Artykuł Etyka

Torbjörn Tännsjö: Czy posiadanie dzieci jest moralnym obowiązkiem?

Wydaje się, że mamy moralny obowiązek pomnażać szczęście, a im więcej ludzi istnieje na świecie, tym pula szczęścia jest większa. Ale w takim razie czy nie mamy moralnego obowiązku zwiększać liczby istniejących ludzi, a w szczególności, czy nie jest naszym obowiązkiem mieć więcej dzieci? Torbjörn Tännsjö pomysłowo broni twierdzącej odpowiedzi na to pytanie. Poniżej przedstawiamy jego argument, który, jak każdy dobry paradoks, prowadzi od wiarygodnych przesłanek do zaskakującego wniosku. Czy w tym rozumowaniu da się wskazać błąd, czy też należy uznać prawdziwość wniosku? Oto wyzwanie, które, jak liczymy, rozpali umysłu filozofów w Światowym Dniu Dziecka.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Down­load (PDF, 962KB)


Powinieneś mieć dzieci. Nie dla uciechy, satys­fakcji czy we włas­nym, ewolucyjnie poję­tym intere­sie. Powinieneś mieć dzieci, ponieważ to twój moral­ny obow­iązek.

Mój argu­ment na rzecz tej tezy jest bard­zo prosty. Życie więk­szoś­ci ludzi jest, ogól­nie biorąc, szczęśli­we – skazanie ich na wieczne nieist­nie­nie było­by odmówie­niem im tego szczęś­cia. Ponieważ uważam, że naszym moral­nym obow­iązkiem jest maksy­mal­i­zowanie sumy szczęś­cia w świecie, wszyscy jesteśmy zobow­iązani, by zalud­ni­ać świat w takim stop­niu, w jakim jest to możli­we.

Powin­niśmy oczy­wiś­cie zad­bać o to, by nie prze­lud­nić plan­e­ty i nie naraz­ić na niebez­pieczeńst­wo przyszłych pokoleń. Ale na razie nam to nie grozi – przy­na­jm­niej jeśli poradz­imy sobie z taki­mi naglą­cy­mi prob­le­ma­mi, jak glob­alne ocieple­nie. Póki co jesteśmy ety­cznie zobow­iązani, by powoły­wać do ist­nienia tylu ludzi, ilu tylko może­my.

Pomysł, by posi­adanie dzieci uznać za nasz moral­ny obow­iązek, jest tak wysoce dyskusyjny, że zyskał w filo­zofii miano „odpy­cha­jącego wniosku”. Nie sądzę jed­nak wcale, że jest on jakoś szczegól­nie odpy­cha­ją­cy.

Jesteśmy zobowiązani wobec ludzi, którzy jeszcze nie istnieją

Być może w tej chwili przy­chodzi ci do głowy taka myśl: „No pewnie, im więcej szczęś­cia, tym lep­iej, ale moral­ność doty­czy pomo­cy innym, a tworze­nie ludzi to poma­ganie «ludziom», którzy w ogóle nie ist­nieją – w każdym razie jeszcze nie ist­nieją”. Pogląd ten określany jest mianem aktu­al­iz­mu. Tylko rzeczy­wiste jed­nos­t­ki mają prawa. Dopó­ki zatem nie ist­nieje aktu­al­na oso­ba, która może wnieść uza­sad­nioną skargę prze­ciw nasze­mu dzi­ała­niu, nie czyn­imy nic złego.

Oznacza to, że nawet jeśli nie powołam do ist­nienia szczęśli­wej jed­nos­t­ki – mimo że jestem w stanie to uczynić – nie ponoszę moral­nej winy. Hipote­ty­cz­na jed­nos­t­ka nie może wnieść żad­nej uza­sad­nionej skar­gi. To wiel­ka zale­ta aktu­al­iz­mu: w jego świ­etle ludzie mogą w sposób całkowicie wol­ny decy­dować o tym, czy rozm­nażać się, czy nie. Mój pogląd sugeru­je, że jesteśmy moral­nie zobow­iązani do posi­ada­nia kole­jnych dzieci, nato­mi­ast aktu­al­izm pozostaw­ia nam wol­ność wyboru.

Trud­no mi się zgodz­ić z aktu­al­izmem. Wyobraź sobie przez chwilę, że his­to­ria opisana w Księdze Rodza­ju jest prawdzi­wa. Z per­spek­ty­wy aktu­al­iz­mu Adam i Ewa mogli­by się wtedy, w sposób moral­nie nien­agan­ny, pow­strzy­mać od posi­ada­nia dzieci, nawet jeśli pod­ję­cie przez nich takiej decyzji zapo­biegło­by ist­nie­niu mil­iardów szczęśli­wych ludzi!

A oto kole­j­na kon­sek­wenc­ja aktu­al­iz­mu. Załóżmy, że mogę wybrać, czy będę mieć dziecko w wieku pięt­nas­tu, czy trzy­dzi­es­tu pię­ciu lat. Jeżeli będę miał dziecko jako pięt­nas­to­latek, to w przyszłoś­ci moje zarob­ki będą znacznie niższe, a moje dziecko pójdzie do gorszej szkoły, będzie żyć w mniej ele­ganck­iej dziel­ni­cy i w ogóle będzie mu w życiu znacznie trud­niej. Jeśli będę miał je w wieku trzy­dzi­es­tu pię­ciu lat, będę w stanie sfi­nan­sować odpowied­nie stu­dia itd. Czy zro­biłbym coś złego decy­du­jąc się na dziecko w wieku pięt­nas­tu lat? Zgod­nie z rozu­mowaniem aktu­al­istów nie, ponieważ nie ma niko­go, kto mógł­by zaskarżyć moja decyz­je, a ist­niejące dziecko jest szczęśli­we, że trafiło na świat. Powołu­jąc je do ist­nienia, nie naruszyłem jego praw. Nato­mi­ast hipote­ty­czne dziecko, które miałabym w wieku trzy­dzi­es­tu pię­ciu lat, nie ist­nieje i nie może się skarżyć. Nie może to być jed­nak praw­da. Jeśli to jedyne opc­je, powinienem poczekać: świat, w którym mam dziecko jako trzy­dziestopię­ci­o­latek, jest po pros­tu szczęśli­wszy od tego, w którym mam je w wieku pięt­nas­tu lat.

Dlaczego świat, w którym byłoby o wiele więcej ludzi, nie byłby taki zły?

Myśl, jako­by ludzie byli moral­nie zobow­iązani do posi­ada­nia jak najwięk­szej licz­by dzieci, ma radykalne kon­sek­wenc­je. Najpoważniejsza z nich jest ta, że świat, w którym żyje wielu ludzi – dwadzieś­cia, pięćdziesiąt, czy nawet sto mil­iardów, przy czym życie każdego z nich posi­a­da niewielką wartość – był­by lep­szy od świa­ta, w którym jest na przykład dziesięć mil­iardów ludzi, za to niezmiernie szczęśli­wych. Nazwi­jmy te światy, odpowied­nio, Wielkim Złym ŚwiatemMałym Szczęśli­wym Światem.

Wniosek ten może wydawać się absurdal­ny. Oczy­wiś­cie lep­iej było­by żyć w świecie, w którym każdy jest szczęśli­wy, niż w takim, w którym ludzie z tru­dem wiążą koniec z końcem.

Wyobraź sobie, że koniec Małego Szczęśli­wego Świa­ta oznacza kres rodza­ju ludzkiego. Każdy osią­ga maksy­mal­na szczęśli­wość, a następ­nie wszyscy umier­a­ją. Tym­cza­sem w Wielkim Złym Świecie ludzkość trwa przez kole­jne mil­iardy lat na poziomie, który nie jest może nadzwycza­jny, ale ich życie z pewnoś­cią warte jest przeży­cia. Czy nie mielibyśmy wtedy poczu­cia, że ludzie z Małego Szczęśli­wego Świa­ta sta­ją się samol­ub­ni? Zami­ast przedłużyć ist­nie­nie rodza­ju ludzkiego i zgodz­ić się na związane z tym poświęce­nie, opły­wa­ją w luk­susy, nie dając szan­sy innym. Trud­no zaprzeczyć, ze w ich postępowa­niu jest coś nagan­nego.

Co więcej, trud­no sobie wyobraz­ić, jak wyglą­dał­by Wiel­ki Zły Świat. Panu­jące tam warun­ki mogły­by być jed­nak podob­ne do naszego. Życie to wzlo­ty i upad­ki. Być może bilans losu typowego człowieka kończy się w ostate­cznym rozra­chunku tylko odrobiną dodat­niego szczęś­cia. Być może w przy­pad­ku wielu ist­nień wypa­da on na minus. Ale czy w takim razie Wiel­ki Zły Świat był­by aż tak zły, jak początkowo myśleliśmy? Niewyk­luc­zone, że zamieszku­ją­cy go ludzie, zami­ast żyć w skra­jnej biedzie i nędzy, żyją podob­nie do wielu zamożnych ludzi z bogatych i rozwinię­tych kra­jów. Trud­no sobie również wyobraz­ić, jak wyglą­dało­by skra­jnie szczęśli­we życie, bardziej szczęśli­we niż nasze obec­ne. Może być tak, że różni­ca między mało wartoś­ciowym a najszczęśli­wszym możli­wym życiem nie jest aż tak duża.

Miej więcej dzieci!

Mamy obow­iązek zachować ludzkość w ist­nie­niu tak dłu­go, jak to możli­we i dopó­ty, dopó­ki życie jed­nos­tek, które powołu­je­my do ist­nienia, jest wartoś­ciowe. Decyz­je prokrea­cyjne mają wymi­ar moral­ny. Powin­niśmy wiedzieć, że dzię­ki nim maksy­mal­izu­je­my całoś­ciową sumę szczęś­cia. Rozpowszech­niony pogląd, że w kwestii posi­ada­nia dzieci mamy wol­ną rękę, ponieważ nie ma niko­go, kto mógł­by zaskarżyć naszą decyzję, jest błęd­ny.

Naszym obow­iązkiem jest pod­ję­cie wszys­t­kich niewyma­ga­ją­cych trudu kroków zmierza­ją­cych do prokreacji, jak zapisanie się do banku spermy czy posi­adanie kole­jnego dziec­ka, o ile tylko jesteśmy w stanie zapewnić mu opiekę. Powin­niśmy oczy­wiś­cie upewnić się wcześniej, że przez nasze prokrea­cyjne wybo­ry nie spraw­iamy, iż ist­niejące życia tracą wszelką wartość albo że życie, które powołu­je­my do ist­nienia, nie jest warte przeży­cia. W indy­wid­u­al­nych przy­pad­kach trud­no stwierdz­ić, gdzie postaw­ić granicę. Pomi­mo tego, posi­adanie więk­szej licz­by dzieci jest częs­to wyraźnie lep­sze.

Przełożyła Bar­bara Try­ka


Tor­b­jörn Tännsjö – Pro­fe­sor filo­zofii prak­ty­cznej na Uni­w­er­syte­cie Sztokholm­skim, autor wielu pub­likacji z zakre­su filo­zofii moral­nej, filo­zofii poli­ty­cznej i ety­ki stosowanej. Jego najnowsze książ­ki to Zrozu­mieć etykęOdbier­ać życie: trzy teorie ety­ki zabi­ja­nia (obie wydane przez Oxford Uni­ver­si­ty Press).

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka

Fotografia: Anneke

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

    • To swo­ją drogą, ale całkiem spo­ra licz­ba osób nie chce mieć dzieci wcale i dzieci wcale ich nie uszczęśli­wią. A dzieci też będą nieszczęśli­we w takiej rodzinie.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy