Antropologia Etyka Filozofia społeczna Polemiki

Andrzej Szostek: Jan Paweł II o charakterze kobiety i mężczyzny. W nawiązaniu do tekstu Justyny Melonowskiej A nie mówiłam?

Oczywiście prawdą jest, że w ostatecznym wymiarze „kobieta nie może odnaleźć siebie inaczej, jak tylko obdarowując miłością innych” (Mulieris dignitatem), ale czy nie należy tego samego powiedzieć o mężczyźnie?

Down­lo­ad (PDF, 1.79MB)


Zacznę od paru słów o rozu­mie­niu cha­rak­te­ru, ponie­waż dr Justy­na Melo­now­ska zarzu­ca Jano­wi Paw­ło­wi II, iż ten odma­wia kobie­cie „tych cech, któ­re uzna­je się za kon­sty­tu­tyw­ne dla ludz­kiej oso­by. (…) W opi­sie papie­skim cha­rak­ter kobie­cie nie przy­słu­gu­je, gdyż, po praw­dzie, nie może ona zająć sta­no­wi­ska wobec samej sie­bie, zwłasz­cza zaś nie okre­śla celu swych dążeń w akcie wybo­ru”. Autor­ka przy­wo­łu­je krót­kie okre­śle­nie cha­rak­te­ru jako „spo­so­bu bycia dane­go ist­nie­nia”, ale słusz­nie zauwa­ża, że tak rozu­mia­ny cha­rak­ter przy­słu­gu­je nie tyl­ko czło­wie­ko­wi. W odnie­sie­niu zaś do czło­wie­ka zawsze „ma on zwią­zek z wol­no­ścią i sto­sun­kiem wła­snym pod­mio­tu do niej”. Dalej Autor­ka zwra­ca uwa­gę, że potocz­nie ter­min ten rozu­mia­ny jest raczej w sen­sie nor­ma­tyw­nym niż czy­sto opi­so­wym. Dla­te­go moż­na mówić o sil­nym lub sła­bym cha­rak­te­rze, a nawet „o nie­któ­rych ludziach twier­dzi się zresz­tą, że cha­rak­te­ru nie mają. (…) Cha­rak­ter się zatem ma lub nie ma”.

Charakter w ujęciu moralnym

Zaj­rza­łem do kil­ku słow­ni­ków filo­zo­ficz­nych. W nie­któ­rych w ogó­le ter­min „cha­rak­ter” pomi­nię­to (Słow­nik pojęć filo­zo­ficz­nych, pod red. Wł. Kra­jew­skie­go, War­sza­wa 1996), w innych rozu­mia­ny jest wyłącz­nie lub pra­wie wyłącz­nie psy­cho­lo­gicz­nie (Mała ency­klo­pe­dia filo­zo­fii, pod red. J. Dębow­skie­go i in., Byd­goszcz 2002; A. Pod­siad, Słow­nik ter­mi­nów i pojęć filo­zo­ficz­nych, War­sza­wa 2001; S. Black­burn, Oks­fordz­ki słow­nik filo­zo­ficz­ny, War­sza­wa 1997). Ale R. Crisp w tomie pierw­szym Ency­klo­pe­dii filo­zo­fii (pod red. T. Hon­de­ri­cha, Poznań 1998) defi­niu­je cha­rak­ter jako „moral­ną natu­rę danej oso­by”. Co wię­cej, jego zda­niem współ­cze­śnie pod­kre­śla się, że „klu­czo­we dla życia moral­ne­go jest kul­ty­wo­wa­nie cha­rak­te­ru”, zaś „god­ny cha­rak­ter kształ­tu­je się dzię­ki roz­myśl­ne­mu speł­nia­niu god­nych aktów” (tam­że, s. 111–112).

To nachy­le­nie etycz­ne (a nie tyl­ko psy­cho­lo­gicz­ne) rozu­mie­nia cha­rak­te­ru jest waż­ne w kon­tek­ście wypo­wie­dzi dr Melo­now­skiej. I chy­ba stąd bie­rze się tak­że wspo­mnia­ne nachy­le­nie nor­ma­tyw­ne tego ter­mi­nu. Ety­cy pod­kre­śla­ją, że wycho­wa­nie moral­ne pole­ga na naby­wa­niu cnót, któ­rych nie nale­ży jed­nak trak­to­wać jak osob­no wypra­co­wy­wa­ne spraw­no­ści, na wzór odręb­nych dys­cy­plin spor­to­wych. Cno­ty wią­żą się ze sobą, kształ­tu­jąc wła­śnie cha­rak­ter moral­ny czło­wie­ka (por. T. Ślip­ko, Zarys ety­ki ogól­nej, Kra­ków 2002, s. 394–397). Czy wady też kształ­tu­ją cha­rak­ter czło­wie­ka? Ety­cy raczej tego nie twier­dzą, ponie­waż ich zda­niem wady pod­da­ją czło­wie­ka siłom zewnętrz­nym wobec jego wol­no­ści (pożą­da­niom, nało­gom, naci­skom ze stro­ny innych itp.) i w tym sen­sie dez­in­te­gru­ją czło­wie­ka, pod­czas gdy cno­ty prze­ciw­nie – inte­gru­ją go, ponie­waż wyra­ża­ją wła­sną wolę pod­mio­tu decy­du­ją­ce­go się czy­nić dobro – i dzię­ki temu pro­wa­dzą do jego samo­speł­nie­nia (dosko­na­ło­ści). Pew­nie war­to roz­wa­żyć suge­stię Autor­ki, by zająć się tak­że „złym cha­rak­te­rem” (w zna­cze­niu głów­nie psy­cho­lo­gicz­nym). Tę kwe­stię jed­nak tyl­ko sygna­li­zu­je i rze­czy­wi­ście w kon­tek­ście całej jej wypo­wie­dzi lepiej ją pozo­sta­wić na boku.

Charakter płci?

Dr Melo­now­ska twier­dzi więc, że Papież odma­wia cha­rak­te­ru kobie­cie. A czy przy­pi­su­je go męż­czyź­nie? Może nie dość uważ­nie śle­dzę wypo­wie­dzi Jana Paw­ła II, ale moim zda­niem jako papież, a tak­że wcze­śniej jako Karol Woj­ty­ła, o męsko­ści mówił nie­wie­le, a jeśli już, to w kon­tek­ście miło­ści oblu­bień­czej i rodzi­ciel­skiej. Autor­ka dwu­krot­nie dość pobież­nie przy­wo­łu­je ana­li­zy zawar­te w dzie­le K. Woj­ty­ły Oso­ba i czyn, zwłasz­cza w jego dru­giej czę­ści zaty­tu­ło­wa­nej Trans­cen­den­cja oso­by w czy­nie. Tam autor wska­zu­je na pro­ces kształ­to­wa­nia się (doj­rze­wa­nia) wol­no­ści oso­by ludz­kiej: od struk­tu­ry „samo-posia­da­nia”, poprzez „samo-pano­wa­nie” do klu­czo­wo waż­ne­go „samo-sta­no­wie­nia” (por. K. Woj­ty­ła, Oso­ba i czyn, Kra­ków 1969, s. 109–196). Ale mowa jest nie o kobie­cie lub męż­czyź­nie, lecz o ludz­kiej oso­bie. W tym antro­po­lo­gicz­nym stu­dium ani razu nie poja­wia się kwe­stia płcio­we­go zróż­ni­co­wa­nia czło­wie­ka. Owszem, mowa jest o zna­cze­niu cie­le­sno­ści i psy­chi­ki, cała trze­cia część oma­wia­nej mono­gra­fii poświę­co­na jest tej kwe­stii (Inte­gra­cja oso­by w czy­nie, s. 199–282), ale znów: bez uwzględ­nie­nia róż­ni­cy pomię­dzy oso­bą-kobie­tą a osobą-mężczyzną.

Nawia­sem mówiąc, kil­ka lat póź­niej (w 1974 roku) Mie­czy­sław A. Krą­piec opu­bli­ko­wał książ­kę Ja – czło­wiek. Zarys antro­po­lo­gii filo­zo­ficz­nej, gdzie tak­że nie ma ani sło­wa o płcio­wo­ści czło­wie­ka, choć o jego cie­le­sno­ści nie­co moż­na zna­leźć. Nie chwa­lę tego; sądzę, że filo­zo­fia czło­wie­ka powin­na poważ­nie pod­jąć pro­ble­ma­ty­kę jego płcio­wo­ści. Stwier­dzam tyl­ko, że obaj ci auto­rzy (jak zresz­tą wie­lu innych) tego nie czy­nią. Dziś wie­le się o tym mówi, zwłasz­cza w nawią­za­niu do tak zwa­nej „filo­zo­fii gen­der” (nie­słusz­nie spro­wa­dza­nej przez nie­któ­rych wyłącz­nie do ide­olo­gii), a tak­że do filo­zo­fii femi­ni­stycz­nej. Wte­dy jed­nak Woj­ty­ła pisał o wol­no­ści każ­dej ludz­kiej oso­by, zarów­no płci męskiej, jak i żeń­skiej. Co wię­cej, w wie­lu swo­ich póź­niej­szych wypo­wie­dziach, zwłasz­cza z zakre­su teo­lo­gii cia­ła, któ­rą wyło­żył w pierw­szej czę­ści cyklu audien­cji śro­do­wych Męż­czy­zną i nie­wia­stą stwo­rzył ich (Waty­kan 1986, s. 9–97), Papież z naci­skiem pod­kre­śla rów­ność w czło­wie­czeń­stwie i oso­bo­wej god­no­ści męż­czy­zny i kobie­ty. W Liście apo­stol­skim Mulie­ris digni­ta­tem (do któ­re­go jesz­cze nawią­żę), pisze wręcz tak:

Kie­dy zatem w opi­sie biblij­nym czy­ta­my wypo­wie­dzia­ne do kobie­ty sło­wa: „ku twe­mu mężo­wi będziesz kie­ro­wa­ła swe pra­gnie­nia, on zaś będzie pano­wał nad tobą” (Rdz 3, 16), wów­czas odkry­wa­my zała­ma­nie się i sta­łe zagro­że­nie tej wła­śnie „jed­no­ści dwoj­ga”, któ­ra odpo­wia­da god­no­ści obra­zu i podo­bień­stwa Boże­go w oboj­gu (Mulie­ris digni­ta­tem, Waty­kan 1988, p. 10).

O męsko­ści Papież mówi więc nie­wie­le – ale to nie nie­po­koi dr Melo­now­ską. Być może uzna­je ona, że męskość w opi­nii Jana Paw­ła II jest sama przez się zro­zu­mia­ła i bliż­szej cha­rak­te­ry­sty­ki nie wyma­ga, bo wia­do­mo, że męż­czy­zna pra­cu­je, anga­żu­je się w dzia­łal­ność spo­łecz­ną, uczest­ni­czy aktyw­nie w życiu poli­tycz­nym – i w tych sfe­rach reali­zu­je swą wol­ność, tak skąd­inąd cie­ka­wie przed­sta­wio­ną w stu­dium Oso­ba i czyn. Zostaw­my więc spra­wę męsko­ści na boku. O kobie­co­ści pisze Jan Paweł II wię­cej – ale wła­śnie to, co pisze, budzi sprze­ciw Autor­ki. Naj­wię­cej pisze we wspo­mnia­nym Liście apo­stol­skim Mulie­ris digni­ta­tem, ale zanim do tego doku­men­tu przej­dę, jesz­cze parę słów o książ­ce Miłość i odpo­wie­dzial­ność (uka­za­ła się po raz pierw­szy w 1960 roku), któ­ra tak­że wpi­su­je się, zda­niem Autor­ki, w czy­sto bio­lo­gicz­ne poj­mo­wa­nie kobie­co­ści bez uwzględ­nie­nia oso­bo­wej wol­no­ści, jaka przy­słu­gu­je prze­cież kobie­cie tak samo jak mężczyźnie.

Miłość i odpowiedzialność

O kobie­co­ści ani o męsko­ści wprost ta książ­ka nie trak­tu­je. Jej tema­tem jest miłość oblu­bień­cza łączą­ca dwo­je ludzi odmien­nych płci: spe­cy­fi­ka tej miło­ści uję­ta w per­spek­ty­wie zarów­no psy­cho­lo­gicz­nej, jak i etycz­nej. War­to przy­po­mnieć, że to jedy­na książ­ka prze­tłu­ma­czo­na na język obcy (fran­cu­ski) przed obję­ciem przez kar­dy­na­ła Woj­ty­łę Sto­li­cy Pio­tro­wej. A dla­cze­go uzna­no ją za war­tą udo­stęp­nie­nia szer­sze­mu gro­nu czy­tel­ni­ków i dla­cze­go uzy­ska­ła ona jesz­cze przed paź­dzier­ni­kiem 1978 roku kil­ka pol­sko­ję­zycz­nych wydań? Ponie­waż spo­sób, w jaki trak­to­wa­na jest w niej miłość oblu­bień­cza, a zwłasz­cza akt mał­żeń­ski, odbie­gał wyraź­nie od tego, jak ów akt poj­mo­wa­no dość powszech­nie w Kościele.

Otóż akt sek­su­al­ny uspra­wie­dli­wia­no głów­nie atu­tem pro­kre­acyj­nym: mał­żeń­stwo powin­no prze­ra­dzać się w rodzi­nę, a jedy­ną dro­gą pomna­ża­nia potom­stwa jest współ­ży­cie sek­su­al­ne mał­żon­ków. Ponad­to w daw­nym Kodek­sie Pra­wa Kano­nicz­ne­go moż­na było prze­czy­tać, że wspo­mnia­ne współ­ży­cie sta­no­wi reme­dium con­cu­pi­scen­tiae, lekar­stwo na pożą­dli­wość, któ­ra prze­cież gdzieś musi zna­leźć dla sie­bie ujście. Ale cenio­no wyżej dzie­wic­two, nawet w mał­żeń­stwie. Św. Kin­ga była żoną Bole­sła­wa Wsty­dli­we­go (traf­ny przy­do­mek!), ale pozo­sta­ła dzie­wi­cą – i za to ją chwa­lo­no. Akt sek­su­al­ny wyma­gał więc spe­cjal­ne­go uspra­wie­dli­wie­nia, sam w sobie nie zasłu­gi­wał na moral­ną apro­ba­tę. Takie­go poglą­du Kościół nigdy ofi­cjal­nie nie gło­sił, ale ten „cień mani­che­izmu” sta­le był obecny.

Tym­cza­sem Woj­ty­ła uka­zał w swej książ­ce, że sam akt sek­su­al­ny jest moral­nie pięk­ny, godzien wyso­kie­go uzna­nia nie tyl­ko dla­te­go, że dzię­ki nie­mu rodzą się dzie­ci, ale naj­pierw dla­te­go, że naj­peł­niej aktu­ali­zu­je się w nim oblu­bień­cza miłość mał­żon­ków. Z naci­skiem pod­kre­śla, że

mał­żeń­stwo jest insty­tu­cją miło­ści, a nie tyl­ko płod­no­ści. Współ­ży­cie mał­żeń­skie zaś samo w sobie jest sto­sun­kiem mię­dzy-oso­bo­wym, jest aktem miło­ści oblu­bień­czej (Miłość i odpo­wie­dzial­ność, Lublin 1982, s. 210).

Spo­ro uwa­gi poświę­ca doj­rze­wa­niu tej miło­ści: doj­rze­wa­niu wła­śnie do pod­ję­cia przez obo­je wol­ne­go wybo­ru, któ­ry wią­że ich ze sobą i czy­ni ich wza­jem­nie za sie­bie odpo­wie­dzial­ny­mi. Owszem, już w tej mono­gra­fii Woj­ty­ła sprze­ci­wia się anty­kon­cep­cji (z tego powo­du zarzu­ca­no mu zbyt bio­lo­gi­stycz­ne rozu­mie­nie aktu mał­żeń­skie­go), ale po pierw­sze doty­czy to zarów­no kobie­ty, jak i męż­czy­zny, a po dru­gie nie moż­na całej „filo­zo­fii miło­ści” przed­sta­wio­nej w tej książ­ce spro­wa­dzać do spo­ru o anty­kon­cep­cję. Respekt dla wol­no­ści i pra­wa do samo­sta­no­wie­nia doty­czą­cy tak kobie­ty, jak i męż­czy­zny, jest w tej mono­gra­fii bar­dzo jasno wyrażony.

Powołanie kobiety

W prze­ci­wień­stwie do wspo­mnia­nej mono­gra­fii List apo­stol­ski Mulie­ris digni­ta­tem już wprost podej­mu­je pro­blem korze­ni god­no­ści kobie­ty i per­spek­tyw doj­rze­wa­nia jej kobie­co­ści. Jan Paweł II rze­czy­wi­ście pod­kre­śla w nim nade wszyst­ko donio­słość macie­rzyń­stwa, uka­za­ne­go w świe­tle Obja­wie­nia, a tak­że dzie­wic­twa pod­ję­te­go dla kró­le­stwa nie­bie­skie­go, choć i to dzie­wic­two jest otwar­te na macie­rzyń­stwo ducho­we. Kobie­cość jest tu wpi­sa­na w logi­kę płod­nej miło­ści – i nie­mal tyl­ko w nią.

God­ność kobie­ty mie­rzy się porząd­kiem miło­ści (p. 29).

Nie ma mowy o innych per­spek­ty­wach życia i speł­nia­nia się kobie­ty: w życiu zawo­do­wym, w aktyw­no­ści poli­tycz­nej, w sze­ro­ko poję­tej dzia­łal­no­ści publicz­nej, w prze­bo­ga­tym spec­trum twór­czo­ści w dzie­dzi­nie lite­ra­tu­ry i sztu­ki. Tyl­ko w Zakoń­cze­niu Listu poja­wia się dość zdaw­ko­wy wyraz wdzięcz­no­ści „za wszyst­kie kobie­ty i za każ­dą z osob­na” i w tym kon­tek­ście – pisze Papież – Kościół dzię­ku­je mię­dzy inny­mi „za kobie­ty wyko­nu­ją­ce pra­cę zawo­do­wą, za te, na któ­rych cią­ży nie­rzad­ko wiel­ka odpo­wie­dzial­ność spo­łecz­na” (p. 31).

To mało. To tak, jak­by wspo­mnia­ne dzie­dzi­ny ludz­kiej aktyw­no­ści były „bez­pł­cio­we”, jak­by zaan­ga­żo­wa­nie tego rodza­ju szło nie­ja­ko obok tego, co sta­no­wi istot­ne powo­ła­nie kobie­ty. Oczy­wi­ście praw­dą jest, że w osta­tecz­nym wymiarze

kobie­ta nie może odna­leźć sie­bie ina­czej, jak tyl­ko obda­ro­wu­jąc miło­ścią innych (p. 30),

ale czy nie nale­ży tego same­go powie­dzieć o męż­czyź­nie? Prze­cież frag­ment dalej znaj­dzie­my stwier­dze­nie, że

od »począt­ku« kobie­ta – tak jak męż­czy­zna – zosta­ła stwo­rzo­na i »usy­tu­owa­na« przez Boga w takim wła­śnie porząd­ku miło­ści (p. 30).

Czy inne sfe­ry aktyw­no­ści kobie­ty (jak i męż­czy­zny) nie są zara­zem inny­mi dro­ga­mi obda­ro­wy­wa­nia miło­ścią innych?

Problem aborcji

Ale dr Melo­now­ską tra­pi szcze­gól­nie to, że o wła­ści­wej oso­bie ludz­kiej wol­no­ści i pra­wie do samo­sta­no­wie­nia zapo­mi­na się w kon­tek­ście szcze­gól­nie spor­ne­go tema­tu, jakim jest lega­li­za­cja abor­cji. Tu zde­rza się pra­wo każ­dej ludz­kiej oso­by, tak­że poczę­tej a jesz­cze nie­uro­dzo­nej, do życia i do jego praw­nej ochro­ny – z pra­wem czło­wie­ka, a w tym wypad­ku pra­wem kobie­ty, do samo­sta­no­wie­nia. Autor­ka zarzu­ca naucza­niu Jana Paw­ła II, że w takim przy­pad­ku ska­zu­je on kobie­tę na rezy­gna­cję z wła­sne­go wol­ne­go wybo­ru. Nie ma ona wyj­ścia: musi uro­dzić dziec­ko, któ­re nosi w swym łonie, nie­za­leż­nie od tego, jaką cenę za to pła­ci, nie­za­leż­nie od tego, że zosta­je spro­wa­dzo­na wła­śnie do roli bio­lo­gicz­ne­go łona, w któ­rym doj­rze­wa ludz­ki płód.

To bar­dzo trud­ny temat, nie miej­sce tu, by go w peł­ni roz­wi­jać. Chcę tyl­ko powie­dzieć dwie rze­czy. Po pierw­sze, przy całym sza­cun­ku dla pra­wa kobie­ty do samo­sta­no­wie­nia (pra­wa – przy­zna­ję – nie dość uwzględ­nio­ne­go we wspo­mnia­nym Liście apo­stol­skim), nie może ono uchy­lać pra­wa ludz­kiej isto­ty do życia i do jego ochro­ny. Tak już jest, że rodzić dziec­ko może tyl­ko kobie­ta, na niej więc w pierw­szym rzę­dzie spo­czy­wa obo­wią­zek tro­ski o nie. To nie jedy­ny przy­pa­dek, gdy czło­wiek (bywa, że i męż­czy­zna) musi ogra­ni­czyć pole swych wol­nych wybo­rów w imię ochro­ny zagro­żo­ne­go życia inne­go czło­wie­ka – ale ten przy­pa­dek jest szcze­gól­nie dra­ma­tycz­ny. Czło­wiek jest isto­tą spo­łecz­ną, jeste­śmy za sie­bie nawza­jem odpo­wie­dzial­ni, w imię tej odpo­wie­dzial­no­ści musi­my nie­kie­dy ogra­ni­czyć pole dopusz­cza­nych moral­nie wybo­rów. Po dru­gie, nie sądzę jed­nak, że regu­la­cje praw­no-kar­ne są tu jedy­nym ani tym bar­dziej wystar­cza­ją­cym spo­so­bem ochro­ny życia nasci­tu­ru­sa. Dla­te­go pod­pi­sa­łem się pod Listem zwy­kłych księ­ży i sióstr z 22 lute­go br., w któ­rym przy­po­mi­na­my pra­wo poczę­te­go dziec­ka do praw­nej ochro­ny, dopo­mi­na­my się o rze­tel­niej­szą pomoc tym kobie­tom, któ­re zde­cy­du­ją się uro­dzić cięż­ko cho­re ­dziec­ko oraz gorą­co zachę­ca­my je, by to dziec­ko uro­dzi­ły. Zachę­ca­my – ale nie chce­my ich zmu­szać pra­wem kar­nym. Nie jestem pewien, czy Jan Paweł II poparł­by to sta­no­wi­sko, ale ja takie podzielam.

Dr Justy­na Melo­now­ska dopo­mi­na się o uzna­nie, iż kobie­ta – nie ina­czej, niż męż­czy­zna – ma cha­rak­ter, wyra­ża­ją­cy się w jej wła­snych wol­nych wybo­rach. Ma rację. I ma rację, gdy twier­dzi, że ten aspekt antro­po­lo­gii Jana Paw­ła II nie został dosta­tecz­nie wydo­by­ty. Ale kwe­stia cha­rak­te­ru męskie­go też nie zosta­ła przez Papie­ża pod­ję­ta. War­to ten temat poru­szać, war­to w tym kon­tek­ście zasta­na­wiać się nad róż­ny­mi aspek­ta­mi femi­ni­zmu. Trud­no mi zgo­dzić się z opi­nią Autor­ki, że Jan Paweł II w grun­cie rze­czy podzie­lał pogląd Kan­ta, któ­ry miał stwier­dzić, iż kobie­cość trud­no pogo­dzić z cha­rak­te­rem w sen­sie ści­słym. Za dużo pisał o doj­rze­wa­niu kobie­ty – w wymia­rze wol­no­ści prze­cież – do peł­ni jej czło­wie­czeń­stwa w oso­bo­wej miło­ści, by go o to posą­dzać. Ale z pew­no­ścią wizja kobie­ty uka­za­na przez Jana Paw­ła II zasłu­gu­je na roz­wi­nię­cie, jeśli trze­ba to tak­że krytyczne.


Tekst jest pole­mi­ką z felie­to­nem Justy­ny Melo­now­skiej A nie mówi­łam, opu­bli­ko­wa­nym na naszym portalu.


Andrzej Szo­stek – etyk, rek­tor KUL w latach 1998–2004, autor 5 ksią­żek oraz ok. 250 arty­ku­łów. Głów­ne zain­te­re­so­wa­nia: pod­sta­wy ety­ki, per­so­na­lizm, pro­ble­ma­ty­ka sumie­nia, nie­któ­re zagad­nie­nia z zakre­su ety­ki życia i miło­ści, ety­ka w nauce, ety­ka a poli­ty­ka, myśl etycz­na i antro­po­lo­gicz­na K. Woj­ty­ły / Jana Paw­ła II. W wol­nym cza­sie słu­cha muzy­ki poważ­nej, zaj­mu­ją go też dobra lite­ra­tu­ra, histo­ria i szachy.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Ilu­stra­cja: Frie­drich Edu­ard Mey­er­he­im, Dzień dobry, dro­gi ojcze, Wiki­me­dia Com­mons, CC0

Najnowszy numer można nabyć od 5 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy