Artykuł Etyka Ontologia

Wojciech Lewandowski: Urlop od tożsamości

Poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja, czwartek – ja. Witold Gombrowicz, Dzienniki

R e k l a m a

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 1 (13), s. 12–13. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Poniedziałek

Budzę się w swo­im cie­le i pamię­tam wszyst­ko z poprzed­nie­go dnia i całe­go moje­go życia. Wiem dosko­na­le, kim jestem, co chcę robić i jakie mam obo­wiąz­ki. W kuch­ni spo­ty­kam moje dzie­ci. Synek chce jutro jechać do par­ku roz­ryw­ki, więc mu to obie­cu­ję.

Życie pły­nie bez pro­ble­mów.

Wtorek

Budzę się w swo­im cie­le i pamię­tam wszyst­ko z poprzed­nie­go dnia. W kuch­ni spo­ty­kam zupeł­nie obcych ludzi. Oni nie wyglą­da­ją jak moja rodzi­na, ale zacho­wu­ją się, jak­by nią byli. Chło­piec chce jechać do par­ku roz­ryw­ki, ale po pierw­sze: jeśli jest obcą oso­bą, to dla­cze­go miał­bym to zro­bić, a po dru­gie: nawet jeśli coś obie­ca­łem, to skąd mam wie­dzieć, że obie­ca­łem to wła­śnie jemu?

Po połu­dniu jadę zro­bić dzie­ciom bada­nia gene­tycz­ne. Test wycho­dzi pozy­tyw­nie, więc uzna­ję, że mam wobec nich obo­wiąz­ki, a obiet­ni­ca się liczy. Sta­re, dobre DNA zała­twia spra­wę – mam obo­wiąz­ki wobec tych, któ­rzy są ze mną spo­krew­nie­ni. Resz­tę dnia spę­dza­my na rol­ler­co­aste­rach. Mam nadzie­ję, że jutro będzie nor­mal­nie.

Środa

Budzę się. Pamię­tam wszyst­ko z poprzed­nie­go dnia, ale znaj­du­ję się w innym cie­le. Cięż­ko się przy­zwy­cza­ić, ale przy­naj­mniej wiem, że to nadal ja – pamię­tam, jakie mia­łem pra­gnie­nia i co jest dla mnie waż­ne. W kuch­ni spo­ty­kam ludzi, któ­rzy znów wyglą­da­ją ina­czej i w dodat­ku mnie nie pamię­ta­ją. Robi­my bada­nia gene­tycz­ne i wycho­dzą nega­tyw­nie. Niby nic nas nie łączy, ale gdzie mam ich ode­słać? Wie­czo­rem dziew­czyn­ka się roz­cho­ro­wa­ła, więc zabra­łem ją do leka­rza. To, że nie jeste­śmy spo­krew­nie­ni, w sumie nie ma zna­cze­nia – zro­bił­bym to dla każ­de­go potrze­bu­ją­ce­go pomo­cy.

Czu­ję się zanie­po­ko­jo­ny i tęsk­nię za moim daw­nym życiem. Wyda­je mi się, że pamięć jest teraz jedy­ną rze­czą pozwa­la­ją­cą mi stwier­dzić, kim jestem. Jedy­nym plu­sem jest to, że zawsze znaj­du­ję jakiś spo­sób, by okre­ślić, co powi­nie­nem zro­bić.

Czwartek

Budzę się. Nie roz­po­zna­ję się w lustrze i nie pamię­tam swo­jej prze­szło­ści. W kuch­ni są jakieś dzie­ci. Chcę wyjść, ale nie mogę zosta­wić ich samych. Docho­dzę do wnio­sku, że to, kim dla nich jestem, nie ma zna­cze­nia – ktoś i tak musi się nimi zająć. Znaj­du­ję jakieś pie­nią­dze i wynaj­mu­ję opie­kun­kę do dzie­ci i detek­ty­wa, któ­ry ma zna­leźć ich rodzi­ców i dowie­dzieć się cze­goś o mojej prze­szło­ści. Wszyst­ko bez skut­ku. Od tego momen­tu liczy się dla mnie tyl­ko przy­szłość.

Idę do szpi­ta­la, gdzie dowia­du­ję się, że ist­nie­je tera­pia pozwa­la­ją­ca na przy­wró­ce­nie mnie i dzie­ci do sta­nu z ponie­dział­ku. Na począt­ku chcę się zgo­dzić, ale nie jestem pew­ny, co ta tera­pia dokład­nie ozna­cza. Czy prze­sta­nie­my ist­nieć i w zamian za to poja­wią się oso­by, któ­re ist­nia­ły w ponie­dzia­łek? Leka­rze nie potra­fią mi odpo­wie­dzieć na to pyta­nie, więc na wszel­ki wypa­dek uprzej­mie dzię­ku­ję.

Wra­cam do domu. Wynaj­mu­ję opie­kun­kę i detek­ty­wa na kolej­ny dzień. Sam nie wiem, kim jestem i jakie mam pra­gnie­nia. Czy wiem, jakie mam obo­wiąz­ki? Nadal mogę dosyć łatwo stwier­dzić, że kra­dzież jest zła, a ura­to­wa­nie życia dobre, ale wszyst­kie zasa­dy moral­ne wyda­ją mi się teraz dość abs­trak­cyj­ne. Co czy­ni te wszyst­kie obo­wiąz­ki moimi?

Posta­na­wiam trak­to­wać wszyst­kich ludzi, włą­cza­jąc w to moje teraź­niej­sze i przy­szłe „ja”, cał­ko­wi­cie bez­stron­nie. Będę dzia­łał tak, żeby skut­ki moich dzia­łań były naj­lep­sze dla jak naj­więk­szej licz­by ludzi. Na wszel­ki wypa­dek notu­ję to sobie na kar­tecz­ce.

Piątek

Budzę się. Nie wiem, kim jestem. Obok łóż­ka leży kar­tecz­ka z jaki­miś bzdu­ra­mi. W kuch­ni są dzie­ci, opie­kun­ka i detek­tyw, któ­ry stresz­cza mi sytu­ację. Jadę do kli­ni­ki, żeby dopy­tać o szcze­gó­ły tera­pii.

Lekarz mówi, że moż­li­we są dwie opcje tera­pii. Jutro obu­dzę się w cie­le z ponie­dział­ku, z dzi­siej­szy­mi i poprzed­ni­mi wspo­mnie­nia­mi, ale za to z ogrom­nym bólem gło­wy, albo w nowym cie­le i bez wspo­mnień, ale bez bólu gło­wy i z gwa­ran­cją utrzy­ma­nia nowych wspo­mnień i cia­ła w przy­szło­ści.

Zasta­na­wiam się. Jeśli codzien­nie budzi się inna oso­ba, to w sumie nie zale­ży mi ani na przy­wró­ce­niu sta­nu z ponie­dział­ku, ani na unik­nię­ciu bólu. Żad­na z jutrzej­szych moż­li­wych osób nie powin­na też mieć do mnie pre­ten­sji. Ten bez wspo­mnień i bólu gło­wy nie ist­niał­by i nie miał­by szan­sy na nowe, dobre życie, gdy­bym wybrał tego dru­gie­go, a ten z bólem gło­wy przy­naj­mniej będzie miał swo­ją rodzi­nę. Mógł­bym rzu­cić mone­tą, ale sta­ram się zna­leźć racjo­nal­ne roz­wią­za­nie pro­ble­mu.

Przyj­mu­ję wygod­ne zało­że­nie, że przez cały czas jestem jed­ną i tą samą oso­bą, nie­za­leż­nie od zmian, jakie prze­cho­dzę. Jeśli tak samo jest z moimi dzieć­mi, to szko­da było­by zmar­no­wać całą naszą histo­rię. Decy­du­ję się na zabieg z bólem gło­wy. Mam nadzie­ję, że dzie­ci też się na to zde­cy­du­ją.

Sobota

Budzę się. Wszyst­ko zadzia­ła­ło, ale ból gło­wy jest nie do wytrzy­ma­nia. Idę do kuch­ni. Detek­tyw robi nale­śni­ki. Roz­po­zna­ję moje dzie­ci, któ­re bar­dzo cier­pią z powo­du bólu gło­wy. Zapo­mnia­łem zapy­tać, jak dłu­go to będzie trwa­ło. Zasta­na­wiam się, czy było war­to. Może lepiej było uznać, że toż­sa­mość nie jest waż­na? Żad­na tera­pia nie była­by potrzeb­na. Sko­ro mogłem na bie­żą­co okre­ślać, co jest dobre albo złe, mogli­śmy sobie spo­koj­nie prze­ży­wać każ­dy dzień
od nowa.

Jedy­nym pro­ble­mem było­by to, że nie mógł­bym uło­żyć swo­ich doświad­czeń, dzia­łań, myśli i rela­cji z inny­mi ludź­mi w jed­ną, spój­ną histo­rię moje­go życia. Bez tego cięż­ko było­by mi odna­leźć sens życia. Z dru­giej stro­ny, może naj­waż­niej­sze jest to, by być dobrym czło­wie­kiem, nawet bez poczu­cia sen­su życia. Boli mnie gło­wa, nie mam siły już się nad tym zasta­na­wiać.

Niedziela

Budzę się. Ból gło­wy minął. Życie znów pły­nie bez pro­ble­mów.


Woj­ciech Lewan­dow­ski – Filo­zof, pra­cow­nik Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go. Pasje: rodzin­ne podró­żo­wa­nie, lite­ra­tu­ra i film

Ilu­stra­cja: Han­na Urban­kow­ska

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Już w sprze­da­ży w dobrych salo­ni­kach pra­so­wych w całej Pol­sce

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy