Artykuł Epistemologia Felieton

Adam Grobler: Widziałeś na własne oczy?

W filmie Alfreda Hitchcocka Zawrót głowy Scottie, prywatny detektyw, widzi na własne oczy, że Madeleine wykonuje samobójczy skok z wieży kościelnej. Po jakimś czasie odkrywa, że osobą, która feralnego dnia wbiegła na dzwonnicę, była Judy, zręcznie ucharakteryzowana, by ukryć zabójstwo Madeleine, której zwłoki zostały w odpowiedniej chwili zrzucone z wysokości przez jej męża.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2017 nr 2 (14), s. 41–42. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Sce­na­riusz zbrod­ni­czej misty­fi­ka­cji opie­ra się na kon­sta­ta­cji Char­le­sa S. Peirce’a, że treść postrze­żeń zale­ży od mnie­mań i ocze­ki­wań. Głów­na postać w fil­mie, Judy, swo­im zacho­wa­niem krok po kro­ku prze­ko­ny­wa­ła detek­ty­wa, że Made­le­ine cier­pi na manię prze­śla­dow­czą. Intry­ga na pew­no by się powio­dła, gdy­by nie nie­ocze­ki­wa­ny zwrot akcji. Zwod­ni­czy mecha­nizm per­cep­cji ujaw­nia się nie tyl­ko wte­dy, gdy ktoś chce celo­wo nim mani­pu­lo­wać. Rela­cje naocz­nych świad­ków zda­rzeń są sprzecz­ne nie dla­te­go, że ludzie powszech­nie kła­mią albo mają inte­res w pognę­bie­niu lub oczysz­cze­niu podej­rza­nych. Nie­świa­do­mie ule­ga­ją tyl­ko wła­snym domy­słom i chę­ciom. Gdzie jed­ni widzą pospo­li­ty wypa­dek, inni dopa­tru­ją się zama­chu. Śled­czy muszą umieć te wpły­wy roz­po­znać, by móc dobrze spo­żyt­ko­wać cudze zeznania.

O tym, jak mnie­ma­nia, a według współ­cze­snej filo­zo­fii nauki tak­że zna­jo­mość teo­rii, kształ­tu­ją treść postrze­żeń, dobit­nie opo­wia­da pewien epi­zod, na któ­ry natkną­łem się w jakiejś książ­ce ponad pół wie­ku temu, gdy nie mia­łem jesz­cze poję­cia, że zosta­nę filo­zo­fem. Oto nar­ra­tor spo­glą­da przez okno na ścież­kę w lesie, po któ­rej idzie odra­ża­ją­cy potwór. Nagle stra­szy­dło skrę­ca w las i wte­dy oka­zu­je się, że owo mon­strum jest muchą spa­ce­ru­ją­cą po szy­bie. Że mucha wędru­je dokład­nie w świe­tle ścież­ki, jest mało praw­do­po­dob­ne. Dla­te­go obser­wa­tor zlo­ka­li­zo­wał ją na ścież­ce i sto­sow­nie do swej wie­dzy na temat per­spek­ty­wy wyol­brzy­mił jej roz­mia­ry. Kie­dy jed­nak domnie­ma­na bestia skrę­ci­ła w bok, drze­wa – wbrew teo­rii o potwo­rach – nie wali­ły się jed­no po dru­gim z łosko­tem. To dopro­wa­dzi­ło do rewi­zji obser­wa­cji. Albo, jak powie­dzie­li­by feno­me­no­lo­go­wie, eks­plo­zji noema­tu, czy­li sen­sow­nej tre­ści, i ukon­sty­tu­owa­nia się nowego.

W tej sytu­acji jasne jest, że postrze­że­nie nie może być począt­kiem pozna­nia, jego kamie­niem węgiel­nym. Z powo­du jego bra­ku scep­ty­cy gło­szą, że żad­ne­mu mnie­ma­niu nie moż­na dać wia­ry, każ­de bowiem jest wąt­pli­we. W prak­ty­ce jed­nak scep­tycz­ne powąt­pie­wa­nie we wszyst­ko jest nie­wy­ko­nal­ne. By dzia­łać, muszę jed­nym mnie­ma­niom ufać bar­dziej niż innym. Ina­czej nie mógł­bym zde­cy­do­wać nawet, któ­ry kla­wisz wci­snąć, a wte­dy ten tekst nie mógł­by powstać. Dla­te­go wspo­mnia­ny wyżej Peir­ce wybrał kom­pro­mis mię­dzy, z jed­nej stro­ny, obez­wład­nia­ją­cym i jało­wym scep­ty­cy­zmem, z dru­giej zaś fun­da­men­ta­li­zmem epi­ste­mo­lo­gicz­nym, poglą­dem, wedle któ­re­go ist­nie­ją jakieś nie­wzru­szo­ne pod­sta­wy wiedzy.

Ta dro­ga środ­ka nazy­wa się fal­li­bi­li­zmem. Gło­si on, że choć nic nie wia­do­mo na pew­no, to jed­nak jed­ne mnie­ma­nia są bar­dziej wia­ry­god­ne od innych. Zamiast wąt­pić we wszyst­ko, kwe­stio­no­wać nale­ży tyl­ko te mnie­ma­nia, któ­re jakoś zawio­dły. Zako­cha­ny w Made­le­in detek­tyw Scot­tie wolał­by nie wie­rzyć w jej samo­bój­czą śmierć. Zra­zu nie miał jed­nak żad­ne­go powo­du, by nie pole­gać na wła­snych zmy­słach. Dopie­ro przy­pad­ko­we spo­tka­nie z nie­ucha­rak­te­ry­zo­wa­ną Judy uru­cho­mi­ło ciąg zda­rzeń, któ­re nasu­nę­ły Scot­tie­mu podej­rze­nia i skło­ni­ły do poszu­ki­wa­nia potwier­dzeń. Z kolei widok potwo­ra w odda­li, choć nie­po­spo­li­ty, stał się nie do przy­ję­cia dopie­ro wte­dy, gdy zaprze­czył pra­wom fizyki.

Tak czy owak nawo­ły­wa­nie Fran­ci­sa Baco­na, by przed przy­stą­pie­niem do docie­kań oczy­ścić umysł z prze­są­dów, jest nie­wy­ko­nal­ne, bo z więk­szo­ści z nich nie zda­je­my sobie spra­wy. Co wię­cej, przy­nio­sło­by efekt odwrot­ny do zamie­rzo­ne­go, bowiem bez wcze­śniej­szych ocze­ki­wań zamiast postrze­żeń mie­li­by­śmy zwy­kłą kako­fo­nię barw, kształ­tów i dźwię­ków, któ­rej nie potra­fi­li­by­śmy nadać żad­ne­go sen­su. Ta kon­sta­ta­cja pro­wa­dzi do pyta­nia o moż­li­wość poro­zu­mie­nia mię­dzy­kul­tu­ro­we­go. Kul­tu­ra bowiem nada­je sens postrze­że­niom i dzia­ła­niom. Pamię­tam boha­te­ra baśni z moje­go dzie­ciń­stwa, dziad­ka Has­sa­na, któ­ry przy­le­ciał na lata­ją­cym dywa­nie z Per­sji do Pol­ski. Oglą­da­jąc mecz, Has­san wycza­ro­wał po pił­ce dla każ­de­go gra­cza, żeby nie musie­li, bie­dac­twa, ze sobą wal­czyć. W obli­czu takich róż­nic kusić może myśl, by pozo­sta­wić każ­dą kul­tu­rę sobie, niech się nie mieszają.

Na tej samej zasa­dzie jed­nak nale­ża­ło­by zosta­wić w spo­ko­ju róż­ni­ce mię­dzy postrze­że­nia­mi. Gdy­by tak postą­pić, nigdy nie dowie­dział­bym się, że są mi potrzeb­ne oku­la­ry. Sądził­bym raczej, że druk z nie­zro­zu­mia­łych powo­dów stał się zbyt drob­ny. Dzię­ki kon­fron­ta­cji moich postrze­żeń z cudzy­mi mogę sko­ry­go­wać wła­sne (lub cudze) nie­do­mo­gi per­cep­cji. Podob­nie, kon­fron­ta­cja odmien­nych kul­tur (i sub­kul­tur) może dopro­wa­dzić do ujaw­nie­nia nie­świa­do­mych, irra­cjo­nal­nych prze­są­dów, któ­re znie­kształ­ca­ją postrze­ga­nie i zapa­try­wa­nia na świat.


Adam Gro­bler – Pro­fe­sor, dyrek­tor Insty­tu­tu Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Opol­skie­go i wice­prze­wod­ni­czą­cy Komi­te­tu Nauk Filo­zo­ficz­nych PAN. Zaj­mu­je się meto­do­lo­gią nauk, teo­rią pozna­nia, filo­zo­fią ana­li­tycz­ną i dydak­ty­ką filo­zo­fii. W wol­nym cza­sie gra w bry­dża spor­to­we­go. Wdo­wiec (2006), w powtór­nym związ­ku (od 2010), ojciec czwór­ki dzie­ci (1980, 1983, 1984, 1989) i dzia­dek, jak na razie, pię­cior­ga wnu­cząt. Miesz­ka w Kra­ko­wie. grobler.artus.net.pl, e‑mail: adam_grobler@interia.pl.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Panie Pro­fe­so­rze, myślę, że dwie tezy zawar­te z cyto­wa­nych sło­wach wyma­ga­ją solid­ne­go uzasadnienia.
    1. “oczy­ścić umysł z prze­są­dów, jest nie­wy­ko­nal­ne, bo z więk­szo­ści z nich nie zda­je­my sobie sprawy.”
    2. “Co wię­cej, przy­nio­sło­by efekt odwrot­ny do zamie­rzo­ne­go, bowiem bez wcze­śniej­szych ocze­ki­wań zamiast postrze­żeń mie­li­by­śmy zwy­kłą kakofonię”
    Nasz pre­hi­sto­rycz­ny dziad i baba radzi­li sobie o wie­le lepiej, niż my dziś. Dla­cze­go? Bo mniej u nich było teo­re­ty­zo­wa­nia, a wię­cej potrze­by na natych­mia­sto­we zara­dze­nie doświad­cza­nej sytu­acji. Ich umy­sły były nie­mal czy­ste, a ewen­tu­al­nej kako­fo­nii porzą­dek narzu­ca­ła potrze­ba przeżycia.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy