Artykuł Etyka

Artur Szutta: Czy cnotliwe wątpienie jest możliwe?

Z jednej strony sceptyk (szczególnie ten globalny, czyli odnoszący się do wszelkich obszarów poznania) jawi się jako osoba podejrzana. Jego/jej przesłanie niesie w sobie groźbę zaniechania wszelkich dociekań, śmierci nauki i filozofii. Z drugiej strony wątpienie zdaje się motorem napędzającym rozwój naszej wiedzy, zmusza nas bowiem do krytycznego namysłu, otwierania się na nowe punkty widzenia i pomysły. Może zatem problem polega jedynie – jak w przypadku każdego leku, który źle stosowany, często staje się trucizną – na znalezieniu właściwej dozy wątpienia i okoliczności, w których wręcz powinniśmy wątpienie dopuszczać.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2021 nr 6 (42), s. 20–22. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Dla właściwego zrozumienia tytułowego pytania zacznijmy od ustalenia znaczeń terminów „wątpienie” i „cnota”.

Co to znaczy mieć wątpliwości

Przez wątpienie będziemy rozumieli brak pewności. Ten zaś jest stopniowalny. Zarówno Jan, jak i Maria mogą uważać, że dzisiaj będzie piękna pogoda. Jednak jedno z nich (niech to będzie Jan) nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Drugie zaś (Maria) wydaje się ostrożniejsze w wydawaniu sądu, dopuszcza możliwość pomyłki. Można zatem stwierdzić, że w postawie Marii znajduje się ziarno wątpienia, choć trudno powiedzieć, czy Maria rzeczywiście wątpi w to, że będzie piękna pogoda. Postawę pełnego wątpienia wyrażałby sąd „dziś raczej pięknej pogody nie będzie”. No i wreszcie można nie mieć żadnych wątpliwości, że pogoda będzie zła.

Mieć wątpliwości zatem to dostrzegać pewne racje przeciw uznaniu prawdziwości określonego sądu. Dostrzegać racje na tyle mocne, że mogą one osłabić lub wręcz pozbawić nas przekonania (asercji). Zakładam tutaj (z pewną dozą niepewności), że nie każda wątpliwość automatycznie wpędza nas w stan zawieszenia sądu (zob. art. O zawieszeniu sądu, czyli o sceptykach i agnostykach słów kilka, s. 9–12 tego numeru), choć z pewnością do takiego zawieszenia przybliża.

Czym jest cnota?

Cnotę (moralną) zdefiniować można jako stałą dyspozycję (cechę charakteru) usprawniającą nasze działania w zakresie czynienia tego, co dobre lub słuszne. Dla precyzji dodam jeszcze, że nie chodzi tu o zwykłe sprawności, np. inteligencję, sprawność fizyczną czy szybkość w myśleniu. Te bowiem mogą zostać wykorzystane zarówno w czynieniu dobra, jak i zła. Cnota gwarantuje czynienie dobra (lub wysoce zwiększa jego prawdopodobieństwo). Przykładowo cnota sprawiedliwości pozwala niezawodnie oddawać innym to, co się im od nas należy, cnota męstwa zaś pokonywać strach i podejmować właściwe działania mimo niebezpieczeństw. W każdym przypadku cnota umożliwia czynienie tego, co słuszne, we właściwej mierze, miejscu i czasie.

W pytaniu o to, czy wątpienie może być wyrazem cnoty, chodzi o dyspozycję dotyczącą dziedziny ludzkiego poznania, czyli o cnotę (lub cnoty) poznawczą (intelektualną bądź epistemiczną). Choć niektórzy autorzy (np. Arystoteles) oddzielają cnoty poznawcze od moralnych, należy uznać, że przynajmniej niektóre z tych pierwszych mają również charakter etyczny. Intelektualna uczciwość, skromność, prawdomówność czy rzetelność poznawcza usprawniają nie tylko samo poznanie, ale też właściwe moralnie działanie.

Pytając o cnotliwą wątpliwość, pytam o wątpliwość dotyczącą poznania. Pomijam kwestię związaną z wątpliwościami moralnymi, moralnym wahaniem, która sama w sobie również mogłaby stanowić ciekawy przedmiot rozważań.

Odpowiednia motywacja

Jak zauważają specjaliści od cnót poznawczych (np. Linda Trinkaus-Zagzebski czy Robert Roberts i W. Jay Woods), źródłem tychże cnót jest właściwa motywacja, którą jest pragnienie wiedzy. Osoba cnotliwa poznawczo posiada autentyczne pragnienie poznania prawdy, w oparciu o właściwe racje. Jeśli zostaje naukowcem bądź filozofem, jej celem nadrzędnym jest poszukiwanie prawdziwych odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Kieruje się autentyczną ciekawością i pragnie rzetelnie dążyć do jej zaspokojenia. Chociaż być może pośród jej dążeń znajdą się także zdobywanie środków materialnych, sława czy poprawa życia innych ludzi, to chęć poznania prawdy jest celem nadrzędnym.

Nadrzędność ta oznacza, że w przypadku konfliktu tych celów na pierwszym miejscu będzie (niemal) zawsze poznanie prawdy. Tego domaga się intelektualna uczciwość. Stąd cnotliwy badacz nie będzie fałszował wyników swoich badań, nawet jeśli w ten sposób uzyskałby korzyść finansową albo Nagrodę Nobla. Napisałem niemal zawsze, ponieważ czasami dążenie do poznania musi ustąpić np. obowiązkowi nieszkodzenia innym. Być może dr Mengele chciał tylko poznawać prawdę, ale czynił to kosztem wolności, zdrowia i życia wielu więźniów obozu Auschwitz-Birkenau.

Świadomość własnych ograniczeń

No dobrze, ale gdzie tu miejsce na cnotliwą wątpliwość? Otóż wynika ona z faktu naszych ludzkich ograniczeń poznawczych. Jako ludzie często popełniamy błędy, ulegamy różnego rodzaju pokusom: intelektualnemu lenistwu, myśleniu życzeniowemu, niecierpliwości, pokusie sławy, łatwego zysku itd. Nawet cnotliwy poszukiwacz, chociaż właściwie zmotywowany i posiadający odpowiednie sprawności, może polec wobec wielkiej złożoności problemów i zakłócającego wpływu takich czynników jak zmęczenie, aspektowość ludzkiego spojrzenia, język, kultura, ograniczony zakres działania ludzkich zmysłów, możliwość iluzji intelektualnych (lista tych ograniczeń jest niezwykle długa).

Sygnałem ostrzegawczym” sugerującym możliwość błędu jest także fakt niezgody. Niemal w każdej dziedzinie wiedzy możemy spotkać się z wielością często wykluczających się twierdzeń, ujęć czy teorii. Niektóre z tych sporów możemy uznać za uporczywe, czyli takie, których nie jesteśmy (i być może nie będziemy) w stanie rozstrzygnąć pomimo długich lat dyskusji i poszukiwań.

Brak wszelkich wątpliwości w obliczu wymienionych powyżej wyzwań oznaczałby naiwność poznawczą, całkowity bezkrytycyzm, byłby wyrazem pychy intelektualnej lub innej jeszcze wady poznawczej. Możliwość błędów poznawczych, jak i fakt niezgody u osoby cnotliwej powinny wręcz budzić wątpliwości co do rezultatów własnego poznania. Natomiast różnica między cnotliwą wątpliwością a tą niewłaściwą leży w tym, jaka jest jej proporcja oraz jakie będą jej konsekwencje.

Właściwa miara

Poziom wątpienia może być za mały albo za duży. Jeśli jest zbyt mały, grożą nam dogmatyzm i całkowite zamknięcie się na głosy krytyczne. W takich przypadkach rozwój wiedzy właściwie staje się niemożliwy. W debatach wówczas nie chodzi o wspólne poszukiwanie odpowiedzi, ale o zwycięstwo i dominację. Poszukiwania zostają pozbawione ostrożnego ważenia racji, trudno mówić o jakimkolwiek krytycyzmie. Społeczeństwa pozbawione jakiejkolwiek dawki wątpliwości są mniej wyrozumiałe dla tych, którzy mają odmienne zdanie (szczególnie jeśli są w mniejszości), i skłonne są do stosowania wobec takich osób przemocy. Tego przynajmniej zdaje się nas uczyć historia.

Jeśli jednak popadniemy w zupełne (lub za duże) zwątpienie co do możliwości poznania prawdy, możemy ulec zniechęceniu lub pokusie obojętności wobec prawdy i w konsekwencji zaniechać dalszych jej poszukiwań. Nie znaczy to, że porzucimy całkowicie profesję badacza czy filozofa. Zmienią się jednak wówczas nasze cele. Możemy uznać, że warto pisać filozoficzne traktaty jako dzieła sztuki, w których będziemy mieć możliwość wykazania się kunsztem artystycznym. Nawet jeśli nie możemy zdobywać wiedzy, to możemy zdobywać sławę, władzę albo przynajmniej środki do godnego (a może i wygodnego) życia. Jeśli ktoś zachowa odrobinę cnoty (np. uczciwości), może zacząć milczeć, porzucić badania na rzecz innych praktyk (np. uprawy roli). Tak czy inaczej nadmierne popadanie w wątpliwość nie wydaje się pożądane. Owszem, można argumentować, że skoro racje zwątpienia w sens poznawania są wystarczająco mocne, to nie pozostaje nam (cnotliwym) nic innego, jak przyznać się do tego i milczeć. Z braku miejsca nie podejmę się dyskusji z radykalnym sceptycyzmem. Zakładam jednak, że nikomu nie udało się dowieść, że należy porzucić wszelką nadzieję na poznanie.

Cnotliwa wątpliwość (o właściwej mierze) to taka, która nie paraliżuje naszych dążeń poznawczych, ale przymusza nas do podjęcia krytycznego namysłu nad naszym poznaniem i motywuje nas do poszukiwania sposobów zmniejszenia prawdopodobieństwa błędu. W jej efekcie stajemy się jeszcze bardziej cnotliwi, ćwicząc cnoty autorefleksji, skromności poznawczej, rzetelności, otwartości na inne punkty widzenia. Bez nich postęp wiedzy i nasz rozwój jako osób nie byłyby możliwe.

Czy taka właściwa miara wątpliwości pozwoli nam kiedyś rozstrzygnąć wszystkie spory i posiąść wiedzę pewną? Być może nie. Być może podróż do wiedzy jest niekończącym się przybliżaniem do niej, upadaniem i podnoszeniem się bez ostatecznej gwarancji, że dotarliśmy do celu. Niemniej, jak wydaje się piszącemu te słowa, jednym z elementów dobrego życia, życia wartego naszych dążeń, jest ciągłe podejmowanie poszukiwań prawdy.


Artur Szutta – filozof, pracownik Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizuje się w filozofii społecznej, etyce i metaetyce. Jego pasje to: przyrządzanie smacznych potraw, nauka języków obcych (obecnie węgierskiego i chińskiego), chodzenie po górach i gra w piłkę nożną.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Natalia Biesiada-Myszak

Najnowszy numer można nabyć od 4 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować