Artykuł

Wojciech Lewan­dowski: Jedi w warsztacie samochodowym, czyli trzy zasady zarządzania czasem swojego życia

„Samochód tego pana przywieziono dzisiaj rano, osiem godzin temu. Czyli że dla niego jeden dzień czekania dłużej to jest 300% więcej czasu (…). A dla pana, skoro pan czekasz trzydzieści siedem dni, to jeden dzień więcej to będzie… yyy… No kochany, no jakby nie liczyć no… No jakby nie liczyć… To dla pana jeden dzień jest niecałe 3, dokładnie 2 koma 702. No to na stratę 2 koma 7, no, to jeszcze możemy sobie pozwolić, ale żeby stracić 300% czasu… Ho, ho, kochany, co to, to nie – my na czas musimy patrzeć po gospodarsku!” (Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz, 1978, reż. S. Bareja).

Najnowszy numer: Kim jest osoba?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Pomi­mo drob­ne­go błę­du w obliczeni­ach, głów­na myśl w powyższym cyta­cie nie budzi kon­trow­er­sji: musimy zarządzać naszym cza­sem. Prob­lem w tym, że choć tech­ni­ki zarządza­nia cza­sem w celu zwięk­szenia efek­ty­wnoś­ci mogą mieć zas­tosowanie w warszta­cie samo­chodowym, trud­no było­by odnieść je do całego życia. Nasze życie jest zbyt długie, obe­j­mu­je zbyt wiele zbyt różnorod­nych akty­wnoś­ci, nie da się sprowadz­ić do kon­trolowanego pro­ce­su, a przede wszys­tkim głównym kry­teri­um jego oce­ny rzad­ko bywa pro­duk­ty­wność.

Weźmy pod uwagę trzy sytu­acje, w których może znaleźć się młody, pre­tendu­ją­cy do dołączenia do galak­ty­cznej Rebe­lii chłopak (nazwi­jmy go Luke). Sytu­acje te będą wyma­gały pod­ję­cia decyzji co do zagospo­darowa­nia cza­su swo­jego życia w następu­ją­cych kluc­zowych aspek­tach: wartoś­ci cza­su pozostałego do śmier­ci, licz­by real­i­zowanych życiowych pro­jek­tów oraz tem­pa ich real­iza­cji. Czy ety­ka mogła­by zaofer­ować mu jakieś wskazów­ki?

(Raczej) unikaj śmierci

Na pier­wszy rzut oka zasa­da ta jest zbyt oczy­wista, by była intere­su­ją­ca. Tym, co czyni ją wartą rozważe­nia, jest pytanie, czy siła racji za uniknię­ciem śmier­ci lub odsunię­ciem jej w cza­sie zależy od naszego wieku. Wyobraźmy sobie dyskusję między osiemdziesię­ci­o­latkiem (nazwi­jmy go Ben) i dwudziesto­let­nim Lukiem, z których każdy chce poświę­cić swo­je życie po to, by ura­tować drugiego. Ben mógł­by argu­men­tować, że poświę­ca mniejszą liczbę lat niż Luke, dzię­ki czemu to poświęce­nie dawało­by ten sam skutek przy akcep­tacji mniejszej straty. Ben odwołu­je się do potocznej intu­icji, zgod­nie z którą śmierć w wieku dwudzi­es­tu lat ­była­by dla nas czymś ­gorszym niż śmierć po osiemdziesiątce. Intu­ic­ja ta może mieć ciekawe kon­sek­wenc­je. W bioe­tyce może ona na przykład wspier­ać pogląd, że w sytu­ac­jach kon­flik­towych ratowanie dzieci (lub nawet ludz­kich zar­o­d­ków) powin­no mieć pri­o­ry­tet nad ratowaniem osób dorosłych. W odniesie­niu do planowa­nia włas­nego życia kon­sek­wencją tej intu­icji było­by uznanie, że unikanie śmier­ci jest ważniejsze w młodym wieku niż w staroś­ci. Paradok­sal­nie, oznacza­ło­by to na przykład, że sporty ekstremalne są bardziej moral­nie dopuszczalne na emery­turze niż na stu­di­ach. Nieco mniej paradok­salne było­by stwierdze­nie, że poświęce­nie życia w starszym wieku w celu ura­towa­nia innych osób jest bardziej rozsądne niż poświęce­nie życia w młodoś­ci.

Luke może odpowiedzieć na ten argu­ment co najm­niej dwo­jako. Po pier­wsze może uznać, że wartość poświęce­nia życia nie leży w rozsąd­nej kalku­lacji, ale w wielkoś­ci tego poświęce­nia. Im więk­sza licz­ba stra­conych lat, tym więk­sze poświęce­nie. Jego decyz­ja będzie więc bardziej hero­icz­na i mniej rozsąd­na niż decyz­ja starszej oso­by. Argu­ment ten zakła­da, że młodość i starość rządzą się odmi­en­ny­mi prawa­mi moral­ny­mi. Etos oso­by młodej to etos hero­iz­mu nie liczącego się z kosz­ta­mi. Etos oso­by w podeszłym wieku opier­ał­by się na rozsąd­nej kalku­lacji. W ciągu naszego życia siła racji hero­iz­mu nie liczącego się z kosz­ta­mi stop­niowo malała­by, ustępu­jąc miejs­ca coraz więk­szej sile rozsąd­nej kalku­lacji.

Kon­cepc­ja ta zakła­da, że możli­we są decyz­je hero­iczne, ale nierozsądne oraz nieheroiczne, ale rozsądne. Trud­no ją jed­nak zaak­cep­tować z kilku powodów. Przede wszys­tkim wyda­je się, że ­hero­icznego ­poświęce­nia ­życia w ­młodym wieku tylko po to, by zwięk­szyć wartość tego poświęce­nia, nie moż­na uznać za właś­ci­wy motyw. Dla kogoś myślącego w taki sposób dąże­nie do zwięk­szenia włas­nej wartoś­ci moral­nej przesła­ni­ało­by tych, których ratu­je. Poza tym, planowanie swo­jego życia pod wzglę­dem moral­nym było­by łatwiejsze ze świado­moś­cią, że zasady i rac­je moralne, który­mi się kieru­je­my, nie zmienią się ani nie osłab­ną w cza­sie. Wresz­cie, trud­no było­by nam porzu­cić przeko­nanie, że moż­na połączyć zarówno rozsądek, jak i hero­izm.
Ist­nieje jeszcze dru­gi sposób argu­men­tacji, dzię­ki które­mu Luke mógł­by uza­sad­nić swo­je poświęce­nie. Pole­ga on na przyję­ciu założe­nia o ros­nącej użytecznoś­ci krań­cowej lat pozostałych do naszej śmier­ci, co wyrówny­wało­by siłę racji zarówno hero­iz­mu, jak i rozsąd­nej kalku­lacji. Najproś­ciej rzecz ujmu­jąc: im jesteśmy star­si, tym więk­szą wartość stanow­ią dla nas pozostałe lata naszego życia. Teza ta jest intu­icyjnie akcep­towal­na: dla oso­by w podeszłym wieku przedłuże­nie życia o jeden dzień będzie stanow­ić więk­szą wartość niż dla oso­by młodej. Ana­log­icznie, poświęce­nie kilku lat życia może dla osiemdziesię­ci­o­lat­ka stanow­ić w przelicze­niu taką samą stratę jak poświęce­nie kilkudziesię­ciu lat dla dwudziesto­lat­ka. Decyz­je obu tych osób będą więc zawsze miały dokład­nie ten sam stopień hero­iz­mu i rozsąd­ku. Możli­wy kon­trar­gu­ment wskazy­wał­by na sytu­acje, w których ura­towane życie było­by skra­jnie krótkie. Zgod­nie z tym kon­trar­gu­mentem poświęce­nie życia w młodym wieku, by przedłużyć życie osiemdziesię­ci­o­lat­ka o min­utę, pół min­u­ty lub kil­ka sekund nie jest ani hero­iczne, ani rozsądne, ponieważ – pomi­ja­jąc możli­wość spek­taku­larnego religi­jnego lub moral­nego nawróce­nia się w ostat­niej chwili – min­u­ta to zbyt mało, by pomieś­cić całą możli­wą wartość czy­je­jś przyszłoś­ci. Poświęce­nie życia przez Luke’a może być więc uza­sad­nione tylko wtedy, gdy ist­nieją wartoś­ci, których real­iza­c­ja jest nieza­leż­na od cza­su i które mogą mieć pri­o­ry­tet nad wartoś­ci­a­mi zależny­mi od cza­su.

Skoncentruj się! (ale najpierw zbilansuj to, co ważne)

Zakłada­jąc, że poza sytu­acją poświęce­nia życia pier­wsza zasa­da wyma­ga zag­waran­towa­nia sobie jak najwięk­szego cza­su na moral­ny rozwój, pozosta­je roz­planować kilka­dziesiąt lat swo­jego życia. Prob­lem pole­ga na tym, że dostęp­nych jest wiele różnorod­nych dóbr, które moż­na zre­al­i­zować. Młody Jedi może albo poświę­cić się stu­diowa­niu ksiąg, albo ścieżce wojown­i­ka. Może też próbować połączyć oba te sposo­by życia i być wyk­sz­tał­conym wojown­ikiem. Planowanie swo­jego życia moż­na zatem oprzeć na dwóch mod­elach:

• mod­el spec­jal­isty – więk­szość zawodowych sportow­ców ma świado­mość, że najwięk­sze sukcesy mogą osiągnąć w bard­zo ogranic­zonym cza­sie, po którym czeka ich emery­tu­ra. Życie w tym mod­elu oznacza inten­sy­wny, ale krót­ki początkowy wzrost real­iza­cji dóbr ze świado­moś­cią, że dal­sza część życia nie będzie stanow­iła już tak spek­taku­larnych osiąg­nięć w tym, co jest dla nas ważne. Dzi­ałała­by tu zasa­da male­jącej użytecznoś­ci krań­cowej: im więcej zre­al­i­zowanego dobra danego rodza­ju, tym mniejszy wzrost tego dobra przy podob­nym wysiłku. Trze­ba również pogodz­ić się z myślą, że inne spec­jal­iza­c­je będą w zasadzie przed nami zamknięte.
• mod­el człowieka Rene­san­su – będzie pole­gał na bilan­sowa­niu real­iza­cji różnorod­nych dóbr, by osiągnąć jak najwięcej w różnych dziedz­i­nach. Zgod­nie z tym mod­elem, ktoś, kto posi­a­da dużą wiedzę, ale mało osiąg­nięć, może zyskać tyle samo przez duży wysiłek włożony w dal­sze zdoby­wanie wiedzy lub niewiel­ki wysiłek w celu popraw­ienia prak­ty­cznych osiąg­nięć. Dla mędr­ca bardziej opła­calne niż kon­tyn­uowanie nau­ki będzie rozpoczę­cie prak­ty­cznych tren­ingów, zaś dla doświad­c­zonego wojown­i­ka – zagłę­bi­e­nie się w teorię. Prob­le­mem przy wyborze życia w tym mod­elu jest konieczność rozproszenia swoich życiowych planów na wiele dziedzin. Poza tym, wyda­je się, że lep­iej być dobrym przy­na­jm­niej w jed­nej rzeczy i słabym w pozostałych niż prze­cięt­nym we wszys­tkim.

Rozwiązaniem kom­pro­misowym może być przyję­cie mod­elu człowieka Rene­san­su w młodym wieku, by zdobyć fun­da­men­talne umiejęt­noś­ci i wiedzę w opty­mal­nej licz­bie dziedzin, a następ­nie spec­jal­iza­c­ja w jed­nej lub kilku z nich przy okazjon­al­nym rozwi­ja­niu pozostałych. Opty­mal­na licz­ba dziedzin będzie zależeć od naszych tal­en­tów i możli­woś­ci ich rozwi­ja­nia. Na kom­pro­mis nie będą musieli iść więc geniusze zdol­ni do spec­jal­iza­cji w wielu dziedz­i­nach.

Korzystaj z egzystencjalnych okazji (ale nie pochopnie)

Trze­cią sytu­acją, w której Luke musi­ał­by zarządzać cza­sem swo­jego życia była­by konieczność pod­ję­cia egzys­tenc­jal­nie doniosłej decyzji. Nie wszys­tkie chwile w pro­ce­sie naszego życia mają ten sam sta­tus. Więk­szość z nich pamię­tamy tylko jako częś­ci więk­szych pro­cesów, które prze­b­ie­ga­ją od jed­nego punk­tu do drugiego. Niek­tóre mają jed­nak więk­sze znacze­nie – są kamieni­a­mi milowy­mi i punk­tem odniesienia dla poczu­cia sen­su życia. Wybór jas­nej lub ciem­nej ścież­ki ma więk­szy ciężar gatunkowy niż decyz­ja o założe­niu insta­lacji gazowej w samo­chodzie.

Plusem życia, do którego nie da się zas­tosować pre­cyzyjnego har­mono­gra­mu, jest to, że mogą się w nim pojaw­ić niespodziewane okaz­je przyspieszenia real­iza­cji życiowych pro­jek­tów oraz sko­ry­gowa­nia lub zmi­any ich kierunku. W życiu Luke’a mogło­by to być spotkanie mis­trza, który pro­ponu­je udzi­ał w mis­ji odnalezienia księżnicz­ki. Jeśli nie sko­rzys­ta z tej szan­sy, będzie nadal wiódł spoko­jne życie bez więk­szych wyzwań na rodzin­nej planecie. Czy ist­nieje moral­ny obow­iązek korzys­ta­nia z nadarza­ją­cych się okazji? Argu­mentem za tym, by odpowiedzieć twierdzą­co jest to, że okaz­je takie mogą się już nigdy nie powtórzyć. Decyz­je, których żału­je­my do koń­ca życia, są nieod­wracalne, a zmarnowane szanse w real­iza­cji tego, co uzna­je­my za najważniejsze, bolą najbardziej. Z drugiej strony życie, w którym jed­na chwila może przekreślać cały żmud­nie budowany pro­ces real­iza­cji naszych ideałów, wyda­je się niespraw­iedli­we. Niespraw­iedli­wość ta była­by tym więk­sza, im rzad­sze i im trud­niejsze do rozpoz­na­nia były­by egzys­tenc­jalne okaz­je. Obow­iązek korzys­ta­nia z nich mógł­by być uza­sad­niony tylko pod optymisty­czny­mi warunk­a­mi, że zdarza­ją się one częś­ciej niż się wyda­je, że moż­na ich akty­wnie poszuki­wać zami­ast na nie czekać i że przy wystar­cza­ją­cym poziomie skupi­enia uwa­gi w codzi­en­noś­ci jesteśmy w stanie je dostrzec.

Załóżmy, że powyższy warunek jest spełniony. Czy zatem możli­wa jest moral­nie słusz­na decyz­ja, która jed­nak zosta­je pod­ję­ta zbyt wcześnie lub zbyt późno? Moż­na sobie wyobraz­ić, że jeśli Luke zbyt późno zde­cy­du­je się na dołącze­nie do Rebe­lii, to nie będzie mógł jej pomóc, w związku z czym cała galak­ty­ka zostanie bezpowrot­nie odd­ana w ręce Imperi­um. Z jed­nej strony Luke nie przeży­je swo­jego życia jako bohater, z drugiej jed­nak jego decyz­ja powin­na być oce­ni­ana przez pryz­mat posi­adanych infor­ma­cji i prag­nień, a nie momen­tu, w którym została pod­ję­ta. Pochop­ne sko­rzys­tanie z czegoś, co wyda­je się egzys­tenc­jal­ną okazją nie wyda­je się uspraw­iedli­wione, nawet gdy­by okaza­ło się, że ostate­cznie rzeczy­wiś­cie przysłużyło się real­iza­cji życiowego pro­jek­tu.

Jak zatem żyć?

Wszys­tkie trzy sytu­acje pokazu­ją, że próbu­jąc określić reguły zarządza­nia cza­sem w real­iza­cji życiowych planów, wchodz­imy na prob­lematy­czny teren, w którym efek­ty­wność przes­ta­je mieć wyróżniony sta­tus. Choć dla klien­ta warsz­tatu nie jest ważne, ile wysiłku włożył mechanik w naprawę samo­chodu, to w roz­wo­ju moral­nym wysiłek jest jed­nak jed­nym z głównych wyz­naczników i sprawdzianów tego, na ile nasze pro­jek­ty są dla nas ważne. Gdy­by czas poświę­cany na życiowe pro­jek­ty miał tylko wartość eko­nom­iczną, wów­czas należało­by go opty­mal­i­zować. Jeśli speł­nia on jed­nak również inne funkc­je, na przykład wyraża zaan­gażowanie, wów­czas stanowi to rację za odpowied­nim zbi­lan­sowaniem wartoś­ci naszej przyszłoś­ci, licz­by naszych zaan­gażowań oraz stop­niowej real­iza­cji pro­jek­tu z korzys­taniem z egzys­tenc­jal­nych okazji.


Woj­ciech Lewandows­ki – Filo­zof, pra­cown­ik Katolick­iego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego. Pas­je: rodzinne podróżowanie, lit­er­atu­ra i film.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy