Artykuł Epistemologia Etyka

Andrzej Szahaj: Nieuchronność relatywizmu

relatywizm kulturowy
Relatywizm niejedno ma imię. Jest to zespół poglądów, który można odnieść do najważniejszych składników naszego życia: kultury, moralności, nauki, religii i sztuki. Czy przyjęcie relatywizmu w którejś z jego wielu wersji jest rzeczywiście konieczne? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw ustalić, czym mniej więcej jest relatywizm i dlaczego wciąż znajdują się filozofowie, dla których jest to bardzo poważna propozycja teoretyczna.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2019 nr 4 (28), s. 6–7. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Ludzie i kultura

Ludzie są isto­ta­mi kul­tur­owy­mi. To znaczy, że nie wystar­czy przy­należność gatunkowa (bio­log­icz­na), badana i anal­i­zowana przez antropologię fizy­czną, aby stwierdz­ić nasze człowieczeńst­wo. Musimy prze­jść pro­ces enkul­tur­acji, czyli wdroże­nia do jakiejś kul­tu­ry, aby moż­na było nas określić mianem ludzi. Bez niego nie różn­imy się od zwierząt, co dobit­nie pokazu­je znany z dziejów przy­padek tzw. dzi­kich dzieci, wychowanych przez wil­ki (Franc­ja, XVIII wiek). Nie ma jed­nak jed­nej uni­w­er­sal­nej, ogól­noludzkiej kul­tu­ry. Kul­tu­ry są różne, co dziś, po pon­ad 150 lat­ach roz­wo­ju antropologii kul­tur­owej, nie budzi już żad­nych wąt­pli­woś­ci. Podob­nie jak to, że trud­no znaleźć coś, co było­by im wspólne poza zakazem kazirodzt­wa (powszech­ność owego zakazu odkrył Claude Lévi-Strauss). Oczy­wiś­cie uni­w­er­sal­iś­ci będą mówić, że prze­cież wszyscy ludzie się smucą i cieszą, łączą w celach prokrea­cyjnych, dba­ją o swo­je potomst­wo i coś czynią ze swy­mi zmarły­mi. Owszem, tyle tylko, że robią to na bard­zo różne sposo­by, tak jak na bard­zo różne sposo­by zaspoka­ja­ją swo­je potrze­by bio­log­iczne. W tym sen­sie uni­w­er­sal­ność ludzkiego losu zna­j­du­je zawsze par­tyku­larny wyraz kul­tur­owy. Stąd też trud­no uniknąć relaty­wiz­mu poj­mowanego jako zależność od konkret­nej kul­tu­ry, w której zostal­iśmy enkul­tur­owani i w której najczęś­ciej żyje­my, naszych sposobów poz­nawa­nia świa­ta, jego „ume­blowa­nia” onto­log­icznego, wza­jem­nego odnoszenia się do siebie (oby­czaj i moral­ność) czy świato­poglą­dowego określa­nia celu
i sen­su życia.

Również wtedy, gdy patrzymy na dzieje naszej rodz­imej zachod­niej kul­tu­ry, widz­imy, że to, co w poprzed­nich epokach uważal­iśmy w niej za uza­sad­nione w sferze poz­naw­czej, onto­log­icznej czy aksjo­log­icznej, dziś wyda­je nam się co najm­niej dzi­wne. Trud­no sobie bowiem wyobraz­ić, abyśmy trak­towali serio wiarę starożyt­nych Greków w moc wyroczni czy śred­niowiecznych scholastyków w efek­ty­wność debaty nad tym, ile aniołów mieś­ci się na czubku szpil­ki. Nie sądzę także, abyśmy mogli się baw­ić radośnie przy stosie płoną­cych kotów, co miał w zwycza­ju lud parys­ki w śred­niowieczu. Wszys­tko to pokazu­je, że zasad­ność naszych sposobów myśle­nia o świecie jest nie tylko relaty­w­na wobec jakiejś kul­tu­ry, ale także wobec momen­tu his­to­rycznego w jej ewolucji. Przy czym ta ostat­nia rzecz doty­czy nade wszys­tko kul­tu­ry zachod­niej, jako że to ona właśnie wykazy­wała się zawsze najwięk­szą podat­noś­cią na zmi­anę, co zresztą wynikało głównie z fak­tu ist­nienia filo­zofii.

Partykularny punkt widzenia

Zjawiskiem powszech­nym w dzie­jach było abso­lu­ty­zowanie sposobów odnoszenia się do świa­ta i do ludzi poszczegól­nych kul­tur. W tym sen­sie nieo­mal każ­da czyniła swój par­tyku­larny punkt widzenia wyróżnionym, co owocow­ało na przykład upor­czy­wym utrzymy­waniem, że tylko ludzie wychowani w jej kręgu są ludź­mi jako taki­mi. Przy­pad­kiem szczegól­nym było trak­towanie swo­jego języ­ka jako jedynego, co zaowocow­ało uznawaniem obcych za z definicji niemych (na przykład myśmy tak określali Niem­ców) lub bełkoczą­cych (starożyt­ni Gre­cy uważali niemówią­cych po grecku za bar­baros, czyli tych, którzy bełkoczą). Nic dzi­wnego zatem, że także kul­tura zachod­nia uważała siebie za wyróżnioną, co objaw­iło się abso­lu­ty­zowaniem swych sposobów poz­nawa­nia świa­ta, „ume­blowa­nia” onto­log­icznego czy zasad moral­noś­ci. Próbowała narzu­cić je innym jako uni­w­er­sal­nie ważne. Pro­ces ten nasil­ił się wraz z pow­staniem nau­ki nowożyt­nej. Tym bardziej że okaza­ła się ona nad­er użytecz­na w radze­niu sobie z naturą. Jeśli jed­nak uznamy, iż nau­ka owa wspier­ała się na specy­ficznych, typowych dla Zachodu sposobach myśle­nia, zrozu­miemy, dlaczego jej niewąt­pli­we osiąg­nię­cia nie muszą wcale być uznawane za wyz­nacznik skutecznoś­ci czy racjon­al­noś­ci jako takiej. Wszak ist­nieją wciąż tzw. kul­tu­ry mag­iczne, które choć nie hon­oru­ją zasad zachod­niej logi­ki ani naukowych sposobów myśle­nia, potrafią przetr­wać i repro­dukować się. A jedynie to kry­teri­um może zostać uznane za rozstrzy­ga­jące w kwestii przy­dat­noś­ci danej kul­tu­ry dla określonej wspól­no­ty ludzkiej. Słowem, zachod­nie przeko­nanie o uni­w­er­sal­izmie naszych kul­tur­owych osiąg­nięć to nic innego jak typowa dla każdej kul­tu­ry pró­ba postaw­ienia siebie w cen­trum ludzkoś­ci i wyniesienia par­tyku­laryzmów do ran­gi uni­w­er­sal­izmów. Ciekawe skąd­inąd, że czyniąc to, wciąż oburza­my się na innych, którzy postępu­ją ana­log­icznie, jak na przykład Chińczy­cy, przeko­nani, że od zawsze zaj­mu­ją cen­tralne miejsce na Zie­mi (wszak nie przy­pad­kiem nazwali swo­je państ­wo Państ­wem Środ­ka).

Relatywizm w filozofii

Powyższa nar­rac­ja opar­ta jest na argu­men­tacji zacz­erp­niętej głównie z antropologii kul­tur­owej. Moż­na ją śmi­ało posz­erzyć o argu­men­ty wzięte z filo­zofii. Tyle tylko, że nie dało­by się zro­bić tego tak zwięźle – zbyt są zróżni­cow­ane. W każdym razie nietrud­no znaleźć w jej ramach teorie otwar­cie relaty­wisty­czne albo mające kon­sek­wenc­je relaty­wisty­czne. Wystar­czy przy­wołać cho­ci­aż­by niek­tóre kon­cepc­je XX-wieczne, jak filo­zofie nau­ki L. Flec­ka, T. Kuh­na, P. Fey­er­aben­da i N. R. Han­sona, filo­zofię późnego Wittgen­steina, kon­cepc­je W. V. O. Quine’a czy N. Good­mana, neo­prag­matyzm H. Put­na­ma, R. Rorty’ego i S. Fisha, kon­wencjon­al­izm w wyda­niu fran­cuskim (E. Le Roy, P. Duhem, H. Poin­care) i pol­skim (K. Ajdukiewicz), filo­zofię A. MacIntyre’a, nurt kon­struk­ty­wiz­mu w filo­zofii poz­na­nia (m.in. F. Varela, H. Mat­u­rana, E. von Glaser­fel­da, P. Wat­zlaw­ic­ka) czy wresz­cie pewne wari­anty filo­zofii sztu­ki (E. Gom­brich, W. Strzemińs­ki). Wszys­tkie one upew­ni­a­ją nas jedynie, że relaty­wizm jest dobrze ugrun­towanym stanowiskiem teo­re­ty­cznym, co nie znaczy, że nie cier­pi na pewne istotne trud­noś­ci (np. samozwrot­ność) oraz nie wywołu­je zasad­niczych wąt­pli­woś­ci (w szczegól­noś­ci doty­czy to kon­sek­wencji relaty­wiz­mu ety­cznego). Rozważe­nie tych wszys­t­kich zagad­nień to już jed­nak tem­at na inne opowiadanie.


Andrzej Sza­haj – Pro­fe­sor filo­zofii, zaj­mu­je się m.in. post­mod­ern­izmem, filo­zofią poli­ty­ki i kul­tu­ry. Autor pon­ad stu pub­likacji naukowych oraz kilkudziesię­ciu artykułów pub­l­i­cysty­cznych i pop­u­laryza­tors­kich, autor m.in. znanej książ­ki E Pluribus Unum? Dylematy wielokul­tur­owoś­ci i poli­ty­cznej poprawnoś­ci (2010).

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: Mał­gorza­ta Uglik

Najnowszy numer można nabyć od 3 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy