Artykuł Epistemologia

Jacek Jarocki: #1. Starcie nauki ze zdrowym rozsądkiem

Większość z nas wierzy nauce i ma po temu mocne podstawy: dzięki prawom aerodynamiki samoloty latają, a dzięki odkryciom medycyny chorzy wracają do zdrowia. Współczesne teorie fizyczne mają jednak druzgocące konsekwencje dla naszego codziennego obrazu świata – w ich świetle większość tego, co wiemy o rzeczywistości, jest po prostu fałszywa.

Najnowszy numer: Meandry percepcji

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st jest dodat­kiem do nume­ru 4(10) / 2016: Filo­zo­fia w dobie nauki


W pełnej wers graficznej tekst można czytać i pobrać > tutaj [pdf]. 

Down­lo­ad (PDF613KB)

Zakła­dam, że czy­ta­sz te sło­wa, trzy­ma­jąc w dło­nia­ch dru­ko­wa­ny egzem­pla­rz pisma. Patrzy­sz na lite­ry, pochło­nię­ty uchwy­ty­wa­niem ich tre­ści. Pra­wie nie zauwa­ża­sz, że „Filo­zo­fuj!” to papier, czy­li sta­ły, choć nie­zbyt trwa­ły mate­riał, na któ­rym w odpo­wied­nim porząd­ku roz­ma­za­no cien­kie smuż­ki far­by. Two­je poję­cie pisma odpo­wia­da prak­tycz­nym celom – chce­sz je prze­czy­tać, a zatem nie zwra­ca­sz uwa­gi na stro­nę tech­nicz­ną, ina­czej niż na przy­kład dru­ka­rz, któ­rzy prze­pu­ścił je przez try­by swo­jej maszy­ny.

A co, patrząc na cza­so­pi­smo, widzi fizyk? Zgod­nie z teo­rią ato­mi­stycz­ną to, co wła­śnie trzy­ma­sz w ręka­ch, to nic inne­go jak chmu­ra zbi­ty­ch, gotu­ją­cy­ch się czą­stek lub – co jesz­cze bar­dziej abs­trak­cyj­ne – fal. Podob­ną struk­tu­rę mają przed­mio­ty dooko­ła Cie­bie, a nawet Two­je cia­ło. Wyda­je się to nie­wia­ry­god­ne: choć wie­sz, że to praw­da, trud­no Ci się zmu­sić do takie­go postrze­ga­nia świa­ta, by nie two­rzy­ły go sto­ły czy krze­sła, ale wrzą­ce zbit­ki pro­to­nów, elek­tro­nów i neu­tro­nów.

W rze­czy­wi­sto­ści jest nawet gorzej: na pozio­mie fun­da­men­tal­nym znacz­na więk­szo­ść Two­je­go oto­cze­nia to po pro­stu pusta prze­strzeń. Zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cym dziś mode­lem ato­mu, jeże­li zało­ży­my, że jego jądro ma wiel­ko­ść pił­ki do teni­sa, to elek­tro­ny moż­na przy­rów­nać do głó­wek od szpi­lek, zaś cały model będzie miał śred­ni­cę sied­miu­set metrów! To, co „na zdro­wy rozum” sądzi­my o świe­cie, popa­da zatem w ostry kon­flikt z jego nauko­wym obra­zem.

Fakt ten – oraz jego filo­zo­ficz­ne kon­se­kwen­cje – został dobit­nie wyra­żo­ny przez bry­tyj­skie­go fizy­ka Arthu­ra Edding­to­na w lata­ch 30. XX wie­ku. (Wspo­mi­na o nim Zenon Roskal w nume­rze 2/2015 „Filo­zo­fuj!”, w arty­ku­le Dwa sto­ły Edding­to­na i nico­ść uwol­nio­na). Edding­ton zauwa­ża, że twar­dy, jed­no­li­ty stół, przy któ­rym zasia­da, jest dia­me­tral­nie innym sto­łem niż ten, o któ­rym mówią współ­cze­sne teo­rie fizycz­ne. Jak to jed­nak moż­li­we, że zdro­wy roz­są­dek popa­da w sprzecz­no­ść z dany­mi nauki?

Co bar­dziej nie­cier­pli­wi mogli­by w tym miej­scu stwier­dzić, że sko­ro oba obra­zy świa­ta są sprzecz­ne (twar­dy, jed­no­li­ty stół kon­tra chma­ra pusty­ch bez mała czą­stek), to jeden z nich musi być fał­szy­wy. Wyda­je się jed­nak, że taka reak­cja jest prze­sa­dzo­na. Być może mamy pro­blem, by wyobra­zić sobie prze­skok od ato­mu do ska­li makro. Jeże­li jed­nak przej­dzie­my od poje­dyn­czej cząst­ki do pier­wiast­ków che­micz­ny­ch, potem do związ­ków oraz struk­tur bar­dziej zło­żo­ny­ch aż do sto­łów i krze­seł, prze­sta­nie­my mówić o prze­pa­ści, a zacznie­my posłu­gi­wać się raczej meta­fo­rą mostu pomię­dzy odle­gły­mi pozio­ma­mi natu­ry. Czy to pozwa­la nam unik­nąć wszyst­ki­ch pro­ble­mów? Bynaj­mniej – cała kwe­stia jest nie­co bar­dziej skom­pli­ko­wa­na.

Bezbarwne niebo, niesłona sól

Przy­kład sto­łu sta­no­wi dobre zobra­zo­wa­nie kon­flik­tu, w jaki nasz potocz­ny obraz świa­ta popa­da z obra­zem czy­sto nauko­wym. Jed­nak pro­blem ten doty­czy nie tyl­ko struk­tu­ry przed­mio­tów, ale dosłow­nie wszyst­kie­go, co nas ota­cza. Wyobraź sobie, że spo­glą­da­sz w nie­bo. Zapy­ta­ny, jaki ma ono kolor, bez waha­nia odpo­wie­sz: błę­kit­ny. Co mówi o tym fizy­ka? Zapew­ne nie zdzi­wi Cię, że jej teo­ria jest dia­me­tral­nie inna. To, co uwa­ża­sz za kolor, jest po pro­stu falą elek­tro­ma­gne­tycz­ną. Świa­tło słoń­ca prze­cho­dzi przez ziem­ską atmos­fe­rę i ule­ga roz­pro­sze­niu. Następ­nie na siat­ków­kę Two­je­go oka pada fala o dłu­go­ści ok. 440–490 nano­me­trów i czę­sto­tli­wo­ści w gra­ni­ca­ch 600 tera­her­ców. Siat­ków­ka wysy­ła do mózgu sygnał gene­ru­ją­cy pobu­dze­nie neu­ro­nów w obsza­rze odpo­wie­dzial­nym za widze­nie. Oto cała histo­ria – ani sło­wa o błę­ki­cie.

No dobrze, powie­sz, jaki w takim razie jest praw­dzi­wy kolor nie­ba? Odpo­wie­dź brzmi: nie ma cze­goś takie­go. W toku ewo­lu­cji zosta­li­śmy wypo­sa­że­ni w zdol­no­ść odbie­ra­nia fali o okre­ślo­nej dłu­go­ści i czę­sto­tli­wo­ści jako dane­go kolo­ru. Nie ma jed­nak żad­ny­ch prze­ciw­wska­zań, by fala o poda­nej dłu­go­ści nie mogła odpo­wia­dać za inne wra­że­nie kolo­ru albo nawet by w ogó­le nie była widzia­na – wszak bar­wy z pasm nad­fio­le­tu i pod­czer­wie­ni nie są przez nas postrze­ga­ne, choć pew­ne urzą­dze­nia oraz zwie­rzę­ta nie mają z tym pro­ble­mu. Podob­na sytu­acja doty­czy pozo­sta­ły­ch zmy­słów. Dźwięk jest niczym innym jak falą o pew­nej dłu­go­ści, któ­rą nasz mózg zmie­nia w takie dozna­nie jak dźwięk for­te­pia­nu czy klak­son samo­cho­do­wy. Smak i zapa­chy to efekt reak­cji che­micz­ny­ch zacho­dzą­cy­ch w polu węcho­wym lub kub­ka­ch sma­ko­wy­ch. Dotyk zaś to inter­pre­ta­cja pobu­dzeń prze­kaź­ni­ków ner­wo­wy­ch w naszym cie­le.

Weź­my dwa inne przy­kła­dy. Przyj­mu­je się, że czło­wiek sły­szy dźwię­ki o czę­sto­tli­wo­ści do 20 kilo­her­ców, przy czym z wie­kiem jego zdol­no­ść odbie­ra­nia naj­wyż­szy­ch reje­strów spa­da. Zatem oso­ba, któ­ra w wie­ku 15 lat odbie­ra­ła falę o tej czę­sto­tli­wo­ści, dzie­sięć lat póź­niej nie jest w sta­nie jej usły­szeć. Dru­gi z przy­kła­dów doty­czy sub­stan­cji zwa­nej feny­lo­tio­kar­ba­mi­dem. W zależ­no­ści od geno­ty­pu dla nie­któ­ry­ch ludzi ma ona smak gorz­ki, dla inny­ch nie ma go w ogó­le. Oba przy­kła­dy poka­zu­ją, jak dzia­ła­nie dane­go zmy­słu zmie­nia się w zależ­no­ści od obser­wa­to­ra. A ponie­waż, jak gło­si jed­no z fun­da­men­tal­ny­ch praw logi­ki, tzw. zasa­da nie­sprzecz­no­ści, dana rze­cz nie może zara­zem być i nie być jakaś, powin­ni­śmy zało­żyć, że jej jako­ść nie tkwi w niej samej, ale wyłącz­nie w naszym umy­śle.

Osta­tecz­ny wnio­sek jest zatem taki, że rze­czy­wi­sto­ść może mieć dys­po­zy­cję, by wywo­ły­wać w nas okre­ślo­ne wra­że­nia kolo­ru, sma­ku czy dźwię­ku, ale sam świat jest ich cał­ko­wi­cie pozba­wio­ny. By doko­nać krót­kie­go pod­su­mo­wa­nia: prak­tycz­nie nic, co pocho­dzi z naszy­ch zmy­słów, nie ist­nie­je w świe­cie tak, jak to postrze­ga­my.

Szczypta umysłowego barwnika do struktury świata

Choć wnio­sek z naszy­ch dotych­cza­so­wy­ch docie­kań nie jest zbyt pocie­sza­ją­cy, zwłasz­cza kie­dy patrzy­my na pięk­ny zachód słoń­ca z myślą, że całe spec­trum kolo­rów czy zapa­chów dozna­wa­ny­ch w danej chwi­li jest jedy­nie ilu­zją, to uję­cie takie ma poważ­ne kon­se­kwen­cje filo­zo­ficz­ne. Oka­zu­je się bowiem, że nie jeste­śmy bier­ny­mi odbior­ca­mi świa­ta, lecz w znacz­nej mie­rze go współ­two­rzy­my. Taka myśl towa­rzy­szy filo­zo­fom od daw­na – w sta­ro­żyt­no­ści bro­nił jej już rówie­śnik Sokra­te­sa, Demo­kryt. W XVII wie­ku John Loc­ke postu­lo­wał, że wła­sno­ści, czy­li cechy przed­mio­tów, dzie­lą się dwo­ja­ko: na pier­wot­ne i wtór­ne. Te pierw­sze – Loc­ke zali­czał w ich poczet kształt, wiel­ko­ść czy ruch – postrze­ga­ne są przez wie­le zmy­słów, stąd moż­na powie­dzieć, że rze­czy­wi­ście nale­żą one do rze­czy. Nato­mia­st te dru­gie – przed­mio­ty jed­ne­go zmy­słu – są już naszą inter­pre­ta­cją świa­ta. Wpraw­dzie czer­wo­ny pomi­dor ma moż­li­wo­ść wywo­ły­wa­nia wra­że­nia kolo­ru czer­wo­ne­go poprzez odbi­ja­nie fali świetl­nej okre­ślo­nej dłu­go­ści, ale sam w sobie nie jest czer­wo­ny.

W takim wypad­ku nasz umy­sł nie jest jedy­nie bier­nym odbior­cą tre­ści, ale w znacz­nej mie­rze je współ­two­rzy. Wię­cej nawet – to on nada­je rze­czom takie, a nie inne cechy zmy­sło­we. Ozna­cza to, że mię­dzy świa­tem a naszym jego widze­niem muszą ist­nieć pew­ne umy­sło­we pośred­ni­ki, nazy­wa­ne w filo­zo­fii nowo­żyt­nej ide­ami, któ­re dłu­go­ść fali zmie­nia­ją na dane doświad­cze­nie dźwię­ku czy kolo­ru, a przy­spie­szo­ny lub spo­wol­nio­ny ruch ato­mów na wra­że­nie cie­pła bądź zim­na. Choć zatem świat jest real­ny, nie mamy bez­po­śred­nie­go dostę­pu do tego, jaki jest on napraw­dę – sta­no­wi­sko takie nazy­wa się reali­zmem pośred­nim.
Kon­se­kwen­cje tej kon­cep­cji są poważ­ne: jeże­li jest tak, jak gło­si powyż­sze sta­no­wi­sko, to świat taki, jakim go widzi­my, pod wie­lo­ma wzglę­da­mi w niczym nie przy­po­mi­na tego, jaki jest napraw­dę. Bez­won­ne, bez­sma­ko­we, pozba­wio­ne kolo­ru zbit­ki mate­rii-fal: oto obraz rze­czy­wi­sto­ści suge­ro­wa­ny przez współ­cze­sną fizy­kę. I choć taki świat trud­no sobie wyobra­zić, to jed­nak wyglą­da na to, że z takim obra­zem musi­my żyć.

Druga część tekstu ukaże się w numerze drukowanym „Filozofuj!” 2016 nr 4 (10).


Jacek Jaroc­ki – Dok­to­rant w Kate­drze Histo­rii Filo­zo­fii Nowo­żyt­nej i Współ­cze­snej KUL. Zain­te­re­so­wa­nia nauko­we: filo­zo­fia umy­słu, histo­ria filo­zo­fii ana­li­tycz­nej, filo­zo­fia nauki. Poza nauką inte­re­su­je się muzy­ką (pro­wa­dzi blog z recen­zja­mi oraz gry­wa w zespo­le), współ­cze­sną lite­ra­tu­rą fran­cu­ską oraz nisko­bu­dże­to­wy­mi fil­ma­mi o zom­bi.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy