Artykuł Ontologia

Tomasz Kąkol: Ja, substancja duchowa

Czy jestem identyczny z moim organizmem? Istnieją poważne argumenty, że nie jestem, a nawet że nie mogę nim być.

Najnowszy numer: Tajemnica istnienia

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 1 (13), s. 14–16. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Między ciałem a pamięcią

We współ­cze­snej filo­zo­fii ana­li­tycz­nej kwe­stia toż­sa­mo­ści oso­bo­wej spro­wa­dza się do zapro­po­no­wa­nia prze­ko­nu­ją­cej teo­rii, któ­ra odpo­wia­da na dwa pyta­nia: kim jestem i czy – a jeśli tak, to dzię­ki cze­mu – jestem tą samą oso­bą w cza­sie. Mogło­by się wyda­wać, że odpo­wiedź na pierw­sze pyta­nie jest oczy­wi­sta: jestem żyją­cym orga­ni­zmem z gatun­ku homo sapiens sapiens. Z tego wyni­ka, że warun­ki mojej toż­sa­mo­ści są takie, jakie są warun­ki toż­sa­mo­ści moje­go orga­ni­zmu.

Pyta­nie jed­nak, jakie to są warun­ki. Odpo­wiedź nie jest pro­sta, kie­dy weź­mie­my pod uwa­gę zarów­no fak­tycz­ne, jak i (na razie) fan­ta­stycz­ne „kło­po­tli­we przy­pad­ki”: zro­śla­ki syjam­skie, prze­szczep gło­wy, znacz­ne inter­wen­cje w mate­riał gene­tycz­ny czy rady­kal­ną rekon­struk­cję cia­ła. Poza tym, zda­niem nie­któ­rych filo­zo­fów, naj­bar­dziej natu­ral­na odpo­wiedź na pyta­nie o warun­ki toż­sa­mo­ści oso­bo­wej brzmi, że warun­ki te mają cha­rak­ter psy­cho­lo­gicz­ny, a nie cie­le­sny. Cho­dzi o to, czy np. oso­ba wybu­dzo­na po skom­pli­ko­wa­nej ope­ra­cji, pole­ga­ją­cej na dra­stycz­nej prze­bu­do­wie cia­ła, pamię­ta mniej wię­cej to samo, co pamię­ta­ła przed ope­ra­cją, czy ma podob­ne pra­gnie­nia itp. Toż­sa­mość orga­ni­zmu nie mia­ła­by tu zna­cze­nia: gdy­by nawet poło­wę moich neu­ro­nów super­chi­rurg przy­szło­ści zastą­pił mikro­chi­pa­mi (a koń­czy­ny i część narzą­dów wewnętrz­nych ich syn­te­tycz­ny­mi odpo­wied­ni­ka­mi), a zacho­wa­na zosta­ła­by cią­głość psy­cho­lo­gicz­na, był­bym to ja, a nie ktoś inny.

Nie­ste­ty, ta odpo­wiedź (za toż­sa­mość oso­bo­wą odpo­wia­da cią­głość psy­cho­lo­gicz­na) gene­ru­je kolej­ne pro­ble­my: po pierw­sze, jak „sil­na” musi to być cią­głość? Prze­cież, nawet pomi­ja­jąc przy­pad­ki dra­stycz­nej amne­zji, cią­głość psy­cho­lo­gicz­na może być więk­sza lub mniej­sza. Mogę pamię­tać wszyst­ko, co pamię­ta­łem przed ope­ra­cją, ale mogę też zacho­wać tyl­ko część moich wspo­mnień. Ta część też może być róż­nych roz­mia­rów. Po dru­gie, moż­na – sko­ro już dopusz­cza­my roz­wa­ża­nia z krę­gu scien­ce fic­tion – zasta­no­wić się, co w przy­pad­ku „roz­ga­łę­zie­nia się” owej cią­gło­ści (tutaj moż­na pole­cić film pt. Szó­sty dzień z Arnol­dem Schwa­rze­neg­ge­rem w roli głów­nej) – czy się wów­czas „zdwa­jam”? Po trze­cie, jeśli warun­ki toż­sa­mo­ści oso­bo­wej nie są cie­le­sne, to czy zna­czy to, że nie jestem jed­nak tyl­ko orga­ni­zmem? To kim/czym w takim razie
jestem?

Nowe podejście – pierwszoosobowa perspektywa

Te i inne pro­ble­my skło­ni­ły kil­ku filo­zo­fów, w tym Lyn­ne Rud­der Baker, do stwier­dze­nia, że do kwe­stii toż­sa­mo­ści oso­bo­wej trze­ba podejść ina­czej. Według Baker odpo­wiedź na pyta­nie, kim jestem, brzmi: jestem oso­bą. Ale co to jest oso­ba? I jaka jest jej rela­cja do żywe­go orga­ni­zmu, któ­rym rze­ko­mo jestem? Otóż jej zda­niem koniecz­nym i wystar­cza­ją­cym warun­kiem bycia oso­bą jest zdol­ność do zaję­cia tzw. pierw­szo­oso­bo­wej per­spek­ty­wy.

Na pierw­szy rzut oka wyglą­da to na błęd­ne koło, bo po obu stro­nach defi­ni­cji mamy sło­wo „oso­ba”, ale zda­niem Baker to pozór. Pierw­szo­oso­bo­wa per­spek­ty­wa to coś, o czym każ­dy z nas wie, co to jest, choć nie da się tego zde­fi­nio­wać. Zara­zem nie ma dwóch takich samych pierw­szo­oso­bo­wych per­spek­tyw – każ­da oso­ba ma wła­sną. A ponie­waż każ­da pierw­szo­oso­bo­wa per­spek­ty­wa jest zarów­no swo­ista, jak i dobrze zna­na przez każ­de­go, kto nią dys­po­nu­je, tyl­ko ona nada­je się na zado­wa­la­ją­ce kry­te­rium toż­sa­mo­ści oso­by. Wyni­ka z tego, że mogę być tą samą oso­bą, nawet gdy mój orga­nizm, a tak­że moja psy­chi­ka przej­dzie znacz­ne zmia­ny – byle tyl­ko osta­ła się moja pierw­szo­oso­bo­wa
per­spek­ty­wa.

Osoba a jej ciało

Pozo­sta­je jesz­cze dru­gie pyta­nie: „Jaka jest rela­cja oso­by do orga­ni­zmu?”. Zda­niem Baker w tej rela­cji nie ma nic „tajem­ni­cze­go” – jest ana­lo­gicz­na do tej, w jakiej jest np. mło­tek do kawał­ka drew­na (i kawał­ka meta­lu), z któ­rych się skła­da, albo bry­ła brą­zu do sta­tuy, któ­rą kon­sty­tu­uje. Dla­te­go teo­ria ta nazy­wa­na jest teo­rią kon­sty­tu­cji oso­by.

Ktoś może zapy­tać, jak to moż­li­we, by bry­ła sta­tuy nie była iden­tycz­na z posą­giem, któ­ry two­rzy – prze­cież oba (owa bry­ła i ów posąg) są przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi, zaj­mu­ją­cy­mi tę samą prze­strzeń w tym samym cza­sie, posia­da­ją wszyst­kie wspól­ne czę­ści itd. Czy mamy więc przez to rozu­mieć, że patrząc na posąg, patrzy­my fak­tycz­nie na dwie rze­czy? Czy to raczej filo­zof cier­pi na pewien rodzaj „podwój­ne­go widze­nia”? Otóż nie. Do wnio­sku, że bry­ła nie jest iden­tycz­na ze sta­tuą docho­dzi­my bowiem w wyni­ku takie­go rozu­mo­wa­nia: jeśli jeden obiekt ma pew­ną wła­sność, któ­rej nie ma dru­gi, to są to róż­ne obiek­ty. Sko­ro bry­ła ma bar­dziej libe­ral­ne warun­ki trwa­ło­ści (np. jest w sta­nie prze­trwać trzę­sie­nie zie­mi nawet wów­czas, gdy posąg zgnie­cio­ny „na płask” prze­stał­by ist­nieć), to zna­czy, że bry­ła ma pew­ną wła­sność, któ­rej nie ma posąg, a więc są to róż­ne obiek­ty. Pod­su­mo­wu­jąc, nie ma nicze­go para­dok­sal­ne­go w tym, że bry­ła nie jest iden­tycz­na z posą­giem, któ­ry kon­sty­tu­uje, i podob­nie – jeśli ma rację Baker – jest w przy­pad­ku mnie i moje­go orga­ni­zmu.

Baker pod­kre­śla tak moc­no podo­bień­stwo rela­cji ja–mój orga­nizm do rela­cji statua–bryła brą­zu, aby unik­nąć podej­rze­nia o obro­nę duali­zmu sub­stan­cjal­ne­go – tezy, że ja i mój orga­nizm to dwie zupeł­nie odmien­ne w swych wła­sno­ściach sub­stan­cje – jed­na nie­ma­te­rial­na (przy­po­mi­na­ją­ca to, co tra­dy­cyj­nie nazy­wa­no „duszą”), a dru­ga mate­rial­na. Prze­cież nikt nie powie, że sta­tua to dusza bry­ły brą­zu!

Pomyśleć osobę bez ciała

Wybit­ny filo­zof bry­tyj­ski Edward Jona­than Lowe zauwa­żył jed­nak, że teo­ria kon­sty­tu­cji oso­by cier­pi na pewien defekt. Otóż zga­dza się on z tezą, że bry­ła nie jest iden­tycz­na z kon­sty­tu­owa­ną przez nią sta­tuą, mło­tek nie jest iden­tycz­ny z kawał­kiem drew­na (i meta­lu) itd., ale w przy­pad­ku oso­by mamy do czy­nie­nia z inną sytu­acją. Rze­ka na przy­kład może być kon­sty­tu­owa­na nie tyl­ko przez wodę, ale i lawę czy płyn­ny dwu­tle­nek węgla (w przy­pad­ku wul­ka­nów czy innych pla­net, na powierzch­ni któ­rych ist­nie­ją niskie tem­pe­ra­tu­ry), ale nie da się pomy­śleć sobie „nie­ma­te­rial­nej” rze­ki (o posą­gach czy młot­kach nie wspo­mi­na­jąc – nawet holo­gra­ficz­ny posąg czy lase­ro­wy mło­tek nie jest prze­cież „nie­ma­te­rial­ny”). W przy­pad­ku osób sytu­acja jest jed­nak inna: może­my sobie zarów­no pomy­śleć, iż ist­nie­je­my przy rów­no­cze­snym nie­ist­nie­niu tego, co nie­psy­chicz­ne (np. cia­ła), jak i że ist­nie­je dupli­kat nasze­go cia­ła pozba­wio­ny sfe­ry psy­chicz­nej. Pro­wa­dzi to Lowe’a do wnio­sku, że rela­cja ja–mój orga­nizm jest bar­dziej „tajem­ni­cza”, niż wyobra­ża to sobie Baker.

Zda­niem Lowe’a nie ozna­cza to jed­nak koniecz­no­ści przy­ję­cia duali­zmu sub­stan­cjal­ne­go. Widać to na kolej­nym przy­kła­dzie: cho­ciaż potra­fi­my pomy­śleć, że woda ≠ H2O, to nie wyni­ka z tego, że woda i H2O to dwie róż­ne sub­stan­cje. Wie­my bowiem, że woda i H2O są iden­tycz­ne. Pro­blem w tym, że w przy­pad­ku pro­ble­mu toż­sa­mo­ści oso­by i jej cia­ła zacho­dzi pew­na waż­na róż­ni­ca. Otóż nie wie­my, czy ja i mój orga­nizm są iden­tycz­ne ze sobą.

Może zatem osoba to coś innego niż jej ciało…

Jeśli istot­nie moż­na pomy­śleć sobie sie­bie bez cia­ła (jak i swój dupli­kat pozba­wio­ny psy­chi­ki), nie jest wyklu­czo­ne zarów­no to, że moż­li­we są obiek­ty czy­sto men­tal­ne, jak i to, że wystar­cza­ją­co zło­żo­ny mózg nie pocią­ga z koniecz­no­ści ist­nie­nia psy­chi­ki. Co wię­cej, ame­ry­kań­ski filo­zof Saul Krip­ke w sku­tecz­ny moim zda­niem spo­sób pod­wa­żył ana­lo­gię mię­dzy tezą o iden­tycz­no­ści ja–mój orga­nizm a teza­mi typu „woda = H2O”. Weź­my pod uwa­gę tezę, że świa­tło = stru­mień foto­nów. Kie­dy mówię w tym kon­tek­ście o świe­tle, odno­szę się, jak powia­da Krip­ke, „do cze­goś, cze­go tro­chę mamy w tym pomiesz­cze­niu”. To coś jed­nak iden­ty­fi­ku­je­my poprzez szcze­gól­ne­go rodza­ju wra­że­nie, jakie w nas wywo­łu­je (dzię­ki ukła­do­wi wzro­ko­we­mu). W przy­pad­ku zaś sta­nu men­tal­ne­go, takie­go jak ból (ulu­bio­ny przy­kład Krip­ke­go), nie jest tak, że iden­ty­fi­ku­je­my to coś poprzez cha­rak­te­ry­stycz­ne wra­że­nie, jakie w nas wywo­łu­je – raczej sam ból jest (iden­tycz­ny z) takim wra­że­niem. Nie ma więc ana­lo­gii mię­dzy teza­mi typu „świa­tło = stru­mień foto­nów” a „ból = pobu­dze­nie pew­ne­go typu włó­kien w ukła­dzie ner­wo­wym”. Na tej samej zasa­dzie nie moż­na mówić o ana­lo­gii mię­dzy para­mi oso­ba (rozu­mia­na jako isto­ta posia­da­ją­ca pierw­szo­oso­bo­wą per­spek­ty­wę) i jej cia­ło oraz woda i H2O.

…szczególnie jeśli mamy wolną wolę

Moż­li­we jest wzmoc­nie­nie duali­zmu ogra­ni­cza­ją­ce­go się jedy­nie do nega­cji iden­tycz­no­ści mnie i moje­go orga­ni­zmu poprzez dodat­ko­we uzna­nie, że sfe­ra psy­chicz­na ma zdol­no­ści spraw­cze i jest w sta­nie speł­niać wol­ne akty. W koń­cu trud­no ist­nie­nie wol­nej woli nego­wać. I to z dwóch powo­dów.

Po pierw­sze, argu­men­ta­cja za nie­ist­nie­niem wol­nej woli jest sprzecz­na. Wszel­ka argu­men­ta­cja (może w prze­ci­wień­stwie do per­swa­zji) zakła­da prze­cież zdol­ność do jej zaak­cep­to­wa­nia bądź odrzu­ce­nia. Po dru­gie, obo­wią­zu­je przy­naj­mniej jed­na nor­ma moral­na – mniej­sza o to jaka („nigdy nie wol­no zabi­jać dzie­ci”, „mak­sy­ma­li­zuj szczęście/minimalizuj cier­pie­nie mak­sy­mal­nej licz­by czu­ją­cych istot” czy nawet – jeśli wola – „dbaj tyl­ko o sie­bie, fra­je­rzy win­ni umrzeć” itp.). Nor­ma jed­nak­że nie mia­ła­by sen­su w przy­pad­ku bra­ku wol­no­ści – jeśli obo­wią­zu­je powin­ność, to mogę ją wypeł­nić, ale (nie­ste­ty) mogę też jej nie wypeł­nić. Wol­ność zaś nie da się pogo­dzić z tezą, że odpo­wied­nia orga­ni­za­cja fizycz­na (mózgu, czy sze­rzej – cia­ła) auto­ma­tycz­nie pocią­gnie za sobą ist­nie­nie oraz takie a nie inne funk­cjo­no­wa­nie psy­chi­ki.

Nie­któ­rzy powie­dzie­li­by, że taki „wzmoc­nio­ny” dualizm dla roz­wią­za­nia pro­ble­mu toż­sa­mo­ści oso­by nie jest koniecz­ny – wystar­czy słab­szy dualizm wła­sno­ści (jaźń nie jest sub­stan­cją inną od moje­go orga­ni­zmu, raczej mój orga­nizm ma dwa róż­ne typy wła­sno­ści – bio­lo­gicz­ne i psy­chicz­ne). Uwa­żam, że nie wystar­czy, wła­śnie dla­te­go, że to nie wła­sno­ści są przy­czy­na­mi, ale pod­mio­ty tych­że wła­sno­ści. Dodam, że „nie­znisz­czal­ność” owej sub­stan­cji czy nawet jej trwa­nie przez pewien czas po śmier­ci orga­ni­zmu to dal­sze spra­wy, wyma­ga­ją­ce odręb­ne­go dowo­du, jeśli ktoś zasta­na­wia się, jak sil­nie jesz­cze moż­na „wzmac­niać” ów dualizm. Ale to już zupeł­nie inna histo­ria.


War­to doczy­tać

L.R. Baker, Per­sons and Bodies. A Con­sti­tu­tion View, Cam­brid­ge 2000.
E.J. Lowe, More Kinds of Being, Wiley-Blac­kwell 2009, rozdz. 8.
S. Krip­ke, Nazy­wa­nie a koniecz­ność, przeł. B. Chwe­deń­czuk, War­sza­wa 1988



Tomasz Kąkol
– Pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go. Zaj­mu­je się onto­lo­gią, bio­ety­ką oraz kla­sy­ka­mi filo­zo­fii. Jego hob­by to stu­dia bibli­stycz­ne i kora­nicz­ne, a tak­że medy­ta­cja.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

 

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

Reklama

Już w sprze­da­ży w dobrych salo­ni­kach pra­so­wych w całej Pol­sce

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy