Antropologia Artykuł

Alex Byrne: Czym jest tożsamość płciowa? O nieuchwytności prawdziwego ja płciowego

Każdy, kto w ostatnich latach śledził wydarzenia na świecie, słyszał o „tożsamości płciowej” (gender identity). Zgodnie z oświadczeniem Bostońskiego Szpitala Dziecięcego każdy człowiek ma taką tożsamość. Wygląda na to, że wiedza na jej temat może być niebezpieczna, zwłaszcza w młodym wieku.

Zapisz się do naszego newslettera

Down­lo­ad (PDF, 4.94MB)


Nie­daw­no w Połu­dnio­wej Dako­cie pra­wo­daw­ca zgło­sił pro­jekt usta­wy zaka­zu­ją­cej naucza­nia na temat toż­sa­mo­ści płcio­wej w szko­łach pod­sta­wo­wych i śred­nich. Pro­jekt upadł, ale samo wyra­że­nie ma już umo­co­wa­nie w pra­wie. W 2011 r. w sta­nie Mas­sa­chu­setts toż­sa­mość płcio­wa uzna­na zosta­ła, obok orien­ta­cji sek­su­al­nej i płci bio­lo­gicz­nej, za cechę praw­nie chronioną.

Czym jest toż­sa­mość płcio­wa? Trud­no powie­dzieć. Pra­wo sta­nu Mas­sa­chu­setts nie uła­twia odpo­wie­dzi na to pyta­nie: defi­niu­je ono toż­sa­mość płcio­wą jako

toż­sa­mość, wygląd lub zacho­wa­nie oso­by zwią­za­ne z jej płcią spo­łecz­no-kul­tu­ro­wą.

Zastą­pio­no tu ter­min, któ­ry ma być zde­fi­nio­wa­ny, innym ter­mi­nem, któ­ry w rów­nym stop­niu wyma­ga defi­ni­cji. Co gor­sza, sfor­mu­ło­wa­nie „toż­sa­mość, wygląd lub zacho­wa­nie zwią­za­ne z płcią spo­łecz­no-kul­tu­ro­wą”, przy­naj­mniej w świe­tle nasu­wa­ją­cej się inter­pre­ta­cji, wyda­je się za sze­ro­kie. Księż­na Walii Dia­na iden­ty­fi­ko­wa­ła się jako księż­na (jest to z pew­no­ścią toż­sa­mość zwią­za­na z płcią spo­łecz­no-kul­tu­ro­wą) – i nie­wąt­pli­wie wyglą­da­ła i zacho­wy­wa­ła się jak księż­na. Trud­no jed­nak podej­rze­wać, że pra­wo­daw­ca chciał zali­czyć „księż­ną” do praw­nie chro­nio­nych toż­sa­mo­ści płciowych.

Trzy definicje tożsamości płciowych

Się­gnij­my do bar­dziej mia­ro­daj­ne­go źró­dła. Świa­to­we Sto­wa­rzy­sze­nie Spe­cja­li­stów ds. Zdro­wia Osób Trans­pł­cio­wych (WPATH) w swo­ich naj­now­szych Stan­dar­dach opie­ki poda­je nastę­pu­ją­cą defi­ni­cję „toż­sa­mo­ści płciowej”:

Isto­to­we poczu­cie bycia oso­bą płci męskiej (chłop­cem albo męż­czy­zną), żeń­skiej (dziew­czy­ną albo kobie­tą) lub innej płci spo­łecz­no-kul­tu­ro­wej (np. chłop­cem-dziew­czy­ną, dziew­czy­ną-chłop­cem, oso­bą trans­pł­cio­wą, oso­bą nie­bi­nar­ną, eunuchem).

Ta defi­ni­cja przy­no­si wię­cej pytań niż odpo­wie­dzi. Być może sło­wo „isto­to­we” nie mia­ło dodać nic waż­ne­go do sło­wa „poczu­cie”, jak­kol­wiek suge­ru­je ono, że mam jakiś szcze­gól­ny dostęp do wła­snej płci bio­lo­gicz­nej, jakie­go nie mam w sto­sun­ku do moich pozo­sta­łych wła­sno­ści. Nie powie­dział­bym prze­cież, że mam „isto­to­we poczu­cie” bycia łysym, bycia wyso­kim czy nawet bycia czło­wie­kiem – dla­cze­go w przy­pad­ku mojej płci bio­lo­gicz­nej mia­ło­by być ina­czej? Miley Cyrus, pio­sen­kar­ka i daw­na gwiaz­da seria­lu Han­nah Mon­ta­na, wyra­zi­ła swo­je zagu­bie­nie w wywia­dzie dla tygo­dni­ka „Bil­l­bo­ard”: „Myślę sobie: «To dziw­ne, że jestem dziew­czy­ną, bo prze­cież wca­le się nią nie czu­ję»”. Ale nie czu­je się ona rów­nież chłop­cem. Jak sama mówi, jest oso­bą płci żeń­skiej (dziew­czy­ną lub kobie­tą). Dla­cze­go więc nie ma isto­to­we­go poczu­cia w tej sprawie?

Waż­niej­szy pro­blem tkwi jed­nak gdzie indziej. Otóż WPATH defi­niu­je „toż­sa­mość płcio­wą”, uży­wa­jąc innych spe­cja­li­stycz­nych ter­mi­nów, któ­re same wyma­ga­ją zde­fi­nio­wa­nia, na przy­kład ter­mi­nu „płeć spo­łecz­no-kul­tu­ro­wa”. Zna­cze­nie tego ostat­nie­go obja­śnia się za pomo­cą przy­kła­dów, licząc, że to wystar­czy, by czy­tel­nik zro­zu­miał, o co cho­dzi. W nazwach tych przy­kła­dów poja­wia­ją się z kolei inne ter­mi­ny spe­cja­li­stycz­ne, takie jak „nie­bi­nar­ność”. Co ozna­cza „nie­bi­nar­ność”? Oto defi­ni­cja poda­na przez WPATH:

Kate­go­ria toż­sa­mo­ści, któ­ra może być uży­wa­na przez jed­nost­ki o toż­sa­mo­ści i/lub roli płcio­wej nie­zgod­nej z binar­nym rozu­mie­niem płci spo­łecz­no-kul­tu­ro­wej, ogra­ni­czo­nym do kate­go­rii męż­czy­zny i kobie­ty, męsko­ści i kobiecości.

Bycie oso­bą nie­bi­nar­ną wyda­je się czymś zde­cy­do­wa­nie róż­nym od bycia eunu­chem – inne­go z poda­nych przy­kła­dów „płci spo­łecz­no-kul­tu­ro­wej”. Eunuch to po pro­stu wyka­stro­wa­ny męż­czy­zna. W dzi­siej­szych cza­sach kastra­cji doko­nu­je się zwy­kle w ramach lecze­nia raka pro­sta­ty, kastra­cja rytu­al­na nale­ży do rzad­ko­ści. Przy­kła­dy płci spo­łecz­no-kul­tu­ro­wych wska­za­ne przez WPATH mają ze sobą tak nie­wie­le wspól­ne­go, że trud­no zgad­nąć, jak kon­ty­nu­ować ich listę.

Naj­po­waż­niej­szy pro­blem pole­ga jed­nak na tym, że krę­ci­my się w kół­ko. „Toż­sa­mość płcio­wą” defi­niu­je się czę­ścio­wo za pomo­cą „nie­bi­nar­no­ści”, a „nie­bi­nar­ność” – czę­ścio­wo za pomo­cą „toż­sa­mo­ści płcio­wej”. Słow­ni­czek WPATH nie jest cał­ko­wi­cie nie­przy­dat­ny, ponie­waż pozwa­la zro­zu­mieć jeden z tych ter­mi­nów, jeże­li rozu­mie się dru­gi. W niczym jed­nak nie poma­ga, jeśli nie rozu­mie się żad­ne­go z tych pojęć.

Sal­ly Hines jest pro­fe­sor­ką socjo­lo­gii i stu­diów nad toż­sa­mo­ścia­mi płcio­wy­mi, co brzmi obie­cu­ją­co. Się­gnij­my zatem po jej naj­now­szą książ­kę Czy płeć jest płyn­na? (Is Gen­der Flu­id?). Jak wyja­śnia Hines, toż­sa­mość płciowa

odno­si się do wewnętrz­ne­go poczu­cia każ­dej oso­by, że jest męż­czy­zną, kobie­tą, ich połą­cze­niem lub ani męż­czy­zną, ani kobie­tą. Jest to zasad­ni­cza skła­do­wa tego, za kogo ludzie się uważają.

Prze­wa­ga tej defi­ni­cji nad tą sfor­mu­ło­wa­ną przez WPATH pole­ga na tym, że uni­ka ona błęd­ne­go koła. Ale „poczu­cie wewnętrz­ne” wyda­je się jesz­cze bar­dziej zagad­ko­we niż „poczu­cie isto­to­we”. I co ozna­cza „połą­cze­nie” bycia kobie­tą i bycia męż­czy­zną? W wypad­ku tzw. sta­nów „inter­pł­cio­wych” – gdy feno­typ oso­by ma cechy zarów­no żeń­skie, jak męskie – takie oso­bli­we sfor­mu­ło­wa­nie nie jest pozba­wio­ne sen­su. Wia­do­mo jed­nak, że Hines nie ma na myśli sta­nów interpłciowych[1].

Być może, mówiąc o „połą­cze­niu” męż­czy­zny i kobie­ty, Hines chcia­ła po pro­stu powie­dzieć coś takie­go: „połą­cze­nie męskich i kobie­cych cech oso­bo­wo­ści i zain­te­re­so­wań”. Cho­ciaż jed­na z następ­nych stron jej książ­ki to wła­śnie suge­ru­je, taka inter­pre­ta­cja jest naj­praw­do­po­dob­niej błęd­na. Nikt nie uwa­ża prze­cież, że bar­dzo kobie­cy męż­czy­zna nie może mieć męskiej toż­sa­mo­ści płcio­wej albo że bar­dzo męska kobie­ta nie może mieć kobie­cej toż­sa­mo­ści płcio­wej. Co wię­cej, prak­tycz­nie każ­dy ma pew­ne cechy wystę­pu­ją­ce czę­ściej u płci prze­ciw­nej, ale toż­sa­mość płcio­wa „męska” i „żeń­ska” mają być nor­mą, a nie spo­ra­dycz­ny­mi wyjątkami.

Naszą ostat­nią nadzie­ją jest Ame­ry­kań­skie Towa­rzy­stwo Psy­cho­lo­gicz­ne (APA). W 2009 r. wyda­ło ono raport zaty­tu­ło­wa­ny Toż­sa­mość płcio­wa i płcio­wa zmien­ność (Gen­der Iden­ti­ty and Gen­der Varian­ce) opra­co­wa­ny przez komi­sję zło­żo­ną z wybit­nych spe­cja­li­stów. Jeśli w tym doku­men­cie nie znaj­dzie­my odpo­wie­dzi na nasze pyta­nie, to chy­ba trze­ba będzie ska­pi­tu­lo­wać. Oto co piszą auto­rzy tego raportu:

Toż­sa­mość płcio­wa odno­si się do wła­ści­we­go każ­dej oso­bie pod­sta­wo­we­go poczu­cia bycia męż­czy­zną, kobie­tą lub kimś o nie­okre­ślo­nej płci biologicznej.

O wie­le lepiej! Nie ma tu nie­ja­snych zwro­tów typu „wewnętrz­ne poczu­cie”, nie ma wpro­wa­dza­ją­cej zamie­sza­nie listy „płci spo­łecz­no-kul­tu­ro­wych”, nie trze­ba się gło­wić, na czym pole­ga połą­cze­nie płci bio­lo­gicz­nych. Defi­ni­cja APA pocho­dzi z prac psy­cho­ana­li­ty­ka Rober­ta Stol­le­ra, auto­ra zna­nej książ­ki Płeć bio­lo­gicz­na i płeć spo­łecz­no-kul­tu­ro­wa (Sex and Gen­der), opu­bli­ko­wa­nej w 1968 r. (WPATH rów­nież cytu­je Stol­le­ra, choć defi­ni­cja poda­na przez to sto­wa­rzy­sze­nie nie wyszła spod jego pió­ra). W arty­ku­le z 1964 r. Stol­ler zde­fi­nio­wał toż­sa­mość płcio­wą w spo­sób następujący:

Toż­sa­mość płcio­wa to poczu­cie, że wie się, do któ­rej płci się nale­ży, czy­li świa­do­mość „Jestem męż­czy­zną” lub „Jestem kobietą”.

W ten spo­sób Stol­ler wyja­śnia to, co nazy­wa pod­sta­wo­wą toż­sa­mo­ścią płcio­wą – jest to świa­do­mość czy wie­dza na temat wła­snej płci bio­lo­gicz­nej. (Peł­na „toż­sa­mość płcio­wa”, tak jak rozu­mie ją Stol­ler, jest znacz­nie szer­sza i nie­zbyt dobrze zdefiniowana[2]).  Co wyda­je się roz­sąd­ne, w tej defi­ni­cji pod­sta­wo­wej toż­sa­mo­ści płcio­wej nie ma mowy o niczym „isto­to­wym” czy „wewnętrz­nym”. Jeśli w grę wcho­dzi jakieś „wewnętrz­ne poczu­cie”, to jego isto­tę nale­ży usta­lić prze­pro­wa­dza­jąc dokład­ne bada­nia nauko­we, a nie zakła­dać je w punk­cie wyjścia.

Defi­ni­cja Stol­le­ra wyma­ga pew­ne­go zastrze­że­nia. Zda­rza się bowiem, jak zauwa­ża jej autor, że jakaś oso­ba „wie”, iż jest męż­czy­zną, cho­ciaż fak­tycz­nie jest kobie­tą. Tak nie­kie­dy bywa, gdy dziec­ko płci żeń­skiej ze sta­nem inter­pł­cio­wym zosta­je wycho­wa­ne jako męż­czy­zna. Opie­ra­jąc się na bada­niach psy­cho­lo­ga Joh­na Moneya, Stol­ler pisze:

Nawet jeśli jed­nost­ka zosta­ła wycho­wa­na jako mają­ca płeć spo­łecz­no-kul­tu­ro­wą prze­ciw­ną do swo­jej płci bio­lo­gicz­nej, roz­wi­ja się u niej wyraź­na pod­sta­wo­wa toż­sa­mość płcio­wa, dzię­ki któ­rej ta oso­ba ma nie­po­wąt­pie­wal­ne poczu­cie, że nale­ży do przy­pi­sa­nej jej w trak­cie wycho­wa­nia płci bio­lo­gicz­nej, jeśli nikt z wycho­wu­ją­cych ją osób rów­nież tego nie kwestionuje.

Ina­czej mówiąc, dziec­ko bio­lo­gicz­nej płci żeń­skiej wycho­wa­ne i trak­to­wa­ne przez spo­łe­czeń­stwo jako chło­piec ma (przy­naj­mniej nie­kie­dy) męską pod­sta­wo­wą toż­sa­mość płcio­wą. W tym wypad­ku oso­ba nie wie (i nie jest świa­do­ma), że jest męż­czy­zną, ponie­waż nim nie jest – a nie moż­na wie­dzieć cze­goś, co jest fał­szem. Może­my nato­miast powie­dzieć, że oso­ba ta na pozór wie – ma prze­ko­na­nie, iż jest męż­czy­zną. Defi­ni­cję Stol­le­ra lepiej więc wyra­zić mówiąc, że pod­sta­wo­wa toż­sa­mość płcio­wa to rze­ko­ma wie­dza czy świa­do­mość doty­czą­ca wła­snej płci bio­lo­gicz­nej. Zazwy­czaj ta rze­ko­ma wie­dza jest fak­tycz­nie wie­dzą, choć zda­rza­ją się wyjątki.

W defi­ni­cji Stol­le­ra nie ma mowy o „płci nie­okre­ślo­nej”, wspo­mnia­nej w defi­ni­cji APA. Stol­ler zaj­mu­je się tą spra­wą gdzie indziej, oma­wia­jąc zwłasz­cza nie­ty­po­we przy­pad­ki, w któ­rych oso­ba ze sta­nem inter­pł­cio­wym „nie ma jed­no­znacz­nej toż­sa­mo­ści płcio­wej ani męż­czy­zny, ani kobie­ty”. Nie jest to istot­ne dla naszych roz­wa­żań, więc pomi­nie­my tu kwe­stię płci nieokreślonej.

Prze­pro­wa­dzo­no dokład­ne bada­nia na temat roz­wo­ju pod­sta­wo­wej toż­sa­mo­ści płcio­wej u dzie­ci. W wie­ku mniej wię­cej 2–3 lat dzie­ci wie­dzą już, że mają płeć żeń­ską lub męską, a w cią­gu następ­nych 2–4 lat uświa­da­mia­ją sobie, że ich płeć bio­lo­gicz­na nie jest wła­sno­ścią tym­cza­so­wą i że nie da się jej zmie­nić przez zmia­nę ubio­ru czy zacho­wa­nia. Psy­cho­lo­go­wie nie stwier­dzi­li jed­nak, że do wyja­śnie­nia roz­wo­ju pod­sta­wo­wej toż­sa­mo­ści płcio­wej trze­ba przy­jąć ist­nie­nie „wewnętrz­ne­go poczu­cia” – powin­ni­śmy więc podejść scep­tycz­nie do twier­dze­nia, że coś takie­go istnieje.

Zna­leź­li­śmy odpo­wiedź na tytu­ło­we pyta­nie, zatem koniec i krop­ka? Nic podobnego.

Jak mówi wyraź­nie oświad­cze­nie Bostoń­skie­go Szpi­ta­la Dzie­cię­ce­go i jak wyni­ka z przy­to­czo­nych defi­ni­cji, każ­dy ma jakąś toż­sa­mość płcio­wą. Zazwy­czaj jest ona zgod­na z płcią bio­lo­gicz­ną danej oso­by, ale zda­rza­ją się wyjąt­ki. Ist­nie­ją bowiem dwa rodza­je ludzi – a przy­naj­mniej tak się twier­dzi: ludzie cispł­cio­wi, któ­rych toż­sa­mość płcio­wa zga­dza się z ich płcią bio­lo­gicz­ną (cis zna­czy „po tej stro­nie”), oraz ludzie trans­pł­cio­wi, któ­rych toż­sa­mość płcio­wa nie zga­dza się z ich płcią bio­lo­gicz­ną (trans zna­czy „po dru­giej stro­nie”). (Sło­wo „trans­pł­cio­wość” rozu­mie się zwy­kle sze­rzej, tak, że obej­mu­je ona wszyst­kie rodza­je odmien­no­ści płcio­wej, ale tutaj użyj­my go w ści­ślej­szym sen­sie, jako prze­ci­wień­stwo „cispł­cio­wo­ści”. Zauważ­my też, że „trans­pł­cio­wość” jest jed­ną z „płci spo­łecz­no-kul­tu­ro­wych” umiesz­czo­nych na liście WPATH. Zno­wu mamy więc pro­blem błęd­ne­go koła w poda­nej przez WPATH defi­ni­cji „toż­sa­mo­ści płcio­wej”, ponie­waż „trans­pł­cio­wość” defi­niu­je się za pomo­cą „toż­sa­mo­ści płciowej”).

Twier­dzi się, że oso­by trans­pł­cio­we mogą doświad­czać cier­pie­nia – nie­kie­dy dłu­go­trwa­łe­go i drę­czą­ce­go – któ­re­go powo­dem jest czę­sto nie­zgod­ność mię­dzy ich toż­sa­mo­ścią płcio­wą a płcią bio­lo­gicz­ną. Nazy­wa się to dys­fo­rią płcio­wą. WPATH defi­niu­je ją następująco:

Dys­kom­fort spo­wo­do­wa­ny roz­bież­no­ścią mię­dzy toż­sa­mo­ścią płcio­wą oso­by a płcią bio­lo­gicz­ną przy­pi­sa­ną tej oso­bie przy jej urodzeniu.

Przy­to­czo­na defi­ni­cja uwi­dacz­nia, dla­cze­go mod­ne wyra­że­nie „płeć bio­lo­gicz­na przy­pi­sa­na przy uro­dze­niu” wpro­wa­dza zamęt. Przy­pi­sa­nie dziec­ku płci przy uro­dze­niu przez eks­per­tów medycz­nych nie jest cał­ko­wi­cie nie­po­wią­za­ne z obec­ną dys­fo­rią oso­by, ale spra­wy admi­ni­stra­cyj­ne zwią­za­ne z naro­dzi­na­mi nie są głów­ną przy­czy­ną cier­pień osoby[3]. W tym punk­cie defi­ni­cja APA traf­niej cha­rak­te­ry­zu­je inte­re­su­ją­ce nas zjawisko:

Dys­fo­ria płcio­wa ozna­cza nie­chęć do nie­któ­rych lub wszyst­kich tych cech fizycz­nych lub ról spo­łecz­nych, któ­re zwią­za­ne są z wła­sną płcią biologiczną.

Defi­ni­cja APA jest lep­sza jesz­cze pod innym względem[4]. Pozo­sta­je ona neu­tral­na w kwe­stii przy­czyn takiej dys­fo­rii – w prze­ci­wień­stwie do defi­ni­cji WPATH, któ­ra wprost okre­śla tę przy­czy­nę jako „roz­bież­ność” mię­dzy toż­sa­mo­ścią płcio­wą a płcią bio­lo­gicz­ną. Jak się prze­ko­na­my, to okre­śle­nie jest błędne.

Pogląd standardowy

Przy­to­czy­li­śmy trzy twier­dze­nia doty­czą­ce toż­sa­mo­ści płcio­wej, któ­re czę­sto spo­ty­ka się w popu­lar­nych wpro­wa­dze­niach do zagad­nień zwią­za­nych z trans­pł­cio­wo­ścią. Two­rzą one łącz­nie coś, co może­my nazwać poglą­dem stan­dar­do­wym. Może­my go przed­sta­wić następująco:

  • A: Każ­dy ma toż­sa­mość płcio­wą, któ­ra zwy­kle jest sta­ła. Oso­by nie­tran­spł­cio­we mają toż­sa­mość płcio­wą, któ­ra przy­sta­je do ich płci biologicznej.
  • B: Oso­by trans­pł­cio­we – w szcze­gól­no­ści trans­sek­su­ali­ści mężczyzna/kobieta i kobieta/mężczyzna czy transpłciowe/trans kobie­ty i transpłciowi/trans męż­czyź­ni – mają toż­sa­mość płcio­wą, któ­ra nie przy­sta­je do ich płci biologicznej.
  • C: Nie­zgod­ność mię­dzy płcią bio­lo­gicz­ną a toż­sa­mo­ścią płcio­wą powo­du­je dys­fo­rię płciową.

Nie­któ­rzy wybit­ni kli­ni­cy­ści i bada­cze (bynaj­mniej nie wszy­scy) przyj­mu­ją pogląd stan­dar­do­wy. Na przy­kład psy­cho­loż­ka Dia­ne Ehren­saft w swo­jej książ­ce Płeć wro­dzo­na, płeć skon­stru­owa­na (Gen­der Born, Gen­der Made) utrzy­mu­je, że każ­dy ma „praw­dzi­we ja płcio­we”, któ­re „poja­wia się jako zalą­żek toż­sa­mo­ści płcio­wej od momen­tu naro­dzin”. Twier­dzi ona, że źró­dłem dys­kom­for­tu jest brak „syn­chro­ni­za­cji” mię­dzy praw­dzi­wym ja płcio­wym oso­by a „przy­pi­sa­ną jej płcią społeczno-kulturową”.

Metafora przełączników

W ramach poglą­du stan­dar­do­we­go toż­sa­mość płcio­wą trak­tu­je się czę­sto jako coś ana­lo­gicz­ne­go do orien­ta­cji sek­su­al­nej, ale wyraź­nie róż­ne­go od niej. Roz­waż­my przy­dat­ną (choć uprosz­czo­ną) meta­fo­rę. Orien­ta­cja sek­su­al­na oso­by jest usta­lo­na przez pozy­cje prze­łącz­ni­ków wewnętrz­nych, jed­ne­go, ozna­cza­ją­ce­go pociąg do męż­czyzn i dru­gie­go, ozna­cza­ją­ce­go pociąg do kobiet. U męż­czy­zny homo­sek­su­al­ne­go prze­łącz­nik męski jest włą­czo­ny, a prze­łącz­nik żeń­ski wyłą­czo­ny; u męż­czy­zny hete­ro­sek­su­al­ne­go prze­łącz­nik męski jest wyłą­czo­ny, a prze­łącz­nik żeń­ski włą­czo­ny; z kolei u męż­czy­zny bisek­su­al­ne­go oba prze­łącz­ni­ki są włą­czo­ne. Pozy­cje tych prze­łącz­ni­ków u doro­słej oso­by zosta­ły usta­lo­ne w momen­cie naro­dzin i nie pod­le­ga­ją wpły­wom społecznym.

Podob­na para prze­łącz­ni­ków ma jako­by okre­ślać toż­sa­mość płcio­wą czy „praw­dzi­we ja płcio­we” oso­by. Jeden prze­łącz­nik ozna­cza męską toż­sa­mość płcio­wą, a dru­gi toż­sa­mość płcio­wą kobie­cą. U męż­czy­zny cispł­cio­we­go prze­łącz­nik męski jest włą­czo­ny, a prze­łącz­nik żeń­ski wyłą­czo­ny; z kolei u męż­czy­zny trans­pł­cio­we­go prze­łącz­nik męski jest wyłą­czo­ny, a prze­łącz­nik żeń­ski włą­czo­ny. (Bar­dziej reali­stycz­ny model mógł­by mieć wię­cej prze­łącz­ni­ków lub tarcz nume­rycz­nych, ale nie kom­pli­kuj­my spra­wy). Pozy­cje tych prze­łącz­ni­ków u osób doro­słych są nie­za­leż­ne od pozy­cji prze­łącz­ni­ków orien­ta­cji sek­su­al­nej, zosta­ją zasad­ni­czo okre­ślo­ne w momen­cie naro­dzin i nie pod­le­ga­ją wpły­wom społecznym[5].

A jed­nak – w koń­cu docho­dzi­my do głów­ne­go punk­tu niniej­sze­go ese­ju – pogląd stan­dar­do­wy jest błędny.

Problem z twierdzeniami A i B

Zacznij­my od przy­po­mnie­nia twier­dzeń A i B:

  • A: Każ­dy ma toż­sa­mość płcio­wą, któ­ra zwy­kle jest sta­ła. Oso­by nie­tran­spł­cio­we mają toż­sa­mość płcio­wą, któ­ra przy­sta­je do ich płci biologicznej.
  • B: Oso­by trans­pł­cio­we – w szcze­gól­no­ści trans­sek­su­ali­ści mężczyzna/kobieta i kobieta/mężczyzna czy transpłciowe/trans kobie­ty i transpłciowi/trans męż­czyź­ni – mają toż­sa­mość płcio­wą, któ­ra nie przy­sta­je do ich płci biologicznej.

Czy oba te twier­dze­nia są praw­dzi­we – przy zało­że­niu, że „toż­sa­mość płcio­wą” rozu­mie­my jako pod­sta­wo­we ja płcio­we, a więc jako rze­ko­mą wie­dzę o wła­snej płci bio­lo­gicz­nej czy jej świa­do­mość? A jest praw­dzi­we, przy­naj­mniej z grub­sza bio­rąc. Co nato­miast z B? Jako przy­kład weź­my trans kobie­ty. Cha­rak­te­ry­zu­je się je zwy­kle jako oso­by będą­ce z uro­dze­nia męż­czy­zna­mi, cier­pią­ce na dys­fo­rię płcio­wą, któ­ra dopro­wa­dzi­ła je w koń­cu do „tran­zy­cji” i życia (w okre­sie doro­słym) przez więk­szość cza­su jako kobie­ty. Trans kobie­ty mogą, ale nie muszą, przejść hor­mo­nal­ną tera­pię zastęp­czą albo ope­ra­cję zmia­ny płci („korek­ty płci”).

Czy wszyst­kie trans kobie­ty mają kobie­cą pod­sta­wo­wą toż­sa­mość płcio­wą? Nie. Łatwo zna­leźć takie, któ­re mówią, że są płci męskiej (a nie żeń­skiej) – czy że są męż­czy­zna­mi (a nie kobie­ta­mi). Jeśli wie­rzyć ich sło­wom, nie mają kobie­cej pod­sta­wo­wej toż­sa­mo­ści płcio­wej. A zatem przy rozu­mie­niu „toż­sa­mo­ści płcio­wej” jako pod­sta­wo­wej toż­sa­mo­ści płcio­wej w sen­sie Stol­le­ra – czy­li jako rze­ko­mej wie­dzy czy świa­do­mo­ści swo­jej płci bio­lo­gicz­nej – A jest praw­dzi­we, ale B oka­zu­je się fałszem[6].

Czy ist­nie­je jakiś inny rodzaj toż­sa­mo­ści płcio­wej, wspól­ny wszyst­kim oso­bom trans­pł­cio­wym, któ­ry nie pokry­wa się z ich płcią bio­lo­gicz­ną? W szcze­gól­no­ści, czy ist­nie­je taka odmia­na „kobie­cej toż­sa­mo­ści płcio­wej”, któ­ra cha­rak­te­ry­zu­je wszyst­kie trans kobie­ty? Oto kil­ka pro­po­zy­cji: poczu­cie wspól­no­ty z kobie­ta­mi jako gru­pą, typo­wo kobie­ca psy­chi­ka, zado­wo­le­nie z bycia trak­to­wa­nym w rela­cjach spo­łecz­nych jako kobie­ta, skłon­ność do sto­so­wa­nia się do norm kobie­ce­go zacho­wa­nia oraz skłon­ność do naśla­do­wa­nia ste­reo­ty­pów kobiecych.

Nie­któ­re z wymie­nio­nych pro­po­zy­cji są bar­dziej obie­cu­ją­ce niż inne, ale nie­za­leż­nie od tego, któ­rą z nich wybie­rze­my, wyklu­czy­my wie­le tzw. „cis kobiet”. Nie­któ­re, pod inny­mi wzglę­da­mi zwy­czaj­ne kobie­ty, nie przy­wią­zu­ją szcze­gól­nej wagi do swo­jej przy­na­leż­no­ści do wspól­no­ty kobiet, albo nie sto­su­ją się do kobie­cych norm zacho­wa­nia, albo mają nie­ty­po­wą psy­chi­kę kobie­cą, albo są nie­za­do­wo­lo­ne z trak­to­wa­nia ich w rela­cjach spo­łecz­nych jako kobie­ty – i tak dalej.

Jeśli zatem ist­nie­je jakiś rodzaj „kobie­cej toż­sa­mo­ści płcio­wej” wspól­ny wszyst­kim trans kobie­tom, to nie­któ­re kobie­ty nie­bę­dą­ce trans kobie­ta­mi będą pozba­wio­ne kobie­cej toż­sa­mo­ści płcio­wej tego rodza­ju. Jak to uję­ła filo­zof­ka Rebec­ca Reil­ly-Cooper: „Ja też uwa­żam, że moje myśli, uczu­cia, zdol­no­ści i moż­li­wo­ści są zbyt licz­ne i zło­żo­ne, abym była po pro­stu «cis kobie­tą»”. Trud­no zaprzeczyć[7].

Pod­su­muj­my. Jeśli „toż­sa­mość płcio­wą” rozu­mie się jako pod­sta­wo­wą toż­sa­mość płcio­wą, to twier­dze­nie A („Każ­dy ma toż­sa­mość płcio­wą, a oso­by nie­tran­spł­cio­we mają toż­sa­mość płcio­wą, któ­ra przy­sta­je do ich płci bio­lo­gicz­nej”) jest praw­dzi­we. Nato­miast twier­dze­nie B („Oso­by trans­pł­cio­we mają toż­sa­mość płcio­wą, któ­ra nie przy­sta­je do ich płci bio­lo­gicz­nej”) oka­zu­je się fał­szy­we. Jeśli nato­miast ist­nie­je inny rodzaj toż­sa­mo­ści płcio­wej (np. poczu­cie wspól­no­ty z inną płcią bio­lo­gicz­ną), to B jest praw­dzi­we, ale A oka­zu­je się fał­szy­we. Nie ist­nie­je więc taki rodzaj toż­sa­mo­ści płcio­wej, któ­ry spra­wił­by, że A i B były­by zara­zem praw­dzi­we. Ter­mi­no­lo­gia transpłciowości/cispłciowości, któ­ra w natu­ral­ny spo­sób suge­ru­je, że twier­dze­nia AB są zara­zem praw­dzi­we, jest więc dość nie­for­tun­na. Na nic się zda (sły­sza­ne nie­kie­dy) twier­dze­nie, że „cispł­cio­wość” ozna­cza po pro­stu „nie­tran­spł­cio­wość”. Ponie­waż „cis” nie ozna­cza „nie-trans”, ale nie­sie ze sobą okre­ślo­ną treść pozy­tyw­ną, prze­my­ca się tu po pro­stu AB kuchen­ny­mi drzwiami.

Problem z twierdzeniem C

A co z twier­dze­niem C? Przy­po­mnij­my je:

  • C: Nie­zgod­ność mię­dzy płcią bio­lo­gicz­ną a toż­sa­mo­ścią płcio­wą powo­du­je dys­fo­rię płciową.

Jeśli „toż­sa­mość płcio­wą” rozu­mie­my jako pod­sta­wo­wą toż­sa­mość płcio­wą – rze­ko­mą wie­dzę o czy­jejś płci bio­lo­gicz­nej – C jest bar­dzo wąt­pli­we. Nie­któ­rzy chłop­cy z dys­fo­rią płcio­wą twier­dzą, i wyda­ją się być co do tego prze­ko­na­ni, że są dziew­czy­na­mi. W związ­ku z tym mają oni żeń­ską pod­sta­wo­wą toż­sa­mość płcio­wą. Ale nie­któ­rzy chłop­cy z rów­nie poważ­ną dys­fo­rią płcio­wą mówią tyl­ko, że chcą być dziew­czy­na­mi. Chłop­cy, któ­rzy chcą być dziew­czy­na­mi, nie wie­rzą, że są dziew­czy­na­mi, a więc nie mają żeń­skiej pod­sta­wo­wej toż­sa­mo­ści płcio­wej. Trud­no podej­rze­wać, że przy­czy­ny dys­fo­rii w tym dru­gim przy­pad­ku są cał­ko­wi­cie róż­ne od tych w wypad­ku pierwszym[8]. Co bar­dziej wia­ry­god­ne, jeśli chło­piec mówi i uwa­ża, że jest dziew­czy­ną, jest to skut­kiem dys­kom­for­tu zwią­za­ne­go z jego płcio­wym cia­łem albo płcio­wą rolą spo­łecz­ną, a nie przy­czy­ną tego dys­kom­for­tu. Łączy się z tym jesz­cze inny fakt, mia­no­wi­cie to, że nie­któ­rzy męż­czyź­ni wyka­zu­ją ozna­ki dys­fo­rii czy iden­ty­fi­ka­cji z płcią prze­ciw­ną dopie­ro w póź­niej­szym okre­sie życia – nie­kie­dy dopie­ro po tym, jak zosta­ją ojca­mi. Będąc dzieć­mi, wie­dzie­li, że są męż­czy­zna­mi, a więc mie­li męską pod­sta­wo­wą toż­sa­mość płcio­wą. Jeśli ta toż­sa­mość zmie­nia się w wie­ku doro­słym (a przy­naj­mniej u nie­któ­rych męż­czyzn, o któ­rych mowa, tak się nie sta­nie), bar­dziej roz­sąd­na jest hipo­te­za, że przy­czy­ną tej zmia­ny jest dys­fo­ria, któ­ra poja­wi­ła się póź­niej, a nie na odwrót.

I nie­za­leż­nie od tego, czy wła­ści­wym rodza­jem „toż­sa­mo­ści płcio­wej” jest pod­sta­wo­wa toż­sa­mość płcio­wa, czy coś inne­go, fakt, że dys­fo­ria nie­rzad­ko usta­je w okre­sie doj­rze­wa­nia (a nie­kie­dy wcze­śniej), stwa­rza pro­blem. Cho­ciaż jest rze­czą spor­ną, jak czę­sto i w jakich oko­licz­no­ściach do tego docho­dzi, takie przy­pad­ki się zda­rza­ją. Zgod­nie z poglą­dem stan­dar­do­wym przy­pusz­czal­nie (trwa­le) „zaprze­sta­ją­cy” czuć się dziew­czy­ną chło­piec od począt­ku miał męską toż­sa­mość płcio­wą. Dla­cze­go zatem cier­piał na dys­fo­rię? Nie­za­leż­nie od tego, jakie jest wyja­śnie­nie, wzgląd na pro­sto­tę pod­po­wia­da, że moż­na je uogól­nić rów­nież na te przy­pad­ki, w któ­rych dys­fo­ria nie zanika.

Makabryczny eksperyment

Wyobraź­my sobie maka­brycz­ny eks­pe­ry­ment: prze­pro­wa­dza­my kastra­cję zwy­czaj­ne­go chłop­ca i wycho­wu­je­my to dziec­ko jako dziew­czyn­kę, doko­nu­jąc odpo­wied­nich zmian chi­rur­gicz­nych w geni­ta­liach. Jeże­li model „wewnętrz­ne­go prze­łącz­ni­ka” jest traf­ny, to naj­praw­do­po­dob­niej dziec­ko ma męską toż­sa­mość płcio­wą – męskie „praw­dzi­we ja płcio­we” – i w przy­szło­ści będzie cier­pieć na dys­fo­rię płcio­wą. Taki eks­pe­ry­ment fak­tycz­nie prze­pro­wa­dzo­no kil­ka razy, kie­dy wsku­tek wypad­ku nowo­na­ro­dze­ni chłop­cy tra­ci­li peni­sa. Naj­bar­dziej zna­ny jest przy­pa­dek Johna/Joan, opi­sa­ny w książ­ce Joh­na Cola­pin­ta z 2000 r. Jak stwo­rzy­ła go natu­ra (As Natu­re Made Him). Eks­pe­ry­ment ten oka­zał się tra­gicz­ną poraż­ką: Joan na powrót prze­obra­zi­ła się w Joh­na, a póź­niej popeł­nił samo­bój­stwo; psy­cho­log John Money, któ­ry był kon­sul­tan­tem w tym eks­pe­ry­men­cie, został przed­sta­wio­ny w książ­ce jako czar­ny cha­rak­ter. Zna­my jed­nak inny przy­pa­dek, w któ­rym chłop­ca przy­pi­sa­no do prze­ciw­nej płci bio­lo­gicz­nej wcze­śniej i, jak się wyda­je, uda­ło się nadać mu trwa­łą kobie­cą toż­sa­mość płcio­wą. Bada­jąc tę pacjent­kę jako oso­bę doro­słą, naukow­cy opi­sa­li ją jako „odczu­wa­ją­cą pociąg sek­su­al­ny głów­nie do kobiet” (co prze­ma­wia na rzecz mode­lu wewnętrz­ne­go prze­łącz­ni­ka jako opi­su­ją­ce­go pociąg sek­su­al­ny). W łonie mat­ki wystę­po­wa­ły u niej ozna­ki hor­mo­nal­nej masku­li­ni­za­cji – „okre­śla­ła się jako «chłop­czy­ca» i lubi­ła ste­reo­ty­po­wo męskie zabaw­ki i gry”. Ponad­to „wyko­ny­wa­ła pra­cę fizycz­ną, podej­mo­wa­ną pra­wie wyłącz­nie przez męż­czyzn”. Jeśli mia­ła męskie praw­dzi­we ja płcio­we, to było ono nie­wi­dzial­ne – mia­ła kobie­cą pod­sta­wo­wą toż­sa­mość płcio­wą bez oznak dys­fo­rii płcio­wej. Wedle danych jaki­mi obec­nie dys­po­nu­je­my, orien­ta­cja sek­su­al­na oraz zacho­wa­nia i zain­te­re­so­wa­nia zwią­za­ne z płcią bio­lo­gicz­ną są sil­nie zależ­ne od śro­do­wi­ska w okre­sie pre­na­tal­nym. Nato­miast pod­sta­wo­wa toż­sa­mość płcio­wa jest bar­dziej ela­stycz­na i pod­le­ga wpły­wom spo­łecz­nym. Nic dziw­ne­go. Nie ma powo­du, by przy­ro­da umiesz­cza­ła w nas jakieś spe­cjal­ne „isto­to­we” czy „wewnętrz­ne” poczu­cie wła­snej płci bio­lo­gicz­nej, ponie­waż zwy­kłe spo­so­by pozna­wa­nia samych sie­bie oraz nasze­go oto­cze­nia mate­rial­ne­go i spo­łecz­ne­go wystarczą.

Jeśli ist­nie­je jakiś rodzaj „toż­sa­mo­ści płcio­wej”, któ­ry wystę­pu­je powszech­nie u ludzi i powo­du­je dys­fo­rię, gdy nie przy­sta­je do płci bio­lo­gicz­nej, pozo­sta­je on nie­uchwyt­ny. Nikt nie wpadł jesz­cze na spo­sób, w jaki moż­na by go wykryć i spraw­dzić, czy jest przy­czy­ną dysforii[9]. Pod­su­mo­wu­jąc stan badań nauko­wych na temat wcze­śnie zaczy­na­ją­cej się dys­fo­rii płcio­wej, dwaj psy­chia­trzy napi­sa­li, że „wciąż nie zna­my jesz­cze «przy­czyn»” dys­fo­rii płcio­wej i „tego, dla­cze­go u więk­szo­ści dzie­ci zani­ka ona w okre­sie doj­rze­wa­nia, pod­czas gdy u innych utrzy­mu­je się w okre­sie doj­rze­wa­nia i w wie­ku doro­słym”. Tak wyglą­da­ła spra­wa w 2012 r. i od tego cza­su nie­wie­le się zmieniło.

Co zro­zu­mia­łe, oso­by trans­pł­cio­we oba­wia­ją się czę­sto, że zosta­ną uzna­ne za „nie­au­ten­tycz­ne” albo za „oszu­stów”. Pogląd stan­dar­do­wy (zazwy­czaj w połą­cze­niu z mode­lem prze­łącz­ni­ków wewnętrz­nych) może wyda­wać się jedy­nym lekiem na to zło, co bez wąt­pie­nia przy­spa­rza mu zwo­len­ni­ków. Jed­nak więk­szość osób, któ­ra nie jest trans­pł­cio­wa, nie ma powo­du, by chwa­lić się wła­sną auten­tycz­no­ścią – jeśli auten­tycz­ność wyma­ga praw­dzi­we­go ja płcio­we­go, to wszy­scy jeste­śmy oszu­sta­mi. Zresz­tą auten­tycz­ność jest celem moral­nie podej­rza­nym, ponie­waż odwra­ca uwa­gę od innych ludzi i kie­ru­je ją na nas samych. Uda­ne i cno­tli­we życie, w któ­rym jest miej­sce na miłość, przy­jaźń, praw­dę i pięk­no, jest dosta­tecz­nie auten­tycz­ne. A takie życie moż­na wieść nie­za­leż­nie od tego, jaką ma się płeć spo­łecz­no-kul­tu­ro­wą i czy w ogó­le się ją ma.

Filo­zof David Hume zasły­nął poszu­ki­wa­niem wła­sne­go ja na dro­dze intro­spek­cyj­ne­go bada­nia tre­ści wła­sne­go umy­słu; poszu­ki­wa­nia te speł­zły na niczym:

Co do mnie, to gdy wni­kam naj­bar­dziej intym­nie w to, co nazy­wam moim ja, to zawsze naty­kam się na jakąś poszcze­gól­ną per­cep­cję tę czy inną, cie­pła czy chło­du, świa­tła czy cie­nia, miło­ści czy nie­na­wi­ści, przy­kro­ści czy przy­jem­no­ści. (…) Nie mogę nigdy postrze­gać nic inne­go niż per­cep­cję. (D. Hume, Trak­tat o natu­rze ludz­kiej, przeł. C. Znamierowski).

Pró­ba, jaką pod­ję­ła Miley Cyrus, aby odna­leźć wewnątrz sie­bie dziew­czy­nę albo chłop­ca, oka­za­ła się rów­nie nie­sku­tecz­na: „Czu­ję się po pro­stu nijak”. Być może powin­na była wziąć przy­kład ze swe­go ówcze­sne­go chło­pa­ka (a obec­nie męża), któ­ry na pyta­nie: „Czy lubisz być chło­pa­kiem” odpo­wie­dział: „Nie zasta­na­wiam się nad tym”. Tak czy ina­czej, David Hume i Miley Cyrus szu­ka­li w złym miej­scu. Aby poznać wła­sne ja i wła­sną płeć bio­lo­gicz­ną, lepiej po pro­stu spoj­rzeć w lustro.

Tłu­ma­czy­li Łukasz Libow­ski i Mar­cin Iwanicki


Przy­pi­sy

[1] Znacz­nie lep­szy­mi przy­kła­da­mi „połą­czeń” mogły­by być gynan­dro­mor­fy, któ­re od cza­su do cza­su spo­ty­ka­my w nie­któ­rych gatunkach.
[2] Ulep­sza­jąc pogląd Stol­le­ra, nie­któ­rzy psy­cho­lo­go­wie uwa­ża­ją, że toż­sa­mość płcio­wa ma wie­le wymia­rów – posia­da róż­ne, mniej lub bar­dziej nie­za­leż­ne od sie­bie skład­ni­ki, z któ­rych jed­nym jest pod­sta­wo­wa toż­sa­mość płcio­wa. W świe­tle tej kon­cep­cji nikt nie ma po pro­stu „żeń­skiej” lub „męskiej” toż­sa­mo­ści płciowej.
[3] WPATH nie­śmia­ło to przy­zna­je, doda­jąc w nawia­sie nastę­pu­ją­ce sło­wa: „i zwią­za­ną z nią rolą płcio­wą oraz/lub pierw­szo­rzę­do­wy­mi i dru­go­rzę­do­wy­mi cecha­mi płciowymi”.
[4] Defi­ni­cja poda­na przez APA nie jest jed­nak dosko­na­ła: nie­chęć kobie­ty do żeń­skiej roli spo­łecz­nej, zgod­nie z któ­rą musi ona rzu­cić się na stos pogrze­bo­wy męża, nie była­by rodza­jem dys­fo­rii płciowej.
[5] Ehren­saft roz­wi­ja w ten spo­sób pogląd stan­dar­do­wy. W swo­jej póź­niej­szej książ­ce Dziec­ko twór­cze płcio­wo (The Gen­der Cre­ati­ve Child) stwier­dza, że na toż­sa­mość płcio­wą ma wpływ „kul­tu­ra zwią­za­na zarów­no z (…) natu­rą, jak i wycho­wa­niem” (pod­kre­śle­nie doda­ne), i zaprze­cza, że jest ona „wro­dzo­na”. Zara­zem twier­dzi jed­nak, że „nie­wiel­ka mniej­szość ludzi otrzy­mu­je z mózgu infor­ma­cje mówią­ce im, że płeć, któ­rą mają, nie zga­dza się z lite­ra­mi K lub M zazna­czo­ny­mi w ich akcie uro­dze­nia. […] I te sygna­ły mózgo­we są nie­pla­stycz­ne” (pod­kre­śle­nie dodane).
[6] W rze­czy­wi­sto­ści Stol­ler uwa­żał, że wszy­scy trans­sek­su­ali­ści typu mężczyzna/kobieta (jesz­cze dokład­niej: ci, u któ­rych wystą­pi­ła wcze­sna dys­fo­ria płcio­wa i któ­rych sek­su­al­nie pocią­ga­ją męż­czyź­ni) mają męską pod­sta­wo­wą toż­sa­mość płcio­wą połą­czo­ną z „potęż­nym poczu­ciem bycia «w jakiś spo­sób» kobie­tą”, z „oso­bli­wą for­mą bisek­su­ali­zmu”. (Odwo­łu­ję się tu do książ­ki Eks­pe­ry­ment trans­pł­cio­wy (The Trans­se­xu­al Expe­ri­ment) Stol­le­ra z 1976 r.) Zob. tak­że: Anne Law­ren­ce, Męż­czyź­ni uwię­zie­ni w cia­łach męż­czyzn [Men Trap­ped in Men’s Bodies, s. 8].
[7] Filo­zof­ka Kathe­ri­ne Jen­kins suge­ru­je inny i war­ty prze­my­śle­nia rodzaj „kobie­cej toż­sa­mo­ści płcio­wej”, któ­ry jest wspól­ny trans kobie­tom i pozo­sta­łym kobie­tom. Pro­po­nu­je ona, aby posia­da­nie kobie­cej toż­sa­mo­ści płcio­wej pole­ga­ło na przy­ję­ciu, że (przy­naj­mniej nie­któ­re) „nor­my kobie­co­ści” sto­su­ją się do mnie, nie­za­leż­nie od tego, czy rze­czy­wi­ście tych norm prze­strze­gam. Nor­ma kobie­co­ści to coś w rodza­ju zasa­dy spo­łecz­nej, któ­ra ma zasto­so­wa­nie tyl­ko w odnie­sie­niu do kobiet – mia­no­wi­cie to, że powin­ny one wyglą­dać w okre­ślo­ny spo­sób lub zacho­wy­wać się w okre­ślo­ny spo­sób. Jen­kins uwa­ża, że tego rodza­ju kobie­cą toż­sa­mość płcio­wą mają wszyst­kie trans kobie­ty. Ponie­waż jed­nak „nor­ma kobie­co­ści” sto­su­je się jedy­nie do kobiet, trud­no sobie wyobra­zić, w jaki spo­sób ktoś mógł­by przy­jąć, że ta nor­ma ma do nie­go zasto­so­wa­nie, nie wie­rząc, że jest kobie­tą. Dla­te­go każ­dy, kto ma kobie­cą toż­sa­mość płcio­wą w rozu­mie­niu Jen­kins, będzie miał rów­nież kobie­cą pod­sta­wo­wą toż­sa­mość płcio­wą, przez co nie­któ­re trans kobie­ty zosta­ną wykluczone.
[8] Nie zna­czy to, że ta róż­ni­ca jest kli­nicz­nie nie­istot­na. Ist­nie­ją pew­ne dane wska­zu­ją­ce na to, że prze­ko­na­nia o przy­na­leż­no­ści do płci prze­ciw­nej („Jestem dziew­czy­ną”) są sil­niej sko­re­lo­wa­ne z dys­fo­rią, któ­ra utrzy­mu­je się w okre­sie doj­rze­wa­nia, niż pra­gnie­nia przy­na­le­że­nia do płci przeciwnej.
[9] Ist­nie­ją roz­ma­ite narzę­dzia psy­cho­me­trycz­ne, któ­re psy­cho­lo­go­wie opi­su­ją jako mie­rzą­ce „toż­sa­mość płcio­wą”. Star­szym przy­kła­dem jest Ska­la męskiej toż­sa­mo­ści płcio­wej (The Mascu­li­ne Gen­der Iden­ti­ty Sca­le) (MGI), a now­szym – Kwe­stio­na­riusz toż­sa­mo­ści płciowej/dysforii płcio­wej dla mło­dzie­ży i doro­słych [The Gen­der Identity/Gender Dys­pho­ria Question­na­ire for Ado­le­scents and Adults) (GIDYQ-AA). Nie twier­dzi się jed­nak, że mie­rzą one jakiś czyn­nik mogą­cy wska­zać na „kobie­cość” czy „męskość”, któ­ry wystę­pu­je u każ­de­go z nas i któ­ry powo­du­je dys­fo­rię, gdy wska­zu­je na płeć prze­ciw­ną do płci bio­lo­gicz­nej danej oso­by. W GIDYQ-AA na przy­kład zada­je się kobie­tom pyta­nia typu: „Czy w cią­gu ostat­nich dwu­na­stu mie­się­cy mia­łaś życze­nie albo pra­gnie­nie bycia męż­czy­zną?”. Odpo­wiedź twier­dzą­ca prze­su­wa „wynik” respon­den­ta w stro­nę męskie­go krań­ca ska­li. Owo pra­gnie­nie bycia płci prze­ciw­nej nie jest czymś, co respon­dent ma wspól­ne­go z męż­czy­zna­mi, któ­rych „wynik” tak­że znaj­du­je się na męskim krań­cu ska­li GIDYQ-AA. Poza tym takie pra­gnie­nia nie powo­du­ją dys­fo­rii płcio­wej (dys­kom­for­tu wyni­ka­ją­ce­go z posia­da­nia cia­ła o okre­ślo­nej płci bio­lo­gicz­nej lub gra­nia roli spo­łecz­nej zwią­za­nej z okre­ślo­ną płcią spo­łecz­no-kul­tu­ro­wą) – jeśli już, to zwią­zek przy­czy­no­wy prze­bie­ga w odwrot­nym kierunku.

What Is Gen­der Iden­ti­ty? The Elu­si­ve True Gen­der Self, „Arc Digi­tal” 9 stycz­nia 2019, https://arcdigital.media/what-is-gender-identity-10ce0da71999. Prze­kład za zgo­dą Auto­ra i Wydawcy.


Alex Byr­ne – Pro­fe­sor filo­zo­fii na MIT, współ­re­dak­tor anto­lo­gii Readings on Color (1997), Disjunc­ti­vism (2008) oraz The Nor­ton Intro­duc­tion to Phi­lo­so­phy (2015). Pro­wa­dzi kurs inter­ne­to­wy Phi­lo­so­phy: Minds and Machi­nes na plat­for­mie edX. Stro­na inter­ne­to­wa > tutaj.

Ilu­stra­cja: Egon Schie­le, Auto­por­tret z ręka­mi na piersi

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

4 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • I jak pisał Żyd/chrześcijanin od JCh, św. Paweł/Szaweł, w swych biblij­nych, nowo­te­sta­men­tal­nych “Listach”: “Nale­ży się wystrze­gać nawet pozo­rów zła!”.
    Why?! This is dan­ger! It‘s danger!
    Nieprawdaż?!

  • Zgro­za, zgro­za, zgroza…
    To jest reak­ty­wa­cja biblij­nej Sodo­my i Gomory…
    Widać tutaj cały absurd współ­cze­snej pseu­do­nau­ki, pseu­do­wie­dzy, pseu­do­in­te­lek­tu, pseudomyślenia…
    Plus jak zasi­łek odgór­na, uni­wer­sy­tec­ka, za pie­nią­dze podat­ni­ków, maso­wa i edu­ka­cyj­na pro­pa­gan­da homosexualna/pederastyczna!
    To już mamy koniec bliski?!
    Ary­sto­te­les, Sokra­tes albo MH zapła­ka­li­by lub co naj­mniej zdzi­wi­li­by się! Mocno!

    • AB?! Anty­fi­lo­zo­ficz­na /na prze­kór praw­dy, wie­dzy i mądrości/, cho­ra, lewi­co­wa i postę­po­wa tzw. poli­tycz­na popraw­ność /PC/ “nauko­wa“ AD 2020…

    • Jakieś uwa­gi w odnie­sie­niu do tek­stu? Bo na razie to ten komen­tarz jest “pro­pa­gan­do­wy” jako że nie odno­si się do zadne­go kon­kret­ne­go frag­men­tu arty­ku­łu tyl­ko rzu­ca nała­do­wa­ny­mi emo­cjo­nal­nie inwektywami.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy