Antropologia Artykuł Ontologia

Alex Byrne: Jak oszukać śmierć. Filozofowie rozmyślają o zaświatach

Obraz neo-ekspresjonalistyczny, autorstwa Antonio Palolo, z roku 1984
Rozważania nad teleportacją w stylu „Star Treka” prowadzą do zaskakująco aktualnych pytań o tożsamość, przetrwanie i życie po śmierci. Filozofowie – od Johna Locke’a po Dereka Parfita i Marka Johnstona – próbują odpowiedzieć, co tak naprawdę oznacza „być tą samą osobą” i czy śmierć to nieodwołalny koniec, czy może tylko zmiana formy istnienia.

Download (PDF, 2.93MB)

Słowa kluczowe: identyczność osobowa, życie po śmierci, teleportacja, zmartwychwstanie, replikacja, przetrwanie jaźni.


  1. Teleportacja a identyczność osobowa

Być może nadejdzie kiedyś dzień, gdy teleportacja w stylu Star Treka stanie się faktem. Wchodzisz do transportera, który błyskawicznie skanuje twoje ciało wraz z mózgiem i równocześnie je unicestwia. Informacje ze skanera zostają przesłane na Marsa, gdzie stacja odbiorcza odtwarza na ich podstawie twoje ciało i mózg w dokładnie takiej postaci, jaką miały na Ziemi. Wychodzisz lekko oszołomiony, ale zadowolony, że dotarłeś na Marsa w kilka minut, a nie po trwającej rok podróży staromodnym statkiem kosmicznym.

Zaraz, zaraz, ale czy to naprawdę ty wychodzisz ze stacji odbiorczej na Marsie? Opuszcza ją ktoś dokładnie taki jak ty – ktoś, komu wydaje się, że pamięta, jak przed chwilą znajdował się na Ziemi. Być może jednak ten ktoś to twoja replika – coś w rodzaju klona czy kopii. W takim razie byłby to ktoś inny niż ty. W Las Vegas znajduje się replika Wieży Eiffla, ale Wieża Eiffla znajduje się w Paryżu, a nie w Las Vegas. Gdyby oryginalna Wieża Eiffla wyparowała, a w Las Vegas natychmiast wzniesiono jej replikę, Wieża Eiffla wcale nie zostałaby nigdzie przetransportowana. Przestałaby po prostu istnieć. Gdyby teleportacja działała na podobnej zasadzie, wejście do transportera byłoby w istocie wyszukanym rodzajem samobójstwa. Zaniepokojony, uświadamiasz sobie nagle, że „ty” przecież od lat podróżujesz między Marsem a Ziemią. 

Więc jak to w końcu jest? Dręczy cię pytanie, czy możesz przeżyć teleportację na Marsa. Odpowiedź ma niebłahe znaczenie, a nie jest wcale oczywista. Teleportacja to tylko naukowa fikcja. Czy dręczące cię pytanie ma coś wspólnego z realnym światem? Owszem, okazuje się, że ma w nim swój odpowiednik: czy jesteś – albo czy byłbyś – w stanie przeżyć własną śmierć?

Rzesze ludzi przyjmują doktryny religijne, które dają obietnicę życia po śmierci: cielesnego zmartwychwstania w dniu Sądu Ostatecznego, reinkarnacji lub bezcielesnej nieśmiertelności. Dla nich śmierć wcale nie oznacza końca.

Niektóre osoby o bardziej świeckim nastawieniu myślą podobnie. W pojemniku schłodzonym ciekłym azotem do temperatury –196o C spoczywa obecnie ciało wielkiego baseballisty Teda Williamsa. Po Wielkim Odtajaniu powróci on do życia, by znów rozdawać autografy na sportowych gadżetach. (Szanse Williamsa na powrót do życia spadną, jeśli prawdą okaże się, że jego głowa jest przechowywana osobno). Futurysta Ray Kurzweil pokłada nadzieję w tym, że zostanie wgrany – niczym zdjęcia na serwery Facebooka – do najnowszego komputera i zrzuci swoją przestarzałą powłokę biologiczną.

Czy to wszystko aby nie mrzonki? Dlaczego „wgranie” nie sprowadza się do stworzenia doskonałej podróbki Kurzweila? Zamrożenie w skrajnie niskich temperaturach mogłoby okazać się lepszym rozwiązaniem, gdybym cały czas pozostawał przy życiu – ale co mi po nim, skoro umarłem? Czy jednak obietnice religijne są choć na jotę lepsze? „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” nie brzmi wcale jak zapowiedź nowego początku. Gdzie jest owa – jak to ujmuje Modlitewnik powszechny – „pewna i niezłomna nadzieja na zmartwychwstanie do życia wiecznego”? Gdy pożar lasu pochłania dom wraz z zamieszkującą go rodziną chomików, zakładamy, że mieli oni pecha i już po nich. Dlaczego z nami miałoby być inaczej?

Filozofowie mają wiele do powiedzenia na niepozornie brzmiący temat „identyczności osobowej”. Zanim jednak go podejmiemy, zacznijmy od ogólniejszego zagadnienia, mianowicie od przetrwania, czy inaczej trwania rzeczy w czasie.

Na ogół sądzimy, że przedmioty (w tym rośliny i zwierzęta) zaczynają istnieć w pewnej chwili i przestają istnieć w jakiejś późniejszej chwili. Na przykład wiejski domek zaczyna istnieć, gdy złożymy w całość odpowiednią liczbę nośnych belek i cegieł, a przestaje istnieć sto lat później w wyniku rozbiórki pod nowoczesny budynek mieszkalny. Potężny dąb rozpoczął życie jako drobny zielony pęd czy może żołądź, a zakończy je pocięty piłą na deski.

W trakcie swego istnienia wiejski domek i dąb są w stanie przetrwać wiele przeciwności losu. Domek stawił na przykład czoła huraganowi Irene; istniał przed tym huraganem, a także po jego przejściu. Możemy tu posłużyć się terminem „identyczność”: dom istniał przed huraganem, a po huraganie istniało coś, co było identyczne z tym domem. 

Odwołanie się do identyczności pomaga wyjaśnić przetrwanie, ale może też okazać się mylące. Załóżmy, że twój dom spłonął i na jego miejscu stawiasz identyczny budynek. W tej sytuacji twój dom wcale nie przetrwał, tylko uległ zniszczeniu i został zastąpiony repliką. Chociaż twój pierwotny dom i jego replika są identyczne w tym sensie, że są do siebie bardzo podobne, to w innym sensie nie są identyczne. W omawianym przykładzie mamy do czynienia z dwoma domami, a w „numerycznym” sensie identyczności dwie rzeczy nigdy nie są ze sobą identyczne. Gdy mówimy, że Lady Gaga i Stefani Germanotta są identyczne, mamy na myśli numeryczny sens identyczności: nie chodzi nam o to, że Gaga i Germanotta są podobne, tak jak mój iPhone i twój iPhone, albo członkowie szkockiego zespołu The Proclaimers, którzy są jednojajowymi bliźniętami. Gaga i Germanotta wcale nie są dwiema osobami, tylko jedną i tą samą osobą. A zatem przetrwanie należy opisać za pomocą identyczności numerycznej: przetrwałaś jakieś zdarzenie tylko wtedy, gdy istniałaś przed jego zajściem, i gdy po tym zdarzeniu istnieje ktoś, kto jest z tobą numerycznie identyczny. 

Domy mogą przetrwać odmalowanie i dobudowanie werandy, nie mogą natomiast przetrwać strawienia przez ogień czy rozbiórki. Są jednak i bardziej skomplikowane przypadki. Wyobraź sobie, że twój stary dom rodzinny był pieczołowicie remontowany na przestrzeni lat, tak że z oryginalnej konstrukcji nie pozostała ani jedna cegła czy belka nośna; w ich miejsce pojawiły się cegły i belki z epoki uzyskane z rozbiórek innych domów. Czy oryginalny dom przetrwał? Pytanie nie jest łatwe, ale tylko zawodowy metafizyk zaprzątałby sobie nim głowę. Jeśli odłożymy sentymenty na bok, nie ma większego znaczenia, czy obecny dom jest (numerycznie) identyczny z tym, w którym mieszkał twój dziadek, czy też jest tylko dokładnie takim samym domem zbudowanym w tym samym miejscu. 

  1. John Locke o identyczności osobowej

Jest wszakże jedna rzecz, której przetrwanie wydaje się kwestią najwyższej wagi – mówię tu za siebie – mianowicie ja. Jak widzieliśmy, pytania o przetrwanie można wyrazić w języku identyczności. Filozofowie używają wyrażenia „identyczność osobowa”, gdy zastanawiają się, w jakich zdarzeniach możemy uczestniczyć i które z nich możemy przetrwać. 

Współczesne spory wokół identyczności osobowej wiele zawdzięczają siedemnastowiecznemu filozofowi angielskiemu, Johnowi Locke’owi. Jego Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego obfitują w fantastyczne eksperymenty myślowe, podobne do tych, które stanowią stały punkt odniesienia dla współczesnych dyskusji filozoficznych (przykładem teleportacja). Powodem, dla którego Locke zainteresował się tym zagadnieniem, była jego wiara w chrześcijańskie zaświaty oraz nieufność wobec rozpowszechnionej w jego czasach (a wywodzącej się od Platona) koncepcji, że przetrwanie śmierci wymaga nieśmiertelnej duszy, która nadal istnieje, gdy nie ma już ciała. Według Locke’a, nie sposób wykluczyć, że Wszechmocny, zamiast ożywiać nasze ciała przez połączenie ich z niematerialnymi duszami, nadał materii zdolność życia psychicznego, nie zaprzątając sobie głowy stwarzaniem niematerialnych dusz. Locke’owskie ujęcie identyczności osobowej jest pomyślane w taki sposób, że umożliwia Sąd Ostateczny bez względu na to, czy istnieją nieśmiertelne dusze. „Wszystkie wielkie cele moralności i religii,” pisze Locke, „są wystarczająco zabezpieczone bez filozoficznych dowodów niematerialności duszy” (przeł. B. J. Gawecki).

Najprościej będzie przedstawić stanowisko Locke’a rozważając niektóre z jego argumentów (czy ich warianty) na tle konkurencyjnych stanowisk. 

Identyczność osobowa a przetrwanie duszy

Zacznijmy od poglądu, że podmiotem przetrwania jest niematerialna dusza: podążasz tam, gdzie podąża twoja dusza. Wyobraź sobie, że niematerialna dusza w twoim ciele jest w istocie numerycznie identyczna z duszą, która zamieszkiwała ciało Sokratesa – jest dokładnie tą samą duszą. Chociaż nie masz wspomnień o żadnych wydarzeniach z czasów starożytnej Grecji, to zgodnie z omawianym teraz poglądem Sokrates żyje nadal jako ty. Ty i Sokrates jesteście jedną i tą samą osobą, tak jak Lady Gaga i Stefani Germanotta, czy George Orwell i Eric Blair. Skoro jednak, jak mówi Locke, „nie masz świadomości czynów i myśli tamtego”, jak możesz być tą samą osobą, co ów Grek o zadartym nosie? Czy możesz przypisać sobie czyny Sokratesa albo sądzić, że są twoje „w większym stopniu niż uczynki innego człowieka, który kiedyś istniał?” W żadnym razie, odpowiada Locke: choćby nawet niematerialna dusza zamieszkująca ciało Sokratesa okazała się numerycznie identyczna z tą zamieszkującą twoje ciało, nie oznacza to wcale, że jesteś identyczny z Sokratesem. Przetrwanie osoby nie polega więc na przetrwaniu niematerialnej duszy.

Identyczność osobowa a przetrwanie ciała

Czy przetrwanie mogłoby dla odmiany polegać na przetrwaniu ciała? W takim razie wskrzeszenie ciała, o ile byłoby odtworzeniem ciała numerycznie identycznego z ziemskim, zapewniałoby przetrwanie śmierci. Argumentując przeciwko temu stanowisku, Locke odwołuje się do swojej niezapomnianej historyjki o księciu i łataczu butów. Wyobraź sobie, mówi Locke, że „dusza księcia, z którą jest związana świadomość jego minionego życia”, wchodzi do ciała szewca „od chwili, kiedy własna dusza je opuściła”. Tak więc umysł czy psychika księcia zostają przeniesione do ciała łatacza butów. (Nie ma tu znaczenia, że dzieje się to w wyniku przeniesienia jego duszy). Dla zachowania symetrii możemy przyjąć, że umysł szewca zostaje z kolei przeniesiony do ciała księcia.

Załóżmy, że przed zamianą umysłów książę Piotr ma na głowie koronę, a szewc Karol czapkę. Na czyjej głowie znajdzie się czapka po zamianie – Piotra czy Karola? Oczywiście że Piotra, odpowiada Locke. „Zamiana umysłów” to zamiana osób: zamieniły się one ciałami, tak jak można zamienić się domami. Może się to wydać bardzo przekonujące: osoba w ciele szewca będzie przecież twierdzić, że jest księciem, będzie mieć osobowość księcia, będzie w stanie udzielić szczegółowych odpowiedzi na pytania dotyczące przeszłych doświadczeń księcia i (przypuszczalnie) będzie głośno ubolewać nad tym, że skromne, zasuszone ciało łatacza butów nie przystoi człowiekowi szlachetnego rodu. Jeśli ciało księcia zostanie w trakcie zamachu pałacowego posiekane w drobny mak, to osoba w ciele szewca uzna to za dar losu: jej dawne ciało wprawdzie przestało istnieć, ale ona sama uszła z życiem. Z kolei z punktu widzenia Karola dalsze istnienie pierwotnego ciała łatacza butów nie jest żadną pociechą. (Pewna wersja przykładu Locke’a stanowi oś fabuły książki dla dzieci zatytułowanej Zakręcony Piątek, trzykrotnie przeniesionej na ekran kinowy).

Zreasumujmy: nie podążasz za twoją nieśmiertelną duszą, jeśli nie zabiera ona ze sobą twojego umysłu; nie podążasz też za twoim ciałem, o ile nie zabiera ono ze sobą twojego umysłu. Co z tego wynika? Że podążasz tam, gdzie twój umysł. Jak ujmuje to Locke, „identyczność osobowa” polega na „identyczności świadomości”.

  1. Stanowisko neolocke’owskie Dereka Parfita

Zamiast wnikać głębiej w to, co dokładnie Locke ma na myśli, gdy mówi o „identyczności świadomości”, przyjrzyjmy się, jak jego poglądy rozwija filozof Derek Parfit, którego książka Racje i osoby z 1984 r. jest częściowo poświęcona obronie neolocke’owskiej teorii identyczności osobowej i wyprowadza z niej kilka zaskakujących konsekwencji.

Psychiczna łączność i ciągłość

Podstawowa myśl stanowiska neolocke’wskiego jest taka: abyś przetrwał, twoja psychika musi po śmierci funkcjonować mniej więcej tak, jak w normalnym życiu. Życie psychiczne nie jest serią niepołączonych ze sobą zdarzeń psychicznych; przeciwnie, ma złożoną strukturę. Weźmy prosty przykład: idziesz na plażę i delektujesz się kąpielą w gorącym piasku. W południe postanawiasz, że o zachodzie słońca wrócisz do domu, co wyjaśnia, dlaczego o zmierzchu składasz ręcznik. Wieczorem, już w domu, przypominasz sobie czas spędzony na plaży – doznanie piasku pod stopami itd. Przykład ten ilustruje coś, co Parfit nazywa „psychicznym połączeniem” – jest to rodzaj relacji, jaka zachodzi między twoją decyzją, by opuścić plażę, a następującą po niej czynnością złożenia ręcznika, oraz między twoim doświadczeniem plażowania i jego późniejszym wspomnieniem. Możemy myśleć o twoim życiu psychicznym – od dzieciństwa po starość – jako o zachodzących na siebie pasmach psychicznych połączeń, na wzór pasków papieru sklejonych w jeden znacznie dłuższy pasek. Parfit nazywa to „psychiczną ciągłością”. Zdaniem Parfita, identyczność osobowa − nasze przetrwanie czy trwanie mimo upływu czasu – polega na psychicznej łączności i ciągłości. 

Warunek braku rozgałęzień

Prawdę mówiąc, z racji podany opis zawiera pewne uproszczenie. Otóż życie psychiczne mogłoby rozgałęzić się albo podzielić, analogicznie do paska papieru przeciętego do połowy wzdłuż, o kształcie litery Y. Parfit wyobraża sobie pewien nie całkiem wydumany sposób, w jaki mogłoby dojść do takiego podziału. Niektóre umiejętności psychiczne są przypisane bardziej do jednej półkuli mózgowej, niż do drugiej: na przykład u większości z nas lewa półkula odpowiada za przetwarzanie języka. Załóżmy jednak, że twoje półkule są całkowicie symetryczne: gdybyś straciła jedną z nich w wypadku, przeżyłabyś, a twoje podstawowe władze poznawcze nie doznałyby uszczerbku. (Nawet przy tym założeniu nie wyszłabyś bez szwanku: utrata jednej półkuli spowodowałaby między innymi utratę połowy pola widzenia). Wyobraź sobie teraz, że dokonujesz podziału swojego mózgu, przeszczepiając lewą półkulę do jednego ciała, z którego właśnie usunięto mózg, a prawą do drugiego. Nazwijmy osobę, która budzi się z lewą półkulą „Lewą”, a tę z prawą „Prawą”. Lewa i Prawa są z tobą psychicznie połączone, między tobą a nimi zachodzi też ciągłość: obie będą się z tobą identyfikować, mają twoje wspomnienia, pragnienia, zamiary itd. Jeśli w identyczności osobowej liczy się tylko psychiczna ciągłość i łączność, to jesteś identyczna tak z Lewą, jak z Prawą. Zarazem z logiki identyczności numerycznej wynika, że Lewa jest identyczna z Prawą. (Sting i mąż Trudie Styler są ze sobą identyczni, podobnie jak Sting i Gordon Sumner, z czego wynika, że mąż Trudie Styler i Gordon Sumner są ze sobą identyczni). Jednak Lewa bezsprzecznie nie jest numerycznie identyczna z Prawą: po operacji mamy dwie osoby, a nie jedną. Tak więc nie możesz być identyczna z Lewą i z Prawą, bo wówczas one byłyby numerycznie identyczne ze sobą, co jest niemożliwe. W takim razie identyczność osobowa nie może polegać wyłącznie na psychicznej ciągłości i łączności. By rozwiązać ten problem, Parfit mówi, że polega ona na „nierozgałęzionej” ciągłości i łączności psychicznej: identyczność osobowa zostaje zachowana, gdy twoje życie psychiczne ma postać ciągłej linii bez rozgałęzień.

Zarysowana teoria neolocke’owska – nieco prostsza niż oficjalny pogląd Parfita – znakomicie nadaje się do tego, by zapewnić przetrwanie po śmierci, jak chciał Locke. Aby przywrócić cię do życia, Bóg nie musi obdarzać cię niematerialną duszą ani trudzić się gromadzeniem na powrót wszystkich atomów, które tworzyły twoje ciało w chwili, gdy wydałaś ostatnie tchnienie. (Jak dobrze wiedziano w czasach Locke’a, możliwość, że twoje ciało zjedzą kanibale, stanowi pewną trudność dla tego rozwiązania. Jeśli twoje atomy trafią do ciał kanibali, Bogu trudno będzie wskrzesić z martwych wszystkich ludzi).

W świetle założeń neolocke’owskich wystarczy, że Bóg zapewni, by twoje życie psychiczne trwało bez rozgałęzień. Można by tego dokonać przez boską formę teleportacji, zastępując ewentualnie twoje zużyte ciało nowym i ulepszonym modelem. „Umarli powstaną niezniszczalni”, jak mówi Apostoł Paweł. Co więcej, przynajmniej teoretycznie można się obyć bez Boga: Kurzweilowskie „wgranie” również załatwi sprawę. Tak więc neolocke’owska teoria ma coś do zaoferowania tak wierzącym, jak niewierzącym.

Identyczność osobowa nie jest ważna

Pojawia się jednak nieoczekiwana trudność. Według Parfita, stanowisko neolocke’owskie pokazuje, że przetrwanie nie jest tak ważne, jak sądzimy. Powróćmy do przykładu, w którym twój mózg ulega podziałowi. Zgodnie z poglądem Parfita, nie możesz przeżyć tej operacji. Pomijając problemy praktyczne (szczególnie dotkliwe, jeśli pozostajesz w związku małżeńskim), czy operacji tej należy się bać? Przypuśćmy, że mógłbyś przekupić pielęgniarkę, aby upuściła jedną z twoich półkul na ziemię. Wówczas tylko druga półkula zostałaby skutecznie przeszczepiona, nie doszłoby do rozgałęzienia i żyłabyś nadal w nowym ciele. Czy jednak warto wręczać pielęgniarce łapówkę? Jeśli tego nie zrobisz, twoja psychika płynnie przeistoczy się w psychikę dwóch przyszłych ludzi; jeśli zaś to zrobisz – w psychikę tylko jednego człowieka. Z tego punktu widzenia pierwsza opcja wydaje się lepsza od drugiej. Nie wręczając pielęgniarce łapówki, nabywasz psychiczną łączność z dwiema przyszłymi osobami.

Ten i podobne przykłady prowadzą Parfita do wniosku, że „identyczność osobowa nie jest ważna”. Inaczej mówiąc, wartość przetrwania jest jedynie wtórna: stanowi ono środek do celu, a nie cel sam w sobie. W potocznym życiu przetrwanie wydaje się najważniejszym celem samym w sobie, ale przykład z podziałem psychiki zadaje tego kłam. Choć nie przetrwasz, nic wartościowego nie zginie, a zatem przetrwanie nie ma fundamentalnej wartości. Podobnie, posiadanie korkociągu ma tylko wtórną wartość: jeśli zgubisz swój korkociąg, ale twój kamerdyner zgodzi się pracować dla ciebie pro bono, otwierając butelki wina i świadcząc inne usługi, to utrata korkociągu nie pozbawi cię niczego wartościowego (w istocie twoje życie stanie się znacznie przyjemniejsze). Posiadanie korkociągu nie ma więc fundamentalnej wartości.

Przykład z podziałem psychiki i jemu podobne świadczą, zdaniem Parfita o tym, że fundamentalne znaczenie ma ciągłość twojej świadomości – w tobie lub w kimś innym. Zauważ jednak, że między tobą a innymi ludźmi bez przerwy zachodzi słaby rodzaj psychicznego przepływu (flow). Zdarza się, że przyjaciele i rodzina przyjmują niektóre z twoich przekonań i upodobań, a niekiedy swoimi działaniami przyczyniają się do realizacji twoich planów, jak wówczas, gdy prosisz, by ktoś wyświadczył ci przysługę i przyniósł mleko. Co więcej, tego rodzaju połączenia psychiczne – przepływy między tobą a innymi ludźmi – zazwyczaj trwają w pewnej mierze również po śmierci. „Uświadomienie sobie tego”, mówi Parfit, „sprawiło, że moja śmierć wydaje mi się mniej zła”. Jak zauważa, jego stanowisko przypomina w pewnej mierze buddyjską doktrynę „braku jaźni” czy anatta, przynajmniej w jednej z jej interpretacji. Zgodnie z tym, jak tę doktrynę rozumie filozof Mark Johnston w swojej książce Surviving Death [Przetrwanie śmierci] (2010), „nie istnieją trwałe jaźnie, którymi warto się przejmować”.

  1. Koncepcja proteuszowej natury autorstwa Marka Johnstona

Kierując się w stronę doktryny anatta, Parfit odchodzi od neolocke’owskiej teorii identyczności osobowej. Johnston był od dawna stanowczym, choć życzliwym, krytykiem tej teorii, stąd jego argument za odrzuceniem trwałych jaźni jest inny. Nie sposób go tu streścić, ale jedna z głównych idei jest taka, że „codzienny egocentryzm”, który cechuje ciebie (i nas wszystkich), owo poczucie, że jesteś kimś szczególnie ważnym, można uzasadnić tylko pod warunkiem, że jesteś kimś nader wyjątkowym – jedynym posiadaczem tego, co Johnston określa jako „najwybitniejszą jaźń” (superlative self). Nie jesteś jednak aż tak niepowtarzalny – nikt nie jest. Odkrycie, że nie zasługujemy w żadnej mierze na „uprzywilejowane traktowanie”, argumentuje Johnston, „eliminuje tę śmierć, której najbardziej się obawialiśmy”.

Parfit i Johnston są więc zgodni, że zbyt przejmujemy się śmiertelnością: kres istnienia nie jest aż tak straszny. Johnston uważa jednak, że Śmierć ma w zanadrzu jeszcze jedną groźbę. „Mam nadzieję”, mówi Sokrates w Fedonie Platona, „iż jest coś, co czeka zmarłych, coś, jak od dawna się mówi, znacznie lepszego dla dobrych niż dla złych” (przeł. R. Legutko). Nadzieja Sokratesa ziści się, jeśli szlachetni zmarli odnajdą szczęście na homeryckich Polach Elizejskich, w Królestwie Celestialnym opisywanym przez Josepha Smitha, lub w jakimś innym raju. Co jednak począć, jeśli takiego raju nie ma?

A choćby nawet istniał, uważa Johnston, dobrzy ludzie nie mogliby się tam dostać. Argumentuje on szczegółowo, że nie moglibyśmy przetrwać podróży na drugą stronę: nie istnieje niematerialna dusza, nie da się usensownić zmartwychwstania ciała, a stanowisko neolocke’owskie jest błędne.

Mimo to według Johnstona nadzieja Sokratesa nie jest próżna. Ludzie dobrzy, w odróżnieniu od złych, naprawdę przetrwają śmierć. Czy chodzi mu o to, że przetrwają w jakimś metaforycznym sensie, tak jak Steve Jobs żyje nadal w iPadzie? Nie, Johnston rozumie to dosłownie. Jeśli jesteś autentycznie dobry, to po twojej śmierci będzie istnieć ktoś, kto jest z tobą numerycznie identyczny. 

Podróżnicy i luddyści

Jakim sposobem Johnston wyciąga tego królika z na pozór pustego kapelusza? Wyobraźmy sobie raz jeszcze, że opracowano metodę teleportacji. Co zrozumiałe, trzeba teraz pilnie odpowiedzieć na pytanie: „Czy możemy przetrwać teleportację?” Wyłaniają się dwa rywalizujące ze sobą stronnictwa. Przedstawiciele pierwszego – stronnictwa podróżników – są przekonani, że mogą przetrwać teleportację. Dla nich jest ona wygodnym sposobem błyskawicznego podróżowania. Odmiennego zdania są luddyści, którzy sądzą, że teleportacja oznacza unicestwienie, w niewielkim stopniu osłodzone stworzeniem repliki podróżnika. Podróżnicy wykorzystują nową technologię do założenia cywilizacji przyszłości na Marsie, podczas gdy luddyści zostają na Ziemi, korzystając z autobusów i rowerów.

Czy można powiedzieć, że jedno z tych dwóch ugrupowań tkwi w błędzie? Czy podróżnicy naprawdę tragicznie się mylą, organizując swoje życie wokół założenia, że mogą przetrwać teleportację? A może to luddyści, wbrew ich niezbitej pewności, że transporter to wyszukana kserokopiarka, która niszczy oryginał w trakcie powielania go, są jak ludzie irracjonalnie obawiający się lotów samolotem? Johnston argumentuje, że między tymi społecznościami nie ma takiej asymetrii, która pozwoliłaby wyjaśnić, jak jedna z nich mogłaby popełnić tak olbrzymi błąd. Jego zdaniem, musimy znaleźć takie ujęcie identyczności osobowej, zgodnie z którym oba te ugrupowania mają rację. Podróżnicy słusznie mówią: „My, Transporterzy, jesteśmy zdolni przetrwać teleportację”, ale i luddyści nie mylą się, gdy mówią: „My nie jesteśmy zdolni przetrwać teleportacji”. 

Co takiego pozwala podróżnikom przetrwać teleportację, podczas gdy dla luddystów oznacza ona kres istnienia? Jedyna wyraźna różnica polega na tym, że podróżnik traktuje osobę wychodzącą ze stacji odbiorczej tak samo, jak siebie. Jeśli przed wejściem do transportera dowiaduje się, że osoba, która wyjdzie ze stacji odbiorczej, uzyska w nagrodę milion dolarów, wówczas skwapliwie do niego wejdzie. Jeśli dowie się tego luddystka, to zareaguje tak, jak gdyby powiedziano jej, że gdy ona rzuci się w objęcia śmierci, ktoś inny zarobi milion dolarów – zatem nie wejdzie do transportera. W uproszczeniu, wniosek argumentu Johnstona jest taki, że ta różnica w „sposobie traktowania siebie” decyduje o różnicy w rodzajach zdarzeń, które mogą przetrwać członkowie tych społeczności.

W konsekwencji nasze natury są zmienne, czy „proteuszowe”, jak to ujmuje Johnston, nawiązując do zmiennokształtnego boga greckiego Proteusza. Odpowiedni trening pozwala przetrwać zdarzenia, które w przeciwnym razie oznaczałyby koniec – można na przykład nauczyć się, jak przetrwać w skrajnie niskich temperaturach. Według Johnstona, trening przetrwania mógłby mieć jeszcze bardziej dramatyczne konsekwencje. Gdy luddystyczne dziecko zostaje porwane i wychowane przez podróżników, przechodzi swego rodzaju trening przetrwania. Po przyswojeniu sobie w pełni kultury podróżników, z jej szczególnym sposobem traktowania siebie, dziecko to jest w stanie przetrwać teleportację, której uprzednio nie mogło przetrwać.

Indywidua wyższego rzędu i agape

Jeszcze tylko krok, a dojdziemy do „nowego przezwyciężenia śmierci”, jak wzniośle nazywa je Johnston. Weźmy Arcytygrysa: nie konkretnego tygrysa żyjącego w zoo czy w Indiach – dajmy na to Tygryska czy Shere Khana – ale zagrożony gatunek, który jest maskotką Uniwersytetu w Princeton. Arcytygrys jest, jak przekonuje Johnston, „indywiduum wyższego rzędu”, indywiduum, które w dowolnej chwili jest wcielone w lepiej nam znane tygrysy „pierwszego rzędu”, takie jak Tygrysek czy Shere Khan. Wcześniej czy później Arcytygrys wyginie, ale jego długowieczność przewyższa tę, jaką cieszy się dowolny tygrys „pierwszego rzędu”. Arcytygrys przetrwa śmierć Tygryska i Shere Khana, wcielony w istniejące nadal tygrysy pierwszego rzędu.

Aby przezwyciężyć śmierć, musimy połączyć tezę o naszej proteuszowej naturze z tezą o indywiduach wyższego rzędu. Dzięki proteuszowej naturze, zmieniając sposób, w jaki traktujemy siebie, możemy zmienić to, jakiego rodzaju zdarzenia jesteśmy w stanie przetrwać. Na przykład Transporter jest w stanie przetrwać teleportację, ponieważ obchodzi go głęboko osoba, która wychodzi ze stacji odbiorczej. A skoro Arcytygrys to indywiduum wyższego rzędu, Człowieczeństwo czy Ludzkość również jest indywiduum wyższego rzędu, transcendentnym wobec poszczególnych ludzi, tak jak Arcytygrys jest transcendentny wobec Tygryska czy Shere Khana.

A co gdyby ktoś był autentycznie dobry? Gdyby realizował, cytując Johnstona, „przykazanie agape czy radykalnego altruizmu” i traktował każdego tak, jak gdyby był nim samym? Taki sposób traktowania siebie uczyniłby z owej osoby indywiduum wyższego rzędu; może nie Ludzkość, ale coś w tym rodzaju. Jeśli ktoś przestrzega wymagań agape i traktuje interes innych jak własny, to przetrwa jako częściowo ucieleśniony w tych innych. Jak pisze Johnston, taka osoba „żyłaby, całkiem dosłownie, w ciągłym pochodzie ludzkości”.

Zarówno stanowisko neolocke’owskie, jak i koncepcja proteuszowej natury autorstwa Johnstona pozwalają przetrwać śmierć ciała. Osobom religijnym stanowisko neolocke’owskie wyjaśnia, jak dokona się ich zmartwychwstanie: przez zapewnienie dalszego ciągu ich życia psychicznego w nowych ciałach. Bezbożnikom pokazuje ono, jak rozwój technologii „wgrywania” może przynieść ten sam efekt. Z kolei koncepcja proteuszowej natury oferuje, jeśli nie praktyczny sposób przetrwania śmierci, to w każdym razie wspaniałą wizję materialnego wszechświata, który nie pozostaje tak całkiem obojętny na nasze dobre uczynki.

Te dwa poglądy mają jeszcze jedną cechę wspólną: oba ściśle wiążą przetrwanie z psychiką, choć czynią to na bardzo różne sposoby. Zarówno pogląd neolocke’owski, jak i koncepcja proteuszowej natury uprzywilejowują stany psychiczne względem stanów ciała, przez co można je uznać za dalekich potomków kartezjańskiego dualizmu, zgodnie z którym jesteśmy u spodu „rzeczami myślącymi”.

  1. Animalizm

Można się wszakże zastanawiać, czy warto ocalać te resztki kartezjanizmu. Weźmy stanowisko neolocke’owskie. Jeśli identyczność osobowa polega na określonych połączeniach psychicznych, to zacząłeś istnieć dopiero po wykształceniu niezbędnych zdolności psychicznych. Z tego samego względu nie możesz przetrwać ich utraty. Zatem w świetle poglądu neolocke’owskiego nie byłaś nigdy płodem i przestaniesz istnieć, gdy Alzheimer zniszczy twój umysł. 

Ta konsekwencja daje do myślenia. Jesteś zwierzęciem należącym do naczelnych, tak jak szympans czy bonobo. W przeciwnym razie kto byłby przedstawicielem gatunku Homo sapiens sapiens ubranym w twoją bieliznę? Ktoś inny? Skoro jednak jesteś zwierzęciem, to dochodzimy do zupełnie innej koncepcji identyczności osobowej. Szympans nie zaczął istnieć tuż po narodzinach: istniał już wcześniej, w łonie matki. Jeśli dla celów naukowych usuniemy mu sporą część mózgu, to nadal mamy żywego, oddychającego szympansa, mimo że jego życie psychiczne zostało wymazane. Przetrwanie zwierząt w czasie nie jest ściśle związane z ich psychiką; jeśli jesteśmy zwierzętami, to pogląd neolocke’owski okazuje się fałszywy. Podobnie, choć w sposób mniej oczywisty, fałszywa okazuje się koncepcja proteuszowej natury. Wydaje się, że zwierzęta nie są czymś, co może przetrwać śmierć ciała, bez względu na to, jak bardzo troszczą się o innych przedstawicieli swojego gatunku.

Twierdzenie, że jesteśmy zwierzętami, nie jest nowe: Locke rozważył je pokrótce i odrzucił. Nazywane dziś „animalizmem”, zyskało ostatnimi czasy sporą popularność, w dużej mierze za sprawą wydanej w 1997 r. książki Erica Olsona The Human Animal [Ludzkie zwierzę]. Niestety, animalizm nie daje większych nadziei na życie pozagrobowe. Parafrazując Bertranda Russella, po śmierci zwierzęta ulegają rozkładowi.

Jednak animalizm nie wpływa znacząco na argumenty Parfita i Johnstona za doktryną anatta – czyli za tym, że nie warto przejmować się trwającymi w czasie jaźniami. Argument Parfita z podziału nie traci na sile, ponieważ animalizm przewiduje, że nie przetrwasz operacji podziału mózgu, podobnie jak przewiduje to stanowisko neolocke’owskie. Nie inaczej jest w wypadku argumentu Johnstona dotyczącego braku „substancjalnych jaźni”, ponieważ animalizm ich nie dotyczy. 

Pokładanie nadziei na życie po śmierci w filozofii byłoby wyrazem optymizmu. Bardziej obiecujący jest pogląd, że przykładamy zbyt wielką wagę do własnego przetrwania. Filozofia nie może zapewnić nam nieśmiertelności, ale może nieco stępić ostrze śmierci.

Przełożyli Marcin Iwanicki i Joanna Klara Teske


A. Byrne, Cheating Death. Philosophers Ponder the Afterlife, „Boston Review”, 1 stycznia 2012. Przekład za zgodą Autora.


Warto doczytać

Grafika: WikiArt

< Więcej artykułów


Prowadzenie portalu filozofuj.eu – finansowanie

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Sklep

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy