Artykuł Etyka Ontologia

Wojciech Lewandowski: Urlop od tożsamości

Poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja, czwartek – ja. Witold Gombrowicz, Dzienniki

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 1 (13), s. 12–13. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Poniedziałek

Budzę się w swoim ciele i pamię­tam wszys­tko z poprzed­niego dnia i całego mojego życia. Wiem doskonale, kim jestem, co chcę robić i jakie mam obow­iąz­ki. W kuch­ni spo­tykam moje dzieci. Synek chce jutro jechać do parku rozry­w­ki, więc mu to obiecu­ję.

Życie płynie bez prob­lemów.

Wtorek

Budzę się w swoim ciele i pamię­tam wszys­tko z poprzed­niego dnia. W kuch­ni spo­tykam zupełnie obcych ludzi. Oni nie wyglą­da­ją jak moja rodz­i­na, ale zachowu­ją się, jak­by nią byli. Chło­piec chce jechać do parku rozry­w­ki, ale po pier­wsze: jeśli jest obcą osobą, to dlaczego miałbym to zro­bić, a po drugie: nawet jeśli coś obiecałem, to skąd mam wiedzieć, że obiecałem to właśnie jemu?

Po połud­niu jadę zro­bić dzieciom bada­nia gene­ty­czne. Test wychodzi pozy­ty­wnie, więc uzna­ję, że mam wobec nich obow­iąz­ki, a obiet­ni­ca się liczy. Stare, dobre DNA załatwia sprawę – mam obow­iąz­ki wobec tych, którzy są ze mną spokrewnieni. Resztę dnia spędza­my na roller­coast­er­ach. Mam nadzieję, że jutro będzie nor­mal­nie.

Środa

Budzę się. Pamię­tam wszys­tko z poprzed­niego dnia, ale zna­j­du­ję się w innym ciele. Ciężko się przyzwycza­ić, ale przy­na­jm­niej wiem, że to nadal ja – pamię­tam, jakie miałem prag­nienia i co jest dla mnie ważne. W kuch­ni spo­tykam ludzi, którzy znów wyglą­da­ją inaczej i w dodatku mnie nie pamię­ta­ją. Robimy bada­nia gene­ty­czne i wychodzą negaty­wnie. Niby nic nas nie łączy, ale gdzie mam ich odesłać? Wiec­zorem dziew­czyn­ka się roz­chorowała, więc zabrałem ją do lekarza. To, że nie jesteśmy spokrewnieni, w sum­ie nie ma znaczenia – zro­biłbym to dla każdego potrze­bu­jącego pomo­cy.

Czu­ję się zaniepoko­jony i tęsknię za moim dawnym życiem. Wyda­je mi się, że pamięć jest ter­az jedyną rzeczą pozwala­jącą mi stwierdz­ić, kim jestem. Jedynym plusem jest to, że zawsze zna­j­du­ję jak­iś sposób, by określić, co powinienem zro­bić.

Czwartek

Budzę się. Nie rozpoz­na­ję się w lus­trze i nie pamię­tam swo­jej przeszłoś­ci. W kuch­ni są jakieś dzieci. Chcę wyjść, ale nie mogę zostaw­ić ich samych. Dochodzę do wniosku, że to, kim dla nich jestem, nie ma znaczenia – ktoś i tak musi się nimi zająć. Zna­j­du­ję jakieś pieniądze i wyna­j­mu­ję opiekunkę do dzieci i detek­ty­wa, który ma znaleźć ich rodz­iców i dowiedzieć się czegoś o mojej przeszłoś­ci. Wszys­tko bez skutku. Od tego momen­tu liczy się dla mnie tylko przyszłość.

Idę do szpi­ta­la, gdzie dowiadu­ję się, że ist­nieje ter­apia pozwala­ją­ca na przy­wróce­nie mnie i dzieci do stanu z poniedzi­ałku. Na początku chcę się zgodz­ić, ale nie jestem pewny, co ta ter­apia dokład­nie oznacza. Czy przes­taniemy ist­nieć i w zami­an za to pojaw­ią się oso­by, które ist­ni­ały w poniedzi­ałek? Lekarze nie potrafią mi odpowiedzieć na to pytanie, więc na wszel­ki wypadek uprze­jmie dzięku­ję.

Wracam do domu. Wyna­j­mu­ję opiekunkę i detek­ty­wa na kole­jny dzień. Sam nie wiem, kim jestem i jakie mam prag­nienia. Czy wiem, jakie mam obow­iąz­ki? Nadal mogę dosyć łat­wo stwierdz­ić, że kradzież jest zła, a ura­towanie życia dobre, ale wszys­tkie zasady moralne wyda­ją mi się ter­az dość abstrak­cyjne. Co czyni te wszys­tkie obow­iąz­ki moi­mi?

Postanaw­iam trak­tować wszys­t­kich ludzi, włącza­jąc w to moje ter­aźniejsze i przyszłe „ja”, całkowicie bezstron­nie. Będę dzi­ałał tak, żeby skut­ki moich dzi­ałań były najlep­sze dla jak najwięk­szej licz­by ludzi. Na wszel­ki wypadek notu­ję to sobie na karteczce.

Piątek

Budzę się. Nie wiem, kim jestem. Obok łóż­ka leży kartecz­ka z jakim­iś bzdu­ra­mi. W kuch­ni są dzieci, opiekun­ka i detek­tyw, który streszcza mi sytu­ację. Jadę do klini­ki, żeby dopy­tać o szczegóły ter­apii.

Lekarz mówi, że możli­we są dwie opc­je ter­apii. Jutro obudzę się w ciele z poniedzi­ałku, z dzisiejszy­mi i poprzed­ni­mi wspom­nieni­a­mi, ale za to z ogrom­nym bólem głowy, albo w nowym ciele i bez wspom­nień, ale bez bólu głowy i z gwarancją utrzy­ma­nia nowych wspom­nień i ciała w przyszłoś­ci.

Zas­tanaw­iam się. Jeśli codzi­en­nie budzi się inna oso­ba, to w sum­ie nie zależy mi ani na przy­wróce­niu stanu z poniedzi­ałku, ani na uniknię­ciu bólu. Żad­na z jutrze­jszych możli­wych osób nie powin­na też mieć do mnie pre­ten­sji. Ten bez wspom­nień i bólu głowy nie ist­ni­ał­by i nie miał­by szan­sy na nowe, dobre życie, gdy­bym wybrał tego drugiego, a ten z bólem głowy przy­na­jm­niej będzie miał swo­ją rodz­inę. Mógłbym rzu­cić mon­etą, ale staram się znaleźć racjon­alne rozwiązanie prob­le­mu.

Przyj­mu­ję wygodne założe­nie, że przez cały czas jestem jed­ną i tą samą osobą, nieza­leżnie od zmi­an, jakie prze­chodzę. Jeśli tak samo jest z moi­mi dzieć­mi, to szko­da było­by zmarnować całą naszą his­torię. Decy­du­ję się na zabieg z bólem głowy. Mam nadzieję, że dzieci też się na to zde­cy­du­ją.

Sobota

Budzę się. Wszys­tko zadzi­ałało, ale ból głowy jest nie do wytrzy­ma­nia. Idę do kuch­ni. Detek­tyw robi naleśni­ki. Rozpoz­na­ję moje dzieci, które bard­zo cier­pią z powodu bólu głowy. Zapom­ni­ałem zapy­tać, jak dłu­go to będzie trwało. Zas­tanaw­iam się, czy było warto. Może lep­iej było uznać, że tożsamość nie jest waż­na? Żad­na ter­apia nie była­by potrzeb­na. Sko­ro mogłem na bieżą­co określać, co jest dobre albo złe, mogliśmy sobie spoko­jnie przeży­wać każdy dzień
od nowa.

Jedynym prob­le­mem było­by to, że nie mógłbym ułożyć swoich doświad­czeń, dzi­ałań, myśli i relacji z inny­mi ludź­mi w jed­ną, spójną his­torię mojego życia. Bez tego ciężko było­by mi odnaleźć sens życia. Z drugiej strony, może najważniejsze jest to, by być dobrym człowiekiem, nawet bez poczu­cia sen­su życia. Boli mnie głowa, nie mam siły już się nad tym zas­tanaw­iać.

Niedziela

Budzę się. Ból głowy minął. Życie znów płynie bez prob­lemów.


Woj­ciech Lewandows­ki – Filo­zof, pra­cown­ik Katolick­iego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego. Pas­je: rodzinne podróżowanie, lit­er­atu­ra i film

Ilus­trac­ja: Han­na Urbankows­ka

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy