Artykuł Epistemologia

Czy śnieg jest biały, a cytryny są żółte?

Błędy się zdarzają. Czasem błędnie określamy godzinę przyjazdu pociągu, adres restauracji czy jutrzejszą pogodę. Mówiąc nieco wzniośle, rzeczywistość nie zawsze jest taka, jak się wydaje. Pocieszające jest to, że ta piana fałszu unosi się na rozległym morzu prawdy. Możemy się mylić co do godziny przyjazdu pociągu, ale wiemy, że pociągi istnieją, że niektóre z nich przyjeżdżają do Bostonu, że w Bostonie czasem pada śnieg, a także że śnieg jest zimny i biały. Czyżby?

R e k l a m a

Down­lo­ad (PDF, 1.19MB)


Nr 2 (14) / 2017 będzie poświę­co­ny per­cep­cji i uka­że się 26.04.2017. Bądź­cie czuj­ni. 


W przy­pły­wie filo­zo­ficz­ne­go nastro­ju mogli­by­śmy się zasta­na­wiać, czy błę­dy nie są znacz­nie częst­sze. Być może wszyst­kie nasze prze­ko­na­nia opar­te na per­cep­cji – jak to, że pocią­gi ist­nie­ją, że w Bosto­nie pada śnieg i że śnieg jest bia­ły – są błęd­ne.

Zjawiska a rzeczywistość

Według Par­me­ni­de­sa (któ­ry żył mniej wię­cej w tym samym cza­sie, co Sokra­tes), ten rodzaj glo­bal­ne­go błę­du jest wpi­sa­ny w natu­rę ludz­ką. Dokład­ny namysł nad cza­sow­ni­kiem „być”, twier­dził Par­me­ni­des, poka­zu­je, że rze­czy­wi­stość jest dosko­na­łą, nie­po­dziel­ną i wiecz­ną kulą. Zja­wi­ska zmia­ny, ruchu i wie­lo­ści – doj­rze­wa­nia wino­gron, poru­sza­nia się kóz itd. – są złu­dze­niem. Jak ujął to Par­me­ni­des, „nie ma nic ani nie będzie prócz tego, co jest, bo Moj­ra sku­ła je, by było całe i nie­zmien­ne. Nazwa­no je więc wszel­ki­mi imio­na­mi, jakie uło­ży­li śmier­tel­ni, wie­rząc, że są praw­dzi­we: powsta­wa­niem i ginię­ciem, ist­nie­niem i nie­ist­nie­niem, zmia­ną miej­sca i zmia­ną w jasną bar­wę” (frag­ment 299, przeł. J. Lang). (Przy­pusz­czal­nie sami śmier­tel­ni­cy rów­nież nie ist­nie­ją, co nada­je sta­no­wi­sku Par­me­ni­de­sa aurę para­dok­su).

Par­me­ni­des wprost wymie­nia przy­pi­sy­wa­nie rze­czom barw jako jeden z licz­nych błę­dów ludz­kich. I cho­ciaż mało któ­ry współ­cze­sny filo­zof jest tak śmia­ły (czy sza­lo­ny) jak Par­me­ni­des, wie­lu z nich popie­ra go w tej kwe­stii. Argu­men­ty wymie­rzo­ne w nasze potocz­ne prze­ko­na­nia na temat barw – jak to, że śnieg jest bia­ły, a cytry­ny są źół­te – nie są w filo­zo­fii niczym nowym. Więk­sze zasko­cze­nie budzi to, że wnio­sek, iż śnieg nie jest bia­ły, a cytry­ny nie są żół­te cie­szy się spo­rą popu­lar­no­ścią wśród naukow­ców zaj­mu­ją­cych się bar­wa­mi. Wystar­czy otwo­rzyć współ­cze­sny pod­ręcz­nik doty­czą­cy per­cep­cji, aby dowie­dzieć się, że bar­wy nie tkwią „w przed­mio­tach”, lecz sta­no­wią „wytwór mózgu”.

Realizm w kwe­stii barw to pogląd, że przed­mio­ty zazwy­czaj posia­da­ją takie bar­wy, jak nam się wyda­je: cytry­ny są żół­te, krew czer­wo­na, a śnieg bia­ły. Spór mię­dzy reali­sta­mi a ich filo­zo­ficz­ny­mi i nauko­wy­mi opo­nen­ta­mi jest cie­ka­wy sam w sobie, ale moż­na go rów­nież potrak­to­wać jako wpro­wa­dze­nie do ogól­niej­szych pro­ble­mów filo­zo­ficz­nych doty­czą­cych zja­wisk i rze­czy­wi­sto­ści.

Podstawy widzenia barw

Jeże­li śnieg jest bia­ły, to odkry­wa­my to za pomo­cą wyspe­cja­li­zo­wa­nych narzą­dów zmy­słu, jaki­mi są nasze oczy. Ary­sto­te­les uwa­żał, że per­cep­cja jest pro­ce­sem, za pośred­nic­twem któ­re­go uzy­sku­je­my „for­my zmy­sło­we [posia­da­ne przez cia­ło] bez jego mate­rii w podob­ny spo­sób, w jaki wosk przyj­mu­je znak sygne­tu bez zło­ta lub mosią­dzu” (O duszy 424a, przeł. P. Siwek). Według czę­ści komen­ta­to­rów Ary­sto­te­les twier­dzi, że kie­dy widzi­my śnieg, nasze oko przyj­mu­je postrze­gal­ną for­mę śnie­gu – ina­czej mówiąc, prze­zro­czy­sta gala­ret­ka oka fak­tycz­nie sta­je się bia­ła.

Zna­czą­cy postęp doko­nał się dużo póź­niej. Osiem­na­sto­wiecz­ni bada­cze wie­dzie­li, że wszyst­kie bar­wy moż­na uzy­skać mie­sza­jąc ze sobą w róż­nych pro­por­cjach świa­tła o trzech bar­wach pod­sta­wo­wych – zja­wi­sko to wyko­rzy­stu­je kolo­ro­wa tele­wi­zja. Ten „trój­chro­ma­tyzm” łącze­nia barw nie­któ­rzy uzna­li za wska­zu­ją­cy na ist­nie­nie trzech pod­sta­wo­wych rodza­jów świa­tła. Z dru­giej stro­ny, słyn­ne eks­pe­ry­men­ty New­to­na z uży­ciem pry­zma­tów pro­wa­dzo­ne w latach sześć­dzie­sią­tych wie­ku sie­dem­na­ste­go wska­zy­wa­ły, że odmia­ny świa­tła two­rzą kon­ti­nu­um.

Waż­ny prze­łom poję­cio­wy miał miej­sce na począt­ku wie­ku dzie­więt­na­ste­go. Tho­mas Young zdał sobie wów­czas spra­wę z tego, że dane doty­czą­ce łącze­nia barw moż­na wyja­śnić, o ile przyj­mie­my ist­nie­nie w oku trzech róż­nych rodza­jów recep­to­rów świa­tła, a nie trzy róż­ne rodza­je świa­tła. Jak to ujął psy­cho­log J. D. Mol­lon, poprzed­ni­cy Youn­ga popeł­ni­li „błąd kate­go­rial­ny”: wzię­li trój­chro­ma­tyzm za cechę świa­tła zamiast za wła­sność nasze­go sys­te­mu wzro­ko­we­go.

Obec­nie wie­my, że widze­nie barw prze­bie­ga mniej wię­cej nastę­pu­ją­co. Ludz­ka siat­ków­ka zawie­ra milio­ny foto­re­cep­to­rów nale­żą­cych do czte­rech rodza­jów: prę­ci­ków oraz trzech rodza­jów czop­ków. Prę­ci­ki są wraż­li­we na sła­be oświe­tle­nie i słu­żą głów­nie do widze­nia w nocy. Trzy rodza­je czop­ków są w odmien­ny spo­sób wraż­li­we na róż­ne czę­ści widzial­ne­go spek­trum – czy­li na świa­tło o dłu­go­ści fali od ok. 400 do 700 nano­me­trów (miliar­do­wych czę­ści metra). (Nawia­sem mówiąc, widzial­ne spek­trum jest małym ułam­kiem spek­trum elek­tro­ma­gne­tycz­ne­go: na przy­kład fale radio­we mają dłu­gość oko­ło 3 metrów). L-czop­ki są naj­bar­dziej wraż­li­we, tzn. naj­chęt­niej pochła­nia­ją świa­tło o więk­szej dłu­go­ści fali (bliż­sze żół­to-czer­wo­ne­go krań­ca spek­trum). M-czop­ki są naj­bar­dziej wraż­li­we na świa­tło o nie­co krót­szej dłu­go­ści fali, a S-czop­ki na świa­tło o znacz­nie krót­szej dłu­go­ści fali (nie­bie­sko-fio­le­to­wy kra­niec). („L”, „M” i „S” ozna­cza­ją „dłu­gą”, „śred­nią” i „krót­ką” dłu­gość fali). Na przy­kład L-czop­ki osią­ga­ją szczy­to­wą wraż­li­wość przy świe­tle o dłu­go­ści oko­ło 565 nm; takie świa­tło ma wygląd zie­lon­ka­wej żół­ci.

Kie­dy czo­pek zosta­je pobu­dzo­ny przez świa­tło, reagu­je w ten sam spo­sób nie­za­leż­nie od dłu­go­ści fali. Z więk­szym jed­nak praw­do­po­do­bień­stwem zare­agu­je na falę o dłu­go­ści zbli­żo­nej do jego naj­więk­szej wraż­li­wo­ści. Jeśli wie­my jedy­nie, że okre­ślo­ny czo­pek zare­ago­wał na świa­tło, to nasza wie­dza o dłu­go­ści fali jest zni­ko­ma. Jed­nak­że sys­tem wzro­ko­wy ma do dys­po­zy­cji znacz­nie wię­cej danych. Klu­czem do usta­le­nia dłu­go­ści fali, a zatem do widze­nia barw, jest moż­li­wość porów­na­nia przez mózg danych pocho­dzą­cych z róż­nych rodza­jów czop­ków. Na przy­kład poma­rań­czo­we świa­tło o dłu­go­ści 600 nm wywo­ła naj­sil­niej­szą reak­cję w L-czop­kach, znacz­nie mniej­szą w M-czop­kach i wła­ści­wie nie wywo­ła żad­nej w S-czop­kach. Nie­bie­skie świa­tło o dłu­go­ści 475 nm tak­że wywo­ła bar­dzo odmien­ne reak­cje w trzech rodza­jach czop­ków.

Oczy­wi­ście to dopie­ro począ­tek nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­ne­go opi­su. Nie padło jesz­cze pyta­nie o to, dla­cze­go spek­trum wyglą­da wła­śnie tak, a nie ina­czej. Dla­cze­go jawi się jako podzie­lo­ne na pasma, a nie cią­głe? Dla­cze­go odcie­nie czer­wie­ni wystę­pu­ją na obu jego krań­cach? Dla­cze­go ist­nie­ją bar­wy (na przy­kład wie­le fio­le­tów), któ­rych nie ma w spek­trum? I dla­cze­go błę­dem jest sądzić, że (powiedz­my) wszyst­kie wyglą­da­ją­ce żół­to przed­mio­ty odbi­ja­ją głów­nie świa­tło z żół­tej czę­ści spek­trum? Te pasjo­nu­ją­ce pyta­nia posia­da­ją skom­pli­ko­wa­ne odpo­wie­dzi, któ­re na razie pomi­nie­my, aby zająć się argu­men­ta­mi prze­ciw­ko reali­zmo­wi w kwe­stii barw.

Na począt­ku osiem­na­ste­go wie­ku Geo­r­ge Ber­ke­ley, angli­kań­ski biskup Cloy­ne w Irlan­dii, uwa­żał, że wszyst­kie przed­mio­ty mate­rial­ne – śnieg, cytry­ny, wzgó­rze Gol­go­ty itd. – są byta­mi psy­chicz­ny­mi, mia­no­wi­cie zbio­ra­mi „idei” ist­nie­ją­cych tyl­ko wte­dy, gdy są postrze­ga­ne. Według Ber­ke­leya, rze­czy­wi­stość skła­da się w cało­ści z umy­słów skoń­czo­nych, umy­słu boskie­go oraz posia­da­nych przez nie idei. Ten pogląd nazy­wa się ide­ali­zmem.

Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że idea cytry­ny jest zale­d­wie namiast­ką praw­dzi­wej cytry­ny. Moż­na by więc sądzić, że jeśli rze­czy­wi­stość ma w cało­ści cha­rak­ter psy­chicz­ny, to cytry­ny nie ist­nie­ją – a zwłasz­cza nie ma żół­tych cytryn. Ber­ke­ley był inne­go zda­nia: uwa­żał, że nic nie stoi na prze­szko­dzie, aby zgod­nie ze zdro­wym roz­sąd­kiem twier­dzić, iż cytry­ny ist­nie­ją i są żół­te. W isto­cie chciał on uchro­nić prze­cięt­ną oso­bę od „prze­są­dów” takich lumi­na­rzy jak Gali­le­usz, Kar­te­zjusz, New­ton i Loc­ke. Wszy­scy ci filo­zo­fo­wie i ucze­ni sądzi­li, że nauka dowio­dła, iż rze­czy­wi­stość czę­sto odbie­ga od naszych wyobra­żeń – np. śnieg nie jest bia­ły, a cytry­ny nie są źół­te.

Pomiń­my jed­nak szcze­gó­ły ofi­cjal­ne­go poglą­du Ber­ke­leya, zgod­nie z któ­rym wpraw­dzie cytry­ny są żół­te, ale są żół­ty­mi ide­ami w naszych umy­słach (lub w umy­śle Boga). Zamiast tego może­my potrak­to­wać nie­któ­re kla­sycz­ne argu­men­ty poja­wia­ją­ce się w jego Trzech dia­lo­gach mię­dzy Hyla­sem a Phi­lo­no­usem (1713) jako pró­bę dowie­dze­nia – w zgo­dzie z Gali­le­uszem i spół­ką – że przed­mio­ty nie posia­da­ją barw, któ­re zda­ją się mieć. Śnieg nie jest bia­ły, ponie­waż bia­łość znaj­du­je jedy­nie „w umy­śle”. Tak rozu­mia­ne argu­men­ty Ber­ke­leya są – w róż­nych wer­sjach i po roz­ma­itych popraw­kach – przy­ta­cza­ne do dnia dzi­siej­sze­go.

Argument ze zmienności

Jed­nym z argu­men­tów Ber­ke­leya jest argu­ment ze zmien­no­ści. Repre­zen­tu­ją­cy Ber­ke­leya w Trzech dia­lo­gach Phi­lo­no­us („miło­śnik umy­słu”) zauwa­ża, że coś może się jawić jako mają­ce róż­ne bar­wy w zależ­no­ści od warun­ków „bez żad­nej oczy­wi­stej zmia­ny w samym przed­mio­cie”. Na przy­kład „ten sam przed­miot wyda­je się ina­czej zabar­wio­ny przy świe­tle świe­cy niż w bia­ły dzień”, a „wspa­nia­ła czer­wień i pur­pu­ra, któ­ry widzi­my w tych oto chmu­rach (…) po przy­bli­że­niu się nik­ną”. Sko­ro czer­wień i fio­let nie są „napraw­dę” w chmu­rach, dla­cze­go sądzić, że chmu­ry posia­da­ją w ogó­le jakąś bar­wę? W odpo­wie­dzi Hylas, prze­ciw­nik Phi­lo­no­usa, odróż­nia rze­czy­wi­stą bar­wę rze­czy od jej bar­wy pozor­nej. To praw­da, że nie­kie­dy przed­miot może się jawić jako posia­da­ją­cy bar­wę, któ­rej nie posia­da: w czer­wo­nym świe­tle ciem­ni foto­gra­ficz­nej ogó­rek będzie wyglą­dać na czar­ny, a nie na zie­lo­ny. To jed­nak dowo­dzi jedy­nie, że nie­kie­dy per­cep­cja nas zwo­dzi np. przy złym oświe­tle­niu lub gdy znaj­du­je­my się w dużej odle­gło­ści od obser­wo­wa­nej rze­czy. Nie dowo­dzi nato­miast, że nigdy nie widzi­my przed­mio­tów w ich praw­dzi­wych bar­wach. Podob­nie zda­rza nam się pomy­lić w spra­wie odjaz­du pocią­gu np. wów­czas, gdy zbyt pospiesz­nie prze­czy­ta­li­śmy roz­kład jaz­dy. To jed­nak nie dowo­dzi wca­le, że myli­my się zawsze czy zazwy­czaj.

Przy­kład świe­cy, któ­ry poda­je sam Ber­ke­ley, moż­na fak­tycz­nie potrak­to­wać jako prze­ma­wia­ją­cy na rzecz reali­zmu w kwe­stii barw. Przy­pusz­cze­nie, że bar­wy rze­czy lepiej ujaw­nia­ją się w świe­tle dnia niż przy sztucz­nym oświe­tle­niu świe­cy nie jest prze­cież arbi­tral­ne. Co wię­cej, mimo ogrom­nej róż­ni­cy w skła­dzie wid­mo­wym i inten­syw­no­ści mię­dzy świa­tłem świe­cy a świa­tłem słoń­ca, nie­zwy­kłe jest to, że wyglą­dy barw nie zmie­nia­ją się aż tak bar­dzo (cytry­ny nadal wyglą­da­ją na żół­te itd.). Zja­wi­sko to jest nazy­wa­ne sta­ło­ścią barw.

Wie­le moż­na by jesz­cze powie­dzieć o argu­men­cie ze zmien­no­ści, któ­ry we współ­cze­snej lite­ra­tu­rze poświę­co­nej bar­wom powra­ca w ulep­szo­nej wer­sji. Zanim jed­nak poświę­ci­my mu wię­cej uwa­gi, roz­waż­my naj­pierw inne argu­men­ty Ber­ke­leya.

Argument z mikroskopów

Ber­ke­ley zachę­ca nas, aby­śmy roz­wa­ży­li, jak wyglą­da­ją rze­czy pod wyna­le­zio­nym w jego cza­sach mikro­sko­pem. To wspa­nia­łe urzą­dze­nie, powia­da Phi­lo­no­us, daje nam „bliż­szy i dokład­niej­szy  obraz” przed­mio­tów. Poza tym „mikro­skop czę­sto odkry­wa w przed­mio­cie bar­wy róż­ne od tych, któ­re postrze­ga­my nie­uzbro­jo­nym okiem”. Wyobraź sobie na przy­kład, że przy­glą­dasz się uważ­niej poin­ty­li­stycz­ne­mu obra­zo­wi lub ekra­no­wi tele­wi­zo­ra, albo patrzysz przez szkło powięk­sza­ją­ce na barw­ną foto­gra­fię w cza­so­pi­śmie. Ponad­to, przy odpo­wied­nio dużym powięk­sze­niu nie­któ­re przed­mio­ty wyda­ją się pozba­wio­ne barw. Nawet jeśli argu­ment z mikro­sko­pów nie pro­wa­dzi aż do wnio­sku, że nic nie jest barw­ne, to suge­ru­je rów­nie kło­po­tli­wy wnio­sek, że w więk­szo­ści przy­pad­ków pozor­na bar­wa przed­mio­tu nie jest jego bar­wą rze­czy­wi­stą. Cytry­ny mogą być wie­lo­barw­ne lub pozba­wio­ne barw, ale nie są żół­te.

Color and Color Per­cep­tion David Hil­bert zwró­cił jed­nak uwa­gę, że dokład­niej­sza ana­li­za argu­men­tu z mikro­sko­pów ujaw­nia pewien jego man­ka­ment. Oglą­da­jąc drob­ne czer­wo­ne krop­ki w jasnych żół­to-zie­lo­nych obsza­rach obra­zu Seu­ra­ta Nie­dziel­ne popo­łu­dnie na wyspie Gran­de Jat­te, nie odkry­wa­my, że te pozor­nie zie­lo­ne obsza­ry są tak napraw­dę czer­wo­ne. Widzi­my raczej, że tak napraw­dę są one zło­żo­ne z czer­wo­nych czę­ści. To odkry­cie może być zaska­ku­ją­ce, ale nie dowo­dzi, że duże obsza­ry nie są zie­lo­ne. Aby dojść do takie­go wnio­sku, musi­my naj­pierw przy­jąć coś w rodza­ju nastę­pu­ją­cej zasa­dy: jeśli dana powierzch­nia jest zie­lo­na, to każ­da jej część rów­nież jest zie­lo­na. A ta zasa­da jest dale­ka od oczy­wi­sto­ści. Pomoc­ne jest tu porów­na­nie z gład­ko­ścią. W Pro­ble­mach filo­zo­fii Ber­trand Rus­sell sto­su­je argu­ment z mikro­sko­pów do przy­pad­ku struk­tu­ry. Jak powia­da, dla nie­uzbro­jo­ne­go oka stół wyglą­da na gład­ki. Jed­nak „patrząc na nie­go przez mikro­skop, ujrze­li­by­śmy nie­rów­no­ści, wzgó­rza i doli­ny, oraz wszel­kie­go rodza­ju róż­ni­ce, gołym okiem nie­do­strze­gal­ne. Któ­ry z nich jest sto­łem «rze­czy­wi­stym»?”. Nasu­wa­ją­ca się odpo­wiedź na pyta­nie Rus­sel­la, jest taka, że oba są rze­czy­wi­sty­mi sto­ła­mi. Dane dostar­cza­ne przez mikro­skop na temat sto­łu nie kłó­cą się z dany­mi nie­uzbro­jo­ne­go oka. Jeśli bli­żej przyj­rzy­my się sto­ło­wi, to oka­że się, że gład­ka powierzch­nia może być zło­żo­na z czę­ści, któ­re same nie są gład­kie. Odpo­wiedź na argu­ment Ber­ke­leya jest ana­lo­gicz­na.

Argument z innych gatunków

Nie­któ­re zwie­rzę­ta, jak zauwa­ża Phi­lo­no­us, rów­nież widzą bar­wy. „Czyż nie jest zatem rze­czą bar­dzo praw­do­po­dob­ną”, pyta, „że te zwie­rzę­ta, u któ­rych budo­wa oka róż­na jest od naszej i któ­rych cia­ła zawie­ra­ją inne sub­stan­cje, nie widzą takich samych barw w przed­mio­tach, jakie my widzi­my?”. Na pod­sta­wie tego „bar­dzo praw­do­po­dob­ne­go” zało­że­nia docho­dzi on do wnio­sku, że „wszyst­kie bar­wy są w rów­nej mie­rze pozor­ne i że żad­na z tych, któ­re postrze­ga­my, nie tkwi real­nie w przed­mio­cie zewnętrz­nym”.

Zało­że­nie Phi­lo­no­usa jest popraw­ne. Zdol­ność do widze­nia barw jest czę­sto spo­ty­ka­na wśród ssa­ków, ryb, pta­ków, gadów, a nawet owa­dów. Naj­praw­do­po­dob­niej wie­le z tych zwie­rząt nie widzi tych samych barw, co my. Ich chro­ma­tycz­ne foto­re­cep­to­ry są czę­sto ina­czej dostro­jo­ne i róż­nią się pod wzglę­dem licz­by: pta­ki są na ogół tetra­chro­ma­ta­mi, posia­da­ją­cy­mi czte­ry recep­to­ry, nato­miast więk­szość ssa­ków to dia­chro­ma­ty z dwo­ma recep­to­ra­mi. Wie­le gatun­ków, w tym trój­chro­ma­tycz­na psz­czo­ła miod­na, posia­da­ją rodzaj foto­re­cep­to­ra wraż­li­wy na bar­wę zbli­żo­ną do ultra­fio­le­to­wej i nie nale­żą­cą do widzial­ne­go spek­trum.

Jed­nak­że Phi­lo­no­us myli się, sądząc że widze­nie barw przez inne zwie­rzę­ta sta­no­wi pro­blem dla reali­zmu. Weź­my psz­czo­łę miod­ną. Pierw­sza prze­słan­ka Phi­lo­no­usa to jego „bar­dzo praw­do­po­dob­ne” zało­że­nie: na przy­kład kwia­ty mają inną bar­wę dla psz­czół niż dla ludzi. Dru­ga, domyśl­na prze­słan­ka brzmi: albo zarów­no psz­czo­ły, jak i ludzie postrze­ga­ją praw­dzi­we bar­wy kwia­tów, albo praw­dzi­wych barw nie postrze­ga­ją ani psz­czo­ły, ani ludzie. Dru­ga prze­słan­ka z pew­no­ścią brzmi wia­ry­god­nie: nie ma żad­nych pod­staw, aby przy­jąć że ludzie widzą praw­dzi­we bar­wy przed­mio­tów, nato­miast wszyst­kie inne gatun­ki postrze­ga­ją je błęd­nie.

Oka­zu­je się jed­nak, że te dwie prze­słan­ki nie wystar­czą do wycią­gnię­cia upra­gnio­ne­go przez Phi­lo­no­usa wnio­sku, że „wszyst­kie bar­wy są w rów­nej mie­rze pozor­ne”, tak że ani psz­czo­ły, ani ludzie nie postrze­ga­ją praw­dzi­wych barw kwia­tów. Być może bowiem zarów­no psz­czo­ły, jak ludzie postrze­ga­ją praw­dzi­we bar­wy kwia­tów. Aby wyklu­czyć tę ewen­tu­al­ność, Phi­lo­no­us musi zało­żyć, że kwia­ty nie mogą mieć zara­zem barw „psz­cze­lich” i „ludz­kich”. Dla­cze­go jed­nak mie­li­by­śmy to wyklu­czać? Uwa­ża­my, że pew­ne bar­wy wyklu­cza­ją inne: nie­bie­skie kwia­ty prze­tacz­ni­ka nie są zara­zem żół­te. Powo­dem jest jed­nak przy­pusz­czal­nie to, że może­my zoba­czyć, iż pew­ne rze­czy są żół­te: jeśli kwia­ty prze­tacz­ni­ka są zarów­no żół­te, jak nie­bie­skie, to dla­cze­go tak nie wyglą­da­ją? Nato­miast psz­cze­lich barw w ogó­le nie jeste­śmy w sta­nie widzieć. Nie ma więc wyraź­nej racji, aby wyklu­czyć, że nie­bie­skie kwia­ty prze­tacz­ni­ka mają inne, widzial­ne tyl­ko dla psz­czół bar­wy.

Idea „barw nie­wi­dzial­nych dla ludzi” może budzić zdzi­wie­nie. Załóż­my, że na pod­sta­wie podo­bień­stwa upo­rząd­ku­je­my wszyst­kie (ludz­kie) bar­wy w jed­ną ze zna­nych brył barw – np. w dwa stoż­ki sty­ka­ją­ce się pod­sta­wa­mi – z odcie­nia­mi czer­wie­ni, żół­ci, zie­le­ni i nie­bie­sko­ści bie­gną­cy­mi wokół przez jej śro­dek, bie­lą na gór­nym wierz­choł­ku, a czer­nią na dol­nym. Jak moż­na by tu zmie­ścić dodat­ko­wą bar­wę? A jeśli tzw. „psz­cze­la bar­wa” nie jest powią­za­na z ludz­ki­mi bar­wa­mi rela­cją podo­bień­stwa – jeśli nie znaj­du­je się w ogó­le na bry­le barw – to na jakiej pod­sta­wie uwa­żać ją za bar­wę?

To dobre pyta­nia, ale ich posta­wie­nie wca­le nie uła­twia spra­wy Phi­lo­no­uso­wi. Jeże­li psz­czo­ły nie widzą barw, lecz wykry­wa­ją jakiś inny rodzaj wła­sno­ści kwia­tów, to argu­men­tu z innych gatun­ków nie da się w ogó­le sfor­mu­ło­wać.

Ostat­nie dwa argu­men­ty Ber­ke­leya bory­ka­ją się więc z poważ­ny­mi trud­no­ścia­mi. Zanim powró­ci­my do jego argu­men­tu ze zmien­no­ści, przyj­rzyj­my się jesz­cze jed­ne­mu argu­men­to­wi prze­ciw­ko reali­zmo­wi w kwe­stii barw argu­men­to­wi, któ­ry histo­rycz­nie wywarł naj­więk­szy wpływ.

Ber­ke­ley uwa­żał się za obroń­cę zdro­we­go roz­sąd­ku i stał na sta­no­wi­sku, że śnieg jest bia­ły, a cytry­ny są żół­te. Inne sta­no­wi­sko w kwe­stii barw zaję­li Gali­le­usz, Kar­te­zjusz, New­ton i Loc­ke: nowo­żyt­na nauka, jak argu­men­to­wa­li, dowio­dła, że śnieg nie jest bia­ły, a cytry­ny nie są żół­te. Według Locke’a, biel nie znaj­du­je się w śnie­gu bar­dziej niż „cho­ro­ba lub ból w man­nie” [man­na to osiem­na­sto­wiecz­ny śro­dek prze­czysz­cza­ją­cy – A.B.]”.

Uwa­ża­no, że nauka poda­je w wąt­pli­wość nie tyl­ko bar­wy. „Pod­sta­wo­wą zasa­dą tej [nowo­cze­snej – M.I] filo­zo­fii”, pisał David Hume w Trak­ta­cie o natu­rze ludz­kiej (powsta­łym 26 lat po Dia­lo­gach Ber­ke­leya), „jest pogląd na bar­wy, dźwię­ki, sma­ki, zapa­chy, na cie­pło i zim­no; pogląd ten przyj­mu­je, że te jako­ści nie są niczym innym niż impre­sja­mi w umy­śle”.

Na jakiej pod­sta­wie wypro­wa­dzo­no ten wnio­sek? Według „nowo­cze­snej filo­zo­fii” Hume’a, śnieg i cytry­ny są zło­żo­ne z małych, posia­da­ją­cych róż­ne kształ­ty, masyw­nych czą­stek sta­łych czy kor­pu­skuł, poru­sza­ją­cych się i dzia­ła­ją­cych na sie­bie przez zde­rze­nie. Tyl­ko takie „wła­sno­ści pier­wot­ne” ciał są potrzeb­ne do wyja­śnie­nia inte­rak­cji śnie­gu i cytryn ze świa­tłem, a tak­że tego, dla­cze­go śnież­ki, a nie cytry­ny, wywo­łu­ją w nas „ideę bie­li”. Ina­czej mówiąc, nauka może wyja­śnić, dla­cze­go cytry­ny wyglą­da­ją na żół­te bez potrze­by przyj­mo­wa­nia, że żół­te. Hipo­te­za, że cytry­ny są żół­te, jest po pro­stu zbęd­na.

Oczy­wi­ście sie­dem­na­sto­wiecz­na teo­ria mecha­ni­stycz­na oka­za­ła się fał­szy­wa – jej ogra­ni­cze­nia poka­za­ło już odkry­cie przez New­to­na gra­wi­ta­cji, któ­ra dzia­ła na odle­głość, a nie przez miej­sco­we odpy­cha­nie i przy­cią­ga­nie. Jed­nak­że upa­dek mecha­ni­cy­zmu nie osła­bia w żaden spo­sób argu­men­tu z nauki. Wprost prze­ciw­nie, jedy­nie go wzmac­nia, ponie­waż współ­cze­sna nauka potra­fi znacz­nie lepiej niż w cza­sach Gali­le­usza czy New­to­na wyja­śnić, dla­cze­go cytry­ny wyglą­da­ją na żół­te. Obec­nie bar­dzo dobrze rozu­mie­my te wła­sno­ści cytryn i podob­nych im rze­czy, któ­re odpo­wia­da­ją za ich barw­ny wygląd. Może­my być nie­mal pew­ni, że da się ade­kwat­nie wyja­śnić, dla­cze­go cytry­ny wyglą­da­ją na żół­te, odwo­łu­jąc się wyłącz­nie do ich wła­sno­ści fizycz­nych i nie wspo­mi­na­jąc w ogó­le o ich bar­wie.

Barwy jako moce

Argu­ment z nauki mil­czą­co zakła­da, że żółć jest dodat­kiem do nauko­wej listy wła­sno­ści cytryn. To dla­te­go hipo­te­za, że cytry­ny są żół­te, jest rze­ko­mo zbęd­na. Ale być może jest to zało­że­nie jest fał­szy­we: czy może­my zna­leźć jakąś nauko­wo potwier­dzo­ną cechę cytryn, któ­rą moż­na było­by wia­ry­god­nie uznać za bycie żół­cią?

Kie­dy ponow­nie zba­da­my cechy, któ­re, w świe­tle nauki, posia­da­ją cytry­ny, to zauwa­ży­my, że oprócz „wła­sno­ści pier­wot­nych” – takich jak masyw­ność i kształt – posia­da­ją one rów­nież zdol­ność do oddzia­ły­wa­nia w pewien spo­sób na ludzi. Cytry­ny wywo­łu­ją ludz­kie doświad­cze­nia żół­ci, a zatem mają moc czy dys­po­zy­cję do wyglą­da­nia żół­to – jest to przy­kład wła­sno­ści wtór­nej. Podob­nie jak kru­che szkło posia­da dys­po­zy­cję do pęk­nię­cia pod wpły­wem ude­rze­nia, cytry­na ma dys­po­zy­cję do wyglą­da­nia żół­to dla nor­mal­nych ludzi w świe­tle dnia. Co wię­cej, tak jak szkło może być kru­che, nawet jeśli nigdy nie zosta­ło i nie zosta­nie ude­rzo­ne, cytry­na może posia­dać dys­po­zy­cję do wyglą­da­nia żół­to, nawet jeśli nikt nigdy na nią nie patrzy. Dla­cze­go więc nie utoż­sa­mić żół­ci z tą wła­sno­ścią wtór­ną – z mocą wywo­ły­wa­nia doświad­czeń żół­ci w świe­tle dnia? Cho­ciaż ta teo­ria bar­wy jako wła­sno­ści wtór­nej uza­leż­nia bar­wy rze­czy od ludz­kich doświad­czeń, pozo­sta­je ona wer­sją reali­zmu w kwe­stii barw. W jej świe­tle, cytry­ny żół­te i pozo­sta­ją takie nawet za zamknię­ty­mi drzwia­mi lodów­ki.

Ten pogląd, mają­cy róż­ne odmia­ny, zyskał spo­rą popu­lar­ność wśród filo­zo­fów. Natra­fia on jed­nak na kil­ka zarzu­tów. Wyobraź­my sobie np. mitycz­ne zwie­rzę wymy­ślo­ne przez filo­zo­fa Mar­ka John­sto­na: nie­śmia­łe­go, ale czuj­ne­go kame­le­ona, któ­ry zazwy­czaj jest zie­lo­ny, ale natych­miast cały się rumie­ni, gdy na nie­go spoj­rzeć. Gdy­by ów kame­le­on znaj­do­wał się teraz przed nami, to po pro­stu wyglą­dał­by czer­wo­no. Nawet gdy nikt na nie­go nie patrzy, posia­da on dys­po­zy­cję do wyglą­da­nia dla ludzi czer­wo­no w świe­tle dnia. Z tego wzglę­du teo­ria bar­wy jako wła­sno­ści wtór­nej w spo­sób nie­po­praw­ny prze­wi­du­je, że nie­śmia­ły kame­le­on jest czer­wo­ny nawet wów­czas, gdy nikt na nie­go nie patrzy.

Barwy jako sposoby zmieniania światła

Przy­pu­ść­my, że ta wer­sja reali­zmu w kwe­stii bar­wy, któ­ra uzna­je ją za wła­sność wtór­ną nie jest w sta­nie pora­dzić sobie ze wspo­mnia­nym zarzu­tem. Przy odro­bi­nie wyobraź­ni może­my mimo to wymy­ślić inną odpo­wiedź na argu­ment z nauki. Przy­po­mnij­my, że do poglą­du, iż bar­wa nie jest wła­sno­ścią wtór­ną dopro­wa­dzi­ła nas śmia­ła teza, że żółć cytry­ny już wcze­śniej znaj­do­wa­ła się na spo­rzą­dzo­nej przez naukow­ca liście jej cech. Z tej listy wybra­li­śmy dys­po­zy­cję cytry­ny do wyglą­da­nia żół­to, moż­li­we jed­nak, że ist­nie­je jakaś lep­sza opcja – być może bar­wa jest che­micz­nym skła­dem powierzch­ni cytry­ny albo szcze­gól­nym spo­so­bem, w jaki wybiór­czo odbi­ja ona i pochła­nia świa­tło. Czy jed­na z tych wła­sno­ści mogła­by być żół­cią?

W latach sześć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku austra­lij­ski filo­zof J.J.C. Smart udzie­lił twier­dzą­cej odpo­wie­dzi na to pyta­nie, a jego kon­ty­nu­ato­rzy dokład­niej opra­co­wa­li ten pogląd. Zapew­ne naj­bar­dziej natu­ral­nym fizycz­nym kan­dy­da­tem do bycia żół­cią jest nie tyle skład che­micz­ny cytry­ny (odmien­ny w wypad­ku innych rze­czy o żół­tym wyglą­dzie), ile zdol­ność do odbi­ja­nia świa­tła o pew­nych dłu­go­ściach fali i pochła­nia­nia innych – „cha­rak­te­ry­stycz­ny spo­sób, w jaki przed­miot zmie­nia świa­tło”, jak to ujął filo­zof Jona­than West­phal. Na odpo­wied­nio ogól­nym pozio­mie opi­su, cytry­ny, bana­ny i inne żół­te przed­mio­ty zmie­nia­ją pada­ją­ce świa­tło w taki sam spo­sób. Ta kon­cep­cja barw dobrze współ­gra z pod­sta­wo­wy­mi fak­ta­mi doty­czą­cy­mi widze­nie barw. Wie­my z grub­sza, jak sys­tem wzro­ko­wy może uzy­skać taką infor­ma­cję o odle­głych przed­mio­tach oraz jakie korzy­ści przy­sto­so­waw­cze mogły­by pły­nąć z posia­da­nia tego rodza­ju infor­ma­cji. Nie­śmia­ły, ale czuj­ny kame­le­on oka­zu­je się, zgod­nie z naszy­mi ocze­ki­wa­nia­mi, zie­lo­ny. Ponad­to pogląd ten impli­ku­je, że wie­le barw pozo­sta­je nie­wi­dzial­nych dla ludzi. Jest w nim miej­sce na bar­wy psz­cze­le, ponie­waż ist­nie­je nie­skoń­cze­nie wie­le spo­so­bów zmie­nia­nia świa­tła, na któ­re ludzie nie są w ogó­le wraż­li­wi.

W (nie­co zmo­dy­fi­ko­wa­nej) ter­mi­no­lo­gii sie­dem­na­sto­wiecz­nej, oma­wia­ny pogląd iden­ty­fi­ku­je bar­wy z wła­sno­ścia­mi pier­wot­ny­mi. Nie zdzi­wi nas zapew­ne, że mimo wie­lu zalet, kon­cep­cja odwo­łu­ją­ca się do wła­sno­ści pier­wot­nych sta­je przed kil­ko­ma poważ­ny­mi trud­no­ścia­mi. Jed­ną z nich jest nowa wer­sja Ber­ke­ley­ow­skie­go argu­men­tu ze zmien­no­ści.

Ponowny rzut oka na argument ze zmienności

Nowa wer­sja argu­men­tu ze zmien­no­ści poja­wi­ła się w książ­ce C.L. Har­di­na Color for Phi­lo­so­phers, któ­ra znacz­nie przy­czy­ni­ła się do odno­wie­nia wśród filo­zo­fów zain­te­re­so­wa­nia bar­wa­mi — po czę­ści dla­te­go, że zazna­jo­mi­ła filo­zo­fów z pod­sta­wa­mi nauki o bar­wach.

Har­di­now­ska wer­sja argu­men­tu Ber­ke­leya ze zmien­no­ści odwo­łu­je się do waż­nej cechy barw, o któ­rej jesz­cze nie wspo­mnie­li­śmy. Wszy­scy wie­my, że poma­rań­czo­wa far­ba powsta­je w wyni­ku połą­cze­nia far­by żół­tej z czer­wo­ną; podob­nie zie­lo­na far­ba powsta­je z połą­cze­nia żół­tej z nie­bie­ską. Jed­nak­że owe fak­ty doty­czą­ce łącze­nia barw­ni­ków nie mają dokład­ne­go odpo­wied­ni­ka w tym, jak bar­wy wyglą­da­ją. Poma­rań­czo­wość wyglą­da jak połą­cze­nie żół­ci z czer­wie­nią: każ­dy odcień poma­rań­czo­wo­ści jest albo odcie­niem żół­ta­wej czer­wie­ni, albo czer­wo­na­wej żół­ci. Jed­nak­że zie­leń nie wyglą­da jak połą­cze­nie żół­ci z nie­bie­sko­ścią: odcie­nie zie­le­ni nie są odcie­nia­mi nie­bie­ska­wej żół­ci ani żół­ta­wej nie­bie­sko­ści. (W isto­cie nic nie jest nie­bie­ska­wo-żół­te lub żół­ta­wo-nie­bie­skie). Jest nato­miast tak, że każ­dy odcień zie­le­ni jest albo żół­ta­wo-zie­lo­ny, albo nie­bie­ska­wo- zie­lo­ny – z jed­nym inte­re­su­ją­cym wyjąt­kiem. Ist­nie­je odcień zie­le­ni, któ­ry wca­le nie jest ani żół­ta­wy, ani nie­bie­ska­wy – ten odcień nazy­wa się wła­ści­wą zie­le­nią, a zie­leń nazy­wa się wła­ści­wym odcie­niem. Dla porów­na­nia, nie ist­nie­je odcień poma­rań­czo­wo­ści, któ­ry nie jest żół­ta­wy lub czer­wo­na­wy – poma­rań­czo­wość jest odcie­niem binar­nym. Pomiar tego, czy coś przed­sta­wia się komuś jako wła­ści­wa zie­leń, jest sto­sun­ko­wo łatwy i argu­ment Har­di­na wyko­rzy­stu­je ten fakt.

Oka­zu­je się, że ludzie, któ­rzy pra­wi­dło­wo widzą bar­wy, kla­sy­fi­ku­ją odmien­ne bodź­ce jako wła­ści­wą zie­leń, a roz­bież­ność zdań jest zaska­ku­ją­co duża. Wyni­ka ona czę­ścio­wo z róż­nic pig­men­ta­cji nośni­ków optycz­nych w oku, a czę­ścio­wo z róż­nic we wraż­li­wych na świa­tło barw­ni­kach wewnątrz czop­ków. Wyobraź sobie, powia­da Har­din, że wraz ze zna­jo­mym patrzy­cie na układ żeto­nów, któ­re wyda­ją się mieć róż­ne odcie­nie zie­le­ni: „Jeden z nich był­by two­im prze­my­śla­nym wybo­rem wła­ści­wej zie­le­ni. Twój zna­jo­my mógł­by doko­nać inne­go wybo­ru. Sko­ro tak, to któ­ry żeton jest we wła­ści­wym sen­sie zie­lo­ny?” Przy­pusz­czal­nie nie mogą nim być oba. Wyda­je się jed­nak, że nie ist­nie­je nie­ar­bi­tral­na pod­sta­wa, aby powie­dzieć, że ty masz rację, a twój zna­jo­my się myli, albo odwrot­nie. (Wła­śnie w tym punk­cie Har­di­now­ska wer­sja argu­men­tu ze zmien­no­ści jest lep­sza od Ber­ke­ley­ow­skiej). Ponie­waż co naj­wy­żej jeden z żeto­nów jest we wła­ści­wym sen­sie zie­lo­ny, a zacho­dzi mię­dzy nimi syme­tria, to musi­my powie­dzieć, że żaden nie jest we wła­ści­wym sen­sie zie­lo­ny. A w takim razie trud­no unik­nąć wnio­sku, że nic nie jest barw­ne. Cytry­ny wytwa­rza­ją w nas doświad­cze­nia żół­te­go i na tym spra­wa się koń­czy – sama cytry­na jest pozba­wio­na bar­wy.

Niezgoda w filozofii

Pozo­staw­my ten popra­wio­ny argu­ment ze zmien­no­ści bez odpo­wie­dzi. Realizm w kwe­stii barw docze­kał się pasjo­nu­ją­cej lite­ra­tu­ry spe­cja­li­stycz­nej, w któ­rej trud­no doszu­kać się oznak jed­no­myśl­no­ści.

Brak zgo­dy w filo­zo­fii nie jest jesz­cze nie­po­ko­ją­cy; może on po pro­stu odzwier­cie­dlać szcze­gól­ną zło­żo­ność pro­ble­mu. Może on być jed­nak rów­nież obja­wem głęb­sze­go mara­zmu. Być może roz­wią­za­nie jest trud­no osią­gal­ne, ponie­waż dys­ku­tan­ci nie znaj­du­ją wspól­ne­go języ­ka, podob­nie jak nowo­jor­czyk i lon­dyń­czyk spie­ra­ją­cy się o to, czy okre­ślo­ne gorz­kie warzy­wo „napraw­dę jest” cyko­rią. Jeśli tak, to na pozór donio­słe spo­ry na temat zja­wi­ska i rze­czy­wi­sto­ści oka­zu­ją się tyl­ko nie­szko­dli­wy­mi sprzecz­ka­mi o sło­wa. Na szczę­ście dla filo­zo­fii, powyż­szy pogląd nie jest szcze­gól­nie prze­ko­nu­ją­cy. Jeśli kłó­ci­my się o to, czy pociąg odjeż­dża o sie­dem­na­stej, to jest to auten­tycz­na róż­ni­ca zdań w kwe­stii (nie­wiel­kie­go) frag­men­tu rze­czy­wi­sto­ści; dla­cze­go spór o to, czy przed­mio­ty są barw­ne, miał­by mieć inny cha­rak­ter?

Kolej­na odpo­wiedź jest taka, że spór ten moż­na roz­strzy­gnąć na korzyść reali­sty, i to bez zbyt­nie­go zagłę­bia­nia się w szcze­gó­ły empi­rycz­ne. Być może zaprze­cza­jąc, że cytry­ny są żół­te, zła­ma­li­by­śmy regu­ły nasze­go języ­ka – taki pogląd przy­pi­su­je się Wit­t­gen­ste­ino­wi. A może jest tak, że zwo­len­nik świa­ta pozba­wio­ne­go barw, aby w ogó­le sfor­mu­ło­wać swo­je sta­no­wi­sko, musi przy­jąć, że przed­mio­ty są barw­ne, co spo­wo­do­wa­ło­by, że jego sta­no­wi­sko samo by się znio­sło – takie­go poglą­du bro­nił nie­daw­no Bar­ry Stro­ud w książ­ce The Quest for Reali­ty.

I wresz­cie nie­wy­klu­czo­ne, że argu­ment prze­ciw­ko reali­zmo­wi jest za moc­ny. Jak wspo­mnia­łem, sta­no­wi­sko, że śnieg i cytry­ny nie mają barw w natu­ral­ny spo­sób łączy się ze sta­no­wi­skiem, że nie są one rów­nież zim­ne ani kwa­śne. A – jak zauwa­żył Ber­ke­ley – zapew­ne nowo­żyt­na filo­zo­fia nie może na tym skoń­czyć. Wła­ści­wie dopre­cy­zo­wa­na wer­sja argu­men­tu z nauki mogła­by dowieść, że wszyst­kie pozor­ne wła­sno­ści śnie­gu i cytryn, w tym ich pozor­ne kształ­ty i ruchy są, by posłu­żyć się zwro­tem Ber­ke­leya, „złud­ną grą wyobraź­ni”. W ten spo­sób dopro­wa­dzi­li­by­śmy ów argu­ment do par­me­ni­dej­skiej skraj­no­ści: nie ist­nie­ją ani śnież­ki, ani cytry­ny, ani nawet ludzie, a jedy­nie ogrom­na jede­na­sto­wy­mia­ro­wa bry­ła super­strun. Pocią­gi też nie ist­nie­ją.

Prze­ło­żył Mar­cin Iwa­nic­ki

Is Snow Whi­te? And Other Questions abo­ut Appe­aran­ce and Reali­ty, “Boston Review” 3 kwiet­nia 2005. Prze­kład za zgo­dą Auto­ra.


Alex Byr­ne – Pro­fe­sor filo­zo­fii na MIT, współ­re­dak­tor anto­lo­gii Readings on Color (1997), Disjunc­ti­vism (2008) oraz The Nor­ton Intro­duc­tion to Phi­lo­so­phy (2015). Pro­wa­dzi kurs inter­ne­to­wy Phi­lo­so­phy: Minds and Machi­nes na plat­for­mie edX. Stro­na inter­ne­to­wa > tutaj.


War­to doczy­tać

J. Loc­ke, Roz­wa­ża­nia doty­czą­ce rozu­mu ludz­kie­go, przeł. J. Gawec­ki, PWN 1955.
G. Ber­ke­ley, Trzy dia­lo­gi mię­dzy Hyla­sem a Phi­lo­no­usem: prze­ciw scep­ty­kom i ate­istom, przeł. M. Filip­czuk, Wydaw­nic­two Zie­lo­na Sowa 2006.
D. Hume, Trak­tat o natu­rze ludz­kiej, przeł. C. Zna­mie­row­ski, PWN 1963.
C. Har­din, Color for Phi­lo­so­phers: Unwe­aving the Rain­bow, Hac­kett Publi­shing Com­pa­ny 1988.
J. West­phal, Colo­ur: Some Phi­lo­so­phi­cal Pro­blems from Wit­t­gen­ste­in, Blac­kwell 1987.
B. Stro­ud, The Quest for Reali­ty: Sub­jec­ti­vism & the Meta­phy­sics of Colo­ur, Oxford Uni­ver­si­ty Press 2002.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Już w sprze­da­ży w dobrych salo­ni­kach pra­so­wych w całej Pol­sce

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy