Filozofia umysłu

Alex Byrne: Problem umysł–ciało? Jaki problem?

Jak wiadomo, Kartezjusz przyjmował cokolwiek skrajny pogląd, zgodnie z którym zwierzęta to całkowicie pozbawione rozumu maszyny. Karaluchy nie posiadają zapewne rozwiniętego życia umysłowego – o ile w ogóle je mają – ale mało kto twierdzi, że to samo tyczy się małp, kotów czy psów. Badaniem życia psychicznego i społecznego zwierząt innych niż ludzie zajmuje się leżąca na styku biologii i psychologii dyscyplina nazywana etologią kognitywną. Umysły – podobnie jak pogoda, trawienie, fotosynteza i zlodowacenie – w jakiś sposób wyłaniają się z materii. Mimo że wciąż słabo rozumiemy niektóre zjawiska czysto fizyczne – ponoć nie rozstrzygnięto jeszcze, dlaczego lód jest śliski – to związek umysłu z materią uważany jest za szczególnie tajemniczy. Dlaczego?

Zapisz się do naszego newslettera

Down­lo­ad (PDF, 2.36MB)


Filo­zof Tho­mas Nagel w zna­nym arty­ku­le z roku 1974, Jak to jest być nie­to­pe­rzem?, uznał, że wszyst­kie­mu win­na jest świa­do­mość. „Gdy­by nie ist­nia­ła świa­do­mość, pro­blem sto­sun­ku umy­słu do cia­ła był­by mniej inte­re­su­ją­cy. Ze świa­do­mo­ścią wyda­je się bez­na­dziej­ny”. Od tam­tej pory pro­blem świa­do­mo­ści spę­dza filo­zo­fom sen z powiek. Gdy w roku 1990 Daniel Den­nett opu­bli­ko­wał książ­kę pod opty­mi­stycz­nym tytu­łem Świa­do­mość wyja­śnio­na, natych­miast poja­wi­ły się opi­nie, że nie dotknął on nawet pro­ble­mu świa­do­mo­ści. Nim jed­nak przej­dzie­my do dys­ku­sji nad świa­do­mo­ścią, zacznij­my od pozor­nie łatwiej­szej czę­ści pro­ble­mu umysł–ciało.

Wie­le sta­nów psy­chicz­nych – zwłasz­cza myśli i prze­ko­na­nia – doty­czy innych rze­czy lub je repre­zen­tu­je. We współ­cze­snej ter­mi­no­lo­gii, odzie­dzi­czo­nej po dzie­więt­na­sto­wiecz­nym nie­miec­kim psy­cho­lo­gu i filo­zo­fie, Fran­zu Bren­ta­nie, myśli i prze­ko­na­nia mają „inten­cjo­nal­ność”. Kie­dy na przy­kład myślisz, że w Bosto­nie wła­śnie pada, two­ja myśl doty­czy Bosto­nu lub go repre­zen­tu­je. Co wię­cej, nie repre­zen­tu­je ona po pro­stu Bosto­nu, lecz domnie­ma­ny stan rze­czy: ten mia­no­wi­cie, że wystę­pu­ją w nim okre­ślo­ne warun­ki pogo­do­we. Jeśli Boston nie jest w takim sta­nie – to zna­czy jeśli nie pada – to two­ja myśl repre­zen­tu­je Boston nie­po­praw­nie (a więc jest fał­szy­wa). Jeśli nato­miast w Bosto­nie pada, two­ja myśl repre­zen­tu­je Boston popraw­nie (jest praw­dzi­wa). Fak­tem oczy­wi­stym, ale war­tym pod­kre­śle­nia jest to, że nie trze­ba być w Bosto­nie, żeby o nim myśleć. Nawet ktoś, kto znaj­du­je się w odle­głym o tysią­ce kilo­me­trów Bom­ba­ju i kto nie był w Bosto­nie, nie może go zoba­czyć, ani przejść się jego uli­ca­mi, jest w sta­nie pomy­śleć, że w Bosto­nie pada deszcz. Co wię­cej, moż­na myśleć o rze­czach, któ­re obec­nie nie ist­nie­ją, jak na przy­kład o tym, że Sokra­tes zmarł po wypi­ciu cyku­ty. Jed­nak naj­bar­dziej zaska­ku­ją­ce jest to, że moż­na nawet myśleć o rze­czach, któ­re nigdy nie ist­nia­ły, takich jak cen­tau­ry czy zając wielkanocny.

Choć wyja­śnie­nie, dla­cze­go lód jest śli­ski, może nastrę­czać pro­ble­mów, nikt nie uwa­ża, że dowo­dzi to, iż lód nie jest cał­ko­wi­cie fizycz­ny. Inten­cjo­nal­ność sta­no­wi jed­nak trud­niej­sze wyzwa­nie dla fizy­ka­li­stycz­ne­go obra­zu świa­ta. Jeśli moż­na podać fizycz­ne wyja­śnie­nie, dla­cze­go myślisz o Bosto­nie i przed­sta­wiasz sobie to mia­sto w desz­czu, przy­pusz­czal­nie doty­czy ono fak­tów na temat mózgu. Jak to jed­nak moż­li­we, że zbiór neu­ro­nów, bez wzglę­du na jego zło­żo­ność, spra­wia, iż myślisz o Bosto­nie? Dla­cze­go nie­któ­re ukła­dy mate­rii są myśla­mi o rze­czach, a inne nie?

Mimo iż pyta­nie to jest bar­dzo trud­ne, prze­wa­ża umiar­ko­wa­ny opty­mizm. Wie­lu filo­zo­fów uwa­ża, że ​​inten­cjo­nal­ność moż­na wyja­śnić fizycz­nie, mimo iż wciąż nie zna­my wie­lu szcze­gó­łów. Aby zro­zu­mieć, dla­cze­go opty­mizm ten może być zasad­ny, roz­waż­my sło­je drze­wa, któ­re repre­zen­tu­ją jego wiek: jeśli drze­wo ma pięć­dzie­siąt pier­ście­ni, ozna­cza to, że liczy ono tyleż lat. Ten rodzaj natu­ral­nej repre­zen­ta­cji jest jasny: każ­de­go roku drze­wo zysku­je kolej­ny słój. Nie­któ­rzy filo­zo­fo­wie uwa­ża­ją, że jest to suge­styw­ny – acz­kol­wiek uprosz­czo­ny – model tego, jak repre­zen­ta­cja może wyło­nić się z fizycz­ne­go sub­stra­tu. W ostat­nich latach idea ta sta­ła się pod­sta­wą do sfor­mu­ło­wa­nia wyra­fi­no­wa­nych filo­zo­ficz­nych teo­rii inten­cjo­nal­no­ści. Gdy­by nie ist­nia­ła inten­cjo­nal­ność, pro­blem umysł–ciało był­by o wie­le mniej inte­re­su­ją­cy. Z inten­cjo­nal­no­ścią przy­naj­mniej nie wyda­je się bez­na­dziej­ny. Dla­cze­go świa­do­mość wszyst­ko komplikuje?

Nietoperze Nagela

To świa­do­mość czy­ni ze sto­sun­ku umy­słu do cia­ła coś, z czym napraw­dę trud­no się upo­rać”, oznaj­mia posęp­nie Nagel na począt­ku Jak to jest być nie­to­pe­rzem? Poję­cie świa­do­mo­ści, o któ­re tu cho­dzi (zna­ne rów­nież jako „świa­do­me doświad­cze­nie” lub po pro­stu „doświad­cze­nie”) daje się naj­le­piej wyja­śnić za pomo­cą przy­kła­dów. Gdy w peł­ni przy­tom­na oso­ba zaha­cza o coś sto­pą, pocie­ra pal­ca­mi o tar­kę do sera, pró­bu­je wina lub słu­cha cze­goś na tele­fo­nie, ma świa­do­me doświad­cze­nie pew­ne­go rodza­ju. W sfor­mu­ło­wa­niu, któ­re dzię­ki Nage­lo­wi na trwa­łe weszło do słow­ni­ka filo­zo­ficz­ne­go, wystę­pu­je coś takie­go, jak „jak to jest” zaha­czyć o coś sto­pą czy spró­bo­wać wina. Róż­ni­ca mię­dzy tymi doświad­cze­nia­mi jest oczy­wi­sta: jak to jest zaha­czyć o coś sto­pą bar­dzo róż­ni się od tego, jak to jest pró­bo­wać wino. Nagel wyra­ża to w stwier­dze­niu, że doświad­cze­nia te mają swój wła­sny, nie­po­wta­rzal­ny „cha­rak­ter subiek­tyw­ny”. I to wła­śnie ów cha­rak­ter powo­du­je, jego zda­niem, że ​​pro­blem umysł–ciało jest wyjąt­ko­wo zawi­ły. Dla zilu­stro­wa­nia tej tezy w tym momen­cie nad­la­tu­ją nie­to­pe­rze (wybra­ne, nawia­sem mówiąc, ze wzglę­du na ich czę­ste wizy­ty w domu Nagela).

Aby łapać owa­dy i uni­kać prze­szkód, więk­szość nie­to­pe­rzy uży­wa jakie­goś rodza­ju echo­lo­ka­cji, dzia­ła­ją­cej na tej samej zasa­dzie, co sonar. Echo­lo­ka­cję u nie­to­pe­rzy odkrył w latach 40. ubie­głe­go wie­ku Donald Grif­fin – jeden z twór­ców eto­lo­gii kogni­tyw­nej – któ­ry w serii słyn­nych eks­pe­ry­men­tów zaty­kał nie­to­pe­rzom uszy zatycz­ka­mi. Tak się zło­ży­ło, że w latach 70. ​​Grif­fin i Nagel przez krót­ki czas pra­co­wa­li razem na Uni­wer­sy­te­cie Roc­ke­fel­le­ra; Nagel prze­ko­nał Grif­fi­na, by poważ­nie potrak­to­wał świa­do­mość zwierząt.

Nagel nie bez powo­du zakła­da, że ​​nie­to­pe­rze mają świa­do­me doświad­cze­nia. Bio­rąc pod uwa­gę ich wyjąt­ko­wy apa­rat per­cep­cyj­ny, ich prze­ży­cia są przy­pusz­czal­nie cał­ko­wi­cie róż­ne od naszych. Doświad­cze­nia ludzi i nie­to­pe­rzy mają zatem inny subiek­tyw­ny cha­rak­ter. Czym jest ów subiek­tyw­ny cha­rak­ter doświad­cze­nia nie­to­pe­rza? Inny­mi sło­wy: jak to jest być nie­to­pe­rzem i mieć takie doświad­cze­nia jak on?

Zda­niem Nage­la, „na nic się nie zda wyobra­ża­nie sobie, że ma się bło­ny u rąk pozwa­la­ją­ce latać o zmierz­chu i świ­tem, łapiąc w usta owa­dy […] i że spę­dza się dzień zwi­sa­jąc gło­wą w dół, sto­pa­mi ucze­piw­szy się bel­ki pod­da­sza”. Dzię­ki temu mógł­byś się dowie­dzieć, jak by to było, gdy­byś zacho­wy­wał się jak nie­to­perz, nie zaś, jak to jest nim być. Według Nage­la kwe­stia ta jest nie­roz­strzy­gal­na: nigdy nie dowie­my się, jak to jest być nie­to­pe­rzem. Ze wzglę­du na odmien­ność naszych doświad­czeń nie jeste­śmy nawet w sta­nie sfor­mu­ło­wać popraw­nej hipo­te­zy na ten temat. Dla porów­na­nia roz­waż­my nastę­pu­ją­cy przy­kład: nigdy nie pozna­my dokład­nej ilo­ści cyku­ty, któ­rą wypił Sokra­tes, ale bez wzglę­du na to, jaka by ona nie była, może­my przy­jąć hipo­te­zę, że Sokra­tes wypił okre­ślo­ną jej ilość – na przy­kład 150 mili­li­trów. Według Nage­la pro­blem z prze­ży­cia­mi nie­to­pe­rzy jest trud­niej­szy: nie umie­my nawet sfor­mu­ło­wać wła­ści­wej hipo­te­zy na temat tego, jak to jest mieć doświad­cze­nie nietoperza.

Przy­kład ten jest wyjąt­ko­wo suge­styw­ny, ale sta­no­wi­sko Nage­la moż­na zilu­stro­wać bez prze­kra­cza­nia barie­ry gatun­ko­wej. On sam poda­je taki oto przy­kład: czło­wiek nie­wi­do­my od uro­dze­nia nie może wie­dzieć, jak to jest widzieć kolo­ry, ponie­waż nie może pojąć, czym jest doświad­cze­nie kolo­ru. Załóż­my, że Nagel ma rację: fak­ty doty­czą­ce subiek­tyw­ne­go cha­rak­te­ru doświad­czeń są dostęp­ne tyl­ko tym, któ­rzy mają podob­ne doświad­cze­nia – tym, któ­rzy przyj­mu­ją, jak mówi Nagel, „podob­ny punkt widze­nia”. Nie pro­wa­dzi to jed­nak na razie do żad­nej pesy­mi­stycz­nej kon­klu­zji na temat pro­ble­mu umysł–ciało. Nawet jeśli wytłu­ma­cze­nie subiek­tyw­ne­go cha­rak­te­ru doświad­cze­nia nie­to­pe­rza prze­kra­cza nasze moż­li­wo­ści, nie może­my bowiem pojąć zja­wi­ska, któ­re chce­my wyja­śnić, nie zna­czy to jesz­cze, że nie da się podać fizycz­ne­go wyja­śnie­nia subiek­tyw­ne­go cha­rak­te­ru nasze­go doświadczenia.

W ten spo­sób docho­dzi­my do dru­giej czę­ści argu­men­ta­cji Nage­la. W jego oce­nie nauki fizycz­ne oraz – sze­rzej – przy­rod­ni­cze dążą do obiek­tyw­ne­go zro­zu­mie­nia zja­wisk, któ­re wykra­cza poza indy­wi­du­al­ne punk­ty widze­nia. Roz­waż­my mete­oro­lo­gicz­ne zja­wi­sko bły­ska­wi­cy, któ­re wywo­łu­je w nas okre­ślo­ne skut­ki, mia­no­wi­cie doświad­cze­nia wzro­ko­we o okre­ślo­nym cha­rak­te­rze subiek­tyw­nym. Choć moż­li­we, że Mar­sja­nie będą mie­li doświad­cze­nia o zupeł­nie innym cha­rak­te­rze subiek­tyw­nym, nie zmie­nia to fak­tu, że obiek­tyw­na natu­ra bły­ska­wi­cy – to, że jest ona wyła­do­wa­niem elek­trycz­nym – jest rów­nie dostęp­na dla uczo­nych na Zie­mi, jak i na Mar­sie, wła­śnie dla­te­go, że bada­nia nauko­we doty­czą­ce bły­ska­wic pomi­ja­ją doświad­cze­nia wła­ści­we tyl­ko ludziom lub tyl­ko Mar­sja­nom. Jak stwier­dza Nagel, opi­su­je­my bły­ska­wi­cę „nie w kate­go­riach wra­że­nia, jakie wywo­łu­je w naszych zmy­słach, ale w kate­go­riach bar­dziej ogól­nych skut­ków i wła­sno­ści wykry­wal­nych za pomo­cą innych środ­ków niż ludz­kie zmysły”.

Łatwo się domy­ślić, dokąd to wszyst­ko zmie­rza. W przy­pad­ku bły­ska­wi­cy lub jakie­go­kol­wiek inne­go zja­wi­ska ujmo­wa­ne­go przez nauki fizycz­ne, może­my badać jego obiek­tyw­ną natu­rę z pomi­nię­ciem subiek­tyw­ne­go cha­rak­te­ru doświad­czeń, któ­re zja­wi­ska te wywo­łu­ją. Odkry­wa­jąc natu­rę bły­ska­wi­cy igno­ru­je­my „to, jak rze­czy nam się jawią” (dozna­nia zmy­sło­we wywo­ły­wa­ne przez bły­ska­wi­cę) i kon­cen­tru­je­my się na „rze­czy­wi­sto­ści” (obiek­tyw­nej natu­rze bły­ska­wi­cy). Jest to moż­li­we, ponie­waż bły­ska­wi­ca to jed­no (zja­wi­sko atmos­fe­rycz­ne), a doświad­cze­nia bły­ska­wic to coś zupeł­nie inne­go (zja­wi­ska umy­słu i mózgu). Nie pomi­ja­my nicze­go waż­ne­go na temat bły­ska­wi­cy jako zja­wi­ska atmos­fe­rycz­ne­go, jeśli igno­ru­je­my powo­do­wa­ne przez nią doświadczenia.
Gdy jed­nak pró­bu­je­my zasto­so­wać ten model do same­go doświad­cze­nia, napo­ty­ka­my oczy­wi­stą trud­ność, bowiem – jak zauwa­ża Nagel – „nie pasu­je ono do wzor­ca”. „Idea prze­cho­dze­nia od zja­wi­ska do rze­czy­wi­sto­ści nie ma tu, jak się wyda­je, sen­su”. Przy­pu­ść­my, że pró­bu­je­my spro­wa­dzić doświad­cze­nie do obiek­tyw­ne­go zja­wi­ska, na przy­kład aktyw­no­ści neu­ro­nal­nej pew­ne­go rodza­ju, podob­nie jak redu­ku­je­my bły­ska­wi­cę do wyła­do­wa­nia elek­trycz­ne­go. Odkry­cie, że bły­ska­wi­ca to nic inne­go jak wyła­do­wa­nie elek­trycz­ne, moż­li­we jest tyl­ko dla­te­go, że wywo­ła­ny przez nie subiek­tyw­ny cha­rak­ter doświad­czeń nie jest czę­ścią zja­wi­ska, któ­re chce­my zre­du­ko­wać. Obiek­tyw­ne meto­dy nauk fizycz­nych wyma­ga­ją zatem, aby­śmy pomi­ja­li subiek­tyw­ną natu­rę doświad­czeń czło­wie­ka. Bar­dzo trud­no zro­zu­mieć, jak doświad­cze­nie może być wyłącz­nie jakąś aktyw­no­ścią neu­ro­nal­ną, któ­rej natu­ra jest cał­ko­wi­cie obiektywna.

Moż­na by się spo­dzie­wać, że Nagel doj­dzie do wnio­sku, iż sko­ro doświad­cze­nia wymy­ka­ją się obiek­tyw­ne­mu bada­niu, to nie są fizycz­ne. Co jed­nak cie­ka­we, nie posu­wa się on tak dale­ko; jak pisze, „było­by to błę­dem”. Prze­ciw­nie: twier­dze­nie, że doświad­cze­nia są cał­ko­wi­cie fizycz­ne „jest sta­no­wi­skiem, któ­re­go nie może­my zro­zu­mieć, jak dotąd bowiem nie poj­mu­je­my w ogó­le, jak mogło­by ono być prawdziwe”.

Epifenomenalne qualia Jacksona

Domnie­ma­ny morał z lek­tu­ry Jak to jest być nie­to­pe­rzem? brzmi, że nie mamy poję­cia, jak wyja­śnić świa­do­mość w języ­ku fizy­ki. Osiem lat po publi­ka­cji tego tek­stu poja­wił się kolej­ny prze­ło­mo­wy arty­kuł, Epi­fe­no­me­nal­ne qualia, napi­sa­ny przez Fran­ka Jack­so­na, któ­ry bro­ni jesz­cze śmiel­szej tezy. („Qualia” to po pro­stu inny ter­min na okre­śle­nie „cha­rak­te­ru subiek­tyw­ne­go” w zna­cze­niu Nage­la; nazwę „epi­fe­no­me­na­lizm” wyja­śnię za chwi­lę). Jack­son argu­men­tu­je, że świa­do­mość nie jest zja­wi­skiem fizycz­nym. Fizy­ka­lizm czy mate­ria­lizm, czy­li (mówiąc z grub­sza) sta­no­wi­sko, że wszyst­ko jest cał­ko­wi­cie fizycz­ne, jest po pro­stu fałszywy.

Argu­ment z wie­dzy” prze­ciw­ko fizy­ka­li­zmo­wi, któ­re­go uży­wa Jack­son, jest roz­bra­ja­ją­co pro­sty. Wyobraź sobie, że Maria jest nie­zwy­kle uta­len­to­wa­ną stu­dent­ką, żyją­cą w czar­no-bia­łym poko­ju i nigdy nie widzia­ła kolo­rów chro­ma­tycz­nych, takich jak czer­wo­ny i zie­lo­ny. W poko­ju tym za pośred­nic­twem czar­no-bia­łe­go tele­wi­zo­ra naby­wa całą wie­dzę na temat pro­ce­sów widze­nia. W koń­cu wie­dza Marii jest kom­plet­na: wie wszyst­ko na temat pro­ce­sów fizycz­nych bie­gną­cych od doj­rza­łych pomi­do­rów do ście­żek wzro­ko­wych w mózgu. Załóż­my, że fizy­ka­lizm jest praw­dzi­wy i że (wzro­ko­we) doświad­cze­nia są cał­ko­wi­cie fizycz­ne. Sko­ro Maria wie wszyst­ko o fizycz­nej struk­tu­rze tych doświad­czeń, powin­na tym samym wie­dzieć wszyst­ko na ich temat. Jed­nak, jak wska­zu­je Jack­son, tak z pew­no­ścią nie jest. Wyobraź sobie, że Maria wycho­dzi ze swo­je­go poko­ju i po raz pierw­szy widzi doj­rza­łe­go pomi­do­ra. W tej sytu­acji nie wzru­szy lek­ce­wa­żą­co ramio­na­mi mru­cząc „mhm”, lecz raczej wes­tchnie ze zdu­mie­nia. Maria dowie się cze­goś na temat doświad­cza­nia kolo­ru czer­wo­ne­go, cze­go nie mogła się dowie­dzieć prze­by­wa­jąc w czar­no-bia­łym poko­ju. Nauczy się – mówiąc języ­kiem Nage­la – że owe doświad­cze­nia posia­da­ją pewien subiek­tyw­ny cha­rak­ter. A zatem fizy­ka­lizm jest fał­szy­wy. (Maria jest jed­ną z bar­dziej zapa­da­ją­cych w pamięć fik­cyj­nych posta­ci filo­zo­ficz­nych, nic więc dziw­ne­go że zyska­ła sła­wę lite­rac­ką, sta­jąc się jed­ną z głów­nych boha­te­rek powie­ści Davi­da Lodge’a Myśląc…, któ­ra uka­za­ła się w roku 2001).

Pod­czas gdy arty­kuł Nage­la akcen­tu­je głę­bo­ką tajem­ni­czość tego, w jaki spo­sób świa­do­mość jest po pro­stu fizycz­ną aktyw­no­ścią mózgu, tekst Epi­fe­no­me­nal­ne qualia jest cał­ko­wi­cie odar­ty z tajem­ni­cy. Jak pod­kre­śla Jack­son, zagad­ka nie jest aż tak skom­pli­ko­wa­na: nie może­my zro­zu­mieć, dla­cze­go fizy­ka­lizm jest praw­dzi­wy, ponie­waż nie jest on praw­dzi­wy. Tra­wie­nie, zlo­do­wa­ce­nie czy foto­syn­te­za są cał­ko­wi­cie fizycz­ne i moż­na żywić nadzie­ję, że osta­tecz­nie każ­de zja­wi­sko zosta­nie wyja­śnio­ne przez nauki fizycz­ne. Nie­ste­ty, argu­ment z wie­dzy uda­rem­nia tę nadzie­ję. Poka­zu­je on, że czy­sto fizycz­na teo­ria wszech­świa­ta jest nie­kom­plet­na: aby wyja­śnić wszyst­ko, musi­my uwzględ­nić nie­fi­zycz­ne jako­ści, czy­li qualia.

Mógł­byś pomy­śleć, że w ten spo­sób fizy­ka­lizm upa­da. Ale nie tak szyb­ko: przy­ję­cie wnio­sku argu­men­tu z wie­dzy zmu­sza cię do zaję­cia nie­wy­god­ne­go sta­no­wi­ska sygna­li­zo­wa­ne­go przez zawar­te w tytu­le pra­cy Jack­so­na sło­wo „epi­fe­no­me­na­lizm”. Epi­fe­no­me­na­lizm to pogląd, zgod­nie z któ­rym to, co umy­sło­we nigdy nie oddzia­łu­je przy­czy­no­wo na to, co fizycz­ne. Posłu­gu­jąc się ana­lo­gią zaczerp­nię­tą z prac Wil­lia­ma Jame­sa, epi­fe­no­me­na­li­sta uwa­ża, że zja­wi­ska umy­sło­we przy­po­mi­na­ją cie­nie – są wytwo­ra­mi przed­mio­tów mate­rial­nych, takich jak gałę­zie i kamie­nie, i im towa­rzy­szą, ale same w sobie nie odgry­wa­ją żad­nej roli w wyja­śnie­niu, dla­cze­go te pierw­sze się łamią, a te dru­gie spa­da­ją. Stąd wła­śnie wziął się tytuł tek­stu Jack­so­na: przyj­mu­je on, że argu­ment z wie­dzy nie tyl­ko dowo­dzi, iż subiek­tyw­ny cha­rak­ter doświad­cze­nia jest nie­fi­zycz­ny, ale rów­nież – że jest epifenomenalny.

Przy­pu­ść­my, że ktoś macha ręką. Co powo­du­je ten ruch? Odpo­wie­dzią jest praw­do­po­dob­nie bar­dzo skom­pli­ko­wa­na opo­wieść o aktyw­no­ści neu­ro­nów znaj­du­ją­cych się w pier­wot­nej korze rucho­wej, prze­ka­zy­wa­niu impul­sów do rdze­nia krę­go­we­go i skur­czu włó­kien mię­śnio­wych w dło­ni. Co waż­ne, w powyż­szym wyja­śnie­niu mowa tyl­ko o tym, co fizycz­ne – nie potrze­bu­je­my nicze­go nie­fi­zycz­ne­go, posia­da­ją­ce­go cha­rak­ter subiek­tyw­ny, aby poru­szyć ręką. Przy­pu­ść­my teraz, że pod­miot otrzy­mu­je pole­ce­nie: „poma­chaj ręką, jeśli masz doświad­cze­nie o cha­rak­te­rze subiek­tyw­nym, towa­rzy­szą­cym doświad­cza­niu czer­wo­nych rze­czy”. Poka­zu­je­my mu doj­rza­ły pomi­dor, on zaś macha ręką. To, że doświad­cze­nie ma uni­kal­ny (nie­fi­zycz­ny) cha­rak­ter subiek­tyw­ny, nie tłu­ma­czy ruchu ręki: peł­ne wyja­śnie­nie obej­mu­je fak­ty fizycz­ne, takie jak aktyw­ność pier­wot­nej kory rucho­wej. By to una­ocz­nić, wyobraź­my sobie, że owym pod­mio­tem doświad­cze­nia jest Maria. Kie­dy opusz­cza ona pokój, jest tak zasko­czo­na, że otwie­ra usta ze zdu­mie­nia. Moż­na by pomy­śleć, że otwar­cie ust Marii wyni­ka z fak­tu, iż ma ona doświad­cze­nie o pew­nym cha­rak­te­rze subiek­tyw­nym. Para­dok­sal­nie, Jack­son suge­ru­je, że to pozor­nie oczy­wi­ste stwier­dze­nie jest błęd­ne. Choć ist­nie­ją nie­fi­zycz­ne qualia, o któ­rych Maria dowia­du­je się po opusz­cze­niu poko­ju, nie wyja­śnia­ją one zacho­dze­nia jakich­kol­wiek zda­rzeń fizycznych.

Argu­ment z wie­dzy wywo­łał lawi­nę odpo­wie­dzi. Co zaska­ku­ją­ce, bio­rąc pod uwa­gę pozor­ną pro­sto­tę argu­men­tu z wie­dzy, ist­nie­je, przy­naj­mniej sześć spo­so­bów na odpar­cie argu­men­tu Jack­so­na. Tego ostat­nie­go tak­że nie urze­ka już syre­ni śpiew Marii: odrzu­ca on argu­ment z wie­dzy, czę­ścio­wo dla­te­go, że epi­fe­no­me­na­lizm jest nie do przyjęcia.

Zombie Chalmersa

Argu­ment z wie­dzy to zale­d­wie począ­tek kło­po­tów, przed jaki­mi sta­je fizy­ka­li­sta. W roku 1995 mło­dy austra­lij­ski filo­zof David Chal­mers opu­bli­ko­wał zmo­dy­fi­ko­wa­ną wer­sję swo­je­go dok­to­ra­tu, zaty­tu­ło­wa­ną Świa­do­my umysł. W tej przej­rzy­ście napi­sa­nej książ­ce, ener­gicz­ny, pełen zapa­łu i nowych idei autor zebrał róż­ne argu­men­ty anty­fi­zy­ka­li­stycz­ne, w tym argu­ment z wie­dzy, by jed­no­znacz­nie dowieść, że świa­do­mość – w prze­ci­wień­stwie do zlo­do­wa­ce­nia, foto­syn­te­zy i wszyst­kie­go inne­go – nie jest zja­wi­skiem fizycz­nym. Typo­wy los mono­gra­fii filo­zo­ficz­nych pole­ga na tym, że butwie­ją one w biblio­te­kach. Tym­cza­sem książ­ka Chal­mer­sa od razu sta­ła się gorą­cym tema­tem kulu­aro­wych dys­ku­sji na wydzia­łach filo­zo­fii. Nie­ba­wem kulu­ary na całym świe­cie roz­brzmie­wa­ły tymi roz­mo­wa­mi, a Chal­mers stał się jed­nym z naj­słyn­niej­szych żyją­cych filo­zo­fów. (W żad­nym razie nie był aż tak sław­ny jak Dalaj Lama, ale w tym zawo­dzie ze wzru­sze­niem przyj­mu­je­my wszel­kie ozna­ki zainteresowania).

Ener­gicz­ny, pełen zapa­łu i nowych idei David Chal­mers czy tyl­ko zombie-Dave?

Chal­mers okre­śla swo­je sta­no­wi­sko jako dualizm natu­ra­li­stycz­ny. Jest to dualizm ponie­waż Chal­mers – tak jak Kar­te­zjusz – uwa­ża, że umysł nie jest fizycz­ny czy mate­rial­ny. Podob­nie jak Jack­son w Epi­fe­no­me­nal­nych qualiach, Chal­mers utrzy­mu­je, że subiek­tyw­ny cha­rak­ter doświad­cze­nia to kło­po­tli­wa kwe­stia, z któ­rą fizy­ka­li­ści bez powo­dze­nia pró­bu­ją się upo­rać. Kar­te­zjusz uwa­żał, że zja­wi­ska psy­chicz­nie nie są epi­fe­no­me­nal­ne. Chal­mers zga­dza się jed­nak z pier­wot­nym poglą­dem Jack­so­na, że nic, co umy­sło­we, nie może wyja­śniać cze­go­kol­wiek fizycz­ne­go, zaś jeden z naj­istot­niej­szych roz­dzia­łów Świa­do­me­go umy­słu poświę­co­ny jest dzi­wacz­nym kon­se­kwen­cjom epifenomenalizmu.

Sta­no­wi­sko Chal­mer­sa jest „natu­ra­li­stycz­ne”, ponie­waż nie jest ono w żaden spo­sób nie­nau­ko­we. Chal­mers porów­nu­je pogląd, że świa­do­mość jest fun­da­men­tal­nym budul­cem rze­czy­wi­sto­ści z dzie­więt­na­sto­wiecz­ną teo­rią elek­tro­ma­gne­ty­zmu Maxwel­la. Postu­lo­wa­nie pól elek­trycz­nych i magne­tycz­nych było koniecz­ne, ponie­waż ist­nie­ją­ce teo­rie fizycz­ne nie potra­fi­ły wyja­śniać zja­wisk elek­tro­ma­gne­tycz­nych. W połą­cze­niu tym nie ma oczy­wi­ście nic nie­nau­ko­we­go. Podob­nie, mówi Chal­mers, jest z ideą, że nasze obec­ne (a nawet przy­szłe) teo­rie fizycz­ne są nie­kom­plet­ne i że „teo­ria wszyst­kie­go” musi uwzględ­nić nie­fi­zycz­ne skład­ni­ki rzeczywistości.

Argu­ment z wie­dzy nie jest naj­waż­niej­szym punk­tem w wywo­dzie Chal­mer­sa na rzecz duali­zmu. Zamiast tego opie­ra się on głów­nie na rozu­mo­wa­niu, któ­re wywo­dzi się od Kar­te­zju­sza i któ­re, jak poka­zał filo­zof Saul Krip­ke (w swej kla­sycz­nej książ­ce Nazy­wa­nie a koniecz­ność) jest znacz­nie sil­niej­sze niż wcze­śniej uwa­ża­no. Jed­nym z głów­nych osią­gnięć Chal­mer­sa było ubra­nie kar­te­zjań­skie­go argu­men­tu w sza­ty wyra­fi­no­wa­nej teo­rii seman­tycz­nej, wywo­dzą­cej się z logi­ki modal­nej i filo­zo­fii języ­ka, w celu sfor­mu­ło­wa­nia quasi-dowo­du na rzecz dualizmu.

Pod­sta­wo­wą ideę argu­men­tu kar­te­zjań­skie­go moż­na wyja­śnić bez wcho­dze­nia w  szcze­gó­ły tech­nicz­ne. W Medy­ta­cjach o pierw­szej filo­zo­fii Kar­te­zjusz dowo­dzi [zacho­dze­nia] „real­nej róż­ni­cy” mię­dzy duszą i cia­łem. Po pierw­sze, może on „jasno i wyraź­nie przed­sta­wić sobie”, że umysł i cia­ło są oddziel­ne, a zatem może sobie wyobra­zić, że róż­nią się one od sie­bie. Następ­nie twier­dzi, że „to wystar­cza mi, iż mogę poj­mo­wać jasno i wyraź­nie jed­ną rzecz bez dru­giej na to, by mieć pew­ność, iż jed­na jest róż­na od dru­giej, bo przy­naj­mniej Bóg może je urze­czy­wist­nić oddziel­nie”. Zasa­da, do któ­rej odwo­łu­je się tutaj Kar­te­zjusz, brzmi mniej wię­cej tak: jeśli potra­fisz (jasno i wyraź­nie) wyobra­zić sobie pew­ną sytu­ację – na przy­kład ist­nie­nie bez cia­ła – to taka sytu­acja może zacho­dzić. Ponie­waż ta zasa­da ma klu­czo­we zna­cze­nie dla argu­men­tu, zatrzy­maj­my się na chwi­lę i roz­waż­my jej moc perswazyjną.

Według Kar­te­zju­sza i Krip­ke­go może­my „jasno i wyraź­nie przed­sta­wić sobie”, że umysł i cia­ło są oddziel­ne, a zatem muszą – a nie tyl­ko mogą – one rze­czy­wi­ście róż­nić się od siebie.

Spo­śród zna­nych nam fak­tów, nie­któ­re doty­czą tego, co fak­tycz­nie zacho­dzi. Wie­my na przy­kład, że to Donald Trump, a nie Hila­ry Clin­ton, wygrał ostat­nie wybo­ry pre­zy­denc­kie w USA. Wie­my rów­nież, że doj­rza­łe pomi­do­ry są czer­wo­ne, że każ­dy mono­cykl ma mniej niż kilo­metr wyso­ko­ści, że łanie są sami­ca­mi jele­ni, a dwa plus dwa rów­na się czte­ry. Ale to nie wszyst­ko: nie­któ­re spo­śród zna­nych nam rze­czy doty­czą tego, co mogło­by się wyda­rzyć. Clin­ton nie wygra­ła, ale mogła­by. Pomi­do­ry są czer­wo­ne, ale mogły­by być na przy­kład nie­bie­skie. Mono­cy­kle są na ogół nie­wy­so­kie, ale mogły­by być wyso­kie na kilometr.

Wie­my rów­nież, że pew­ne sytu­acje nie mogły­by zajść, bez wzglę­du na natu­rę świa­ta. Wszyst­kie łanie są sami­ca­mi jele­nia – w przy­ro­dzie nie może ist­nieć łania będą­ca sam­cem. Dwa plus dwa rów­na się czte­ry i nawet Par­tia nie może spra­wić, by wynik wyno­sił pięć. W książ­ce 1984 O’Brienowi uda­je się spra­wić, by Win­ston Smith na chwi­lę uwie­rzył, że dwa plus dwa daje pięć. Jest to jed­nak wyłącz­nie zmia­na aryt­me­tycz­nych prze­ko­nań Win­sto­na, a nie fak­tów matematycznych.

O wygra­nej Trum­pa wie­my z gaze­ty, a o tym, że pomi­do­ry są czer­wo­ne – na pod­sta­wie tego, jak je widzi­my. Skąd jed­nak wie­my, że Clin­ton mogła wygrać wybo­ry pre­zy­denc­kie i że pomi­do­ry mogły­by być nie­bie­skie? Nie może­my prze­czy­tać, że Clin­ton wygra­ła w nie­ist­nie­ją­cej, ale moż­li­wej kopii „The New York Times” ani zoba­czyć nie­ist­nie­ją­ce­go, lecz co naj­wy­żej moż­li­we­go nie­bie­skie­go pomi­do­ra. Nasu­wa to nastę­pu­ją­cą myśl: wie­my, że Clin­ton mogła wygrać, a pomi­do­ry mogły­by być nie­bie­skie, ponie­waż jeste­śmy w sta­nie wyobra­zić sobie („jasno i wyraź­nie”, jak ujął to Kar­te­zjusz) te sytu­acje. Ana­lo­gicz­nie jest z nie­moż­li­wo­ścią: wie­my, że łanie nie mogły­by być sam­ca­mi, a dwa plus dwa nie rów­na się pięć, ponie­waż nie może­my sobie wyobra­zić łani jako sam­ca lub tego, że dwa plus dwa mogło­by dawać pięć.

Zasa­da kar­te­zjań­ska wyda­je się zatem prze­ko­nu­ją­ca. Oto, w jaki spo­sób Chal­mers – w ślad za filo­zo­ficz­ny­mi przod­ka­mi – wyko­rzy­stu­je ją prze­ciw­ko fizy­ka­li­zmo­wi. Weź­my świa­do­my pod­miot i nazwij­my go Dave. Niech zom­bie-Dave będzie dosko­na­łą fizycz­ną kopią Dave’a co do czą­stecz­ki, cał­ko­wi­cie jed­nak pozba­wio­ną świa­do­mo­ści. Nie ist­nie­je żad­ne „jak to jest być” zombie-Dave’em, bowiem, jak mówi Chal­mers, „w środ­ku [jego umy­słu] jest ciem­no”. Sko­ro zaś być świa­do­mym to – zda­niem fizy­ka­li­sty – po pro­stu być w pew­nych sta­nach fizycz­nych, nie moż­na znaj­do­wać się w tych sta­nach nie będąc zara­zem świa­do­mym. Ści­śle mówiąc, nie może ist­nieć taka isto­ta jak zom­bie-Dave, któ­ry jest w odpo­wied­nich sta­nach fizycz­nych, ale nie jest świa­do­my. Jeśli natych­miast cię to nie prze­ko­nu­je, przy­po­mnij sobie poda­ny przez Nage­la przy­kład bły­ska­wi­cy. Bły­ska­wi­ca jest zja­wi­skiem fizycz­nym: to po pro­stu rodzaj wyła­do­wa­nia elek­trycz­ne­go. Z tego wzglę­du wyła­do­wa­nie elek­trycz­ne nie może wystą­pić bez bły­ska­wi­cy: nie mamy tu do czy­nie­nia z dwo­ma róż­ny­mi zja­wi­ska­mi – wyła­do­wa­niem elek­trycz­nym i bły­ska­wi­cą – z któ­rych jed­no może wystą­pić bez dru­gie­go, lecz z jed­nym zja­wi­skiem o dwóch róż­nych nazwach.

To pierw­szy krok w argu­men­ta­cji Chal­mer­sa: jeśli fizy­ka­lizm jest praw­dzi­wy, zom­bie-Dave nie mógł­by ist­nieć, bez wzglę­du na to, jaki jest świat. Dru­gim kro­kiem w argu­men­ta­cji jest uzna­nie, że zom­bie-Dave jest (jasno i wyraź­nie) wyobra­żal­ny. Nie moż­na sobie wyobra­zić, że łania jest sam­cem lub że dwa plus dwa rów­na się pięć. Moż­na jed­nak wyobra­zić sobie, że Clin­ton wygra­ła ostat­nie wybo­ry pre­zy­denc­kie, że nie­któ­re mono­cy­kle są wyso­kie na kilo­metr, a zom­bie-Dave istnieje.

Trze­ci i ostat­ni krok wyko­rzy­stu­je zasa­dę kar­te­zjań­ską, aby dowieść, że sko­ro zom­bie-Dave jest wyobra­żal­ny, mógł­by on ist­nieć. Tym­cza­sem zgod­nie z pierw­szym kro­kiem, jeśli świa­do­mość jest cał­ko­wi­cie fizycz­na, zom­bie-Dave nie mógł­by ist­nieć. A zatem świa­do­mość nie jest cał­ko­wi­cie fizycz­na, a dualizm jest prawdziwy.

To zale­d­wie szkic argu­men­tu Chal­mer­sa z moż­li­wo­ści ist­nie­nia zom­bie, odchu­dzo­ny o szcze­gó­ły tech­nicz­ne. Nawet jed­nak bez tych deta­li wyda­je się, że zasłu­gu­je on na poważ­ne potrak­to­wa­nie. Podob­nie jak w przy­pad­ku Jack­so­now­skie­go argu­men­tu z wie­dzy, ist­nie­je wie­le zarzu­tów, odpo­wie­dzi na zarzu­ty, zastrze­żeń do odpo­wie­dzi i tak dalej.

Mono­cykl o wyso­ko­ści kilo­me­tra – przy­kład same­go Chal­mer­sa – moż­na wyko­rzy­stać do sfor­mu­ło­wa­nia jed­ne­go z takich zarzu­tów. Kie­dy wyobra­żasz sobie tak wyso­ką kon­struk­cję, to czy widzisz ją jako zbu­do­wa­ną niczym praw­dzi­wy mono­cykl, z ramą wyko­na­ną ze sta­lo­wej rury i tak dalej? Jeśli tak, to czy taki pojazd nie zała­mał­by się pod wła­snym cię­ża­rem? A może wyobra­żasz sobie mono­cykl zbu­do­wa­ny z jakie­goś nie­ty­po­we­go sto­pu rodem z ksią­żek scien­ce-fic­tion albo gra­wi­ta­cję, któ­ra dzia­ła ina­czej? Zasa­da kar­te­zjań­ska jest bez dwóch zdań bar­dziej dys­ku­syj­na niż mogło­by się począt­ko­wo wyda­wać. Dla­te­go nie­któ­rzy uwa­ża­ją, że po bliż­szym zba­da­niu oka­zu­je się ona fał­szy­wa: może­my wyobra­zić sobie mono­cykl o wyso­ko­ści ponad kilo­me­tra, podob­ny do zwy­kłe­go mono­cy­kla, ale tego, co sobie wyobra­ża­my, nie spo­sób skon­stru­ować. Inni twier­dzą, że tak napraw­dę nie może­my sobie wyobra­zić (a przy­naj­mniej nie jasno i wyraź­nie) zwy­czaj­ne­go, lecz wyso­kie­go na kilo­metr mono­cy­klu. A jeśli tak, to skąd bie­rze się nasza pew­ność, że może­my jasno i wyraź­nie wyobra­zić sobie zombie-Dave’a?

Świadomość – trudny czy łatwy problem?

Filo­zo­fo­wie spie­ra­ją się o to, czy argu­ment z wie­dzy Jack­so­na lub argu­ment z moż­li­wo­ści ist­nie­nia zom­bie Chal­mer­sa uda­rem­nia nadzie­je fizy­ka­li­stów. Zga­dza­ją się nato­miast co do tego, że Nagel i inni wska­za­li wyjąt­ko­wo głę­bo­ki i trud­ny pro­blem, nazy­wa­ny przez Chal­mer­sa „trud­nym pro­ble­mem świa­do­mo­ści”. Zda­niem psy­cho­lo­ga Ste­ve­na Pin­ke­ra, ów pro­blem jest „prze­mil­cza­nym sekre­tem współ­cze­snej nauki”. Ale ten domi­nu­ją­cy pogląd moż­na kwestionować.

Nagel twier­dził, że w świe­tle naszej obec­nej nie­wie­dzy nie rozu­mie­my, jak może być praw­dą, że subiek­tyw­ny cha­rak­ter doświad­cze­nia jest cał­ko­wi­cie fizycz­ny. Zna­czą­ce jest to, że Nagel nie widział potrze­by wcho­dze­nia w szcze­gó­ły empi­rycz­ne, aby poka­zać nie­ade­kwat­ność prób zre­du­ko­wa­nia świa­do­mo­ści do tego, co fizycz­ne. To powin­no dzi­wić. Jak gło­si zna­ny mit, Hegel pró­bo­wał rze­ko­mo podać aprio­rycz­ny dowód na ist­nie­nie tyl­ko sied­miu pla­net. Oczy­wi­ście taki dowód był­by nie­do­rzecz­ny. Astro­no­mii nie moż­na upra­wiać z fote­la –dla­cze­go zatem z nauką o świa­do­mo­ści mia­ło­by być inaczej?

Hegel pró­bo­wał rze­ko­mo podać aprio­rycz­ny dowód na ist­nie­nie tyl­ko sied­miu pla­net. Oczy­wi­ście taki dowód był­by nie­do­rzecz­ny. Astro­no­mii nie moż­na upra­wiać z fote­la –dla­cze­go zatem z nauką o świa­do­mo­ści mia­ło­by być inaczej?

Odpo­wiedź, któ­rej moż­na udzie­lić w imie­niu Nage­la, jest nastę­pu­ją­ca: bada­nie pla­net wyma­ga tele­sko­pów, nato­miast aby znać nasze świa­do­me doświad­cze­nia nie potrze­bu­je­my spe­cjal­ne­go sprzę­tu. Swo­je doświad­cze­nia pomi­do­ra moż­na badać z fote­la, po pro­stu kon­cen­tru­jąc na nim swo­ją uwa­gę. Kie­ru­jąc „oko umy­słu” na sie­bie same­go, moż­na stwier­dzić, że doświad­cze­nie ma subiek­tyw­ną natu­rę, któ­ra wyda­je się nie­moż­li­wa do pogo­dze­nia z obiek­tyw­ną natu­rą ukła­du neuronów.

Jed­nak zało­że­nie, że sie­dząc w fote­lu mamy dostęp do wła­snych doświad­czeń może być błęd­ne. Anto­ine Arnauld, teo­log i filo­zof żyją­cy w cza­sach Kar­te­zju­sza, sprze­ci­wiał się jego argu­men­to­wi za duali­zmem, ponie­waż zakła­da on, że ​​mamy peł­ny dostęp do natu­ry umy­słu. Być może, mówi Arnauld, dys­po­nu­je­my wyłącz­nie czę­ścio­wym dostę­pem: to praw­da, że umysł nie wyda­je się fizycz­ny, ale ten aspekt jego natu­ry może być przed nami ukry­ty. Nie­któ­rzy filo­zo­fo­wie uwa­ża­ją, że zarzut Arnaul­da da się wzmoc­nić: skon­cen­tro­wa­nie uwa­gi na wła­snym doświad­cze­niu nie ujaw­nia nawet czę­ści jego natu­ry. Jest tak, ponie­waż nie ma cze­goś takie­go jak „kon­cen­tro­wa­nie uwa­gi na wła­snym doświad­cze­niu”. W wymow­nym frag­men­cie Nagel zasta­na­wia się, czy jest sens, by „pytać, jakie napraw­dę są moje doświad­cze­nia, w prze­ci­wień­stwie do tego, jakie mi się wydają”.

Doświad­cze­nia wca­le się nam nie przed­sta­wia­ją, przy­naj­mniej na pierw­szy rzut oka. Kie­dy ktoś widzi pomi­do­ra, to pomi­dor, a nie czy­jeś doświad­cze­nie widze­nia pomi­do­ra, wyda­je się czer­wo­ny. Pró­ba sku­pie­nia uwa­gi na wła­snym doświad­cze­niu widze­nia pomi­do­ra koń­czy się nie­po­wo­dze­niem – osta­tecz­nie kon­cen­tru­je­my się na pomi­do­rze. Z tej per­spek­ty­wy poda­ny przez Nage­la model nauko­wej reduk­cji jest błęd­ny: twier­dze­nie, że reduk­cja bły­ska­wi­cy do wyła­do­wań elek­trycz­nych pomi­ja nasze doświad­cze­nie widze­nia bły­ska­wi­cy oka­zu­je się zwod­ni­cze – doświad­cze­nie to od same­go począt­ku nie było przed­mio­tem badań. Jeśli reduk­cja coś pomi­ja, to raczej są to wła­ści­wo­ści bły­ska­wi­cy, wykry­wa­ne za pomo­cą wła­ści­we­go nam apa­ra­tu per­cep­cyj­ne­go, któ­rych inne stwo­rze­nia nie dostrze­ga­ją. Bra­ku­ją­ce ele­men­ty nie są wła­sno­ścia­mi doświad­cze­nia (jego „subiek­tyw­nym cha­rak­te­rem”), lecz kolo­rem i dźwię­kiem bły­ska­wi­cy – czy­li wła­sno­ścia­mi, któ­rych Mar­sja­nie, jak twier­dzi­my, nie postrzegają.

Aby łatwiej to zro­zu­mieć, posłuż­my się przy­kła­dem nie­to­pe­rza. Twier­dze­nie, że nie wie­my, jak wyglą­da­ją jego doświad­cze­nia wpro­wa­dza w błąd (tak napraw­dę nie wie­my rów­nież, jak wyglą­da­ją nasze wła­sne doświad­cze­nia). Nale­ży raczej powie­dzieć, że nie zna­my śro­do­wi­ska nie­to­pe­rza. Nie­to­perz dostrze­ga cechy owa­dów i prze­szko­dy, któ­rych my nie widzi­my, a pro­blem, któ­ry Nagel ujrzał, ale błęd­nie opi­sał, pole­ga na tym, że nie może­my wypra­co­wać kon­cep­cji tego, owe cechy są. Pro­blem ten jest – bądź nie jest – rze­czy­wi­sty i poważ­ny; tak czy ina­czej doty­czy on owa­dów i prze­szkód, a nie świadomości.

W swo­jej póź­niej­szej książ­ce Widok zni­kąd Nagel pisze, że „ist­nie­je nie­ustan­na poku­sa, aby prze­kształ­cić filo­zo­fię w coś mniej trud­ne­go i płyt­sze­go niż jest”. To praw­da. Ale wystę­pu­je rów­nież prze­ciw­na poku­sa, aby doszu­ki­wać się głę­bo­kich pro­ble­mów filo­zo­ficz­nych tam, gdzie ich nie ma. Jak pod­kre­ślał Ludwig Wit­t­gen­ste­in, takie filo­zo­ficz­ne złu­dze­nia są czę­sto wytwa­rza­ne przez pozor­nie bez­dy­sku­syj­ny, ale błęd­ny obraz bada­ne­go zja­wi­ska, takie­go jak doświad­cze­nie, moral­ność, wol­na wola lub jaźń, by wymie­nić tyl­ko naj­waż­niej­sze przy­kła­dy. Może się jesz­cze oka­zać, że trud­ny pro­blem świa­do­mo­ści nie jest wca­le taki trudny.

Z języ­ka angiel­skie­go przełożyli: 
Maciej Gry­glas, Moni­ka Lenartowicz, 
Ewe­li­na Paw­lak, Moni­ka Pietrzak
Prze­kład przej­rzał i poprawił: 
Jacek Jaroc­ki

Alex Byr­ne, What Mind–Body Pro­blem? Under­stan­ding Con­scio­usness May be Easier than We Tho­ught, „Boston Review” 31 (3), 2006, s. 27–30. Prze­kład za zgo­dą Autora.


Alex Byr­ne – Pro­fe­sor filo­zo­fii na MIT, współ­re­dak­tor anto­lo­gii Readings on Color (1997), Disjunc­ti­vism (2008) oraz The Nor­ton Intro­duc­tion to Phi­lo­so­phy (2015). Pro­wa­dzi kurs inter­ne­to­wy Phi­lo­so­phy: Minds and Machi­nes na plat­for­mie edX. Stro­na inter­ne­to­wa > tutaj.

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy