Polemiki

Jacek Uglik: Teolog a teodycea [polemika]

Kilka lat temu profesor Wacław Hryniewicz, ksiądz katolicki i teolog, popełnił artykuł „Bóg słabszy od policjanta”. Niniejszy tekst stanowi głos polemiczny z jego wywodem.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Mój pogląd odno­śnie do reli­gii jest taki jak Lukre­cju­sza. Uwa­żam ją za cho­ro­bę zro­dzo­ną ze stra­chu i za źró­dło nie­wy­po­wie­dzia­ne­go nie­szczę­ścia rodza­ju ludzkiego.

Ber­trand Russell

Kogo winić za istnienie zła?

O ile spór mię­dzy ate­ista­mi a teista­mi doty­czy w jakiejś mie­rze kwe­stii odpo­wie­dzial­no­ści Boga za ist­nie­nie zła bądź mil­cze­nia Boga w obli­czu zła, to wedle mnie teo­log (a tym bar­dziej sław­ny) nie powi­nien ucie­kać od sta­now­czej odpo­wie­dzi, w któ­rej poja­wia się miej­sce dla Boga, a przede wszyst­kim nie ma pra­wa obcią­żać czło­wie­ka winą za ist­nie­nie zła; czło­wie­ka w „reli­gij­nej per­spek­ty­wie” będą­ce­go wszak­że zale­d­wie cza­so­wym bytem stwo­rzo­nym, pył­kiem na wie­trze. Teo­log powi­nien bez lęku orze­kać na temat Boga i kwe­stii teo­dy­cei (wyra­ża­ją­cej pyta­nie: dla­cze­go w świe­cie stwo­rzo­nym przez będą­ce­go nie­skoń­czo­ną dobro­cią i wszech­mo­gą­ce­go Boga ist­nie­je zło?), jed­nak zamiast pisać o roli Boga, zwy­kle lek­ką ręką całą winę zrzu­ca na czło­wie­ka. Pozwo­lę sobie zatem sta­nąć w obro­nie człowieka.

Ateizm a teizm

W oka­zjo­nal­nej wypo­wie­dzi Wacła­wa Hry­nie­wi­cza (Bóg słab­szy od poli­cjan­ta, „Gaze­ta Wybor­cza” 2012, 7–9 kwiet­nia) poja­wia się nie­spój­ność. W jed­nym miej­scu teo­log pisze, że w obli­czu ist­nie­nia Boga wycho­dzą­ce­go „naprze­ciw stwo­rze­niu, jako Ten, któ­ry zdol­ny jest do współ­cier­pie­nia” świat zna­czo­ny jest „pięt­nem cier­pie­nia z winy samych ludzi”; by kil­ka wier­szy dalej orzec: „jeśli zane­gu­je­my ist­nie­nie Boga, wów­czas sam czło­wiek musi dźwi­gać ogrom­ne brze­mię zła. Zarzut ist­nie­nia zła i oskar­że­nie zwra­ca­ją się wte­dy prze­ciw­ko nie­mu same­mu. To on jest win­ny i odpo­wie­dzial­ny za zło, któ­re czy­ni”. Co z tych prze­czą­cych sobie aka­pi­tów wyni­ka? Że nie­za­leż­nie od tego, czy Bóg ist­nie­je, czy go nie ma, za ist­nie­nie zła winę pono­si doko­nu­ją­cy wol­nych wybo­rów czło­wiek. W sumie nic nowe­go. Nie­spój­ny Hry­nie­wicz sta­je obok inne­go wygod­nic­kie­go św. Augustyna. 

W przy­wo­ła­nej wypo­wie­dzi wygła­sza­ne są rów­nież sądy nie na temat: „A może prze­ko­na­ny ate­ista nie musi wyja­śniać i roz­wią­zy­wać sprzecz­no­ści wyni­ka­ją­cych z fak­tu ist­nie­nia zła? Usu­nię­cie Boga ze sce­ny świa­ta nie wyja­śnia tajem­ni­cy zła i nie czy­ni cier­pie­nia lżej­szym do znie­sie­nia”. Oczy­wi­ście, że ate­ista (mate­ria­li­sta) zma­ga się z pro­ble­mem zła i jako wino­waj­cę wska­zu­je czło­wie­ka, bowiem ponad czło­wie­ka w świe­cie mate­rii nic nie wyra­sta. Ale taka odpo­wiedź, satys­fak­cjo­nu­ją­ca teistę, poja­wia się przy zało­że­niu i zgo­dzie stron spo­ru, że Boga nie ma. Teista na to zało­że­nie nie przy­sta­je, więc ate­ista ma pra­wo zapy­ty­wać – dla­cze­go ludzie wie­rzą­cy winą za ist­nie­nie zła obar­cza­ją czło­wie­ka (stwo­rze­nie), a nie Boga (stwór­cę)? Ludzie wie­rzą­cy, na podo­bień­stwo księ­dza pro­fe­so­ra Hry­nie­wi­cza, prze­ko­nu­ją, że zazwy­czaj nie poj­mu­je­my logi­ki Boga, co ozna­cza suge­stię, by nie fero­wać wyro­ków albo cho­ciaż powstrzy­mać się od odpo­wie­dzi będą­cych oskar­że­niem Boga. Prze­świad­cze­ni są jed­nak, że zło jest dzie­łem wol­ne­go czło­wie­ka. W takiej sytu­acji, wedle logi­ki nie­bo­skiej, zamiast oskar­żać czło­wie­ka, powin­ni mil­czeć. Mil­cze­nie było­by uczciwe.

(Nie)winny Vito Corleone

Pro­po­nu­ję pro­wo­ku­ją­ce ponie­kąd porów­na­nie. Cha­dzał jesz­cze nie­daw­no po świe­cie pisarz nazwi­skiem Mario Puzo. Lat temu kil­ka­dzie­siąt popeł­nił on książ­kę o tytu­le Ojciec chrzest­ny. Mówiąc w skró­cie, rzecz ta opo­wia­da o mafij­nej rodzi­nie Cor­le­one, rodzi­nie złej jak dia­bli i krzyw­dzą­cej bliź­nich. Zadaj­my teraz pyta­nie: kto jest odpo­wie­dzial­ny za zło wyle­wa­ją­ce się z kart powie­ści, a wyrzą­dza­ne przez jej boha­te­rów? Ich stwór­ca (Puzo), czy oni sami, czy­li stwo­rze­nie (rodzi­na Cor­le­one)? Praw­do­po­dob­na odpo­wiedź brzmi: autor książ­ki. Dla­cze­go? Bo prze­cież mógł napi­sać inne dzie­ło, w któ­rym poja­wia się rodzi­na Cor­le­one, sym­pa­tycz­na jak Mumin­ki z doli­ny Mumin­ków. Jeże­li tak się spra­wy mają, to dla­cze­go w pierw­szym przy­pad­ku (oma­wia­nym przez Hry­nie­wi­cza) za ist­nie­nie zła wini­my stwo­rze­nie (czło­wie­ka), a nie stwór­cę (Boga), a w dru­gim przy­pad­ku odpo­wie­dzial­nym za zło jest stwór­ca (Puzo), a nie stwo­rze­nie (rodzi­na Cor­le­one)? Isto­ta obu przy­kła­dów jest ta sama [1].

Oko w oko z człowiekiem składającym propozycję nie do odrzucenia

Ktoś powie, że czło­wiek posia­da wol­ną wolę, a rodzi­na Cor­le­one przy­po­mi­na pion­ki na sza­chow­ni­cy. Tyle, że gdy­by­śmy mogli zatrzeć gra­ni­cę mię­dzy naszym świa­tem a świa­tem książ­ko­wym, a może­my to uczy­nić jako byty roz­po­rzą­dza­ją­ce wyobraź­nią, gdy­by­śmy zatem mogli spo­tkać się z Vito Cor­le­one (na podo­bień­stwo boha­te­ra i widza roz­ma­wia­ją­cych z sobą w fil­mie Woj­cie­cha Mar­czew­skie­go Uciecz­ka z kina wol­ność), i powie­dzieć mu, że sta­no­wi tyl­ko bez­wol­ną kre­ację Puzo, to na dowód, że się myli­my naj­pew­niej prze­strze­lił­by nam pra­we kola­no, prze­ko­nu­jąc w ten spo­sób nad wyraz dobit­nie, że racja jest po jego stro­nie. A może my wie­my, że jeste­śmy wol­ni? Otóż nie wie­my. Nie potra­fi­my naszej ewen­tu­al­nej wol­no­ści dowieść, może­my tyl­ko mnie­mać, przy­pusz­czać – rów­nież teiści. Choć ci ostat­ni raczej wie­rzą, że są wol­ni. Tak jak wie­rzy Cor­le­one. A że wska­zać wyraź­nej gra­ni­cy mię­dzy jawą a snem nie potra­fi­my, pod­po­wia­dał Kartezjusz.

Zło i wolna wola

Załóż­my jed­nak, że czło­wiek jest isto­tą wol­ną. Czy posia­da­nie tego narzę­dzia (wol­nej woli), w obli­czu ewen­tu­al­ne­go ist­nie­nia Boga, skła­nia do wnio­sku mówią­ce­go, że za ist­nie­nie zła odpo­wie­dzial­ny jest czło­wiek? Skąd­inąd wia­do­mo, że Bóg to byt wszech­mo­gą­cy i wszech­wie­dzą­cy. Jeże­li tak, to z defi­ni­cji „stwór­cy” wie­my, że zanim obda­rzył czło­wie­ka narzę­dziem zwa­nym wol­ną wolą wie­dział (ina­czej nie był­by wszech­wie­dzą­cy), że prę­dzej czy póź­niej wybie­rze on zło, wie­dział to, zanim czło­wiek w ogó­le zyskał spo­sob­ność sko­rzy­sta­nia z „daro­wa­ne­go” narzę­dzia. Jeże­li tak, to dla­cze­go za ten wybór oskar­żać nale­ży czło­wie­ka? Bóg, podob­nie jak Mario Puzo, mógł stwo­rzyć kra­inę szczę­śli­wo­ści. Obaj z jakichś powo­dów wole­li wykre­ować coś inne­go. Jeże­li ist­nie­je Bóg (chrze­ści­jań­ski), z defi­ni­cji nic nie może dziać się bez jego wie­dzy. A sko­ro czło­wiek czy­ni zło, robi tak za wie­dzą i przy­zwo­le­niem Boga. Toteż nie dostrze­gam tutaj wystar­cza­ją­ce­go powo­du, by za ist­nie­nie zła obwi­niać człowieka.

Ksiądz Hry­nie­wicz do mojej kon­klu­zji dojść nie chce. Woli pisać, że „Bóg ogra­ni­cza swo­ją wszech­moc, aby pozo­sta­wić ludziom prze­strzeń daro­wa­nej wol­no­ści”. Sytu­acja wyda­je się prost­sza niż pro­fe­sor teo­lo­gii chciał­by ją widzieć: Bóg jest tak sil­ny, że stwa­rza pozór sła­bo­ści albo nie ma go wca­le. Jeże­li jest sil­ny, jeże­li jest naj­sil­niej­szy, to jest odpo­wie­dzial­ny za zło, za to, że świat stwo­rzył takim wła­śnie, a nie innym. Jeże­li „wysta­wił sie­bie na ryzy­ko wol­ne­go wybo­ru ze stro­ny istot rozum­nych”, to tego chciał. Może, o ile jest, jest masochistą?

Odpowiedzialność za Holocaust         

Na suge­stię księ­dza Hry­nie­wi­cza: „kto jest osta­tecz­nie odpo­wie­dzial­ny za Holo­caust? Pytaj­my: gdzie był wte­dy czło­wiek?”, rów­nież pozwa­lam sobie zare­ago­wać zaczep­nie. Takie pyta­nie mogli­by­śmy zadać wte­dy, gdy­by­śmy zało­ży­li, że Boga nie ma. Jeże­li jed­nak dys­kurs nasz zakła­da ist­nie­nie Boga, wte­dy zapy­taj­my: gdzie był wte­dy Bóg? I na nic tłu­ma­cze­nia, że „nie z jego woli poszło na rzeź tak wie­le nie­win­nych ofiar”, bo sko­ro nie zare­ago­wał, to owo strasz­li­we zło zwa­ne Holo­cau­stem doko­na­ło się za boskim przy­zwo­le­niem. Okru­cień­stwo ludzi, przy zało­że­niu, że Bóg ist­nie­je, jak naj­bar­dziej jest argu­men­tem prze­ciw­ko ich stwór­cy. Gdy więc czy­tam, że „ten, kto wie­rzy, tak­że zma­ga się z Bogiem z powo­du zła. Wyra­ża przez to swo­ją nadzie­ję, że Stwór­ca nie pozo­sta­nie obo­jęt­ny. Jest w tej posta­wie mądrość zaufa­nia i nadziei”, to oso­bi­ście widzę w tej posta­wie raczej naiw­ność, i jest to eufemizm. 

Pytanie i puenta

I jesz­cze pyta­nie sfor­mu­ło­wa­ne na fun­da­men­cie jed­ne­go z final­nych aka­pi­tów arty­ku­łu Wacła­wa Hry­nie­wi­cza. Jeże­li czło­wiek „nosi w sobie przy­naj­mniej nie­wy­raź­ną intu­icję, że ist­nie­je świat szczę­śli­wy, bez łez, prze­mo­cy i cier­pie­nia”, to dla­cze­go świat, w któ­rym teraz żyje, nie może być taką wła­śnie raj­ską krainą?

Czło­wie­ka o ist­nie­nie zła moż­na oskar­żać osta­tecz­nie tyl­ko przy zało­że­niu, że Boga nie ma i sam czło­wiek kreu­je rze­czy­wi­stość w sobie i wokół sie­bie. Ale teista na takie zało­że­nie się nie zgo­dzi. Puen­ta? Nie da się obro­nić tezy mówią­cej o ist­nie­niu dobre­go Boga w obli­czu ist­nie­nia okrut­ne­go zła.


[1] U popu­lar­ne­go nor­we­skie­go pisa­rza Jo Nesbø czy­ta­my, że w książ­ce „autor decy­du­je o tym, kie­dy coś się wyda­rzy”. J. Nesbø, Krew na śnie­gu, przeł. I. Zim­nic­ka, Wro­cław 2015, s. 117. Syno­ni­mem książ­ki jest sen­su­al­na rze­czy­wi­stość, świat; syno­ni­mem auto­ra jest Bóg.


Jacek Uglik – Rocz­nik 76. Twór­ca artzine’a „Blas­fe­mia”, zało­ży­ciel Warsz­ta­tu Wydaw­ni­cze­go „Ora­ison Funèbre”. Pra­cu­je w Zakła­dzie Histo­rii Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Zie­lo­no­gór­skie­go. Dyrek­tor Insty­tu­tu. Hob­by: WRC, spe­edway, F1. Wybra­ne tek­sty wła­sne publi­ku­je pod adre­sem: www.blasfemia.blox.pl.

Fot.: Some rights rese­rved by RJPP, CC0

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

8 komentarzy

Kliknij, aby skomentować

  • Nie­ste­ty łatwo wyka­zać auto­ro­wi, że popeł­nia błąd za błę­dem. Arty­kuł raczej szkol­ny, z rów­nie błęd­ną puen­tą jak kon­struk­cja argumentacji.
    Oba zda­nia: “w obli­czu ist­nie­nia Boga wycho­dzą­ce­go naprze­ciw stwo­rze­niu, jako Ten, któ­ry zdol­ny jest do współ­cier­pie­nia świat zna­czo­ny jest pięt­nem cier­pie­nia z winy samych ludzi” i „jeśli zane­gu­je­my ist­nie­nie Boga, wów­czas sam czło­wiek musi dźwi­gać ogrom­ne brze­mię zła. Zarzut ist­nie­nia zła i oskar­że­nie zwra­ca­ją się wte­dy prze­ciw­ko nie­mu same­mu. To on jest win­ny i odpo­wie­dzial­ny za zło, któ­re czy­ni” — mówią to samo, o tym, że czło­wiek jest winien obec­ne­go zła na świe­cie. Nie ma mię­dzy nimi sprzeczności.

    Ana­lo­gia z pisa­rzem jest pozor­na, czy­li fał­szy­wa. Postać z książ­ki jest zapro­jek­to­wa­na, zde­ter­mi­no­wa­na i musi robić, to, co pisarz chce, aby robi­ła. Jest ema­na­cją zamy­słu auto­ra, ści­słym odwzo­ro­wa­niem jego chę­ci i pro­jek­tu, on się posta­cią posłu­gu­je jak(o) środ­kiem. Czło­wiek, z punk­tu widze­nia wie­rzą­ce­go, a Autor przy takim cią­gle się upie­ra, jest part­ne­rem Boga, małym bogiem (tak nazy­wa go Biblia w ST), stwo­rzo­nym do rela­cji przy­jaź­ni z Bogiem wła­ści­wym. Nawet jeśli jest logicz­nie moż­li­we, aby Bóg inge­ro­wał w jeż­dże­nie prze­ze mnie bez bile­tu i powstrzy­my­wał mnie od tego (bo gdzie jest gra­ni­ca zła? gdzie się zaczy­na zło “poważ­ne”? nie ma takiej gra­ni­cy, stop­ni zła jest wie­le i inge­ru­jąc w zło, Bóg nie mógł­by lek­ce­wa­żyć żad­nej jego posta­ci), to była­by to kpi­na z czło­wie­ka i z tzw. wol­no­ści. Ani Bogu nie przy­stoi, ani mi nie doda­wa­ło­by to god­no­ści, wprost by ją odbie­ra­ło­by, gdy­by Bóg robił ze mną, co chce, po tym jak stwo­rzył mnie odręb­ną jed­nost­ką, isto­tą rze­ko­mo auto­no­micz­ną. A teista to wła­śnie zakła­da, dla­te­go wol­no mu twier­dzić to, co na ten temat twierdzi. 

    To nie bra­ki w Bogu, ale Jego dosko­na­łość wyma­ga nie­in­ge­ro­wa­nia w świat (miał­by uśmier­cać gru­pę nasto­lat­ków, któ­ra zakłó­ca seans w kinie? spra­wić, że ktoś, kto nie pomógł przejść sta­rusz­ce przez pasy, wpad­nie pod samo­chód?). Pro­szę naj­pierw stwo­rzyć model “słusz­ne­go” i “wła­ści­we­go” postę­po­wa­nia inge­ren­cyj­ne­go Boga, a dopie­ro wte­dy pró­by wyka­zy­wa­nia, że obec­nie postę­pu­je On źle i nie­god­nie, będą rozsądne.
    Wła­ściw­sza ana­lo­gia była­by z mat­ką, któ­ra wie­dzia­ła­by, jesz­cze przed ich spło­dze­niem, że część jej dzie­ci będzie postę­po­wać nie­mo­ral­nie. Nie wie­dzia­ła­by jed­nak któ­re. Czy powin­na zre­zy­gno­wać z powo­ła­nia do ist­nie­nia jakie­go­kol­wiek, nie spło­dzić żad­ne­go? Owszem, Bóg wie, kto będzie czyn­nie prak­ty­ko­wał zło, ale 

    1) jak wspo­mnia­łem, stop­ni zła jest ogrom­nie wie­le; czy kogoś, kto w przy­szło­ści miał­by zra­nić np. part­ne­ra, któ­re­go porzu­ca, przez co part­ner ten nie­wy­mow­nie cier­pi przez roku lud dwa lata, miał­by Bóg nie powo­ły­wać do ist­nie­nia (zwłasz­cza, że po tym cza­sie ta cier­pią­ca oso­ba może spo­tkać kogoś nie­zwy­kłe­go i do koń­ca życia dzię­ko­wać za dar ist­nie­nia, nie pamię­ta­jąc wcze­śniej­szych przy­kro­ści)? a co z kimś, kto, choć żyje w związ­ku, rani czę­sto sło­wem part­ne­ra, przez co ten rów­nież cier­pi i nie jest w peł­ni szczę­śli­wy? jego ist­nie­nie rów­nież Bóg powi­nien “zablo­ko­wać”, unie­moż­li­wić komuś spło­dze­nie go? czy może po spło­dze­niu Bóg miał­by bez­po­śred­nio wywo­łać poronienie?
    2) jak miał­by to robić? tak, jak pytam o to wyżej, czy może poprzez usu­nię­cie, uśmier­ce­nie rodzi­ców takie­go poten­cjal­ne­go dziec­ka? a może poprzez kalec­two na nich zesła­ne, odbie­ra­ją­ce im płod­ność? czy może w koń­cu w ogó­le nie pozwa­la­jąc, aby się naro­dzi­li? a rodzi­ce tych rodziców?

    Jeśli Bóg ma być Bogiem, a świat posia­dać auto­no­mię, to być może wyma­ga­ło to, aby jakaś ilość zła była dopusz­czo­na, sko­ro czło­wiek zła nie potra­fi unik­nąć (wg. teizmu, pierw­si rodzi­ce, któ­rzy byli bez­grzesz­ni, czy­li nie byli niczym zde­ter­mi­no­wa­ni, rów­nież wybra­li zło, a więc skłon­ność ku nie­mu nie jest zależ­na wyłącz­nie genów, wcze­śniej­szych mecha­ni­zmów i zra­nień). Są pra­ce i auto­rzy, któ­rzy zaj­mu­ją się tym lata­mi i może war­to ich poczy­tać, zamiast postu­lo­wać, że Bóg powi­nien to i to, i wynaj­dy­wać w Jego postę­po­wa­niu błę­dy. To jest po pro­stu niepoważne.

    Przy­znam, że poziom argu­men­ta­cji Auto­ra jest tro­chę zawsty­dza­ją­cy, moż­na ocze­ki­wać cze­goś inte­lek­tu­al­nie uczciw­sze­go i rze­tel­niej­sze­go po auto­rze ksią­żek i arty­ku­łów, niż tego, co zapre­zen­to­wał wyżej. Autor spra­wia wra­że­nie, jak­by żądał świa­ta z baśni i dąsa się na Boga, że jeże­li świa­ta nie wyglą­da jak umi­ło­wa­na być może w dzie­ciń­stwie kra­ina Mumin­ków, to musi być On be. A może to tyl­ko stra­te­gia bez koń­ca spo­ty­ka­na u współ­cze­snych nie­wie­rzą­cych — pod­szy­te resen­ty­men­tem, a nie tym, co ma się mery­to­rycz­ne­go do powie­dze­nia, wyszu­ki­wa­nie na siłę każ­dej moż­li­wej argu­men­ta­cji prze­ciw Bogu, z zagad­nie­niem zła na cze­le, co ma czy­nić oskar­ża­ją­ce­go szla­chet­nym, a Boga bez­sprzecz­nie win­nym wszyst­kich obec­nych świństw na świe­cie? Autor zba­na­li­zo­wał pro­blem i omi­nął go, nawet go nie zapoczątkował.

    • Jeże­li dla cie­bie oba poniż­sze zda­nia są toż­sa­me, to sam wysta­wiasz sobie świa­dec­two nie­uc­twa: “w obli­czu ist­nie­nia Boga wycho­dzą­ce­go naprze­ciw stwo­rze­niu, jako Ten, któ­ry zdol­ny jest do współ­cier­pie­nia świat zna­czo­ny jest pięt­nem cier­pie­nia z winy samych ludzi” i „jeśli zane­gu­je­my ist­nie­nie Boga, wów­czas sam czło­wiek musi dźwi­gać ogrom­ne brze­mię zła. Zarzut ist­nie­nia zła i oskar­że­nie zwra­ca­ją się wte­dy prze­ciw­ko nie­mu same­mu. To on jest win­ny i odpo­wie­dzial­ny za zło, któ­re czy­ni”. Swo­ją dro­gą, skąd na forum filo­zo­fuj aż tylu nie­prze­jed­na­nych katoli?

    • (wg. teizmu, pierw­si rodzi­ce, któ­rzy byli bez­grzesz­ni, czy­li nie byli niczym zde­ter­mi­no­wa­ni, rów­nież wybra­li zło, a więc skłon­ność ku nie­mu nie jest zależ­na wyłącz­nie genów, wcze­śniej­szych mecha­ni­zmów i zra­nień). Są pra­ce i auto­rzy, któ­rzy zaj­mu­ją się tym lata­mi i może war­to ich poczytać”

      to może war­to zacząć w koń­cu czy­tać jakieś pra­ce nauko­we, a nie mity (Biblia), czy­li pod­sta­wę, na jakiej opie­ra­ją się teiści?

      • Sza­now­na Joan­no masz dużo racji w tym co piszesz. Mam pyta­nie, jakie pra­ce nauko­we masz na myśli?

      • Nie szar­żo­wał­bym tego typu argu­men­ta­mi. Rów­nie łatwo podać przy­kła­dy zbrod­ni doko­na­nych przez ate­istów, a idą­cych w gru­be miliony.

  • Dzień dobry.
    Mam kil­ka wąt­pli­wo­ści. Bóg pozwa­la czło­wie­ko­wi wybie­rać. Zna wszyst­kie poten­cjal­ne moż­li­wo­ści. Mia­no­wi­cie, jeże­li Antek wybie­rze “A”, Bóg zna dal­sze pro­po­zy­cje wybo­ru, jeże­li “B” tak samo itd. Takie Drzew­ko Szczę­ścia Krzysz­to­fa Wanio chy­ba. I fak­tycz­nie, może być tak, że prę­dzej czy póź­niej Antek pocią­gnie Mał­go­sie za war­ko­cze. Czy Bóg mu na to pozwo­lił? Ok, powiedz­my, że tak. Czy go zde­ter­mi­no­wał do tego? Nie. W koń­cu zakła­da­my, że czło­wiek ma wol­ną wolę. I tu, wyda­je mi się, jest szko­puł. Czy jeże­li na coś pozwo­li­my, od razu jeste­śmy za to odpo­wie­dzial­ni? Hie­ro­nim idzie ze swo­im przy­ja­cie­lem Seba­stia­nem obok przy­stan­ku, nagle Seba widzi dwóch przy­tu­la­ją­cych się do sie­bie homo­sek­su­ali­stów. Seba, jak to Seba musi ich zło­ić, tak dla zasa­dy. Hie­ro­nim nie reagu­je, odsu­wa się. Nie­ja­ko pozwa­la mu na to. Czy Hie­ro­nim jest win­ny? Jeże­li jeste­śmy świad­ka­mi, jak jakiś typ krad­nie kobie­cie toreb­kę i uda­je­my, że tego nie widzi­my, to jest to nasza wina? A pro­pos Kar­te­zju­sza. W jed­nym z listów do cze­skiej księż­nicz­ki Elż­bie­ty czy­ta­my cie­ka­wą ana­lo­gię „Król roz­ka­zu­je dwu mężom – dobrze zna­nym ze swe­go wro­gie­go do sie­bie nasta­wie­nia – zja­wić się w pew­nym miej­scu o ozna­czo­nym cza­sie. Król zda­je sobie dosko­na­le spra­wę, iż wynik­nie z tego wal­ka; i
    trze­ba rzec, iż życzy jej sobie, choć­by ozna­cza­ło to pogwał­ce­nie jego wła­snych dekre­tów. Ale choć prze­wi­du­je tę wal­kę i chce jej, nie okre­śla w żaden spo­sób woli tych dwu mężów. Ich dzia­ła­nie jest wyni­kiem ich wła­sne­go wybo­ru”. Tak też Bóg prze­wi­du­je o wszyst­kich ludz­kich czy­nach, lecz nie deter­mi­nu­je ludz­kiej woli. Kar­te­zjusz pró­bu­je tutaj poka­zać na przy­kła­dzie dwóch mężów, iż ci nie są zde­ter­mi­no­wa­ni przez kogoś, lub coś do swych czy­nów – w tym wypad­ku wal­ki – nato­miast Król jest ana­lo­gią Boga, któ­ry prze­wi­du­je ten czyn, wie co się zda­rzy, lecz nie jest żad­nym czyn­ni­kiem deter­mi­nu­ją­cym ich do dzia­ła­nia. Czy Król tutaj tak­że jest win­ny? Nato­miast fakt ist­nie­nia czy nie­ist­nie­nia Boga nie ma tu nic do rze­czy. Czy tak, czy tak “sam czło­wiek kreu­je rze­czy­wi­stość w sobie i wokół sie­bie” z racji wol­nej woli.
    Tak mi się wydaje.
    Faj­nie, że autor nie spu­en­to­wał tego jak wie­lu ate­istów. Mia­no­wi­cie, sko­ro jest zło na świe­cie to dobre­go Boga nie ma, bo takie zda­nie nie dowo­dzi nie­ist­nie­nia Boga, a ewen­tu­al­nie może jedy­nie wziąć w wąt­pli­wość jeden z jego atry­bu­tów, czy­li dosko­na­łe dobro.
    Pozdrawiam.

    • każ­dy, kto widzi zło, albo ma przy­naj­mniej uza­sad­nio­ne przy­pusz­cze­nia co do moż­li­wo­ści jego zaist­nie­nia a nie sta­ra się powstrzy­mać zło­czyń­cy, jest współ­win­ny — zarów­no ten, kto nie powstrzy­mu­je kogoś przed pobi­ciem, kra­dzie­żą, wan­da­li­zmem. Nie mówiąc o tym, że zada­je się z taki­mi oso­ba­mi, któ­re są skłon­ne kogoś napaść i pobić czy okraść, nawet, jeśli sam takich czy­nów się nie dopuszcza.