Ja, grzesznik, w 33. roku życia, kiedy byłem (ze wszech miar niegodnym) siódmym generałem zakonu po śmierci błogosławionego ojca Franciszka, za jego przykładem poszukiwałem pokoju, do którego gorąco wzdychałem. Za Boskim natchnieniem, mniej więcej w czasie obchodzenia rocznicy śmierci błogosławionego, wiedziony tęsknotą za pokojem ducha, udałem się na górę Alwernię jako na miejsce wytchnienia. Przebywając tam, rozważałem niektóre sposoby wznoszenia się naszego ducha ku Bogu. Między innymi przyszło mi na myśl owo cudowne zdarzenie, które tutaj właśnie przytrafiło się błogosławionemu Franciszkowi, mianowicie widzenie skrzydlatego serafina, który przypominał Ukrzyżowanego. Gdy to rozważałem, nagle uświadomiłem sobie, że widzenie przedstawiało kontemplacyjny zachwyt naszego ojca oraz wskazywało drogę, która do niego prowadzi. Sześć skrzydeł można poprawnie rozumieć jako sześć zachwytów iluminacji, dzięki którym dusza, jak gdyby przeszedłszy sześć stopni czy dróg, otrzymuje zdolność dojścia do pokoju na drodze ekstatycznych zachwytów chrześcijańskiej mądrości (św. Bonawentura, Droga duszy do Boga, prol. 2–3, tłum. C. Napiórkowski, Poznań 2025, s. 16).
Bonawentura wspominając ten moment, w którym św. Franciszek otrzymał stygmaty – znamiona męki Chrystusa – za pośrednictwem serafina, zinterpretował postać serafina w sposób symboliczny. Źródłem wiedzy o strukturze świata anielskiego było przede wszystkim Pismo Święte. Prorok Izajasz w swojej wizji Bożego tronu pisał: Serafiny stały ponad Nim, każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał. I wołał jeden do drugiego: „Święty, Święty, Święty jest Pan Bóg Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały” (Iz 6, 2–3).
Tajniki hierarchii świata anielskiego usiłował zgłębić Pseudo-Dionizy Areopagita w swoim dziele Hierarchia niebiańska, a wszyscy późniejsi autorzy obficie czerpali z jego tekstów. Tłumacząc imię serafinów wyjaśniał, że oznacza ono „tych, którzy płoną ogniem” i zauważył, że „wyraziście oddaje ich wieczny i nieprzerwany obrót wokół boskich rzeczywistości i ich rozgrzewające ciepło i zapalczywość, i kipiący, nigdy nie ustający i nigdy nie słabnący, rozpęd wiecznotrwałego poruszenia oraz zdolność upodabniania do siebie i energicznego wynoszenia w górę niżej stojących, przez ożywienie i rozpalenie w nich tego samego żaru, którym sami są wypełnieni” (Pseudo-Dionizy Areopagita, Hierarchia niebiańska VII, 1, 1999, s. 71).
Ten fragment doskonale pokazuje, dlaczego Bonawentura, gorliwy czytelnik Areopagity, odwołał się do postaci serafina, jako tego, kto inicjuje „drogę w górę” (itinerarium), czyli proces wstępowania ku Bogu, a zarazem wspiera tę wędrówkę udzielając stosownego oświecenia (iluminacji). Tylko w ten sposób będzie można zrealizować cel tego wstępowania (ascensio), którym jest widzenie Boga, a konsekwencją tej wizji jest pokój i pełnia mądrości. Ten proces wstępowania dochodzi do skutku w określonym porządku, a jego punktem wyjścia jest, w duchu augustyńskim, świat stworzony:
W tym życiu zaś sam wszechświat stanowi dla nas drabinę, po której mamy się wspinać do Boga: niektóre rzeczy są śladem, niektóre obrazem, jedne są cielesne, inne duchowe, jedne uwarunkowane czasem, inne wieczne; dlatego niektóre istnieją poza nami, a niektóre w nas. Żeby dojść do rozważania pierwszej zasady, która jest najbardziej duchowa i wieczna oraz istnieje ponad nami, należy rozpoczynać od śladu, który jest cielesny, uwarunkowany czasem oraz poza nami (co oznacza wkroczenie na drogę Bożą), wejść następnie do wnętrza swojego ducha, który jest odwiecznym obrazem Boga, duchowym, a zarazem wewnątrz nas (co oznacza wejście w Bożą prawdę), wreszcie trzeba przekroczyć samego siebie i wspinać się ku temu, co wieczne, absolutnie duchowe i ponad nami, kierując wzrok ku pierwszej zasadzie (Bonawentura, Droga duszy do Boga I, 2, s. 20–21).
Drogę do odkrycia pierwszej zasady Bonawentura pojmował jako trzyetapowy proces, którego początkiem jest percepcja rzeczywistości podpadającej pod zmysły, a ta rzeczywistość cielesna jest pojmowana jako ślad (vestigium) Boga. Świat materialny jest bowiem Bożym dziełem i jak każde dzieło sztuki wskazuje na swojego twórcę, nosząc cechy charakterystyczne dla jego twórczości. Taka znakowa czy symboliczna wizja rzeczywistości podpadającej pod zmysły umieszcza system św. Bonawentury w obrębie tzw. metafizyki znaku, według typologii Władysława Stróżewskiego. W swoim eseju o strukturze średniowiecznej metafizyki zaproponował on jej trojaką klasyfikację ze względu na kategorię natury, bytu i znaku. W tym ostatnim typie metafizycznego myślenia interesuje nas „świat widziany bądź jako przedmiot orzekania, bądź jako symbol, odnoszący się do czegoś poza nim” (Stróżewski, Struktura metafizyki średniowiecznej, 1979, s. 174). Rzeczywistość materialna okazuje się zatem znakiem/symbolem, którego znaczenie i funkcja sprowadza się do ujawniania swojego autora. Jeśli w ten sposób odczytamy strukturę świata stworzonego, to stanie się on dla naszego umysłu drabiną prowadzącą ku Stwórcy. Motyw drabiny nawiązywał do snu Jakuba opisanego w Księdze Rodzaju, gdy Jakub ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy się wspinali i schodzili po niej na dół. A oto Pan stał nad nimi i mówił: „Ja jestem Pan, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz oddaję tobie i twemu potomstwu” (Rdz 28, 12–13). Sam Bonawentura tak wyjaśniał znaczenie owej drabiny:
Ponieważ najpierw należy wstępować, a nie zstępować po drabinie Jakubowej (Rdz 28,12), pierwszy szczebel umożliwiający wstępowanie umieszczamy na dole: chodzi tu o cały świat materialny, który stanowi dla nas jak gdyby zwierciadło, przez które idziemy do Boga, najwyższego sprawcy (Bonawentura, Droga duszy do Boga 1, 9, s. 25).
Tego rodzaju odwołanie do zwierciadła jest wyraźną wskazówką, że Bonawenturze chodziło przede wszystkim o ujęcie tego, kogo obraz odbija się w zwierciadle, a nie o sam materialny przedmiot, jakim jest zwierciadło. Pisał:
W zwierciadle świata materialnego możemy kontemplować Boga w podwójny sposób: 1/ wznosząc się ku Niemu przez byty, które są Jego śladami; 2/ znajdując Go w bytach, o ile jest On w nich przez swoją istotę, moc i obecność. Ten drugi sposób rozważania pozwala sięgać wyżej niż pierwszy; dlatego stanowi drugi stopień kontemplacji. Prowadzi on nas do kontemplowania Boga w każdym stworzeniu wchodzącym do naszej duszy (mens) poprzez zmysły ciała (Bonawentura, Droga duszy do Boga 2, 1, s. 30).
Ta kontemplacja świata stworzonego powinna jednak realizować się w sposób systematyczny i zgodnie z określonym porządkiem tak, aby odkryć znaczenie wewnętrznej struktury i uporządkowania każdej rzeczy oraz odczytać jej relację do Boskiego Autora. Najpierw należy zatem rozważyć każdą materialną rzecz tak, jak ma się ona w sobie samej.
Kontemplując rzeczy same w sobie, intelekt dostrzega w nich ciężar, liczbę i miarę (Mdr 11,20); ciężar w odniesieniu do miejsca, do którego dąży, liczbę, która wprowadza rozróżnienia, i miarę, która ogranicza. Dzięki temu dostrzega w nich sposób istnienia, piękno i porządek, jak też ich substancję, władzę i działanie. Od nich, jak od śladu, może się wznieść do poznania potęgi, mądrości i dobroci Stwórcy (Bonawentura, Droga duszy do Boga I, 11, s. 26).
W tym miejscu Bonawentura nie tylko odwołuje się do znanego fragmentu z Księgi Mądrości, który często komentowali Ojcowie Kościoła i myśliciele poprzednich wieków, ale wykazuje także znajomość tradycji filozoficznej, zwłaszcza tej, którą określa się mianem arystotelizmu eklektycznego czy neoplatonizującego. W tradycji neoplatońskiej, syntetyzującej myśl Platona i Arystotelesa, każdą rzecz należało scharakteryzować w kontekście jej substancji/istoty (ousia), mocy (dynamis) oraz działania (energeia) (Kijewska, 1994, s. 38–39). W metafizyce znaku i desygnatu tak ujęta struktura rzeczy staje się znakiem określonych przymiotów jej autora, zgodnie z tym, co pisał św. Paweł w Liście do Rzymian: Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu poprzez Jego dzieła (Rz 1,20). W ten sposób św. Bonawentura wykorzystywał pojęcia filozoficzne w służbie kontemplacji. Innym tego przykładem może być następujący fragment:
Intelekt racjonalnie badający świat zauważa, iż niektóre rzeczy tylko istnieją, niektóre natomiast istnieją i żyją, inne wreszcie istnieją, żyją i sądzą. Pierwsze, oczywiście, są niższe, drugie – średnie, trzecie – doskonalsze. Widzi też, że niektóre są tylko cielesne, a niektóre po części cielesne, po części duchowe, stąd wnioskuje, że niektóre są czysto duchowe, a jako takie doskonalsze i godniejsze od pierwszych i drugich (…). Z tych zatem rzeczy widzialnych inteligencja wznosi się do rozważania potęgi, mądrości i dobroci Bożej, do zastanowienia się nad Bogiem jako tym, który istnieje, żyje, posiada inteligencję, jest czysto duchowy i nie podlega rozkładowi ani zmianom (Bonawentura, Droga duszy do Boga 1, 13, s. 27).
W systemach neoplatońskich triada: byt-życie-myśl charakteryzowała sferę (hipostazę) Intelektu, a hierarchia następujących po nim bytów realizowała się stosownie do zakresu uczestnictwa w tych własnościach (Kijewska, 1994, s. 49–50). Do tych pojęć odwołał się św. Augustyn w swoim dialogu O wolnej woli, przeprowadzając tzw. noologiczny argument za istnieniem Boga (Kijewska, 2007, s. 176–177). Wychodząc od tego, co jedynie istnieje, poprzez to, co żyje, Augustyn dochodzi do bytu ludzkiego, w którym rozum stanowi najdoskonalszą jego część. Doskonalsze od umysłu są jednak prawdy wieczne, które umysł pojmuje, ze świadomością, że nie jest ich twórcą, a jedynie odkrywcą (Kijewska, 2007, s. 178–179). Bonawentura z nowym aparatem pojęciowym i w nieco innym kontekście doskonale wpisał się w tę tradycję augustyńską.
Kontynuując swoją analizę rzeczywistości materialnej w aspekcie tego, co i jak mówi ona o Bogu, jej Stwórcy, Bonawentura stwierdza:
Rozszerzmy to rozważanie na siedmiorakie uwarunkowania bytów stworzonych: początek, wielkość, wielość, piękno, pełnię, działanie i porządek. Rozważane pod tym kątem rzeczy stworzone świadczą o Bożej potędze, mądrości i dobroci na siedem różnych sposobów. Początek rzeczy – rozumiany jako dzieło sześciu dni ze stworzeniem, rozdzieleniem i przyozdobieniem – głosi Bożą potęgę, która tworzy wszystko z niczego, mądrość, która wszystko dokładnie rozdziela, i dobroć, która wszystko hojnie przyozdabia. (…) Pełnia rzeczy widziana w materii obfitującej w formy podług racji zarodkowych, w formie pełnej mocy – podług czynnej możliwości, a w mocy pełnej skutków – podług skuteczności, również mówi o doskonałości Boga. (…) Porządek zaś wyjaśniany jako trwania, sytuacja oraz wpływ, inaczej mówiąc porządek ujmowany w kategoriach „wcześniejsze-późniejsze”, „wyższe – niższe” czy „godne – niegodne”, jeśli się go rozważa tak, jak występuje on w księdze stworzenia, wyraźnie podpowiada myśl o pierwszeństwie, wyższości i godności pierwszej zasady z jej nieograniczoną potęgą (Bonawentura, Droga duszy do Boga I, 14, s. 27–29).
Wychodząc z analizy rzeczywistości stworzonej Bonawentura zaproponował swoiście rozumiane argumenty wskazujące na istnienie Boga oraz na określone przymioty Bytu Bożego. Nazwał on je jednak „wskazówkami”, a nie argumentami, czy dowodami, gdyż uważał, że tego rodzaju dowodzenie istnienia Pierwszej Przyczyny jest zbędne. Sam proces ujmowania rzeczywistości podpadającej pod zmysły od razu nakierowuje umysł człowieka na Boga, jako na źródło tego, co stworzone: wszystko to dokonuje się w jednym, momentalnym akcie pojmowania (contuitio). Ten, kto tego nie dostrzega, po prostu nie używa swoich władz poznawczych, albo używa ich niewłaściwie. Niezwykle wymowne są słowa kończące tę partię Drogi duszy do Boga:
Ślepcem jest więc ten, do kogo nie dociera blask bijący z rzeczy stworzonych. Głuchy jest ten, kto nie słyszy tak potężnego wołania. Niemy jest ten, kto nie wysławia Boga za te wszystkie skutki. Głupi jest ten, który mimo takich wskazówek nie zauważa pierwszej zasady. Otwórz więc oczy, nakłoń duchowe uszy, rozwiąż swoje usta i przyłóż swoje serce (Prz 22,17), abyś we wszystkich stworzeniach zobaczył, usłyszał, pochwalił, ukochał, uszanował, uwielbił i uczcił swojego Boga, by przypadkiem nie powstał przeciw tobie cały świat. Dlatego bowiem będzie walczył okrąg świata przeciw nierozumnym (Mdr 5, 21), a dla mądrych, przeciwnie, materia będzie chwałą (Bonawentura, Droga duszy do Boga 1, 15, s. 29).
Na zakończenie tych rozważań o wspinaniu się po drabinie stworzonego świata przytoczę słowa Sándora Márai – paradoksalne i przekorne, ale jakże prawdziwe:
Według Biblii Bóg stworzył świat i odpoczął dnia siódmego, „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.” Tak powiedzieć mógł tylko człowiek, nigdy Bóg. Bóg stworzył świat, ale – z całą pewnością – nigdy nie miał uczucia, że jest dobrze. To samozadowolenie rzemieślnika, który z dumą ogląda wytwór swoich rąk, kolebkę, trumnę albo parę butów i, klepiąc się o brzuchu, „widzi, że jest dobrze.” Bóg nigdy nie jest tak zadowolony. Bóg i artysta – tylko oni dwaj – wiedzą, że nigdy nie jest „dobrze”, że wszystko, co jest twórczością, co jest dziełem człowieka, jest takie samo jak dzieło Boga, niedoskonałe, bowiem zamiar, jaki tli się w głębi prawdziwie twórczego dzieła, nigdy nie wygasa, pragnie jeszcze więcej: tego, co ludzkie, i tego, co boskie…Nie ciesz się, nie kręć młynka na brzuchu, nie mruż oczu z ukontentowania. Nie jest „dobrze”. Po prostu jest – a to już też jest nadludzkie (S. Márai, Niebo i ziemia, tłum. F. Netz, Warszawa 2011, s. 150).
Warto doczytać:
- św. Bonawentura, Droga duszy do Boga i inne pisma, tłum. C. Napiórkowski, C. Niezgoda, S. Kafel, Poznań 2025.
- Pseudo-Dionizy Aeropagita , Hierarchia niebiańska, w: Pisma teologiczne II, tłum. M. Dzielska, Kraków 1999, s. 45–114.
- KIJEWSKA AGNIESZKA, Neoplatonizm Jana Szkota Eriugeny. Podmiotowe warunki doświadczenia mistycznego w tradycji neoplatońskiej, Lublin 1994;
- A. Kijewska, Święty Augustyn, Warszawa 2007.
- M. Sandor, Niebo i ziemia, tłum. F. Netz, Warszawa 2011.
- W. Stróżewski, Struktura metafizyki średniowiecznej, w: Historia filozofii średniowiecznej, red. J. Legowicz, Warszawa 1979, s. 173–231.
Agnieszka Kijewska – historyk filozofii starożytnej i średniowiecznej, kierownik Katedry Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej KUL. W swojej pracy naukowej zajmuje się dziejami starożytnego i średniowiecznego neoplatonizmu, a w szczególności twórczością św. Augustyna, Boecjusza, Jana Eriugeny, szkoły w Chartres i Mikołaja z Kuzy. W czasie wolnym lubi zwiedzać muzea, czytać literaturę piękną, słuchać muzyki i uprawiać ogródek.
Grafika: Wikimedia Commons
< Więcej z cyklu: Czego nie wiemy o filozofii średniowiecznej?
Prowadzenie portalu filozofuj.eu – finansowanie
Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.















Skomentuj