Artykuł Ontologia

Tomasz Kąkol: Ja, substancja duchowa

Czy jestem identyczny z moim organizmem? Istnieją poważne argumenty, że nie jestem, a nawet że nie mogę nim być.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 1 (13), s. 14–16. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Między ciałem a pamięcią

We współczes­nej filo­zofii anal­i­ty­cznej kwes­t­ia tożsamoś­ci osobowej sprowadza się do zapro­ponowa­nia przekonu­jącej teorii, która odpowia­da na dwa pyta­nia: kim jestem i czy – a jeśli tak, to dzię­ki czemu – jestem tą samą osobą w cza­sie. Mogło­by się wydawać, że odpowiedź na pier­wsze pytanie jest oczy­wista: jestem żyją­cym orga­nizmem z gatunku homo sapi­ens sapi­ens. Z tego wyni­ka, że warun­ki mojej tożsamoś­ci są takie, jakie są warun­ki tożsamoś­ci mojego orga­niz­mu.

Pytanie jed­nak, jakie to są warun­ki. Odpowiedź nie jest pros­ta, kiedy weźmiemy pod uwagę zarówno fak­ty­czne, jak i (na razie) fan­tasty­czne „kłopotli­we przy­pad­ki”: zrośla­ki syjam­skie, przeszczep głowy, znaczne inter­wenc­je w mate­ri­ał gene­ty­czny czy radykalną rekon­strukcję ciała. Poza tym, zdaniem niek­tórych filo­zofów, najbardziej nat­u­ral­na odpowiedź na pytanie o warun­ki tożsamoś­ci osobowej brz­mi, że warun­ki te mają charak­ter psy­cho­log­iczny, a nie cielesny. Chodzi o to, czy np. oso­ba wybud­zona po skom­p­likowanej oper­acji, pole­ga­jącej na drasty­cznej prze­bu­dowie ciała, pamię­ta mniej więcej to samo, co pamię­tała przed oper­acją, czy ma podob­ne prag­nienia itp. Tożsamość orga­niz­mu nie miała­by tu znaczenia: gdy­by nawet połowę moich neu­ronów super­chirurg przyszłoś­ci zastąpił mikrochipa­mi (a kończyny i część narządów wewnętrznych ich syn­te­ty­czny­mi odpowied­nika­mi), a zachowana została­by ciągłość psy­cho­log­icz­na, byłbym to ja, a nie ktoś inny.

Nieste­ty, ta odpowiedź (za tożsamość osobową odpowia­da ciągłość psy­cho­log­icz­na) generu­je kole­jne prob­le­my: po pier­wsze, jak „sil­na” musi to być ciągłość? Prze­cież, nawet pomi­ja­jąc przy­pad­ki drasty­cznej amnezji, ciągłość psy­cho­log­icz­na może być więk­sza lub mniejsza. Mogę pamię­tać wszys­tko, co pamię­tałem przed oper­acją, ale mogę też zachować tylko część moich wspom­nień. Ta część też może być różnych rozmi­arów. Po drugie, moż­na – sko­ro już dopuszcza­my rozważa­nia z kręgu sci­ence fic­tion – zas­tanow­ić się, co w przy­pad­ku „roz­gałęzienia się” owej ciągłoś­ci (tutaj moż­na pole­cić film pt. Szósty dzień z Arnol­dem Schwarzeneg­gerem w roli głównej) – czy się wów­czas „zdwa­jam”? Po trze­cie, jeśli warun­ki tożsamoś­ci osobowej nie są cielesne, to czy znaczy to, że nie jestem jed­nak tylko orga­nizmem? To kim/czym w takim razie
jestem?

Nowe podejście – pierwszoosobowa perspektywa

Te i inne prob­le­my skłoniły kilku filo­zofów, w tym Lynne Rud­der Bak­er, do stwierdzenia, że do kwestii tożsamoś­ci osobowej trze­ba pode­jść inaczej. Według Bak­er odpowiedź na pytanie, kim jestem, brz­mi: jestem osobą. Ale co to jest oso­ba? I jaka jest jej relac­ja do żywego orga­niz­mu, którym rzeko­mo jestem? Otóż jej zdaniem koniecznym i wystar­cza­ją­cym warunk­iem bycia osobą jest zdol­ność do zaję­cia tzw. pier­ws­zoosobowej per­spek­ty­wy.

Na pier­wszy rzut oka wyglą­da to na błędne koło, bo po obu stronach definicji mamy słowo „oso­ba”, ale zdaniem Bak­er to pozór. Pier­ws­zoosobowa per­spek­ty­wa to coś, o czym każdy z nas wie, co to jest, choć nie da się tego zdefin­iować. Zarazem nie ma dwóch takich samych pier­ws­zoosobowych per­spek­tyw – każ­da oso­ba ma włas­ną. A ponieważ każ­da pier­ws­zoosobowa per­spek­ty­wa jest zarówno swoista, jak i dobrze znana przez każdego, kto nią dys­ponu­je, tylko ona nada­je się na zad­owala­jące kry­teri­um tożsamoś­ci oso­by. Wyni­ka z tego, że mogę być tą samą osobą, nawet gdy mój orga­nizm, a także moja psy­chi­ka prze­jdzie znaczne zmi­any – byle tylko ostała się moja pier­ws­zoosobowa
per­spek­ty­wa.

Osoba a jej ciało

Pozosta­je jeszcze drugie pytanie: „Jaka jest relac­ja oso­by do orga­niz­mu?”. Zdaniem Bak­er w tej relacji nie ma nic „tajem­niczego” – jest ana­log­icz­na do tej, w jakiej jest np. młotek do kawał­ka drew­na (i kawał­ka met­alu), z których się skła­da, albo bryła brązu do statuy, którą kon­sty­tu­u­je. Dlat­ego teo­ria ta nazy­wana jest teorią kon­sty­tucji oso­by.

Ktoś może zapy­tać, jak to możli­we, by bryła statuy nie była iden­ty­cz­na z posągiem, który tworzy – prze­cież oba (owa bryła i ów posąg) są przed­mio­ta­mi mate­ri­al­ny­mi, zaj­mu­ją­cy­mi tę samą przestrzeń w tym samym cza­sie, posi­ada­ją wszys­tkie wspólne częś­ci itd. Czy mamy więc przez to rozu­mieć, że patrząc na posąg, patrzymy fak­ty­cznie na dwie rzeczy? Czy to raczej filo­zof cier­pi na pewien rodzaj „pod­wójnego widzenia”? Otóż nie. Do wniosku, że bryła nie jest iden­ty­cz­na ze statuą dochodz­imy bowiem w wyniku takiego rozu­mowa­nia: jeśli jeden obiekt ma pewną włas­ność, której nie ma dru­gi, to są to różne obiek­ty. Sko­ro bryła ma bardziej lib­er­alne warun­ki trwałoś­ci (np. jest w stanie przetr­wać trzęsie­nie zie­mi nawet wów­czas, gdy posąg zgnieciony „na płask” przes­tał­by ist­nieć), to znaczy, że bryła ma pewną włas­ność, której nie ma posąg, a więc są to różne obiek­ty. Pod­sumowu­jąc, nie ma niczego paradok­sal­nego w tym, że bryła nie jest iden­ty­cz­na z posągiem, który kon­sty­tu­u­je, i podob­nie – jeśli ma rację Bak­er – jest w przy­pad­ku mnie i mojego orga­niz­mu.

Bak­er pod­kreśla tak moc­no podobieńst­wo relacji ja–mój orga­nizm do relacji statua–bryła brązu, aby uniknąć pode­jrzenia o obronę dual­iz­mu sub­stanc­jal­nego – tezy, że ja i mój orga­nizm to dwie zupełnie odmi­enne w swych włas­noś­ci­ach sub­stanc­je – jed­na nie­ma­te­ri­al­na (przy­pom­i­na­ją­ca to, co trady­cyjnie nazy­wano „duszą”), a dru­ga mate­ri­al­na. Prze­cież nikt nie powie, że stat­ua to dusza bryły brązu!

Pomyśleć osobę bez ciała

Wybit­ny filo­zof bry­tyjs­ki Edward Jonathan Lowe zauważył jed­nak, że teo­ria kon­sty­tucji oso­by cier­pi na pewien defekt. Otóż zgadza się on z tezą, że bryła nie jest iden­ty­cz­na z kon­sty­tuowaną przez nią statuą, młotek nie jest iden­ty­czny z kawałkiem drew­na (i met­alu) itd., ale w przy­pad­ku oso­by mamy do czynienia z inną sytu­acją. Rze­ka na przykład może być kon­sty­tuowana nie tylko przez wodę, ale i lawę czy płyn­ny dwut­lenek węgla (w przy­pad­ku wulka­nów czy innych plan­et, na powierzch­ni których ist­nieją niskie tem­per­atu­ry), ale nie da się pomyśleć sobie „nie­ma­te­ri­al­nej” rze­ki (o posą­gach czy młotkach nie wspom­i­na­jąc – nawet holo­graficzny posąg czy laserowy młotek nie jest prze­cież „nie­ma­te­ri­al­ny”). W przy­pad­ku osób sytu­ac­ja jest jed­nak inna: może­my sobie zarówno pomyśleć, iż ist­nieje­my przy równoczes­nym nieist­nie­niu tego, co niepsy­chiczne (np. ciała), jak i że ist­nieje dup­likat naszego ciała pozbaw­iony sfery psy­chicznej. Prowadzi to Lowe’a do wniosku, że relac­ja ja–mój orga­nizm jest bardziej „tajem­nicza”, niż wyobraża to sobie Bak­er.

Zdaniem Lowe’a nie oznacza to jed­nak koniecznoś­ci przyję­cia dual­iz­mu sub­stanc­jal­nego. Widać to na kole­jnym przykładzie: cho­ci­aż potrafimy pomyśleć, że woda ≠ H2O, to nie wyni­ka z tego, że woda i H2O to dwie różne sub­stanc­je. Wiemy bowiem, że woda i H2O są iden­ty­czne. Prob­lem w tym, że w przy­pad­ku prob­le­mu tożsamoś­ci oso­by i jej ciała zachodzi pew­na waż­na różni­ca. Otóż nie wiemy, czy ja i mój orga­nizm są iden­ty­czne ze sobą.

Może zatem osoba to coś innego niż jej ciało…

Jeśli istot­nie moż­na pomyśleć sobie siebie bez ciała (jak i swój dup­likat pozbaw­iony psy­chi­ki), nie jest wyk­luc­zone zarówno to, że możli­we są obiek­ty czys­to men­talne, jak i to, że wystar­cza­ją­co złożony mózg nie pocią­ga z koniecznoś­ci ist­nienia psy­chi­ki. Co więcej, amerykańs­ki filo­zof Saul Krip­ke w skuteczny moim zdaniem sposób pod­ważył analogię między tezą o iden­ty­cznoś­ci ja–mój orga­nizm a teza­mi typu „woda = H2O”. Weźmy pod uwagę tezę, że światło = stru­mień fotonów. Kiedy mówię w tym kon­tekś­cie o świ­etle, odnoszę się, jak powia­da Krip­ke, „do czegoś, czego trochę mamy w tym pomieszcze­niu”. To coś jed­nak iden­ty­fiku­je­my poprzez szczegól­nego rodza­ju wraże­nie, jakie w nas wywołu­je (dzię­ki układ­owi wzrokowe­mu). W przy­pad­ku zaś stanu men­tal­nego, takiego jak ból (ulu­biony przykład Krip­kego), nie jest tak, że iden­ty­fiku­je­my to coś poprzez charak­terysty­czne wraże­nie, jakie w nas wywołu­je – raczej sam ból jest (iden­ty­czny z) takim wraże­niem. Nie ma więc analogii między teza­mi typu „światło = stru­mień fotonów” a „ból = pobudze­nie pewnego typu włókien w układzie ner­wowym”. Na tej samej zasadzie nie moż­na mówić o analogii między para­mi oso­ba (rozu­mi­ana jako isto­ta posi­ada­ją­ca pier­ws­zoosobową per­spek­ty­wę) i jej ciało oraz woda i H2O.

…szczególnie jeśli mamy wolną wolę

Możli­we jest wzmoc­nie­nie dual­iz­mu ogranicza­jącego się jedynie do negacji iden­ty­cznoś­ci mnie i mojego orga­niz­mu poprzez dodatkowe uznanie, że sfera psy­chicz­na ma zdol­noś­ci spraw­cze i jest w stanie speł­ni­ać wolne akty. W końcu trud­no ist­nie­nie wol­nej woli negować. I to z dwóch powodów.

Po pier­wsze, argu­men­tac­ja za nieist­nie­niem wol­nej woli jest sprzecz­na. Wszel­ka argu­men­tac­ja (może w prze­ci­wieńst­wie do per­swazji) zakła­da prze­cież zdol­ność do jej zaak­cep­towa­nia bądź odrzuce­nia. Po drugie, obow­iązu­je przy­na­jm­niej jed­na nor­ma moral­na – mniejsza o to jaka („nigdy nie wol­no zabi­jać dzieci”, „maksy­mal­izuj szczęście/minimalizuj cier­pi­e­nie maksy­mal­nej licz­by czu­ją­cych istot” czy nawet – jeśli wola – „dbaj tylko o siebie, fra­jerzy win­ni umrzeć” itp.). Nor­ma jed­nakże nie miała­by sen­su w przy­pad­ku braku wol­noś­ci – jeśli obow­iązu­je powin­ność, to mogę ją wypełnić, ale (nieste­ty) mogę też jej nie wypełnić. Wol­ność zaś nie da się pogodz­ić z tezą, że odpowied­nia orga­ni­za­c­ja fizy­cz­na (mózgu, czy szerzej – ciała) automaty­cznie pociąg­nie za sobą ist­nie­nie oraz takie a nie inne funkcjonowanie psy­chi­ki.

Niek­tórzy powiedzieli­by, że taki „wzmoc­niony” dual­izm dla rozwiąza­nia prob­le­mu tożsamoś­ci oso­by nie jest konieczny – wystar­czy słab­szy dual­izm włas­noś­ci (jaźń nie jest sub­stancją inną od mojego orga­niz­mu, raczej mój orga­nizm ma dwa różne typy włas­noś­ci – bio­log­iczne i psy­chiczne). Uważam, że nie wystar­czy, właśnie dlat­ego, że to nie włas­noś­ci są przy­czy­na­mi, ale pod­mio­ty tychże włas­noś­ci. Dodam, że „niezniszczal­ność” owej sub­stancji czy nawet jej trwanie przez pewien czas po śmier­ci orga­niz­mu to dal­sze sprawy, wyma­ga­jące odręb­ne­go dowodu, jeśli ktoś zas­tanaw­ia się, jak sil­nie jeszcze moż­na „wzmac­ni­ać” ów dual­izm. Ale to już zupełnie inna his­to­ria.


Warto doczy­tać

L.R. Bak­er, Per­sons and Bod­ies. A Con­sti­tu­tion View, Cam­bridge 2000.
E.J. Lowe, More Kinds of Being, Wiley-Black­well 2009, rozdz. 8.
S. Krip­ke, Nazy­wanie a konieczność, przeł. B. Chwedeńczuk, Warsza­wa 1988



Tomasz Kąkol
– Pra­cown­ik Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego. Zaj­mu­je się ontologią, bioe­tyką oraz klasyka­mi filo­zofii. Jego hob­by to stu­dia bib­listy­czne i koran­iczne, a także medy­tac­ja.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.
W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

 

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy