Artykuł Filozofia języka

Anna Brożek: Co logika mówi o języku?

Język jest narzędziem myślenia i przekazywania myśli. W wielu dziedzinach życia zależy nam na tym, aby myśleć jak najjaśniej i jak najskuteczniej się komunikować. Logika dotyczy tych aspektów języka, które na jasność myślenia i skuteczność komunikacji mają decydujący wpływ.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2018 nr 5 (23), s. 9–11. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Logika o tytule tego tekstu

Tytuł niniej­sze­go tek­stu jest pyta­niem, któ­re będę okre­ślać dalej jako „pyta­nie P”. Pyta­nie to jest sfor­mu­ło­wa­ne w pew­nym języ­ku. Co ma do powie­dze­nia logi­ka na temat pyta­nia P?

Co naj­mniej dwa wyra­że­nia wystę­pu­ją­ce w pyta­niu P wyma­ga­ją dopre­cy­zo­wa­nia: „logi­ka” oraz „język”. Są to wyra­że­nia wie­lo­znacz­ne, a ponad­to w poszcze­gól­nych zna­cze­niach – nie­ostre. Sło­wo „logi­ka” w sen­sie węż­szym ozna­cza teo­rię języ­ków for­mal­nych, nato­miast w sen­sie szer­szym obej­mu­je tak­że semio­ty­kę logicz­ną (teo­rię zna­ków) i meto­do­lo­gię (teo­rię ope­ra­cji nauko­twór­czych). Sło­wa „język” będzie­my dalej uży­wać w zna­cze­niu, w któ­rym odno­si się ono do zbio­ru zna­ków mają­cych okre­ślo­ną struk­tu­rę i takich, że są im przy­po­rząd­ko­wa­ne zwy­cza­jo­wo lub kon­wen­cjo­nal­nie jakieś sensy.

W zależ­no­ści od uści­śle­nia wyra­żeń-czło­nów pyta­nia P może być ono inter­pre­to­wa­ne na wie­le sposobów.

Struktura pytania

Jaką struk­tu­rę ma pyta­nie P? Da się je ustruk­tu­ra­li­zo­wać na wie­le spo­so­bów, np. przy uży­ciu kate­go­rii tra­dy­cyj­nej gra­ma­ty­ki. My spoj­rzy­my na nie tutaj ocza­mi logi­ka, w szcze­gól­no­ści z punk­tu widze­nia seman­tycz­no-kate­go­rial­nej struk­tu­ry wyra­żeń. W pyta­niu P mowa jest o trój­czło­no­wej rela­cji: mówie­nia cze­goś o czymś. Wyra­że­nia, któ­re odno­szą się do trój­czło­no­wych rela­cji, to trój­ar­gu­men­to­we pre­dy­ka­ty: takim trój­ar­gu­men­to­wym pre­dy­ka­tem jest wyra­że­nie „X‑mó­wi-Y-o‑Z” (gdzie X, Y i Z sym­bo­li­zu­ją kolej­ne argu­men­ty tego pre­dy­ka­tu). W zda­niu „Anna mówi o »Filo­zo­fuj!«, że to zna­ko­mi­te cza­so­pi­smo” argu­men­ta­mi głów­ne­go pre­dy­ka­tu są wyra­że­nia „Anna”, „»Filo­zo­fuj!«” oraz „[to,] że to zna­ko­mi­te pismo”. W pyta­niu P tyl­ko dwa spo­śród argu­men­tów pre­dy­ka­tu „mówi‑o” są wyraź­nie wska­za­ne: „logi­ka” oraz „język”. Wyra­że­niu „co?” nie jest przy­po­rząd­ko­wa­ny żaden okre­ślo­ny przedmiot.

Pytanie w komunikacji językowej

Załóż­my teraz, że w pew­nej sytu­acji komu­ni­ka­cyj­nej oso­ba A (nadaw­ca) sta­wia pyta­nie P oso­bie B (odbior­cy). Wyra­że­nia języ­ko­we słu­żą użyt­kow­ni­kom do wyra­ża­nia i prze­ka­zy­wa­nia swo­ich prze­żyć. Jakie prze­ży­cia oso­ba A wyra­ża, zada­jąc oso­bie B pyta­nie P? Jakie prze­ży­cia w ogó­le wyra­ża­my w pytaniach?

Rzecz jasna – bywa roz­ma­icie. Język natu­ral­ny jest bar­dzo gięt­ki pod wzglę­dem „mocy eks­pre­syj­nych” i to samo wyra­że­nie słu­żyć może w róż­nych sytu­acjach do róż­nych celów. Wol­no jed­nak poku­sić się – na pod­sta­wie danych empi­rycz­nych lub indy­wi­du­al­nych intu­icji języ­ko­wych – o wska­za­nie pew­nych pra­wi­dło­wo­ści doty­czą­cych uży­cia wyrażeń.

Zgódź­my się naj­pierw, że jeśli ktoś zada­je pyta­nie w sytu­acji typo­wej, to robi to po to, aby cze­goś się dowie­dzieć. W szcze­gól­no­ści oso­ba A, zada­jąc serio oso­bie B pyta­nie P, chce dowie­dzieć się, co też logik ma do powie­dze­nia o języ­ku. Chęć dowie­dze­nia się cze­goś to prze­ży­cie woli­tyw­ne, za któ­rym jed­nak sto­ją zawsze pew­ne sta­ny kogni­tyw­ne: pew­ne prze­ko­na­nia pyta­ją­ce­go oraz uświa­do­mio­na sobie przez nie­go luka poznaw­cza, któ­rą wła­śnie, zada­jąc pyta­nie, chce wypeł­nić. W typo­wej sytu­acji bowiem kto zada­je pyta­nie P, ten jest prze­ko­na­ny, że logi­ka ma coś do powie­dze­nia na temat języ­ka, uświa­da­mia sobie, że nie wie, co mia­no­wi­cie – oraz chce się tego wła­śnie dowiedzieć.

Nie zawsze pyta­my serio; nie każ­da sytu­acja komu­ni­ka­cyj­na jest typo­wa. Pyta­nie P może być np. zada­ne przez wykła­dow­cę stu­den­to­wi pod­czas egza­mi­nu i wte­dy jest pyta­niem dydak­tycz­nym, a w szcze­gól­no­ści – spraw­dza­ją­cym. Z kolei funk­cją pyta­nia P uży­te­go w tytu­le niniej­sze­go tek­stu jest przede wszyst­kim skło­nie­nie odbior­ców do posta­wie­nia pyta­nia P samym sobie i poszu­ka­nia odpo­wie­dzi w kolej­nych seg­men­tach niniej­sze­go tekstu.

Założenie pytania

Zało­że­niem pyta­nia P jest zda­nie „Logi­ka ma coś do powie­dze­nia na temat języ­ka”. Kto nie uzna­wał­by takie­go zda­nia, nie miał­by powo­du, aby pyta­nie P sta­wiać serio. Kie­dy zało­że­nie pyta­nia jest zda­niem praw­dzi­wym, mówi­my, że jest to pyta­nie dobrze posta­wio­ne; pyta­nie zaś o fał­szy­wym zało­że­niu to pyta­nie źle posta­wio­ne. Pyta­nie P jest dobrze posta­wio­ne (o czym prze­ko­na­my się, czy­ta­jąc niniej­szy tekst do koń­ca), ale np. pyta­nie „Któ­ry arty­kuł w »Filo­zo­fuj!« podo­bał się naj­bar­dziej Imma­nu­elo­wi Kan­to­wi?” – jest pyta­niem źle posta­wio­nym, gdyż zakła­da ono, że któ­ryś z nich mu się istot­nie naj­bar­dziej podo­bał. Pyta­nia źle posta­wio­ne są jało­we poznaw­czo: szu­ka­nie traf­nej odpo­wie­dzi na nie jest zwy­kłą stra­tą czasu.

Inną nie­po­żą­da­ną cechą pytań jest ich nie­roz­strzy­gal­ność. Bywa, że pyta­nie jest dobrze posta­wio­ne, wia­do­mo, że ist­nie­je na nie praw­dzi­wa odpo­wiedź, ale nie ist­nie­je pro­ce­du­ra, któ­ra pozwo­li­ła­by usta­lić, któ­ra z odpo­wie­dzi jest praw­dzi­wa. Pyta­nie „Ile razy w życiu kich­nął Imma­nu­el Kant?” jest z pew­no­ścią dobrze posta­wio­ne, ale poszu­ki­wa­nie dziś odpo­wie­dzi na nie było­by zada­niem jało­wym wła­śnie dla­te­go, że nie da się go (dziś) roz­strzy­gnąć. Pro­blem wyra­ża­ją­cy się w tym pyta­niu nie jest zresz­tą szcze­gól­nie donio­sły poznawczo.

Logika o odpowiedziach

Odpo­wie­dzi na pyta­nia mogą mieć róż­ne for­my i mogą komu­ni­ko­wać róż­ne myśli. Przyj­mij­my jed­nak, znów doko­nu­jąc pew­ne­go uprosz­cze­nia, że odpo­wiedź, któ­rej ocze­ku­je oso­ba A, zada­ją­ca pyta­nie P, ma sche­mat (lub jest redu­ko­wal­na do sche­ma­tu): „Logi­ka mówi o języ­ku to-a-to”. Odpo­wie­dzi o takim kształ­cie nazwij­my „bez­po­śred­ni­mi odpo­wie­dzia­mi na pyta­nie P”.

W miej­sce „to-a-to” w sche­ma­cie odpo­wie­dzi bez­po­śred­nich na pyta­nie P moż­na wsta­wiać róż­ne wyra­że­nia, cho­ciaż nie dowol­ne. A zatem jakie? Docho­dzi­my tu do miej­sca, w któ­rym nale­ża­ło­by dopre­cy­zo­wać jesz­cze jeden ele­ment pyta­nia P – mia­no­wi­cie pytaj­nik „co”. Pro­blem pole­ga na tym, że pytaj­nik „co” jest bar­dzo „pojem­ny” zna­cze­nio­wo i w zależ­no­ści od tre­ści pyta­nia wyzna­cza róż­ne zesta­wy moż­li­wych odpo­wie­dzi (np. „Co zjesz?” – jakieś potra­wy, „Co stu­diu­jesz?” – jakieś kie­run­ki stu­diów etc.). W wypad­ku pyta­nia P wcho­dzą w grę dwie opcje. W pierw­szym – oso­ba zada­ją­ca pyta­nie P ocze­ku­je, że odpo­wia­da­ją­cy powie, jaki­mi pro­ble­ma­mi doty­czą­cy­mi języ­ka zaj­mu­ją się logi­cy. W dru­gim – pyta­ją­cy ocze­ku­je wska­za­nia roz­wią­zań tych problemów.

Tyl­ko nie­któ­re spo­śród odpo­wie­dzi bez­po­śred­nich na dane pyta­nie są odpo­wie­dzia­mi traf­ny­mi, czy­li zara­zem bez­po­śred­ni­mi i praw­dzi­wy­mi. Na przy­kład odpo­wie­dzią bez­po­śred­nią na pyta­nie „Kto czy­tu­je pismo »Filo­zo­fuj!«?” jest zarów­no zda­nie „Anna Bro­żek czy­tu­je pismo »Filo­zo­fuj!«”, jak też zda­nie „Imma­nu­el Kant czy­tu­je pismo »Filo­zo­fuj!«”; jed­nak­że tyl­ko pierw­sza z tych odpo­wie­dzi jest traf­na (bo tyl­ko ona jest prawdziwa).

Nie zawsze też odpo­wia­da­my na pyta­nia bez­po­śred­nio; nie­kie­dy odpo­wia­da­my pośred­nio lub czę­ścio­wo. Przy tym odpo­wiedź pośred­nia na dane pyta­nie to taka, z któ­rej pyta­ją­cy może dopie­ro na grun­cie dodat­ko­wej wie­dzy wywnio­sko­wać odpo­wiedź bez­po­śred­nią, a odpo­wiedź czę­ścio­wa to taka, któ­ra tyl­ko w czę­ści wypeł­nia lukę epi­ste­micz­ną pyta­ją­ce­go, któ­rą ujaw­nia on, zada­jąc owo pyta­nie. Cza­sem, gdy pyta­nie ma fał­szy­we zało­że­nie, aby odpo­wiedź była praw­dzi­wa, musi ona pole­gać na odrzu­ce­niu tego zało­że­nia. Na przy­kład na pyta­nie „Co astro­no­mia mówi o języ­ku?” praw­dzi­wa odpo­wiedź brzmi: „Astro­no­mia nicze­go nie mówi o języku”.

Analiza logiczna języka

Co więc logi­ka – sen­su lato – mówi o języ­ku? A ści­ślej: Jakich pro­ble­mów języ­ka doty­czą teo­rie logi­ki for­mal­nej, semio­ty­ki logicz­nej i meto­do­lo­gii nauk?

Przed­sta­wio­na wyżej ana­li­za tytu­ło­we­go pyta­nia jest jego ana­li­zą logicz­ną. Prze­pro­wa­dza­jąc tę ana­li­zę, odpo­wie­dzia­łam więc pośred­nio i czę­ścio­wo, na przy­kła­dach, co mówi logi­ka na temat języ­ka. Odpo­wiedź bez­po­śred­nia brzmia­ła­by tak: Logi­cy zaj­mu­ją się ana­li­zą struk­tu­ry wyra­żeń języ­ko­wych, ich funk­cji semio­tycz­nych i sta­tu­su metodologicznego.

Przed­mio­tem ana­li­zy logicz­nej jest po pierw­sze język natu­ral­ny, a dokład­niej: języ­ki natu­ral­ne – np. takie jak pol­ski czy ormiań­ski. Nazy­wa się je „natu­ral­ny­mi”, gdyż powsta­ją i ewo­lu­ują w wyni­ku spon­ta­nicz­nej inte­rak­cji ich użyt­kow­ni­ków. Zasa­dy regu­lu­ją­ce posłu­gi­wa­nie się wyra­że­nia­mi takich języ­ków są zwy­kle kody­fi­ka­cją kon­wen­cji już sto­so­wa­nych. Ana­li­za logicz­na sta­wia sobie za cel zre­kon­stru­owa­nie owych zasad na pod­sta­wie uzu­su lub intu­icji języ­ko­wej, ujaw­nia­nej expres­sis ver­bis przez oso­by mówią­ce tymi języ­ka­mi. Logi­cy ana­li­zu­ją jed­nak tak­że – oraz kon­stru­ują – języ­ki sztucz­ne, a więc takie, któ­re powsta­ją w dro­dze świa­do­mie – a w dużym stop­niu tak­że dowol­nie – przy­ję­tych kon­wen­cji. Listy wyra­żeń pro­stych oraz regu­ły two­rze­nia wyra­żeń zło­żo­nych są w tym wypad­ku zwy­kle wyraź­nie okre­ślo­ne nie­ja­ko z góry.

Mię­dzy języ­ka­mi natu­ral­ny­mi a sztucz­ny­mi są jesz­cze roz­ma­ite sta­dia pośred­nie; takim sta­dium pośred­nim są np. języ­ki nauk szcze­gó­ło­wych, któ­re powsta­ją z ele­men­tów języ­ka natu­ral­ne­go, pod­da­ne­go pew­nym pożą­da­nym z okre­ślo­ne­go punk­tu widze­nia mody­fi­ka­cjom, np. dookre­śla­niu sen­su pew­nych ter­mi­nów. Niniej­szy tekst napi­sa­ny jest wła­śnie w takim pół­na­tu­ral­nym języku.

Logika a lingwistyka

Nasu­wa się tu oczy­wi­ście pyta­nie, czy podob­ną pro­ble­ma­ty­ką jak ta, któ­rą przy­pi­sa­li­śmy wyżej logi­kom, nie zaj­mu­ją się tak­że inni bada­cze – np. ling­wiści. Odpo­wiedź na to pyta­nie jest twier­dzą­ca – ale tyl­ko w zasadzie.

Po pierw­sze lin­gwi­ści nie zaj­mu­ją się (na ogół) języ­ka­mi sztucz­ny­mi, a zatem lin­gwi­stycz­na ana­li­za języ­ka natu­ral­ne­go nie jest uzu­peł­nia­nia przez lin­gwi­stów kon­struk­cją (i bada­niem) języ­ków sztucz­nych. Po dru­gie są pew­ne aspek­ty języ­ka natu­ral­ne­go, np. ety­mo­lo­gia czy sło­wo­twór­stwo, któ­re inte­re­su­ją lin­gwi­stów, a (na ogół) nie inte­re­su­ją logi­ków – i są pew­ne aspek­ty języ­ka natu­ral­ne­go, np. ści­słość czy spój­ność wypo­wie­dzi, któ­re inte­re­su­ją logi­ków, a (na ogół) nie inte­re­su­ją lingwistów.

Łączy zaś lin­gwi­sty­kę i logi­kę to, że poza ana­li­zą inte­re­su­ją­cych je aspek­tów języ­ka, któ­rej rezul­ta­ty ujmo­wa­ne są w posta­ci tez – obie for­mu­łu­ją też pew­ne nor­my, okre­śla­ją­ce warun­ki popraw­no­ści języ­ko­wej, cho­ciaż nor­my te doty­czą wła­śnie innych aspek­tów. Do norm lin­gwi­stycz­nych nale­żą m.in. nor­my orto­gra­ficz­ne, fra­ze­olo­gicz­ne i gra­ma­tycz­ne; nato­miast nor­my logicz­ne regu­lu­ją m.in. takie cechy wypo­wie­dzi, jak wymie­nio­na już ści­słość i spój­ność, a tak­że praw­dzi­wość i zasad­ność w wypad­ku twier­dzeń, dobre posta­wie­nie pytań i ich roz­strzy­gal­ność itp.

Prze­strze­ga­nie pierw­sze­go typu norm świad­czy o tym, co sami lin­gwi­ści nazy­wa­ją, tro­chę zabor­czo, „kul­tu­rą języ­ka”; prze­strze­ga­nie dru­gich – o logicz­nej kul­tu­rze języ­ka, a sze­rzej: po pro­stu o kul­tu­rze logicznej.

Pod­no­sze­niu tej ostat­niej słu­ży stu­dium logiki.


Anna Bro­żek – Prof. dr hab., filo­zof, pia­nist­ka, teo­re­tyk muzy­ki, pro­fe­sor w Insty­tu­cie Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go, czło­nek Aka­de­mii Mło­dych Uczo­nych PAN. Zaj­mu­je się semio­ty­ką logicz­ną, meto­do­lo­gią, histo­rią filo­zo­fii pol­skiej oraz teo­rią i histo­rią muzy­ki. Autor­ka dzie­wię­ciu ksią­żek, w tym Pyta­nia i odpo­wie­dzi (2007), Kazi­mierz Twar­dow­ski we Lwo­wie (2009), Teo­ria impe­ra­ty­wów (2012); współ­re­dak­tor­ka m.in. książ­ki: Feno­men Szko­ły Lwow­sko-War­szaw­skiej (2016). Hob­by – muzy­ka kame­ral­na, podró­że po Pol­sce i Europie.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: © by tiero

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Język, to sys­tem komu­ni­ka­cji pomię­dzy przy­naj­mniej dwo­ma pod­mio­ta­mi. Prze­ka­zy­wa­nie infor­ma­cji może mieć róż­no­rod­ny cha­rak­ter i cel. Nośni­kiem infor­ma­cji może być świa­tło, dźwięk, fala elek­tro­ma­gne­tycz­na, czę­sto­tli­wość, tem­pe­ra­tu­ra, kształt itd. Prak­tycz­nie wszyst­ko, co oddzia­ły­wu­je na recep­to­ry odbior­cy i może być wytwo­rzo­ne przez nadaw­cę infor­ma­cji. Połą­cze­nie zna­czą­ce­go, czy­li nośni­ka infor­ma­cji i zna­czo­ne­go, czy­li tre­ści infor­ma­cji, musi być iden­tycz­ne dla przy­naj­mniej dwóch podmiotów.
    Spe­cy­ficz­ną for­mą języ­ka jest język-mowa. Wykształ­cił się w pro­ce­sie two­rze­nia cywi­li­za­cji, jako sys­tem komu­ni­ka­cji inter­per­so­nal­nej w gatun­ku Homo Sapiens. Sta­no­wi sys­tem dźwię­ków, któ­ry jako „zna­czą­ce” ma okre­ślać przed­miot lub przed­mio­ty, zja­wi­sko lub zja­wi­ska, pro­ces lub pro­ce­sy będą­ce „zna­czo­nym”. Te pary „zna­czą­ce-zna­czo­ne” mogą być łączo­ne w „łań­cu­chy języ­ko­we” dowol­nej dłu­go­ści, posia­da­ją­ce „sens” iden­tycz­ny dla przy­naj­mniej dla dwóch osobników.
    Ssa­ki posia­da­ją „pamięć”. Jest to zdol­ność do prze­cho­wy­wa­nia bodź­ców w for­mie obra­zu, zapa­chu, dźwię­ku, tem­pe­ra­tu­ry, sma­ku oraz wszel­kich innych bodź­ców do odbio­ru któ­rych osob­nik posia­da odpo­wied­nie recep­to­ry. Pamięć pozwa­la na „roz­po­zna­wa­nie” kon­tek­stu, przez porów­na­nie z tym „zapi­sa­nym” w pamię­ci. Dzię­ki temu, dany osob­nik, może, w „zapa­mię­ta­nym” kon­tek­ście, pomi­nąć wie­le prób koń­czą­cych się wyni­kiem nega­tyw­nym i od razu wyko­nać czyn­no­ści przy­no­szą­ce suk­ces w reali­za­cji pod­ję­tej czyn­no­ści. Posia­da­nie pamię­ci daje ssa­kom moż­li­wość zdo­by­wa­nia „doświad­cze­nia”. Jest to pro­ces nie­zbęd­ny do tego, żeby w wyni­ku pro­ce­su adap­ta­cji, czy­li przy­go­to­wa­nia nowo naro­dzo­ne­go, z regu­ły z ogra­ni­czo­ny­mi umie­jęt­no­ścia­mi osob­ni­ka, do funk­cjo­no­wa­nia w świe­cie zewnętrz­nym już jako „doro­słe­go”, mógł on wykształ­cić u sie­bie nie­zbęd­ne odruchy.
    Pamięć ta, w podob­ny spo­sób, pozwa­la zapi­sać rów­nież dany sys­tem dźwię­ków w połą­cze­niu z kon­tek­stem, two­rząc pary zna­czą­ce-zna­czo­ne i dalej całe łań­cu­chy językowe.
    Te pary „zna­czą­ce-zna­czo­ne” i „łań­cu­chy języ­ko­we”, two­rzą połą­cze­nia łączą­ce „kon­tekst zewnętrz­ny”, czy­li wszel­kie infor­ma­cje odbie­ra­ne przez zmy­sły i prze­two­rzo­ne przez mózg, z odpo­wied­nim sys­te­mem dźwię­ków w języ­ku-mowie. W chwi­li poja­wie­nia się bodź­ców, mózg uru­cha­mia odpo­wia­da­ją­ce mu połą­cze­nia. Dzię­ki temu nasze łań­cu­chy języ­ko­we mają odpo­wied­ni „sens”, zro­zu­mia­ły dla osob­ni­ka posia­da­ją­ce­go iden­tycz­ne lub bar­dzo podob­ne połą­cze­nia odpo­wied­nie­go łań­cu­cha języ­ko­we­go z danym kon­tek­stem zewnętrznym.
    Zdol­no­ści manu­al­ne Homo Sapiens, pozwo­li­ły na w mia­rę pre­cy­zyj­ne prze­kształ­ca­nie mate­rii i dopa­so­wy­wa­nie jej do swo­ich potrzeb. Dało to począ­tek powsta­wa­nia „cywi­li­za­cji”.
    Wraz z pro­ce­sem powsta­wa­nia cywi­li­za­cji nastą­pił wzrost ilo­ści par zna­czą­ce-zna­czo­ne i two­rzo­nych z tych par łań­cu­chów języ­ko­wych. Ten wzrost sko­re­lo­wa­ny jest z roz­wo­jem cywi­li­za­cji. Poja­wie­nie się nowych przed­mio­tów, pro­ce­sów lub zja­wisk wywo­łu­je potrze­bę stwo­rze­nia nowych zna­czą­cych-zna­czo­nych i nowych łań­cu­chów języ­ko­wych. Jed­no­cze­śnie two­rze­nie nowych par i łań­cu­chów języ­ko­wych daje impuls do roz­wo­ju cywi­li­za­cji. Cza­sem nowe łań­cu­chy języ­ko­we wywo­łu­ją kie­run­ki roz­wo­ju cywi­li­za­cji, a cza­sem przy­pad­ko­we doko­na­nia cywi­li­za­cji kreu­ją nowe łań­cu­chy języ­ko­we. Z pew­no­ścią odby­wa się to syn­chro­nicz­nie. Ani cywi­li­za­cja nie może zbyt­nio „wyprze­dzić” roz­wo­ju języ­ka-mowy, ani język-mowa nie może wyprze­dzić roz­wo­ju cywi­li­za­cji. Te dwie spe­cy­ficz­ne umie­jęt­no­ści, czy­li kształ­to­wa­nie mate­rii i pre­cy­zyj­ne mode­lo­wa­nie dźwię­ków, stwo­rzy­ły moż­li­wo­ści roz­wo­jo­we, nie­do­stęp­ne innym ssakom.
    Homo Sapiens jest gatun­kiem stad­nym. Wystę­pu­ją­ca potrze­ba „przy­na­leż­no­ści” powo­du­je koniecz­ność łącze­nia się w gru­py-sta­da. Pier­wot­nie Homo Sapiens, podob­nie do innych ssa­ków stad­nych, praw­do­po­dob­nie two­rzył wyizo­lo­wa­ne sta­da z sil­nym lide­rem. Pro­ces „pod­po­rząd­ko­wa­nia” kil­ku stad jed­ne­mu lide­ro­wi mógł się zacząć dopie­ro w momen­cie poja­wie­nia się cywi­li­za­cji a więc i języ­ka mowy.
    Każ­da gru­pa two­rzy swo­je spe­cy­ficz­ne pary zna­czą­ce-zna­czo­ne i łań­cu­chy języ­ko­we. Dopie­ro roz­wój spo­łe­czeństw, wywo­ła­ny z jed­nej stro­ny „potrze­bą hie­rar­chi­za­cji”, a z dru­giej roz­wo­jem cywi­li­za­cji, dopro­wa­dza do powol­nej uni­fi­ka­cji języ­ka w więk­szych gru­pach i całych społecznościach.
    Po dru­giej stro­nie stro­nie stoi „potrze­ba przy­na­leż­no­ści”, któ­ra odpo­wia­da za powsta­wa­nie „grup”. Gru­py mogą być mniej lub bar­dziej licz­ne. Pod­sta­wo­wa gru­pa liczy 2–3 oso­by. Te pod­sta­wo­we gru­py two­rzą gru­py zło­żo­ne, w któ­rych ilość grup pod­sta­wo­wych jest ogra­ni­czo­na moż­li­wo­ścia­mi lide­ra. W gru­pie zło­żo­nej lider musi mieć codzien­ny i bez­po­śred­ni kon­takt ze wszyst­ki­mi człon­ka­mi gru­py. Odpo­wia­da za prze­strze­ga­nie zasad przez osob­ni­ków two­rzą­cych gru­pę zło­żo­ną. Gru­py zło­żo­ne two­rzą spo­łecz­no­ści lokal­ne, gdzie lider nie musi znać wszyst­kich osob­ni­ków, ale musi znać wszyst­kich lide­rów grup zło­żo­nych, two­rzą­cych tę spo­łecz­ność lokalną.
    Każ­da gru­pa, poczy­na­jąc od gru­py pod­sta­wo­wej, a na popu­la­cji Homo Sapiens koń­cząc, musi posia­dać „swój język” — swo­iste połą­cze­nia par „zna­czą­ce-zna­czo­ne” oraz łań­cu­chów języ­ko­wych z kon­tek­stem zewnętrz­nym. Nie­za­leż­nie od ska­li uni­fi­ka­cji języ­ka wewnątrz gru­py zło­żo­nej, w każ­dej gru­pie pod­sta­wo­wej będą pary zna­czą­ce-zna­czo­ne i łań­cu­chy języ­ko­we spe­cy­ficz­ne dla tej gru­py. Podob­nie w gru­pach zło­żo­nych i spo­łecz­no­ściach. Jed­ną od dru­giej wyróż­niać będą swo­iste „okre­śle­nia”.
    Język bowiem jest z jed­nej stro­ny „spo­iwem” każ­dej gru­py, a z dru­giej ele­men­tem „izo­lu­ją­cym” tę gru­pę od innych.
    Roz­wój cywi­li­za­cji Homo Sapiens dopro­wa­dził do sytu­acji, w któ­rej „pamięć” kon­tek­stów zewnętrz­nych zapi­sa­nych w posta­ci obra­zów, zapa­chów, doty­ku, sma­ku, dźwię­ków, został zastą­pio­ny ich „zna­czą­cy­mi”. Cała wizja świa­ta zewnętrz­ne­go zosta­ła zawar­ta w łań­cu­chach językowych.
    Ma to olbrzy­mie konsekwencje.
    Jeże­li jeden osob­nik ma przed sobą dru­gie­go osob­ni­ka posłu­gu­ją­ce­go się bar­dzo zbli­żo­nym języ­kiem, może prze­ka­zać mu za pomo­cą łań­cu­chów języ­ko­wych pewien kon­tekst zewnętrz­ny, wywo­łu­jąc u nie­go bar­dzo podob­ny „sens”. Tak powstał „mit”. Dru­gi osob­nik nie musi „zwe­ry­fi­ko­wać” dane­go łań­cu­cha języ­ko­we­go, aże­by przy­swo­ić sobie jego sens. „Mit” okre­śli­my jako „nie­zwe­ry­fi­ko­wa­ny łań­cuch językowy”.
    U ssa­ków, pro­ces odtwa­rza­nia gatun­ku, wyma­ga adap­ta­cji mło­de­go, rodzą­ce­go się jako zdol­ne­go do samo­dziel­ne­go ist­nie­nia, lecz nie do samo­dziel­ne­go bytu, osob­ni­ka. Okres dora­sta­nia zakła­da pro­ces „ucze­nia się”, czy­li prze­kształ­ca­nia się nowo naro­dzo­ne­go osob­ni­ka w „doro­słe­go”, zdol­ne­go do pro­kre­acji i samo­dziel­ne­go funk­cjo­no­wa­nia. Pro­ces ucze­nia się, to naby­wa­nie umie­jęt­no­ści od osob­ni­ków doro­słych, w tym umie­jęt­no­ści prze­strze­ga­nia zasad funk­cjo­no­wa­nia w grupie.
    Mło­dy osob­nik Homo Sapiens uczy się par zna­czą­ce-zna­czo­ne i potem łań­cu­chów języ­ko­wych podob­nie jak wszyst­kich odru­chów i zasad. Meto­dą „prób i błę­dów”, powsta­ją połą­cze­nia kon­tekst-łań­cuch językowy.
    Mózgi ssa­ków mają zdol­ność „wyobra­ża­nia sobie” dane­go kon­tek­stu. To pozwa­la osob­ni­ko­wi zna­leźć miej­sce gdzie jest woda lub poży­wie­nie. Po poja­wie­niu się danej potrze­by, odpo­wied­nie „wyobra­że­nie”, pro­wa­dzi osob­ni­ka do celu. W podob­ny spo­sób poja­wia­ją się wyobra­że­nia „łań­cu­chów języ­ko­wych”. Może­my to okre­ślić jako „myśle­nie”. Myśle­nie — wyobra­że­nie sobie łań­cu­chów języ­ko­wych, niczym nie róż­ni się od „myśle­nia” — wyobra­ża­nia sobie obra­zów, zapa­chów, dźwię­ków itd. W ten sam spo­sób dzia­ła to u wszyst­kich ssa­ków. Dla­te­go tak czę­sto zaska­ku­je nas „inte­li­gen­cja” zwie­rząt. „Inte­li­gen­cją” nazwie­my tutaj zdol­ność do kre­owa­nia nowych zacho­wań w zmo­dy­fi­ko­wa­nych kon­tek­stach, w celu osią­gnię­cia celu. U ludzi doty­czy to rów­nież ope­ro­wa­nia na łań­cu­chach językowych.
    Per­ma­nent­na zdol­ność do „ucze­nia się”, doty­czy zarów­no Homo Sapiens, jak i innych gatun­ków ssa­ków. Nazy­wa­my to „zdo­by­wa­niem doświad­cze­nia”. Roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów w związ­ku z poja­wie­niem się nowe­go kon­tek­stu, pozwa­la na naby­wa­nie umie­jęt­no­ści. To z kolei stwa­rza moż­li­wo­ści roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów w coraz bar­dziej wyma­ga­ją­cych kon­tek­stach. W ten spo­sób dzi­kie zwie­rzę­ta, któ­rym „uda­ło się” unik­nąć wie­lu puła­pek i nie­bez­pie­czeństw, mogą, dzię­ki zdo­by­te­mu doświad­cze­niu, być nie­uchwyt­ne dla polu­ją­cych na nich ludzi. „Naby­te umie­jęt­no­ści” pozwa­la­ją im na spo­strze­że­nie wszel­kich „zasa­dzek”.
    Podob­nie Homo Sapiens, jeże­li posiadł odpo­wied­nie doświad­cze­nie w ope­ro­wa­niu łań­cu­cha­mi języ­ko­wy­mi, może kre­ować bar­dzo cie­ka­we nowe roz­wią­za­nia, czy­li nowe łań­cu­chy języ­ko­we. „Mity”, czy­li nie­zwe­ry­fi­ko­wa­ne łań­cu­chy języ­ko­we, sta­no­wią naj­więk­szą prze­szko­dę w two­rze­niu nowych łań­cu­chów języ­ko­wych czy też nowych spo­so­bów prze­kształ­ca­nia materii.
    Mity mogą być zarów­no wery­fi­ko­wal­ne jak i nie­we­ry­fi­ko­wal­ne. Two­rzą swo­istą „klat­kę mitycz­ną”, wery­fi­ku­ją­cą wszel­kie „myśle­nie”. Wizja świa­ta zewnętrz­ne­go, opi­sa­ne­go łań­cu­cha­mi języ­ko­wy­mi, wyzna­cza Homo Sapiens kie­run­ki dzia­łań. Skła­da­jąc się w swo­jej prze­wa­ża­ją­cej masie z mitów, two­rzy „czło­wie­ka mitycznego”.
    W pro­ce­sie adap­ta­cji-edu­ka­cji, ze wzglę­du na wiel­kość zbio­ru zarów­no samych par zna­czą­cych-zna­czo­nych jak i łań­cu­chów języ­ko­wych, „spo­łe­czeń­stwo” wyma­ga od nowo naro­dzo­ne­go osob­ni­ka przy­swa­ja­nia łań­cu­chów języ­ko­wych bez moż­li­wo­ści wery­fi­ko­wa­nia ich w kon­tek­ście zewnętrz­nym. Zde­cy­do­wa­na więk­szość z nich przy­swa­ja­na jest w for­mie „mitów”. Dla mło­de­go, bez więk­sze­go doświad­cze­nia osob­ni­ka, nie ist­nie­je moż­li­wość odróż­nie­nia mitów wery­fi­ko­wal­nych, w tym mitów praw­do­po­dob­nych, od mitów nie­we­ry­fi­ko­wal­nych. Two­rzy więc swo­ją „wizję świa­ta zewnętrz­ne­go” jako jed­no­rod­ną całość bez dzie­le­nia na łań­cu­chy języ­ko­we racjo­nal­ne i mity. Wpro­wa­dze­nie do wizji świa­ta zewnętrz­ne­go mło­de­go osob­ni­ka mitów, ze wzglę­du na brak moż­li­wo­ści kry­tycz­ne­go podej­ścia, do przy­swa­ja­nych przez nie­go łań­cu­chów języ­ko­wych, jest sto­sun­ko­wo pro­ste. Tak zbu­do­wa­na klat­ka mitycz­na „blo­ku­je” sku­tecz­nie moż­li­wość i potrze­bę wery­fi­ka­cji tych mitów.
    Odruch jest pod­sta­wo­wym spo­so­bem funk­cjo­no­wa­nia ssa­ków. Gdy­by polu­ją­cy osob­nik, za każ­dym razem, eks­pe­ry­men­to­wał z siłą i kie­run­kiem ata­ku, nie był­by w sta­nie prze­żyć. Podob­nie trud­no sobie wyobra­zić osob­ni­ka, eks­pe­ry­men­tu­ją­ce­go za każ­dym razem, jak łyż­ką prze­nieść potra­wę z tale­rza do ust. Wyko­rzy­stu­je­my do tego wro­dzo­ne lub naby­te odruchy.
    Podob­nie wyglą­da uży­wa­nie łań­cu­chów języ­ko­wych w okre­ślo­nych kon­tek­stach. Odru­cho­wo je „wypo­wia­da­my” lub odtwa­rza­my w „myśli”, w chwi­li poja­wie­nia się okre­ślo­ne­go kontekstu.
    Cały pro­ces „burzy mózgów” opie­ra się na tym, że być może w, czę­sto nie na temat wypo­wie­dziach poja­wi się „impuls”, któ­ry wyzwo­li pro­ces wykre­owa­nia wła­ści­we­go łań­cu­cha języ­ko­we­go. Bez tego odru­chy w uży­wa­niu łań­cu­chów języ­ko­wych powo­du­ją, że zapę­tla­ją się one i na wyj­ściu dają sta­le ten sam, nie­za­do­wa­la­ją­cy nas wynik.
    Odru­chy powo­du­ją „prze­ję­zy­cze­nia się”, kie­dy nakła­da­ją się na sie­bie bodź­ce, wywo­łu­ją­ce róż­ne odru­chy języ­ko­we. Mówie­nie „nie na temat”, kie­dy bodź­ce sko­ja­rzą nas nie z tymi łań­cu­cha­mi języ­ko­wy­mi. Psy­chia­trzy czę­sto sto­su­ją meto­dę, w któ­rej pacjent ma szyb­ko podać łań­cuch języ­ko­wy „sko­ja­rzo­ny” z obra­zem lub sło­wem. Poma­ga to poznać wizję świa­ta zewnętrz­ne­go dane­go pacjenta.
    Tak jak spor­tow­cy potra­fią w spo­sób bar­dziej lub mniej ela­stycz­ny zmie­niać swo­je odru­chy cia­ła, podob­nie są oso­by, któ­re w spo­sób bar­dziej lub mniej ela­stycz­ny potra­fią zmie­niać swo­je odru­chy w zakre­sie uży­wa­nia łań­cu­chów języ­ko­wych. Ludzie róż­nią się wiel­ko­ścią zbio­ru łań­cu­chów języ­ko­wych, okre­śla­nych jako „wie­dza”, szyb­ko­ścią i sku­tecz­no­ścią przy­swa­ja­nia nowych łań­cu­chów języ­ko­wych, okre­śla­nych jako „pamięć” oraz doświad­cze­niem w zakre­sie ope­ro­wa­nia tymi łań­cu­cha­mi języ­ko­wy­mi, okre­śla­nym jako inteligencja.
    Podob­nie jak cia­ło do ela­stycz­no­ści ruchu, tak mózg moż­na wytre­no­wać do kre­owa­nia coraz licz­niej­szych odru­chów w uży­wa­niu łań­cu­chów językowych.
    To wszyst­ko nadal nie czy­ni z Homo Sapiens „czło­wie­ka rozumnego”.
    Wizja świa­ta zewnętrz­ne­go, zawar­ta w łań­cu­chach języ­ko­wych, wyzna­cza dzia­ła­nia w świe­cie rze­czy­wi­stym, opie­ra­jąc się w rów­nym stop­niu na łań­cu­chach języ­ko­wych zwe­ry­fi­ko­wa­nych, jak i mitach wery­fi­ko­wal­nych i nieweryfikowalnych.
    Pod­le­ga więc „ste­ro­wa­niu” przez tych, któ­rzy dane mity wpro­wa­dzi­li do powszech­ne­go uży­cia w danej społeczności.
    Dla­te­go, nie­za­leż­nie od wie­dzy, pamię­ci i inte­li­gen­cji, moż­na okre­ślić ludzi mia­nem Homo Loqu­itur, czy­li „czło­wiek mówią­cy”. Homo Sapiens nadej­dzie z chwi­lą oddzie­le­nia racjo­nal­nych łań­cu­chów języ­ko­wych od mitów wery­fi­ko­wal­nych, a tych z kolei od mitów nieweryfikowalnych.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy