Artykuł

Wojciech Żełaniec: Sens i nonsens problemu wolnej woli

Fot.: Some right reserved by Antranias, CC0
Współczesny problem wolnej woli w filozofii tradycyjnej (przed XIX w.) występował jako problem „wolnego rozsądu” (liberum arbitrium), władzy łączącej wolę i rozum, której akty stanowią klasę znacznie węższą niż klasa działań do-, dobro- czy „wolnowolnych” (ε῾κούσιον).

Najnowszy numer: Esencja piękna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 24 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2016 nr 2 (8), s. 40–41. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Zachowanie „wolnowolne”

Łatwo jest zbanalizować czy ośmieszyć problem wolnej woli, badając go na przykładach, w których albo nie ma żadnego prawdziwego wyboru, tj. takiego, w którym nie jest obojętne, co się wybierze, albo jest taki, który znacznie przerasta siły umysłowe wybierającego. Co do braku prawdziwego wyboru, to życie współczesne samo nasuwa mnóstwo przykładów. Jednym z nich może być „wybór” między wieloma rodzajami pasty do zębów, różniącymi się tylko minimalnie. Nie dziwi, że w takiej sytuacji zdajemy się na głos naszego ciała lub naszych pod- czy przedświadomych impulsów.

Uczestniczyłem kiedyś w obradach pewnego dostojnego gremium, które wybierało swoje godło. Było kilka wariantów różniących się nic nie znaczącymi szczegółami i „wybór” między nimi przysporzył gremium sporo wesołości. Jeszcze bardziej pozorny był „wybór”, jakiego musiały dokonać osoby testowane w słynnym eksperymencie Benjamina Libeta: w dowolnie wybranym momencie (to właśnie ten wybór) zgiąć nadgarstek. Na jakiej podstawie można dokonać tego rodzaju „wyboru”? (Pytanie retoryczne, bo nie ma żadnej). Ale Libet dał wyraźną wskazówkę: zdecyduj się zgiąć nadgarstek, gdy poczujesz „impuls” lub „podnietę”, „zachciankę” (urge), by to zrobić. Lecz „wybory” dokonywane na podstawie impulsów są z definicji zdeterminowane dynamizmami cielesnymi i psychicznymi, z których takie impulsy powstają. Siedząc, leżąc czy stojąc jakiś czas w bezruchu, wnet takich impulsów doświadczymy i dlatego poruszymy się nieznacznie – są to zachowania wprawdzie zgodne z wolą czy „wolnowolne” (voluntary, freiwillig, ἑκούσιον, zob. Etyka Nikomachejska III, 1-5), spontaniczne, a nie wymuszone przez jakiś czynnik wobec nas zewnętrzny, ale z całą pewnością nie są one owocem wolnego wyboru!

Liberum arbitrium

Filozofia dawniejsza nie zajmowała się wiele problemem „wolnej woli”, ale zagadnieniem „wolnego rozsądu” (liberum arbitrium, określenie wynalezione przez Tertuliana), tj. władzy dokonywania wyboru (προαίρεσις, electio). O woli (voluntas) zakładano po prostu, że – w odróżnieniu od zwierzęcego instynktu – nie jest niewolniczo przywiązana do żadnego konkretnego dobra, a tylko do najogólniej pojętego szczęścia, i przez to jest wolna, o ile nie owładnie nią jakaś namiętność, silne uczucie.

„Wolny rozsąd” to jednak nie taka ogólnikowo rozumiana wolna wola, ale władza dokonania wyboru, w którym wola współdziała z rozumem, przedstawiającym jej różne rzeczy jako dobra warte wyboru. A nawet to, co rozum przedstawi woli jako dobro w danych okolicznościach najwyższe, nie przymusi jej, gdyż może ona zawsze odmówić zgody na to, co rozum przedstawił jej do zaakceptowania. Chce ona bowiem nieskończenie więcej niż jakiegoś skończonego dobra.

Kiedy rozum mówi „passe”

Tam, gdzie rozum nie ma żadnej roli do odegrania, bo nie ma żadnych znaczących argumentów za wyborem tego czy tamtego, nie będzie też „wolnego rozsądu”. Będzie pójście za głosem ciała czy jakichś ciemnych, niezbadanych (zob. Platon, Obrona Sokratesa, s. 38a) impulsów psychicznych, popędów, nerwic, żądz – choćby to była niewinna żądza przeniesienia ciężaru ciała z nogi na nogę, gdy przyszło nam dłużej postać. Tak jest ze zginaniem nadgarstka w eksperymencie Libeta – nie ma powodów, by zginać nadgarstek wtedy, a nie kiedy indziej, ale… jeśli akurat „się” zachce, coś mnie tknie, aby go zgiąć, to czemu nie?

Podobnie w sytuacjach, gdy jest za wiele do „przetworzenia” przez rozum, np. przy pytaniach typu: jaki kierunek i czy w ogóle studiować? Z jakim chłopakiem, jaką dziewczyną się spotykać? Czy zaciągnąć kredyt w złotówkach, frankach szwajcarskich czy może w tugrikach mongolskich? Wszystko to są pytania, które nas w typowej sytuacji przerastają poznawczo – przynajmniej jeśli, wzorem Sokratesa, zdajemy sobie sprawę z granic naszej wiedzy, a nie mamy daru jasnowidzenia. W takich wypadkach podejmujemy decyzje nie impulsywne, ale niedostatecznie uzasadnione; i dlatego zdajemy się na uczucia i wrażenia („ta dziewczyna z banku była taka profesjonalna, kompetentna i pewna siebie”). A te powstają w nieprzebadanej głębi naszej psychiki. I takie decyzje, choć nasze, nie są jednak, to banał, w pełni wolne.

Pytania do tekstu:

1. W jakich okolicznościach zdaniem autora nie można mówić o wolnym wyborze?
2. Jakie zdaniem autora są warunki autentycznej wolności woli?
3. Jak często korzystamy w życiu z tak rozumianej wolnej woli? Jakie ma to dla nas konsekwencje?


Wojciech Żełaniec – Filozof generalista i społeczny, stypendysta Humboldta  (Würzburg 1995–1997), kierownik Zakładu Etyki i Filozofii Społecznej w Instytucie Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego (wnswz.strony.ug.edu.pl). Ostatnia publikacja: Universality of punishment, Antonio Incampo and Wojciech Żełaniec (eds.), Bari 2015 (jako współautor i współredaktor). Hobby: czytanie i recytowanie poezji.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 PolskaW pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.