Filozofia polityki Próby filozoficzne

Adrianna Mazur: Kiedy i w jaki sposób demokracja może prowadzić do populizmu?

O demokracji i populizmie trudno jest mówić w sposób rzeczowy z dwóch powodów. Pierwszy to niejasność tych pojęć. Oba, powstałe już w czasach starożytnych, na przestrzeni wieków znacznie ewoluowały, raz rozszerzając się na nowe idee, innym razem zawężając i odrzucając po części stare. Drugim powodem jest natomiast życie w społeczeństwie, w którym słowa „demokracja” i „populizm” tracą na wartości merytorycznej, a zyskują na ładunku emocjonalnym. Przestają być używane zgodnie z pierwotnym zamysłem, a stają się wyznacznikami dobra i zła w świecie polityki.

Tekst uka­zał się w dzia­le „Pró­by filo­zo­ficz­ne”, poświę­co­nym pra­com adep­tów filozofii.


Esej podzie­lo­ny jest na trzy części – w pierw­szej, odrzucając war­stwę emo­cjo­nal­ną, szu­kam naj­traf­niej­szej defi­ni­cji obu pojęć i cha­rak­te­ry­zu­ję realia, w któ­rych funk­cjo­nu­ją; w dru­giej – ana­li­zu­ję mecha­ni­zmy i powiązania między nimi; w ostat­niej zaś — biorąc pod uwa­gę wszyst­kie wcześniejsze wnio­ski, podej­mu­ję pró­bę pod­da­nia ich oce­nie moralnej.

Próba opisania demokracji i populizmu

Podejmując pró­bę opi­su demo­kra­cji i popu­li­zmu należy przede wszyst­kim roz­dzie­lić dwie części, z któ­rych ten opis będzie się skła­dać – defi­ni­cję i cha­rak­te­ry­sty­kę. Defi­ni­cja pozwa­la odróżnić dane pojęcie od innych. Funk­cjo­nu­je jako abs­trak­cja i, co będzie istot­ne w dal­szej części mojej pra­cy, nie zmie­nia się, przed­sta­wia dane pojęcie tak samo, bez względu na jego rela­cje z otaczającą rzeczywistością. Cha­rak­te­ry­sty­ka nato­miast, jako część opi­su kom­ple­men­tar­na z defi­ni­cją, jest jej zupeł­ną odwrotnością. Opi­su­je nie samo pojęcie, lecz jego rela­cję z inny­mi ele­men­ta­mi rzeczywistości i ich wza­jem­ne oddzia­ły­wa­nie. Co ważne, zmie­nia się w zależności od cza­su, miej­sca i okoliczności.

Pierw­szej defi­ni­cji demo­kra­cji możemy doszu­ki­wać się w ety­mo­lo­gii tego pojęcia, wywo­dzi się ono od dwóch grec­kich słów – dḗmos czy­li „lud” i krátos czy­li „wła­dza”, dosłow­nie można więc prze­tłu­ma­czyć ją jako „rządy ludu”. Jak słusz­nie zauważa jed­nak J. J. Rous­se­au w swo­im dzie­le O umo­wie spo­łecz­nej, jest to wizja abs­trak­cyj­na i niemożliwa do urze­czy­wist­nie­nia (Rous­se­au, 2007, s. 56). Filo­zof wyka­zu­je pod­sta­wo­wą sprzeczność tego sys­te­mu. Aby demo­kra­cja fak­tycz­nie była demo­kra­cją w swo­im pier­wot­nym założeniu, wszy­scy bądź przy­naj­mniej większość oby­wa­te­li codzien­nie musia­ła­by się gro­ma­dzić, by podej­mo­wać państwowe decy­zje. Tutaj poja­wia­ją się dwa pro­ble­my — pierw­szy, bar­dzo przy­ziem­ny: nie dało­by się takiej for­my rządów zor­ga­ni­zo­wać i dru­gi, może bar­dziej złożony, ale przez to nawet ważniejszy: o czym ludzie mie­li­by decy­do­wać, gdy­by wszy­scy zaj­mo­wa­li się wyłącznie decy­do­wa­niem? Widać więc, że aby wpro­wa­dzić demo­kra­cję należy zmie­nić jej for­mę. Zmieniając jed­nak jej for­mę, zmie­nia­my rów­nież defi­ni­cję, więc poprzed­nią kon­cep­cję należy odrzu­cić. Obec­nie demo­kra­cję defi­niu­je się najczęściej jako „ustrój poli­tycz­ny, w któ­rym wła­dzę spra­wu­je społeczeństwo poprzez swych przed­sta­wi­cie­li”. Takie przed­sta­wie­nie wciąż jed­nak nie odda­je w peł­ni isto­ty współ­cze­snej demo­kra­cji, suge­ru­je bowiem, że w rela­cji społeczeństwo-władza, decydujący głos ma społeczeństwo. Nie spo­sób się z tym jed­nak w peł­ni zgo­dzić, obserwując otaczający świat i funk­cjo­no­wa­nie państw. Zatem, cho­ciaż decy­zja oby­wa­te­li jest pierw­sza i warun­ku­je wszyst­kie kolej­ne, nie można uznać, że to oni rządzą w państwie, rządzi bowiem wybra­ny przez nich przed­sta­wi­ciel. Uważam więc, że to właśnie jest naj­traf­niej­szy spo­sób, w jaki można zde­fi­nio­wać demo­kra­cję — jako ustrój, w któ­rym wła­dzę spra­wu­je przed­sta­wi­ciel wybra­ny przez społeczeństwo.

Zgod­nie z tą defi­ni­cją można doko­nać ana­li­zy społeczeństwa demo­kra­tycz­ne­go. Zasad­ni­czo dzie­li się ono na dwie gru­py – wybie­ra­nych, czy­li poli­ty­ków, któ­rzy decy­du­ją o kształ­cie państwa i wybierających, czy­li ową resz­tę społeczeństwa, któ­ra ma przy­wi­lej wybo­ru władzy.

Cha­rak­te­ry­sty­kę gru­py wybierającej war­to zacząć od stwier­dze­nia być może oczy­wi­ste­go, ale nie­zwy­kle ważnego fak­tu – każda oso­ba podejmująca decy­zję podej­mu­je ją, ponie­waż uważa, że właśnie taka, a nie inna decy­zja przy­nie­sie dobro. Niemożliwym jest nato­miast osiągnięncie dobra abso­lut­ne­go, defi­nio­wa­ne­go na potrze­by tej pra­cy jako uto­pia, w któ­rej nie ist­nie­ją pro­ble­my. Wizja ta pozo­sta­je jed­nak wyłącznie sce­na­riu­szem, do któ­re­go cho­ciaż można i należy dążyć (a dążenie to i zbliżanie się do nie­go to dzia­ła­nia, któ­re w tej pra­cy uzna­ję za praw­dzi­wie dobre), czło­wiek nigdy nie będzie w sta­nie dopro­wa­dzić. Zwy­kle koniecz­ny jest więc wybór między dobrem wła­snym, dobrem społeczeństwa, a dobrem państwa. Oprócz tego, dobro aż nazbyt często bywa mylo­ne z przyjemnością, któ­ra to, cho­ciaż pozor­nie wyda­je się być dobra, po chwi­li błogości oka­zu­je się strasz­na w skut­kach, zatem jest największym dobra przeciwieństwem. Stąd można zauważyć, że cho­ciaż całe społeczeństwo podejmując decy­zje ma na uwa­dze pew­ne dobro, wciąż może doko­nać decy­zji lep­szych i gor­szych. Żeby jed­nak lep­sze decy­zje podej­mo­wać, koniecz­ne jest kil­ka czyn­ni­ków — możliwość, świadomość i wola. Możliwość określa czy dana oso­ba jest w sta­nie coś zro­bić, czy­li czy jej sytu­acja życiowa pozwa­la na podjęcie kon­kret­nej decy­zji. Świadomość to wie­dza, któ­ry z wybo­rów jest najwłaściwszym i jakie kon­se­kwen­cje przy­nie­sie. Wystąpienie obu tych czyn­ni­ków to waru­nek koniecz­ny, lecz niewystarczający, żeby dane decy­zje podej­mo­wać. Ostat­ni zaś czyn­nik, czy­li wola, to samo­dziel­na decy­zja, jaki wybór podjąć. Od jed­nost­ki zależne jest jedy­nie, czy posia­da wolę. Możliwość i świadomość deter­mi­nu­je nato­miast jej oto­cze­nie. Ze względu na to właśnie oto­cze­nie, środowisko wycho­wa­nia i otrzy­ma­ny kapi­tał społeczeństwo dzie­li się na dwie gru­py, na któ­rym to podzia­le opie­rać się będzie później zja­wi­sko popu­li­zmu: na „eli­tę” i „lud”. Podział ten utożsamiać można też z podzia­łem na wyższe i niższe kla­sy społeczne.

Dru­gą gru­pą, któ­rej cha­rak­te­ry­sty­ka jest znacz­nie bar­dziej złożona są nato­miast wybie­ra­ni, czy­li poli­ty­cy. Podział ich roz­pa­tru­ję według trzech kry­te­riów — wie­dzy, woli i sztu­ki wymo­wy. Ze względu na wie­dzę możemy wyróżnić poli­ty­ków spe­cja­li­stów i poli­ty­ków, któ­rzy zupeł­nie się na rze­czy nie zna­ją. Ci pierw­si mają zatem świadomość, jak państwem zarządzać i jakie rozwiązania wpro­wa­dzać, ci dru­dzy nato­miast owej świadomości nie mają, a zatem przeważnie są zwo­len­ni­ka­mi rozwiązań pro­stych i intu­icyj­nych, raczej respon­syw­nych aniżeli stra­te­gicz­nych. Dru­gi podział nato­miast, ze względu na wolę, określa zamia­ry dane­go czło­wie­ka i jego moty­wa­cję do objęcia urzędu. Jak słusz­nie zosta­ło zauważone przez Rousseau’a w roz­pra­wie O umo­wie spo­łecz­nej każdy poli­tyk może postępować zgod­nie z trze­ma wola­mi — wolą powszech­ną (społeczeństwa), wolą cia­ła poli­tycz­ne­go i wolą pry­wat­ną, któ­re zaj­mu­ją względem sie­bie następujące pozy­cje: „wola powszech­na jest zawsze naj­słab­sza, wola cia­ła rządowego zaj­mu­je dru­gie miej­sce, a wola pry­wat­na pierw­sze” (Rous­se­au, 2007, s. 52–53). Można więc stwier­dzić na tej pod­sta­wie, że poli­tyk zawsze będzie kie­ro­wał się dobrem wła­snym. Ist­nie­je jed­nak pewien szcze­gól­ny przy­pa­dek, któ­ry należy osob­no rozważyć i właśnie ze względu na ten przy­pa­dek będzie następował osob­ny podział. Przy­pa­dek ten to moment, kie­dy wolą poli­ty­ka jest dzia­łać dla naro­du i reali­zo­wać jego potrze­by. W tym więc szcze­gól­nym przy­pad­ku, nie obej­mu­je sta­no­wi­ska dla wła­dzy samej w sobie, lecz dla pew­nej idei, któ­rą pra­gnie reali­zo­wać z prze­ko­na­niem, że właśnie ta idea naj­lep­sza będzie dla kra­ju i jego mieszkańców. Celem nato­miast poli­ty­ka, któ­ry nie mieści się w tej cha­rak­te­ry­sty­ce jest samo posia­da­nie wła­dzy. W trze­cim i ostat­nim, klu­czo­wym w roz­ma­wia­niu o popu­li­zmie podzia­le cha­rak­te­ry­zu­je­my poli­ty­ków ze względu na sztu­kę wymo­wy. Jest ona szcze­gól­nie ważna z tego powo­du, że w poli­ty­ce w ogó­le nie powin­no być na nią miej­sca, a jed­nak zaj­mu­je w wyścigu wybor­czym zna­czą­cą pozy­cję. Dla­cze­go się tak dzie­je? Odpo­wie­dzi na to pyta­nie można się doszu­ki­wać chociażby u Pla­to­na, któ­ry w Gor­gia­szu nazy­wa reto­ry­kę pochleb­stwem (Pla­ton, 2005, s. 365). Czło­wiek z natu­ry lubi podążać za tym, co dla nie­go naj­mil­sze i naj­wy­god­niej­sze, jeśli więc poli­tyk sku­tecz­nie posłu­gu­je się sztu­ką wymo­wy, pociąga za sobą tłu­my. W efek­cie, nawet będąc zupeł­nie nie­kom­pe­tent­nym w swo­jej dzie­dzi­nie potra­fi spra­wić, że jego sło­wa wyda­dzą się wia­ry­god­niej­sze niż sło­wa spe­cja­li­sty, któ­ry nie opa­no­wał sztu­ki wymo­wy. Wpływ przed­sta­wio­ne­go powyżej podzia­łu społeczeństwa demo­kra­tycz­ne­go na roz­wój popu­li­zmu zosta­nie przed­sta­wio­ny w dru­giej części eseju.

Kolej­ne pojęcie, któ­re­go opi­sa­nie jest niezbędne do rze­czo­we­go ujęcia tema­tu to sam popu­lizm. Pró­ba zna­le­zie­nia jego dokład­nej defi­ni­cji jest jed­nak jesz­cze trud­niej­sza niż w przy­pad­ku demo­kra­cji, jeśli nie cał­kiem niemożliwa. Dzie­je się tak z jed­ne­go względu — większość opi­sów tego zja­wi­ska zawie­ra jedy­nie cha­rak­te­ry­sty­kę. Na ten temat wypo­wie­dział się zna­ny bry­tyj­ski filo­zof Isa­iah Ber­lin: „[…] nie powinniśmy ule­gać kom­plek­so­wi Kop­ciusz­ka przyjmując, że gdzieś ist­nie­je pan­to­fe­lek, tj. ter­min «popu­lizm» i — sko­ro tak — to musi rów­nież ist­nieć gdzieś sto­pa, do któ­rej ten pan­to­fe­lek będzie można dopa­so­wać […] Książę szu­ka prze­cież tyl­ko tej jed­nej, podob­nie jak my szu­ka­my tego, co można nazwać czy­stym popu­li­zmem. Szu­ka­my zatem tego, co sta­no­wi jego jądro, jego isto­tę […]” (Ber­lin 1967, s. 6). Cho­ciaż z myślicielem nie spo­sób się nie zgo­dzić, nie ozna­cza to, że należy cał­ko­wi­cie zaprze­stać poszu­ki­wa­nia defi­ni­cji, nawet jeśli mia­ło­by się to nigdy nie zakończyć cał­ko­wi­tym suk­ce­sem. Starając się znaleźć defi­ni­cję jak naj­bar­dziej zbliżoną i pasującą do wszyst­kich zja­wisk obec­nie opi­sy­wa­nych jako popu­lizm, ponow­nie war­to zacząć od ety­mo­lo­gii tego pojęcia. Wywo­dzi się ono od łacińskiego sło­wa „popu­lus” oznaczającego „lud”. Naj­prost­szym więc, ale zde­cy­do­wa­nie niewyczerpującym określeniem popu­li­zmu może być „ide­olo­gia i nar­ra­cja poli­tycz­na, odwołująca się do potrzeb ludu”.

Analiza powstawania populizmu w społeczeństwie demokratycznym

Ana­li­zę powsta­wa­nia popu­li­zmu war­to zacząć od stwier­dze­nia bar­dzo pro­ste­go, lecz rów­nież bar­dzo ważnego fak­tu, któ­ry wyni­ka z samej defi­ni­cji demo­kra­cji – w sys­te­mie tym wygry­wa nie kan­dy­dat, któ­ry fak­tycz­nie jest naj­lep­szy lecz ten, któ­ry zdo­ła prze­ko­nać do sie­bie społeczeństwo.

W uto­pij­nej rzeczywistości, w któ­rej całe społeczeństwo mia­ło­by możliwość, świadomość i wolę podej­mo­wa­nia dobrych decy­zji, dzia­ła­ło­by to bez zarzu­tów. Kam­pa­nia wybor­cza sta­wa­ła­by się wyścigiem o przed­sta­wie­nie rozwiązania naj­traf­niej­sze­go, przynoszącego jak naj­lep­sze dłu­go­ter­mi­no­we skut­ki i jak naj­trwa­lej rozwiązującego dany pro­blem. Oby­wa­te­le zaś, mając świadomość, któ­re rozwiązania w jaki spo­sób zadzia­ła­ją i chcąc, żeby zadzia­ła­ły jak naj­ko­rzyst­niej, wybie­ra­li­by kan­dy­da­ta cechującego się największą wie­dzą i umiejętnościami.

Model ten nato­miast, jako uto­pia jest mode­lem nieosiągalnym, więc cho­ciaż społeczeństwo może i powin­no do nie­go dążyć, nie należy opi­sy­wać funk­cjo­no­wa­nia świata na jego pod­sta­wie. W rzeczywistości poli­tyk, starając się zjed­nać sobie społeczeństwo, może obrać jed­ną z dwóch stra­te­gii – mówić o tym, co zro­bić fak­tycz­nie należy lub mówić o tym, co wybor­cy chcą, żeby zosta­ło zro­bio­ne. Im większa część społeczeństwa ma możliwość, świadomość i wolę postępowania słusz­nie, tym bar­dziej te spo­so­by są sobie bli­skie. Pierw­szy z nich opie­ra się na wie­dzy i logicz­nym rozu­mo­wa­niu. Sto­so­wać go mogą ci poli­ty­cy, któ­rzy zna­ją się na swo­im zajęciu. Traf­nie dia­gno­zu­ją pro­ble­my swo­je­go państwa i pro­po­nu­ją sku­tecz­ne rozwiązania. Dru­gi spo­sób nato­miast, w opo­zy­cji do pierw­sze­go, nie jest dome­ną poli­ty­ków o sze­ro­kim zakre­sie wie­dzy lecz tych, któ­rzy w stop­niu znacz­nym opa­no­wa­li sztu­kę wymo­wy. Nie sku­pia­ją się oni na wno­sze­niu i przed­sta­wia­niu swo­ich idei, lecz na słu­cha­niu gło­su ludu i powta­rza­niu tego, co w nim usły­szą. Tych właśnie poli­ty­ków możemy nazwać popu­li­sta­mi, głów­nym ele­men­tem swo­jej reto­ry­ki uczy­ni­li bowiem głos społeczeństwa. Cze­mu więc jed­nak, to właśnie oni w państwie demo­kra­tycz­nym zysku­ją prze­wa­gę? Dla­cze­go, gdy na poli­tycz­nej sza­li sta­wia­my wie­dzę i reto­ry­kę, prze­chy­la się ona w stro­nę tej dru­giej? Jeśliby na te pyta­nia pró­bo­wać odpo­wie­dzieć jak najprościej, uważam, że naj­traf­niej­szą odpo­wie­dzią było­by „ze względu na nierówności społeczne”.

Jak wcześniej zosta­ło stwier­dzo­ne, społeczeństwo w państwie demo­kra­tycz­nym nie jest jed­no­li­te i podzie­lić je można na niższe i wyższe kla­sy spo­łecz­ne, przy rozważaniach na temat popu­li­zmu nazy­wa­ne zwy­kle „eli­tą” i „ludem”.

Głów­nym czyn­ni­kiem warunkującym różnice między tymi gru­pa­mi jest sta­tus eko­no­micz­ny, z któ­rym ściśle związany jest ich poziom życia. Bezpośrednio z nie­go wyni­ka­ją nato­miast dwa mecha­ni­zmy. Zaczynając ana­li­zę pierw­sze­go z nich, należy przede wszyst­kim mieć na uwa­dze warun­ki koniecz­ne do podej­mo­wa­nia słusz­nych decy­zji – świadomość i możliwość, któ­ra to będzie w tym argu­men­cie klu­czo­wa. Gor­szy sta­tus eko­no­micz­ny często bowiem jed­no­st­ce tę możliwość odbie­ra, ponie­waż zmu­szo­na jest ona kon­cen­tro­wać się wyłącznie na swo­ich aktu­al­nych i naj­bar­dziej palących pro­ble­mach. Każdy pro­blem można bowiem pró­bo­wać rozwiązać na dwa spo­so­by — eliminując jego przy­czy­ny, a zatem pozbywając się go trwa­le lub też niwelując jego skut­ki. Cho­ciaż oczy­wi­stym jest, że to pierw­sze rozwiązanie można nazwać dobrym, możliwość jego wybo­ru ist­nie­je jedy­nie wów­czas, gdy skut­ki tego pro­ble­mu nie są dla danej jed­nost­ki na tyle absorbujące, że sku­piać się musi wyłącznie na ich łago­dze­niu. Dru­gim nato­miast mecha­ni­zmem wynikającym z różnic w pozio­mie życia jest poczu­cie niesprawiedliwości. Społeczeństwo demo­kra­tycz­ne ma bowiem to do sie­bie, że szcze­gól­nie umi­ło­wa­ło sobie równość, każdy więc prze­jaw jej bra­ku trak­tu­je z niechęcią. Pisze o tym Ale­xis de Tocqu­evil­le w dzie­le O demo­kra­cji w Ame­ry­ce: „Ludzie nie dostrze­ga­ją większych różnic między sobą i nie widzą powo­dów, dla któ­rych zasa­da sto­so­wa­na wobec jed­ne­go czło­wie­ka nie mia­ła­by być sto­so­wa­na wobec wszyst­kich. Nie­na­wist­ne są im zatem naj­mniej­sze nawet przy­wi­le­je” (Tocqu­evil­le, 1976, s. 433). Nie spo­sób się z nim nie zgo­dzić, stąd logicz­nym jest wnio­sek, że kla­sa niższa, obserwując uprzy­wi­le­jo­wa­ną „eli­tę” i porównując jej życie ze swo­im odczu­wa niesprawiedliwość. W kon­se­kwen­cji szu­ka spo­so­bu, by tę różnicę nad­ro­bić, odkryć płasz­czy­znę, na któ­rej zysku­je prze­wa­gę. Chętniej zatem wybie­rze poli­ty­ka, któ­ry bar­dziej skłon­ny będzie do sta­wia­nia jej w lep­szej pozy­cji i łatwiej ule­gnie jego sztu­ce wymo­wy, nie bez powo­du zwa­nej schle­bia­niem, odrzucając war­stwę merytoryczną.

Kolej­nym utrud­nie­niem wynikającym z uro­dze­nia w kla­sach niższych jest mniej­szy sto­pień świadomości. Wyni­ka on nie tyl­ko ze sta­tu­su eko­no­micz­ne­go danej jed­nost­ki, któ­ry deter­mi­nu­je chociażby to,  na jak wyso­ki poziom edu­ka­cji może sobie ona pozwo­lić, ale też z oddzia­ły­wań oto­cze­nia, w któ­rym się wycho­wu­je i żyje na co dzień. Z niższego pozio­mu świadomości rów­nież wyni­ka­ją dwa mecha­ni­zmy. W przy­pad­ku pierw­sze­go z nich niezbędnym jest sku­pie­nie się na świadomości jako dru­gim czyn­ni­ku koniecz­nym do podej­mo­wa­nia słusz­nych decy­zji. Nie spo­sób nie zgo­dzić się prze­cież z fak­tem, że aby doko­nać dobre­go wybo­ru, trze­ba naj­pierw stwier­dzić, któ­ry tako­wym będzie, a więc zro­zu­mieć skut­ki wszyst­kich możliwych i z pośród nich wska­zać ten, któ­ry ma skut­ki naj­ko­rzyst­niej­sze. Jak zosta­ło już jed­nak wcześniej powie­dzia­ne, właściwe rozwiązania często bywa­ją skom­pli­ko­wa­ne i nie­in­tu­icyj­ne. Kie­dy zatem poja­wia się spe­cja­li­sta proponujący sku­tecz­ne rozwiązanie danej sytu­acji, przeważnie mówi on o ide­ach trud­nych i zawi­łych, sens jego wypo­wie­dzi rozu­mie­ją więc tyl­ko nie­licz­ni. Pozo­sta­ła zaś część społeczeństwa, czy­li ta, któ­ra nie mia­ła możliwości zdo­być odpo­wied­nie­go wykształ­ce­nia i roz­wi­nąć tej świadomości, nie poj­mu­je jego słów. W kon­se­kwen­cji, mając do wybo­ru rozwiązanie wydające się pro­stym i szyb­kim oraz rozwiązanie zupeł­nie nie­zro­zu­mia­łe, „lud” wybie­rze zawsze to pierw­sze. Nie przez złą wolę, lecz przez brak koniecz­nej do podjęcia dobrej decy­zji świadomości i zro­zu­mie­nia. Dru­gi nato­miast mecha­nizm odno­si się do per­spek­ty­wy glo­bal­nej. Świadomość nie­sie za sobą bowiem nie tyl­ko możliwość oce­ny, któ­re rozwiązanie przy­nie­sie naj­lep­sze skut­ki, lecz także szer­szy hory­zont. W epo­ce glo­ba­li­zmu, społeczeństwo sta­je się para­dok­sal­nie bar­dziej różnorodne. Zni­ka­ją barie­ry językowe i kul­tu­ro­we, ludzie migru­ją, a co za tym idzie ich zwy­cza­je się prze­ni­ka­ją. Zatem jed­nost­ka żyjąca w obec­nym świecie, spo­ty­ka się na co dzień z oso­ba­mi różnymi od niej pod wie­lo­ma względami — narodowości, kolo­ru skó­ry czy chociażby wyzna­nia. Jeśli jed­nak jed­nost­ka ta nie posia­da otwar­te­go umy­słu i nie potra­fi spoj­rzeć na świat z innej per­spek­ty­wy niż swo­ja, wszel­ka inność wyda­je jej się zagrożeniem i odbie­ra poczu­cie bezpieczeństwa, jak pisze Jan Pakul­ski (Popu­lizm i per­spek­ty­wa eli­ty). W sytu­acji tej szu­ka­ją kogoś, kto poczu­cie bezpieczeństwa mógł­by im z powro­tem przy­wró­cić. W efek­cie bar­dziej sko­rzy będą do gło­so­wa­nia na poli­ty­ków, któ­rzy w swo­ich wartościach odwo­łu­ją się do wartości bli­skich i zna­nych, a te, któ­re są nowe i obce — potępiają.

Wszyst­kie te mecha­ni­zmy wynikające z trud­nej sytu­acji klas niższych sta­no­wią grunt, na któ­rym może poja­wić się i funk­cjo­no­wać popu­lizm. To, czy będzie się on dalej pogłębiał czy też słabnął zależy nato­miast od woli polityków.

Zakończenie i próba oceny

Przechodząc do pod­su­mo­wa­nia mojej pra­cy pra­gnę jesz­cze raz przy­to­czyć myśl z jej początku — opis każdego pojęcia możemy podzie­lić na defi­ni­cję i cha­rak­te­ry­sty­kę. Jest to szcze­gól­nie ważne ponie­waż, podejmując pró­bę oce­ny dane­go zja­wi­ska, oce­niać powin­no się tyl­ko te jego aspek­ty, któ­re wyni­ka­ją wprost z defi­ni­cji. Sta­no­wi ona bowiem esen­cję tema­tu i, w przeciwieństwie do cha­rak­te­ry­sty­ki, nie jest uzależniona od innych ele­men­tów rzeczywistości i ich wza­jem­nych powiązań.

Nie­słusz­ne są więc nega­tyw­ne oce­ny popu­li­zmu. Nie bio­rą się one prze­cież z defi­ni­cji, nie wygła­sza się kry­ty­ki na temat „postępowania w zgo­dzie z wolą ludu”, lecz na temat skut­ków, jakie to postępowanie przy­no­si. Stąd można więc wysnuć wnio­sek, że nie sam popu­lizm jest zły, lecz wola „ludu”, któ­ra deter­mi­nu­je wygląd popu­li­zmu. Wola ta zaś, jak wyka­za­łam powyżej, swo­je źródło ma w nierównościach społecznych.

Czy jed­nak można o wszel­kie zło oskarżyć nierówności spo­łecz­ne? Będąc kon­se­kwent­ną w swo­im założeniu, że oce­niać należy defi­ni­cję muszę stwier­dzić, że nie. Bowiem nie sam fakt, że jeden czło­wiek ma mniej od dru­gie­go jest przy­czy­ną nega­tyw­nych skut­ków popu­li­zmu, lecz stan, w któ­rym ten, któ­ry posia­da mniej jest przez to pozba­wio­ny możliwości i świadomości niezbędnych do podej­mo­wa­nia dobrych decy­zji. Gdy­by więc ktoś mnie zapy­tał, jak zwal­czać nega­tyw­ne skut­ki popu­li­zmu, odpo­wie­dzia­ła­bym „pomagając w odpo­wied­ni spo­sób najbiedniejszym”.

Dbając więc o naj­bied­niej­szych, stop­nio­wo zbliżać się można do jed­nej z dwóch uto­pii, któ­re przed­sta­wi­łam w swo­jej pra­cy — sta­nu, w któ­rym wszy­scy podej­mu­ją dobre decy­zje. O ile bowiem na wolę czło­wie­ka nie spo­sób jest wpłynąć (dla­te­go też wizja ta pozo­sta­je uto­pią), tak brak możliwości i świadomości to pro­ble­my, z któ­ry­mi społeczeństwo zde­cy­do­wa­nie jest w sta­nie wal­czyć. Doprowadzając nato­miast do takie­go sta­nu, jednocześnie bliższa sta­je się dru­ga uto­pij­na per­spek­ty­wa — dobro abso­lut­ne, do któ­re­go to może dążyć jedy­nie społeczeństwo podejmujące dobre decyzje.

Z całej powyższej ana­li­zy wysnuć można następujący wnio­sek — popu­lizm sam w sobie nie jest zja­wi­skiem ani nega­tyw­nym, ani pozy­tyw­nym. W społeczeństwie demo­kra­tycz­nym jego skut­ki mogą peł­nić jed­nak rolę wyznacz­ni­ka tego, jak dobrze funk­cjo­nu­je społeczeństwo. Gdy więc skut­ki jego sta­ją się zde­cy­do­wa­nie nega­tyw­ne, powin­no być to swe­go rodza­ju alar­mem. Alar­mem jed­nak nie odno­szą­cym się do tego, by zwal­czać poli­tycz­nych popu­li­stów, lecz do tego, by zwal­czać pro­ble­my osób, któ­re przez swo­ją sytu­ację życiową nie mogły podjąć inne­go wyboru.

 


Powyż­szy tekst jest skró­co­ną wer­sją ese­ju na XXXIII Olim­pia­dę Filozoficzną.


War­to doczytać:

I. Ber­lin, To Defi­ne Popu­lism, 1967, https://berlin.wolf.ox.ac.uk/lists/bibliography/bib111bLSE.pdf (dostęp: 15.06.2021)

K. Frie­ske, Pochwa­ła popu­li­zmu. Esej pole­micz­ny, „Kul­tu­ra I Społeczeństwo”, War­sza­wa 2019

M. Mar­kow­ski, Woj­ny nowo­cze­snych ple­mion. Spór o rzeczywistość w epo­ce popu­li­zmu, War­sza­wa 2019

J. Pakul­ski, Popu­lizm i per­spek­ty­wa elit, http://conciliumcivitas.pl/populizm-i-perspektywa-elity/ (dostęp: 15.06.2021)

Pla­ton, Państwo, https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/platon-panstwo.pdf (dostęp: 15.06.2021)

Pla­ton, Gor­giasz, w: Dia­lo­gi, Tom 1, War­sza­wa 2005

J. J. Rous­se­au, O umo­wie spo­łecz­nej, Kęty 2007

A. de Tocqu­evil­le, O demo­kra­cji w Ame­ry­ce, War­sza­wa 1976


Adrian­na Mazur – uczen­ni­ca V LO w Kra­ko­wie, lau­re­at­ka Olim­pia­dy Filo­zo­ficz­nej. Zafa­scy­no­wa­na poli­ty­ką, filo­zo­fią i kul­tu­rą (a zwłasz­cza tema­ta­mi z ich pogra­ni­cza) oraz dru­gim czło­wie­kiem. Wiecz­nie nie­wy­ga­da­na, od pół­to­ra roku zako­cha­na w deba­tach, któ­rych walo­ry z upo­rem sta­ra się prze­nieść do życia codziennego.

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy