Filozofia umysłu

Alex Byrne: Problem umysł–ciało? Jaki problem?

Jak wiadomo, Kartezjusz przyjmował cokolwiek skrajny pogląd, zgodnie z którym zwierzęta to całkowicie pozbawione rozumu maszyny. Karaluchy nie posiadają zapewne rozwiniętego życia umysłowego – o ile w ogóle je mają – ale mało kto twierdzi, że to samo tyczy się małp, kotów czy psów. Badaniem życia psychicznego i społecznego zwierząt innych niż ludzie zajmuje się leżąca na styku biologii i psychologii dyscyplina nazywana etologią kognitywną. Umysły – podobnie jak pogoda, trawienie, fotosynteza i zlodowacenie – w jakiś sposób wyłaniają się z materii. Mimo że wciąż słabo rozumiemy niektóre zjawiska czysto fizyczne – ponoć nie rozstrzygnięto jeszcze, dlaczego lód jest śliski – to związek umysłu z materią uważany jest za szczególnie tajemniczy. Dlaczego?

Down­load (PDF, 2.36MB)


Filo­zof Thomas Nagel w znanym artykule z roku 1974, Jak to jest być nietop­erzem?, uznał, że wszys­tkiemu win­na jest świado­mość. „Gdy­by nie ist­ni­ała świado­mość, prob­lem sto­sunku umysłu do ciała był­by mniej intere­su­ją­cy. Ze świado­moś­cią wyda­je się bez­nadziejny”. Od tamtej pory prob­lem świado­moś­ci spędza filo­zo­fom sen z powiek. Gdy w roku 1990 Daniel Den­nett opub­likował książkę pod optymisty­cznym tytułem Świado­mość wyjaśniona, naty­ch­mi­ast pojaw­iły się opinie, że nie dotknął on nawet prob­le­mu świado­moś­ci. Nim jed­nak prze­jdziemy do dyskusji nad świado­moś­cią, zaczni­jmy od pozornie łatwiejszej częś­ci prob­le­mu umysł–ciało.

Wiele stanów psy­chicznych – zwłaszcza myśli i przeko­na­nia – doty­czy innych rzeczy lub je reprezen­tu­je. We współczes­nej ter­mi­nologii, odziedz­ic­zonej po dziewięt­nas­towiecznym niemieckim psy­cho­logu i filo­zofie, Franzu Brentanie, myśli i przeko­na­nia mają „intencjon­al­ność”. Kiedy na przykład myślisz, że w Bostonie właśnie pada, two­ja myśl doty­czy Bostonu lub go reprezen­tu­je. Co więcej, nie reprezen­tu­je ona po pros­tu Bostonu, lecz dom­nie­many stan rzeczy: ten mianowicie, że wys­tępu­ją w nim określone warun­ki pogodowe. Jeśli Boston nie jest w takim stanie – to znaczy jeśli nie pada – to two­ja myśl reprezen­tu­je Boston niepoprawnie (a więc jest fałszy­wa). Jeśli nato­mi­ast w Bostonie pada, two­ja myśl reprezen­tu­je Boston poprawnie (jest prawdzi­wa). Fak­tem oczy­wistym, ale wartym pod­kreśle­nia jest to, że nie trze­ba być w Bostonie, żeby o nim myśleć. Nawet ktoś, kto zna­j­du­je się w odległym o tysiące kilo­metrów Bom­ba­ju i kto nie był w Bostonie, nie może go zobaczyć, ani prze­jść się jego uli­ca­mi, jest w stanie pomyśleć, że w Bostonie pada deszcz. Co więcej, moż­na myśleć o rzeczach, które obec­nie nie ist­nieją, jak na przykład o tym, że Sokrates zmarł po wyp­i­ciu cyku­ty. Jed­nak najbardziej zaskaku­jące jest to, że moż­na nawet myśleć o rzeczach, które nigdy nie ist­ni­ały, takich jak cen­tau­ry czy zając wielka­noc­ny.

Choć wyjaśnie­nie, dlaczego lód jest ślis­ki, może nas­tręczać prob­lemów, nikt nie uważa, że dowodzi to, iż lód nie jest całkowicie fizy­czny. Intencjon­al­ność stanowi jed­nak trud­niejsze wyzwanie dla fizykalisty­cznego obrazu świa­ta. Jeśli moż­na podać fizy­czne wyjaśnie­nie, dlaczego myślisz o Bostonie i przed­staw­iasz sobie to mias­to w deszczu, przy­puszczal­nie doty­czy ono fak­tów na tem­at mózgu. Jak to jed­nak możli­we, że zbiór neu­ronów, bez wzglę­du na jego złożoność, spraw­ia, iż myślisz o Bostonie? Dlaczego niek­tóre układy materii są myśla­mi o rzeczach, a inne nie?
Mimo iż pytanie to jest bard­zo trudne, prze­waża umi­arkowany optymizm. Wielu filo­zofów uważa, że ​​intencjon­al­ność moż­na wyjaśnić fizy­cznie, mimo iż wciąż nie znamy wielu szczegółów. Aby zrozu­mieć, dlaczego optymizm ten może być zasad­ny, rozważmy sło­je drze­wa, które reprezen­tu­ją jego wiek: jeśli drze­wo ma pięćdziesiąt pierś­cieni, oznacza to, że liczy ono tyleż lat. Ten rodzaj nat­u­ral­nej reprezen­tacji jest jas­ny: każdego roku drze­wo zysku­je kole­jny słój. Niek­tórzy filo­zo­fowie uważa­ją, że jest to sug­esty­wny – aczkol­wiek uproszc­zony – mod­el tego, jak reprezen­tac­ja może wyłonić się z fizy­cznego sub­stratu. W ostat­nich lat­ach idea ta stała się pod­stawą do sfor­mułowa­nia wyrafi­nowanych filo­zoficznych teorii intencjon­al­noś­ci. Gdy­by nie ist­ni­ała intencjon­al­ność, prob­lem umysł–ciało był­by o wiele mniej intere­su­ją­cy. Z intencjon­al­noś­cią przy­na­jm­niej nie wyda­je się bez­nadziejny. Dlaczego świado­mość wszys­tko kom­p­liku­je?

Nietoperze Nagela

To świado­mość czyni ze sto­sunku umysłu do ciała coś, z czym naprawdę trud­no się upo­rać”, ozna­jmia posęp­nie Nagel na początku Jak to jest być nietop­erzem? Poję­cie świado­moś­ci, o które tu chodzi (znane również jako „świadome doświad­cze­nie” lub po pros­tu „doświad­cze­nie”) daje się najlepiej wyjaśnić za pomocą przykładów. Gdy w pełni przy­tom­na oso­ba zahacza o coś stopą, pociera pal­ca­mi o tarkę do sera, próbu­je wina lub słucha czegoś na tele­fonie, ma świadome doświad­cze­nie pewnego rodza­ju. W sfor­mułowa­niu, które dzię­ki Nagelowi na trwałe weszło do słown­i­ka filo­zoficznego, wys­tępu­je coś takiego, jak „jak to jest” zahaczyć o coś stopą czy spróbować wina. Różni­ca między tymi doświad­czeni­a­mi jest oczy­wista: jak to jest zahaczyć o coś stopą bard­zo różni się od tego, jak to jest próbować wino. Nagel wyraża to w stwierdze­niu, że doświad­czenia te mają swój włas­ny, niepow­tarzal­ny „charak­ter subiek­ty­wny”. I to właśnie ów charak­ter powodu­je, jego zdaniem, że ​​prob­lem umysł–ciało jest wyjątkowo zaw­iły. Dla zilus­trowa­nia tej tezy w tym momen­cie nad­latu­ją nietop­erze (wybrane, naw­iasem mówiąc, ze wzglę­du na ich częste wiz­y­ty w domu Nagela).

Aby łapać owady i unikać przeszkód, więk­szość nietop­erzy uży­wa jakiegoś rodza­ju echolokacji, dzi­ała­jącej na tej samej zasadzie, co sonar. Echolokację u nietop­erzy odkrył w lat­ach 40. ubiegłego wieku Don­ald Grif­fin – jeden z twór­ców etologii kog­ni­ty­wnej – który w serii słyn­nych ekspery­men­tów zatykał nietop­er­zom uszy zaty­czka­mi. Tak się złożyło, że w lat­ach 70. ​​Grif­fin i Nagel przez krót­ki czas pra­cow­ali razem na Uni­w­er­syte­cie Rock­e­fellera; Nagel przekon­ał Grif­fi­na, by poważnie potrak­tował świado­mość zwierząt.

Aby łapać owady i unikać przeszkód, więk­szość nietop­erzy uży­wa jakiegoś rodza­ju echolokacji, dzi­ała­jącej na tej samej zasadzie, co sonar. Na zdję­ciu Robert Galam­bos, biolog z Uni­w­er­syte­tu Har­var­da, który wspołnie z Don­al­dem Griffinem prowadz­ił w lat­ach 40. ubiegłego wieku pio­nier­skie bada­nia nad echolokacją u nietop­erzy.

Nagel nie bez powodu zakła­da, że ​​nietop­erze mają świadome doświad­czenia. Biorąc pod uwagę ich wyjątkowy aparat per­cep­cyjny, ich przeży­cia są przy­puszczal­nie całkowicie różne od naszych. Doświad­czenia ludzi i nietop­erzy mają zatem inny subiek­ty­wny charak­ter. Czym jest ów subiek­ty­wny charak­ter doświad­czenia nietop­erza? Inny­mi słowy: jak to jest być nietop­erzem i mieć takie doświad­czenia jak on?

Zdaniem Nagela, „na nic się nie zda wyobrażanie sobie, że ma się błony u rąk pozwala­jące latać o zmierzchu i świtem, łapiąc w usta owady […] i że spędza się dzień zwisając głową w dół, stopa­mi uczepi­wszy się bel­ki pod­dasza”. Dzię­ki temu mógłbyś się dowiedzieć, jak by to było, gdy­byś zachowywał się jak nietop­erz, nie zaś, jak to jest nim być. Według Nagela kwes­t­ia ta jest nierozstrzy­gal­na: nigdy nie dowiemy się, jak to jest być nietop­erzem. Ze wzglę­du na odmi­en­ność naszych doświad­czeń nie jesteśmy nawet w stanie sfor­mułować poprawnej hipotezy na ten tem­at. Dla porów­na­nia rozważmy następu­ją­cy przykład: nigdy nie poz­namy dokład­nej iloś­ci cyku­ty, którą wyp­ił Sokrates, ale bez wzglę­du na to, jaka by ona nie była, może­my przyjąć hipotezę, że Sokrates wyp­ił określoną jej ilość – na przykład 150 milil­itrów. Według Nagela prob­lem z przeży­ci­a­mi nietop­erzy jest trud­niejszy: nie umiemy nawet sfor­mułować właś­ci­wej hipotezy na tem­at tego, jak to jest mieć doświad­cze­nie nietop­erza.

Przykład ten jest wyjątkowo sug­esty­wny, ale stanowisko Nagela moż­na zilus­trować bez przekracza­nia bari­ery gatunkowej. On sam poda­je taki oto przykład: człowiek niewidomy od urodzenia nie może wiedzieć, jak to jest widzieć kolory, ponieważ nie może pojąć, czym jest doświad­cze­nie koloru. Załóżmy, że Nagel ma rację: fak­ty doty­czące subiek­ty­wnego charak­teru doświad­czeń są dostęp­ne tylko tym, którzy mają podob­ne doświad­czenia – tym, którzy przyj­mu­ją, jak mówi Nagel, „podob­ny punkt widzenia”. Nie prowadzi to jed­nak na razie do żad­nej pesymisty­cznej kon­kluzji na tem­at prob­le­mu umysł–ciało. Nawet jeśli wytłu­macze­nie subiek­ty­wnego charak­teru doświad­czenia nietop­erza przekracza nasze możli­woś­ci, nie może­my bowiem pojąć zjawiska, które chce­my wyjaśnić, nie znaczy to jeszcze, że nie da się podać fizy­cznego wyjaśnienia subiek­ty­wnego charak­teru naszego doświad­czenia.

W ten sposób dochodz­imy do drugiej częś­ci argu­men­tacji Nagela. W jego oce­nie nau­ki fizy­czne oraz – szerzej – przy­rod­nicze dążą do obiek­ty­wnego zrozu­mienia zjawisk, które wykracza poza indy­wid­u­alne punk­ty widzenia. Rozważmy mete­o­ro­log­iczne zjawisko błyskaw­icy, które wywołu­je w nas określone skut­ki, mianowicie doświad­czenia wzrokowe o określonym charak­terze subiek­ty­wnym. Choć możli­we, że Mars­janie będą mieli doświad­czenia o zupełnie innym charak­terze subiek­ty­wnym, nie zmienia to fak­tu, że obiek­ty­w­na natu­ra błyskaw­icy – to, że jest ona wyład­owaniem elek­trycznym – jest równie dostęp­na dla uczonych na Zie­mi, jak i na Mar­sie, właśnie dlat­ego, że bada­nia naukowe doty­czące błyskaw­ic pomi­ja­ją doświad­czenia właś­ci­we tylko ludziom lub tylko Mars­janom. Jak stwierdza Nagel, opisu­je­my błyskaw­icę „nie w kat­e­go­ri­ach wraże­nia, jakie wywołu­je w naszych zmysłach, ale w kat­e­go­ri­ach bardziej ogól­nych skutków i włas­noś­ci wykry­wal­nych za pomocą innych środ­ków niż ludzkie zmysły”.

Łat­wo się domyślić, dokąd to wszys­tko zmierza. W przy­pad­ku błyskaw­icy lub jakiegokol­wiek innego zjawiska ujmowanego przez nau­ki fizy­czne, może­my badać jego obiek­ty­wną naturę z pominię­ciem subiek­ty­wnego charak­teru doświad­czeń, które zjawiska te wywołu­ją. Odkry­wa­jąc naturę błyskaw­icy ignoru­je­my „to, jak rzeczy nam się jaw­ią” (doz­na­nia zmysłowe wywoły­wane przez błyskaw­icę) i kon­cen­tru­je­my się na „rzeczy­wis­toś­ci” (obiek­ty­wnej naturze błyskaw­icy). Jest to możli­we, ponieważ błyskaw­ica to jed­no (zjawisko atmos­fer­yczne), a doświad­czenia błyskaw­ic to coś zupełnie innego (zjawiska umysłu i mózgu). Nie pomi­jamy niczego ważnego na tem­at błyskaw­icy jako zjawiska atmos­fer­ycznego, jeśli ignoru­je­my powodowane przez nią doświad­czenia.
Gdy jed­nak próbu­je­my zas­tosować ten mod­el do samego doświad­czenia, napo­tykamy oczy­wistą trud­ność, bowiem – jak zauważa Nagel – „nie pasu­je ono do wzor­ca”. „Idea prze­chodzenia od zjawiska do rzeczy­wis­toś­ci nie ma tu, jak się wyda­je, sen­su”. Przy­puśćmy, że próbu­je­my sprowadz­ić doświad­cze­nie do obiek­ty­wnego zjawiska, na przykład akty­wnoś­ci neu­ronal­nej pewnego rodza­ju, podob­nie jak reduku­je­my błyskaw­icę do wyład­owa­nia elek­trycznego. Odkrycie, że błyskaw­ica to nic innego jak wyład­owanie elek­tryczne, możli­we jest tylko dlat­ego, że wywołany przez nie subiek­ty­wny charak­ter doświad­czeń nie jest częś­cią zjawiska, które chce­my zre­dukować. Obiek­ty­wne metody nauk fizy­cznych wyma­ga­ją zatem, abyśmy pomi­jali subiek­ty­wną naturę doświad­czeń człowieka. Bard­zo trud­no zrozu­mieć, jak doświad­cze­nie może być wyłącznie jakąś akty­wnoś­cią neu­ronal­ną, której natu­ra jest całkowicie obiek­ty­w­na.

Moż­na by się spodziewać, że Nagel dojdzie do wniosku, iż sko­ro doświad­czenia wymyka­ją się obiek­ty­wne­mu bada­niu, to nie są fizy­czne. Co jed­nak ciekawe, nie posuwa się on tak daleko; jak pisze, „było­by to błę­dem”. Prze­ci­wnie: twierdze­nie, że doświad­czenia są całkowicie fizy­czne „jest stanowiskiem, którego nie może­my zrozu­mieć, jak dotąd bowiem nie poj­mu­je­my w ogóle, jak mogło­by ono być prawdzi­we”.

Epifenomenalne qualia Jacksona

Dom­nie­many morał z lek­tu­ry Jak to jest być nietop­erzem? brz­mi, że nie mamy poję­cia, jak wyjaśnić świado­mość w języku fizy­ki. Osiem lat po pub­likacji tego tek­stu pojaw­ił się kole­jny przeło­mowy artykuł, Epifenom­e­nalne qualia, napisany przez Fran­ka Jack­sona, który broni jeszcze śmiel­szej tezy. („Qualia” to po pros­tu inny ter­min na określe­nie „charak­teru subiek­ty­wnego” w znacze­niu Nagela; nazwę „epifenom­e­nal­izm” wyjaśnię za chwilę). Jack­son argu­men­tu­je, że świado­mość nie jest zjawiskiem fizy­cznym. Fizykalizm czy mate­ri­al­izm, czyli (mówiąc z grub­sza) stanowisko, że wszys­tko jest całkowicie fizy­czne, jest po pros­tu fałszy­wy.

Argu­ment z wiedzy” prze­ci­wko fizykaliz­mowi, którego uży­wa Jack­son, jest rozbra­ja­ją­co prosty. Wyobraź sobie, że Maria jest niezwyk­le utal­en­towaną stu­den­tką, żyjącą w czarno-białym poko­ju i nigdy nie widzi­ała kolorów chro­maty­cznych, takich jak czer­wony i zielony. W poko­ju tym za pośred­nictwem czarno-białego telewiz­o­ra naby­wa całą wiedzę na tem­at pro­cesów widzenia. W końcu wiedza Marii jest kom­plet­na: wie wszys­tko na tem­at pro­cesów fizy­cznych bieg­ną­cych od dojrza­łych pomi­dorów do ścieżek wzrokowych w mózgu. Załóżmy, że fizykalizm jest prawdzi­wy i że (wzrokowe) doświad­czenia są całkowicie fizy­czne. Sko­ro Maria wie wszys­tko o fizy­cznej struk­turze tych doświad­czeń, powin­na tym samym wiedzieć wszys­tko na ich tem­at. Jed­nak, jak wskazu­je Jack­son, tak z pewnoś­cią nie jest. Wyobraź sobie, że Maria wychodzi ze swo­jego poko­ju i po raz pier­wszy widzi dojrza­łego pomi­do­ra. W tej sytu­acji nie wzruszy lekce­ważą­co ramion­a­mi mrucząc „mhm”, lecz raczej westch­nie ze zdu­mienia. Maria dowie się czegoś na tem­at doświad­cza­nia koloru czer­wonego, czego nie mogła się dowiedzieć prze­by­wa­jąc w czarno-białym poko­ju. Nauczy się – mówiąc językiem Nagela – że owe doświad­czenia posi­ada­ją pewien subiek­ty­wny charak­ter. A zatem fizykalizm jest fałszy­wy. (Maria jest jed­ną z bardziej zapada­ją­cych w pamięć fik­cyjnych postaci filo­zoficznych, nic więc dzi­wnego że zyskała sławę lit­er­acką, sta­jąc się jed­ną z głównych bohaterek powieś­ci Davi­da Lodge’a Myśląc…, która ukaza­ła się w roku 2001).

Pod­czas gdy artykuł Nagela akcen­tu­je głęboką tajem­nic­zość tego, w jaki sposób świado­mość jest po pros­tu fizy­czną akty­wnoś­cią mózgu, tekst Epifenom­e­nalne qualia jest całkowicie odar­ty z tajem­ni­cy. Jak pod­kreśla Jack­son, zagad­ka nie jest aż tak skom­p­likowana: nie może­my zrozu­mieć, dlaczego fizykalizm jest prawdzi­wy, ponieważ nie jest on prawdzi­wy. Traw­ie­nie, zlodowace­nie czy foto­syn­teza są całkowicie fizy­czne i moż­na żywić nadzieję, że ostate­cznie każde zjawisko zostanie wyjaśnione przez nau­ki fizy­czne. Nieste­ty, argu­ment z wiedzy udarem­nia tę nadzieję. Pokazu­je on, że czys­to fizy­cz­na teo­ria wszechświa­ta jest niekom­plet­na: aby wyjaśnić wszys­tko, musimy uwzględ­nić niefizy­czne jakoś­ci, czyli qualia.

Mógłbyś pomyśleć, że w ten sposób fizykalizm upa­da. Ale nie tak szy­bko: przyję­cie wniosku argu­men­tu z wiedzy zmusza cię do zaję­cia niewygod­nego stanowiska syg­nal­i­zowanego przez zawarte w tytule pra­cy Jack­sona słowo „epifenom­e­nal­izm”. Epifenom­e­nal­izm to pogląd, zgod­nie z którym to, co umysłowe nigdy nie odd­zi­ału­je przy­czynowo na to, co fizy­czne. Posługu­jąc się analogią zacz­erp­niętą z prac Willia­ma Jame­sa, epifenom­e­nal­ista uważa, że zjawiska umysłowe przy­pom­i­na­ją cie­nie – są wyt­wora­mi przed­miotów mate­ri­al­nych, takich jak gałęzie i kamie­nie, i im towarzyszą, ale same w sobie nie odgry­wa­ją żad­nej roli w wyjaśnie­niu, dlaczego te pier­wsze się łamią, a te drugie spada­ją. Stąd właśnie wziął się tytuł tek­stu Jack­sona: przyj­mu­je on, że argu­ment z wiedzy nie tylko dowodzi, iż subiek­ty­wny charak­ter doświad­czenia jest niefizy­czny, ale również – że jest epifenom­e­nal­ny.

Przy­puśćmy, że ktoś macha ręką. Co powodu­je ten ruch? Odpowiedz­ią jest praw­dopodob­nie bard­zo skom­p­likowana opowieść o akty­wnoś­ci neu­ronów zna­j­du­ją­cych się w pier­wot­nej korze ruchowej, przekazy­wa­niu impul­sów do rdzenia krę­gowego i skur­czu włókien mięśniowych w dłoni. Co ważne, w powyższym wyjaśnie­niu mowa tylko o tym, co fizy­czne – nie potrze­bu­je­my niczego niefizy­cznego, posi­ada­jącego charak­ter subiek­ty­wny, aby poruszyć ręką. Przy­puśćmy ter­az, że pod­miot otrzy­mu­je polece­nie: „pomachaj ręką, jeśli masz doświad­cze­nie o charak­terze subiek­ty­wnym, towarzyszą­cym doświad­cza­niu czer­wonych rzeczy”. Pokazu­je­my mu dojrza­ły pomi­dor, on zaś macha ręką. To, że doświad­cze­nie ma unikalny (niefizy­czny) charak­ter subiek­ty­wny, nie tłu­maczy ruchu ręki: pełne wyjaśnie­nie obe­j­mu­je fak­ty fizy­czne, takie jak akty­wność pier­wot­nej kory ruchowej. By to unaocznić, wyobraźmy sobie, że owym pod­miotem doświad­czenia jest Maria. Kiedy opuszcza ona pokój, jest tak zaskoc­zona, że otwiera usta ze zdu­mienia. Moż­na by pomyśleć, że otwar­cie ust Marii wyni­ka z fak­tu, iż ma ona doświad­cze­nie o pewnym charak­terze subiek­ty­wnym. Paradok­sal­nie, Jack­son sugeru­je, że to pozornie oczy­wiste stwierdze­nie jest błędne. Choć ist­nieją niefizy­czne qualia, o których Maria dowiadu­je się po opuszcze­niu poko­ju, nie wyjaś­ni­a­ją one zachodzenia jakichkol­wiek zdarzeń fizy­cznych.

Argu­ment z wiedzy wywołał law­inę odpowiedzi. Co zaskaku­jące, biorąc pod uwagę pozorną pros­totę argu­men­tu z wiedzy, ist­nieje, przy­na­jm­niej sześć sposobów na odpar­cie argu­men­tu Jack­sona. Tego ostat­niego także nie urze­ka już syreni śpiew Marii: odrzu­ca on argu­ment z wiedzy, częś­ciowo dlat­ego, że epifenom­e­nal­izm jest nie do przyję­cia.

Zombie Chalmersa

Argu­ment z wiedzy to zaled­wie początek kłopotów, przed jaki­mi sta­je fizykalista. W roku 1995 młody aus­tral­i­js­ki filo­zof David Chalmers opub­likował zmody­fikowaną wer­sję swo­jego dok­toratu, zaty­tułowaną Świadomy umysł. W tej prze­jrzyś­cie napisanej książce, ener­giczny, pełen zapału i nowych idei autor zebrał różne argu­men­ty anty­fizykalisty­czne, w tym argu­ment z wiedzy, by jed­noz­nacznie dowieść, że świado­mość – w prze­ci­wieńst­wie do zlodowace­nia, foto­syn­tezy i wszys­tkiego innego – nie jest zjawiskiem fizy­cznym. Typowy los mono­grafii filo­zoficznych pole­ga na tym, że butwieją one w bib­liotekach. Tym­cza­sem książ­ka Chalm­er­sa od razu stała się gorą­cym tem­atem kulu­arowych dyskusji na wydzi­ałach filo­zofii. Niebawem kulu­ary na całym świecie rozbrzmiewały tymi roz­mowa­mi, a Chalmers stał się jed­nym z najsłyn­niejszych żyją­cych filo­zofów. (W żad­nym razie nie był aż tak sławny jak Dalaj Lama, ale w tym zawodzie ze wzrusze­niem przyj­mu­je­my wszelkie ozna­ki zain­tere­sowa­nia).

Ener­giczny, pełen zapału i nowych idei David Chalmers czy tylko zom­bie-Dave?

Chalmers określa swo­je stanowisko jako dual­izm nat­u­ral­isty­czny. Jest to dual­izm ponieważ Chalmers – tak jak Kartezjusz – uważa, że umysł nie jest fizy­czny czy mate­ri­al­ny. Podob­nie jak Jack­son w Epifenom­e­nal­nych quali­ach, Chalmers utrzy­mu­je, że subiek­ty­wny charak­ter doświad­czenia to kłopotli­wa kwes­t­ia, z którą fizykaliś­ci bez powodzenia próbu­ją się upo­rać. Kartezjusz uważał, że zjawiska psy­chicznie nie są epifenom­e­nalne. Chalmers zgadza się jed­nak z pier­wot­nym poglą­dem Jack­sona, że nic, co umysłowe, nie może wyjaś­ni­ać czegokol­wiek fizy­cznego, zaś jeden z najis­tot­niejszych rozdzi­ałów Świadomego umysłu poświę­cony jest dzi­wacznym kon­sek­wencjom epifenom­e­nal­iz­mu.

Stanowisko Chalm­er­sa jest „nat­u­ral­isty­czne”, ponieważ nie jest ono w żaden sposób nien­aukowe. Chalmers porównu­je pogląd, że świado­mość jest fun­da­men­tal­nym budul­cem rzeczy­wis­toś­ci z dziewięt­nas­towieczną teorią elek­tro­mag­ne­tyz­mu Maxwella. Pos­tu­lowanie pól elek­trycznych i mag­ne­ty­cznych było konieczne, ponieważ ist­niejące teorie fizy­czne nie potrafiły wyjaś­ni­ać zjawisk elek­tro­mag­ne­ty­cznych. W połącze­niu tym nie ma oczy­wiś­cie nic nien­aukowego. Podob­nie, mówi Chalmers, jest z ideą, że nasze obec­ne (a nawet przyszłe) teorie fizy­czne są niekom­pletne i że „teo­ria wszys­tkiego” musi uwzględ­nić niefizy­czne skład­ni­ki rzeczy­wis­toś­ci.

Argu­ment z wiedzy nie jest najważniejszym punk­tem w wywodzie Chalm­er­sa na rzecz dual­iz­mu. Zami­ast tego opiera się on głównie na rozu­mowa­niu, które wywodzi się od Kartezjusza i które, jak pokazał filo­zof Saul Krip­ke (w swej klasy­cznej książce Nazy­wanie a konieczność) jest znacznie sil­niejsze niż wcześniej uważano. Jed­nym z głównych osiąg­nięć Chalm­er­sa było ubranie kartez­jańskiego argu­men­tu w szaty wyrafi­nowanej teorii seman­ty­cznej, wywodzącej się z logi­ki modal­nej i filo­zofii języ­ka, w celu sfor­mułowa­nia qua­si-dowodu na rzecz dual­iz­mu.

Pod­sta­wową ideę argu­men­tu kartez­jańskiego moż­na wyjaśnić bez wchodzenia w  szczegóły tech­niczne. W Medy­tac­jach o pier­wszej filo­zofii Kartezjusz dowodzi [zachodzenia] „real­nej różni­cy” między duszą i ciałem. Po pier­wsze, może on „jas­no i wyraźnie przed­staw­ić sobie”, że umysł i ciało są odd­zielne, a zatem może sobie wyobraz­ić, że różnią się one od siebie. Następ­nie twierdzi, że „to wystar­cza mi, iż mogę poj­mować jas­no i wyraźnie jed­ną rzecz bez drugiej na to, by mieć pewność, iż jed­na jest róż­na od drugiej, bo przy­na­jm­niej Bóg może je urzeczy­wist­nić odd­ziel­nie”. Zasa­da, do której odwołu­je się tutaj Kartezjusz, brz­mi mniej więcej tak: jeśli potrafisz (jas­no i wyraźnie) wyobraz­ić sobie pewną sytu­ację – na przykład ist­nie­nie bez ciała – to taka sytu­ac­ja może zachodz­ić. Ponieważ ta zasa­da ma kluc­zowe znacze­nie dla argu­men­tu, zatrzy­ma­jmy się na chwilę i rozważmy jej moc per­swazyjną.

Według Kartezjusza i Krip­kego może­my „jas­no i wyraźnie przed­staw­ić sobie”, że umysł i ciało są odd­zielne, a zatem muszą – a nie tylko mogą – one rzeczy­wiś­cie różnić się od siebie.

Spośród znanych nam fak­tów, niek­tóre doty­czą tego, co fak­ty­cznie zachodzi. Wiemy na przykład, że to Don­ald Trump, a nie Hilary Clin­ton, wygrał ostat­nie wybo­ry prezy­denck­ie w USA. Wiemy również, że dojrza­łe pomi­do­ry są czer­wone, że każdy mono­cykl ma mniej niż kilo­metr wysokoś­ci, że łanie są sami­ca­mi jeleni, a dwa plus dwa rów­na się cztery. Ale to nie wszys­tko: niek­tóre spośród znanych nam rzeczy doty­czą tego, co mogło­by się wydarzyć. Clin­ton nie wygrała, ale mogła­by. Pomi­do­ry są czer­wone, ale mogły­by być na przykład niebieskie. Mono­cyk­le są na ogół niewysok­ie, ale mogły­by być wysok­ie na kilo­metr.

Wiemy również, że pewne sytu­acje nie mogły­by zajść, bez wzglę­du na naturę świa­ta. Wszys­tkie łanie są sami­ca­mi jele­nia – w przy­rodzie nie może ist­nieć łania będą­ca sam­cem. Dwa plus dwa rów­na się cztery i nawet Par­tia nie może spraw­ić, by wynik wynosił pięć. W książce 1984 O’Brienowi uda­je się spraw­ić, by Win­ston Smith na chwilę uwierzył, że dwa plus dwa daje pięć. Jest to jed­nak wyłącznie zmi­ana aryt­mety­cznych przekon­ań Win­stona, a nie fak­tów matem­aty­cznych.

O wygranej Trumpa wiemy z gaze­ty, a o tym, że pomi­do­ry są czer­wone – na pod­staw­ie tego, jak je widz­imy. Skąd jed­nak wiemy, że Clin­ton mogła wygrać wybo­ry prezy­denck­ie i że pomi­do­ry mogły­by być niebieskie? Nie może­my przeczy­tać, że Clin­ton wygrała w nieist­niejącej, ale możli­wej kopii „The New York Times” ani zobaczyć nieist­niejącego, lecz co najwyżej możli­wego niebieskiego pomi­do­ra. Nasuwa to następu­jącą myśl: wiemy, że Clin­ton mogła wygrać, a pomi­do­ry mogły­by być niebieskie, ponieważ jesteśmy w stanie wyobraz­ić sobie („jas­no i wyraźnie”, jak ujął to Kartezjusz) te sytu­acje. Ana­log­icznie jest z niemożli­woś­cią: wiemy, że łanie nie mogły­by być sam­ca­mi, a dwa plus dwa nie rów­na się pięć, ponieważ nie może­my sobie wyobraz­ić łani jako sam­ca lub tego, że dwa plus dwa mogło­by dawać pięć.

Zasa­da kartez­jańs­ka wyda­je się zatem przekonu­ją­ca. Oto, w jaki sposób Chalmers – w ślad za filo­zoficzny­mi przod­ka­mi – wyko­rzys­tu­je ją prze­ci­wko fizykaliz­mowi. Weźmy świadomy pod­miot i nazwi­jmy go Dave. Niech zom­bie-Dave będzie doskon­ałą fizy­czną kopią Dave’a co do cząstecz­ki, całkowicie jed­nak pozbaw­ioną świado­moś­ci. Nie ist­nieje żadne „jak to jest być” zombie-Dave’em, bowiem, jak mówi Chalmers, „w środ­ku [jego umysłu] jest ciem­no”. Sko­ro zaś być świadomym to – zdaniem fizykalisty – po pros­tu być w pewnych stanach fizy­cznych, nie moż­na zna­j­dować się w tych stanach nie będąc zarazem świadomym. Ściśle mówiąc, nie może ist­nieć taka isto­ta jak zom­bie-Dave, który jest w odpowied­nich stanach fizy­cznych, ale nie jest świadomy. Jeśli naty­ch­mi­ast cię to nie przekonu­je, przy­pom­nij sobie podany przez Nagela przykład błyskaw­icy. Błyskaw­ica jest zjawiskiem fizy­cznym: to po pros­tu rodzaj wyład­owa­nia elek­trycznego. Z tego wzglę­du wyład­owanie elek­tryczne nie może wys­tąpić bez błyskaw­icy: nie mamy tu do czynienia z dwoma różny­mi zjawiska­mi – wyład­owaniem elek­trycznym i błyskaw­icą – z których jed­no może wys­tąpić bez drugiego, lecz z jed­nym zjawiskiem o dwóch różnych nazwach.

To pier­wszy krok w argu­men­tacji Chalm­er­sa: jeśli fizykalizm jest prawdzi­wy, zom­bie-Dave nie mógł­by ist­nieć, bez wzglę­du na to, jaki jest świat. Drugim krok­iem w argu­men­tacji jest uznanie, że zom­bie-Dave jest (jas­no i wyraźnie) wyobrażal­ny. Nie moż­na sobie wyobraz­ić, że łania jest sam­cem lub że dwa plus dwa rów­na się pięć. Moż­na jed­nak wyobraz­ić sobie, że Clin­ton wygrała ostat­nie wybo­ry prezy­denck­ie, że niek­tóre mono­cyk­le są wysok­ie na kilo­metr, a zom­bie-Dave ist­nieje.

Trze­ci i ostat­ni krok wyko­rzys­tu­je zasadę kartez­jańską, aby dowieść, że sko­ro zom­bie-Dave jest wyobrażal­ny, mógł­by on ist­nieć. Tym­cza­sem zgod­nie z pier­wszym krok­iem, jeśli świado­mość jest całkowicie fizy­cz­na, zom­bie-Dave nie mógł­by ist­nieć. A zatem świado­mość nie jest całkowicie fizy­cz­na, a dual­izm jest prawdzi­wy.

To zaled­wie szkic argu­men­tu Chalm­er­sa z możli­woś­ci ist­nienia zom­bie, odchud­zony o szczegóły tech­niczne. Nawet jed­nak bez tych detali wyda­je się, że zasługu­je on na poważne potrak­towanie. Podob­nie jak w przy­pad­ku Jack­sonowskiego argu­men­tu z wiedzy, ist­nieje wiele zarzutów, odpowiedzi na zarzu­ty, zas­trzeżeń do odpowiedzi i tak dalej.

Mono­cykl o wysokoś­ci kilo­me­tra – przykład samego Chalm­er­sa – moż­na wyko­rzys­tać do sfor­mułowa­nia jed­nego z takich zarzutów. Kiedy wyobrażasz sobie tak wysoką kon­strukcję, to czy widzisz ją jako zbu­dowaną niczym prawdzi­wy mono­cykl, z ramą wyko­naną ze stalowej rury i tak dalej? Jeśli tak, to czy taki pojazd nie zała­mał­by się pod włas­nym ciężarem? A może wyobrażasz sobie mono­cykl zbu­dowany z jakiegoś niety­powego stopu rodem z książek sci­ence-fic­tion albo graw­itację, która dzi­ała inaczej? Zasa­da kartez­jańs­ka jest bez dwóch zdań bardziej dyskusyj­na niż mogło­by się początkowo wydawać. Dlat­ego niek­tórzy uważa­ją, że po bliższym zbada­niu okazu­je się ona fałszy­wa: może­my wyobraz­ić sobie mono­cykl o wysokoś­ci pon­ad kilo­me­tra, podob­ny do zwykłego mono­cyk­la, ale tego, co sobie wyobrażamy, nie sposób skon­struować. Inni twierdzą, że tak naprawdę nie może­my sobie wyobraz­ić (a przy­na­jm­niej nie jas­no i wyraźnie) zwycza­jnego, lecz wysok­iego na kilo­metr mono­cyk­lu. A jeśli tak, to skąd bierze się nasza pewność, że może­my jas­no i wyraźnie wyobraz­ić sobie zombie-Dave’a?

Świadomość – trudny czy łatwy problem?

Filo­zo­fowie spier­a­ją się o to, czy argu­ment z wiedzy Jack­sona lub argu­ment z możli­woś­ci ist­nienia zom­bie Chalm­er­sa udarem­nia nadzieje fizykalistów. Zgadza­ją się nato­mi­ast co do tego, że Nagel i inni wskaza­li wyjątkowo głębo­ki i trud­ny prob­lem, nazy­wany przez Chalm­er­sa „trud­nym prob­le­mem świado­moś­ci”. Zdaniem psy­cholo­ga Steve­na Pinkera, ów prob­lem jest „przemil­czanym sekretem współczes­nej nau­ki”. Ale ten domin­u­ją­cy pogląd moż­na kwes­t­ionować.

Nagel twierdz­ił, że w świ­etle naszej obec­nej niewiedzy nie rozu­miemy, jak może być prawdą, że subiek­ty­wny charak­ter doświad­czenia jest całkowicie fizy­czny. Znaczące jest to, że Nagel nie widzi­ał potrze­by wchodzenia w szczegóły empiryczne, aby pokazać niead­ek­wat­ność prób zre­dukowa­nia świado­moś­ci do tego, co fizy­czne. To powin­no dzi­wić. Jak głosi znany mit, Hegel próbował rzeko­mo podać apri­o­ryczny dowód na ist­nie­nie tylko sied­miu plan­et. Oczy­wiś­cie taki dowód był­by niedorzeczny. Astronomii nie moż­na upraw­iać z fotela –dlaczego zatem z nauką o świado­moś­ci miało­by być inaczej?

Hegel próbował rzeko­mo podać apri­o­ryczny dowód na ist­nie­nie tylko sied­miu plan­et. Oczy­wiś­cie taki dowód był­by niedorzeczny. Astronomii nie moż­na upraw­iać z fotela –dlaczego zatem z nauką o świado­moś­ci miało­by być inaczej?

Odpowiedź, której moż­na udzielić w imie­niu Nagela, jest następu­ją­ca: badanie plan­et wyma­ga teleskopów, nato­mi­ast aby znać nasze świadome doświad­czenia nie potrze­bu­je­my spec­jal­nego sprzę­tu. Swo­je doświad­czenia pomi­do­ra moż­na badać z fotela, po pros­tu kon­cen­tru­jąc na nim swo­ją uwagę. Kieru­jąc „oko umysłu” na siebie samego, moż­na stwierdz­ić, że doświad­cze­nie ma subiek­ty­wną naturę, która wyda­je się niemożli­wa do pogodzenia z obiek­ty­wną naturą układu neu­ronów.

Jed­nak założe­nie, że siedząc w fotelu mamy dostęp do włas­nych doświad­czeń może być błędne. Antoine Arnauld, teolog i filo­zof żyją­cy w cza­sach Kartezjusza, sprze­ci­wiał się jego argu­men­towi za dual­izmem, ponieważ zakła­da on, że ​​mamy pełny dostęp do natu­ry umysłu. Być może, mówi Arnauld, dys­ponu­je­my wyłącznie częś­ciowym dostępem: to praw­da, że umysł nie wyda­je się fizy­czny, ale ten aspekt jego natu­ry może być przed nami ukry­ty. Niek­tórzy filo­zo­fowie uważa­ją, że zarzut Arnaul­da da się wzmoc­nić: skon­cen­trowanie uwa­gi na włas­nym doświad­cze­niu nie ujaw­nia nawet częś­ci jego natu­ry. Jest tak, ponieważ nie ma czegoś takiego jak „kon­cen­trowanie uwa­gi na włas­nym doświad­cze­niu”. W wymownym frag­men­cie Nagel zas­tanaw­ia się, czy jest sens, by „pytać, jakie naprawdę są moje doświad­czenia, w prze­ci­wieńst­wie do tego, jakie mi się wyda­ją”.

Doświad­czenia wcale się nam nie przed­staw­ia­ją, przy­na­jm­niej na pier­wszy rzut oka. Kiedy ktoś widzi pomi­do­ra, to pomi­dor, a nie czy­jeś doświad­cze­nie widzenia pomi­do­ra, wyda­je się czer­wony. Pró­ba skupi­enia uwa­gi na włas­nym doświad­cze­niu widzenia pomi­do­ra kończy się niepowodze­niem – ostate­cznie kon­cen­tru­je­my się na pomi­dorze. Z tej per­spek­ty­wy podany przez Nagela mod­el naukowej redukcji jest błęd­ny: twierdze­nie, że redukc­ja błyskaw­icy do wyład­owań elek­trycznych pomi­ja nasze doświad­cze­nie widzenia błyskaw­icy okazu­je się zwod­nicze – doświad­cze­nie to od samego początku nie było przed­miotem badań. Jeśli redukc­ja coś pomi­ja, to raczej są to właś­ci­woś­ci błyskaw­icy, wykry­wane za pomocą właś­ci­wego nam aparatu per­cep­cyjnego, których inne stworzenia nie dostrze­ga­ją. Braku­jące ele­men­ty nie są włas­noś­ci­a­mi doświad­czenia (jego „subiek­ty­wnym charak­terem”), lecz kolorem i dźwiękiem błyskaw­icy – czyli włas­noś­ci­a­mi, których Mars­janie, jak twierdz­imy, nie postrze­ga­ją.

Aby łatwiej to zrozu­mieć, posłużmy się przykła­dem nietop­erza. Twierdze­nie, że nie wiemy, jak wyglą­da­ją jego doświad­czenia wprowadza w błąd (tak naprawdę nie wiemy również, jak wyglą­da­ją nasze własne doświad­czenia). Należy raczej powiedzieć, że nie znamy środowiska nietop­erza. Nietop­erz dostrze­ga cechy owadów i przeszkody, których my nie widz­imy, a prob­lem, który Nagel ujrzał, ale błęd­nie opisał, pole­ga na tym, że nie może­my wypra­cow­ać kon­cepcji tego, owe cechy są. Prob­lem ten jest – bądź nie jest – rzeczy­wisty i poważny; tak czy inaczej doty­czy on owadów i przeszkód, a nie świado­moś­ci.

W swo­jej późniejszej książce Widok znikąd Nagel pisze, że „ist­nieje nieustan­na pokusa, aby przek­sz­tał­cić filo­zofię w coś mniej trud­nego i płyt­szego niż jest”. To praw­da. Ale wys­tępu­je również prze­ci­w­na pokusa, aby doszuki­wać się głębo­kich prob­lemów filo­zoficznych tam, gdzie ich nie ma. Jak pod­kreślał Lud­wig Wittgen­stein, takie filo­zoficzne złudzenia są częs­to wyt­warzane przez pozornie bezdyskusyjny, ale błęd­ny obraz badanego zjawiska, takiego jak doświad­cze­nie, moral­ność, wol­na wola lub jaźń, by wymienić tylko najważniejsze przykłady. Może się jeszcze okazać, że trud­ny prob­lem świado­moś­ci nie jest wcale taki trud­ny.

Z języ­ka ang­iel­skiego przełożyli:
Maciej Gry­glas, Moni­ka Lenar­tow­icz,
Eweli­na Pawlak, Moni­ka Pietrzak
Przekład prze­jrzał i popraw­ił:
Jacek Jaroc­ki

Alex Byrne, What Mind–Body Prob­lem? Under­stand­ing Con­scious­ness May be Eas­i­er than We Thought, „Boston Review” 31 (3), 2006, s. 27–30. Przekład za zgodą Auto­ra.

Najnowszy numer można nabyć od 3 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy