Artykuł

Arkadiusz Chrudzimski: #3. Indywidualne własności

Kurs Ontologii: #3. Indywidualne własności — W 12 odcinkach — Tekst: Arkadiusz Chrudzimski; Grafika: Lubomira Platta
Często nie jesteśmy w stanie zaakceptować poglądu, że zielona barwa, którą obserwujemy w tej oto żabce, jako identycznie ta sama obecna jest również w innej żabce, polnym koniku czy źdźble trawy, na której ten akurat siedzi. Jeśli podążymy za tymi intuicjami, możemy dojść do poglądu, że konkretne indywidua, takie jak ów polny konik, posiadają wprawdzie własności – takie jak kształt, waga, barwa czy temperatura – ale własności te są tak samo indywidualne jak przedmioty, które je posiadają.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2023 nr 5 (53), s. 40–42. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


W poprzedniej części cyklu omówiona została koncepcja własności rozumianych jako powszechniki. Jej zwolennik twierdzi, że jeśli indywidualne przedmioty są „jakieś” (czerwone, czworonożne, koniowate), to dzieje się tak dlatego, że (1) posiadają one własności, a (2) własności te są czymś autentycznie wspólnym dla wszystkich posiadających je indywiduów. Teoria indywidualnych własności podtrzymuje pierwszą tezę, neguje jednak drugą. Zgodnie z tą teorią własności posiadane przez indywidualne obiekty są tak samo indywidualne jak te konkrety.

Świat jest na wskroś indywidualny

Teoria własności uniwersalnych ma swoje techniczne problemy, o których wspomnieliśmy w poprzedniej części, jednak tym, co najczęściej od niej odstręcza, jest pewnego rodzaju intuicyjna niewiarygodność. Często nie jesteśmy w stanie zaakceptować poglądu, że zielona barwa, którą obserwujemy w tej oto żabce, jako identycznie ta sama obecna jest również w innej żabce, polnym koniku czy źdźble trawy, na której ten akurat siedzi. Jeśli podążymy za tymi intuicjami, możemy dojść do poglądu, że konkretne indywidua, takie jak ów polny konik, posiadają wprawdzie własności – takie jak kształt, waga, barwa czy temperatura – jednak własności te są tak samo indywidualne jak przedmioty, które je posiadają. W ten sposób w ontologii pojawiają się indywidualne własności, w filozofii analitycznej nazywane dość powszechnie tropami. Teoria tropów mówi nam zatem, że jeśli zarówno polny konik, jak i źdźbło trawy są zielone, to każde z nich musi posiadać swoją prywatną zieleń. Podkreślmy, że musi tak być nawet wtedy, gdy ich barwy nie różnią się niczym, gdy są w dokładnie tym samym odcieniu, są – jak to się technicznie wyraża – ściśle do siebie podobne. Również wtedy będą musiały być numerycznie różne. Jeśli zatem wyobrazimy sobie, że zielone źdźbło trawy więdnie, wysycha i staje się żółte, to jego zieleń literalnie znika, w odróżnieniu od zieleni polnego konika, która pozostaje nienaruszona. W ramach teorii powszechników sprawa wyglądałaby inaczej. Utrata zielonej barwy przez źdźbło trawy nie powoduje, że znika ona z uniwersum. Nie jest ona bowiem „prywatną własnością” żadnego indywiduum i może być wciąż obecna w innych przedmiotach.

Abstrakcja

A zatem własności są czymś w rodzaju indywidualnych „części” poszczególnych przedmiotów. Oczywiście nie są to części konkretne, które moglibyśmy realnie oddzielić od przedmiotu, takie jak np. noga stołu, ale są jednak czymś, co można myślowo „wyróżnić”, „wydzielić” czy „wyabstrahować” z przedmiotu. Z tego powodu nazywane bywają abstrakcyjnymi częściami bądź (częściej) abstrakcyjnymi aspektami przedmiotu. Nasza ontologia wygląda zatem w ten sposób, że mamy w niej indywidualne konkrety, takie jak żabki czy polne koniki, oraz ich indywidualne aspekty (indywidualne własności, tropy), które nie mogą wprawdzie zostać realnie oddzielone, ale możemy je myślowo wyizolować, np. w celu wyjaśnienia, co to znaczy, że dany przedmiot jest czerwony, kwadratowy czy miękki.

Zbiory tropów

Jednym z głównych powodów, dla których filozofowie wpadli na pomysł wprowadzenia powszechników, była chęć wyjaśnienia orzekania wspólnych własności, co umożliwia nam klasyfikacje przedmiotów na żabki, polne koniki czy przedmioty zielone. Odpowiedzią zwolennika uniwersaliów była teza, że mówienie o wspólnych własnościach potraktować należy dosłownie, zwolennik tropów przekonuje nas zaś, że jest to jedynie metafora. Skoro jednak wszystkie zielenie, które znajdujemy w indywidualnych rzeczach, są od siebie indywidualnie różne dokładnie tak jak owe rzeczy, to co u licha czyni je wszystkie zieleniami? Wydaje się, że problem, który doprowadził do wprowadzenia uniwersaliów, powtarza się tu. Zwolennik tropów mógłby oczywiście odpowiedzieć, że wszystkie indywidualne zielenie są zieleniami po prostu dlatego, że wszystkie one egzemplifikują (są przykładem) jedną jedyną „istotę zieleni”, to byłoby jednak przejście na pozycje przeciwnika i to w dodatku dość nieekonomiczne. Zauważmy bowiem, że zwolennik uniwersaliów traktuje wszystkie własności jako uniwersalia, podczas gdy koncepcja, którą rozważamy obecnie, wprowadza z jednej strony indywidualne własności (zieleń polnego konika), z drugiej zaś coś w rodzaju własności wyższego rzędu (istota zieleni jako takiej), które byłyby właściwie uniwersaliami. Warto jednakże zauważyć, że poglądy podobne do tej nieekonomicznej doktryny głosili tak znamienici filozofowie jak Edmund Husserl i Roman Ingarden. Teoria tropów idzie zatem inną drogą. Wyabstrahowane indywidualne aspekty mogą zostać pogrupowane w zbiory. Naturalną myślą jest, że odpowiednikiem ogólnej własności zieleń, którą postuluje zwolennik uniwersaliów, będzie w ramach teorii tropów zbiór wszystkich tropów zieleni, wyjaśnieniem zaś tego, co to znaczy, że przedmioty A i B są zielone, będzie formuła w rodzaju: „Zarówno A, jak i B zawierają aspekty, które należą do zbioru Zieleń”.

Podobieństwo

Problemem, który się jednak pojawia w tym miejscu, jest niejasność, wedle jakiej zasady zbiory owe są konstruowane. Co sprawia, że w zbiorze Zieleń obok zieleni tej oto żabki i zieleni tego oto jabłuszka nie pojawi się nagle czerwień tego oto muchomorka? Nie możemy oczywiście odpowiedzieć – jak zapewne mielibyśmy ochotę – że dzieje się tak dlatego, iż muchomorek po prostu nie jest zielony. Przypomnijmy bowiem, że szukamy tu metafizycznego wyjaśnienia tego, co to znaczy, że pewna rzecz jest zielona. Jedna z możliwych odpowiedzi jest taka, że podział na zbiory indywidualnych własności odpowiadających uniwersalnym własnościom potraktować należy jako fundamentalną, dalej już nieanalizowalną segregację uniwersum. Tu nasze wyjaśnienie musi się skończyć. Jako że faktycznie jest tak, iż każde wyjaśnienie musi mieć swój kres, odpowiedź taka jest jak najbardziej dopuszczalna; trudno jest się jednak oprzeć wrażeniu, że pozostawia nas ono z poczuciem pewnego niedosytu. Poczucie to bierze się stąd, że mamy, jak się wydaje, dość silną intuicję co do zasady budowania dyskutowanych zbiorów, a wskazuje ona na podobieństwo. Przedmioty zielone są podobne pod względem barwy. Jeśli więc analiza ontologiczna doprowadza nas do twierdzenia, że każdy z tych przedmiotów posiada swoją prywatną zieleń, to czy nie byłoby rozsądne przyjąć, że wszystkie te indywidualne zielenie są zieleniami właśnie dlatego, że są do siebie podobne? Tę drogę obiera w istocie większość zwolenników teorii tropów. Zasadą budowania zbiorów tropów odpowiadających uniwersalnym własnościom staje się więc wiążąca je relacja podobieństwa. Warto tu powiedzieć parę słów na temat tej relacji. Gdy potocznie mówimy o podobieństwie, chodzi nam zwykle o podobieństwo „w pewnym stopniu”. Powiemy więc np., że barwy cytrynowa i bananowa są podobne, ale gdy dwie powierzchnie pokryte są farbą o dokładnie tym samym odcieniu, to będziemy zapewne twierdzić, że ich kolor jest identyczny. W języku filozoficznym wyrażamy się inaczej. Identyczność oznacza tu, że mamy do czynienia z jednym i tym samym bytem (a zatem o identyczności barwy dwóch przedmiotów można by mówić niemetaforycznie tylko w ramach teorii uniwersaliów). Kiedy zaś zwolennik tropów ma przed sobą barwy o dokładnie tym samym odcieniu, powie on, że są do siebie ściśle podobne. Zbiory będące odpowiednikami własności uniwersalnych budowane są właśnie na podstawie takiego ścisłego podobieństwa, które jest relacją symetryczną, zwrotną i przechodnią.


Warto doczytać:

  • A. Chrudzimski, Metafizyczny nominalizm, „Edukacja Filozoficzna” 1999, nr 28, s. 220–235.
  • P. Rojek, Tropy i uniwersalia, Warszawa 2019.

Arkadiusz Chrudzimski – profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się ontologią, epistemologią, teorią intencjonalności oraz historią szeroko rozumianej tradycji brentanowskiej. Jest współwydawcą nowej edycji dzieł Brentana (Sämtliche veröffentlichte Schriften) oraz serii filozoficznej Phenomenology and Mind (obie serie w wydawnictwie De Gruyter). W czasie wolnym lubi podróżować, fotografować i słuchać muzyki.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Lubomira Platta 


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy