Czego nie wiemy o filozofii średniowiecznej?

Agnieszka Kijewska #44. Monika – filozof

Obraz "Monika i Augustyn"
Postać św. Moniki, matki Augustyna, przez wieki pozostawała w cieniu sławy swojego syna. Tymczasem jej obecność w jego życiu i pismach ukazuje nie tylko duchową siłę kobiety, ale także wyjątkowy udział w kształtowaniu chrześcijańskiej refleksji nad filozofią szczęścia, cnoty i życia duchowego. Niniejszy tekst stanowi próbę spojrzenia na Augustyna od strony relacji z matką – tej, którą sam nazwał filozofem.

Download (PDF746KB)


Trudno mi się oderwać od św. Augustyna i szeroko rozumianej tradycji augustyńskiej, w ramach której pozostawało tak wielu myślicieli wieków średnich, że trudno byłoby ich wymienić. Chciałabym jeszcze raz powrócić do jego tekstów, ale tym razem od dość nieoczekiwanej strony, a mianowicie w perspektywie tego, co Augustyn pisał o swojej matce, Monice. Gillian Clark w monografii poświęconej Monice stwierdziła, że właśnie z tego powodu, iż Augustyn był jednym z najbardziej wpływowych teologów w tradycji Zachodu, to jego matka, Monika, jest jedną z najbardziej znanych kobiet klasycznej starożytności (Clark, 2015, s. 2). W jednym ze swoich tekstów Augustyn nazwał Monikę filozofem. Jest to rozumienie filozofii jako drogi, która spełnia się w osiągnięciu szczęśliwego życia, a obejmuje naukę rozmowy, czytania, umierania, jednym słowem, sztukę życia (por. Hadot, 1992, s. 11–55).

Monika urodziła się w afrykańskiej Tagaście, na początku lat trzydziestych IV wieku, zapewne w rodzinie chrześcijańskiej. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem jako nastolatka wyszła za mąż za starszego od siebie Patrycjusza, który był obywatelem rzymskim i sprawował w mieście różne urzędy, ale był też człowiekiem dalekim od chrześcijaństwa. Augustyn tak pisał o niej i jej relacji do męża w swoich Wyznaniach, w których zawsze zwraca się do Boga w bezpośredniej formie – Ty:

Moja matka była więc wychowywana skromnie i rozważnie, raczej posłuszna rodzicom dzięki Tobie niż posłuszna Tobie dzięki rodzicom. Kiedy dojrzała już do małżeństwa, poślubiona mężowi, służyła mu jaka swemu panu. Starała się zdobyć go dla Ciebie, przekonując go swoim charakterem, dzięki któremu uczyniłeś ją piękną, a dla męża godną szacunku, miłości i podziwu. Wyrozumiale znosiła jego akty cudzołóstwa, tak że nigdy nie wszczynała z nim o nie kłótni wskutek zazdrości. Oczekiwała bowiem Twojego miłosierdzia dla niego, by uwierzywszy w Ciebie, stał się czysty moralnie. Poza tym, o ile był człowiekiem o niezwykle łagodnym usposobieniu, o tyle bardzo skorym do gniewu. Ona umiała jednak nie tylko czynem, lecz nawet słowem nie sprzeciwiać się mężowi, gdy wpadał w gniew. Kiedy widziała, że już się wyładował i uspokoił, starała się przy innej okazji uzasadnić swoje postępowanie, jeśli przypadkiem mąż bez zastanowienia uniósł się gniewem (Augustyn, Wyznania IX, 9, 2020, s. 254).

Zapewne niełatwe było życie z taką osobą, jaką był Patrycjusz, ale Monika, dzięki swojemu łagodnemu usposobieniu, poddanemu wielorakim próbom, nie tylko zjednała sobie teściową, zdobyła zaufanie wielu przyjaciółek, ale i męża doprowadziła wreszcie do bram Kościoła:

Wreszcie nawet swojego męża, już pod koniec jego doczesnego życia, zdołała pozyskać dla Ciebie. Odkąd się nawrócił, nie płakała już nad tym, co musiała znosić od niego przed jego nawróceniem” (tamże, s. 257).

Monika była matką Augustyna, Nawigiusza i Perpetui, ale to głównie w Augustynie rodzice pokładali swoje wielkie nadzieje na światową karierę syna i robili wszystko, aby mógł uzyskać odpowiednie do tego wykształcenie, pomimo ich ograniczonych zasobów materialnych. Po śmierci męża Monika dalej wspierała karierę syna, mimo że nie zawsze szedł on akceptowaną przez nią drogą, a nawet towarzyszyła mu w czasie jego studiów w Kartaginie, czy w okresie, gdy przebywał w Mediolanie jako mówca cesarskiego dworu. Podążanie za synem niewątpliwie umożliwił jej status wdowy. Zuzanna Radzik tak pisała o wdowach w społeczności pierwotnego Kościoła:

Niezamężna – tak można najlepiej przetłumaczyć greckie słowo chera, często tłumaczone jako wdowa. Chera może być rozwiedziona, może być wdową, może się wreszcie okazać panną, która postanowiła nie wychodzić za mąż. Wygląda na to, że właśnie życie w celibacie było cechą wyróżniającą kobiety określane jako „wdowy”, a przynależność do ich kręgu miała szereg zalet. Były wolne od podległości mężowi czy ojcu, od niebezpieczeństw porodów i trosk wychowywania dzieci, od zajmowania się domem. Rzadki luksus dla kobiet w tamtych czasach (Radzik, 2018, s. 76).

Monika-wdowa towarzyszyła  zatem synowi w burzliwych momentach jego życia, gdy był manichejczykiem, sceptykiem poszukującym mimo wszystko prawdy i pewności czy platonikiem ledwie skłaniającym się ku chrześcijaństwu. Jego uwikłanie w manicheizm odbierała jako formę „śmierci”, dlatego nieustannie prosiła o wskrzeszenie syna. Augustyn tak to później opisywał:

Kiedy jej oznajmiłem, że nie jestem już manichejczykiem, ale i nie katolikiem, wcale nie wybuchnęła radością, jakby usłyszała coś nieoczekiwanego. Ale teraz mogła się już przynajmniej pozbyć zmartwienia, jakiego przysparzało jej moje nieszczęście. Z tego powodu opłakiwała mnie jako zmarłego, którego Ty miałeś wskrzesić. W swoich myślach kładła mnie na marach, abyś rzekł tak jak synowi wdowy: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!” (Łk 7, 14–15) i abyś oddał go matce, i aby wrócił on do życia i zaczął mówić. Serce jej nie wezbrało gwałtowną radością, gdy usłyszała, że większość z tego, o co codziennie błagała Cię ze łzami, spełniło się, i że chociaż jeszcze nie doszedłem do prawdy, to już wyzwoliłem się z kłamstwa (Augustyn, Wyznania VI, 2, s. 134).

Kiedy wreszcie Augustyn zaczął „wyzwalać się z kłamstwa”, porzucił swoją posadę i działalność nauczycielską i usunął się wraz z synem, Adeodatem, matką i garstką przyjaciół do posiadłości swojego znajomego w Cassiciacum. Tam miał przygotowywać się do chrztu i czynił to między innymi w formie prowadzonych w gronie najbliższych rozmów, w których brała także udział jego matka.  Monika, tak jak inne kobiety jej czasów, nie odebrała żadnego formalnego wykształcenia, które czyniłoby ją partnerem dyskusji prowadzonych przez jej syna, ale przysłuchując się jego działalności wykładowej, uczestnicząc w życiu Kościoła, zwłaszcza mediolańskiego, którym kierował charyzmatyczny biskup Ambroży, miała doskonały wgląd w istotę spraw, o których była mowa. Jednego dnia rozprawiano na dobrze znany starożytnym temat, na czym polega życie szczęśliwe. 

AUGUSTYN: Czy szczęśliwy jest każdy człowiek, który posiada to, czego chce? Wtedy odezwała się matka: — Jeśli chce dobra i posiada je, jest szczęśliwy, jeśli zaś zła, to choćby je posiadał, jest nieszczęśliwy. A ja uśmiechnąwszy się do niej, zawołałem radośnie: — Otoś już, matko, na samym szczycie filozofii. Gdyby ci tylko słów nie zabrakło, niewątpliwie wyraziłabyś myśl swoją podobnie jak Tuliusz, który tak właśnie o tym mówił. W Hortenzjuszu mianowicie, to jest dziele, które napisał jako pochwałę i obronę filozofii, powiada: „Oto ludzie, którzy gorliwie rwą się do dysput, chociaż nie są przecież prawdziwymi filozofami, mówią, że szczęśliwi są wszyscy, którzy żyją tak, jak sami chcą. Twierdzenie to jednak fałszywe: jeśli się bowiem chce tego, czego chcieć się nie godzi, to samo takie pragnienie jest nieszczęściem największym. Mniejszym nieszczęściem jest nie móc osiągnąć tego, czego się nie chce, niż osiągnąć to, czego chcieć nie należy. Nieprawość woli bowiem więcej zła przynosi, niż los dobra komukolwiek użycza”  (Augustyn, O życiu szczęśliwym II, 10, s. 25).

Augustyn powołał się w tym miejscu na dialog Cycerona Hortenzjusz, tekst, który odegrał ogromną rolę w jego młodzieńczym zwrocie ku filozofii (por. Kijewska, 2007, s. 30–34). Dialog ten w sposób eklektyczny nawiązywał do wielkiej etycznej tradycji platońskiej i arystotelesowskiej. Źródła niektórych poglądów wyrażonych w zacytowanym wyżej fragmencie z Augustyńskiego dialogu O życiu szczęśliwym można odnaleźć w Platońskim Gorgiaszu. Sokrates dyskutując z retorem Polosem stwierdza, że (1) celem wszelkich ludzkich działań jest dobro: „Zatem Ci, co to czynią, działają dla dobra? (…) ale gdy jest to pożyteczne, wtedy chcemy to zrobić; przeciwnie, jeśli jest szkodliwe, wtedy tego nie chcemy – bo chcemy naszego dobra” (Platon, Gorgiasz 468 B‑C, s. 39). 

Komplementarną tezą jest przekonanie, że (2) „największym złem jest popełnić niesprawiedliwość. (…) POLOS: Czy ty zatem wolałbyś znosić niesprawiedliwość niż ją popełnić? SOKRATES: Nie chciałbym ani jednego, ani drugiego; ale gdybym musiał wybierać między znoszeniem niesprawiedliwości a popełnianiem jej, wolałbym ją znosić” (tamże, 469 B‑C, s. 41).

(3) Posiadanie dobra jest źródłem szczęścia i życia szczęśliwego: „SOKRATES: Ja tak twierdzę, Polosie; szlachetni i dobrzy (kalos k’agathos) mężczyzna i kobieta są, moim zdaniem, szczęśliwi, niesprawiedliwi zaś i źli są nieszczęśliwi” (tamże 470D, s. 44).

(4) W konsekwencji, jak zauważył Cyceron w cytowanym przez Augustyna Hortenzjuszu: „Mniejszym nieszczęściem jest nie móc osiągnąć tego, czego się nie chce, niż osiągnąć to, czego chcieć nie należy”. A Sokrates zapytuje Polosa:

A zatem, według ciebie, jeśli człowiek popełniający niesprawiedliwość nie poniesie kary, będzie szczęśliwy? POLOS: Tak twierdzę. SOKRATES: Moim zdaniem, Polosie, człowiek popełniający przestępstwo i niesprawiedliwy zawsze jest nieszczęśliwy, nieszczęśliwszy zaś wtedy, gdy nie da zadośćuczynienia za swą winę ani nie poniesie za nią kary, mniej nieszczęśliwy, gdy daje zadośćuczynienie i jest ukarany przez bogów i ludzi. POLOS: Starasz się, Sokratesie, mówić dziwne rzeczy (Platon, Gorgiasz 472E, s. 46–47).

Monika nie znała Cyceroniańskiego Hortenzjusza, ani innych filozoficznych tekstów. Tym, co ją cechowało, to „zamiłowanie do spraw Bożych”, mądrość wyniesiona z uczestnictwa w życiu Kościoła oraz mądrość, która jest sztuką życia, chrześcijańskim ćwiczeniem duchowym. W dialogu O porządku Augustyn stwierdził:

Była z nami również moja matka. Zauważyłem już, dzięki długoletniemu współżyciu i pilnej obserwacji, jej zdolności i zamiłowanie do spraw Bożych. Dopiero jednak podczas dyskusji na poważny temat, którą prowadziłem w dniu mych urodzin ze współbiesiadnikami i opisałem w jednym z mych dzieł, bystrość jej umysłu przedstawiła mi się z taką okazałością, że niczego nie uważałem za bardziej bliskie prawdziwej filozofii. Zadecydowałem więc, że nie może jej zabraknąć przy naszej rozmowie (Augustyn, O porządku II, I‑1, s. 183).

Augustyńskie dialogi, podobnie jak dialogi sokratejskie, miały właśnie taki charakter formacyjny, ćwiczebny, „ponieważ to nie o wyłożenie doktryny chodzi, lecz właśnie o doprowadzenie rozmówcy do określonej postawy umysłowej” (Hadot, 1992, s. 32):

Liczy się nie rozwiązanie szczegółowego problemu, lecz przebyta w celu jego osiągnięcia droga, na której rozmówca, uczeń, czytelnik, formują swą myśl, czynią ją bardziej sposobną do tego, by poprzez nią samą odkryć prawdę („dialog chce raczej formować niż informować”) (tamże, s. 33).

Wydaje się, że właśnie tak pojmował to Augustyn, gdy pisał, wyznając:

Z samego zaś źródła prawdy spływa wezwanie jakieś, które nas napomina, abyśmy o Bogu myśleli, abyśmy Go szukali, abyśmy, przełamawszy wszelką oziębłość, Jego tylko pragnęli. Jest to światłość, którą w oczy dusz naszych zlewa owo tajemnicze Słońce. Od Niego pochodzi każda myśl prawdziwa, którą możemy tu wypowiedzieć, chociaż nawet oczy nasze niezupełnie wzrok odzyskały albo niedawno dopiero się otworzyły i lękamy się jeszcze śmiało zwrócić się ku Niemu i wprost na Nie spojrzeć. Już teraz jednak widzimy, że prawda ta jest Bogiem samym w Jego nieskazitelnej doskonałości, bo w Nim jest pełność i wszelka doskonałość i On jest zarazem Bogiem wszechmogącym (Augustyn, O życiu szczęśliwym IV-35, s. 48–49)

Monika była niewątpliwie doskonałym uczestnikiem tych rozmów, a siła jej przekonań i moc perswazji zadziwiała wielu bardziej doświadczonych dyskutantów. Doskonale znała cel tych dialogowych ćwiczeń, na który wskazywał jej syn (tajemnicze Słońce, Prawda, Bóg wszechmogący), a co więcej znała prowadzącą tam drogę, która wiedzie przez wiarę, nadzieję i miłość:

Wówczas matka, wspomniawszy na słowa, które w jej pamięci głęboko utkwiły, i jakby budząc się na wezwanie wiary swojej, radośnie wypowiedziała ten wiersz naszego biskupa: Trójco Święta, modlitw naszych łaskawie wysłuchaj! A potem dodała: — Oto jest bez wątpienia życie szczęśliwe, a jest ono także życiem doskonałym. I możemy ufać, że jeśli skwapliwie dążyć będziemy naprzód, doprowadzi nas do niego stała wiara, żywa nadzieja i miłość gorąca (tamże, s. 49).


Warto doczytać:

  1. Augustyn, O życiu szczęśliwym, przeł. A. Świderkówna, [w:] Augustyn, Dialogi, Kraków 1999, s. 13–50.
  2. Augustyn, O porządku, przeł. J. Modrzejewski, [w:] Augustyn, Dialogi, Kraków 1999, s. 151–233.
  3. Augustyn, Wyznania, przeł. S. Stabryła, Kraków 2020.
  4. G. Clark, Monica: an Ordinary Saint, Oxford 2015.
  5. P. Hadot, Filozofia jako ćwiczenie duchowe, przeł. P. Domański, Warszawa 1992.
  6. A. Kijewska, Święty Augustyn, Warszawa 2007.
  7. Platon, Gorgiasz, przeł. P. Siwek, Warszawa 1991.
  8. Z. Radzik, Emancypantki. Kobiety, które zbudowały Kościół, Kraków 2018.

Agnieszka Kijewska – historyk filozofii starożytnej i średniowiecznej, kierownik Katedry Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej KUL. W swojej pracy naukowej zajmuje się dziejami starożytnego i średniowiecznego neoplatonizmu, a w szczególności twórczością św. Augustyna, Boecjusza, Jana Eriugeny, szkoły w Chartres i Mikołaja z Kuzy. W czasie wolnym lubi zwiedzać muzea, czytać literaturę piękną, słuchać muzyki i uprawiać ogródek.

 

 

Grafika: Wikimedia Commons

< Więcej z cyklu Czego nie wiemy o filozofii średniowiecznej?

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Sklep

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy