Artykuł Historia filozofii starożytnej

Agnieszka Kijewska: Filozofia jako medytacja nad śmiercią

„Do ludzi wydaje się nie docierać świadomość” – mówi Sokrates do uczniów, Simmiasza i Kebesa – „iż ci, którym zdarzyło się prawdziwie poświęcić filozofii, nie zajmują się niczym innym jak umieraniem i śmiercią” [Platon, Fedon 64a, tłum. R. Legutko, Kraków 1995, s. 56].

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2019 nr 6 (30), s. 9–11. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Łabędzi śpiew

To wła­śnie w filo­zo­fii Pla­toń­skiej mia­ło swo­je źró­dła takie rozu­mie­nie filo­zo­fii, któ­re utoż­sa­mia ją z medy­ta­cją nad śmier­cią (mele­te tha­na­tou). W Fedo­nie wyra­zi­cie­lem poglą­dów bli­skich Pla­to­no­wi jest Sokra­tes, któ­ry, we wła­ści­wy sobie spo­sób, zaska­ku­je, a nawet szo­ku­je swo­ich roz­mów­ców. Gło­sząc poglą­dy na pozór sprzecz­ne z powszech­nym mnie­ma­niem, Sokra­tes twier­dzi, że poprzez swo­ją dzia­łal­ność pozo­sta­je w służ­bie Apol­li­na i „robi muzy­kę” taką jak łabę­dzi śpiew:

Jak widać, mam według was gor­sze zdol­no­ści wiesz­cze niż łabę­dzie. Te bowiem, gdy czu­ją zbli­ża­ją­cą się śmierć, śpie­wa­ją peł­niej i pięk­niej, niż robi­ły to wcze­śniej, cie­sząc się, iż mają odejść do bogów, któ­rym słu­żą. Ludzie zaś w stra­chu przed wła­sną śmier­cią opo­wia­da­ją nie­praw­dzi­we rze­czy o łabę­dziach, mówiąc, że one opła­ku­ją swo­ją śmierć i w udrę­ce śpie­wa­ją pieśń ostat­nią […]. Ja sądzę jed­nak, że […] łabę­dzie nie śpie­wa­ją z bólu; myślę nato­miast, że ponie­waż nale­żą do Apol­li­na, posia­da­ją dar wiesz­czy, a przed­wie­dza o dobrach cze­ka­ją­cych w Hade­sie spra­wia, iż śpie­wa­ją i cie­szą się tego dnia wię­cej niż kie­dy­kol­wiek przed­tem. Co do mnie, to uwa­żam, iż pozo­sta­ję na tej samej służ­bie co łabę­dzie, poświę­co­ny temu same­mu bogu [Fedon 64a].

Swo­jej misji, jaką jest upra­wia­nie filo­zo­fii, Sokra­tes nadał zatem ran­gę służ­by bożej, któ­ra jest rodza­jem wiesz­cze­nia, „przed­wie­dzy” na temat przy­szłych dóbr, któ­re cze­ka­ją na czło­wie­ka. Kon­cep­cja filo­zo­fii jako medy­ta­cji nad śmier­cią jest uwa­run­ko­wa­na odpo­wie­dzią na pod­sta­wo­we pyta­nia doty­czą­ce tej kon­cep­cji. Pierw­szym z nich jest pyta­nie o to, jak rozu­mie­my filo­zo­fię i sam akt filo­zo­fo­wa­nia. Wie­lość kon­cep­cji filo­zo­fii moż­na chy­ba spro­wa­dzić do dwóch zasad­ni­czych postaw: tej, któ­ra uwa­ża filo­zo­fię za dzia­łal­ność czy­sto teo­re­tycz­ną, owo­cu­ją­cą pew­ną obiek­tyw­ną wizją rze­czy­wi­sto­ści (filo­zo­fia jako auto­no­micz­na nauka), oraz tej, któ­ra uwa­ża, że filo­zo­fia jest tak­że, albo przede wszyst­kim, okre­ślo­nym spo­so­bem życia.

Sposób życia

Pier­re Hadot połą­czył w swo­jej kon­cep­cji obie te posta­wy: filo­zo­fia to przede wszyst­kim spo­sób życia, któ­re­go istot­nym ele­men­tem jest „ćwi­cze­nie się” (aske­sis) we wła­ści­wym widze­niu rze­czy­wi­sto­ści i miej­sca czło­wie­ka w świe­cie (the­oría). W tym miej­scu docho­dzi­my do dru­gie­go pyta­nia istot­ne­go dla tej kon­cep­cji: jak nale­ży rozu­mieć struk­tu­rę bytu ludz­kie­go, a w kon­se­kwen­cji jakie zna­cze­nie ma dla czło­wie­ka fakt jego wła­snej śmier­ci. Jeśli w struk­tu­rze czło­wie­ka nie ma żad­ne­go ele­men­tu nie­znisz­czal­ne­go, to filo­zo­fia poję­ta jako przy­go­to­wa­nie do śmier­ci jest for­mą oswa­ja­nia czło­wie­ka z nico­ścią, ku któ­rej on zmie­rza. Tak wła­śnie rozu­mie­li tę funk­cję filo­zo­fii sto­icy i epi­ku­rej­czy­cy. Marek Aure­liusz poka­zy­wał, że odpo­wied­nia posta­wa wobec śmier­ci jest dla czło­wie­ka źró­dłem praw­dzi­wej wol­no­ści i nie­za­leż­no­ści wobec świa­ta rze­czy i osób:

Tak wszyst­ko rób i mów, i zgłę­biaj, jak gdy­byś już teraz mógł odejść z życia. Odejść spo­mię­dzy ludzi, jeże­li bogo­wie ist­nie­ją, to nic strasz­ne­go [Roz­my­śla­nia 2.11].

Jeśli jed­nak w struk­tu­rze czło­wie­ka ist­nie­je ele­ment nie­znisz­czal­ny (dusza, duch, „ja”), któ­ry sta­no­wi isto­tę jego bytu, to wyzwo­le­nie z cia­ła jest rów­no­znacz­ne z usu­nię­ciem wszel­kich ogra­ni­czeń w moż­li­wo­ści kon­tak­tu z wyż­szą, praw­dzi­wą rze­czy­wi­sto­ścią i z wyzby­ciem się wszel­kich złu­dzeń i per­spek­ty­wicz­no­ści pozna­nia. Ćwi­cze­nie się w umie­ra­niu jest for­mą odcho­dze­nia od jed­nost­ko­we­go, zde­for­mo­wa­ne­go widze­nia rze­czy, aby wznieść się do uni­wer­sal­nej wizji cało­ści wszech­świa­ta. Dopie­ro taka per­spek­ty­wa jest źró­dłem cno­ty wiel­ko-dusz­no­ści (mega­lop­sy­chia), o czym pisał Pla­ton w Pań­stwie:

Nie ma nic bar­dziej prze­ciw­ne­go takiej duszy, jak dro­bia­zgo­wość; duszy, któ­ra się zawsze chce gar­nąć do cało­ści, do ogó­łu w spra­wach boskich i ludz­kich. […] Takiej duszy, któ­ra umie patrzeć z góry, i ma przed ocza­mi czas wszy­stek i byt wszy­stek, czy myślisz, że może się czymś wiel­kim wyda­wać życie ludz­kie? […] Więc i śmier­ci nie będzie za coś strasz­ne­go uwa­żał ktoś taki? [486 a‑b]

Stop­nio­we odry­wa­nie się od świa­ta rze­czy sta­no­wi zale­d­wie etap filo­zo­fo­wa­nia poję­te­go jako ćwi­cze­nie się w umie­ra­niu. Od-wra­ca­nie się od świa­ta doko­nu­je się po to, aby czło­wiek mógł swo­bod­nie z‑wrócić się ku temu, co sta­no­wi praw­dzi­wą rze­czy­wi­stość, co jest praw­dzi­wym życiem, ale tak prze­cież róż­nym od życia tutaj, dla­te­go to „od-wra­ca­nie się” i ­„z‑wracanie się” jest for­mą umie­ra­nia. Z tego wzglę­du Plo­tyn zapy­tu­je:

Więc cóż jest moż­niej­sze od życia, peł­ne­go naj­wyż­szej mądro­ści i wol­ne­go od wszel­kich pomy­łek i błę­dów, tudzież od umy­słu, któ­ry posia­da wszyst­ko, czy­li od życia cał­ko­wi­te­go i cał­ko­wi­te­go umy­słu? […] I wte­dy trze­ba wie­rzyć, że się widzia­ło, kie­dy duszy nagle świa­tło roz­bły­śnie, albo­wiem ono jest, to świa­tło, od Nie­go i jest to On Sam! [Enne­ady V, III, 17]

Pla­toń­ska dro­ga filo­zo­fo­wa­nia, któ­rą Sokra­tes okre­ślił jako „łabę­dzi śpiew”, jest dro­gą stop­nio­we­go prze­cho­dze­nia od świa­ta rze­czy ku praw­dzi­wej rze­czy­wi­sto­ści ducho­wej; porzu­ca­jąc – po dro­dze – to, co mate­rial­ne, czło­wiek zwra­ca się ku temu, co trwa­łe i nie­znisz­czal­ne. Zerwa­nie wię­zów łączą­cych czło­wie­ka ze świa­tem nie jest jed­nak łatwe i porów­na­ne może być wła­śnie do pro­ce­su umie­ra­nia.

Więzy ze światem

Dosko­na­le wie­dział o tym Aure­liusz Augu­styn, któ­ry – prze­ko­na­ny inte­lek­tu­al­nie o praw­dzie chrze­ści­jań­skie­go naucza­nia – dłu­go nie był w sta­nie zerwać nie­wła­ści­wych wię­zów łączą­cych go ze świa­tem, któ­re nazy­wał „cie­le­snym przy­zwy­cza­je­niem”. W Wyzna­niach w nie­zwy­kle dra­ma­tycz­nych sło­wach opi­sy­wał on swo­je zma­ga­nia:

Zatrzy­my­wa­ły mnie zupeł­ne głup­stwa, skoń­czo­ne mar­no­ści, moje sta­re przy­ja­ciół­ki. Chwy­ta­ły za sza­tę cie­le­sną i szep­ta­ły: „Opu­ścisz nas? I od tej chwi­li już prze­nig­dy nie będzie­my z tobą? I od tej chwi­li już prze­nig­dy nie będzie ci wol­no tego czy tam­te­go?”. Co one mia­ły na myśli, mówiąc o „tym czy tam­tym”? […] Potra­fi­ły jed­nak to osią­gnąć, że nadal nie umia­łem się zupeł­nie od nich ode­rwać, otrzą­snąć się, prze­kro­czyć gra­ni­cy dzie­lą­cej mnie od tam­tej stro­ny, dokąd naj­mniej mnie wzy­wa­łeś. Bo prze­moż­ne przy­zwy­cza­je­nie mówi­ło: „Czyż sądzisz, że będziesz mógł żyć bez tych rze­czy?” [Wyzna­nia VIII, 11].

Aby się uwol­nić, Augu­styn musiał umrzeć sobie same­mu i naro­dzić się na nowo, patrząc na świat ocza­mi dziec­ka. W słyn­nej sce­nie w ogro­dzie medio­lań­skim przy­znał się do swo­jej bez­rad­no­ści wobec pęta­ją­cych go przy­zwy­cza­jeń i poszedł za gło­sem dziec­ka, któ­ry dobie­gał go z sąsied­nie­go domu, zachę­ca­jąc, by się­gnął po Pismo Świę­te:

Chwy­ci­łem książ­kę, otwo­rzy­łem i czy­ta­łem w mil­cze­niu sło­wa, na któ­re naj­pierw padł mój wzrok: „[…] nie w ucztach i pijań­stwie, nie w roz­pu­ście i roz­wią­zło­ści, nie w zwa­dzie i zazdro­ści. Ale przy­oblecz­cie się w Pana Jezu­sa Chry­stu­sa, a nie ule­gaj­cie sta­ra­niom o cia­ło i jego pożą­dli­wość”. Ani nie chcia­łem wię­cej czy­tać, ani nie było potrzeb­ne. Led­wie doczy­ta­łem tych słów, sta­ło się tak, jak­by do mego ser­ca spły­nę­ło stru­mie­niem świa­tło ufno­ści, przed któ­rym cała ciem­ność wąt­pie­nia natych­miast się roz­pro­szy­ła [Wyzna­nia VIII, 12].

Przejście ku światłu

Umie­ra­nie, do któ­re­go pod­pro­wa­dza filo­zo­fia, jest sta­nem peł­ne­go, praw­dzi­we­go życia i pozna­nia, dla­te­go opi­sy­wa­ne jest w kate­go­riach przej­ścia od ciem­no­ści ku świa­tłu. Praw­dzi­wa „ciem­ność” jest wyni­kiem nie­wie­dzy i fał­szy­wych prze­ko­nań.

Do takiej wła­śnie dro­gi zachę­ca­ła Boecju­sza Pani Filo­zo­fia, poja­wia­jąc się nie­ocze­ki­wa­nie w wię­zien­nej celi, do któ­rej wtrą­co­no nie­szczę­śni­ka. Boecjusz wsku­tek nie­spra­wie­dli­we­go oskar­że­nia zna­lazł się w wię­zie­niu, opusz­czo­ny przez wszyst­kich, ocze­ku­jąc – jak Sokra­tes – na wyko­na­nie wyro­ku śmier­ci.

Gdy tak samot­nie roz­my­śla­łem w ciszy i skar­gę moją peł­ną żalu pró­bo­wa­łem wier­nie zapi­sać, zoba­czy­łem, że nad moją gło­wą sta­nę­ła kobie­ta. Nie­zmier­nie pięk­na, o oczach peł­nych bla­sku i głę­bo­kim, prze­ni­kli­wym spoj­rze­niu, ponad ludz­kie siły […]. Trud­no było okre­ślić, jaki mia­ła wzrost: raz zwy­kły, ludz­ki, a raz zda­wa­ło się, że czub­kiem gło­wy ude­rza w nie­bo, gdy zaś pod­nio­sła gło­wę jesz­cze wyżej, prze­ni­ka­ła samo nie­bo i tra­ci­ło się ją z oczu [O pocie­sze­niu, jakie daje filo­zo­fia I, 1].

Pani Filo­zo­fia odzia­na w sza­tę z wypi­sa­ną na dole lite­rą π („pi”, filo­zo­fia prak­tycz­na), od któ­rej wio­dą w górę scho­dy ku lite­rze θ („the­ta”, filo­zo­fia teo­re­tycz­na), zachę­ca Boecju­sza do wstą­pie­nia na dro­gę ku górze, do „robie­nia muzy­ki” jak Sokra­tes. Boecjusz-wię­zień jako ten, kto został wykształ­co­ny w szko­łach pla­toń­skich, zwra­ca­jąc się ku „tam­te­mu świa­tu”, nie chce jed­nak – jako chrze­ści­ja­nin – porzu­cić „tego świa­ta”. Szu­ka takiej ścież­ki, któ­ra pro­wa­dząc w górę, prze­świe­tli­ła­by każ­dą z ziem­skich dróg i prze­nio­sła ją w wiecz­ność. Filo­zo­fia jako medy­ta­cja nad śmier­cią odsła­nia praw­dzi­wą i nie­po­wta­rzal­ną war­tość życia i odpo­wie­dzial­ność czło­wie­ka za to, co z nim zro­bi.


Agniesz­ka Kijew­ska – Histo­ryk filo­zo­fii sta­ro­żyt­nej i śre­dnio­wiecz­nej, kie­row­nik Kate­dry Histo­rii Filo­zo­fii Sta­ro­żyt­nej i Śre­dnio­wiecz­nej KUL. W swo­jej pra­cy nauko­wej zaj­mu­je się dzie­ja­mi sta­ro­żyt­ne­go i śre­dnio­wiecz­ne­go neo­pla­to­ni­zmu, a w szcze­gól­no­ści twór­czo­ścią św. Augu­sty­na, Boecju­sza, Jana Eriu­ge­ny, szko­ły w Char­tres i Miko­ła­ja z Kuzy. W cza­sie wol­nym lubi zwie­dzać muzea, czy­tać lite­ra­tu­rę pięk­ną, słu­chać muzy­ki i upra­wiać ogró­dek.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: Nata­lia Bie­sia­da-Myszak

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Śmierć w kon­tek­ście czte­rech rze­czy osta­tecz­nych, vide Biblia ST/NT, Bre­via­rium Fidei, Ojco­wie Kościo­ła Wscho­du i Zacho­du, Dan­te, Bosch, Man­ni, Rader/Niesius, Bole­sla­wiusz, Tyl­kow­ski etc.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy