Artykuł

Adam Grobler: Tęsknota za rajem utraconym

Kultura jest jak rower: jeśli przestaniesz kręcić pedałami, to niechybnie upadnie. Znamy to z naszej historii – sarmackie przywiązanie do tradycyjnych form rolnictwa i wrogość wobec zachodnich nowinek zrujnowały potęgę wcześniej wielokulturowej Rzeczypospolitej.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2021 nr 2 (38), s. 42–43. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Pewien Chiń­czyk z mozo­łem nosił wodę ze stru­mie­nia, aby nawod­nić swo­je pole ryżo­we. Obser­wu­ją­cy go podróż­nik zapy­tał: „Cze­mu nie wyko­piesz rowu melio­ra­cyj­ne­go? Napra­cu­jesz się raz, a potem nie będziesz się męczył cią­głym tasz­cze­niem cięż­kich kubłów”. Chiń­czyk na to: „Mój ojciec nosił, mój dzia­dek nosił i ja będę nosił”. Ta przy­po­wieść ilu­stru­je cha­rak­te­ry­stycz­ne dla kul­tu­ry chiń­skiej przy­wią­za­nie do tra­dy­cji, któ­re daje poczu­cie sta­bil­no­ści i bez­pie­czeń­stwa. Kul­tu­ra zachod­nia, prze­ciw­nie, kła­dzie nacisk na roz­wój, któ­ry nie tyl­ko dopusz­cza, ale wręcz wyma­ga prze­kra­cza­nia zaka­zów z tej­że kul­tu­ry pocho­dzą­cych, co – rzecz jasna – tę kul­tu­rę nie­ustan­nie prze­kształ­ca. Jej for­ma­cyj­ną opo­wie­ścią jest histo­ria Ada­ma i Ewy, któ­rzy zła­ma­niem boskie­go zaka­zu nara­zi­li się na wygna­nie z raju.

Czy było war­to? Nie­przy­pad­ko­wo pra­ro­dzi­ce zapra­gnę­li owo­cu drze­wa wia­do­mo­ści, a Pro­me­te­usz wydarł dla śmier­tel­ni­ków boską tajem­ni­cę ognia. Pomyśl sobie, jak roz­wi­ja­ła­by się medy­cy­na, gdy­by nie prze­ła­ma­no śre­dnio­wiecz­ne­go zaka­zu sek­cji zwłok. Moty­wo­wa­ny posza­no­wa­niem świę­to­ści ludz­kie­go cia­ła, hamo­wał on postę­py wie­dzy ana­to­micz­nej. Jak roz­wi­ja­ła­by się astro­no­mia i kosmo­lo­gia, gdy­by nie prze­zwy­cię­żo­no zaka­zu kwe­stio­no­wa­nia cen­tral­ne­go usy­tu­owa­nia Zie­mi w prze­strze­ni. Jak wyglą­da­ła­by nauka w ogó­le, gdy­by nie myśl, że usil­nym dąże­niem do wie­dzy mocą przy­ro­dzo­ne­go rozu­mu moż­na przy­naj­mniej czę­ścio­wo wyrę­czyć nad­przy­ro­dzo­ną opatrz­ność. Czyż modły rzą­du na Jasnej Górze o opie­kę Naj­święt­szej Panien­ki nad pol­ską służ­bą zdro­wia nie wyglą­da­ją gro­te­sko­wo na tle jaskra­wych docze­snych zanie­dbań w tej sferze?

A jed­nak wizja utra­co­ne­go raju wciąż jest kuszą­ca. W fil­mie O pół­no­cy w Pary­żu (Woody Allen, 2011) głów­ny boha­ter nie odnaj­du­je w tym mie­ście speł­nie­nia ame­ry­kań­skich marzeń tury­stycz­nych. W prze­ko­na­niu, że Paryż zawdzię­cza swój uwo­dzi­ciel­ski urok świet­nej prze­szło­ści, prze­no­si się w godzi­nie duchów do fascy­nu­ją­cych lat 20. ubie­głe­go wie­ku. Uszczę­śli­wio­ny, wkrót­ce odkry­wa jed­nak­że rysy na wyide­ali­zo­wa­nym wyobra­że­niu tego okre­su. Toteż następ­nym razem prze­no­si się do bel­le épo­que, by doznać podob­ne­go, a nawet więk­sze­go roz­cza­ro­wa­nia. Im bar­dziej wstecz poru­szał się nasz podróż­nik w cza­sie, tym bole­śniej roz­mi­jał się z oczekiwaniami.

Porzu­ciw­szy nadzie­je, że tra­wa kie­dyś była bar­dziej zie­lo­na, moż­na zara­zem zwąt­pić w to, czy kie­dyś będzie bar­dziej zie­lo­na. A wów­czas pozo­sta­je wzo­rem sta­re­go Chiń­czy­ka zasty­gnąć w skost­nia­łej tra­dy­cji. Zauważ jed­nak, że Chiń­czyk, w odróż­nie­niu od Ada­ma i Ewy, nie ma boskich gwa­ran­cji, że prze­strze­ga­jąc tabu, zapew­ni sobie dotych­cza­so­we warun­ki bytu, skąd­inąd dale­kie od raj­skich. Kul­tu­ra jest jak rower: jeśli prze­sta­niesz krę­cić peda­ła­mi, to nie­chyb­nie upad­nie. Zna­my to z naszej histo­rii – sar­mac­kie przy­wią­za­nie do tra­dy­cyj­nych form rol­nic­twa i wro­gość wobec zachod­nich nowi­nek zruj­no­wa­ły potę­gę wcze­śniej wie­lo­kul­tu­ro­wej Rzeczypospolitej.

Dzi­siej­szy Sar­ma­ta rów­nież stoi na bez­kom­pro­mi­so­wej stra­ży „naszej” kul­tu­ry. Cze­góż on bro­ni przed uchodź­ca­mi i „biu­ro­kra­ta­mi” z Bruk­se­li? Alzac­kiej cho­in­ki przed ame­ry­kań­ski­mi wydrą­żo­ny­mi dynia­mi? Ziem­nia­ków od Włosz­ki, kró­lo­wej Bony, przed mek­sy­kań­ską kuku­ry­dzą? Pie­ro­gów ruskich przed wło­ski­mi ravio­li? Rzym­skie­go pri­ma apri­lis przed rze­ko­mo ame­ry­kań­ski­mi, a napraw­dę rów­nież rzym­ski­mi walen­tyn­ka­mi? Auto­mo­bi­li­stów przed cykli­sta­mi? Myśli­wych przed wega­na­mi? Czy ktoś dybie na góral­skie oscyp­ki, szop­ki kra­kow­skie, mazur­ki, kuja­wia­ki i disco polo?

Gdy Sar­ma­tę przy­ci­snąć do muru, to oka­zu­je się, że naj­bar­dziej prze­ra­ża go ewen­tu­al­na lega­li­za­cja mał­żeństw homo­sek­su­al­nych. Bo w pol­skiej tra­dy­cji nigdy ich nie było. Ale nie było też stref wol­nych od LGBT. Prze­ciw­nie. Homo­sek­su­alizm nigdy u nas nie był karal­ny (z wyjąt­kiem lat 1918–1932, gdy obo­wią­zy­wa­ły jesz­cze kodek­sy zabor­ców, oraz pro­sty­tu­cji homo­sek­su­al­nej w latach 1932–1969). Nato­miast na przy­kład Niem­cy, któ­re zde­pe­na­li­zo­wa­ły homo­sek­su­alizm dopie­ro w 1994 r., i USA, któ­re uczy­ni­ły to jesz­cze póź­niej (2003, nie­któ­re sta­ny wcze­śniej), zezwo­li­ły na mał­żeń­stwa homo­sek­su­al­ne odpo­wied­nio w 2017 i 2012–15. Sar­ma­ta boi się też kon­wen­cji prze­ciw prze­mo­cy w rodzi­nie. Pew­nie sądzi, że pol­ska kul­tu­ra bez niej się nie obej­dzie. Choć lata­mi obcho­dzi­ła się bez Gom­bro­wi­cza i Miłosza.

Hen­ri Berg­son (Dwa źró­dła moral­no­ści i reli­gii, 1932) prze­ciw­sta­wił sobie spo­łe­czeń­stwo otwar­te i spo­łe­czeń­stwo zamknię­te. Pierw­sze, bez jed­no­li­te­go przy­wódz­twa ducho­we­go, jest otwar­te na nowe idee, zarów­no wysu­wa­ne przez wła­snych lide­rów opi­nii, jak i pły­ną­ce z zewnątrz. Dru­gie jest pod­po­rząd­ko­wa­ne jed­ne­mu przy­wódz­twu i nie­pod­wa­żal­nym nor­mom. Zamknię­te może być spo­łe­czeń­stwo o kul­tu­rze ple­mien­nej, ale i roz­wi­nię­te spo­łe­czeń­stwo pod rzą­da­mi auto­ry­tar­ny­mi, skrę­po­wa­ne naka­za­mi i zaka­za­mi przez nie­zno­szą­cą sprze­ci­wu wła­dzę. Dziś, w zglo­ba­li­zo­wa­nym świe­cie, wyraź­niej niż w cza­sach Berg­so­na widać, że spo­łe­czeń­stwo zamknię­te nie jest w sta­nie speł­nić obiet­ni­cy sta­bi­li­za­cji, bez­piecz­ne­go pła­wie­nia się we wła­snej wąsko zde­fi­nio­wa­nej kul­tu­rze. Odcię­cie się od innych spo­łe­czeństw w sfe­rze idei pro­wa­dzi do uwią­du kul­tu­ry i zaco­fa­nia tech­no­lo­gicz­ne­go, w sfe­rze han­dlu do zapa­ści gospo­dar­ki, a obec­nie, nie tyle na doda­tek, co raczej przede wszyst­kim, do kata­stro­fy klimatycznej.

Sta­ry Chiń­czyk już to zro­zu­miał. Spo­łe­czeń­stwo chiń­skie nie jest jesz­cze w peł­ni otwar­te – zresz­tą te bar­dziej otwar­te też w peł­ni otwar­te nie są – ale już nie chce odgra­dzać się Wiel­kim Murem. Wie, że choć wcze­śniej od Euro­pej­czy­ków wyna­la­zło kom­pas, papier, druk i proch, to bra­ko­wa­ło jego kul­tu­rze impul­sów do roz­wi­nię­cia nauki i tech­no­lo­gii. Ten brak wyrów­na­ło impor­tem idei, dzię­ki któ­re­mu sku­tecz­nie kon­ku­ru­je z inny­mi potę­ga­mi tego świa­ta. Wie­le wska­zu­je na to, że będzie przo­do­wa­ło, jeśli już nie przo­du­je, w takich dzie­dzi­nach jak tele­ko­mu­ni­ka­cja, sztucz­na inte­li­gen­cja czy eks­plo­ra­cja prze­strze­ni kosmicz­nej. Może zatem to prze­kra­cza­nie kul­tu­ro­wych tabu przy­bli­ża nas do raju?


Adam Gro­bler – pro­fe­sor, pra­cow­nik Insty­tu­tu Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Opol­skie­go i czło­nek Pre­zy­dium Komi­te­tu Nauk Filo­zo­ficz­nych PAN. Zaj­mu­je się meto­do­lo­gią nauk, teo­rią pozna­nia, filo­zo­fią ana­li­tycz­ną i dydak­ty­ką filo­zo­fii. W wol­nym cza­sie gra w bry­dża spor­to­we­go. Wdo­wiec (2006), w powtór­nym związ­ku (od 2010), ojciec czwor­ga dzie­ci (1980, 1983, 1984, 1989) i dzia­dek, jak na razie, ośmior­ga wnu­cząt. Miesz­ka w Kra­ko­wie. grobler.artus.net.pl, e‑mail: adam_grobler@interia.pl

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Ewa Czarnecka

Najnowszy numer można nabyć od 5 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy