Artykuł Epistemologia

Czy śnieg jest biały, a cytryny są żółte?

Błędy się zdarzają. Czasem błędnie określamy godzinę przyjazdu pociągu, adres restauracji czy jutrzejszą pogodę. Mówiąc nieco wzniośle, rzeczywistość nie zawsze jest taka, jak się wydaje. Pocieszające jest to, że ta piana fałszu unosi się na rozległym morzu prawdy. Możemy się mylić co do godziny przyjazdu pociągu, ale wiemy, że pociągi istnieją, że niektóre z nich przyjeżdżają do Bostonu, że w Bostonie czasem pada śnieg, a także że śnieg jest zimny i biały. Czyżby?

Najnowszy numer: Filozofia czasu

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 23 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Download (PDF, 1.19MB)


Nr 2 (14) / 2017 będzie poświęcony percepcji i ukaże się 26.04.2017. Bądźcie czujni. 


W przypływie filozoficznego nastroju moglibyśmy się zastanawiać, czy błędy nie są znacznie częstsze. Być może wszystkie nasze przekonania oparte na percepcji – jak to, że pociągi istnieją, że w Bostonie pada śnieg i że śnieg jest biały – są błędne.

Zjawiska a rzeczywistość

Według Parmenidesa (który żył mniej więcej w tym samym czasie, co Sokrates), ten rodzaj globalnego błędu jest wpisany w naturę ludzką. Dokładny namysł nad czasownikiem „być”, twierdził Parmenides, pokazuje, że rzeczywistość jest doskonałą, niepodzielną i wieczną kulą. Zjawiska zmiany, ruchu i wielości – dojrzewania winogron, poruszania się kóz itd. – są złudzeniem. Jak ujął to Parmenides, „nie ma nic ani nie będzie prócz tego, co jest, bo Mojra skuła je, by było całe i niezmienne. Nazwano je więc wszelkimi imionami, jakie ułożyli śmiertelni, wierząc, że są prawdziwe: powstawaniem i ginięciem, istnieniem i nieistnieniem, zmianą miejsca i zmianą w jasną barwę” (fragment 299, przeł. J. Lang). (Przypuszczalnie sami śmiertelnicy również nie istnieją, co nadaje stanowisku Parmenidesa aurę paradoksu).

Parmenides wprost wymienia przypisywanie rzeczom barw jako jeden z licznych błędów ludzkich. I chociaż mało który współczesny filozof jest tak śmiały (czy szalony) jak Parmenides, wielu z nich popiera go w tej kwestii. Argumenty wymierzone w nasze potoczne przekonania na temat barw – jak to, że śnieg jest biały, a cytryny są źółte – nie są w filozofii niczym nowym. Większe zaskoczenie budzi to, że wniosek, iż śnieg nie jest biały, a cytryny nie są żółte cieszy się sporą popularnością wśród naukowców zajmujących się barwami. Wystarczy otworzyć współczesny podręcznik dotyczący percepcji, aby dowiedzieć się, że barwy nie tkwią „w przedmiotach”, lecz stanowią „wytwór mózgu”.

Realizm w kwestii barw to pogląd, że przedmioty zazwyczaj posiadają takie barwy, jak nam się wydaje: cytryny są żółte, krew czerwona, a śnieg biały. Spór między realistami a ich filozoficznymi i naukowymi oponentami jest ciekawy sam w sobie, ale można go również potraktować jako wprowadzenie do ogólniejszych problemów filozoficznych dotyczących zjawisk i rzeczywistości.

Podstawy widzenia barw

Jeżeli śnieg jest biały, to odkrywamy to za pomocą wyspecjalizowanych narządów zmysłu, jakimi są nasze oczy. Arystoteles uważał, że percepcja jest procesem, za pośrednictwem którego uzyskujemy „formy zmysłowe [posiadane przez ciało] bez jego materii w podobny sposób, w jaki wosk przyjmuje znak sygnetu bez złota lub mosiądzu” (O duszy 424a, przeł. P. Siwek). Według części komentatorów Arystoteles twierdzi, że kiedy widzimy śnieg, nasze oko przyjmuje postrzegalną formę śniegu – inaczej mówiąc, przezroczysta galaretka oka faktycznie staje się biała.

Znaczący postęp dokonał się dużo później. Osiemnastowieczni badacze wiedzieli, że wszystkie barwy można uzyskać mieszając ze sobą w różnych proporcjach światła o trzech barwach podstawowych – zjawisko to wykorzystuje kolorowa telewizja. Ten „trójchromatyzm” łączenia barw niektórzy uznali za wskazujący na istnienie trzech podstawowych rodzajów światła. Z drugiej strony, słynne eksperymenty Newtona z użyciem pryzmatów prowadzone w latach sześćdziesiątych wieku siedemnastego wskazywały, że odmiany światła tworzą kontinuum.

Ważny przełom pojęciowy miał miejsce na początku wieku dziewiętnastego. Thomas Young zdał sobie wówczas sprawę z tego, że dane dotyczące łączenia barw można wyjaśnić, o ile przyjmiemy istnienie w oku trzech różnych rodzajów receptorów światła, a nie trzy różne rodzaje światła. Jak to ujął psycholog J. D. Mollon, poprzednicy Younga popełnili „błąd kategorialny”: wzięli trójchromatyzm za cechę światła zamiast za własność naszego systemu wzrokowego.

Obecnie wiemy, że widzenie barw przebiega mniej więcej następująco. Ludzka siatkówka zawiera miliony fotoreceptorów należących do czterech rodzajów: pręcików oraz trzech rodzajów czopków. Pręciki są wrażliwe na słabe oświetlenie i służą głównie do widzenia w nocy. Trzy rodzaje czopków są w odmienny sposób wrażliwe na różne części widzialnego spektrum – czyli na światło o długości fali od ok. 400 do 700 nanometrów (miliardowych części metra). (Nawiasem mówiąc, widzialne spektrum jest małym ułamkiem spektrum elektromagnetycznego: na przykład fale radiowe mają długość około 3 metrów). L-czopki są najbardziej wrażliwe, tzn. najchętniej pochłaniają światło o większej długości fali (bliższe żółto-czerwonego krańca spektrum). M-czopki są najbardziej wrażliwe na światło o nieco krótszej długości fali, a S-czopki na światło o znacznie krótszej długości fali (niebiesko-fioletowy kraniec). („L”, „M” i „S” oznaczają „długą”, „średnią” i „krótką” długość fali). Na przykład L-czopki osiągają szczytową wrażliwość przy świetle o długości około 565 nm; takie światło ma wygląd zielonkawej żółci.

Kiedy czopek zostaje pobudzony przez światło, reaguje w ten sam sposób niezależnie od długości fali. Z większym jednak prawdopodobieństwem zareaguje na falę o długości zbliżonej do jego największej wrażliwości. Jeśli wiemy jedynie, że określony czopek zareagował na światło, to nasza wiedza o długości fali jest znikoma. Jednakże system wzrokowy ma do dyspozycji znacznie więcej danych. Kluczem do ustalenia długości fali, a zatem do widzenia barw, jest możliwość porównania przez mózg danych pochodzących z różnych rodzajów czopków. Na przykład pomarańczowe światło o długości 600 nm wywoła najsilniejszą reakcję w L-czopkach, znacznie mniejszą w M-czopkach i właściwie nie wywoła żadnej w S-czopkach. Niebieskie światło o długości 475 nm także wywoła bardzo odmienne reakcje w trzech rodzajach czopków.

Oczywiście to dopiero początek niezwykle skomplikowanego opisu. Nie padło jeszcze pytanie o to, dlaczego spektrum wygląda właśnie tak, a nie inaczej. Dlaczego jawi się jako podzielone na pasma, a nie ciągłe? Dlaczego odcienie czerwieni występują na obu jego krańcach? Dlaczego istnieją barwy (na przykład wiele fioletów), których nie ma w spektrum? I dlaczego błędem jest sądzić, że (powiedzmy) wszystkie wyglądające żółto przedmioty odbijają głównie światło z żółtej części spektrum? Te pasjonujące pytania posiadają skomplikowane odpowiedzi, które na razie pominiemy, aby zająć się argumentami przeciwko realizmowi w kwestii barw.

Na początku osiemnastego wieku George Berkeley, anglikański biskup Cloyne w Irlandii, uważał, że wszystkie przedmioty materialne – śnieg, cytryny, wzgórze Golgoty itd. – są bytami psychicznymi, mianowicie zbiorami „idei” istniejących tylko wtedy, gdy są postrzegane. Według Berkeleya, rzeczywistość składa się w całości z umysłów skończonych, umysłu boskiego oraz posiadanych przez nie idei. Ten pogląd nazywa się idealizmem.

Nie ulega wątpliwości, że idea cytryny jest zaledwie namiastką prawdziwej cytryny. Można by więc sądzić, że jeśli rzeczywistość ma w całości charakter psychiczny, to cytryny nie istnieją – a zwłaszcza nie ma żółtych cytryn. Berkeley był innego zdania: uważał, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby zgodnie ze zdrowym rozsądkiem twierdzić, iż cytryny istnieją i są żółte. W istocie chciał on uchronić przeciętną osobę od „przesądów” takich luminarzy jak Galileusz, Kartezjusz, Newton i Locke. Wszyscy ci filozofowie i uczeni sądzili, że nauka dowiodła, iż rzeczywistość często odbiega od naszych wyobrażeń – np. śnieg nie jest biały, a cytryny nie są źółte.

Pomińmy jednak szczegóły oficjalnego poglądu Berkeleya, zgodnie z którym wprawdzie cytryny są żółte, ale są żółtymi ideami w naszych umysłach (lub w umyśle Boga). Zamiast tego możemy potraktować niektóre klasyczne argumenty pojawiające się w jego Trzech dialogach między Hylasem a Philonousem (1713) jako próbę dowiedzenia – w zgodzie z Galileuszem i spółką – że przedmioty nie posiadają barw, które zdają się mieć. Śnieg nie jest biały, ponieważ białość znajduje jedynie „w umyśle”. Tak rozumiane argumenty Berkeleya są – w różnych wersjach i po rozmaitych poprawkach – przytaczane do dnia dzisiejszego.

Argument ze zmienności

Jednym z argumentów Berkeleya jest argument ze zmienności. Reprezentujący Berkeleya w Trzech dialogach Philonous („miłośnik umysłu”) zauważa, że coś może się jawić jako mające różne barwy w zależności od warunków „bez żadnej oczywistej zmiany w samym przedmiocie”. Na przykład „ten sam przedmiot wydaje się inaczej zabarwiony przy świetle świecy niż w biały dzień”, a „wspaniała czerwień i purpura, który widzimy w tych oto chmurach (…) po przybliżeniu się nikną”. Skoro czerwień i fiolet nie są „naprawdę” w chmurach, dlaczego sądzić, że chmury posiadają w ogóle jakąś barwę? W odpowiedzi Hylas, przeciwnik Philonousa, odróżnia rzeczywistą barwę rzeczy od jej barwy pozornej. To prawda, że niekiedy przedmiot może się jawić jako posiadający barwę, której nie posiada: w czerwonym świetle ciemni fotograficznej ogórek będzie wyglądać na czarny, a nie na zielony. To jednak dowodzi jedynie, że niekiedy percepcja nas zwodzi np. przy złym oświetleniu lub gdy znajdujemy się w dużej odległości od obserwowanej rzeczy. Nie dowodzi natomiast, że nigdy nie widzimy przedmiotów w ich prawdziwych barwach. Podobnie zdarza nam się pomylić w sprawie odjazdu pociągu np. wówczas, gdy zbyt pospiesznie przeczytaliśmy rozkład jazdy. To jednak nie dowodzi wcale, że mylimy się zawsze czy zazwyczaj.

Przykład świecy, który podaje sam Berkeley, można faktycznie potraktować jako przemawiający na rzecz realizmu w kwestii barw. Przypuszczenie, że barwy rzeczy lepiej ujawniają się w świetle dnia niż przy sztucznym oświetleniu świecy nie jest przecież arbitralne. Co więcej, mimo ogromnej różnicy w składzie widmowym i intensywności między światłem świecy a światłem słońca, niezwykłe jest to, że wyglądy barw nie zmieniają się aż tak bardzo (cytryny nadal wyglądają na żółte itd.). Zjawisko to jest nazywane stałością barw.

Wiele można by jeszcze powiedzieć o argumencie ze zmienności, który we współczesnej literaturze poświęconej barwom powraca w ulepszonej wersji. Zanim jednak poświęcimy mu więcej uwagi, rozważmy najpierw inne argumenty Berkeleya.

Argument z mikroskopów

Berkeley zachęca nas, abyśmy rozważyli, jak wyglądają rzeczy pod wynalezionym w jego czasach mikroskopem. To wspaniałe urządzenie, powiada Philonous, daje nam „bliższy i dokładniejszy  obraz” przedmiotów. Poza tym „mikroskop często odkrywa w przedmiocie barwy różne od tych, które postrzegamy nieuzbrojonym okiem”. Wyobraź sobie na przykład, że przyglądasz się uważniej pointylistycznemu obrazowi lub ekranowi telewizora, albo patrzysz przez szkło powiększające na barwną fotografię w czasopiśmie. Ponadto, przy odpowiednio dużym powiększeniu niektóre przedmioty wydają się pozbawione barw. Nawet jeśli argument z mikroskopów nie prowadzi aż do wniosku, że nic nie jest barwne, to sugeruje równie kłopotliwy wniosek, że w większości przypadków pozorna barwa przedmiotu nie jest jego barwą rzeczywistą. Cytryny mogą być wielobarwne lub pozbawione barw, ale nie są żółte.

Color and Color Perception David Hilbert zwrócił jednak uwagę, że dokładniejsza analiza argumentu z mikroskopów ujawnia pewien jego mankament. Oglądając drobne czerwone kropki w jasnych żółto-zielonych obszarach obrazu Seurata Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte, nie odkrywamy, że te pozornie zielone obszary są tak naprawdę czerwone. Widzimy raczej, że tak naprawdę są one złożone z czerwonych części. To odkrycie może być zaskakujące, ale nie dowodzi, że duże obszary nie są zielone. Aby dojść do takiego wniosku, musimy najpierw przyjąć coś w rodzaju następującej zasady: jeśli dana powierzchnia jest zielona, to każda jej część również jest zielona. A ta zasada jest daleka od oczywistości. Pomocne jest tu porównanie z gładkością. W Problemach filozofii Bertrand Russell stosuje argument z mikroskopów do przypadku struktury. Jak powiada, dla nieuzbrojonego oka stół wygląda na gładki. Jednak „patrząc na niego przez mikroskop, ujrzelibyśmy nierówności, wzgórza i doliny, oraz wszelkiego rodzaju różnice, gołym okiem niedostrzegalne. Który z nich jest stołem «rzeczywistym»?”. Nasuwająca się odpowiedź na pytanie Russella, jest taka, że oba są rzeczywistymi stołami. Dane dostarczane przez mikroskop na temat stołu nie kłócą się z danymi nieuzbrojonego oka. Jeśli bliżej przyjrzymy się stołowi, to okaże się, że gładka powierzchnia może być złożona z części, które same nie są gładkie. Odpowiedź na argument Berkeleya jest analogiczna.

Argument z innych gatunków

Niektóre zwierzęta, jak zauważa Philonous, również widzą barwy. „Czyż nie jest zatem rzeczą bardzo prawdopodobną”, pyta, „że te zwierzęta, u których budowa oka różna jest od naszej i których ciała zawierają inne substancje, nie widzą takich samych barw w przedmiotach, jakie my widzimy?”. Na podstawie tego „bardzo prawdopodobnego” założenia dochodzi on do wniosku, że „wszystkie barwy są w równej mierze pozorne i że żadna z tych, które postrzegamy, nie tkwi realnie w przedmiocie zewnętrznym”.

Założenie Philonousa jest poprawne. Zdolność do widzenia barw jest często spotykana wśród ssaków, ryb, ptaków, gadów, a nawet owadów. Najprawdopodobniej wiele z tych zwierząt nie widzi tych samych barw, co my. Ich chromatyczne fotoreceptory są często inaczej dostrojone i różnią się pod względem liczby: ptaki są na ogół tetrachromatami, posiadającymi cztery receptory, natomiast większość ssaków to diachromaty z dwoma receptorami. Wiele gatunków, w tym trójchromatyczna pszczoła miodna, posiadają rodzaj fotoreceptora wrażliwy na barwę zbliżoną do ultrafioletowej i nie należącą do widzialnego spektrum.

Jednakże Philonous myli się, sądząc że widzenie barw przez inne zwierzęta stanowi problem dla realizmu. Weźmy pszczołę miodną. Pierwsza przesłanka Philonousa to jego „bardzo prawdopodobne” założenie: na przykład kwiaty mają inną barwę dla pszczół niż dla ludzi. Druga, domyślna przesłanka brzmi: albo zarówno pszczoły, jak i ludzie postrzegają prawdziwe barwy kwiatów, albo prawdziwych barw nie postrzegają ani pszczoły, ani ludzie. Druga przesłanka z pewnością brzmi wiarygodnie: nie ma żadnych podstaw, aby przyjąć że ludzie widzą prawdziwe barwy przedmiotów, natomiast wszystkie inne gatunki postrzegają je błędnie.

Okazuje się jednak, że te dwie przesłanki nie wystarczą do wyciągnięcia upragnionego przez Philonousa wniosku, że „wszystkie barwy są w równej mierze pozorne”, tak że ani pszczoły, ani ludzie nie postrzegają prawdziwych barw kwiatów. Być może bowiem zarówno pszczoły, jak ludzie postrzegają prawdziwe barwy kwiatów. Aby wykluczyć tę ewentualność, Philonous musi założyć, że kwiaty nie mogą mieć zarazem barw „pszczelich” i „ludzkich”. Dlaczego jednak mielibyśmy to wykluczać? Uważamy, że pewne barwy wykluczają inne: niebieskie kwiaty przetacznika nie są zarazem żółte. Powodem jest jednak przypuszczalnie to, że możemy zobaczyć, iż pewne rzeczy są żółte: jeśli kwiaty przetacznika są zarówno żółte, jak niebieskie, to dlaczego tak nie wyglądają? Natomiast pszczelich barw w ogóle nie jesteśmy w stanie widzieć. Nie ma więc wyraźnej racji, aby wykluczyć, że niebieskie kwiaty przetacznika mają inne, widzialne tylko dla pszczół barwy.

Idea „barw niewidzialnych dla ludzi” może budzić zdziwienie. Załóżmy, że na podstawie podobieństwa uporządkujemy wszystkie (ludzkie) barwy w jedną ze znanych brył barw – np. w dwa stożki stykające się podstawami – z odcieniami czerwieni, żółci, zieleni i niebieskości biegnącymi wokół przez jej środek, bielą na górnym wierzchołku, a czernią na dolnym. Jak można by tu zmieścić dodatkową barwę? A jeśli tzw. „pszczela barwa” nie jest powiązana z ludzkimi barwami relacją podobieństwa – jeśli nie znajduje się w ogóle na bryle barw – to na jakiej podstawie uważać ją za barwę?

To dobre pytania, ale ich postawienie wcale nie ułatwia sprawy Philonousowi. Jeżeli pszczoły nie widzą barw, lecz wykrywają jakiś inny rodzaj własności kwiatów, to argumentu z innych gatunków nie da się w ogóle sformułować.

Ostatnie dwa argumenty Berkeleya borykają się więc z poważnymi trudnościami. Zanim powrócimy do jego argumentu ze zmienności, przyjrzyjmy się jeszcze jednemu argumentowi przeciwko realizmowi w kwestii barw argumentowi, który historycznie wywarł największy wpływ.

Berkeley uważał się za obrońcę zdrowego rozsądku i stał na stanowisku, że śnieg jest biały, a cytryny są żółte. Inne stanowisko w kwestii barw zajęli Galileusz, Kartezjusz, Newton i Locke: nowożytna nauka, jak argumentowali, dowiodła, że śnieg nie jest biały, a cytryny nie są żółte. Według Locke’a, biel nie znajduje się w śniegu bardziej niż „choroba lub ból w mannie” [manna to osiemnastowieczny środek przeczyszczający – A.B.]”.

Uważano, że nauka podaje w wątpliwość nie tylko barwy. „Podstawową zasadą tej [nowoczesnej – M.I] filozofii”, pisał David Hume w Traktacie o naturze ludzkiej (powstałym 26 lat po Dialogach Berkeleya), „jest pogląd na barwy, dźwięki, smaki, zapachy, na ciepło i zimno; pogląd ten przyjmuje, że te jakości nie są niczym innym niż impresjami w umyśle”.

Na jakiej podstawie wyprowadzono ten wniosek? Według „nowoczesnej filozofii” Hume’a, śnieg i cytryny są złożone z małych, posiadających różne kształty, masywnych cząstek stałych czy korpuskuł, poruszających się i działających na siebie przez zderzenie. Tylko takie „własności pierwotne” ciał są potrzebne do wyjaśnienia interakcji śniegu i cytryn ze światłem, a także tego, dlaczego śnieżki, a nie cytryny, wywołują w nas „ideę bieli”. Inaczej mówiąc, nauka może wyjaśnić, dlaczego cytryny wyglądają na żółte bez potrzeby przyjmowania, że żółte. Hipoteza, że cytryny są żółte, jest po prostu zbędna.

Oczywiście siedemnastowieczna teoria mechanistyczna okazała się fałszywa – jej ograniczenia pokazało już odkrycie przez Newtona grawitacji, która działa na odległość, a nie przez miejscowe odpychanie i przyciąganie. Jednakże upadek mechanicyzmu nie osłabia w żaden sposób argumentu z nauki. Wprost przeciwnie, jedynie go wzmacnia, ponieważ współczesna nauka potrafi znacznie lepiej niż w czasach Galileusza czy Newtona wyjaśnić, dlaczego cytryny wyglądają na żółte. Obecnie bardzo dobrze rozumiemy te własności cytryn i podobnych im rzeczy, które odpowiadają za ich barwny wygląd. Możemy być niemal pewni, że da się adekwatnie wyjaśnić, dlaczego cytryny wyglądają na żółte, odwołując się wyłącznie do ich własności fizycznych i nie wspominając w ogóle o ich barwie.

Barwy jako moce

Argument z nauki milcząco zakłada, że żółć jest dodatkiem do naukowej listy własności cytryn. To dlatego hipoteza, że cytryny są żółte, jest rzekomo zbędna. Ale być może jest to założenie jest fałszywe: czy możemy znaleźć jakąś naukowo potwierdzoną cechę cytryn, którą można byłoby wiarygodnie uznać za bycie żółcią?

Kiedy ponownie zbadamy cechy, które, w świetle nauki, posiadają cytryny, to zauważymy, że oprócz „własności pierwotnych” – takich jak masywność i kształt – posiadają one również zdolność do oddziaływania w pewien sposób na ludzi. Cytryny wywołują ludzkie doświadczenia żółci, a zatem mają moc czy dyspozycję do wyglądania żółto – jest to przykład własności wtórnej. Podobnie jak kruche szkło posiada dyspozycję do pęknięcia pod wpływem uderzenia, cytryna ma dyspozycję do wyglądania żółto dla normalnych ludzi w świetle dnia. Co więcej, tak jak szkło może być kruche, nawet jeśli nigdy nie zostało i nie zostanie uderzone, cytryna może posiadać dyspozycję do wyglądania żółto, nawet jeśli nikt nigdy na nią nie patrzy. Dlaczego więc nie utożsamić żółci z tą własnością wtórną – z mocą wywoływania doświadczeń żółci w świetle dnia? Chociaż ta teoria barwy jako własności wtórnej uzależnia barwy rzeczy od ludzkich doświadczeń, pozostaje ona wersją realizmu w kwestii barw. W jej świetle, cytryny żółte i pozostają takie nawet za zamkniętymi drzwiami lodówki.

Ten pogląd, mający różne odmiany, zyskał sporą popularność wśród filozofów. Natrafia on jednak na kilka zarzutów. Wyobraźmy sobie np. mityczne zwierzę wymyślone przez filozofa Marka Johnstona: nieśmiałego, ale czujnego kameleona, który zazwyczaj jest zielony, ale natychmiast cały się rumieni, gdy na niego spojrzeć. Gdyby ów kameleon znajdował się teraz przed nami, to po prostu wyglądałby czerwono. Nawet gdy nikt na niego nie patrzy, posiada on dyspozycję do wyglądania dla ludzi czerwono w świetle dnia. Z tego względu teoria barwy jako własności wtórnej w sposób niepoprawny przewiduje, że nieśmiały kameleon jest czerwony nawet wówczas, gdy nikt na niego nie patrzy.

Barwy jako sposoby zmieniania światła

Przypuśćmy, że ta wersja realizmu w kwestii barwy, która uznaje ją za własność wtórną nie jest w stanie poradzić sobie ze wspomnianym zarzutem. Przy odrobinie wyobraźni możemy mimo to wymyślić inną odpowiedź na argument z nauki. Przypomnijmy, że do poglądu, iż barwa nie jest własnością wtórną doprowadziła nas śmiała teza, że żółć cytryny już wcześniej znajdowała się na sporządzonej przez naukowca liście jej cech. Z tej listy wybraliśmy dyspozycję cytryny do wyglądania żółto, możliwe jednak, że istnieje jakaś lepsza opcja – być może barwa jest chemicznym składem powierzchni cytryny albo szczególnym sposobem, w jaki wybiórczo odbija ona i pochłania światło. Czy jedna z tych własności mogłaby być żółcią?

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku australijski filozof J.J.C. Smart udzielił twierdzącej odpowiedzi na to pytanie, a jego kontynuatorzy dokładniej opracowali ten pogląd. Zapewne najbardziej naturalnym fizycznym kandydatem do bycia żółcią jest nie tyle skład chemiczny cytryny (odmienny w wypadku innych rzeczy o żółtym wyglądzie), ile zdolność do odbijania światła o pewnych długościach fali i pochłaniania innych – „charakterystyczny sposób, w jaki przedmiot zmienia światło”, jak to ujął filozof Jonathan Westphal. Na odpowiednio ogólnym poziomie opisu, cytryny, banany i inne żółte przedmioty zmieniają padające światło w taki sam sposób. Ta koncepcja barw dobrze współgra z podstawowymi faktami dotyczącymi widzenie barw. Wiemy z grubsza, jak system wzrokowy może uzyskać taką informację o odległych przedmiotach oraz jakie korzyści przystosowawcze mogłyby płynąć z posiadania tego rodzaju informacji. Nieśmiały, ale czujny kameleon okazuje się, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, zielony. Ponadto pogląd ten implikuje, że wiele barw pozostaje niewidzialnych dla ludzi. Jest w nim miejsce na barwy pszczele, ponieważ istnieje nieskończenie wiele sposobów zmieniania światła, na które ludzie nie są w ogóle wrażliwi.

W (nieco zmodyfikowanej) terminologii siedemnastowiecznej, omawiany pogląd identyfikuje barwy z własnościami pierwotnymi. Nie zdziwi nas zapewne, że mimo wielu zalet, koncepcja odwołująca się do własności pierwotnych staje przed kilkoma poważnymi trudnościami. Jedną z nich jest nowa wersja Berkeleyowskiego argumentu ze zmienności.

Ponowny rzut oka na argument ze zmienności

Nowa wersja argumentu ze zmienności pojawiła się w książce C.L. Hardina Color for Philosophers, która znacznie przyczyniła się do odnowienia wśród filozofów zainteresowania barwami – po części dlatego, że zaznajomiła filozofów z podstawami nauki o barwach.

Hardinowska wersja argumentu Berkeleya ze zmienności odwołuje się do ważnej cechy barw, o której jeszcze nie wspomnieliśmy. Wszyscy wiemy, że pomarańczowa farba powstaje w wyniku połączenia farby żółtej z czerwoną; podobnie zielona farba powstaje z połączenia żółtej z niebieską. Jednakże owe fakty dotyczące łączenia barwników nie mają dokładnego odpowiednika w tym, jak barwy wyglądają. Pomarańczowość wygląda jak połączenie żółci z czerwienią: każdy odcień pomarańczowości jest albo odcieniem żółtawej czerwieni, albo czerwonawej żółci. Jednakże zieleń nie wygląda jak połączenie żółci z niebieskością: odcienie zieleni nie są odcieniami niebieskawej żółci ani żółtawej niebieskości. (W istocie nic nie jest niebieskawo-żółte lub żółtawo-niebieskie). Jest natomiast tak, że każdy odcień zieleni jest albo żółtawo-zielony, albo niebieskawo- zielony – z jednym interesującym wyjątkiem. Istnieje odcień zieleni, który wcale nie jest ani żółtawy, ani niebieskawy – ten odcień nazywa się właściwą zielenią, a zieleń nazywa się właściwym odcieniem. Dla porównania, nie istnieje odcień pomarańczowości, który nie jest żółtawy lub czerwonawy – pomarańczowość jest odcieniem binarnym. Pomiar tego, czy coś przedstawia się komuś jako właściwa zieleń, jest stosunkowo łatwy i argument Hardina wykorzystuje ten fakt.

Okazuje się, że ludzie, którzy prawidłowo widzą barwy, klasyfikują odmienne bodźce jako właściwą zieleń, a rozbieżność zdań jest zaskakująco duża. Wynika ona częściowo z różnic pigmentacji nośników optycznych w oku, a częściowo z różnic we wrażliwych na światło barwnikach wewnątrz czopków. Wyobraź sobie, powiada Hardin, że wraz ze znajomym patrzycie na układ żetonów, które wydają się mieć różne odcienie zieleni: „Jeden z nich byłby twoim przemyślanym wyborem właściwej zieleni. Twój znajomy mógłby dokonać innego wyboru. Skoro tak, to który żeton jest we właściwym sensie zielony?” Przypuszczalnie nie mogą nim być oba. Wydaje się jednak, że nie istnieje niearbitralna podstawa, aby powiedzieć, że ty masz rację, a twój znajomy się myli, albo odwrotnie. (Właśnie w tym punkcie Hardinowska wersja argumentu ze zmienności jest lepsza od Berkeleyowskiej). Ponieważ co najwyżej jeden z żetonów jest we właściwym sensie zielony, a zachodzi między nimi symetria, to musimy powiedzieć, że żaden nie jest we właściwym sensie zielony. A w takim razie trudno uniknąć wniosku, że nic nie jest barwne. Cytryny wytwarzają w nas doświadczenia żółtego i na tym sprawa się kończy – sama cytryna jest pozbawiona barwy.

Niezgoda w filozofii

Pozostawmy ten poprawiony argument ze zmienności bez odpowiedzi. Realizm w kwestii barw doczekał się pasjonującej literatury specjalistycznej, w której trudno doszukać się oznak jednomyślności.

Brak zgody w filozofii nie jest jeszcze niepokojący; może on po prostu odzwierciedlać szczególną złożoność problemu. Może on być jednak również objawem głębszego marazmu. Być może rozwiązanie jest trudno osiągalne, ponieważ dyskutanci nie znajdują wspólnego języka, podobnie jak nowojorczyk i londyńczyk spierający się o to, czy określone gorzkie warzywo „naprawdę jest” cykorią. Jeśli tak, to na pozór doniosłe spory na temat zjawiska i rzeczywistości okazują się tylko nieszkodliwymi sprzeczkami o słowa. Na szczęście dla filozofii, powyższy pogląd nie jest szczególnie przekonujący. Jeśli kłócimy się o to, czy pociąg odjeżdża o siedemnastej, to jest to autentyczna różnica zdań w kwestii (niewielkiego) fragmentu rzeczywistości; dlaczego spór o to, czy przedmioty są barwne, miałby mieć inny charakter?

Kolejna odpowiedź jest taka, że spór ten można rozstrzygnąć na korzyść realisty, i to bez zbytniego zagłębiania się w szczegóły empiryczne. Być może zaprzeczając, że cytryny są żółte, złamalibyśmy reguły naszego języka – taki pogląd przypisuje się Wittgensteinowi. A może jest tak, że zwolennik świata pozbawionego barw, aby w ogóle sformułować swoje stanowisko, musi przyjąć, że przedmioty są barwne, co spowodowałoby, że jego stanowisko samo by się zniosło – takiego poglądu bronił niedawno Barry Stroud w książce The Quest for Reality.

I wreszcie niewykluczone, że argument przeciwko realizmowi jest za mocny. Jak wspomniałem, stanowisko, że śnieg i cytryny nie mają barw w naturalny sposób łączy się ze stanowiskiem, że nie są one również zimne ani kwaśne. A – jak zauważył Berkeley – zapewne nowożytna filozofia nie może na tym skończyć. Właściwie doprecyzowana wersja argumentu z nauki mogłaby dowieść, że wszystkie pozorne własności śniegu i cytryn, w tym ich pozorne kształty i ruchy są, by posłużyć się zwrotem Berkeleya, „złudną grą wyobraźni”. W ten sposób doprowadzilibyśmy ów argument do parmenidejskiej skrajności: nie istnieją ani śnieżki, ani cytryny, ani nawet ludzie, a jedynie ogromna jedenastowymiarowa bryła superstrun. Pociągi też nie istnieją.

Przełożył Marcin Iwanicki

Is Snow White? And Other Questions about Appearance and Reality, “Boston Review” 3 kwietnia 2005. Przekład za zgodą Autora.


Alex Byrne – Profesor filozofii na MIT, współredaktor antologii Readings on Color (1997), Disjunctivism (2008) oraz The Norton Introduction to Philosophy (2015). Prowadzi kurs internetowy Philosophy: Minds and Machines na platformie edX. Strona internetowa > tutaj.


Warto doczytać

J. Locke, Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego, przeł. J. Gawecki, PWN 1955.
G. Berkeley, Trzy dialogi między Hylasem a Philonousem: przeciw sceptykom i ateistom, przeł. M. Filipczuk, Wydawnictwo Zielona Sowa 2006.
D. Hume, Traktat o naturze ludzkiej, przeł. C. Znamierowski, PWN 1963.
C. Hardin, Color for Philosophers: Unweaving the Rainbow, Hackett Publishing Company 1988.
J. Westphal, Colour: Some Philosophical Problems from Wittgenstein, Blackwell 1987.
B. Stroud, The Quest for Reality: Subjectivism & the Metaphysics of Colour, Oxford University Press 2002.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy