Artykuł Filozofia nauki

Wojciech Sady: O społecznych warunkach powstania i rozwoju nauki

Cztery wieki temu zaczęła się największa może z dotychczasowych przygód ludzkości: pojawił się i rozwinął naukowy sposób myślenia o przyrodzie i badania przyrody. Od początku towarzyszyły temu rewolucyjne przewroty w technice. Wszystko to zmieniło nasze życie nie do poznania. Dość stwierdzić, że żyjemy dziś średnio trzy razy dłużej, a Ziemię zamieszkuje prawie dwudziestokrotnie więcej ludzi, niż to miało miejsce w czasach, gdy Galileusz zaczął w 1609 r. obserwować niebo przez lunetę. Na pytanie, co zdecydowało o powstaniu nauk, nadal brak powszechnie przyjętej odpowiedzi. Spróbuję przedstawić własną.

R e k l a m a

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 4 (10), s. 11–13. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Nauka grecka i jej upadek

Naj­wcze­śniej­sze tek­sty, któ­re zna­my, a któ­rym przy­zna­li­by­śmy – odwo­łu­jąc się do pro­fe­sjo­nal­ne­go wyczu­cia – mia­no „nauko­wych”, to wyni­ki badań medycz­nych spi­sa­ne ok. V w. p.n.e. w Kor­pu­sie Hip­po­kra­tej­skim. Zasad­ni­czy prze­łom doko­nał się ok. 300 r. p.n.e., gdy Eukli­des na kar­tach Ele­men­tów przed­sta­wił aksjo­ma­tycz­ny sys­tem geo­me­trii, Hero­fi­los z Chal­ke­do­nu i Era­si­stra­tos z Keos roz­po­czę­li bada­nia nad budo­wą i funk­cjo­no­wa­niem cia­ła ludz­kie­go, a Ary­starch z Samos zbu­do­wał helio­cen­trycz­ny model ruchów pla­net. Geo­me­trię na poziom budzą­cy do dziś podziw wynie­śli Archi­me­des z Syra­kuz i Apol­lo­nios z Per­ge, po tym dru­gim zosta­ły też roz­pra­wy O cia­łach pły­wa­ją­cych oraz O rów­no­wa­dze płasz­czyzn. Wiel­ki geo­graf Era­to­ste­nes z Cyre­ny zmie­rzył obwód Zie­mi, a Hip­parch z Nikai na pod­sta­wie obser­wa­cji doko­na­nych z trak­cie zaćmie­nia Słoń­ca obli­czył odle­głość od Zie­mi do Księ­ży­ca. W tych samych krę­gach Kte­si­bios z Alek­san­drii, Filon z Bizan­cjum i inni budo­wa­li zna­ko­mi­te jak na te cza­sy pom­py wod­ne, zega­ry, kata­pul­ty, dźwi­gi i inne urzą­dze­nia mecha­nicz­ne. Eks­pan­sja Rzy­mu w poło­wie II w. p.n.e. znisz­czy­ła cen­tra grec­kiej myśli nauko­wej. Odży­ła ona na krót­ko w II w. n.e., gdy dzia­ła­li wiel­ki ana­tom i lekarz Galen z Per­ga­mo­nu oraz Pto­le­me­usz, naj­wy­bit­niej­szy ze sta­ro­żyt­nych astro­no­mów i geo­gra­fów, pro­wa­dzą­cy też bada­nia nad świa­tłem. Potem nastą­pił trwa­ją­cy czter­na­ście wie­ków okres, gdy w Euro­pie, schry­stia­ni­zo­wa­nej, a następ­nie znisz­czo­nej przez bar­ba­rzyń­ców, nauko­wych sty­lów myślo­wych nie spo­ty­ka­my.

Mate­ma­ty­cy i bada­cze przy­ro­dy pocho­dzą­cy ze świa­ta isla­mu z okre­su od X do XII w. prze­cho­wa­li zna­czą­cą część dorob­ku grec­kie­go, jed­nak w istot­ny spo­sób go nie wzbo­ga­ci­li. Gdy ok. 1200 r. w Bolo­nii, Pary­żu i Oxfor­dzie, a wkrót­ce i w innych mia­stach powsta­ły uni­wer­sy­te­ty, ich zada­niem było prze­ka­zy­wa­nie dogma­tów chrze­ści­jań­stwa w uję­ciu sta­ro­żyt­nych ojców Kościo­ła, naucza­nie pra­wa wzo­ro­wa­ne­go na pra­wie rzym­skim, medy­cy­ny Gale­na wzbo­ga­co­nej o doko­na­nia Awi­cen­ny i innych uczo­nych islam­skich, a wresz­cie filo­zo­fii Ary­sto­te­le­sa, zwy­kle w inter­pre­ta­cji Awer­ro­esa, a póź­niej Toma­sza z Akwi­nu. Na śre­dnio­wiecz­nych i rene­san­so­wych uni­wer­sy­te­tach nie pro­wa­dzo­no nato­miast badań nad przy­ro­dą. Towa­rzy­szył temu zastój, jeśli cho­dzi o tech­ni­ki wytwa­rza­nia – postęp w rol­nic­twie, medy­cy­nie czy rze­mio­śle był bar­dzo powol­ny, a na prze­strze­ni wie­ków zda­rza­ło się, że nie było go wca­le.

Nauka a rzemiosło

Ludzie od cza­su neo­li­tycz­nej rewo­lu­cji rol­ni­czej, czy­li od dwu­na­stu tysiąc­le­ci (na Bli­skim Wscho­dzie), wytwa­rza­ją dobra pozwa­la­ją­ce im żyć, a jeśli cza­su i środ­ków wystar­czy, to uczy­nić swo­je życie tak­że przy­jem­niej­szym. Pra­cu­ją w świe­cie, w któ­rym wszyst­ko nie­ustan­nie się zmie­nia, ale prze­mia­ny te nie nastę­pu­ją cha­otycz­nie: rzą­dzi nimi nie­wi­dzial­ny ład, któ­ry spra­wia, że upusz­czo­ny kamień zawsze i wszę­dzie spa­da w kie­run­ku naszych stóp, dni i noce, a tak­że pory roku nastę­pu­ją po sobie w sta­łej kolej­no­ści, żaby rodzą żaby, a ludzie ludzi. Współ­cze­śnie to, co rzą­dzi powsta­wa­niem, zacho­wa­niem i ginię­ciem rze­czy, nazy­wa­my „pra­wa­mi przy­ro­dy”.

Aby coś wytwo­rzyć, trze­ba jakoś pra­wa przy­ro­dy wyko­rzy­stać dla swo­ich celów. Czę­sto dzie­je się to przy­pad­ko­wo – dro­gą prób i błę­dów ludzie natra­fia­ją na sku­tecz­ny spo­sób postę­po­wa­nia.

A nawet jeśli ktoś znaj­dzie taki spo­sób tyl­ko dzię­ki uzy­ska­nej wie­dzy o przy­ro­dzie, to zwy­kle się on rytu­ali­zu­je – w następ­nych poko­le­niach sta­je się wzor­cem naśla­do­wa­nym bez­re­flek­syj­nie, a uza­sad­nia­nym jedy­nie przez to, że nasi ojco­wie i (pra)dziadowie tak wła­śnie czy­ni­li. Roz­wi­ja­ją się wte­dy reli­gij­ne sty­le myślo­we, sank­cjo­nu­ją­ce for­my życia spo­łecz­ne­go przez odwo­ła­nie do mitycz­nych począt­ków. Taka wła­śnie sytu­acja pano­wa­ła w śre­dnio­wie­czu. Jako przy­kład moż­na podać tek­sty Gale­na – przez dwie­ście lat powie­la­no zawar­te w nich błę­dy, mimo że jed­no­cze­śnie prze­pro­wa­dza­no sek­cje zwłok, któ­re powin­ny były je sko­ry­go­wać. Sta­ło się tak jed­nak dopie­ro w XVI w. w innym kli­ma­cie kul­tu­ro­wym.

Roz­wój miast, a wraz z nimi rze­mio­sła, do jakie­go doszło w Ita­lii i Euro­pie Zachod­niej w cza­sach rene­san­su, spo­wo­do­wał powsta­nie grup wytwór­ców zain­te­re­so­wa­nych nie dal­szym powie­la­niem, ale udo­sko­na­la­niem tech­nik pro­duk­cji. Aku­rat wte­dy Luter, Kal­win i inni przy­stą­pi­li do refor­mo­wa­nia chrze­ści­jań­stwa. Nasta­wie­ni byli anty­nau­ko­wo, ale – wbrew ich inten­cjom – refor­ma­cja dopro­wa­dzi­ła do roz­luź­nie­nia kościel­nej kon­tro­li nad życiem umy­sło­wym, a zachę­ca­jąc wier­nych do samo­dziel­nej lek­tu­ry Biblii (cze­go Kościół rzym­ski zaka­zy­wał do lat 60. XX wie­ku), nie­chcą­cy zachę­ci­ła ich i do innych lek­tur. Co wię­cej, refor­ma­to­rów popar­li wła­śnie miesz­cza­nie, a prze­mia­ny spo­łecz­ne, jakie nastą­pi­ły do poło­wy XVII w. w kra­jach pro­te­stanc­kich, przy­nio­sły rze­mieśl­ni­kom spo­łecz­ną eman­cy­pa­cję.

IV w. p.n.e. Ary­sto­te­les sfor­mu­ło­wał ide­ał wie­dzy przy­rod­ni­czej opar­tej na obser­wa­cji. Mia­ła to być obser­wa­cja bier­na, pro­wa­dzo­na przez ary­sto­kra­tę wol­ne­go od obo­wiąz­ku pra­cy fizycz­nej. Rze­mieśl­ni­ków i rol­ni­ków filo­zof uwa­żał nie za ludzi, ale za oży­wio­ne narzę­dzia. Jakaż prze­paść dzie­li podej­ścia Ary­sto­te­le­sa i Gali­le­usza. Ten dru­gi z dumą pisze o swych umie­jęt­no­ściach rze­mieśl­ni­czych, a dwie z czte­rech ksiąg Roz­mów i dowo­dzeń mate­ma­tycz­nych poświę­ca zagad­nie­niom inży­nier­skim. Pra­wa przy­ro­dy zaś, jakie for­mu­łu­je w księ­gach IIIIV, wypro­wa­dza nie z obser­wa­cji, ale z wyni­ków eks­pe­ry­men­tów. Eks­pe­ry­men­to­wa­nie pole­ga na wytwa­rza­niu ukła­dów, któ­re w poza­ludz­kiej przy­ro­dzie pra­wie nigdy nie wystę­pu­ją. Wyma­ga bowiem nie tyl­ko wyostrzo­nych zmy­słów i prze­ni­kli­we­go rozu­mu, pozwa­la­ją­ce­go eks­pe­ry­ment zapla­no­wać i zin­ter­pre­to­wać jego wyni­ki, ale też zręcz­nych dło­ni. Jest to jeden z zasad­ni­czych powo­dów, dla któ­rych nauki przy­rod­ni­cze są inte­gral­nie powią­za­ne z tech­ni­ką. Dru­gi jest taki, że

nauka roz­wi­ja się tyl­ko w tych spo­łecz­no­ściach, w któ­rych gru­py wytwór­ców – rze­mieśl­ni­ków, rol­ni­ków, leka­rzy – ocze­ku­ją na wyni­ki badań, aby ich użyć w prak­ty­ce.

Nie jest to bynaj­mniej sytu­acja natu­ral­na. Przez wie­ki ludzie tra­ci­li doby­tek, a cza­sem życie, wsku­tek ude­rzeń pio­ru­nów. Pró­bo­wa­li bro­nić się, m.in. bijąc pod­czas burz w kościel­ne dzwo­ny – choć to nie tyl­ko nie poma­ga­ło, ale w samej Fran­cji, jak wyka­za­ły bada­nia, w XVIII w. śred­nio trzech dzwon­ni­ków rocz­nie tra­ci­ło przy takich oka­zjach życie. Ale gdy w 1750 r. Ben­ja­min Fran­klin odkrył, że pio­ru­ny są wyła­do­wa­nia­mi elek­trycz­ny­mi, i przy tej oka­zji skon­stru­ował pio­ru­no­chron, wyna­la­zek ten, jako bro­nią­cy grzesz­ni­ków przed słusz­nym gnie­wem bożym, zwal­cza­ny był zarów­no przez duchow­nych, jak i pro­sty lud (z natu­ry opor­ny wobec nowi­nek). Jesz­cze w 1950 r. papież Pius XII ency­kli­ką Huma­ni gene­ris zabro­nił kato­lic­kim uczo­nym gło­sze­nia poglą­du, że kie­dy­kol­wiek żyli na Zie­mi ludzie nie­bę­dą­cy potom­ka­mi Ada­ma jako jed­ne­go czło­wie­ka (po któ­rym dzie­dzi­czy­my grzech pier­wo­rod­ny) – choć wyni­ki ewo­lu­cyj­nych badań nad prze­szło­ścią ludz­ko­ści, w któ­rych dla Ada­ma i Ewy nie ma miej­sca, sta­ły się pod­sta­wą wiel­kich postę­pów w medy­cy­nie. W tym samym cza­sie, co war­to pod­kre­ślić, gene­ty­kę zwal­cza­no w Związ­ku Sowiec­kim (wystar­czy wspo­mnieć cho­ciaż­by teo­rie Tro­fi­ma Łysen­ki albo Olgi Lepie­szyn­skiej, autor­ki pseu­do­nau­ko­we­go poglą­du o moż­li­wo­ści stwo­rze­nia komór­ki z pozba­wio­nej struk­tu­ry sub­stan­cji żywej), a nie­co wcze­śniej faszy­stow­scy antro­po­lo­dzy z Nie­miec wytwo­rzy­li górę pseu­do­nau­ko­wych śmie­ci.

Nauka a liberalna demokracja

Nauka słu­ży tech­ni­ce nie wprost, ale przez poszu­ki­wa­nie wie­dzy o świe­cie, zdo­by­wa­nej – w ramach spo­łecz­ne­go podzia­łu pra­cy – dla samej wie­dzy. Gdy Micha­el Fara­day w 1831 r. odkrył zja­wi­sko induk­cji elek­tro­ma­gne­tycz­nej, nawet do gło­wy mu nie przy­szło, że znaj­dzie ono prak­tycz­ne zasto­so­wa­nia – tym­cza­sem to wła­śnie dzię­ki nie­mu powsta­je prąd w elek­trow­niach. Gdy James Clerk Maxwell w 1862 r. dodał do wypro­wa­dzo­nych wcze­śniej rów­nań wyra­że­nie na prąd prze­su­nię­cia, nie mógł podej­rze­wać, że na tej pod­sta­wie po ćwierć wie­ku Hein­rich Hertz wytwo­rzy fale radio­we, a w 1896 r. Gugliel­mo Mar­co­ni zbu­du­je radio. I tak dalej.

Słu­żąc wytwór­com – i uzy­sku­jąc od nich środ­ki do dal­szych badań – naukow­cy sza­nu­ją „zwy­kłych ludzi”, udo­stęp­nia­jąc im na przy­kład poprzez publi­ka­cje popu­lar­no­nau­ko­we owo­ce swej pra­cy. Tym bar­dziej że, aby nauka trwa­ła, muszą zna­leźć swych następ­ców, a talen­ty roz­sia­ne są wśród róż­nych klas spo­łecz­nych (ojciec Isa­aca New­to­na był nie­pi­śmien­nym chło­pem – i trze­ba było spo­łecz­nych reform zwią­za­nych z angli­kań­ską refor­ma­cją, aby dać chłop­cu szan­sę na napi­sa­nie w przy­szło­ści Mate­ma­tycz­nych zasad filo­zo­fii przy­ro­dy. Brak podob­nych reform w Rzecz­po­spo­li­tej prze­są­dził o inte­lek­tu­al­nym, a w rezul­ta­cie poli­tycz­nym, upad­ku kra­ju).

Dla­te­go nauka jest natu­ral­nym sprzy­mie­rzeń­cem demo­kra­cji, zaś demo­kra­tycz­ne sys­te­my spo­łecz­ne sprzy­ja­ją roz­wo­jo­wi nauk.

Sko­ro tak, to nauko­we sty­le myśle­nia nie mogą poja­wić się i roz­wi­jać w pań­stwie takim, jakie obmy­ślił Pla­ton czy jakie chwa­lił św. Tomasz z Akwi­nu.
Sama demo­kra­cja – jako wła­dza ludu – nie wystar­czy. Musi to być demo­kra­cja libe­ral­na, pozba­wio­na pań­stwo­wej reli­gii czy ide­olo­gii. Nie jest przy­pad­kiem, że roz­wo­jo­wi nauk w cią­gu ostat­nich czte­rech stu­le­ci towa­rzy­szył postę­pu­ją­cy roz­dział kościo­łów od państw, a libe­ral­ne kra­je zwy­cię­ży­ły w star­ciach z tota­li­tar­ny­mi reżi­ma­mi. Przy­szłe odkry­cia nauko­we oraz ich prak­tycz­ne zasto­so­wa­nia są nie­prze­wi­dy­wal­ne, a nie­raz wcho­dzą w bole­sny kon­flikt z zasta­ny­mi wie­rze­nia­mi czy utrwa­lo­ny­mi zwy­cza­ja­mi. Ich doko­ny­wa­niu sprzy­ja zatem atmos­fe­ra ducho­wej wol­no­ści. Nauko­wiec po pra­cy może być człon­kiem np. jakie­goś kościo­ła czy sek­ty, ale gdy pro­wa­dzi bada­nia, ma być „prak­tycz­nym ate­istą”, bar­dziej ucze­nie zwa­nym natu­ra­li­stą meto­do­lo­gicz­nym: trak­to­wać przy­ro­dę jako zamknię­tą całość, pod­le­głą nie­zmien­nym pra­wom, w ramach któ­rych jed­ne zja­wi­ska wytwa­rza­ją inne – bez inge­ren­cji w ich prze­bieg ze stro­ny bogów.

Naukowcy: równi wśród równych obywatele świata

W odróż­nie­niu od filo­zo­fii, gdzie każ­dy two­rzy wła­sny sys­tem, mniej lub bar­dziej nie­zgod­ny z sys­te­ma­mi innych „miło­śni­ków mądro­ści”, bada­nia nauko­we mają z isto­ty cha­rak­ter zespo­ło­wy. W sto­sun­ku do sie­bie naukow­cy są rów­ny­mi wśród rów­nych: miej­sce zaj­mo­wa­ne w aka­de­mic­kiej hie­rar­chii – w prze­ci­wień­stwie do sytu­acji typo­wej dla wspól­not reli­gij­nych czy poli­tycz­nych – nie odgry­wa roli w toczo­nych spo­rach teo­re­tycz­nych, liczą się tyl­ko wyni­ki eks­pe­ry­men­tów i logi­ka. Co wię­cej, naukow­cy jako naukow­cy pozba­wie­ni są zarów­no małych, jak i dużych ojczyzn – są oby­wa­te­la­mi świa­ta. Gdy jest ina­czej, gdy powsta­ją lokal­ne gru­py inte­re­sów, a o roz­dzia­le środ­ków i przy­wi­le­jów decy­du­ją ukła­dy śro­do­wi­sko­we czy związ­ki z orga­ni­za­cja­mi poli­tycz­ny­mi bądź reli­gij­ny­mi, ide­ał bez­stron­nych badań ule­ga wypa­cze­niu, a nauka prze­obra­ża się w pseu­do­nau­kę.


wojciech-sady-fotWoj­ciech Sady – Magi­ster fizy­ki (Uni­wer­sy­tet War­szaw­ski, 1977), dr i dr hab. filo­zo­fii – filo­zo­fii nauki (Uni­wer­sy­tet im. Ada­ma Mic­kie­wi­cza, 1980 i 1992), pro­fe­sor nauk huma­ni­stycz­nych (2001). Filo­zof nauki i histo­ryk idei, pra­cu­ją­cy obec­nie w Insty­tu­cie Filo­zo­fii i Socjo­lo­gii Uni­wer­sy­te­tu Peda­go­gicz­ne­go w Kra­ko­wie. Stro­na inter­ne­to­wa: sady.up.krakow.pl.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Już w sprze­da­ży w dobrych salo­ni­kach pra­so­wych w całej Pol­sce

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy