Artykuł Epistemologia

Czy śnieg jest biały, a cytryny są żółte?

Błędy się zdarzają. Czasem błędnie określamy godzinę przyjazdu pociągu, adres restauracji czy jutrzejszą pogodę. Mówiąc nieco wzniośle, rzeczywistość nie zawsze jest taka, jak się wydaje. Pocieszające jest to, że ta piana fałszu unosi się na rozległym morzu prawdy. Możemy się mylić co do godziny przyjazdu pociągu, ale wiemy, że pociągi istnieją, że niektóre z nich przyjeżdżają do Bostonu, że w Bostonie czasem pada śnieg, a także że śnieg jest zimny i biały. Czyżby?

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Down­load (PDF, 1.19MB)


Nr 2 (14) / 2017 będzie poświę­cony per­cepcji i ukaże się 26.04.2017. Bądź­cie czu­jni. 


W przypły­wie filo­zoficznego nas­tro­ju moglibyśmy się zas­tanaw­iać, czy błędy nie są znacznie częst­sze. Być może wszys­tkie nasze przeko­na­nia oparte na per­cepcji – jak to, że pocią­gi ist­nieją, że w Bostonie pada śnieg i że śnieg jest biały – są błędne.

Zjawiska a rzeczywistość

Według Par­menidesa (który żył mniej więcej w tym samym cza­sie, co Sokrates), ten rodzaj glob­al­nego błę­du jest wpisany w naturę ludzką. Dokład­ny namysł nad cza­sown­ikiem „być”, twierdz­ił Par­menides, pokazu­je, że rzeczy­wis­tość jest doskon­ałą, niepodziel­ną i wieczną kulą. Zjawiska zmi­any, ruchu i wieloś­ci – dojrze­wa­nia winogron, porusza­nia się kóz itd. – są złudze­niem. Jak ujął to Par­menides, „nie ma nic ani nie będzie prócz tego, co jest, bo Mojra skuła je, by było całe i niezmi­enne. Nazwano je więc wszelki­mi imion­a­mi, jakie ułożyli śmiertel­ni, wierząc, że są prawdzi­we: pow­stawaniem i ginię­ciem, ist­nie­niem i nieist­nie­niem, zmi­aną miejs­ca i zmi­aną w jas­ną bar­wę” (frag­ment 299, przeł. J. Lang). (Przy­puszczal­nie sami śmiertel­ni­cy również nie ist­nieją, co nada­je stanowisku Par­menidesa aurę paradok­su).

Par­menides wprost wymienia przyp­isy­wanie rzec­zom barw jako jeden z licznych błędów ludz­kich. I cho­ci­aż mało który współczes­ny filo­zof jest tak śmi­ały (czy sza­lony) jak Par­menides, wielu z nich popiera go w tej kwestii. Argu­men­ty wymier­zone w nasze potoczne przeko­na­nia na tem­at barw – jak to, że śnieg jest biały, a cytryny są źółte – nie są w filo­zofii niczym nowym. Więk­sze zaskocze­nie budzi to, że wniosek, iż śnieg nie jest biały, a cytryny nie są żółte cieszy się sporą pop­u­larnoś­cią wśród naukow­ców zaj­mu­ją­cych się bar­wa­mi. Wystar­czy otworzyć współczes­ny podręcznik doty­czą­cy per­cepcji, aby dowiedzieć się, że bar­wy nie tkwią „w przed­mio­tach”, lecz stanow­ią „wytwór mózgu”.

Real­izm w kwestii barw to pogląd, że przed­mio­ty zazwyczaj posi­ada­ją takie bar­wy, jak nam się wyda­je: cytryny są żółte, krew czer­wona, a śnieg biały. Spór między real­is­ta­mi a ich filo­zoficzny­mi i naukowy­mi opo­nen­ta­mi jest ciekawy sam w sobie, ale moż­na go również potrak­tować jako wprowadze­nie do ogól­niejszych prob­lemów filo­zoficznych doty­czą­cych zjawisk i rzeczy­wis­toś­ci.

Podstawy widzenia barw

Jeżeli śnieg jest biały, to odkry­wamy to za pomocą wyspec­jal­i­zowanych narządów zmysłu, jaki­mi są nasze oczy. Arys­tote­les uważał, że per­cepc­ja jest pro­ce­sem, za pośred­nictwem którego uzysku­je­my „formy zmysłowe [posi­adane przez ciało] bez jego materii w podob­ny sposób, w jaki wosk przyj­mu­je znak sygne­tu bez zło­ta lub mosiądzu” (O duszy 424a, przeł. P. Siwek). Według częś­ci komen­ta­torów Arys­tote­les twierdzi, że kiedy widz­imy śnieg, nasze oko przyj­mu­je postrze­gal­ną for­mę śniegu – inaczej mówiąc, przezroczys­ta galaret­ka oka fak­ty­cznie sta­je się biała.

Znaczą­cy postęp dokon­ał się dużo później. Osiem­nas­towieczni badacze wiedzieli, że wszys­tkie bar­wy moż­na uzyskać miesza­jąc ze sobą w różnych pro­por­c­jach światła o trzech barwach pod­sta­wowych – zjawisko to wyko­rzys­tu­je kolorowa telewiz­ja. Ten „trójchro­matyzm” łączenia barw niek­tórzy uznali za wskazu­ją­cy na ist­nie­nie trzech pod­sta­wowych rodza­jów światła. Z drugiej strony, słynne ekspery­men­ty New­tona z uży­ciem pryz­matów prowad­zone w lat­ach sześćdziesią­tych wieku siedem­nastego wskazy­wały, że odmi­any światła tworzą kon­tin­u­um.

Ważny przełom poję­ciowy miał miejsce na początku wieku dziewięt­nastego. Thomas Young zdał sobie wów­czas sprawę z tego, że dane doty­czące łączenia barw moż­na wyjaśnić, o ile przyjmiemy ist­nie­nie w oku trzech różnych rodza­jów recep­torów światła, a nie trzy różne rodza­je światła. Jak to ujął psy­cholog J. D. Mol­lon, poprzed­ni­cy Youn­ga popełnili „błąd kat­e­go­ri­al­ny”: wzięli trójchro­matyzm za cechę światła zami­ast za włas­ność naszego sys­te­mu wzrokowego.

Obec­nie wiemy, że widze­nie barw prze­b­ie­ga mniej więcej następu­ją­co. Ludz­ka siatkówka zaw­iera mil­iony fotore­cep­torów należą­cych do czterech rodza­jów: prę­cików oraz trzech rodza­jów czop­ków. Prę­ci­ki są wrażli­we na słabe oświ­etle­nie i służą głównie do widzenia w nocy. Trzy rodza­je czop­ków są w odmi­en­ny sposób wrażli­we na różne częś­ci widzial­nego spek­trum – czyli na światło o dłu­goś­ci fali od ok. 400 do 700 nanometrów (mil­iar­dowych częś­ci metra). (Naw­iasem mówiąc, widzialne spek­trum jest małym ułamkiem spek­trum elek­tro­mag­ne­ty­cznego: na przykład fale radiowe mają dłu­gość około 3 metrów). L-czop­ki są najbardziej wrażli­we, tzn. najchęt­niej pochła­ni­a­ją światło o więk­szej dłu­goś­ci fali (bliższe żół­to-czer­wonego krań­ca spek­trum). M-czop­ki są najbardziej wrażli­we na światło o nieco krót­szej dłu­goś­ci fali, a S-czop­ki na światło o znacznie krót­szej dłu­goś­ci fali (niebiesko-fio­le­towy kraniec). („L”, „M” i „S” oznacza­ją „długą”, „śred­nią” i „krótką” dłu­gość fali). Na przykład L-czop­ki osią­ga­ją szczy­tową wrażli­wość przy świ­etle o dłu­goś­ci około 565 nm; takie światło ma wygląd zielonkawej żół­ci.

Kiedy czopek zosta­je pobud­zony przez światło, reagu­je w ten sam sposób nieza­leżnie od dłu­goś­ci fali. Z więk­szym jed­nak praw­dopodobieńst­wem zareagu­je na falę o dłu­goś­ci zbliżonej do jego najwięk­szej wrażli­woś­ci. Jeśli wiemy jedynie, że określony czopek zareagował na światło, to nasza wiedza o dłu­goś­ci fali jest zniko­ma. Jed­nakże sys­tem wzrokowy ma do dys­pozy­cji znacznie więcej danych. Kluczem do ustal­e­nia dłu­goś­ci fali, a zatem do widzenia barw, jest możli­wość porów­na­nia przez mózg danych pochodzą­cych z różnych rodza­jów czop­ków. Na przykład pomarańc­zowe światło o dłu­goś­ci 600 nm wywoła najsil­niejszą reakcję w L-czop­kach, znacznie mniejszą w M-czop­kach i właś­ci­wie nie wywoła żad­nej w S-czop­kach. Niebieskie światło o dłu­goś­ci 475 nm także wywoła bard­zo odmi­enne reakc­je w trzech rodza­jach czop­ków.

Oczy­wiś­cie to dopiero początek niezwyk­le skom­p­likowanego opisu. Nie padło jeszcze pytanie o to, dlaczego spek­trum wyglą­da właśnie tak, a nie inaczej. Dlaczego jawi się jako podzielone na pas­ma, a nie ciągłe? Dlaczego odcie­nie czer­wieni wys­tępu­ją na obu jego krań­cach? Dlaczego ist­nieją bar­wy (na przykład wiele fio­letów), których nie ma w spek­trum? I dlaczego błę­dem jest sądz­ić, że (powiedzmy) wszys­tkie wyglą­da­jące żół­to przed­mio­ty odbi­ja­ją głównie światło z żółtej częś­ci spek­trum? Te pasjonu­jące pyta­nia posi­ada­ją skom­p­likowane odpowiedzi, które na razie pominiemy, aby zająć się argu­men­ta­mi prze­ci­wko real­iz­mowi w kwestii barw.

Na początku osiem­nastego wieku George Berke­ley, anglikańs­ki biskup Cloyne w Irlandii, uważał, że wszys­tkie przed­mio­ty mate­ri­alne – śnieg, cytryny, wzgórze Gol­go­ty itd. – są byta­mi psy­chiczny­mi, mianowicie zbio­ra­mi „idei” ist­nieją­cych tylko wtedy, gdy są postrze­gane. Według Berke­leya, rzeczy­wis­tość skła­da się w całoś­ci z umysłów skońc­zonych, umysłu boskiego oraz posi­adanych przez nie idei. Ten pogląd nazy­wa się ide­al­izmem.

Nie ule­ga wąt­pli­woś­ci, że idea cytryny jest zaled­wie nami­astką prawdzi­wej cytryny. Moż­na by więc sądz­ić, że jeśli rzeczy­wis­tość ma w całoś­ci charak­ter psy­chiczny, to cytryny nie ist­nieją – a zwłaszcza nie ma żół­tych cytryn. Berke­ley był innego zda­nia: uważał, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby zgod­nie ze zdrowym rozsąd­kiem twierdz­ić, iż cytryny ist­nieją i są żółte. W isto­cie chci­ał on uchronić prze­cięt­ną osobę od „przesądów” takich lumi­narzy jak Galileusz, Kartezjusz, New­ton i Locke. Wszyscy ci filo­zo­fowie i uczeni sądzili, że nau­ka dowiodła, iż rzeczy­wis­tość częs­to odb­ie­ga od naszych wyobrażeń – np. śnieg nie jest biały, a cytryny nie są źółte.

Pomińmy jed­nak szczegóły ofic­jal­nego poglą­du Berke­leya, zgod­nie z którym wprawdzie cytryny są żółte, ale są żół­ty­mi idea­mi w naszych umysłach (lub w umyśle Boga). Zami­ast tego może­my potrak­tować niek­tóre klasy­czne argu­men­ty pojaw­ia­jące się w jego Trzech dialo­gach między Hylasem a Philo­nousem (1713) jako próbę dowiedzenia – w zgodzie z Galileuszem i spółką – że przed­mio­ty nie posi­ada­ją barw, które zda­ją się mieć. Śnieg nie jest biały, ponieważ białość zna­j­du­je jedynie „w umyśle”. Tak rozu­mi­ane argu­men­ty Berke­leya są – w różnych wer­s­jach i po roz­maitych poprawkach – przy­taczane do dnia dzisiejszego.

Argument ze zmienności

Jed­nym z argu­men­tów Berke­leya jest argu­ment ze zmi­en­noś­ci. Reprezen­tu­ją­cy Berke­leya w Trzech dialo­gach Philo­nous („miłośnik umysłu”) zauważa, że coś może się jaw­ić jako mające różne bar­wy w zależnoś­ci od warunk­ów „bez żad­nej oczy­wis­tej zmi­any w samym przed­mio­cie”. Na przykład „ten sam przed­miot wyda­je się inaczej zabar­wiony przy świ­etle świecy niż w biały dzień”, a „wspani­ała czer­wień i pur­pu­ra, który widz­imy w tych oto chmu­rach (…) po przy­bliże­niu się nikną”. Sko­ro czer­wień i fio­let nie są „naprawdę” w chmu­rach, dlaczego sądz­ić, że chmury posi­ada­ją w ogóle jakąś bar­wę? W odpowiedzi Hylas, prze­ci­wnik Philo­nousa, odróż­nia rzeczy­wistą bar­wę rzeczy od jej bar­wy pozornej. To praw­da, że niekiedy przed­miot może się jaw­ić jako posi­ada­ją­cy bar­wę, której nie posi­a­da: w czer­wonym świ­etle ciem­ni fotograficznej ogórek będzie wyglą­dać na czarny, a nie na zielony. To jed­nak dowodzi jedynie, że niekiedy per­cepc­ja nas zwodzi np. przy złym oświ­etle­niu lub gdy zna­j­du­je­my się w dużej odległoś­ci od obser­wowanej rzeczy. Nie dowodzi nato­mi­ast, że nigdy nie widz­imy przed­miotów w ich prawdzi­wych barwach. Podob­nie zdarza nam się pomylić w spraw­ie odjaz­du pociągu np. wów­czas, gdy zbyt pospiesznie przeczy­tal­iśmy rozkład jazdy. To jed­nak nie dowodzi wcale, że mylimy się zawsze czy zazwyczaj.

Przykład świecy, który poda­je sam Berke­ley, moż­na fak­ty­cznie potrak­tować jako prze­maw­ia­ją­cy na rzecz real­iz­mu w kwestii barw. Przy­puszcze­nie, że bar­wy rzeczy lep­iej ujaw­ni­a­ją się w świ­etle dnia niż przy sztucznym oświ­etle­niu świecy nie jest prze­cież arbi­tralne. Co więcej, mimo ogrom­nej różni­cy w składzie wid­mowym i inten­sy­wnoś­ci między światłem świecy a światłem słoń­ca, niezwykłe jest to, że wyglądy barw nie zmieni­a­ją się aż tak bard­zo (cytryny nadal wyglą­da­ją na żółte itd.). Zjawisko to jest nazy­wane stałoś­cią barw.

Wiele moż­na by jeszcze powiedzieć o argu­men­cie ze zmi­en­noś­ci, który we współczes­nej lit­er­aturze poświę­conej bar­wom powraca w ulep­szonej wer­sji. Zan­im jed­nak poświęcimy mu więcej uwa­gi, rozważmy najpierw inne argu­men­ty Berke­leya.

Argument z mikroskopów

Berke­ley zachę­ca nas, abyśmy rozważyli, jak wyglą­da­ją rzeczy pod wynalezionym w jego cza­sach mikroskopem. To wspani­ałe urządze­nie, powia­da Philo­nous, daje nam „bliższy i dokład­niejszy  obraz” przed­miotów. Poza tym „mikroskop częs­to odkry­wa w przed­mio­cie bar­wy różne od tych, które postrzegamy nieuzbro­jonym okiem”. Wyobraź sobie na przykład, że przyglą­dasz się uważniej pointylisty­czne­mu obra­zowi lub ekra­nowi telewiz­o­ra, albo patrzysz przez szkło pow­ięk­sza­jące na bar­wną fotografię w cza­sopiśmie. Pon­ad­to, przy odpowied­nio dużym pow­ięk­sze­niu niek­tóre przed­mio­ty wyda­ją się pozbaw­ione barw. Nawet jeśli argu­ment z mikroskopów nie prowadzi aż do wniosku, że nic nie jest bar­wne, to sugeru­je równie kłopotli­wy wniosek, że w więk­szoś­ci przy­pad­ków pozor­na bar­wa przed­mio­tu nie jest jego bar­wą rzeczy­wistą. Cytryny mogą być wielo­bar­wne lub pozbaw­ione barw, ale nie są żółte.

Col­or and Col­or Per­cep­tion David Hilbert zwró­cił jed­nak uwagę, że dokład­niejsza anal­iza argu­men­tu z mikroskopów ujaw­nia pewien jego manka­ment. Oglą­da­jąc drob­ne czer­wone krop­ki w jas­nych żół­to-zielonych obszarach obrazu Seu­ra­ta Niedzielne popołud­nie na wyspie Grande Jat­te, nie odkry­wamy, że te pozornie zielone obszary są tak naprawdę czer­wone. Widz­imy raczej, że tak naprawdę są one złożone z czer­wonych częś­ci. To odkrycie może być zaskaku­jące, ale nie dowodzi, że duże obszary nie są zielone. Aby dojść do takiego wniosku, musimy najpierw przyjąć coś w rodza­ju następu­jącej zasady: jeśli dana powierzch­nia jest zielona, to każ­da jej część również jest zielona. A ta zasa­da jest dale­ka od oczy­wis­toś­ci. Pomoc­ne jest tu porów­nanie z gład­koś­cią. W Prob­lemach filo­zofii Bertrand Rus­sell sto­su­je argu­ment z mikroskopów do przy­pad­ku struk­tu­ry. Jak powia­da, dla nieuzbro­jonego oka stół wyglą­da na gład­ki. Jed­nak „patrząc na niego przez mikroskop, ujrzelibyśmy nierównoś­ci, wzgórza i doliny, oraz wszelkiego rodza­ju różnice, gołym okiem niedostrze­galne. Który z nich jest stołem «rzeczy­wistym»?”. Nasuwa­ją­ca się odpowiedź na pytanie Rus­sel­la, jest taka, że oba są rzeczy­wisty­mi stoła­mi. Dane dostar­czane przez mikroskop na tem­at stołu nie kłócą się z dany­mi nieuzbro­jonego oka. Jeśli bliżej przyjrzymy się stołowi, to okaże się, że gład­ka powierzch­nia może być złożona z częś­ci, które same nie są gład­kie. Odpowiedź na argu­ment Berke­leya jest ana­log­icz­na.

Argument z innych gatunków

Niek­tóre zwierzę­ta, jak zauważa Philo­nous, również widzą bar­wy. „Czyż nie jest zatem rzeczą bard­zo praw­dopodob­ną”, pyta, „że te zwierzę­ta, u których budowa oka róż­na jest od naszej i których ciała zaw­ier­a­ją inne sub­stanc­je, nie widzą takich samych barw w przed­mio­tach, jakie my widz­imy?”. Na pod­staw­ie tego „bard­zo praw­dopodob­ne­go” założe­nia dochodzi on do wniosku, że „wszys­tkie bar­wy są w równej mierze pozorne i że żad­na z tych, które postrzegamy, nie tkwi real­nie w przed­mio­cie zewnętrznym”.

Założe­nie Philo­nousa jest poprawne. Zdol­ność do widzenia barw jest częs­to spo­tykana wśród ssaków, ryb, ptaków, gadów, a nawet owadów. Najpraw­dopodob­niej wiele z tych zwierząt nie widzi tych samych barw, co my. Ich chro­maty­czne fotore­cep­to­ry są częs­to inaczej dostro­jone i różnią się pod wzglę­dem licz­by: pta­ki są na ogół tetra­chro­mata­mi, posi­ada­ją­cy­mi cztery recep­to­ry, nato­mi­ast więk­szość ssaków to diachro­maty z dwoma recep­tora­mi. Wiele gatunków, w tym trójchro­maty­cz­na pszc­zoła miod­na, posi­ada­ją rodzaj fotore­cep­to­ra wrażli­wy na bar­wę zbliżoną do ultra­fi­o­le­towej i nie należącą do widzial­nego spek­trum.

Jed­nakże Philo­nous myli się, sądząc że widze­nie barw przez inne zwierzę­ta stanowi prob­lem dla real­iz­mu. Weźmy pszc­zołę miod­ną. Pier­wsza przesłan­ka Philo­nousa to jego „bard­zo praw­dopodob­ne” założe­nie: na przykład kwiaty mają inną bar­wę dla pszczół niż dla ludzi. Dru­ga, domyśl­na przesłan­ka brz­mi: albo zarówno pszc­zoły, jak i ludzie postrze­ga­ją prawdzi­we bar­wy kwiatów, albo prawdzi­wych barw nie postrze­ga­ją ani pszc­zoły, ani ludzie. Dru­ga przesłan­ka z pewnoś­cią brz­mi wiary­god­nie: nie ma żad­nych pod­staw, aby przyjąć że ludzie widzą prawdzi­we bar­wy przed­miotów, nato­mi­ast wszys­tkie inne gatun­ki postrze­ga­ją je błęd­nie.

Okazu­je się jed­nak, że te dwie przesłan­ki nie wystar­czą do wyciąg­nię­cia upragnionego przez Philo­nousa wniosku, że „wszys­tkie bar­wy są w równej mierze pozorne”, tak że ani pszc­zoły, ani ludzie nie postrze­ga­ją prawdzi­wych barw kwiatów. Być może bowiem zarówno pszc­zoły, jak ludzie postrze­ga­ją prawdzi­we bar­wy kwiatów. Aby wyk­luczyć tę ewen­tu­al­ność, Philo­nous musi założyć, że kwiaty nie mogą mieć zarazem barw „pszczelich” i „ludz­kich”. Dlaczego jed­nak mielibyśmy to wyk­luczać? Uważamy, że pewne bar­wy wyk­lucza­ją inne: niebieskie kwiaty prze­taczni­ka nie są zarazem żółte. Powo­dem jest jed­nak przy­puszczal­nie to, że może­my zobaczyć, iż pewne rzeczy są żółte: jeśli kwiaty prze­taczni­ka są zarówno żółte, jak niebieskie, to dlaczego tak nie wyglą­da­ją? Nato­mi­ast pszczelich barw w ogóle nie jesteśmy w stanie widzieć. Nie ma więc wyraźnej racji, aby wyk­luczyć, że niebieskie kwiaty prze­taczni­ka mają inne, widzialne tylko dla pszczół bar­wy.

Idea „barw niewidzial­nych dla ludzi” może budz­ić zdzi­wie­nie. Załóżmy, że na pod­staw­ie podobieńst­wa uporząd­ku­je­my wszys­tkie (ludzkie) bar­wy w jed­ną ze znanych brył barw – np. w dwa stoż­ki styka­jące się pod­stawa­mi – z odcieni­a­mi czer­wieni, żół­ci, zie­leni i niebieskoś­ci bieg­ną­cy­mi wokół przez jej środek, bielą na górnym wierz­chołku, a czernią na dol­nym. Jak moż­na by tu zmieś­cić dodatkową bar­wę? A jeśli tzw. „pszczela bar­wa” nie jest pow­iązana z ludzki­mi bar­wa­mi relacją podobieńst­wa – jeśli nie zna­j­du­je się w ogóle na bryle barw – to na jakiej pod­staw­ie uważać ją za bar­wę?

To dobre pyta­nia, ale ich postaw­ie­nie wcale nie ułatwia sprawy Philo­nousowi. Jeżeli pszc­zoły nie widzą barw, lecz wykry­wa­ją jak­iś inny rodzaj włas­noś­ci kwiatów, to argu­men­tu z innych gatunków nie da się w ogóle sfor­mułować.

Ostat­nie dwa argu­men­ty Berke­leya boryka­ją się więc z poważny­mi trud­noś­ci­a­mi. Zan­im powrócimy do jego argu­men­tu ze zmi­en­noś­ci, przyjrzyjmy się jeszcze jed­ne­mu argu­men­towi prze­ci­wko real­iz­mowi w kwestii barw argu­men­towi, który his­to­rycznie wywarł najwięk­szy wpływ.

Berke­ley uważał się za obrońcę zdrowego rozsąd­ku i stał na stanowisku, że śnieg jest biały, a cytryny są żółte. Inne stanowisko w kwestii barw zajęli Galileusz, Kartezjusz, New­ton i Locke: nowożyt­na nau­ka, jak argu­men­towali, dowiodła, że śnieg nie jest biały, a cytryny nie są żółte. Według Locke’a, biel nie zna­j­du­je się w śniegu bardziej niż „choro­ba lub ból w man­nie” [man­na to osiem­nas­towieczny środek przeczyszcza­ją­cy – A.B.]”.

Uważano, że nau­ka poda­je w wąt­pli­wość nie tylko bar­wy. „Pod­sta­wową zasadą tej [nowoczes­nej – M.I] filo­zofii”, pisał David Hume w Trak­ta­cie o naturze ludzkiej (pow­stałym 26 lat po Dialo­gach Berke­leya), „jest pogląd na bar­wy, dźwię­ki, sma­ki, zapachy, na ciepło i zim­no; pogląd ten przyj­mu­je, że te jakoś­ci nie są niczym innym niż impres­ja­mi w umyśle”.

Na jakiej pod­staw­ie wyprowad­zono ten wniosek? Według „nowoczes­nej filo­zofii” Hume’a, śnieg i cytryny są złożone z małych, posi­ada­ją­cych różne ksz­tał­ty, masy­wnych cząstek stałych czy kor­puskuł, porusza­ją­cych się i dzi­ała­ją­cych na siebie przez zderze­nie. Tylko takie „włas­noś­ci pier­wotne” ciał są potrzeb­ne do wyjaśnienia inter­akcji śniegu i cytryn ze światłem, a także tego, dlaczego śnież­ki, a nie cytryny, wywołu­ją w nas „ideę bieli”. Inaczej mówiąc, nau­ka może wyjaśnić, dlaczego cytryny wyglą­da­ją na żółte bez potrze­by przyj­mowa­nia, że żółte. Hipoteza, że cytryny są żółte, jest po pros­tu zbęd­na.

Oczy­wiś­cie siedem­nas­towiecz­na teo­ria mech­a­nisty­cz­na okaza­ła się fałszy­wa – jej ograniczenia pokaza­ło już odkrycie przez New­tona graw­itacji, która dzi­ała na odległość, a nie przez miejs­cowe odpy­chanie i przy­cią­ganie. Jed­nakże upadek mechan­i­cyz­mu nie osłabia w żaden sposób argu­men­tu z nau­ki. Wprost prze­ci­wnie, jedynie go wzmac­nia, ponieważ współczes­na nau­ka potrafi znacznie lep­iej niż w cza­sach Galileusza czy New­tona wyjaśnić, dlaczego cytryny wyglą­da­ją na żółte. Obec­nie bard­zo dobrze rozu­miemy te włas­noś­ci cytryn i podob­nych im rzeczy, które odpowiada­ją za ich bar­wny wygląd. Może­my być niemal pewni, że da się adek­wat­nie wyjaśnić, dlaczego cytryny wyglą­da­ją na żółte, odwołu­jąc się wyłącznie do ich włas­noś­ci fizy­cznych i nie wspom­i­na­jąc w ogóle o ich bar­wie.

Barwy jako moce

Argu­ment z nau­ki mil­czą­co zakła­da, że żółć jest dodatkiem do naukowej listy włas­noś­ci cytryn. To dlat­ego hipoteza, że cytryny są żółte, jest rzeko­mo zbęd­na. Ale być może jest to założe­nie jest fałszy­we: czy może­my znaleźć jakąś naukowo potwierd­zoną cechę cytryn, którą moż­na było­by wiary­god­nie uznać za bycie żół­cią?

Kiedy ponown­ie zbadamy cechy, które, w świ­etle nau­ki, posi­ada­ją cytryny, to zauważymy, że oprócz „włas­noś­ci pier­wot­nych” – takich jak masy­wność i ksz­tałt – posi­ada­ją one również zdol­ność do odd­zi­ały­wa­nia w pewien sposób na ludzi. Cytryny wywołu­ją ludzkie doświad­czenia żół­ci, a zatem mają moc czy dys­pozy­cję do wyglą­da­nia żół­to – jest to przykład włas­noś­ci wtórnej. Podob­nie jak kruche szkło posi­a­da dys­pozy­cję do pęknię­cia pod wpły­wem uderzenia, cytry­na ma dys­pozy­cję do wyglą­da­nia żół­to dla nor­mal­nych ludzi w świ­etle dnia. Co więcej, tak jak szkło może być kruche, nawet jeśli nigdy nie zostało i nie zostanie uder­zone, cytry­na może posi­adać dys­pozy­cję do wyglą­da­nia żół­to, nawet jeśli nikt nigdy na nią nie patrzy. Dlaczego więc nie utożsamić żół­ci z tą włas­noś­cią wtórną – z mocą wywoły­wa­nia doświad­czeń żół­ci w świ­etle dnia? Cho­ci­aż ta teo­ria bar­wy jako włas­noś­ci wtórnej uza­leż­nia bar­wy rzeczy od ludz­kich doświad­czeń, pozosta­je ona wer­sją real­iz­mu w kwestii barw. W jej świ­etle, cytryny żółte i pozosta­ją takie nawet za zamknię­ty­mi drzwia­mi lodów­ki.

Ten pogląd, mają­cy różne odmi­any, zyskał sporą pop­u­larność wśród filo­zofów. Natrafia on jed­nak na kil­ka zarzutów. Wyobraźmy sobie np. mity­czne zwierzę wymyślone przez filo­zo­fa Mar­ka John­stona: nieśmi­ałego, ale czu­jnego kameleona, który zazwyczaj jest zielony, ale naty­ch­mi­ast cały się rumieni, gdy na niego spo­jrzeć. Gdy­by ów kameleon zna­j­dował się ter­az przed nami, to po pros­tu wyglą­dał­by czer­wono. Nawet gdy nikt na niego nie patrzy, posi­a­da on dys­pozy­cję do wyglą­da­nia dla ludzi czer­wono w świ­etle dnia. Z tego wzglę­du teo­ria bar­wy jako włas­noś­ci wtórnej w sposób niepoprawny przewidu­je, że nieśmi­ały kameleon jest czer­wony nawet wów­czas, gdy nikt na niego nie patrzy.

Barwy jako sposoby zmieniania światła

Przy­puśćmy, że ta wer­s­ja real­iz­mu w kwestii bar­wy, która uzna­je ją za włas­ność wtórną nie jest w stanie poradz­ić sobie ze wspom­ni­anym zarzutem. Przy odrobinie wyobraźni może­my mimo to wymyślić inną odpowiedź na argu­ment z nau­ki. Przy­pom­ni­jmy, że do poglą­du, iż bar­wa nie jest włas­noś­cią wtórną doprowadz­iła nas śmi­ała teza, że żółć cytryny już wcześniej zna­j­dowała się na sporząd­zonej przez naukow­ca liś­cie jej cech. Z tej listy wybral­iśmy dys­pozy­cję cytryny do wyglą­da­nia żół­to, możli­we jed­nak, że ist­nieje jakaś lep­sza opc­ja – być może bar­wa jest chemicznym skła­dem powierzch­ni cytryny albo szczegól­nym sposobem, w jaki wybiór­c­zo odbi­ja ona i pochła­nia światło. Czy jed­na z tych włas­noś­ci mogła­by być żół­cią?

W lat­ach sześćdziesią­tych ubiegłego wieku aus­tral­i­js­ki filo­zof J.J.C. Smart udzielił twierdzącej odpowiedzi na to pytanie, a jego kon­tynu­a­torzy dokład­niej opra­cow­ali ten pogląd. Zapewne najbardziej nat­u­ral­nym fizy­cznym kandy­datem do bycia żół­cią jest nie tyle skład chemiczny cytryny (odmi­en­ny w wypad­ku innych rzeczy o żół­tym wyglądzie), ile zdol­ność do odbi­ja­nia światła o pewnych dłu­goś­ci­ach fali i pochła­ni­a­nia innych – „charak­terysty­czny sposób, w jaki przed­miot zmienia światło”, jak to ujął filo­zof Jonathan West­phal. Na odpowied­nio ogól­nym poziomie opisu, cytryny, banany i inne żółte przed­mio­ty zmieni­a­ją pada­jące światło w taki sam sposób. Ta kon­cepc­ja barw dobrze współ­gra z pod­sta­wowy­mi fak­ta­mi doty­czą­cy­mi widze­nie barw. Wiemy z grub­sza, jak sys­tem wzrokowy może uzyskać taką infor­ma­cję o odległych przed­mio­tach oraz jakie korzyś­ci przys­tosowaw­cze mogły­by płynąć z posi­ada­nia tego rodza­ju infor­ma­cji. Nieśmi­ały, ale czu­jny kameleon okazu­je się, zgod­nie z naszy­mi oczeki­wa­ni­a­mi, zielony. Pon­ad­to pogląd ten imp­liku­je, że wiele barw pozosta­je niewidzial­nych dla ludzi. Jest w nim miejsce na bar­wy pszczele, ponieważ ist­nieje nieskończe­nie wiele sposobów zmieni­a­nia światła, na które ludzie nie są w ogóle wrażli­wi.

W (nieco zmody­fikowanej) ter­mi­nologii siedem­nas­towiecznej, omaw­iany pogląd iden­ty­fiku­je bar­wy z włas­noś­ci­a­mi pier­wot­ny­mi. Nie zdzi­wi nas zapewne, że mimo wielu zalet, kon­cepc­ja odwołu­ją­ca się do włas­noś­ci pier­wot­nych sta­je przed kilko­ma poważny­mi trud­noś­ci­a­mi. Jed­ną z nich jest nowa wer­s­ja Berke­ley­owskiego argu­men­tu ze zmi­en­noś­ci.

Ponowny rzut oka na argument ze zmienności

Nowa wer­s­ja argu­men­tu ze zmi­en­noś­ci pojaw­iła się w książce C.L. Hardi­na Col­or for Philoso­phers, która znacznie przy­czyniła się do odnowienia wśród filo­zofów zain­tere­sowa­nia bar­wa­mi — po częś­ci dlat­ego, że zaz­na­jomiła filo­zofów z pod­stawa­mi nau­ki o barwach.

Hardi­nows­ka wer­s­ja argu­men­tu Berke­leya ze zmi­en­noś­ci odwołu­je się do ważnej cechy barw, o której jeszcze nie wspom­nieliśmy. Wszyscy wiemy, że pomarańc­zowa far­ba pow­sta­je w wyniku połączenia far­by żółtej z czer­woną; podob­nie zielona far­ba pow­sta­je z połączenia żółtej z niebieską. Jed­nakże owe fak­ty doty­czące łączenia bar­wników nie mają dokład­nego odpowied­ni­ka w tym, jak bar­wy wyglą­da­ją. Pomarańc­zowość wyglą­da jak połącze­nie żół­ci z czer­wienią: każdy odcień pomarańc­zowoś­ci jest albo odcie­niem żółtawej czer­wieni, albo czer­won­awej żół­ci. Jed­nakże zieleń nie wyglą­da jak połącze­nie żół­ci z niebieskoś­cią: odcie­nie zie­leni nie są odcieni­a­mi niebieskawej żół­ci ani żółtawej niebieskoś­ci. (W isto­cie nic nie jest niebieska­wo-żółte lub żółta­wo-niebieskie). Jest nato­mi­ast tak, że każdy odcień zie­leni jest albo żółta­wo-zielony, albo niebieska­wo- zielony – z jed­nym intere­su­ją­cym wyjątkiem. Ist­nieje odcień zie­leni, który wcale nie jest ani żółtawy, ani niebieskawy – ten odcień nazy­wa się właś­ci­wą zie­lenią, a zieleń nazy­wa się właś­ci­wym odcie­niem. Dla porów­na­nia, nie ist­nieje odcień pomarańc­zowoś­ci, który nie jest żółtawy lub czer­won­awy – pomarańc­zowość jest odcie­niem bina­rnym. Pomi­ar tego, czy coś przed­staw­ia się komuś jako właś­ci­wa zieleń, jest sto­sunkowo łatwy i argu­ment Hardi­na wyko­rzys­tu­je ten fakt.

Okazu­je się, że ludzie, którzy praw­idłowo widzą bar­wy, klasy­fiku­ją odmi­enne bodźce jako właś­ci­wą zieleń, a roz­bieżność zdań jest zaskaku­ją­co duża. Wyni­ka ona częś­ciowo z różnic pig­men­tacji nośników opty­cznych w oku, a częś­ciowo z różnic we wrażli­wych na światło bar­wnikach wewnątrz czop­ków. Wyobraź sobie, powia­da Hardin, że wraz ze zna­jomym patrzy­cie na układ żetonów, które wyda­ją się mieć różne odcie­nie zie­leni: „Jeden z nich był­by twoim prze­myślanym wyborem właś­ci­wej zie­leni. Twój zna­jomy mógł­by dokon­ać innego wyboru. Sko­ro tak, to który żeton jest we właś­ci­wym sen­sie zielony?” Przy­puszczal­nie nie mogą nim być oba. Wyda­je się jed­nak, że nie ist­nieje niear­bi­tral­na pod­stawa, aby powiedzieć, że ty masz rację, a twój zna­jomy się myli, albo odwrot­nie. (Właśnie w tym punkcie Hardi­nows­ka wer­s­ja argu­men­tu ze zmi­en­noś­ci jest lep­sza od Berke­ley­owskiej). Ponieważ co najwyżej jeden z żetonów jest we właś­ci­wym sen­sie zielony, a zachodzi między nimi syme­tria, to musimy powiedzieć, że żaden nie jest we właś­ci­wym sen­sie zielony. A w takim razie trud­no uniknąć wniosku, że nic nie jest bar­wne. Cytryny wyt­warza­ją w nas doświad­czenia żółtego i na tym sprawa się kończy – sama cytry­na jest pozbaw­iona bar­wy.

Niezgoda w filozofii

Pozostawmy ten popraw­iony argu­ment ze zmi­en­noś­ci bez odpowiedzi. Real­izm w kwestii barw doczekał się pasjonu­jącej lit­er­atu­ry spec­jal­isty­cznej, w której trud­no doszukać się oznak jed­no­myśl­noś­ci.

Brak zgody w filo­zofii nie jest jeszcze niepoko­ją­cy; może on po pros­tu odzwier­cied­lać szczegól­ną złożoność prob­le­mu. Może on być jed­nak również objawem głęb­szego maraz­mu. Być może rozwiązanie jest trud­no osią­galne, ponieważ dysku­tan­ci nie zna­j­du­ją wspól­nego języ­ka, podob­nie jak nowo­jor­czyk i londyńczyk spier­a­ją­cy się o to, czy określone gorzkie warzy­wo „naprawdę jest” cyko­rią. Jeśli tak, to na pozór doniosłe spory na tem­at zjawiska i rzeczy­wis­toś­ci okazu­ją się tylko nieszkodli­wy­mi sprzeczka­mi o słowa. Na szczęś­cie dla filo­zofii, powyższy pogląd nie jest szczegól­nie przekonu­ją­cy. Jeśli kłócimy się o to, czy pociąg odjeżdża o siedem­nastej, to jest to aut­en­ty­cz­na różni­ca zdań w kwestii (niewielkiego) frag­men­tu rzeczy­wis­toś­ci; dlaczego spór o to, czy przed­mio­ty są bar­wne, miał­by mieć inny charak­ter?

Kole­j­na odpowiedź jest taka, że spór ten moż­na rozstrzygnąć na korzyść real­isty, i to bez zbyt­niego zagłębia­nia się w szczegóły empiryczne. Być może zaprzecza­jąc, że cytryny są żółte, zła­mal­ibyśmy reguły naszego języ­ka – taki pogląd przyp­isu­je się Wittgen­steinowi. A może jest tak, że zwolen­nik świa­ta pozbaw­ionego barw, aby w ogóle sfor­mułować swo­je stanowisko, musi przyjąć, że przed­mio­ty są bar­wne, co spowodowało­by, że jego stanowisko samo by się zniosło – takiego poglą­du bronił niedawno Bar­ry Stroud w książce The Quest for Real­i­ty.

I wresz­cie niewyk­luc­zone, że argu­ment prze­ci­wko real­iz­mowi jest za moc­ny. Jak wspom­ni­ałem, stanowisko, że śnieg i cytryny nie mają barw w nat­u­ral­ny sposób łączy się ze stanowiskiem, że nie są one również zimne ani kwaśne. A – jak zauważył Berke­ley – zapewne nowożyt­na filo­zofia nie może na tym skończyć. Właś­ci­wie dopre­cy­zowana wer­s­ja argu­men­tu z nau­ki mogła­by dowieść, że wszys­tkie pozorne włas­noś­ci śniegu i cytryn, w tym ich pozorne ksz­tał­ty i ruchy są, by posłużyć się zwrotem Berke­leya, „złud­ną grą wyobraźni”. W ten sposób doprowadzilibyśmy ów argu­ment do par­menide­jskiej skra­jnoś­ci: nie ist­nieją ani śnież­ki, ani cytryny, ani nawet ludzie, a jedynie ogrom­na jede­nas­towymi­arowa bryła super­strun. Pocią­gi też nie ist­nieją.

Przełożył Marcin Iwan­ic­ki

Is Snow White? And Oth­er Ques­tions about Appear­ance and Real­i­ty, “Boston Review” 3 kwiet­nia 2005. Przekład za zgodą Auto­ra.


Alex Byrne – Pro­fe­sor filo­zofii na MIT, współredak­tor antologii Read­ings on Col­or (1997), Dis­junc­tivism (2008) oraz The Nor­ton Intro­duc­tion to Phi­los­o­phy (2015). Prowadzi kurs inter­ne­towy Phi­los­o­phy: Minds and Machines na plat­formie edX. Strona inter­ne­towa > tutaj.


Warto doczy­tać

J. Locke, Rozważa­nia doty­czące rozu­mu ludzkiego, przeł. J. Gawec­ki, PWN 1955.
G. Berke­ley, Trzy dialo­gi między Hylasem a Philo­nousem: prze­ciw scep­tykom i ateis­tom, przeł. M. Fil­ipczuk, Wydawnict­wo Zielona Sowa 2006.
D. Hume, Trak­tat o naturze ludzkiej, przeł. C. Znamierows­ki, PWN 1963.
C. Hardin, Col­or for Philoso­phers: Unweav­ing the Rain­bow, Hack­ett Pub­lish­ing Com­pa­ny 1988.
J. West­phal, Colour: Some Philo­soph­i­cal Prob­lems from Wittgen­stein, Black­well 1987.
B. Stroud, The Quest for Real­i­ty: Sub­jec­tivism & the Meta­physics of Colour, Oxford Uni­ver­si­ty Press 2002.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy