Artykuł Epistemologia

Artur Szutta: Bocca della Verità

Jak głosi legenda, ten, który „minął się z prawdą”, kiedy włożył do „ust prawdy” swoją rękę, tracił ją. A gdyby tak okazało się to prawdą i wszyscy, którzy coś twierdzą, mieli testować prawdziwość swoich przekonań poprzez włożenie ręki do ust prawdy? Co by się wówczas stało?

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2021 nr 6 (42), s. 27. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Przenieśmy się do Rzymu na Piazza della Bocca della Verità. Jednak nie do Rzymu, jaki jest nam znany z naszego świata, ale do miasta, które istnieje w świecie równoległym, gdzie legendy (niektóre, a przynajmniej jedna, ta głosząca, że słynna płaskorzeźba Merkurego z otwartymi ustami odgryza ręce tym, którzy głoszą fałsz) nie są jedynie bajkami, w których nie ma za grosz prawdy, ale historiami, których prawdziwości nie sposób podważyć.

W roku X ery Y Minister Nauki Zjednoczonej Europy wprowadził rozporządzenie zobowiązujące filozofów do potwierdzania prawdziwości głoszonych przez nich twierdzeń poprzez włożenie ręki do ust boga Merkurego. Do owej pory musieli to czynić jedynie handlarze podejrzani o nieuczciwość i złodzieje, którzy chcieli wybronić się przed zarzutem kłamstwa. W końcu przyszła pora na miłośników mądrości.

Dlaczego sprawdzian zaczął dotyczyć filozofów? Przedstawiciele nauk empirycznych dysponowali niezależnymi kryteriami oceny twierdzeń poprzez eksperyment i obserwację. To one spełniały rolę ust prawdy, żelaznego kryterium, które falsyfikowało nieprawdziwe tezy i teorie naukowców. Filozofowie jednak, ponieważ głosili zdania, które wymykały się miarom empirii, zostali zmuszeni do poddania się testowi znacznie bardziej surowemu i nieomylnemu, bo werdyktowi samego bóstwa. A co z humanistami, poetami, politykami i innymi głosicielami „prawd” wymykających się naukowym testom? Pomińmy ich tutaj milczeniem, żadne wieści na ich temat do naszego świata nie przeciekły.

Jeśli zaś chodzi o filozofów, to głosili oni tezy bardzo różne, często przecząc sobie nawzajem, prowadzili niekończące się polemiki, zarzucając jeden drugiemu (bądź drugiej) fałsze i błędy. Przy czym wielu z nich tak bardzo chełpiło się swoją wyższością intelektualną nad innymi (niefilozofami w szczególności), że skończyła się cierpliwość Wielkiego Ministra. Natchniony snem zesłanym mu przez boga Merkurego, który obiecał mu odcedzić głosicieli prawdy od uzurpatorów, odgryzając ręce tym ostatnim, minister wprowadził wspomniane już rozporządzenie.

Już w pierwszych tygodniach, jak donosiły gazety (dziennikarze, o dziwo, zwolnieni byli z obowiązku przechodzenia testu – najwyraźniej komuś we władzach bardzo na tym zależało), wielu filozofów (podobno w większości byli to dogmatycy) straciło ręce. Pozostali, przy zdrowych kończynach w większości, albo pozaszywali się na dalekich prowincjach, albo oficjalnie przeszli na stanowisko agnostycyzmu, polegające na całkowitym zawieszeniu sądu.

Pewnie wyginąłby zawód filozofa, gdyby nie to, że filozofowie to jednak inteligentne istoty i znana jest im idea paradoksu. Młody filozof z prowincji Polan o imieniu Niewciemiębity opublikował artykuł głoszący, że usta Merkurego odgryzą mu rękę za ten właśnie artykuł. Zgodnie z tym, co stanowiło rozporządzenie, udał się do Rzymu i rękę do ust prawdy włożył. Czy stracił rękę, tego już nie wiem – zostawiam to Wam, Czytelnicy, do odgadnięcia.

Na koniec jeszcze jedna warta odnotowania informacja. Podobno kilku śmiałków sporządziło listę prawd niezbitych, których głoszenie nie groziłoby utratą ręki. Czy jesteście w stanie odgadnąć, jakie twierdzenia znalazły się na tej liście? A gdyby Wam przyszło żyć w świecie, w którym dzieje się powyższa historia, jakie głosilibyście przekonania? No i czyż nie miał racji Minister Nauki, wprowadzając swoje rozporządzenie? Czy nie jest prawdą, że my wszyscy (nie tylko filozofowie) zbyt pochopnie głosimy „prawdy” przeróżne?


Artur Szutta – filozof, pracownik Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizuje się w filozofii społecznej, etyce i metaetyce. Jego pasje to: przyrządzanie smacznych potraw, nauka języków obcych (obecnie węgierskiego i chińskiego), chodzenie po górach i gra w piłkę nożną.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Zuzanna Bołtryk

Najnowszy numer można nabyć od 1 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Wiem jakie bym przekonania głosił w tej — jakże — alternatywnej rzeczywistości, tylko na ile ten poziom płaszczyzny moralnej “odgryzania” komuś ręki za napisanie dosyć wolnego artykułu, w której są wolne myśli? 

    W kraju Seneki, czy też Heraklita gdyby taka merytokracja opierałaby się o prawo takiej nadzorowanej przez Bogów — czy półbóstwa powszechnej cenzury materiałów nieprzychylnych samym ich personom i sylwetkom owych person, i takie artykuły byłyby zakazane w druku poprzez odgryzanie komuś ręki (lub jak kto woli, wycięcia “w pień” przez kata, albo powieszenia na pięciometrowym lewarze) — już dawno filozofowie tacy jak chrześcijańscy, bogobojni stoicy, czy też ateistyczni sofiści, baliby się o swoje życie z zapędu, aby nic im nie naszkodziło ich Lebenprinzip z kwestii pewnych zastosowanych równoważników zdań, czy twierdzeń paradogmatycznych — które byłyby stosowane w owych tekstach i musieliby stosować jakieś “fikołki” logiczne typu non esse habeat, czy tu quoque, tak aby — jak to mówił pewien klasyk filmowy — “żeby krytyki nie było, tylko aplauz i zaakceptowanie” i aby te teksty wyrażały pewien bogobojny charakter poddańczości wobec myśli bóstwom, do których te myśli mogą / mogły przynależeć. 

    A bez krytyki nie ma życia na żadnej płaszczyżnie moralnej i to jednak jest pewien kurs, z którego każde merytokratyczne, czy teozoficzne rządy powinny zdawać sobie sprawę, że pewne dysocjacje od myśli deontologicznej w danym ze światów — były, są i będą. Bo jeśli te granice się zacierają / są likwidowane poprzez tą cenzurę, to nawet cenzuryzacja prac krytycznych nie może mieć granic i w tym zakresie odpowiadania na pewne argumenty postawione w tezie danej pracy, każde zdanie, każda struktura może mieć znaczenie.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy