Artykuł

Artur Szutta: Bez nieskończoności ani rusz

W sekcji „eksperyment myślowy” powinienem być może przedstawić szczegółowo przykłady paradoksów Achillesa niemogącego dogonić żółwia, strzały nigdy niesięgającej celu albo hotelu Hilberta, który jest w stanie pomieścić każdą liczbę nowo przybywających gości, pomimo że jest już ich pełen. Wszystkie one jednak zostały przedstawione w niniejszym numerze „Filozofuj!” (zob. s. 6 i 8), dlatego też zaproponuję wam coś innego – eksperyment, który pokaże, że przynajmniej w niektórych okolicznościach nasze myślenie nie może się obyć bez założenia nieskończoności.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2021 nr 3 (39), s. 30–31. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Wyobraź sobie nic

Zacznę jed­nak od cze­goś prze­ciw­ne­go nie­skoń­czo­no­ści – od nico­ści. Jako dziec­ko żyją­ce w cza­sach sprzed ery kom­pu­te­rów czę­sto bawi­łem się, pró­bu­jąc wyobra­zić sobie ową nicość. Doko­ny­wa­łem w gło­wie zabie­gu „pako­wa­nia” świa­ta (wła­ści­wie wszech­świa­ta), ści­ska­nia go ze wszyst­kich stron do roz­mia­rów punk­tu, któ­ry w ostat­nim akcie wyobraź­ni miał zniknąć.

Za każ­dym razem jed­nak dzia­ło się coś, co prze­kra­cza­ło moje umy­sło­we moż­li­wo­ści. Dooko­ła mają­ce­go ani­hi­lo­wać punk­tu poja­wia­ła się czar­na prze­strzeń, któ­rej żad­ną mia­rą nie potra­fi­łem wyeli­mi­no­wać. Gdy tyl­ko uświa­da­mia­łem sobie, że nie wszyst­ko zosta­ło „spa­ko­wa­ne”, pró­bo­wa­łem ogar­nąć i jakoś upchnąć w punkt wszech­rze­czy opa­tu­la­ją­cą go czerń. Nie­ste­ty, zaraz po tym zabie­gu poja­wia­ła się nowa nie­prze­nik­nio­na prze­strzeń. Po niej kolej­na, a po niej jesz­cze kolej­na, i tak do zmęczenia.

Tak na mar­gi­ne­sie, w tej zaba­wie ist­nie­je jesz­cze jed­na trud­ność, któ­rej wów­czas sobie nie uświa­da­mia­łem. Mia­no­wi­cie nie moż­na sobie wyobra­zić zni­ka­ją­ce­go świa­ta bez wyobra­że­nia sobie, że patrzy­my na to zni­ka­nie – tzn. że poza zni­ka­ją­cym świa­tem jeste­śmy (ist­nie­je­my) my, świad­ko­wie pro­ce­su zni­ka­nia. Nota­be­ne z tego wła­śnie powo­du nie potra­fi­my sobie wyobra­zić wła­sne­go nieistnienia.

Cóż to ma wspól­ne­go z nie­skoń­czo­no­ścią? Otóż za cią­głe moje poraż­ki odpo­wie­dzial­ne było kry­ją­ce się za moim myśle­niem (a ści­ślej wyobra­ża­niem sobie uni­ce­stwia­nia świa­ta) nie­usu­wal­ne domnie­ma­nie nie­skoń­czo­nej przestrzeni.

Wyobraź sobie świat, który ma granice

Wyda­je się zatem, że nie moż­na sobie wyobra­zić abso­lut­nej nico­ści, ale czy moż­na przed­sta­wić sobie skoń­czo­ny wszech­świat? Zwra­cam uwa­gę, że nie pytam o moż­li­wość pomy­śle­nia, ale wyobra­że­nia. Mogę sobie pomy­śleć (zro­zu­mieć) ideę kwa­dra­to­we­go koła, milio­no­bo­ku, tego, że mnie nie będzie, albo ideę dosko­na­łe­go nic, ale nie umiem ich sobie wyobra­zić (przed­sta­wić). I nie cho­dzi tu (choć mogę się mylić) jedy­nie o naocz­no­ścio­we, wzro­ko­we przed­sta­wie­nie. Myślę, że podob­ne kło­po­ty mogła­by mieć oso­ba od uro­dze­nia niewidoma.

Do rze­czy. Załóż­my, że wie­rzy­cie, iż gdzieś, hen, hen, nasz wszech­świat ma swój kres. Wyobraź­cie go sobie teraz. Wyobraź­cie sobie, że jakimś cudem ludz­ka rakie­ta docie­ra do tego kre­su. Czy będzie to jakaś ścia­na, o któ­rą ude­rzy (chcia­ło­by się powie­dzieć „z głu­chym hukiem”, jak łódź tytu­ło­we­go boha­te­ra fil­mu Tru­man Show)? A może jakaś tajem­ni­czo zakrzy­wio­na prze­strzeń, któ­ra spra­wi, że tego kre­su nigdy nie dotknie­my, nawet jeśli on gdzieś tam jest? Może nasza trój­wy­mia­ro­wa prze­strzeń (zazna­czam, że cały czas mówię o naszym jej wyobra­że­niu, a nie o niej samej) jest ana­lo­gicz­na do sfe­ry, któ­ra jest skoń­czo­na, ale podró­żu­jąc po niej, nigdy nie znaj­dzie­my jej kresu?

Zawsze jest jakieś dalej

Bez wzglę­du na to, jak wysi­li­cie swo­ją wyobraź­nię, jak przed­sta­wi­cie sobie kres nasze­go wszech­świa­ta, przed okiem wasze­go umy­słu zawsze będzie poja­wiać się domnie­ma­ne coś z dru­giej stro­ny tego kre­su: nie­skoń­czo­na prze­strzeń wie­lo­świa­ta, a może kolej­ne jego pozio­my – jak w rosyj­skiej matriosz­ce. Wyda­je się zatem (o ile nie zwo­dzę was w tym eks­pe­ry­men­cie na manow­ce), że osta­tecz­ny kres nie jest wbu­do­wa­ny w nasze modu­sy wyobra­żeń, że u gra­nic naszej wyobraź­ni czai się nieskończoność.


Artur Szut­ta – filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w filo­zo­fii spo­łecz­nej, ety­ce i meta­ety­ce. Jego pasje to przy­rzą­dza­nie smacz­nych potraw, nauka języ­ków obcych (obec­nie węgier­skie­go i chiń­skie­go), cho­dze­nie po górach i gra w pił­kę nożną.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Anna Koryzma

Najnowszy numer można nabyć od 1 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy