Artykuł Epistemologia

Shelly Kagan: Czy śmierć jest dla ciebie zła?

Wielu klasyków filozofii, wśród nich Epikur i Lukrecjusz, argumentowało, że śmierci nie należy się bać. Wniosek tych argumentów nie zyskał jak dotąd powszechnego uznania, ale sam sposób argumentowania spotkał się z dużym zainteresowaniem filozofów. O tym, że dostrzeżone już w starożytności paradoksy śmierci mogą skrywać niejedną zagadkę, czekającą wciąż na rozwiązanie, przekonuje Shelly Kagan – dowodząc przy tym, że temat śmierci nie musi być ani śmiertelnie nudny, ani śmiertelnie poważny.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Down­load (PDF, 870KB)


Wszyscy sądz­imy, że śmierć jest zła. Ale dlaczego miała­by ona być czymś złym?

Przys­tępu­jąc do rozważe­nia tego prob­le­mu, zakładam, że śmierć mojego ciała jest kre­sem ist­nienia mnie jako oso­by. (Tych, którzy w to wąt­pią, odsyłam do pier­wszych dziewię­ciu rozdzi­ałów mojej książ­ki Death). Jed­nak jeśli śmierć jest moim kre­sem, to dlaczego ma być ona zła? Wszak kiedy już jestem martwy, nie ist­nieję. A jeśli nie ist­nieję, to dlaczego bycie martwym miało­by być dla mnie złe?

Niek­tórzy twierdzą, że śmierć nie jest zła dla oso­by, która umarła, lecz dla tych, którzy wciąż żyją. Nie uważam jed­nak, aby to spostrzeże­nie trafi­ało w sed­no sprawy. Porów­na­jmy dwie sytu­acje.

Dwa przykłady

Sytu­ac­ja 1. Twój przy­ja­ciel zamierza wyruszyć w podróż statkiem kos­micznym i opuś­cić Ziemię na sto lat, aby zbadać odległy sys­tem słoneczny. Gdy statek wró­ci, ty od daw­na będziesz już martwy. Co gorsza, wszel­ki kon­takt radiowy pomiędzy Ziemią a statkiem urwie się dwadzieś­cia min­ut po star­cie i nie będzie się go dało ponown­ie naw­iązać do cza­su jego powro­tu. Tracisz wszel­ki kon­takt ze swoim przy­ja­cielem.

Sytu­ac­ja 2. Statek star­tu­je, a po dwudzi­es­tu pię­ciu min­u­tach lotu eksplo­du­je i wszyscy na pokładzie naty­ch­mi­ast giną.

Sytu­ac­ja 2 jest gorsza – ale dlaczego? Nie chodzi tu o rozłąkę, która pojaw­ia się w obu sce­nar­iuszach. Dru­ga z sytu­acji jest gorsza, ponieważ twój przy­ja­ciel zginął. Choć bez wąt­pi­enia jest ona gorsza również dla ciebie, gdyż zależy ci na twoim przy­ja­cielu, to powo­dem two­jego przygnę­bi­enia jest mimo wszys­tko to, że śmierć jest czymś złym dla niego. Ale jak to możli­we, że śmierć jest zła dla oso­by, która umarła?

Rozważa­jąc ten prob­lem, trze­ba jas­no wskazać, o co dokład­nie pytamy. Przede wszys­tkim, nie dociekamy, czy i jak zły może być pro­ces umiera­nia. Zakładam, że twierdze­nie, iż może być on bolesny (choć nie musi – mogę prze­cież spoko­jnie umrzeć we śnie) nie budzi żad­nych sporów ani wąt­pli­woś­ci. Przykra może być również sama per­spek­ty­wa śmier­ci. Ostat­nie z tych stwierdzeń ma jed­nak sens tylko wtedy, gdy przyjmiemy, że śmierć sama w sobie jest zła. Ale jak zwykłe nieist­nie­nie może być złe?

Koncepcja deprywacyjna

Być może nieist­nie­nie nie jest ani złe dla mnie – czyli złe samo w sobie, jak w przy­pad­ku bólu – ani złe w sposób instru­men­tal­ny, jak w przy­pad­ku bezrobo­cia prowadzącego do ubóst­wa, które z kolei prowadzi do bólu i cier­pi­enia, lecz jest złe w sposób względ­ny (ekonomiś­ci mówią w takich wypad­kach o kosz­tach alter­naty­wnych). Śmierć jest dla mnie zła w sen­sie względ­nym, ponieważ, kiedy jestem martwy, brak mi życia, a dokład­niej: jestem pozbaw­iony dobrych rzeczy w życiu. Takie wyjaśnie­nie zła śmier­ci znane jest jako deprywa­cyj­na kon­cepc­ja śmier­ci.

Pomi­ja­jąc ogól­ną wiary­god­ność kon­cepcji deprywa­cyjnej, należy przyz­nać, że nie jest ona całkowicie wol­na od trud­noś­ci. Jeśli coś jest prawdą, wyda­je się, że musi ist­nieć czas, w którym jest to prawdą. Jeśli śmierć jest dla mnie zła, to kiedy taka jest? Z pewnoś­cią nie ter­az, bowiem nie jestem ter­az martwy. A może wtedy, gdy jestem martwy? Wów­czas jed­nak nie ist­nieję. Jak pisał Epikur, starożyt­ny filo­zof grec­ki: „[Ś]mierć, najs­traszniejsze z nieszczęść, wcale nas nie doty­czy, bo gdy my ist­nieje­my, śmierć jest nieobec­na, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma. Wobec tego śmierć nie ma żad­nego związku ani z żywy­mi, ani z umarły­mi; tam­tych nie doty­czy, a ci już nie ist­nieją” (przeł. Kaz­imierz Leś­ni­ak).

Jeśli nie ist­nieje czas, w którym śmierć jest dla mnie zła, to może wcale nie jest dla mnie zła? A może powin­niśmy odrzu­cić założe­nie, że wszys­tkie zdarzenia są umiejs­cowione w cza­sie?

Przyjmi­jmy, że w poniedzi­ałek postrzeliłem Jana – raniłem go kulą z mojej broni. Ponieważ wykr­waw­iał się bard­zo powoli, zmarł dopiero w środę. W między­cza­sie, we wtorek, miałem atak ser­ca i umarłem. Zabiłem Jana, ale kiedy dokład­nie? Żad­na z odpowiedzi nie wyda­je się zad­owala­ją­ca! Być może pewne zdarzenia nie są umiejs­cowione w cza­sie, a zło śmier­ci jest jed­nym z nich.

Warunek istnienia i czysto potencjalne osoby

Jeśli jed­nak może­my umiejs­cow­ić wszys­tkie zdarzenia w cza­sie, to musimy wskazać czas, kiedy śmierć jest dla mnie zła. Może więc powin­niśmy stanow­c­zo stwierdz­ić, że śmierć jest dla mnie zła, kiedy jestem martwy? W takim jed­nak razie wracamy do wcześniejszej zagad­ki: jak śmierć może być dla mnie zła, sko­ro nie ist­nieję? Czyż nie jest prawdą, że coś może być dla ciebie złe tylko wtedy, gdy ist­niejesz? Obostrze­nie to nazwi­jmy warunk­iem ist­nienia.

Czy powin­niśmy odrzu­cić ten warunek? Trze­ba przyz­nać, że w typowych przy­pad­kach –bólu, śle­po­ty czy utraty pra­cy – rzeczy te są złe dla ciebie, tylko kiedy ist­niejesz. Jed­nak może cza­sa­mi warunek ten nie jest konieczny? Być może tak jest z porów­naw­czym złem, takim jak brak czegoś.

Nieste­ty, kon­sek­wenc­je odrzuce­nia warunku ist­nienia są trudne do przyję­cia. Jeśli bowiem nieist­nie­nie może być złe dla kogoś, kto już nie ist­nieje, to może być też złe dla kogoś, kto nigdy nie ist­ni­ał, na przykład dla potenc­jal­nej oso­by, która mogła­by ist­nieć, ale nigdy się nie urodz­iła.

Niełat­wo sobie kogoś takiego wyobraz­ić. Spróbu­jmy jed­nak i, nazwi­jmy go Lar­rym. Ilu z nas współczu­je Larry’emu? Praw­dopodob­nie nikt. Odrzu­ca­jąc warunek ist­nienia, tracimy pod­stawy, aby mu nie współczuć. Wprawdzie moja sytu­ac­ja jest kiep­s­ka – umrę, ale Lar­ry trafił jeszcze gorzej: nigdy nie będzie żyć.

Takich potenc­jal­nych osób jest więcej. Jak wiele? Z grub­sza biorąc, sko­ro obec­nie żyje sie­dem mil­iardów ludzi, daje to w przy­bliże­niu trzy mil­iardy mil­iardów mil­iardów możli­wego potomst­wa – z którego praw­ie żadne nie będzie ist­nieć! W trzec­im pokole­niu licz­ba potenc­jal­nych osób prze­rośnie liczbę cząsteczek w znanym nam wszechświecie i praw­ie żad­na z tych osób nigdy się nie nar­o­dzi.

Jeśli nie jesteśmy gotowi powiedzieć, że mamy do czynienia z tragedią moral­ną o niewyobrażal­nych pro­por­c­jach, to powin­niśmy odwołać się do warunku ist­nienia. Oczy­wiś­cie w ten sposób powracamy również do zarzu­tu Epiku­ra. Wpadliśmy jak śli­wka w filo­zoficzny kom­pot, praw­da? Jeśli przyjmiemy warunek ist­nienia, to śmierć nie jest dla mnie zła, w co trud­no uwierzyć. Może­my również pozostać przy twierdze­niu, że śmierć jest dla mnie zła, rezygnu­jąc z warunku ist­nienia. Ale wtedy trze­ba przyz­nać, że nien­ar­o­dziny Larry’ego i mil­iardów mil­iardów innych bez­imi­en­nych osób są tragedią – co również wyda­je się nie do zaak­cep­towa­nia.

Umiarkowana wersja warunku istnienia

Możli­we jed­nak, że błęd­nie inter­pre­tu­je­my warunek ist­nienia. Może wyma­ga on mniej niż nam się wyda­je. Wyróżni­jmy dwie wer­sje tego warunku, skra­jniejszą i bardziej umi­arkowaną. Umi­arkowana: coś może być dla ciebie złe wyłącznie wów­czas, gdy ist­niejesz w jakimś cza­sie. Śmiel­sza: coś może być dla ciebie złe tylko wtedy, gdy ist­niejesz w tym samym cza­sie, co owa rzecz.

Jeśli przyjmiemy wer­sję umi­arkowaną, to nie jest konieczne, abyś ist­ni­ał w tym samym cza­sie co rzecz, która jest dla ciebie zła, co pozwala uznać, że śmierć może być dla ciebie zła. Umi­arkowana wer­s­ja nie głosi również, że nieist­nie­nie jest złe dla Larry’ego, ponieważ Lar­ry nigdy nie ist­nieje! Może­my nato­mi­ast współczuć dziecku, które umarło w zeszłym tygod­niu w wieku 10 lat, ponieważ ist­ni­ało ono, choć tylko przez krót­ki czas. Umi­arkowana wer­s­ja pozwala uniknąć obu skra­jnoś­ci. Jej kon­sek­wenc­je są jed­nak sprzeczne z intu­icją.

Załóżmy, że ktoś miał długie i udane życie – przeżył dziewięćdziesiąt lat. Wyobraź sobie ter­az, że zami­ast tego żył tylko pięćdziesiąt lat. Oczy­wiś­cie jest to dla niego czymś gorszym. Stwierdze­nie to opiera się na umi­arkowanej wer­sji warunku ist­nienia, ponieważ nieza­leżnie od tego, czy dana oso­ba żyła pięćdziesiąt, czy dziewięćdziesiąt lat, był czas, w którym ist­ni­ała. Fakt, że straciła­by ona czter­dzieś­ci lat życia, które w innym wypad­ku by przeżyła, jest dla niej zły. Wyobraź sobie z kolei, że zami­ast pięćdziesię­ciu, oso­ba ta żyła tylko dziesięć lat. To jest jeszcze gorsze. Wyobraź sobie dalej, że umarła po roku życia. To jest jeszcze gorsze. A co jeśli żyła zaled­wie godz­inę? Jeszcze gorzej. Ostate­cznie, wyobraź sobie, że dos­zliśmy do takiej sytu­acji, iż ten ktoś nigdy nie ist­ni­ał. Ter­az już wszys­tko jest w porząd­ku i nie dzieje się nic złego.

Chwila. Jak to w porząd­ku? A jed­nak do takiego wniosku prowadzi przyję­cie umi­arkowanej wer­sji warunku ist­nienia. Jeśli skrócimy życie na tyle, że oso­ba nawet się nie urodzi (mówiąc pre­cyzyjnie: nigdy nie będzie ist­nieć), przes­ta­je ona speł­ni­ać warunek ist­nienia w tym lub innym cza­sie. W związku z tym, mimo coraz więk­szego zła, pro­por­cjon­al­nego do skra­ca­nia życia, wraz z ostat­ni­mi ułamka­mi ist­nienia danej oso­by zni­ka również jakiekol­wiek zło. Nic się nie stało: wyda­je się, że to właśnie należy powiedzieć, jeśli przyjmiemy umi­arkowany warunek ist­nienia.

Oczy­wiś­cie, jeśli w ogóle pominiemy warunek ist­nienia, to musimy przyz­nać, że naj­gorszą ze wszys­t­kich rzeczy jest nigdy się nie urodz­ić. Przyz­na­jąc to, wracamy jed­nak do współczu­cia Larry’emu i mil­iar­dom mil­iardów nien­ar­o­d­zonych.

Zagadka Lukrecjusza

Ist­nieje jeszcze inna zagad­ka, przed­staw­iona przez rzym­skiego filo­zo­fa Lukrecjusza, który uważał, że zamartwian­ie się per­spek­ty­wą włas­nej śmier­ci to błąd. Oczy­wiś­cie, zgod­nie z kon­cepcją deprywa­cyjną, po śmier­ci nie może­my cieszyć się przy­jem­noś­ci­a­mi życia. Ale zas­tanówmy się chwilę, mówi Lukrecjusz. Czas po mojej śmier­ci nie jest jedynym okre­sem, gdy nie ist­nieję. Co z okre­sem sprzed moich nar­o­dzin? Jeśli nieist­nie­nie jest tak złe, to czy nie powinienem zamartwiać się całą wiecznoś­cią sprzed moich nar­o­dzin, kiedy nie ist­ni­ałem? To jed­nak było­by niemą­dre, praw­da? Nikt się tym nie zamartwia. W związku z tym, wniosku­je Lukrecjusz, nie ma najm­niejszego sen­su zamartwiać się wiecznoś­cią nieist­nienia po mojej śmier­ci.

Nie bard­zo wiado­mo, jakiej odpowiedzi powin­niśmy udzielić. Jed­ną z opcji jest przyz­nanie, że istot­nie należy potrak­tować dwa okresy wiecznego nieist­nienia na równi i przyję­cie, że nieist­nie­nie sprzed naszych urodzin jest dużo gorsze niż dotąd sądzil­iśmy. Inna możli­wość to uznanie, że zachodzi pew­na asyme­tria pomiędzy oby­d­woma okre­sa­mi, która wyjaś­nia, dlaczego powin­niśmy prze­j­mować się jed­nym okre­sem bardziej niż drugim. Na czym pole­ga różni­ca? Być może na tym, że kiedy umier­am, tracę swo­je życie. Inaczej jest w przy­pad­ku wiecznoś­ci sprzed moich nar­o­dzin, kiedy również nie żyję, lecz niczego nie tracę; nie moż­na prze­cież utracić czegoś, czego nigdy się nie miało. Tak więc tym, co czyni śmierć gorszą, jest stra­ta.

Jed­nak w okre­sie sprzed nar­o­dzin, cho­ci­aż jeszcze nie posi­adam życia, to mam je otrzy­mać. Tak się złożyło, że nie mamy nazwy dla tego stanu. W pewnym stop­niu jest on podob­ny do straty, ale nie do koń­ca. Nazwi­jmy ten stan „przy­tratą”. Dlaczego prze­j­mu­je­my się bardziej utratą życia niż jego przy­tratą? Łat­wo przeoczyć symetrię między nimi, gdyż dys­ponu­je­my ład­nym słowem „utra­ta”, a nie posi­adamy słowa „przy­tra­ta”. To jed­nak niczego nie wyjaś­nia, lecz jedynie wskazu­je na zagad­nie­nie, które wyma­ga wyjaśnienia.

Rozwiązania zagadki Lukrecjusza

Thomas Nagel, współczes­ny filo­zof, sugeru­je, że o ile moż­na sobie wyobraz­ić, iż żyje­my dłużej, to nie sposób sobie wyobraz­ić, że ist­nieje­my wcześniej. Data mojej śmier­ci jest dla mnie przy­god­na, zaś data moich nar­o­dzin – już nie.

Czy jed­nak rozwiązu­je to zagad­kę Lukrecjusza? Uważam, że w pewnych wypad­kach bez trudu wyobrażamy sobie możli­wość przyjś­cia na świat wcześniej. Załóżmy, że pew­na klini­ka prze­chowu­je nasie­nie i komór­ki jajowe, które do cza­su ich wyko­rzys­ta­nia pozosta­ją zam­rożone. Powiedzmy, że zosta­ją wyko­rzys­tane w 2025 roku. Komór­ka jajowa zosta­je zapłod­niona, a z niej ostate­cznie rodzi się człowiek. Wyda­je mi się, że nie popełn­imy błę­du mówiąc, iż ta oso­ba mogła­by przyjść na świat wcześniej.

A sko­ro tak, to Nagel myli się twierdząc, że nie moż­na sobie wyobraz­ić wcześniejszych nar­o­dzin. Lecz jeśli wyobraz­imy sobie kogoś takiego i zapy­tamy: „Czy nie było­by ci przykro, że nie urodz­iłeś się wcześniej?”, to moż­na założyć, że więk­szość ludzi odpowiedzi­ała­by „Oczy­wiś­cie, że nie”. Zapro­ponowane przez Nagela rozwiązanie naszej zagad­ki nie wyda­je się więc trafne.

Fred Feld­man, inny filo­zof współczes­ny, zapro­ponował odmi­enne rozwiązanie. Co sobie wyobrażam, kiedy mówię „Chci­ałbym umrzeć później”? To, że zami­ast żyć „tylko” 80 lat, żyję 85 lat, 90 lat lub nawet jeszcze dłużej. A co sobie wyobrażam, gdy mówię „Gdy­bym tylko urodz­ił się wcześniej”? Według Feld­mana nie wyobrażasz sobie dłuższego życia, ale po pros­tu prze­suwasz je tak, żeby zaczy­nało się wcześniej. Oczy­wiś­cie, samo rozpoczę­cie życia wcześniej nie czyni go szczegól­nie lep­szym. Nic więc dzi­wnego, twierdzi Feld­man, że dużo bardziej prze­j­mu­je­my się nieist­nie­niem po śmier­ci niż nieist­nie­niem sprzed nar­o­dzin. Jeśli wyobrażasz sobie przyjś­cie na świat wcześniej, nie uważasz, że zaz­nasz w swoim życiu więcej szczęś­cia; po pros­tu wyobrażasz sobie, że zachodzi ono w innym cza­sie.

Choć odpowiedź taka jest pomoc­na, nie rozwiązu­je całego prob­le­mu, ponieważ naprawdę może­my wyobraz­ić sobie sytu­ację, w której pewne oso­ba myśli, że jeśli urodzi się wcześniej, to będzie mieć dłuższe życie. Powiedzmy, że astronomowie odkryją, iż 1 sty­cz­nia w Ziemię uderzy aster­oi­da, , która unices­t­wi wszelkie życie. Ktoś w wieku trzy­dzi­es­tu lat mógł­by pomyśleć, że gdy­by tylko urodz­ił się dekadę wcześniej, żył­by dłużej.

Rozważa­jąc przykład z aster­oidą, zas­tanaw­iam się, czy nie powin­niśmy mimo wszys­tko zgodz­ić się na symetrię. Może w przy­pad­kach takich jak ten, znaczą­ca część nieist­nienia przed nar­o­dze­niem jest równie zła, co odpowiada­ją­ca mu część nieist­nienia po śmier­ci.

Ist­nieje jeszcze jed­na odpowiedź na zagad­kę Lukrecjusza, zapro­ponowana przez innego współczes­nego filo­zo­fa, Dere­ka Parfi­ta. Przy­pom­nij sobie, że choć nieist­nie­nie przed nar­o­dz­i­na­mi nie jest związane ze stratą, to wiążę się z przy­tratą. W związku z tym należało­by znaleźć wyjaśnie­nie, dlaczego bardziej troszczymy się o stratę niż o przy­tratę. Według Parfi­ta, wpisu­je się to w ogól­ną i głęboko zako­rzenioną skłon­ność ludzi do troszczenia się o przyszłość w sposób, w jaki nie troszczymy się o przeszłość. Być może tak należy odpowiedzieć Lukrecjus­zowi.

Nieste­ty, cho­ci­aż niesym­e­tryczne pode­jś­cie do cza­su wyjaś­nia naszą obo­jęt­ność wobec ist­nienia sprzed nar­o­dzin, wciąż może­my się zas­tanaw­iać, czy dostar­cza nam odpowied­niego uza­sad­nienia. Stwierdze­nie, że posi­adamy taką głęboko ugrun­towaną asym­e­tryczną skłon­ność nie oznacza koniecznie, że jest ona
racjon­al­na.

Czy zatem śmierć jest dla ciebie zła? Jestem przeko­nany, że tak. Uważam również, że kon­cepc­ja deprywa­cyj­na najbardziej zbliża się do wyjaśnienia tego fak­tu. Muszę jed­nak przyz­nać, iż w kwestii tej wciąż do rozwikła­nia pozosta­je wiele zagadek.

Przełożyła Anna Mazurek

Is Death Bad for You?, „The Chron­i­cle of High­er Edu­ca­tion” 13 maja 2012. Przekład za zgodą Auto­ra.


Shelly Kagan – Pro­fe­sor filo­zofii na Uni­w­er­syte­cie Yale, autor m.in. Nor­ma­tive Ethics (West­view Press 1997) oraz Death (Yale Uni­ver­si­ty Press 2012). Prowadzi cieszące się ogrom­ną pop­u­larnoś­cią wykłady na tem­at śmier­ci, których zapis jest dostęp­ny w Internecie.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka

Ilus­trac­ja: images.dailyhive.com

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Każdy z nas jako człowiek musi w swoim życiu widzieć jak­iś sens. Pod­miotowa inter­pre­tac­ja sen­su swo­jego życia i patrze­nie w przyszłość swo­jej i cud­zej śmier­ci to jego prob­lem. Mój tata gdy odchodz­ił w tamten świat gdy go zapy­tałam czy żału­je czegoś w swoim życiu powiedzi­ał że tylko koni.…ja osza­lałam i uciekłam z domu mojej cio­ci i jej syn mnie przyprowadz­ił mnie do domu i kazał mi wyjść do kuch­ni i wezwać pogo­towie… A gdy mama umier­ała i pytałam ją jeszcze chwilę przed ostat­nim odd­echem czego żałuje.….machnęła ręką i ja ode­brałam jej ostat­ni odd­ech…
    Dzisi­aj po wielu lat­ach cią­gle o nich myślę i sądzę że oni są obok mnie. Wiem że mogę na nich liczyć bo myślę o nich i ich wspom­i­nam.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy