Artykuł

Wojciech Żełaniec: Sens i nonsens problemu wolnej woli

Fot.: Some right reserved by Antranias, CC0
Współczesny problem wolnej woli w filozofii tradycyjnej (przed XIX w.) występował jako problem „wolnego rozsądu” (liberum arbitrium), władzy łączącej wolę i rozum, której akty stanowią klasę znacznie węższą niż klasa działań do-, dobro- czy „wolnowolnych” (ε῾κούσιον).

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 2 (8), s. 40–41. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Zachowanie „wolnowolne”

Łatwo jest zba­na­li­zo­wać czy ośmie­szyć pro­blem wol­nej woli, bada­jąc go na przy­kła­dach, w któ­rych albo nie ma żad­ne­go praw­dzi­we­go wybo­ru, tj. takie­go, w któ­rym nie jest obo­jęt­ne, co się wybie­rze, albo jest taki, któ­ry znacz­nie prze­ra­sta siły umy­sło­we wybie­ra­ją­ce­go. Co do bra­ku praw­dzi­we­go wybo­ru, to życie współ­cze­sne samo nasu­wa mnó­stwo przy­kła­dów. Jed­nym z nich może być „wybór” mię­dzy wie­lo­ma rodza­ja­mi pasty do zębów, róż­nią­cy­mi się tyl­ko mini­mal­nie. Nie dzi­wi, że w takiej sytu­acji zda­je­my się na głos nasze­go cia­ła lub naszych pod- czy przed­świa­do­mych impulsów.

Uczest­ni­czy­łem kie­dyś w obra­dach pew­ne­go dostoj­ne­go gre­mium, któ­re wybie­ra­ło swo­je godło. Było kil­ka warian­tów róż­nią­cych się nic nie zna­czą­cy­mi szcze­gó­ła­mi i „wybór” mię­dzy nimi przy­spo­rzył gre­mium spo­ro weso­ło­ści. Jesz­cze bar­dziej pozor­ny był „wybór”, jakie­go musia­ły doko­nać oso­by testo­wa­ne w słyn­nym eks­pe­ry­men­cie Ben­ja­mi­na Libe­ta: w dowol­nie wybra­nym momen­cie (to wła­śnie ten wybór) zgiąć nad­gar­stek. Na jakiej pod­sta­wie moż­na doko­nać tego rodza­ju „wybo­ru”? (Pyta­nie reto­rycz­ne, bo nie ma żad­nej). Ale Libet dał wyraź­ną wska­zów­kę: zde­cy­duj się zgiąć nad­gar­stek, gdy poczu­jesz „impuls” lub „pod­nie­tę”, „zachcian­kę” (urge), by to zro­bić. Lecz „wybo­ry” doko­ny­wa­ne na pod­sta­wie impul­sów są z defi­ni­cji zde­ter­mi­no­wa­ne dyna­mi­zma­mi cie­le­sny­mi i psy­chicz­ny­mi, z któ­rych takie impul­sy powsta­ją. Sie­dząc, leżąc czy sto­jąc jakiś czas w bez­ru­chu, wnet takich impul­sów doświad­czy­my i dla­te­go poru­szy­my się nie­znacz­nie – są to zacho­wa­nia wpraw­dzie zgod­ne z wolą czy „wol­no­wol­ne” (volun­ta­ry, fre­iwil­lig, ἑκούσιον, zob. Ety­ka Niko­ma­chej­ska III, 1–5), spon­ta­nicz­ne, a nie wymu­szo­ne przez jakiś czyn­nik wobec nas zewnętrz­ny, ale z całą pew­no­ścią nie są one owo­cem wol­ne­go wyboru!

Liberum arbitrium

Filo­zo­fia daw­niej­sza nie zaj­mo­wa­ła się wie­le pro­ble­mem „wol­nej woli”, ale zagad­nie­niem „wol­ne­go roz­są­du” (libe­rum arbi­trium, okre­śle­nie wyna­le­zio­ne przez Ter­tu­lia­na), tj. wła­dzy doko­ny­wa­nia wybo­ru (προαίρεσις, elec­tio). O woli (volun­tas) zakła­da­no po pro­stu, że – w odróż­nie­niu od zwie­rzę­ce­go instynk­tu – nie jest nie­wol­ni­czo przy­wią­za­na do żad­ne­go kon­kret­ne­go dobra, a tyl­ko do naj­ogól­niej poję­te­go szczę­ścia, i przez to jest wol­na, o ile nie owład­nie nią jakaś namięt­ność, sil­ne uczucie.

Wol­ny roz­sąd” to jed­nak nie taka ogól­ni­ko­wo rozu­mia­na wol­na wola, ale wła­dza doko­na­nia wybo­ru, w któ­rym wola współ­dzia­ła z rozu­mem, przed­sta­wia­ją­cym jej róż­ne rze­czy jako dobra war­te wybo­ru. A nawet to, co rozum przed­sta­wi woli jako dobro w danych oko­licz­no­ściach naj­wyż­sze, nie przy­mu­si jej, gdyż może ona zawsze odmó­wić zgo­dy na to, co rozum przed­sta­wił jej do zaak­cep­to­wa­nia. Chce ona bowiem nie­skoń­cze­nie wię­cej niż jakie­goś skoń­czo­ne­go dobra.

Kiedy rozum mówi „passe”

Tam, gdzie rozum nie ma żad­nej roli do ode­gra­nia, bo nie ma żad­nych zna­czą­cych argu­men­tów za wybo­rem tego czy tam­te­go, nie będzie też „wol­ne­go roz­są­du”. Będzie pój­ście za gło­sem cia­ła czy jakichś ciem­nych, nie­zba­da­nych (zob. Pla­ton, Obro­na Sokra­te­sa, s. 38a) impul­sów psy­chicz­nych, popę­dów, ner­wic, żądz – choć­by to była nie­win­na żądza prze­nie­sie­nia cię­ża­ru cia­ła z nogi na nogę, gdy przy­szło nam dłu­żej postać. Tak jest ze zgi­na­niem nad­garst­ka w eks­pe­ry­men­cie Libe­ta – nie ma powo­dów, by zgi­nać nad­gar­stek wte­dy, a nie kie­dy indziej, ale… jeśli aku­rat „się” zachce, coś mnie tknie, aby go zgiąć, to cze­mu nie?

Podob­nie w sytu­acjach, gdy jest za wie­le do „prze­two­rze­nia” przez rozum, np. przy pyta­niach typu: jaki kie­ru­nek i czy w ogó­le stu­dio­wać? Z jakim chło­pa­kiem, jaką dziew­czy­ną się spo­ty­kać? Czy zacią­gnąć kre­dyt w zło­tów­kach, fran­kach szwaj­car­skich czy może w tugri­kach mon­gol­skich? Wszyst­ko to są pyta­nia, któ­re nas w typo­wej sytu­acji prze­ra­sta­ją poznaw­czo – przy­naj­mniej jeśli, wzo­rem Sokra­te­sa, zda­je­my sobie spra­wę z gra­nic naszej wie­dzy, a nie mamy daru jasno­wi­dze­nia. W takich wypad­kach podej­mu­je­my decy­zje nie impul­syw­ne, ale nie­do­sta­tecz­nie uza­sad­nio­ne; i dla­te­go zda­je­my się na uczu­cia i wra­że­nia („ta dziew­czy­na z ban­ku była taka pro­fe­sjo­nal­na, kom­pe­tent­na i pew­na sie­bie”). A te powsta­ją w nie­prze­ba­da­nej głę­bi naszej psy­chi­ki. I takie decy­zje, choć nasze, nie są jed­nak, to banał, w peł­ni wolne.

Pyta­nia do tekstu:

1. W jakich oko­licz­no­ściach zda­niem auto­ra nie moż­na mówić o wol­nym wyborze?
2. Jakie zda­niem auto­ra są warun­ki auten­tycz­nej wol­no­ści woli?
3. Jak czę­sto korzy­sta­my w życiu z tak rozu­mia­nej wol­nej woli? Jakie ma to dla nas konsekwencje?


Woj­ciech Żeła­niec – Filo­zof gene­ra­li­sta i spo­łecz­ny, sty­pen­dy­sta Hum­bold­ta  (Würz­burg 1995–1997), kie­row­nik Zakła­du Ety­ki i Filo­zo­fii Spo­łecz­nej w Insty­tu­cie Filo­zo­fii, Socjo­lo­gii i Dzien­ni­kar­stwa Wydzia­łu Nauk Spo­łecz­nych Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go (wnswz.strony.ug.edu.pl). Ostat­nia publi­ka­cja: Uni­ver­sa­li­ty of puni­sh­ment, Anto­nio Incam­po and Woj­ciech Żeła­niec (eds.), Bari 2015 (jako współ­au­tor i współ­re­dak­tor). Hob­by: czy­ta­nie i recy­to­wa­nie poezji.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.