Polemiki

Jacek Uglik: Teolog a teodycea [polemika]

Kilka lat temu profesor Wacław Hryniewicz, ksiądz katolicki i teolog, popełnił artykuł „Bóg słabszy od policjanta”. Niniejszy tekst stanowi głos polemiczny z jego wywodem.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Mój pogląd odnośnie do religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrod­zoną ze stra­chu i za źródło niewypowiedzianego nieszczęś­cia rodza­ju ludzkiego.

Bertrand Rus­sell

Kogo winić za istnienie zła?

O ile spór między ateis­ta­mi a teis­ta­mi doty­czy w jakiejś mierze kwestii odpowiedzial­noś­ci Boga za ist­nie­nie zła bądź mil­czenia Boga w obliczu zła, to wedle mnie teolog (a tym bardziej sławny) nie powinien uciekać od stanow­czej odpowiedzi, w której pojaw­ia się miejsce dla Boga, a przede wszys­tkim nie ma prawa obciążać człowieka winą za ist­nie­nie zła; człowieka w „religi­jnej per­spek­ty­wie” będącego wsza­kże zaled­wie cza­sowym bytem stwor­zonym, pyłkiem na wietrze. Teolog powinien bez lęku orzekać na tem­at Boga i kwestii teody­cei (wyraża­jącej pytanie: dlaczego w świecie stwor­zonym przez będącego nieskońc­zoną dobro­cią i wszech­mogącego Boga ist­nieje zło?), jed­nak zami­ast pisać o roli Boga, zwyk­le lekką ręką całą winę zrzu­ca na człowieka. Poz­wolę sobie zatem stanąć w obronie człowieka.

Ateizm a teizm

W okazjon­al­nej wypowiedzi Wacława Hryniewicza (Bóg słab­szy od polic­jan­ta, „Gaze­ta Wybor­cza” 2012, 7–9 kwiet­nia) pojaw­ia się niespójność. W jed­nym miejs­cu teolog pisze, że w obliczu ist­nienia Boga wychodzącego „naprze­ciw stworze­niu, jako Ten, który zdol­ny jest do współcier­pi­enia” świat znac­zony jest „pięt­nem cier­pi­enia z winy samych ludzi”; by kil­ka wier­szy dalej orzec: „jeśli zanegu­je­my ist­nie­nie Boga, wów­czas sam człowiek musi dźwigać ogromne brzemię zła. Zarzut ist­nienia zła i oskarże­nie zwraca­ją się wtedy prze­ci­wko niemu samemu. To on jest win­ny i odpowiedzial­ny za zło, które czyni”. Co z tych przeczą­cych sobie akapitów wyni­ka? Że nieza­leżnie od tego, czy Bóg ist­nieje, czy go nie ma, za ist­nie­nie zła winę ponosi dokonu­ją­cy wol­nych wyborów człowiek. W sum­ie nic nowego. Niespójny Hryniewicz sta­je obok innego wygod­nick­iego św. Augusty­na.  

W przy­wołanej wypowiedzi wygłaszane są również sądy nie na tem­at: „A może przeko­nany ateista nie musi wyjaś­ni­ać i rozwiązy­wać sprzecznoś­ci wynika­ją­cych z fak­tu ist­nienia zła? Usunię­cie Boga ze sce­ny świa­ta nie wyjaś­nia tajem­ni­cy zła i nie czyni cier­pi­enia lże­jszym do zniesienia”. Oczy­wiś­cie, że ateista (mate­ri­al­ista) zma­ga się z prob­le­mem zła i jako winowa­jcę wskazu­je człowieka, bowiem pon­ad człowieka w świecie materii nic nie wyras­ta. Ale taka odpowiedź, satys­fakcjonu­ją­ca teistę, pojaw­ia się przy założe­niu i zgodzie stron sporu, że Boga nie ma. Teista na to założe­nie nie przys­ta­je, więc ateista ma pra­wo zapy­ty­wać – dlaczego ludzie wierzą­cy winą za ist­nie­nie zła obar­cza­ją człowieka (stworze­nie), a nie Boga (stwór­cę)? Ludzie wierzą­cy, na podobieńst­wo księdza pro­fe­so­ra Hryniewicza, przekonu­ją, że zazwyczaj nie poj­mu­je­my logi­ki Boga, co oznacza sug­estię, by nie fer­ować wyroków albo cho­ci­aż pow­strzy­mać się od odpowiedzi będą­cych oskarże­niem Boga. Przeświad­czeni są jed­nak, że zło jest dziełem wol­nego człowieka. W takiej sytu­acji, wedle logi­ki nie­boskiej, zami­ast oskarżać człowieka, powin­ni mil­czeć. Mil­cze­nie było­by ucz­ci­we.

(Nie)winny Vito Corleone

Pro­ponu­ję prowoku­jące poniekąd porów­nanie. Chadzał jeszcze niedawno po świecie pis­arz nazwiskiem Mario Puzo. Lat temu kilka­dziesiąt popełnił on książkę o tytule Ojciec chrzest­ny. Mówiąc w skró­cie, rzecz ta opowia­da o mafi­jnej rodzinie Cor­leone, rodzinie złej jak dia­bli i krzy­wdzącej bliźnich. Zada­jmy ter­az pytanie: kto jest odpowiedzial­ny za zło wyle­wa­jące się z kart powieś­ci, a wyrządzane przez jej bohaterów? Ich stwór­ca (Puzo), czy oni sami, czyli stworze­nie (rodz­i­na Cor­leone)? Praw­dopodob­na odpowiedź brz­mi: autor książ­ki. Dlaczego? Bo prze­cież mógł napisać inne dzieło, w którym pojaw­ia się rodz­i­na Cor­leone, sym­pa­ty­cz­na jak Mumin­ki z doliny Muminków. Jeżeli tak się sprawy mają, to dlaczego w pier­wszym przy­pad­ku (omaw­ianym przez Hryniewicza) za ist­nie­nie zła win­imy stworze­nie (człowieka), a nie stwór­cę (Boga), a w drugim przy­pad­ku odpowiedzial­nym za zło jest stwór­ca (Puzo), a nie stworze­nie (rodz­i­na Cor­leone)? Isto­ta obu przykładów jest ta sama [1].

Oko w oko z człowiekiem składającym propozycję nie do odrzucenia

Ktoś powie, że człowiek posi­a­da wol­ną wolę, a rodz­i­na Cor­leone przy­pom­i­na pio­n­ki na sza­chown­i­cy. Tyle, że gdy­byśmy mogli zatrzeć granicę między naszym światem a światem książkowym, a może­my to uczynić jako byty roz­porządza­jące wyobraźnią, gdy­byśmy zatem mogli spotkać się z Vito Cor­leone (na podobieńst­wo bohat­era i widza roz­maw­ia­ją­cych z sobą w filmie Woj­ciecha Mar­czewskiego Uciecz­ka z kina wol­ność), i powiedzieć mu, że stanowi tylko bez­wol­ną kreację Puzo, to na dowód, że się mylimy najpewniej przestrzelił­by nam prawe kolano, przekonu­jąc w ten sposób nad wyraz dobit­nie, że rac­ja jest po jego stron­ie. A może my wiemy, że jesteśmy wol­ni? Otóż nie wiemy. Nie potrafimy naszej ewen­tu­al­nej wol­noś­ci dowieść, może­my tylko mniemać, przy­puszczać – również teiś­ci. Choć ci ostat­ni raczej wierzą, że są wol­ni. Tak jak wierzy Cor­leone. A że wskazać wyraźnej grani­cy między jawą a snem nie potrafimy, pod­powiadał Kartezjusz.

Zło i wolna wola

Załóżmy jed­nak, że człowiek jest istotą wol­ną. Czy posi­adanie tego narzędzia (wol­nej woli), w obliczu ewen­tu­al­nego ist­nienia Boga, skła­nia do wniosku mówiącego, że za ist­nie­nie zła odpowiedzial­ny jest człowiek? Skąd­inąd wiado­mo, że Bóg to byt wszech­mogą­cy i wszech­wiedzą­cy. Jeżeli tak, to z definicji „stwór­cy” wiemy, że zan­im obdarzył człowieka narzędziem zwanym wol­ną wolą wiedzi­ał (inaczej nie był­by wszech­wiedzą­cy), że prędzej czy później wybierze on zło, wiedzi­ał to, zan­im człowiek w ogóle zyskał sposob­ność sko­rzys­ta­nia z „darowanego” narzędzia. Jeżeli tak, to dlaczego za ten wybór oskarżać należy człowieka? Bóg, podob­nie jak Mario Puzo, mógł stworzyć krainę szczęśli­woś­ci. Obaj z jakichś powodów woleli wykre­ować coś innego. Jeżeli ist­nieje Bóg (chrześ­ci­jańs­ki), z definicji nic nie może dzi­ać się bez jego wiedzy. A sko­ro człowiek czyni zło, robi tak za wiedzą i przyz­wole­niem Boga. Toteż nie dostrzegam tutaj wystar­cza­jącego powodu, by za ist­nie­nie zła obwini­ać człowieka.

Ksiądz Hryniewicz do mojej kon­kluzji dojść nie chce. Woli pisać, że „Bóg ogranicza swo­ją wszech­moc, aby pozostaw­ić ludziom przestrzeń darowanej wol­noś­ci”. Sytu­ac­ja wyda­je się prost­sza niż pro­fe­sor teologii chci­ał­by ją widzieć: Bóg jest tak sil­ny, że stwarza pozór słaboś­ci albo nie ma go wcale. Jeżeli jest sil­ny, jeżeli jest najsil­niejszy, to jest odpowiedzial­ny za zło, za to, że świat stworzył takim właśnie, a nie innym. Jeżeli „wys­taw­ił siebie na ryzyko wol­nego wyboru ze strony istot rozum­nych”, to tego chci­ał. Może, o ile jest, jest masochistą?

Odpowiedzialność za Holocaust         

Na sug­estię księdza Hryniewicza: „kto jest ostate­cznie odpowiedzial­ny za Holo­caust? Pyta­jmy: gdzie był wtedy człowiek?”, również pozwalam sobie zareagować zaczep­nie. Takie pytanie moglibyśmy zadać wtedy, gdy­byśmy założyli, że Boga nie ma. Jeżeli jed­nak dyskurs nasz zakła­da ist­nie­nie Boga, wtedy zapy­ta­jmy: gdzie był wtedy Bóg? I na nic tłu­maczenia, że „nie z jego woli poszło na rzeź tak wiele niewin­nych ofi­ar”, bo sko­ro nie zareagował, to owo stras­zli­we zło zwane Holo­caustem dokon­ało się za boskim przyz­wole­niem. Okru­cieńst­wo ludzi, przy założe­niu, że Bóg ist­nieje, jak najbardziej jest argu­mentem prze­ci­wko ich stwór­cy. Gdy więc czy­tam, że „ten, kto wierzy, także zma­ga się z Bogiem z powodu zła. Wyraża przez to swo­ją nadzieję, że Stwór­ca nie pozostanie obo­jęt­ny. Jest w tej postaw­ie mądrość zau­fa­nia i nadziei”, to oso­biś­cie widzę w tej postaw­ie raczej nai­wność, i jest to eufem­izm.

Pytanie i puenta

I jeszcze pytanie sfor­mułowane na fun­damen­cie jed­nego z final­nych akapitów artykułu Wacława Hryniewicza. Jeżeli człowiek „nosi w sobie przy­na­jm­niej niewyraźną intu­icję, że ist­nieje świat szczęśli­wy, bez łez, prze­mo­cy i cier­pi­enia”, to dlaczego świat, w którym ter­az żyje, nie może być taką właśnie rajską krainą?

Człowieka o ist­nie­nie zła moż­na oskarżać ostate­cznie tylko przy założe­niu, że Boga nie ma i sam człowiek kreu­je rzeczy­wis­tość w sobie i wokół siebie. Ale teista na takie założe­nie się nie zgodzi. Puen­ta? Nie da się obronić tezy mówiącej o ist­nie­niu dobrego Boga w obliczu ist­nienia okrut­nego zła.


[1] U pop­u­larnego nor­weskiego pis­arza Jo Nesbø czy­tamy, że w książce „autor decy­du­je o tym, kiedy coś się wydarzy”. J. Nesbø, Krew na śniegu, przeł. I. Zimnic­ka, Wrocław 2015, s. 117. Syn­on­imem książ­ki jest sen­su­al­na rzeczy­wis­tość, świat; syn­on­imem auto­ra jest Bóg.


Jacek Uglik – Rocznik 76. Twór­ca artzine’a „Blas­femia”, założy­ciel Warsz­tatu Wydawniczego „Orai­son Funèbre”. Pracu­je w Zakładzie His­torii Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Zielonogórskiego. Dyrek­tor Insty­tu­tu. Hob­by: WRC, speed­way, F1. Wybrane tek­sty własne pub­liku­je pod adresem: www.blasfemia.blox.pl.

Fot.: Some rights reserved by RJPP, CC0

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

8 komentarzy

Kliknij, aby skomentować

  • Nieste­ty łat­wo wykazać autorowi, że popeł­nia błąd za błę­dem. Artykuł raczej szkol­ny, z równie błęd­ną puen­tą jak kon­strukc­ja argu­men­tacji.
    Oba zda­nia: “w obliczu ist­nienia Boga wychodzącego naprze­ciw stworze­niu, jako Ten, który zdol­ny jest do współcier­pi­enia świat znac­zony jest pięt­nem cier­pi­enia z winy samych ludzi” i „jeśli zanegu­je­my ist­nie­nie Boga, wów­czas sam człowiek musi dźwigać ogromne brzemię zła. Zarzut ist­nienia zła i oskarże­nie zwraca­ją się wtedy prze­ci­wko niemu samemu. To on jest win­ny i odpowiedzial­ny za zło, które czyni” — mówią to samo, o tym, że człowiek jest winien obec­nego zła na świecie. Nie ma między nimi sprzecznoś­ci.

    Analo­gia z pis­arzem jest pozor­na, czyli fałszy­wa. Postać z książ­ki jest zapro­jek­towana, zde­ter­mi­nowana i musi robić, to, co pis­arz chce, aby robiła. Jest emanacją zamysłu auto­ra, ścisłym odw­zorowaniem jego chę­ci i pro­jek­tu, on się postacią posługu­je jak(o) środ­kiem. Człowiek, z punk­tu widzenia wierzącego, a Autor przy takim cią­gle się upiera, jest part­nerem Boga, małym bogiem (tak nazy­wa go Bib­lia w ST), stwor­zonym do relacji przy­jaźni z Bogiem właś­ci­wym. Nawet jeśli jest log­icznie możli­we, aby Bóg ingerował w jeżdże­nie przeze mnie bez bile­tu i pow­strzymy­wał mnie od tego (bo gdzie jest grani­ca zła? gdzie się zaczy­na zło “poważne”? nie ma takiej grani­cy, stop­ni zła jest wiele i ingeru­jąc w zło, Bóg nie mógł­by lekce­ważyć żad­nej jego postaci), to była­by to kpina z człowieka i z tzw. wol­noś­ci. Ani Bogu nie przys­toi, ani mi nie dodawało­by to god­noś­ci, wprost by ją odbier­ało­by, gdy­by Bóg robił ze mną, co chce, po tym jak stworzył mnie odręb­ną jed­nos­tką, istotą rzeko­mo auto­nom­iczną. A teista to właśnie zakła­da, dlat­ego wol­no mu twierdz­ić to, co na ten tem­at twierdzi.

    To nie bra­ki w Bogu, ale Jego doskon­ałość wyma­ga nieingerowa­nia w świat (miał­by uśmier­cać grupę nas­to­latków, która zakłó­ca seans w kinie? spraw­ić, że ktoś, kto nie pomógł prze­jść staruszce przez pasy, wpad­nie pod samochód?). Proszę najpierw stworzyć mod­el “słusznego” i “właś­ci­wego” postępowa­nia ingeren­cyjnego Boga, a dopiero wtedy pró­by wykazy­wa­nia, że obec­nie postępu­je On źle i niegod­nie, będą rozsądne.
    Właś­ci­wsza analo­gia była­by z matką, która wiedzi­ała­by, jeszcze przed ich spłodze­niem, że część jej dzieci będzie postępować niemoral­nie. Nie wiedzi­ała­by jed­nak które. Czy powin­na zrezyg­nować z powoła­nia do ist­nienia jakiegokol­wiek, nie spłodz­ić żad­nego? Owszem, Bóg wie, kto będzie czyn­nie prak­tykował zło, ale 

    1) jak wspom­ni­ałem, stop­ni zła jest ogrom­nie wiele; czy kogoś, kto w przyszłoś­ci miał­by zranić np. part­nera, którego porzu­ca, przez co part­ner ten niewymown­ie cier­pi przez roku lud dwa lata, miał­by Bóg nie powoły­wać do ist­nienia (zwłaszcza, że po tym cza­sie ta cier­pią­ca oso­ba może spotkać kogoś niezwykłego i do koń­ca życia dziękować za dar ist­nienia, nie pamię­ta­jąc wcześniejszych przykroś­ci)? a co z kimś, kto, choć żyje w związku, rani częs­to słowem part­nera, przez co ten również cier­pi i nie jest w pełni szczęśli­wy? jego ist­nie­nie również Bóg powinien “zablokować”, uniemożli­wić komuś spłodze­nie go? czy może po spłodze­niu Bóg miał­by bezpośred­nio wywołać poronie­nie?
    2) jak miał­by to robić? tak, jak pytam o to wyżej, czy może poprzez usunię­cie, uśmierce­nie rodz­iców takiego potenc­jal­nego dziec­ka? a może poprzez kalect­wo na nich zesłane, odbier­a­jące im płod­ność? czy może w końcu w ogóle nie pozwala­jąc, aby się nar­o­dzili? a rodz­ice tych rodz­iców?

    Jeśli Bóg ma być Bogiem, a świat posi­adać autonomię, to być może wyma­gało to, aby jakaś ilość zła była dopuszc­zona, sko­ro człowiek zła nie potrafi uniknąć (wg. teiz­mu, pier­wsi rodz­ice, którzy byli bez­grzeszni, czyli nie byli niczym zde­ter­mi­nowani, również wybrali zło, a więc skłon­ność ku niemu nie jest zależ­na wyłącznie genów, wcześniejszych mech­a­nizmów i zranień). Są prace i autorzy, którzy zaj­mu­ją się tym lata­mi i może warto ich poczy­tać, zami­ast pos­tu­lować, że Bóg powinien to i to, i wyna­jdy­wać w Jego postępowa­niu błędy. To jest po pros­tu niepoważne.

    Przyz­nam, że poziom argu­men­tacji Auto­ra jest trochę zaw­sty­dza­ją­cy, moż­na oczeki­wać czegoś intelek­tu­al­nie ucz­ci­wszego i rzetel­niejszego po autorze książek i artykułów, niż tego, co zaprezen­tował wyżej. Autor spraw­ia wraże­nie, jak­by żądał świa­ta z baśni i dąsa się na Boga, że jeżeli świa­ta nie wyglą­da jak umiłowana być może w dziecińst­wie kraina Muminków, to musi być On be. A może to tylko strate­gia bez koń­ca spo­tykana u współczes­nych niewierzą­cych — pod­szyte resen­ty­mentem, a nie tym, co ma się mery­to­rycznego do powiedzenia, wyszuki­wanie na siłę każdej możli­wej argu­men­tacji prze­ciw Bogu, z zagad­nie­niem zła na czele, co ma czynić oskarża­jącego szla­chet­nym, a Boga bezsprzecznie win­nym wszys­t­kich obec­nych świństw na świecie? Autor zbanal­i­zował prob­lem i ominął go, nawet go nie zapoc­zątkował.

    • Jeżeli dla ciebie oba poniższe zda­nia są tożsame, to sam wys­taw­iasz sobie świadect­wo nieuct­wa: “w obliczu ist­nienia Boga wychodzącego naprze­ciw stworze­niu, jako Ten, który zdol­ny jest do współcier­pi­enia świat znac­zony jest pięt­nem cier­pi­enia z winy samych ludzi” i „jeśli zanegu­je­my ist­nie­nie Boga, wów­czas sam człowiek musi dźwigać ogromne brzemię zła. Zarzut ist­nienia zła i oskarże­nie zwraca­ją się wtedy prze­ci­wko niemu samemu. To on jest win­ny i odpowiedzial­ny za zło, które czyni”. Swo­ją drogą, skąd na forum filo­zo­fuj aż tylu nieprze­jed­nanych katoli?

    • (wg. teiz­mu, pier­wsi rodz­ice, którzy byli bez­grzeszni, czyli nie byli niczym zde­ter­mi­nowani, również wybrali zło, a więc skłon­ność ku niemu nie jest zależ­na wyłącznie genów, wcześniejszych mech­a­nizmów i zranień). Są prace i autorzy, którzy zaj­mu­ją się tym lata­mi i może warto ich poczy­tać”

      to może warto zacząć w końcu czy­tać jakieś prace naukowe, a nie mity (Bib­lia), czyli pod­stawę, na jakiej opier­a­ją się teiś­ci?

      • Nie szarżowałbym tego typu argu­men­ta­mi. Równie łat­wo podać przykłady zbrod­ni doko­nanych przez ateistów, a idą­cych w grube mil­iony.

  • Dzień dobry.
    Mam kil­ka wąt­pli­woś­ci. Bóg pozwala człowiekowi wybier­ać. Zna wszys­tkie potenc­jalne możli­woś­ci. Mianowicie, jeżeli Antek wybierze “A”, Bóg zna dal­sze propozy­c­je wyboru, jeżeli “B” tak samo itd. Takie Drzewko Szczęś­cia Krzyszto­fa Wanio chy­ba. I fak­ty­cznie, może być tak, że prędzej czy później Antek pociąg­nie Mał­gosie za warkocze. Czy Bóg mu na to poz­wolił? Ok, powiedzmy, że tak. Czy go zde­ter­mi­nował do tego? Nie. W końcu zakładamy, że człowiek ma wol­ną wolę. I tu, wyda­je mi się, jest szkop­uł. Czy jeżeli na coś poz­wolimy, od razu jesteśmy za to odpowiedzial­ni? Hieron­im idzie ze swoim przy­ja­cielem Sebas­tianem obok przys­tanku, nagle Seba widzi dwóch przy­tu­la­ją­cych się do siebie homosek­su­al­istów. Seba, jak to Seba musi ich złoić, tak dla zasady. Hieron­im nie reagu­je, odsuwa się. Nie­jako pozwala mu na to. Czy Hieron­im jest win­ny? Jeżeli jesteśmy świad­ka­mi, jak jak­iś typ krad­nie kobiecie tore­bkę i uda­je­my, że tego nie widz­imy, to jest to nasza wina? A pro­pos Kartezjusza. W jed­nym z listów do czeskiej księżnicz­ki Elż­bi­ety czy­tamy ciekawą analogię „Król rozkazu­je dwu mężom – dobrze znanym ze swego wro­giego do siebie nastaw­ienia – zjaw­ić się w pewnym miejs­cu o oznac­zonym cza­sie. Król zda­je sobie doskonale sprawę, iż wyniknie z tego wal­ka; i
    trze­ba rzec, iż życzy jej sobie, choć­by oznacza­ło to pog­wałce­nie jego włas­nych dekretów. Ale choć przewidu­je tę walkę i chce jej, nie określa w żaden sposób woli tych dwu mężów. Ich dzi­ałanie jest wynikiem ich włas­nego wyboru”. Tak też Bóg przewidu­je o wszys­t­kich ludz­kich czy­nach, lecz nie deter­min­u­je ludzkiej woli. Kartezjusz próbu­je tutaj pokazać na przykładzie dwóch mężów, iż ci nie są zde­ter­mi­nowani przez kogoś, lub coś do swych czynów – w tym wypad­ku wal­ki – nato­mi­ast Król jest analogią Boga, który przewidu­je ten czyn, wie co się zdarzy, lecz nie jest żad­nym czyn­nikiem deter­min­u­ją­cym ich do dzi­ała­nia. Czy Król tutaj także jest win­ny? Nato­mi­ast fakt ist­nienia czy nieist­nienia Boga nie ma tu nic do rzeczy. Czy tak, czy tak “sam człowiek kreu­je rzeczy­wis­tość w sobie i wokół siebie” z racji wol­nej woli.
    Tak mi się wyda­je.
    Fajnie, że autor nie spuen­tował tego jak wielu ateistów. Mianowicie, sko­ro jest zło na świecie to dobrego Boga nie ma, bo takie zdanie nie dowodzi nieist­nienia Boga, a ewen­tu­al­nie może jedynie wziąć w wąt­pli­wość jeden z jego atry­butów, czyli doskon­ałe dobro.
    Poz­draw­iam.

    • każdy, kto widzi zło, albo ma przy­na­jm­niej uza­sad­nione przy­puszczenia co do możli­woś­ci jego zaist­nienia a nie stara się pow­strzy­mać złoczyń­cy, jest współwin­ny — zarówno ten, kto nie pow­strzy­mu­je kogoś przed pobi­ciem, kradzieżą, wan­dal­izmem. Nie mówiąc o tym, że zada­je się z taki­mi osoba­mi, które są skłonne kogoś napaść i pobić czy okraść, nawet, jeśli sam takich czynów się nie dopuszcza.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy