Artykuł Semiotyka

Sztuka argumentacji #2 – Krzysztof A. Wieczorek: Blaski i cienie ulegania autorytetom

Prawie dwieście lat temu Artur Schopenhauer stwierdził, że łatwo wygramy dyskusję, jeśli powołamy się na szanowany przez przeciwnika autorytet. Opinię wielkiego filozofa potwierdzają badania współczesnych amerykańskich naukowców!

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst otwiera kurs sztu­ki argu­men­tacji, ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 6, s. 28–29. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Celem argu­men­towa­nia jest przeko­nanie odbior­cy do tezy zawartej w kon­kluzji argu­men­tu, czyli do tego, że dane stwierdze­nie jest prawdzi­we, lub do tego, że dane dzi­ałanie warte jest pod­ję­cia. Jed­nym z najprost­szych środ­ków do osiąg­nię­cia tego celu jest pod­par­cie się opinią jakiegoś auto­ry­te­tu – eksper­ta, oso­by szanowanej, takiej, z której zdaniem powin­niśmy się liczyć. Argu­men­ty wyko­rzys­tu­jące taki sposób – nazy­wane argu­men­ta­mi z auto­ry­te­tu – opier­a­ją się na następu­ją­cym schema­cie:

Przesłan­ka 1: Oso­ba X twierdzi, że A.
Przesłan­ka 2: Oso­ba X jest autory­tetem.
Kon­kluz­ja: Zatem należy przyjąć, że A.

W przy­pad­ku wielu rzeczy­wistych argu­men­tów przesłan­ka 2, a cza­sem także kon­kluz­ja, nie są wprost wypowiadane. Autor argu­men­tu zaz­nacza jedynie, że bro­niona przez niego teza jest głos­zona przez pewną osobę, licząc na to, że oso­ba ta zostanie automaty­cznie uznana przez słuchaczy za auto­ry­tet i dzię­ki temu poczu­ją się oni zoblig­owani do tego, aby zgodz­ić się z głos­zoną przez nią opinią. Argu­men­ty tego typu zaczy­na­ją się częs­to na przykład tak: „Papież stwierdz­ił wyraźnie…”, „Lau­re­at Nagrody Nobla z fizy­ki wykazał…”, „Amerykańs­cy naukow­cy są zda­nia…”, „Leg­en­darny tren­er wyraz­ił opinię…”. Przy­woły­wanym w argu­men­cie auto­ry­tetem nie zawsze musi być jed­nak oso­ba powszech­nie znana lub ceniony w świecie ekspert z jakiejś dziedziny. W spo­rach, jakie toczymy na co dzień, w roli auto­ry­te­tu może wys­tąpić na przykład cieszą­cy się sza­cunkiem członek rodziny, lekarz, który kil­ka razy skutecznie nam pomógł, sprawd­zony mechanik samo­chodowy itp.

Autorytet – prosty w użyciu, skuteczny w działaniu

Powołanie się w argu­men­cie na opinię auto­ry­te­tu jest nie tylko proste, ale częs­to również bard­zo skuteczne. Artur Schopen­hauer w Erystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów zauważył (sposób 30), że

wygramy [spór] łat­wo, mając po swo­jej stron­ie jak­iś auto­ry­tet, który jest szanowany przez prze­ci­wni­ka.

Opinię XIX-wiecznego filo­zo­fa potwierdza­ją bada­nia współczes­nych amerykańs­kich psy­chologów – uległość auto­ry­te­tom jest bard­zo sil­nie wkodowana w naszą naturę*. Stan­ley Mil­gram w słyn­nym ekspery­men­cie wykazał na przykład, że ludzie są zdol­ni do zadawa­nia innym ogrom­nego bólu, jeśli tylko wierzą, że namaw­ia ich do tego auto­ry­tet – pro­fe­sor sza­cownej uczel­ni.

Bezpośred­nia pres­ja ze strony obec­nego tu i ter­az auto­ry­te­tu, z czym mieli do czynienia badani w ekspery­men­cie Mil­gra­ma, to oczy­wiś­cie nie to samo, co jedynie powołanie się na auto­ry­tet w argu­men­cie. Inne bada­nia pokazu­ją jed­nak, że częs­to o wiele łatwiej przyj­mu­je­my jakąś opinię, jeśli sądz­imy, że pochodzi ona z ust kogoś legi­t­y­mu­jącego się tytułem naukowym, eksper­ta w jakiejś dziedzinie czy też oso­by po pros­tu dla nas z jakichś powodów ważnej.

Czy należy wierzyć argumentom z autorytetu?

Być może myślisz ter­az, Drogi/a Czytelniku/Czytelniczko: „No tak, inni są cza­sem fak­ty­cznie nad­miernie posłuszni auto­ry­te­tom, ale mnie to nie doty­czy. Ja potrafię myśleć samodziel­nie”. W więk­szoś­ci przy­pad­ków jest to jed­nak ułu­da. Być może nie ule­gasz jed­nym auto­ry­te­tom, ale dajesz posłuch innym. Kogoś nie przekona na przykład argu­ment, którego autor powołu­je się na zdanie papieża, ale z chę­cią zgodzi się on z takim, w którym zacy­towana zostanie myśl jego ulu­bionego filo­zo­fa. Ktoś nie uzna za wiary­god­ną infor­ma­cji przekazanej przez jed­nego dzi­en­nikarza, ale bez zmruże­nia oka przyjmie taką, pod którą pod­pisze się inny, szanowany przez niego pub­l­i­cys­ta.

To, że ulegamy auto­ry­te­tom (a więc i daje­my posłuch argu­men­tom z auto­ry­te­tu), nie jest jed­nak niczym złym. Nie może­my prze­cież znać się na wszys­tkim, nie może­my wiedzieć wszys­tkiego. W sprawach, o których mamy niewielkie poję­cie, pole­ganie na opinii eksper­ta jest zwyk­le najlep­szą możli­wą strate­gią. Gdy pod­czas dyskusji na tem­at, w którym sam nie jestem spec­jal­istą, ktoś próbu­je mnie przekon­ać do pewnej tezy, powołu­jąc się na jakiegoś głoszącego ją fachow­ca, powinienem taki argu­ment na pewno potrak­tować bard­zo poważnie. Wyra­bi­an­ie sobie na pod­staw­ie takich argu­men­tów włas­nego zda­nia, branie ich pod uwagę przy pode­j­mowa­niu decyzji, jest zachowaniem ze wszech miar rozsąd­nym.

Wszys­tko było­by piękne, gdy­by autorzy argu­men­tów z auto­ry­te­tu postępowali zawsze w sposób ucz­ci­wy. Tak jed­nak, nieste­ty, nie jest. Zdarza się, że ktoś powołu­je się na zdanie eksper­ta lub oso­by szanowanej tylko po to, aby wywrzeć na swoim rozmów­cy rodzaj presji, aby onieśmielić go aurą przy­taczanego auto­ry­te­tu i w ten sposób łatwiej przekon­ać go do jakiejś wąt­pli­wej tezy. Jak rozpoz­nać taką sytu­ację, jak odróżnić rzetelne argu­men­ty z auto­ry­te­tu od nieucz­ci­wych chwytów erysty­cznych – tego dowiemy się w kole­jnym
odcinku cyk­lu.

* Tak, ostat­nie zdanie to nic innego, jak właśnie argu­ment z auto­ry­te­tu. Bra­wo, jeśli to zauważyłeś/aś.


Krzysztof A. Wiec­zorek – Adi­unkt w Insty­tu­cie Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Śląskiego. Intere­su­je go przede wszys­tkim tzw. logi­ka niefor­mal­na, teo­ria argu­men­tacji i per­swazji, związ­ki między logiką a psy­chologią. Pry­wat­nie jest miłośnikiem zwierząt (ale tylko żywych, nie na talerzu). Ama­torsko upraw­ia bie­gi dłu­godys­tan­sowe.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka. W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci.

 

< Sztu­ka argu­men­tacji #1 – Krzysztof A. Wiec­zorek: Jak rozpoz­nać argu­ment

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy