Artykuł Filozofia języka

Aleksandra Derra: Człowiek – gracz językowy*

Utarte powiedzenie głosi, że wszystkie problemy filozoficzne sformułował w starożytności Platon lub że wszystkie późniejsze idee stanowią jedynie przypisy do Platona. Kiedy dokładnie przyjrzymy się historii problemów filozoficznych w poszczególnych epokach, zrozumiemy, że powiedzenie to jest nieprawdziwe i mylące. Dobrym tego przykładem jest współczesna filozofia języka, a w jej ramach koncepcja języka zaproponowana przez pracującego w Anglii Austriaka Ludwiga Wittgensteina.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 5 (23), s. 16–17. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Gry językowe

W swo­jej słyn­nej pra­cy Docieka­nia filo­zoficzne Wittgen­stein twierdzi, że język jest zbiorem gier językowych, te zaś są całoś­ci­a­mi, na które składa­ją się ele­men­ty językowe (wyraże­nia, zda­nia) oraz czyn­noś­ci, w które owe ele­men­ty językowe są wple­cione. Jako dojrza­li użytkown­i­cy języ­ka uczest­niczymy w całej masie przeplata­ją­cych się ze sobą gier językowych. Według Wittgen­steina nie da się powiedzieć, czym jest gra językowa w ogóle, ale moż­na podać jej przykłady: opisy­wanie przed­mio­tu, odgady­wanie zagad­ki, rozwiązy­wanie zada­nia, dziękowanie, witanie się, snu­cie domysłów na jak­iś tem­at, śpiewanie w chórze. Raczej wiemy, na czym one pole­ga­ją i jaki­mi się rządzą reguła­mi.

Języ­ka moż­na uży­wać na nie­zlic­zone sposo­by, stąd także ist­nieje nie­zlic­zona licz­ba gier językowych. Niem­niej, ponieważ język nieustan­nie się zmienia, pewne gry zanika­ją, a pow­sta­ją nowe, tak więc nawet mno­gość gier językowych nie jest czymś stałym, raz na zawsze określonym. Gry językowe łączy to, że są obwarowane reguła­mi, ale nie ma czegoś, co było­by im wszys­tkim wspólne – podobieńst­wo, które je łączy, Wittgen­stein nazy­wa rodzin­nym. Posługu­jąc się metaforą włók­na, tłu­maczy, że gry językowe są jak sznur: żadne poje­dyncze włó­kno nie prze­b­ie­ga na całej jego dłu­goś­ci, a jed­nocześnie moż­na powiedzieć, że to, co jest wspólne każde­mu kawałkowi sznu­ra, to poje­dyncze włók­na.

Reguły

Powiedzieliśmy już, że gry są obwarowane reguła­mi, jed­nak nie odgry­wa­ją one jed­nej określonej roli, ale role roz­maite – w zależnoś­ci od gry. Stanow­ią nie­jako dro­gowskaz, dzię­ki które­mu wiado­mo, jak należy grać w daną grę językową. Same reguły jed­nak nie wystar­czą, ponieważ pozostaw­ia­ją wiele wąt­pli­woś­ci co do tego, jak należy je stosować. Jak wspom­nieliśmy, przy­pom­i­na­ją dro­gowskaz, który sam z siebie nie „mówi”, na przykład, w którym kierunku mamy iść (w kierunku jego ramienia czy prze­ci­wnym).

Względ­nie jas­ną i jed­noz­naczną inter­pre­tację reguły otrzy­mu­je­my dzię­ki prak­tyce. Moż­na powiedzieć, że dro­gowskaz cza­sem pozostaw­ia wąt­pli­woś­ci, w zależnoś­ci od tego, w jakim stop­niu ci, którzy się nim posługu­ją, oswoili się z prak­tyką, jak na niego reagować. Gra­jąc w określoną grę, uczymy się, które reguły są istotne, a które nie. Wiemy na przykład, że w szachach ważne jest, by fig­ury porusza­ły się w określony sposób, nie ma nato­mi­ast znaczenia, z jakiego mate­ri­ału są wyko­nane i jakiej są wielkoś­ci. W innej grze nato­mi­ast są to cechy istotne, na przykład w tenisie stołowym czy piłce nożnej ważne jest, z czego wyko­nane są pił­ki i jakiej są wielkoś­ci. Funkcjonowanie gier językowych moż­na opisać dzię­ki bada­niu określonych prak­tyk. Nie da się ich „oder­wać” od ludzkiego dzi­ała­nia, postępowa­nia, ludzkiej his­torii, są głęboko zako­rzenione w sposo­bie, w jaki żyje­my (Wittgen­stein nazy­wa to „sposoba­mi życia”).

Użycie słowa a jego znaczenie

Na pier­wszy rzut oka wyda­je się, że słowa mają znacze­nie, by tak rzec, same z siebie, że wszys­tkie wyraże­nia „dzi­ała­ją” w języku tak samo: te zacz­erp­nięte z języ­ka potocznego (jak „stoły”, „gotować”, „tralalala”), jak i te, które są ważne w filo­zofii (jak „tożsamy”, „świado­mość”, „ist­nieć”). Według Wittgen­steina trze­ba dokład­nie sprawdz­ić, jak poszczególne wyraże­nia funkcjonu­ją w konkret­nych, zwycza­jnych okolicznoś­ci­ach, w ich uży­ciu bowiem „uwidacz­nia się” ich znacze­nie. Kiedy naby­wamy biegłoś­ci w jakiejś grze językowej, reguły, jaki­mi jest ona obwarowana, sta­ją się oczy­wiste i niedostrze­galne. Gramy poprawnie w sposób odru­chowy, wiemy po pros­tu, co dane wyraże­nia znaczą.

Rozważmy w tym miejs­cu taki przykład. Kiedy użytkown­ik języ­ka zosta­je zapy­tany o znacze­nie wyraże­nia „miły kot”, praw­dopodob­nie zacznie wskazy­wać na obiek­ty (miłe koty), które określa się tym mianem, zacznie podawać kon­tek­sty, w jakich uży­wa się określe­nia „miły” w sto­sunku do kota. Wypowie zda­nia, w których powyższe wyraże­nie w sposób uprawniony może zostać użyte. Kiedy jed­nak pad­nie pytanie: „Dlaczego »miłe koty« znaczy miłe koty?”, wszys­tko, co moż­na zro­bić, to w odpowiedzi na nie odwołać się do prak­ty­ki: bo tak właśnie jest w języku, którego uży­wam. Tyle głosi językowa reguła. Mogła­by być inna, ale jest właśnie taka. Dało­by się uza­sad­nić to, że wyraże­nie „miłe koty” oznacza wściekłe psy, gdy­by taka była prak­ty­ka językowa.

Gry językowe, jak pod­kreślal­iśmy, posi­ada­ją reguły, które wyjś­ciowo są określane na pod­staw­ie zgod­noś­ci dzi­ała­nia, w świ­etle tego wyraże­nie „miłe koty” sto­su­je się do miłych kotów. Poprawność uży­cia danego wyraże­nia nie zależy tu od indy­wid­u­al­nych decyzji użytkown­i­ka języ­ka. Ludzie mogą uży­wać języ­ka niepoprawnie, właśnie dzię­ki temu, że poprawność owa jest uwarunk­owana reguła­mi, które w określonych grach obow­iązu­ją bezwzględ­nie. Język, co pod­kreśla wielu badaczy, jako ele­ment bio­log­icznej ewolucji człowieka jest mu dostęp­ny jako gatunkowi, a nie jako indy­widu­um.

Przede wszystkim język potoczny

Dla Wittgen­steina język, jaki należy badać, to język potoczny, jakim posługu­ją się ludzie „z krwi i koś­ci”, isto­ty bio­log­iczne i społeczne zarazem. Kiedy badamy język, musimy uwzględ­nić to ich bio­log­iczne i społeczne uposaże­nie, co zresztą w rozwi­janych później bada­ni­ach właśnie się robi.

Nie tylko Platon

Spostrzeże­nia Wittgen­steina mogą się dziś wydawać proste, jed­nak trze­ba było dwóch tysię­cy lat i geniuszu aus­tri­ack­iego filo­zo­fa (choć nie dlat­ego, że właśnie był Aus­tri­akiem), aby wpaść na tę nowa­torską ideę. Zain­spirowała ona wielu innych filo­zofów i naukow­ców zaj­mu­ją­cych się językiem, przez co stała się niezby­wal­ną częś­cią filo­zoficznej skarb­ni­cy prob­lemów. Tak więc, wraca­jąc do punk­tu wyjś­cia tego artykułu, nie tylko Pla­tonem filo­zofia stoi!

* Korzys­tam tutaj z rozważań szczegółowo przed­staw­ionych w mojej książce Odsłonić tajem­nicę znaczenia. Ese­je z filo­zofii języ­ka (Toruń 2011), zwłaszcza z ese­ju drugiego.


Alek­san­dra Der­ra – Filo­zof­ka, tłu­macz­ka, filoloż­ka, pracu­je w Insty­tu­cie Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Mikoła­ja Koperni­ka w Toruniu. Zaj­mu­je się filo­zofią nau­ki, współczes­ny­mi stu­di­a­mi nad nauką i tech­nologią, filo­zofią języ­ka oraz prob­le­mem pod­miotowoś­ci. Fas­cy­nat­ka nauk bio­log­icznych i teorii kry­ty­cznych. Orę­down­icz­ka min­i­mal­iz­mu, która upor­czy­wie tropi i zwal­cza ideę nad­mi­aru.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: Julien Eichinger

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy