Artykuł Epistemologia

Jacek Jarocki: #1. Starcie nauki ze zdrowym rozsądkiem

Większość z nas wierzy nauce i ma po temu mocne podstawy: dzięki prawom aerodynamiki samoloty latają, a dzięki odkryciom medycyny chorzy wracają do zdrowia. Współczesne teorie fizyczne mają jednak druzgocące konsekwencje dla naszego codziennego obrazu świata – w ich świetle większość tego, co wiemy o rzeczywistości, jest po prostu fałszywa.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst jest dodatkiem do numeru 4(10) / 2016: Filo­zofia w dobie nau­ki


W pełnej wers graficznej tekst można czytać i pobrać > tutaj [pdf]. 

Down­load (PDF, 613KB)

Zakładam, że czy­tasz te słowa, trzy­ma­jąc w dło­ni­ach drukowany egzem­plarz pis­ma. Patrzysz na litery, pochłonię­ty uch­wyty­waniem ich treś­ci. Praw­ie nie zauważasz, że „Filo­zo­fuj!” to papi­er, czyli stały, choć niezbyt trwały mate­ri­ał, na którym w odpowied­nim porząd­ku roz­mazano cienkie smuż­ki far­by. Two­je poję­cie pis­ma odpowia­da prak­ty­cznym celom – chcesz je przeczy­tać, a zatem nie zwracasz uwa­gi na stronę tech­niczną, inaczej niż na przykład drukarz, którzy przepuś­cił je przez try­by swo­jej maszyny.

A co, patrząc na cza­sopis­mo, widzi fizyk? Zgod­nie z teorią atom­isty­czną to, co właśnie trzy­masz w rękach, to nic innego jak chmu­ra zbitych, gotu­ją­cych się cząstek lub – co jeszcze bardziej abstrak­cyjne – fal. Podob­ną struk­turę mają przed­mio­ty dookoła Ciebie, a nawet Two­je ciało. Wyda­je się to niewiary­godne: choć wiesz, że to praw­da, trud­no Ci się zmusić do takiego postrze­ga­nia świa­ta, by nie tworzyły go stoły czy krzesła, ale wrzące zbit­ki pro­tonów, elek­tronów i neu­tronów.

W rzeczy­wis­toś­ci jest nawet gorzej: na poziomie fun­da­men­tal­nym znacz­na więk­szość Two­jego otoczenia to po pros­tu pus­ta przestrzeń. Zgod­nie z obow­iązu­ją­cym dziś mod­elem ato­mu, jeżeli założymy, że jego jądro ma wielkość pił­ki do tenisa, to elek­trony moż­na przyrów­nać do główek od szpilek, zaś cały mod­el będzie miał śred­nicę sied­miuset metrów! To, co „na zdrowy rozum” sądz­imy o świecie, popa­da zatem w ostry kon­flikt z jego naukowym obrazem.

Fakt ten – oraz jego filo­zoficzne kon­sek­wenc­je – został dobit­nie wyrażony przez bry­tyjskiego fizy­ka Arthu­ra Edding­tona w lat­ach 30. XX wieku. (Wspom­i­na o nim Zenon Roskal w numerze 2/2015 „Filo­zo­fuj!”, w artykule Dwa stoły Edding­tona i nicość uwol­niona). Edding­ton zauważa, że twardy, jed­no­li­ty stół, przy którym zasi­a­da, jest diame­tral­nie innym stołem niż ten, o którym mówią współczesne teorie fizy­czne. Jak to jed­nak możli­we, że zdrowy rozsądek popa­da w sprzeczność z dany­mi nau­ki?

Co bardziej niecier­pli­wi mogli­by w tym miejs­cu stwierdz­ić, że sko­ro oba obrazy świa­ta są sprzeczne (twardy, jed­no­li­ty stół kon­tra chmara pustych bez mała cząstek), to jeden z nich musi być fałszy­wy. Wyda­je się jed­nak, że taka reakc­ja jest prze­sad­zona. Być może mamy prob­lem, by wyobraz­ić sobie przeskok od ato­mu do skali makro. Jeżeli jed­nak prze­jdziemy od poje­dynczej cząst­ki do pier­wiastków chemicznych, potem do związków oraz struk­tur bardziej złożonych aż do stołów i krze­seł, przes­taniemy mówić o przepaś­ci, a zaczniemy posługi­wać się raczej metaforą mostu pomiędzy odległy­mi pozioma­mi natu­ry. Czy to pozwala nam uniknąć wszys­t­kich prob­lemów? Byna­jm­niej – cała kwes­t­ia jest nieco bardziej skom­p­likowana.

Bezbarwne niebo, niesłona sól

Przykład stołu stanowi dobre zobra­zowanie kon­flik­tu, w jaki nasz potoczny obraz świa­ta popa­da z obrazem czys­to naukowym. Jed­nak prob­lem ten doty­czy nie tylko struk­tu­ry przed­miotów, ale dosłown­ie wszys­tkiego, co nas otacza. Wyobraź sobie, że spoglą­dasz w niebo. Zapy­tany, jaki ma ono kolor, bez waha­nia odpowiesz: błęk­it­ny. Co mówi o tym fizy­ka? Zapewne nie zdzi­wi Cię, że jej teo­ria jest diame­tral­nie inna. To, co uważasz za kolor, jest po pros­tu falą elek­tro­mag­ne­ty­czną. Światło słoń­ca prze­chodzi przez ziem­ską atmos­ferę i ule­ga rozprosze­niu. Następ­nie na siatkówkę Two­jego oka pada fala o dłu­goś­ci ok. 440–490 nanometrów i częs­totli­woś­ci w grani­cach 600 ter­a­her­ców. Siatkówka wysyła do mózgu syg­nał generu­ją­cy pobudze­nie neu­ronów w obszarze odpowiedzial­nym za widze­nie. Oto cała his­to­ria – ani słowa o błę­ki­cie.

No dobrze, powiesz, jaki w takim razie jest prawdzi­wy kolor nie­ba? Odpowiedź brz­mi: nie ma czegoś takiego. W toku ewolucji zostal­iśmy wyposażeni w zdol­ność odbiera­nia fali o określonej dłu­goś­ci i częs­totli­woś­ci jako danego koloru. Nie ma jed­nak żad­nych prze­ci­wwskazań, by fala o podanej dłu­goś­ci nie mogła odpowiadać za inne wraże­nie koloru albo nawet by w ogóle nie była widziana – wszak bar­wy z pasm nad­fi­o­le­tu i pod­cz­er­wieni nie są przez nas postrze­gane, choć pewne urządzenia oraz zwierzę­ta nie mają z tym prob­le­mu. Podob­na sytu­ac­ja doty­czy pozostałych zmysłów. Dźwięk jest niczym innym jak falą o pewnej dłu­goś­ci, którą nasz mózg zmienia w takie doz­nanie jak dźwięk fortepi­anu czy klak­son samo­chodowy. Smak i zapachy to efekt reakcji chemicznych zachodzą­cych w polu węchowym lub kubkach smakowych. Dotyk zaś to inter­pre­tac­ja pobudzeń przekaźników ner­wowych w naszym ciele.

Weźmy dwa inne przykłady. Przyj­mu­je się, że człowiek słyszy dźwię­ki o częs­totli­woś­ci do 20 kilo­her­ców, przy czym z wiekiem jego zdol­ność odbiera­nia najwyższych rejestrów spa­da. Zatem oso­ba, która w wieku 15 lat odbier­ała falę o tej częs­totli­woś­ci, dziesięć lat później nie jest w stanie jej usłyszeć. Dru­gi z przykładów doty­czy sub­stancji zwanej feny­lo­tiokar­bami­dem. W zależnoś­ci od geno­ty­pu dla niek­tórych ludzi ma ona smak gorz­ki, dla innych nie ma go w ogóle. Oba przykłady pokazu­ją, jak dzi­ałanie danego zmysłu zmienia się w zależnoś­ci od obser­wa­to­ra. A ponieważ, jak głosi jed­no z fun­da­men­tal­nych praw logi­ki, tzw. zasa­da niesprzecznoś­ci, dana rzecz nie może zarazem być i nie być jakaś, powin­niśmy założyć, że jej jakość nie tkwi w niej samej, ale wyłącznie w naszym umyśle.

Ostate­czny wniosek jest zatem taki, że rzeczy­wis­tość może mieć dys­pozy­cję, by wywoły­wać w nas określone wraże­nia koloru, smaku czy dźwięku, ale sam świat jest ich całkowicie pozbaw­iony. By dokon­ać krótkiego pod­sumowa­nia: prak­ty­cznie nic, co pochodzi z naszych zmysłów, nie ist­nieje w świecie tak, jak to postrzegamy.

Szczypta umysłowego barwnika do struktury świata

Choć wniosek z naszych doty­chcza­sowych dociekań nie jest zbyt pociesza­ją­cy, zwłaszcza kiedy patrzymy na piękny zachód słoń­ca z myślą, że całe spec­trum kolorów czy zapachów doz­nawanych w danej chwili jest jedynie iluzją, to uję­cie takie ma poważne kon­sek­wenc­je filo­zoficzne. Okazu­je się bowiem, że nie jesteśmy bierny­mi odbior­ca­mi świa­ta, lecz w znacznej mierze go współt­worzymy. Taka myśl towarzyszy filo­zo­fom od daw­na – w starożyt­noś­ci bronił jej już rówieśnik Sokrate­sa, Demokryt. W XVII wieku John Locke pos­tu­lował, że włas­noś­ci, czyli cechy przed­miotów, dzielą się dwo­jako: na pier­wotne i wtórne. Te pier­wsze – Locke zal­iczał w ich poczet ksz­tałt, wielkość czy ruch – postrze­gane są przez wiele zmysłów, stąd moż­na powiedzieć, że rzeczy­wiś­cie należą one do rzeczy. Nato­mi­ast te drugie – przed­mio­ty jed­nego zmysłu – są już naszą inter­pre­tacją świa­ta. Wprawdzie czer­wony pomi­dor ma możli­wość wywoły­wa­nia wraże­nia koloru czer­wonego poprzez odbi­janie fali świ­etl­nej określonej dłu­goś­ci, ale sam w sobie nie jest czer­wony.

W takim wypad­ku nasz umysł nie jest jedynie biernym odbior­cą treś­ci, ale w znacznej mierze je współt­worzy. Więcej nawet – to on nada­je rzec­zom takie, a nie inne cechy zmysłowe. Oznacza to, że między światem a naszym jego widze­niem muszą ist­nieć pewne umysłowe pośred­ni­ki, nazy­wane w filo­zofii nowożyt­nej idea­mi, które dłu­gość fali zmieni­a­ją na dane doświad­cze­nie dźwięku czy koloru, a przyspies­zony lub spowol­niony ruch atom­ów na wraże­nie ciepła bądź zim­na. Choć zatem świat jest real­ny, nie mamy bezpośred­niego dostępu do tego, jaki jest on naprawdę – stanowisko takie nazy­wa się real­izmem pośred­nim.
Kon­sek­wenc­je tej kon­cepcji są poważne: jeżeli jest tak, jak głosi powyższe stanowisko, to świat taki, jakim go widz­imy, pod wielo­ma wzglę­da­mi w niczym nie przy­pom­i­na tego, jaki jest naprawdę. Bez­wonne, bezs­makowe, pozbaw­ione koloru zbit­ki materii-fal: oto obraz rzeczy­wis­toś­ci sug­erowany przez współczes­ną fizykę. I choć taki świat trud­no sobie wyobraz­ić, to jed­nak wyglą­da na to, że z takim obrazem musimy żyć.

Druga część tekstu ukaże się w numerze drukowanym „Filozofuj!” 2016 nr 4 (10).


Jacek Jaroc­ki – Dok­torant w Kat­e­drze His­torii Filo­zofii Nowożyt­nej i Współczes­nej KUL. Zain­tere­sowa­nia naukowe: filo­zofia umysłu, his­to­ria filo­zofii anal­i­ty­cznej, filo­zofia nau­ki. Poza nauką intere­su­je się muzyką (prowadzi blog z recen­z­ja­mi oraz gry­wa w zes­pole), współczes­ną lit­er­aturą fran­cuską oraz niskobudże­towy­mi fil­ma­mi o zom­bi.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy