Artykuł Semiotyka

Sztuka argumentacji #2 – Krzysztof A. Wieczorek: Blaski i cienie ulegania autorytetom

Prawie dwieście lat temu Artur Schopenhauer stwierdził, że łatwo wygramy dyskusję, jeśli powołamy się na szanowany przez przeciwnika autorytet. Opinię wielkiego filozofa potwierdzają badania współczesnych amerykańskich naukowców!

Najnowszy numer: Światy możliwe

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numer można kupić online > tutaj. Wersja online dostępna jest > tutaj. Wersja drukowana do kupienia w Empiku od 12 stycznia 2017!

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na też zamó­wić onli­ne> tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st otwie­ra kurs sztu­ki argu­men­ta­cji, uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 6, s. 28–29. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Celem argu­men­to­wa­nia jest prze­ko­na­nie odbior­cy do tezy zawar­tej w kon­klu­zji argu­men­tu, czy­li do tego, że dane stwier­dze­nie jest praw­dzi­we, lub do tego, że dane dzia­ła­nie war­te jest pod­ję­cia. Jed­nym z naj­prost­szy­ch środ­ków do osią­gnię­cia tego celu jest pod­par­cie się opi­nią jakie­goś auto­ry­te­tu – eks­per­ta, oso­by sza­no­wa­nej, takiej, z któ­rej zda­niem powin­ni­śmy się liczyć. Argu­men­ty wyko­rzy­stu­ją­ce taki spo­sób – nazy­wa­ne argu­men­ta­mi z auto­ry­te­tu – opie­ra­ją się na nastę­pu­ją­cym sche­ma­cie:

Prze­słan­ka 1: Oso­ba X twier­dzi, że A.
Prze­słan­ka 2: Oso­ba X jest autory­tetem.
Kon­klu­zja: Zatem nale­ży przy­jąć, że A.

W przy­pad­ku wie­lu rze­czy­wi­sty­ch argu­men­tów prze­słan­ka 2, a cza­sem tak­że kon­klu­zja, nie są wpro­st wypo­wia­da­ne. Autor argu­men­tu zazna­cza jedy­nie, że bro­nio­na przez nie­go teza jest gło­szo­na przez pew­ną oso­bę, licząc na to, że oso­ba ta zosta­nie auto­ma­tycz­nie uzna­na przez słu­cha­czy za auto­ry­tet i dzię­ki temu poczu­ją się oni zobli­go­wa­ni do tego, aby zgo­dzić się z gło­szo­ną przez nią opi­nią. Argu­men­ty tego typu zaczy­na­ją się czę­sto na przy­kład tak: „Papież stwier­dził wyraź­nie…”, „Lau­re­at Nagro­dy Nobla z fizy­ki wyka­zał…”, „Ame­ry­kań­scy naukow­cy są zda­nia…”, „Legen­dar­ny tre­ner wyra­ził opi­nię…”. Przy­wo­ły­wa­nym w argu­men­cie auto­ry­te­tem nie zawsze musi być jed­nak oso­ba powszech­nie zna­na lub cenio­ny w świe­cie eks­pert z jakiejś dzie­dzi­ny. W spo­ra­ch, jakie toczy­my na co dzień, w roli auto­ry­te­tu może wystą­pić na przy­kład cie­szą­cy się sza­cun­kiem czło­nek rodzi­ny, leka­rz, któ­ry kil­ka razy sku­tecz­nie nam pomó­gł, spraw­dzo­ny mecha­nik samo­cho­do­wy itp.

Autorytet – prosty w użyciu, skuteczny w działaniu

Powo­ła­nie się w argu­men­cie na opi­nię auto­ry­te­tu jest nie tyl­ko pro­ste, ale czę­sto rów­nież bar­dzo sku­tecz­ne. Artur Scho­pen­hau­er w Ery­sty­ce, czy­li sztu­ce pro­wa­dze­nia spo­rów zauwa­żył (spo­sób 30), że

wygra­my [spór] łatwo, mając po swo­jej stro­nie jakiś auto­ry­tet, któ­ry jest sza­no­wa­ny przez prze­ciw­ni­ka.

Opi­nię XIX-wiecz­ne­go filo­zo­fa potwier­dza­ją bada­nia współ­cze­sny­ch ame­ry­kań­ski­ch psy­cho­lo­gów – ule­gło­ść auto­ry­te­tom jest bar­dzo sil­nie wko­do­wa­na w naszą natu­rę*. Stan­ley Mil­gram w słyn­nym eks­pe­ry­men­cie wyka­zał na przy­kład, że ludzie są zdol­ni do zada­wa­nia innym ogrom­ne­go bólu, jeśli tyl­ko wie­rzą, że nama­wia ich do tego auto­ry­tet – pro­fe­sor sza­cow­nej uczel­ni.

Bez­po­śred­nia pre­sja ze stro­ny obec­ne­go tu i teraz auto­ry­te­tu, z czym mie­li do czy­nie­nia bada­ni w eks­pe­ry­men­cie Mil­gra­ma, to oczy­wi­ście nie to samo, co jedy­nie powo­ła­nie się na auto­ry­tet w argu­men­cie. Inne bada­nia poka­zu­ją jed­nak, że czę­sto o wie­le łatwiej przyj­mu­je­my jakąś opi­nię, jeśli sądzi­my, że pocho­dzi ona z ust kogoś legi­ty­mu­ją­ce­go się tytu­łem nauko­wym, eks­per­ta w jakiejś dzie­dzi­nie czy też oso­by po pro­stu dla nas z jakichś powo­dów waż­nej.

Czy należy wierzyć argumentom z autorytetu?

Być może myśli­sz teraz, Drogi/a Czytelniku/Czytelniczko: „No tak, inni są cza­sem fak­tycz­nie nad­mier­nie posłusz­ni auto­ry­te­tom, ale mnie to nie doty­czy. Ja potra­fię myśleć samo­dziel­nie”. W więk­szo­ści przy­pad­ków jest to jed­nak ułu­da. Być może nie ule­ga­sz jed­nym auto­ry­te­tom, ale daje­sz posłu­ch innym. Kogoś nie prze­ko­na na przy­kład argu­ment, któ­re­go autor powo­łu­je się na zda­nie papie­ża, ale z chę­cią zgo­dzi się on z takim, w któ­rym zacy­to­wa­na zosta­nie myśl jego ulu­bio­ne­go filo­zo­fa. Ktoś nie uzna za wia­ry­god­ną infor­ma­cji prze­ka­za­nej przez jed­ne­go dzien­ni­ka­rza, ale bez zmru­że­nia oka przyj­mie taką, pod któ­rą pod­pi­sze się inny, sza­no­wa­ny przez nie­go publi­cy­sta.

To, że ule­ga­my auto­ry­te­tom (a więc i daje­my posłu­ch argu­men­tom z auto­ry­te­tu), nie jest jed­nak niczym złym. Nie może­my prze­cież znać się na wszyst­kim, nie może­my wie­dzieć wszyst­kie­go. W spra­wa­ch, o któ­ry­ch mamy nie­wiel­kie poję­cie, pole­ga­nie na opi­nii eks­per­ta jest zwy­kle naj­lep­szą moż­li­wą stra­te­gią. Gdy pod­czas dys­ku­sji na temat, w któ­rym sam nie jestem spe­cja­li­stą, ktoś pró­bu­je mnie prze­ko­nać do pew­nej tezy, powo­łu­jąc się na jakie­goś gło­szą­ce­go ją fachow­ca, powi­nie­nem taki argu­ment na pew­no potrak­to­wać bar­dzo poważ­nie. Wyra­bia­nie sobie na pod­sta­wie taki­ch argu­men­tów wła­sne­go zda­nia, bra­nie ich pod uwa­gę przy podej­mo­wa­niu decy­zji, jest zacho­wa­niem ze wszech miar roz­sąd­nym.

Wszyst­ko było­by pięk­ne, gdy­by auto­rzy argu­men­tów z auto­ry­te­tu postę­po­wa­li zawsze w spo­sób uczci­wy. Tak jed­nak, nie­ste­ty, nie jest. Zda­rza się, że ktoś powo­łu­je się na zda­nie eks­per­ta lub oso­by sza­no­wa­nej tyl­ko po to, aby wywrzeć na swo­im roz­mów­cy rodzaj pre­sji, aby onie­śmie­lić go aurą przy­ta­cza­ne­go auto­ry­te­tu i w ten spo­sób łatwiej prze­ko­nać go do jakiejś wąt­pli­wej tezy. Jak roz­po­znać taką sytu­ację, jak odróż­nić rze­tel­ne argu­men­ty z auto­ry­te­tu od nie­uczci­wy­ch chwy­tów ery­stycz­ny­ch – tego dowie­my się w kolej­nym
odcin­ku cyklu.

* Tak, ostat­nie zda­nie to nic inne­go, jak wła­śnie argu­ment z auto­ry­te­tu. Bra­wo, jeśli to zauważyłeś/aś.


Krzysz­tof A. Wie­czo­rek – Adiunkt w Insty­tu­cie Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go. Inte­re­su­je go przede wszyst­kim tzw. logi­ka nie­for­mal­na, teo­ria argu­men­ta­cji i per­swa­zji, związ­ki mię­dzy logi­ką a psy­cho­lo­gią. Pry­wat­nie jest miło­śni­kiem zwie­rząt (ale tyl­ko żywy­ch, nie na tale­rzu). Ama­tor­sko upra­wia bie­gi dłu­go­dy­stan­so­we.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­ska. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści.

 

< Sztu­ka argu­men­ta­cji #1 – Krzysz­tof A. Wie­czo­rek: Jak roz­po­znać argu­ment

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy