak­że drob­ne dygre­sje, nio­są­ce nowe odpo­wie­dzi i wąt­pli­wo­ści – kwin­te­sen­cja filo­zo­fii w piguł­ce. Zaję­cia zakoń­czy­li­śmy prze­pro­wa­dzo­ną ostat­nie­go dnia deba­tą, któ­ra mimo trud­no­ści i koniecz­no­ści wpro­wa­dze­nia poważ­nych zmian w począt­ko­wych zało­że­niach, oka­za­ła się świet­ną oka­zją do spraw­dze­nia swo­ich zdol­no­ści reto­rycz­nych i do wymia­ny poglą­dów, jed­no­cze­śnie dzię­ki dyna­mi­ce dys­ku­sji zapew­nia­jąc wszyst­kim obec­nym nie­złą roz­ryw­kę. Do domów wra­ca­my z dłu­gą listą pla­nów czy­tel­ni­czych („Pułap­ki myśle­nia” na pierw­szym miej­scu!), pomy­sła­mi na pomoc przy deba­tach orga­ni­zo­wa­nych przez „Filo­zo­fuj!” czy też po pro­stu z prze­my­śle­nia­mi, któ­re odkry­ły przed nami nowe per­spek­ty­wy patrze­nia na świat. To wła­śnie one są naj­waż­niej­szym pre­zen­tem od filo­zo­fii dla nas. Świa­do­me myśle­nie, nowe hory­zon­ty i kry­tycz­ne podej­ście do zasta­ne­go oto­cze­nia – tego nie zdo­by­li­by­śmy bez niej, na pew­no nie w takim wymiarze.

Pre­zen­tem zaś od „Filo­zo­fuj!” dla nas (i zapew­ne też dla samej redak­cji) będą prze­pięk­ne wspo­mnie­nia wspól­nie spę­dzo­ne­go cza­su we wspa­nia­łej atmos­fe­rze i jedy­nym w swo­im rodza­ju towa­rzy­stwie. Zde­cy­do­wa­nie cięż­ko było się roz­stać. Spę­dzi­li­śmy razem zale­d­wie kil­ka dni, ale mogę już chy­ba okre­ślić naszą rela­cję sło­wa­mi „zży­li­śmy się ze sobą”. Mnie 1LSF bar­dzo zmie­ni­ła i z utę­sk­nie­niem cze­kam na kolej­ną edy­cję. Zatem do zoba­cze­nia za rok (a może tro­chę szyb­ciej?), w kom­plet­nym, naj­le­piej posze­rzo­nym, skła­dzie, z nowy­mi ide­ami i świe­ży­mi gło­wa­mi. A tym­cza­sem… idź­cie i gło­ście filozofię!

Ali­na Marciniak
uczen­ni­ca tech­ni­kum w Zespo­le Szkół Elektrycznych

***

Dzie­więć muz zasia­da­ło w home­ryc­kim orsza­ku Apol­li­na, dzie­więć jest chó­rów aniel­skich i dzie­więć dni trwa­ła pierw­sza Let­nia Szko­ła „Filo­zo­fuj!”. O przy­pad­ku nie może być mowy, bowiem zarów­no mistycz­ną licz­bę, jak i obóz moż­na uznać za sym­bo­le dosko­na­ło­ści, ducho­wo­ści i podróży.

Ide­al­nie uło­żo­ny pro­gram pochła­niał roz­ma­ito­ścią i kre­atyw­no­ścią. Cykl inspi­ru­ją­cych warsz­ta­tów udo­wod­nił, że syno­ni­mem myśle­nia jest pre­cy­zja, pro­sto­ta oraz inte­lek­tu­al­na uczci­wość. Nasze odważ­ne prze­my­śle­nia wspo­ma­ga­ła atmos­fe­ra sku­pie­nia i otwar­to­ści na róż­ne punk­ty widzenia.

Nie nale­ży zapo­mi­nać, że Let­nia Szko­ła to przede wszyst­kim ludzie. Oczy­ta­ni, otwar­ci i życz­li­wi filo­zo­fo­wie, któ­rzy nie tyl­ko potra­fią mądrze mówić, ale rów­nie mądrze słu­chać. Nie­za­stą­pio­ne oka­za­ły się tak­że wie­dza oraz doświad­cze­nie Orga­ni­za­to­rów, któ­rzy czę­sto byli nie­oce­nio­ny­mi mode­ra­to­ra­mi ożyw­czych dyskusji.

To przede wszyst­kim kro­ki wędrów­ki wyzna­cza­ły rytm myśli i roz­mów. Dro­dze na szczyt towa­rzy­szy­ły nie­zwy­kle „lot­ne” roz­wa­ża­nia, choć rów­nie nie­zbęd­ny­mi były cisza i medy­ta­cyj­na zadu­ma. Trud wspi­nacz­ki zawsze oka­zy­wał się cen­ny, podob­nie jak nie­zwy­kle cen­ny­mi są wspo­mnie­nia z tej wspa­nia­łej, dzie­wię­cio­dnio­wej przygody.”

Bar­tosz
stu­dent II roku Infor­ma­ty­ki i Eko­no­me­trii oraz I roku Filozofii

***

Udział w 1LSF oka­zał się kolej­nym kro­kiem do pod­wa­że­nia – moim zda­niem nie­słusz­ne­go i krzyw­dzą­ce­go – prze­ko­na­nia, iż filo­zo­fo­wa­nie jest dzia­ła­niem nie­prak­tycz­nym, zastrze­żo­nym dla wąskie­go gro­na ludzi, two­rzą­cych wła­sny, zamknię­ty i przez to nie­do­stęp­ny dla innych świat.

Chęć pozna­nia i zro­zu­mie­nia sie­bie oraz ota­cza­ją­cej nas rze­czy­wi­sto­ści są wpi­sa­ne w ludz­ką natu­rę. W cią­gu życia nie­jed­no­krot­nie sta­je­my w obli­czu wybo­rów, któ­re zmu­sza­ją nas do sta­wia­nia pytań i poszu­ki­wa­nia na nie odpo­wie­dzi – naj­le­piej na dro­dze dys­ku­sji. Zarów­no w wymia­rze jed­nost­ko­wym, jak i spo­łecz­nym, istot­ne jest dla nas poczu­cie sen­su wła­sne­go życia i naszych dzia­łań, a o ich war­to­ści sta­no­wi fakt, że nie są bez­re­flek­syj­nym cią­giem zda­rzeń, ale roz­trop­ną wędrów­ką, opie­ra­ją­cą się na spo­so­bie myśle­nia wywo­dzą­cym się z obser­wa­cji, wie­dzy i dedukcji.

Sądzę, iż jest to cen­na lek­cja wynie­sio­na z czę­ści warsz­ta­to­wej let­niej szko­ły, a kon­fron­to­wa­na w trak­cie wspól­ne­go dzie­le­nia się prze­my­śle­nia­mi z pozo­sta­ły­mi uczest­ni­ka­mi pod­czas gór­skich wędró­wek, spły­wu Dunaj­cem, wypa­dów do Zako­pa­ne­go czy Nie­dzi­cy, gril­lo­wa­nia, roz­gry­wek spor­to­wych, któ­re przy­nio­sły doświad­cze­nie real­ne­go spo­tka­nia osób, łącze­nia przy­jem­ne­go z poży­tecz­nym – ukłon w stro­nę orga­ni­za­to­rów za zna­ko­mi­tą reali­za­cję boga­tej oferty!

Oba­wy i wąt­pli­wo­ści o słusz­ność uczest­ni­cze­nia w let­niej szko­le filo­zo­fii, mnie, jako nie­fi­lo­zo­fa, zosta­ły roz­wia­ne, co pod­kre­śli­ło jed­no­cze­śnie, jak cen­ne jest otwar­cie na nowość i róż­no­rod­ność oraz fakt, że pod­sta­wo­we narzę­dzie do filo­zo­fo­wa­nia posia­da każ­dy, dla­te­go sło­wa kla­sy­ka – miej nawet mały rozum, ale swój – niech będą zachę­tą i otu­chą do roz­po­czę­cia przy­go­dy z filozofią.

(… a wiecz­ny per­for­man­ce naszych nie­my­tych dusz — niech trwa!)

Z pozdro­wie­nia­mi dla Redak­cji i Uczest­ni­ków 1LSF

Kin­ga Grabowska
dok­to­rant­ka Mię­dzy­uczel­nia­ne­go Wydzia­łu Bio­tech­no­lo­gii Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go i Gdań­skie­go Uni­wer­sy­te­tu Medycznego

***

Obóz filo­zo­ficz­ny – czy to zesta­wie­nie nie wyda­je się intry­gu­ją­ce? Jak to wyglą­da­ło? Naj­kró­cej: nie­sa­mo­wi­ci, inte­li­gent­ni, zabaw­ni ludzie, grzecz­nie akcep­tu­ją­cy każ­de dzi­wac­twa, goto­wi na wszel­kie eks­pe­ry­men­ty myślo­we, o każ­dej porze czy to dzie­wią­ta rano,  czy dzie­wią­ta wie­czo­rem, a to wszyst­ko uczy­ni­li kom­plet­nie dobro­wol­nie, świa­do­mie i z przy­jem­no­ścią. Wła­ści­wie ten obóz będzie dla mnie sumą bar­dzo pozy­tyw­nych obra­zów: wspie­ra­ją­cych spoj­rzeń i słów na szla­ku, w górach; żar­tów o bacy i śmie­chu przy ogni­sku, docie­kli­wych pytań; ciszy, bynaj­mniej nie głu­chej, ale ciszy, któ­rej towa­rzy­szą zmarsz­czo­ne brwi i sku­pio­ne mózgi. Napraw­dę miło było przez tydzień czuć się czę­ścią tego projektu.

Mag­da

***

Jeśli uczu­cia oce­niać by z per­spek­ty­wy dwor­co­we­go moni­to­rin­gu, moż­na by dojść do wnio­sku, że moje emo­cje w dniu wyjaz­du z Pozna­nia do Zako­pa­ne­go i powro­tu do domu były podob­ne. Ten sam nie­po­kój, stres i żal, że zosta­wiam coś za sobą. A jed­nak, sto­jąc dwu­krot­nie na dwor­cu w Pozna­niu, mie­rzy­łam się z zupeł­nie odmien­ny­mi prze­ży­cia­mi. Kie­dy trzy­na­ste­go sierp­nia wsia­da­łam do pocią­gu z myślą, że nawet jeśli nie odnaj­dę się na LSF, to mam przy sobie trzy cie­ka­we książ­ki, nie spo­dzie­wa­łam się, że dwu­dzie­sty trze­ci nadej­dzie tak szyb­ko, a ja nie prze­czy­tam żad­nej z nich. Pod­czas gdy pierw­sze­go dnia, sto­jąc na pero­nie, oba­wia­łam się, że nie będę potra­fi­ła zaakli­ma­ty­zo­wać się i poznać resz­ty uczest­ni­ków, to w ana­lo­gicz­nej sytu­acji po dzie­wię­ciu dniach bałam się, że nie spo­tkam już tych cie­ka­wych osób.

Redak­cja „Filo­zo­fuj!” prze­czy ste­reo­ty­pom, że filo­zof to oso­ba nie­zor­ga­ni­zo­wa­na czy nie­ogar­nię­ta. Wszyst­ko było dopię­te na ostat­ni guzik – warsz­ta­ty z logicz­ne­go i kry­tycz­ne­go myśle­nia, wyj­ścia w góry i peł­ne poświę­ceń mecze siat­ków­ki. Każ­dy szcze­gół był dopra­co­wa­ny, zda­wa­ło się, że nawet pogo­da posta­no­wi­ła sprzy­jać inte­lek­tu­al­no-fizycz­ne­mu roz­wo­jo­wi. Kli­mat Tatr i lek­ko nie­po­ko­ją­ca aura wil­li „Jędruś” wpły­nę­ły na two­rze­nie nie­sa­mo­wi­tej atmos­fe­ry i wię­zi. Dzień zaczy­nał się od twór­czych zajęć, na któ­rych roz­wa­ża­li­śmy typy argu­men­tów, chwy­ty reto­rycz­ne lub spo­sób rozu­mo­wa­nia Sher­loc­ka Hol­me­sa czy dok­to­ra Housa, a koń­czył na rów­nie twór­czych i przy tym filo­zo­ficz­nych roz­mo­wach przy gril­lu czy ogni­sku. LSF połą­czy­ła pasję do zwie­dza­nia i odkry­wa­nia nowych miejsc z pozy­tyw­nym wysił­kiem inte­lek­tu­al­nym. Góry, mimo tłu­mu prze­wi­ja­ją­cych się przez nie tury­stów, były źró­dłem cie­ka­wych roz­wa­żań i obiek­tem filo­zo­ficz­ne­go zachwy­tu. Spływ Dunaj­cem, pod­czas któ­re­go fli­sak opo­wia­dał wie­le nie­śmiesz­nych dow­ci­pów, pozwo­lił nam odkryć Tatry z innej (pol­sko-sło­wac­kiej) per­spek­ty­wy, a gór­skie (obiek­tyw­nie może nie­wy­ma­ga­ją­ce, ale męczą­ce) wspi­nacz­ki umoż­li­wi­ły pra­cę nad wła­sną kon­dy­cją. Dobrym pod­su­mo­wa­niem wyjaz­du była wizy­ta w zako­piań­skiej gale­rii sztu­ki i zmie­rze­nie się z pra­ca­mi Wit­ka­ce­go, a cie­ka­wost­ki z życia arty­stów opo­wie­dzia­ne przez panią prze­wod­nik, spra­wi­ły, że moż­na było się z nimi utożsamić.

Te dzie­więć dni kul­tu­ral­nej i filo­zo­ficz­nej wymia­ny myśli i doświad­czeń na pew­no na dłu­go zosta­nie mi w pamię­ci. Redak­cja „Filo­zo­fuj!” świet­nie pora­dzi­ła sobie z orga­ni­za­cją fan­ta­stycz­ne­go wyda­rze­nia, dając przy tym inspi­ra­cję do anga­żo­wa­nia się w dzia­łal­ność cza­so­pi­sma. Cie­szę się, że mogłam brać udział w tak dobrze prze­my­śla­nym obozie.

Marian­na


_mg_7676
_mg_7665
_mg_7652
_mg_7827
_mg_7757
_mg_7801
_mg_7732

Filo­zo­fuj!” zna­cy telo co: „mędr­kuj!”

Posłu­choj­cie teroz o tem, jak to razu pew­ne­go nasu­ły się zza mie­dzy beskur­cy­je, co w choł­pie u Jędru­sia fcio­ły naj­star­sym góro­lom ucy­nić konkurencyje!

Za siyd­mio­ma mura­mi, za siyd­mio­ma sichła­mi, hań gaz­da godo babie dobra­noc łod­by­ła się piyr­sa w caluś­kiej nosej pod­ha­lań­skiej zie­mi śko­ła nice­go inne­go, ino o świe­cie mędr­ko­wa­nia. Temu, ze juz daw­no wie­dzio­łef, ze się we wsi sichlań­skiej co syku­je (bo w mie­ście łod casu do casu bywom i cłek zem we syć­kich nowi­nach łoby­ty) i ze z Pią­nin móm telo co kawo­łek, tom wart­ko posta­no­wił pra­snąć kierp­ce na kozia­ry, chy­cić za ciu­pa­gę i na wła­sne łocy łoba­cyć co te mędro­le tam knu­jom, coby im w razie cego here­zy­je raz a dobze z kufy nawz­dy dzia­dow­skie powy­bi­jać. I godom Wom teroz, a baja­nia w tem ani krzty ni ma — jak hal­ny mie zaduł, to dyć kwi­la nie była jakem u Jędr­ka zawi­toł, spo­zie­roł na to ceprów dzi­wo­wa­nie i som nadzi­wić się nie mógł, jakie to mądre a poćci­we cłe­ki z cołej Pol­ski się zjechoły!

Wsel­ki duch, co za dzi­wy! Przy­sam Buc­ku, ze inom przi­seł i ich w pro­gu łoba­cył, tak syć­kie­go im rzy­ci pra­nia łod razu mie się ode­fcia­ło. Mar­scy­li łoni coło śla­chet­nie – nie groź­nie, gębę krzy­wy­li, ale w zadu­mie, a jak się hań ponie­ftu­ry łode­zwoł, to nic ino trza było sie­dzieć cicho i słu­cheć, bo o spra­wach waznych cłe­ko­wi mede­to­we­li. Myślo­łef, ze bździć bedom łokrut­nie, a tu zasko­cy­li kie nawet umę­con po Sar­niej Ska­le godo­li piyk­nie i z sen­sem. Pró­bo­wa­li mie byli tyz naucyć cosi o tem, co sie zowie kry­tyc­nym myśle­niem, a po nose­mu to chy­ba na chłop­ski rozum rze­cy bra­niem. Maj­strów łod tego mie­li w tef war­sta­taf piyr­sych i zda­je mie się, ze cystom prow­de pedzie­li o tem, ze jak się z kim wadzi­cie to uwo­zej­cie, coby Wos krew nie zala­ła i sta­rej­cies się nie śklić o bzdu­rach, bo skoń­cy­cie dys­ku­sy­je jak panic jene­rał z Kwi­co­łem, cyli jak syć­ka wie­dzom — sakra­menc­ko marnie.

Co Wóm powiym, to Wóm powiym, ale trza przy­znać, ze dobze mie tam fte­dy z nie­mi było. Tak mie się widzi, ze co zem pomę­dr­ko­wał to moje i głup­sym niź­lim fce­śniej był tom do choł­py na zad nie wró­cił. Mędro­le to nie som, ino mądre ludzie i kie­by­ście fcie­li się cego nowe­go naucyć, to za rok bier­cie kabot i chy­boj­cies hań do nich. Filo­zo­fuj zna­cy telo co mędr­kuj, a to kaz­dy prze­cie umi, niech Wos tedy strach przed nie­mi nie tocy!

Hej!

Pedzioł to ja, Michał Cie­siel­ka rodem Gołą­bek, górol spod samiuś­kich Piąnin.

Zamiast rela­cji jak trze­ba pozwa­lam sobie zamie­ścić tu daw­kę wygłu­pów w posta­ci histo­rii Let­niej Szko­ły Filo­zo­fii po góralsku.

***

W ostat­niej chwi­li zapi­sa­łam się na obóz orga­ni­zo­wa­ny przez Redak­cję „Filo­zo­fuj!”. Bar­dzo się cie­szę, że zde­cy­do­wa­łam się wziąć udział w tym, jak­by nie patrzeć, pio­nier­skim wyda­rze­niu. Napię­ty pro­gram nie­ustan­nie zapew­niał nam nowe doświad­cze­nia i atrak­cje. Poza cie­sze­niem się wido­ka­mi pod­czas wycie­czek gór­skich czy spły­wu Dunaj­cem mie­li­śmy tak­że oka­zję zwie­dzić Zako­pa­ne oraz podzi­wiać dzie­ła malar­skie tatrzań­skiej bohe­my w Muzeum Tatrzań­skim. Nie zabra­kło rów­nież roz­ryw­ki w posta­ci roz­gry­wek meczów siat­ków­ki czy pił­ki nożnej.

Jed­nak naj­waż­niej­szym celem tego wyjaz­du było pobu­dze­nie w uczest­ni­kach chę­ci do kry­tycz­ne­go myśle­nia. Myślę, że dzię­ki wie­lu bar­dzo cie­ka­wym warsz­ta­tom i wykła­dom zosta­ło to osią­gnię­te. Zapro­sze­ni goście zapre­zen­to­wa­li nam tema­ty powią­za­ne m.in. ze sztu­ką dys­ku­sji i argu­men­ta­cji zarów­no od stro­ny teo­re­tycz­nej, jak i  prak­tycz­nej, co uwa­żam za duży plus zajęć. Nie tyl­ko posze­rzy­ły one moją wie­dzę, ale pozwo­li­ły mi tak­że dostrzec wie­le błę­dów w moim podej­ściu do nauki i filozofii.

Krót­ko opi­su­jąc nasz wyjazd, nie spo­sób nie wspo­mnieć o prze­mi­łej atmos­fe­rze kształ­to­wa­nej przez Redak­cję, wykła­dow­ców i uczest­ni­ków. Bar­dzo się cie­szę, że mogłam poznać tylu ludzi z całej Pol­ski, będą­cych w tak róż­nym wie­ku, któ­rzy kocha­ją filo­zo­fo­wać. Na wyjeź­dzie zna­la­zły coś dla sie­bie oso­by dopie­ro zaczy­na­ją­ce przy­go­dę z filo­zo­fią oraz te mają­ce z tą dzie­dzi­ną do czy­nie­nia już od daw­na. Od razu widać, że to wła­śnie miłość do wie­dzy i myśle­nia oraz chęć dzie­le­nia się nią są fun­da­men­tem dla two­rze­nia cza­so­pi­sma. Zachę­cam do udzia­łu we wszyst­kich wyda­rze­niach „Filo­zo­fuj!”, a w szcze­gól­no­ści w następ­nej Let­niej Szko­le, któ­ra, jak krą­żą plot­ki, ma się odbyć już w przy­szłym roku.

Olga
stu­dent­ka I roku filo­lo­gii szwedzkiej

***

Bar­dzo się cie­szę, że mogę nazwać się absol­wen­tem pierw­szej Let­niej Szko­ły Filo­zo­fuj!. Orga­ni­zo­wa­ny przez redak­cję obóz zapew­nił mi dzie­więć dni nie­zwy­kle roz­wi­ja­ją­ce­go wypoczynku.

Pro­gram LSF nie pozwa­lał uczest­ni­kom na nudę. Każ­dy dzień zaczy­nał się od inte­lek­tu­al­nej roz­grzew­ki w posta­ci wykła­dów, by potem zapew­nić róż­no­rod­ne gór­skie atrak­cje – od wędró­wek przez zwie­dza­nie po spływ Dunajcem.

W pla­nie zna­la­zło się miej­sce rów­nież na roz­ryw­ki, bez któ­rych nie mógł­by się obejść żaden wyjazd – ogni­sko, gril­lo­wa­nie, mecze pił­ki noż­nej i siatkowej.

Eks­pe­ry­men­ty myślo­we przy ogni­sku, dys­ku­sje w tra­sie, kry­tycz­ne myśle­nie przy Czar­nych Histo­riach – przez te dzie­więć dni filo­zo­fia spla­ta­ła się z wypo­czyn­kiem na każ­dym kro­ku, by ostat­nie­go dnia pod­su­mo­wać całość debatą.

Naj­waż­niej­szym ele­men­tem LSF byli jej uczest­ni­cy, wśród któ­rych wytwo­rzy­ła się przy­ja­zna atmos­fe­ra. Myślę, że każ­dy wró­cił do domu z gar­ścią wspo­mnień i histo­rii, któ­re jesz­cze nie raz będzie­my sobie opowiadać.

Let­nia Szko­ła Filo­zo­fuj! zapa­dła mi w pamięć nie tyl­ko jako uda­ny wyjazd waka­cyj­ny, ale tak­że jako oka­zja do spo­tka­nia cie­ka­wych ludzi, wspa­nia­łe źró­dło wie­dzy i dobre miej­sce do filozofowania!

Piotr
uczeń trze­ciej kla­sy liceum


_mg_7236
_mg_7437
_mg_7916
_mg_7879
_mg_7321
_mg_7355
_mg_7319
_mg_7328
_mg_7358

Redaktorzy

Choć przy­je­cha­łem jedy­nie na czte­ry ostat­nie dni pierw­szej Let­niej Szko­ły „Filo­zo­fuj”, to i tak bar­dzo na tym sko­rzy­sta­łem. Wyda­je mi się, że pod­sta­wo­wym jej atu­tem była moż­li­wość spo­tka­nia się z ludź­mi, zwłasz­cza w wie­ku szkol­nym, dla któ­rych poję­cia mądro­ści i praw­dy są czymś ważnym.

Jed­nym z pierw­szych wra­żeń, któ­re wynio­słem z tego wyjaz­du, było wspól­ne oglą­da­nie fil­mu Kie­ślow­skie­go pt. „Przy­pa­dek”. Mimo że rzad­ko oglą­dam fil­my, pre­fe­ru­jąc sło­wo pisa­ne, ten zro­bił na mnie takie wra­że­nie, że mam zamiar zoba­czyć go jesz­cze parę razy. Film doty­czył wpły­wu przy­pad­ku na nasze wybo­ry moral­ne i przy­szłość. Sam film bez zawa­ha­nia okre­ślił­bym jako sztu­ka wyso­kich lotów – jed­nak naj­cie­kaw­sze było to, co nastą­pi­ło po nim. Mimo że obraz nie był pro­sty i pozo­sta­wił wie­le cha­otycz­nie uło­żo­nych wra­żeń, to roz­ma­wia­li­śmy o nim jesz­cze przez oko­ło godzi­nę, do póź­nej nocy. Opi­nie wyra­żo­ne przez współ­o­glą­da­ją­cych uczy­ni­ły seans jesz­cze bogat­szym i peł­niej­szym. A fakt, że odby­ło się to wśród pasjo­na­tów filo­zo­fii, spra­wił, że wypo­wie­dzi były napraw­dę wartościowe.

Szko­ła odby­wa­ła się w miej­scu oto­czo­nym góra­mi, któ­re przy­po­mi­na­ły o wiel­ko­ści i potę­dze przy­ro­dy. Ele­ment edu­ka­cyj­ny two­rzy­ły warsz­ta­ty doty­czą­ce przede wszyst­kim logi­ki, kry­tycz­ne­go i detek­ty­wi­stycz­ne­go myśle­nia. Te, na któ­re uda­ło mi się dotrzeć, zosta­ły prze­pro­wa­dzo­ne w spo­sób nie tyl­ko zro­zu­mia­ły i cie­ka­wy, ale rów­nież uka­zy­wa­ły, jak bar­dzo przy­dat­ne są oma­wia­ne umie­jęt­no­ści w życiu codzien­nym. Zaję­cia nawią­zy­wa­ły m.in. do Sher­loc­ka Hol­me­sa i Dok­to­ra House’a oraz uka­zy­wa­ły war­tość myśle­nia wstecz. Jeden z przy­kła­dów zwró­cił tak­że moją uwa­gę, jak czę­sto ule­gam „efek­tom potwier­dze­nia”, któ­re są też nazy­wa­ne „błę­da­mi kon­fir­ma­cji” pod­czas poszu­ki­wa­nia odpo­wie­dzi lub budo­wa­nia swe­go świa­to­po­glą­du. Wszyst­ko to okra­szo­ne było zabaw­ny­mi aneg­do­ta­mi i łami­głów­ka­mi roz­grze­wa­ją­cy­mi nasze filo­zo­ficz­ne umysły.

Pod­czas wyjaz­du nie zabra­kło rów­nież wysił­ku fizycz­ne­go. Odby­ło się parę gór­skich wędró­wek i spływ kaja­ko­wy, na któ­rych to wyda­rze­niach nie­ste­ty nie było mi dane uczest­ni­czyć. Tro­chę żału­ję, przede wszyst­kim dla­te­go, że wędrów­ki te nie były zwy­kłym podą­ża­niem za szla­ka­mi gór­ski­mi. Po dro­dze uczest­ni­cy roz­wią­zy­wa­li mię­dzy sobą „czar­ne histo­rie”, któ­re roz­wi­ja­ją myśle­nie wstecz i poma­ga­ją wycho­dzić poza pod­sta­wo­we sche­ma­ty myślo­we. Dla roz­luź­nie­nia odby­wa­ły się rów­nież mecze siat­ków­ki i pił­ki nożnej.

Mia­łem zaszczyt uczest­ni­czyć w wyjeź­dzie jako czło­nek redak­cji, co pozwo­li­ło mi rów­nież po raz pierw­szy poznać bli­żej ludzi, z któ­ry­mi współ­pra­cu­ję i zoba­czyć jak od wewnątrz wyglą­da pra­ca cza­so­pi­sma „Filo­zo­fuj”. Na pew­no się nie zawio­dłem, bo choć to dopie­ro począt­ki i wie­le jest jesz­cze do zro­bie­nia, to przede wszyst­kim widać pasję w ludziach, któ­rzy to two­rzą i chęć podzie­le­nia się ze świa­tem tym, co uwa­ża­ją za war­to­ścio­we. Pole­cam wszyst­kim zain­te­re­so­wa­nym filo­zo­fią i jej upo­wszech­nia­niem nawią­za­nie współ­pra­cy z cza­so­pi­smem, same­mu mając nadzie­ję na dal­szą dobrą współpracę.

Bar­tosz Kurkowski, 
stu­dent ekonomii,
współ­or­ga­ni­za­tor debat Klu­bu „Filo­zo­fuj” w Poznaniu

***

Mia­łam przy­jem­ność i zaszczyt być kie­row­ni­kiem 1LSF. Było to wspa­nia­łe doświad­cze­nie. Nasz wyjazd miał wła­ści­wie dwa pozio­my. Z jed­nej stro­ny była to szko­ła let­nia dla uczest­ni­ków – lice­ali­stów i stu­den­tów, a z dru­giej – obóz inte­gra­cyj­ny dla człon­ków redak­cji. Miesz­ka­my w róż­nych mia­stach: Gdań­sku, Lubli­nie, Kra­ko­wie, Olsz­ty­nie i Pozna­niu. Razem two­rzy­my „Filo­zo­fuj!”. Nie­któ­rzy z nas dopie­ro teraz mie­li oka­zję spo­tkać się na żywo. A wszy­scy po raz pierw­szy mie­li­śmy spo­sob­ność spę­dzić razem ponad tydzień! Napięć nie bra­ko­wa­ło, ale nie było jed­ne­go, któ­re­go by się nie roz­wią­za­ło. Dla nas, jako redak­cji, to też była szko­ła: mniej logicz­ne­go i kry­tycz­ne­go myśle­nia, a bar­dziej współ­dzia­ła­nia. W mojej oce­nie sta­nę­li­śmy na wyso­ko­ści zada­nia. Uczest­ni­cy byli zado­wo­le­ni, zre­ali­zo­wa­li­śmy pro­gram, któ­ry był cie­ka­wy, ela­stycz­ny (zawie­rał wariant pogo­do­wy) i róż­no­rod­ny. Wsłu­chi­wa­li­śmy się w nastro­je uczest­ni­ków: kie­dy padło podej­rze­nie, że jest za mało zajęć, a za dużo cho­dze­nia po górach, doło­ży­li­śmy dodat­ko­we zaję­cia; kie­dy w cza­sie wyciecz­ki na twa­rzach uczest­ni­ków malo­wa­ło się zmę­cze­nie, skra­ca­li­śmy ją. Sło­wem, w naszych pla­nach zosta­wi­li­śmy mar­gi­nes na impro­wi­za­cję, bo wia­do­mo: plan pla­nem, a życie życiem. Uczest­ni­kom chy­ba to przy­pa­dło do gustu, bo zaża­leń nie było, prze­ciw­nie – sły­sze­li­śmy wyra­zy uzna­nia. Rów­nież nasi goście spe­cjal­ni – prof. Krzysz­tof Wie­czo­rek i dr Mar­cin Będ­kow­ski nie kry­li zado­wo­le­nia z udzia­łu w naszym przed­się­wzię­ciu. Krót­ko mówiąc – uda­ło się!

Z moje­go punk­tu widze­nia, jako kie­row­ni­ka, naj­waż­niej­sza była logi­sty­ka, nato­miast z punk­tu widze­nia człon­ka redak­cji F!, a potem jej sekre­ta­rza (na któ­re to sta­no­wi­sko zosta­łam mia­no­wa­na pod koniec obo­zu) – koope­ra­cja. „Filo­zo­fuj!” to dzie­ło opar­te na wolon­ta­ria­cie, chę­ci wspól­ne­go zro­bie­nia cze­goś war­to­ścio­we­go i misji, zgod­nej z ide­ami Kazi­mie­rza Twar­dow­skie­go, zało­ży­cie­la szko­ły lwow­sko-war­szaw­skiej. Dla nie­go porząd­ne dzia­ła­nie i porząd­ne myśle­nie było obo­wiąz­kiem patrio­tycz­nym. My uwa­ża­my tak samo – nie będzie spo­łe­czeń­stwa praw­dzi­wie oby­wa­tel­skie­go, jeśli nie będzie porząd­ne­go myśle­nia i dzia­ła­nia. „Filo­zo­fuj!” stwa­rza prze­strzeń rze­tel­nej wymia­ny myśli – zarów­no na łamach cza­so­pi­sma, na stro­nach por­ta­lu, jak i na deba­tach. W ramach pra­cy redak­cyj­nej zaś uczy­my się i zamie­rza­my uczyć innych porząd­ne­go dzia­ła­nia. F! to insty­tu­cja, w ramach któ­rej moż­na roz­wi­jać tzw. umie­jęt­no­ści mięk­kie (ang. soft skills), tak bar­dzo cenio­ne przez pra­co­daw­ców: umie­jęt­ność pra­cy w gru­pie, koope­ra­cji, zdol­no­ści inter­per­so­nal­ne, komu­ni­ka­cyj­ne, a tak­że nabyć wię­cej aser­tyw­no­ści, nauczyć się radze­nia sobie ze stre­sem i pre­sją cza­su. Jest to szko­ła współ­dzia­ła­nia, samo­or­ga­ni­za­cji i sys­te­ma­tycz­no­ści. Mamy jakieś więk­sze wady naro­do­we niż prze­ci­wień­stwa tych wymie­nio­nych? Na ser­cu leży nam dobro wspól­ne. Zapra­sza­my do współ­pra­cy! Czy war­to? Prze­czy­taj­cie rela­cje uczest­ni­ków i człon­ków redak­cji, a sami się przekonacie.

Celi­na Głogowska,
sekre­tarz redakcji
koor­dy­na­tor­ka spo­tkań KF

***

Cie­szę się, że mogłem uczest­ni­czyć w 1LSF, gdyż bli­skie mi są ide­ały, jaki­mi kie­ru­je się F!, czy­li roz­po­wszech­nia­nie kry­tycz­ne­go i „porząd­ne­go myśle­nia”. Wyjazd nała­do­wał mnie pozy­tyw­ną filo­zo­ficz­ną ener­gią i umoc­nił w prze­ko­na­niu, że war­to anga­żo­wać się w dzia­ła­nia F!. Bar­dzo spodo­bał mi się pomysł łącze­nia filo­zo­ficz­nych warsz­ta­tów z wędrów­ka­mi w góry. Dobrze wspo­mi­nam rów­nież odwie­dzi­ny w Gale­rii Sztu­ki XX wie­ku w Wil­li Oksza w Zako­pa­nem, gdzie podzi­wia­li­śmy dzie­ła Witkacego.

Rano uczest­ni­czy­li­śmy w warsz­ta­tach pro­wa­dzo­nych przez gości spe­cjal­nych (prof. Krzysz­to­fa Wie­czor­ka oraz dr. Mar­ci­na Będ­kow­skie­go), następ­nie szli­śmy w góry, gdzie kon­ty­nu­owa­li­śmy roz­wa­ża­nia z poran­nych zajęć. Nato­miast wie­czo­ra­mi pod­czas spo­tkań przy ogni­sku i gril­lu mogli­śmy bli­żej się poznać i powy­mie­niać filo­zo­ficz­ny­mi zapatrywaniami.

Atmos­fe­ra była cie­pła, czuć było ducha współ­pra­cy oraz wia­ry we wspól­ną spra­wę. Nie było­by to moż­li­we bez życz­li­we­go i przy­ja­zne­go podej­ścia gości spe­cjal­nych, któ­rzy nie pozwo­li­li nam odczuć róż­ni­cy wyni­ka­ją­cej z tego, że są wykła­dow­ca­mi z uniwersytetu.

Mar­cin Kloc
koor­dy­na­tor dzia­łu „Aktu­al­no­ści”

***

1. Let­nia Szko­ła Filo­zo­fuj! była dla mnie oka­zją do zawar­cia nowych zna­jo­mo­ści, spraw­dze­nia się w gru­po­wym dzia­ła­niu i poko­ny­wa­nia wła­snych ogra­ni­czeń. Na wyjazd poje­cha­łam jako czło­nek redak­cji, któ­rej część zoba­czy­łam w tym cza­sie po raz pierw­szy. To, co naj­bar­dziej urze­kło mnie na wyjeź­dzie, to atmos­fe­ra tole­ran­cji i wza­jem­ne­go sza­cun­ku, o któ­rą zadba­li nie tyl­ko orga­ni­za­to­rzy, ale tak­że goście i uczestnicy.

W trak­cie 1 Let­niej Szko­ły F! mogłam poćwi­czyć pisa­nie pod pre­sją cza­su. W wol­nych chwi­lach (a było ich nie­wie­le), pisa­łam rela­cje z wyjaz­du, któ­re uka­zy­wa­ły się na face­bo­oko­wej stro­nie „Filo­zo­fuj!”. Oprócz naby­wa­nia nowych umie­jęt­no­ści mogłam też sta­wić czo­ła swo­im sła­bo­ściom. Choć moim ulu­bio­nym spor­tem jest czy­ta­nie ksią­żek, cho­dzi­łam po górach, nawet jeśli nie zawsze było to dla mnie łatwe. Wido­ki i prze­ży­cia oka­za­ły się tego warte.

Pod­czas poran­nych warsz­ta­tów zara­zi­łam się logi­ką od prof. Krzysz­to­fa Wie­czor­ka i
dr. Mar­ci­na Będ­kow­skie­go. Choć zetknę­łam się już z nią kil­ka lat temu, podej­ście i spo­sób pro­wa­dze­nia zajęć przez obu pre­le­gen­tów ponow­nie roz­bu­dzi­ły we mnie żywe zain­te­re­so­wa­nie tema­tem. Dopi­sa­łam do swo­jej listy kil­ka inte­re­su­ją­cych lek­tur i cze­kam na spo­sob­ność, aby je przeczytać.

To był bar­dzo aktyw­ny tydzień, wypeł­nio­ny warsz­ta­ta­mi, spa­ce­ra­mi, ogni­ska­mi i gril­la­mi. Pogo­da sprzy­ja­ła nam przez cały czas, a świa­do­mość, że posia­da­li­śmy alter­na­tyw­ny plan na wypa­dek desz­czu, pozwa­la­ła spać spo­koj­nie. Wyjazd uwa­żam za uda­ny i jest to zasłu­gą wszyst­kich, któ­rzy zde­cy­do­wa­li się poświę­cić nam tydzień swo­ich waka­cji, aby wspól­nie pofilozofować.

Moni­ka M. Zielińska,
stu­dent­ka filozofii,
koor­dy­na­tor­ka ds. kon­tak­tu z wydawnictwami
pomoc przy orga­ni­za­cji debat Filozofuj,
autor­ka rela­cji i newsów

***

Pierw­sza Let­nia Szko­ła Filo­zo­fii zor­ga­ni­zo­wa­na przez ludzi two­rzą­cych maga­zyn „Filo­zo­fuj!” oka­za­ła się prze­czyć tra­dy­cyj­nym for­mom kształ­ce­nia, do jakich przy­wy­kli­śmy jako ucznio­wie, stu­den­ci, dok­to­ran­ci i wykładowcy.

W zaję­ciach pro­wa­dzo­nych przez gości spe­cjal­nych – Krzysz­to­fa Wie­czor­ka i Mar­ci­na Będ­kow­skie­go – uczest­ni­czy­ła nie tyl­ko mło­dzież zapi­sa­na do szko­ły, ale rów­nież człon­ko­wie redak­cji, wykła­dow­cy, absol­wen­ci filo­zo­fii i dok­to­ran­ci. Każ­dy głos w dys­ku­sjach był waż­ny, każ­dy był bra­ny pod uwa­gę. Moż­na powie­dzieć, że „Filo­zo­fuj!” zabra­ło tytu­ły i stop­nie nauko­we, pro­fe­sje i wiek, a otwo­rzy­ło prze­strzeń do budo­wa­nia wspól­no­ty ludzi podzie­la­ją­cych zain­te­re­so­wa­nia i szu­ka­ją­cych odpo­wie­dzi na nie­ba­nal­ne pyta­nia. Myślę, że w śro­do­wi­sku, w któ­rym pro­fe­sor prze­sta­je być onie­śmie­la­ją­cym auto­ry­te­tem, a sta­je się towa­rzy­szem inte­lek­tu­al­nych poszu­ki­wań, z któ­rym moż­na spie­rać się i dys­ku­to­wać, daje moż­li­wość roz­wi­ja­nia pasji oraz sku­tecz­ne­go przy­swa­ja­nia wiedzy.

Waż­nym czyn­ni­kiem, dzię­ki któ­re­mu może­my mówić o suk­ce­sie i speł­nio­nej misji Let­niej Szko­ły Filo­zo­fuj, było zazna­jo­mie­nie uczest­ni­ków z zasa­da­mi rze­czo­wej deba­ty. Pod­czas wyjaz­du począt­ku­ją­cy filo­zo­fo­wie pra­co­wa­li w gru­pach nad wypra­co­wa­niem wła­snych sta­no­wisk oraz argu­men­tów mają­cych je uza­sad­nić, a ostat­nie­go dnia wyjaz­du wzię­li udział w deba­cie o cha­rak­te­rze deba­ty oks­fordz­kiej. To doświad­cze­nie przy­po­mnia­ło nam wszyst­kim, jak waż­ne, a zara­zem jak trud­ne jest kształ­to­wa­nie w sobie zdol­no­ści do kul­tu­ral­ne­go i logicz­ne­go poro­zu­mie­wa­nia się, przed­sta­wia­nia wła­snych poglą­dów i pro­wa­dze­nia spo­rów, któ­rych celem nie jest „poko­na­nie” prze­ciw­ni­ka, ale zro­zu­mie­nie jego punk­tu widze­nia i pró­ba zna­le­zie­nia wspól­ne­go języka.

Dla mnie oso­bi­ście tydzień spę­dzo­ny na Let­niej Szko­le Filo­zo­fuj był cza­sem powro­tu – do uko­cha­nych gór, do filo­zo­fii, do zna­jo­mych, a tak­że do pogłę­bio­nej reflek­sji, na któ­rą przez ostat­ni rok bra­ko­wa­ło miej­sca w kalendarzu.

Nata­lia Marcinowska

***

1. Let­nia Szko­ła Filo­zo­fuj była dla mnie nie­zwy­kłym doświad­cze­niem. Mia­łem oka­zję nie tyl­ko potre­no­wać swo­je myśle­nie na warsz­ta­tach oraz w dys­ku­sjach, ale rów­nież świet­nie się poba­wić i poznać fascy­nu­ją­ce osoby.

Uwa­żam, że każ­dy, kto chce się cze­goś nauczyć, ale rów­nież mieć sza­lo­ne i cie­ka­we waka­cje, znaj­dzie tu dla sie­bie miej­sce. Mnie oso­bi­ście fascy­no­wa­ła róż­no­rod­ność uczest­ni­ków. Nie byli to tyl­ko stu­den­ci filo­zo­fii. Moż­na było poroz­ma­wiać zarów­no z lice­ali­sta­mi, jak i ze stu­den­ta­mi innych kie­run­ków. To spra­wia­ło, że każ­dy miał swój wła­sny i odręb­ny punkt widze­nia, z któ­re­go wszy­scy mogli­śmy czer­pać coś cie­ka­we­go i pożytecznego.

Poza tym zna­leź­li się też świet­ni goście spe­cjal­ni, któ­rzy trak­to­wa­li nas nie jako uczniów, ale jako współ­pra­cow­ni­ków. Byli nie­zwy­kle otwar­ci na dys­ku­sję oraz pole­mi­kę. Roz­ma­wia­li z każ­dym z uczest­ni­ków i wymie­nia­li się swo­imi poglą­da­mi. Dzię­ki temu nie było pomię­dzy nami gra­ni­cy, lecz chęć wspól­ne­go filozofowania.

Gra­fik był rów­nież świet­nie uło­żo­ny, mimo że dość czę­sto cięż­ko było wstać :). Był czas i na sport (wspi­nacz­ka, gra w pił­kę noż­ną oraz siat­ków­kę), i na dys­ku­sje (przy obie­dzie, pod­czas wcho­dze­nia), i na śpie­wa­nie (ogni­sko oraz grill).

Te 9 dni mija niczym jeden dzień. Przy­jeż­dżaj­cie na filo­zo­ficz­ne wakacje!

Staś Gut
redak­tor tekstów
szef olsz­tyń­skie­go Klu­bu Filozofuj!
uczeń gimnazjum


Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy