Artykuł Etyka

Stanisław Gałkowski: Czy autorytet niszczy naszą autonomię?

Podążanie za autorytetami niesie ze sobą ryzyko utraty niezależności – bądź to intelektualnej, bądź moralnej albo i obu naraz. Niemniej – paradoksalnie – takie podporządkowanie, o ile spełnione są określone warunki, może również mieć charakter racjonalny, bo pozwala uzyskać znaczne korzyści o charakterze pragmatycznym bez rezygnacji z własnej autonomii.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 5 (17), s. 9–11. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku  PDF.


Zaufanie i podporządkowanie

Pod­porząd­kowanie się auto­ry­te­towi jest uznaniem czy­je­jś opinii za obow­iązu­jącą, bez samodziel­nej reflek­sji i namysłu nad prob­le­mem, którego doty­czy, tylko i wyłącznie dlat­ego, że wygłosiła ją oso­ba, którą darzymy zau­faniem. Pole­ga zatem m.in. na chwilowym zaw­iesze­niu nor­mal­nych zasad kry­ty­cznego i samodziel­nego myśle­nia. Jest to jed­nak bard­zo częs­to (choć oczy­wiś­cie nie zawsze) postawa racjon­al­na, najskuteczniej prowadzą­ca do osiąg­nię­cia pożą­danych celów.

Doty­czy to zarówno infor­ma­cji, jak i pole­ceń. W pier­wszym wypad­ku przyj­mu­je­my „bez sprawdza­nia” opinię kogoś o uznanych kom­pe­tenc­jach. Kimś takim może być pro­fe­sor czy ekspert w danej dziedzinie (ucze­nie zwany auto­ry­tetem poz­naw­czym). W drugim zaś mówimy o tzw. auto­ry­te­cie deon­ty­cznym, czyli o sytu­acji, w której uzna­je­my, że sko­ro rozkaz/nakaz pochodzi od naszego przełożonego (czy innej oso­by, którą uzna­je­my za uprawnioną do kierowa­nia naszy­mi poczy­na­ni­a­mi), jest to już wystar­cza­ją­cy powód, by wykon­ać go bez żąda­nia jakichkol­wiek uza­sad­nień.

Pod­porząd­kowanie się auto­ry­te­towi kry­je w sobie jed­nak wiele pułapek m.in. możli­woś­ci manip­u­lacji i zwykłych nadużyć. Moż­na się jed­nak przed nimi – przy­na­jm­niej do pewnego stop­nia – zabez­pieczyć. Przede wszys­tkim nic nie może nas zwol­nić z obow­iązku racjon­al­nego namysłu nad tym, kogo i w jakim zakre­sie może­my obdarzyć tak dużym zau­faniem. Pod­porząd­kowanie się czy­imś wskazówkom powin­no się odby­wać tylko tam, gdzie się­ga­ją kom­pe­tenc­je oso­by, której auto­ry­tet uzna­je­my (a to podle­ga już racjon­al­nej oce­nie). Wys­trze­gać należy się więc nad­miernego rozsz­erza­nia auto­ry­te­tu, tzn. uzna­nia, że mądra oso­ba, niezwyk­le kom­pe­tent­na w jed­nej dziedzinie, automaty­cznie ­naby­wa auto­ry­te­tu w innej. Należy również unikać myle­nia wspom­ni­anych rodza­jów auto­ry­tetów, tzn. przyp­isy­wa­nia kom­pe­tencji eksper­ta i znaw­cy osobom ­uprawnionym do wydawa­nia pole­ceń („szef ma rację we wszys­tkim”) lub odwrot­nie – przyz­nawa­nia prawa do dawa­nia wskazówek doty­czą­cych naszego życia osobom wykazu­ją­cym się wiedzą czys­to teo­re­ty­czną.

Jest pomi­mo to oczy­wiste, że – z zachowaniem odpowied­niej ostrożnoś­ci – pod­porząd­kowanie się auto­ry­te­tom pełni w naszym życiu pozy­ty­wną funkcję. Postępu­ją­ca złożoność naszego świa­ta powodu­je, że ilość infor­ma­cji i wiedzy, do których może­my dojść włas­nym wysiłkiem, pro­por­cjon­al­nie male­je, a zatem w coraz więk­szym stop­niu musimy w tym zakre­sie zdać się na innych. Ta sama złożoność wymusza również na nas coraz ściśle­jszą współpracę w osią­ga­niu wspól­nych celów, co z kolei bard­zo częs­to wyma­ga pod­porząd­kowa­nia się sze­fowi bez nieustan­nego doma­gania się uza­sad­nienia otrzymy­wanych pole­ceń.

Autorytet moralny?

Powyższe uwa­gi są w grun­cie rzeczy dość banalne (tzn. prawdzi­we aż do oczy­wis­toś­ci i powszech­nie uznawane), jed­nak jeżeli chodzi o tzw. auto­ry­tet moral­ny, rzecz się kom­p­liku­je: w życiu człowieka dorosłego (tzn. samodziel­nie myślącego i przyj­mu­jącego odpowiedzial­ność za swo­je decyz­je i dzi­ała­nia) nie powin­no być miejs­ca na ten rodzaj auto­ry­te­tu.

Auto­ry­tet moral­ny pole­gał­by bowiem na przyję­ciu cud­zych poglądów jako swoich, i to poglądów o tym, co jest dobre, a co złe, jakie dzi­ała­nia są słuszne, a jakie moral­nie naganne, bez wcześniejszego pod­da­nia tych poglądów kry­ty­cznej reflek­sji, a więc na cud­zą odpowiedzial­ność. Oznacza­ło­by to tym samym rezy­gnację z włas­nej autonomii moral­nej, co w isto­cie jest doko­naniem czynu niemoral­nego. Dobrowol­na rezy­gnac­ja z włas­nego zda­nia w tak ważnej dziedzinie stanowi rodzaj skra­jnego fanatyz­mu, upokarza­jącego w relac­jach pry­wat­nych, a w sferze pub­licznej wręcz niebez­piecznego.

Odrzuce­nie tak pojętego auto­ry­te­tu moral­nego nie oznacza jed­nak, że nasze życie moralne może odby­wać się w całkowitej izo­lacji od opinii innych osób. Chodzi jedynie o dobitne pod­kreśle­nie fak­tu, że nawet gdy zgadza­my się ze zdaniem ludzi, których darzymy całkow­itym zau­faniem, zawsze robimy to na włas­ną odpowiedzial­ność, a więc naszą powin­noś­cią (również moral­ną) jest poprzedze­nie tej zgody samodziel­nym namysłem. Samodziel­ny namysł oznacza z kolei, że przy­czyną decyzji są rozważone (i zaak­cep­towanie przez nas) rac­je, a nie cud­zy auto­ry­tet.

Niem­niej takiego odrzuce­nia auto­ry­te­tu moral­nego moż­na oczeki­wać tylko od ludzi „całkowicie” dorosłych. Biorąc jed­nak pod uwagę, że całkowi­ta samodziel­ność i samowystar­czal­ność intelek­tu­al­na jest tak naprawdę jedynie nigdy nieosią­gal­nym hory­zon­tem naszych dążeń, trze­ba uznać – choć brz­mi to jak zaprzecze­nie wcześniejszych wywodów – że pod­czas samodziel­nej decyzji powin­niśmy brać pod uwagę również zdanie innych ludzi. Dlat­ego też – choć w żad­nej sytu­acji nie powin­niśmy zdawać się całkowicie na opinie innych – moż­na cza­sem mówić o auto­ry­te­cie moral­nym w sen­sie słab­szym niż powyżej opisany. Była­by to oso­ba w jak­iś sposób wyróżniona, obdar­zona przez nas zau­faniem, której oce­ny moralne, wskazów­ki i staw­iane przez nią wyma­gania były­by przez nas brane pod uwagę w pier­wszym rzędzie – wyróżnione spośród całej gamy różnorod­nych stanowisk, z który­mi się stykamy.

Nie może to jed­nak oznaczać automaty­cznego uzna­nia ich za własne. Chodzi jedynie o to, że sko­ro uzna­ję, że dana oso­ba w jak­iś szczegól­ny sposób reprezen­tu­je wartoś­ci czy styl życia, który uprzed­nio uznałem za właś­ci­wy, to nad jej uwaga­mi powinienem zas­tanow­ić się w pier­wszym rzędzie. Lecz trze­ba jeszcze raz pod­kreślić, że choć auto­ry­tet jest przy­czyną (być może nawet jedyną), dla której zwró­cil­iśmy uwagę na te właśnie opinie, to jed­nak ich uznanie za własne nie dokonu­je się dlat­ego, że wygłosiła je szanowana przez nas oso­ba, lecz dlat­ego, że po namyśle sami uznal­iśmy słuszność jej stanowiska. Gdy­by było inaczej, oznacza­ło­by to rezy­gnację z włas­nej autonomii. Z tak poję­tym „słabym” auto­ry­tetem nie zawsze musimy się zgadzać, lecz zawsze jesteśmy gotowi z uwagą wysłuchać tego, co ma nam do powiedzenia.

Po raz kole­jny: coraz więk­sza złożoność świa­ta powodu­je wzrost znaczenia tak pojętego auto­ry­te­tu moral­nego w życiu współczes­nego człowieka. Glob­al­iza­c­ja oraz gwał­towny rozwój tech­nologii infor­ma­cyjnych spraw­ia­ją, że ilość kon­tak­tów między­ludz­kich, w które wchodz­imy, ilość infor­ma­cji, kon­cepcji (również moral­nych i religi­jnych), poglądów i stanowisk, z który­mi się stykamy, wzrosła tak gwał­town­ie, że po pros­tu nie jesteśmy w stanie poświę­cić im wszys­tkim uwa­gi, jakiej wyma­gał­by racjon­al­ny namysł. Zachodzi więc konieczność ich wcześniejszej pre­se­lekcji. W tej sytu­acji rola „słabych” auto­ry­tetów moral­nych – jako punk­tów ori­en­ta­cyjnych, nie przesądza­ją­cych jeszcze o naszych decyz­jach, które wszak pode­j­mu­je­my sami, lecz pod­suwa­ją­cych prob­le­my do rozważe­nia – nieusta­ją­co rośnie. Uznanie takich auto­ry­tetów nie tylko nie niszczy naszej autonomii moral­nej i samodziel­noś­ci poz­naw­czej, lecz prze­ci­wnie – jest racjon­al­ną postawą, gdyż pozwala wyjść poza własne ograniczenia.

Autorytet i wychowanie

Zas­trzec jed­nak trze­ba, że powyższe uwa­gi doty­czą jedynie ludzi w pełni dojrza­łych (jeżeli w ogóle tacy ist­nieją). W wypad­ku osób będą­cych dopiero na początku swo­jego roz­wo­ju, czyli dzieci i częś­ciowo młodzieży, sprawy mają się inaczej. Dziecko jest, przy­na­jm­niej początkowo, bezradne wobec otacza­jącej je rzeczy­wis­toś­ci. Nie rozu­miejąc otacza­jącego go świa­ta, jest zdane na auto­ry­tet poz­naw­czy swoich opiekunów i nauczy­cieli. Będąc niesamodzielne w sen­sie społecznym, musi też pod­porząd­kować się ich polece­niom. Z kolei brak autonomii moral­nej powodu­je konieczność postępowa­nia w myśl cud­zych wskazań moral­nych. Uza­leżnie­nie dzieci od auto­ry­tetów jest po pros­tu fak­tem. Mamy tutaj do czynienia z mech­a­nizmem odwrot­nym niż w wypad­ku dorosłych – to nie uznanie auto­ry­te­tu moral­nego pod­waża autonomię, lecz brak autonomii moral­nej (w pier­wszych lat­ach życia nieo­mal całkow­ity) powodu­je konieczność zda­nia się na auto­ry­te­ty zewnętrzne.

Rozwój młodego człowieka (a więc i wychowanie jako pro­ces wspiera­nia tego roz­wo­ju) pole­ga zatem nie na wyzby­ciu się wszel­kich auto­ry­tetów (choć być może taki etap młodzieńczego bun­tu jest w pewnym sen­sie potrzeb­ny), lecz na naby­wa­niu umiejęt­noś­ci racjon­al­nego doboru auto­ry­tetów poz­naw­czych i deon­ty­cznych. Rozwój moral­ny pole­ga nato­mi­ast na pozby­ciu się auto­ry­tetów moral­nych rozu­mi­anych w sen­sie sil­nym, przy jed­noczes­nym rozsąd­nym i refleksyjnym zastąpi­e­niu ich auto­ry­te­ta­mi „słaby­mi”. Właś­ci­wy ich dobór oznacza dojrza­łość. Choć oczy­wiś­cie uznanie siebie za w pełni dojrza­łego było­by oznaką… niedo­jrza­łoś­ci. Jest to jed­nak tem­at na inną opowieść.


Stanisław Gałkows­ki – Prof. dr hab., wykład­ow­ca filo­zofii, pracu­je w Akademii Igna­tianum w Krakowie, opub­likował kilka­dziesiąt prac z zakre­su ety­ki, antropologii filo­zoficznej, a przede wszys­tkim filo­zofii wychowa­nia oraz filo­zofii społeczno-poli­ty­cznej. Hob­by: dobra lit­er­atu­ra, żagle i góry.

 

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.
W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku  PDF.
 < Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: © sve­tazi

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy