Artykuł Etyka

Artur Szutta: Czy istnieją aprioryczne prawdy moralne?

Prawdy (powinienem raczej powiedzieć sądy) a priori to tajemnicza kategoria. Bez konieczności prowadzenia eksperymentów czy obserwacji uznajemy, że suma kątów trójkąta to 180˚, że 2 + 2 = 4 albo że coś nie może być i nie być jednocześnie. Znajdujemy takie prawdy w matematyce, logice, epistemologii, metafizyce, a nawet w fizyce (np. że nie ma zdarzeń bez przyczyny), ale czy istnieją prawdy a priori dotyczące dobra lub zła moralnego?

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2019 nr 2 (26), s. 31–33. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Skąd to wiesz?

Naj­bar­dziej prze­ko­nu­ją­ce odpo­wie­dzi na pyta­nie: „skąd wiesz, że to praw­da?” brzmią: „sam widzia­łem”, „sły­sza­łem na wła­sne uszy” lub „x (ktoś wia­ry­god­ny) widział/słyszał” itp. Zado­wa­la też argu­ment, że dana praw­da po pro­stu wyni­ka z takich obser­wa­cji. Uza­sad­nia­ne w ten spo­sób prze­ko­na­nia doty­czą prawd a poste­rio­ri – czy­li uzna­wa­nych na pod­sta­wie doświad­cze­nia. Nie wszyst­ko jed­nak może­my (albo musi­my) uza­sad­niać przez odwo­ła­nie się do naszych zmy­słów bądź intro­spek­cji (do tej odwo­łu­je­my się, aby uza­sad­nić prze­ko­na­nia doty­czą­ce np. tego, co myśli­my albo jak się czu­je­my). Odpo­wia­da­jąc na pyta­nie: „skąd wiesz, że każ­dy trój­kąt ma trzy boki?”, nie będzie­my odwo­ły­wa­li się do obser­wa­cji trój­ką­tów. Po pierw­sze dla­te­go, że żad­ne­go trój­ką­ta nigdy nie widzie­li­śmy (i raczej nigdy nie zoba­czy­my). To, co nazy­wa­my trój­ką­ta­mi, to jedy­nie lep­sze lub gor­sze (ale nigdy dosko­na­łe) kopie trój­ką­tów. Po dru­gie, wystar­cza nam zro­zu­mie­nie idei trój­ką­ta lub zna­jo­mość defi­ni­cji sło­wa „trój­kąt”, aby stwier­dzić, że trój­ką­ty muszą mieć trzy boki. Tego rodza­ju twier­dze­nia (albo raczej sądy) okre­śla­my mia­nem a prio­ri.

O to, czy ist­nie­ją tego rodza­ju praw­dy i jaki jest ich zakres, toczy się wśród filo­zo­fów spór. Jed­ni są skłon­ni uznać, że wszel­kie twier­dze­nia uza­sad­nia­my (o ile dadzą się one uza­sad­nić) na dro­dze doświad­cze­nia. Inni dopusz­cza­ją ist­nie­nie tzw. zdań ana­li­tycz­nych, tj. takich, któ­rych praw­dzi­wość stwier­dza­my na mocy defi­ni­cji słów uży­tych w tych zda­niach. Jed­nak treść tych defi­ni­cji może być arbi­tral­na, tzn. my, ludzie, takie, a nie inne defi­ni­cje usta­li­li­śmy. Jesz­cze inni uwa­ża­ją, że ist­nie­ją zda­nia, któ­rych praw­dzi­wość jest cał­ko­wi­cie nie­za­leż­na od naszych arbi­tral­nych decy­zji, w tym tych doty­czą­cych defi­ni­cji, a nasze uzna­nie praw­dzi­wo­ści tych zdań opie­ra się na naszym roz­po­zna­niu ich sen­su, roz­po­zna­niu tre­ści obiek­tyw­nych, odkry­wa­nych, a nie kon­stru­owa­nych, pojęć i rela­cji mię­dzy tymi poję­cia­mi. Cho­dzi oczy­wi­ście o poję­cia, do któ­rych odwo­łu­ją się aprio­rycz­ne zda­nia. W niniej­szym tek­ście, pisząc o praw­dach a prio­ri, będę miał na myśli takie wła­śnie zda­nia (a dokład­niej sądy, któ­re te zda­nia wyrażają).

A w etyce?

Na prze­strze­ni ponad już dwóch tysię­cy lat wie­lu filo­zo­fów (choć więk­szość z nich już umar­ła i współ­cze­śnie nie­wiel­ki ich odse­tek, a może nawet pro­mil, popie­ra takie sta­no­wi­sko) praw­dy a prio­ri iden­ty­fi­ko­wa­ło głów­nie w dzie­dzi­nie mate­ma­ty­ki, logi­ki, epi­ste­mo­lo­gii czy meta­fi­zy­ki. Pyta­nie, któ­re nas tutaj inte­re­su­je, brzmi: czy pośród twier­dzeń etycz­nych ist­nie­ją praw­dy a prio­ri? Jak być może się zorien­to­wa­li­ście, w tym pyta­niu zawie­ra się kolej­ne zało­że­nie, mia­no­wi­cie, że w ogó­le ist­nie­ją praw­dy etycz­ne. Nie będę tutaj uza­sad­niał, że wypo­wie­dzi typu: „powi­nie­neś uczy­nić x” albo „x jest moral­nie dobre” są zda­nia­mi, któ­rym moż­na przy­pi­sać cechę praw­dy, że nie są one jedy­nie wyra­za­mi naszych emo­cji, pra­gnień lub innych postaw, któ­re nie mają cha­rak­te­ru prze­ko­nań. Przyj­mu­ję, że zda­nia typu: „nale­ży opie­ko­wać się mały­mi dzieć­mi” lub „dotrzy­my­wa­nie sło­wa jest pri­ma facie (zasad­ni­czo) czymś moral­nie dobrym” wyra­ża­ją sądy i moż­na im przy­pi­sać cechy praw­dy lub fał­szu. Zakła­dam też, że przy­naj­mniej nie­któ­re ze zdań tego typu są praw­dzi­we, tj. że ist­nie­je odpo­wia­da­ją­ca tym zda­niom rze­czy­wi­stość moral­ne­go dobra i zła, jak i moral­nych powin­no­ści. Zało­że­nie to okre­śla się mia­nem reali­zmu etycznego.

Etyczne sądy a posteriori

Zacznij­my od przy­kła­dów etycz­nych sądów a poste­rio­ri. Zda­nie: „nie powi­nie­neś poda­wać swo­je­mu mężo­wi arsze­ni­ku w obie­dzie” uzna­je­my za praw­dzi­we (nie­któ­rzy filo­zo­fo­wie wole­li­by, aby napi­sać „słusz­ne” – mają bowiem nie­co inne sta­no­wi­sko w kwe­stii rozu­mie­nia praw­dy – ale ze wzglę­du na brak miej­sca zigno­ru­ję ewen­tu­al­ne pro­te­sty co do uży­cia tutaj sło­wa „praw­dzi­we”) po czę­ści na pod­sta­wie uzna­nia ogól­nej zasa­dy „nie zabi­jaj”, po czę­ści zaś opie­ra­jąc się na stwier­dze­niu (któ­re ma cha­rak­ter empi­rycz­ny, tj. jest uzna­wa­ne na pod­sta­wie doświad­cze­nia), że spo­ży­wa­nie arsze­ni­ku pro­wa­dzi do zgo­nu. Powyż­szy sąd jest zatem a poste­rio­ri.

Podob­nie zakla­sy­fi­ku­je­my zda­nia typu: „nie nale­ży strze­lać do nie­win­nych ludzi”, „Jan powi­nien pod­dać się ope­ra­cji ser­ca”, „nie powi­nie­neś mówić swo­je­mu przy­ja­cie­lo­wi, że pozo­sta­ło mu kil­ka mie­się­cy życia”. Wszyst­kie je uzna­je­my za praw­dzi­we na pod­sta­wie uzna­nych wcze­śniej innych sądów etycz­nych oraz naszych obser­wa­cji (np. że strze­la­nie z bro­ni pozba­wia zdro­wia lub życia, że ope­ra­cje pole­ga­ją, przy­naj­mniej zasad­ni­czo, na rato­wa­niu zdro­wia, zaś praw­da o zbli­ża­ją­cej się śmier­ci, przy­naj­mniej w nie­któ­rych przy­pad­kach, oka­zu­je się zgub­na dla tego, komu tę praw­dę się obwieszcza).

W poszukiwaniu ostatecznego uzasadnienia

Idąc jak po sznur­ku, może­my iden­ty­fi­ko­wać sądy, w opar­ciu o któ­re apo­ste­rio­rycz­ne sądy moral­ne uzna­je­my za praw­dzi­we. Te kolej­ne sądy tak­że potrze­bu­ją uza­sad­nie­nia. Nie trud­no sobie wyobra­zić, że taki pro­ces uza­sad­nia­nia może mieć cha­rak­ter prze­cho­dze­nia od jed­nych zdań do dru­gich, być może nawet w nie­skoń­czo­ność (czy to w posta­ci nie­koń­czą­ce­go się łań­cu­cha takich zdań, czy też w posta­ci zaklę­te­go krę­gu bądź sie­ci, po któ­rych szu­ka­ją­cy będzie się błą­kał, jak w zacza­ro­wa­nej pusz­czy, co jakiś czas wra­ca­jąc do miejsc, w któ­rych był).

W dzie­dzi­nach empi­rycz­nych, takich jak fizy­ka, che­mia czy bio­lo­gia, łań­cuch uza­sad­nia­nia mógł­by (choć i tu spra­wa, przy­naj­mniej w nie­któ­rych przy­pad­kach, jest kon­tro­wer­syj­na) koń­czyć się na zda­niach obser­wa­cyj­nych, będą­cych rezul­ta­tem doświad­cze­nia. Pro­blem z praw­da­mi etycz­ny­mi jest taki, że mają one cha­rak­ter nor­ma­tyw­ny (mówią o powin­no­ściach, war­to­ściach, dobru i złu), ich przed­miot nie nale­ży do świa­ta natu­ral­nych obiek­tów, takich jak ato­my, siły fizycz­ne, che­micz­ne sub­stan­cje czy bio­lo­gicz­ne orga­ni­zmy. Osta­tecz­ne­go uza­sad­nie­nia dla sądu: „nie powin­naś poda­wać mężo­wi arsze­ni­ku do obia­du” nie znaj­dzie­my w obser­wa­cji zmysłowej.

Fundament wiedzy moralnej

W kwe­stii fun­da­men­tu uza­sad­nia­nia prawd moral­nych, bar­dzo uprasz­cza­jąc, ist­nie­ją dwie gru­py sta­no­wisk: apo­ste­rio­rycz­ne oraz aprio­rycz­ne. Pierw­sza gru­pa (zali­cza­ją się do niej poglą­dy np.: Anthony’ego Ash­leya Coope­ra, zwa­ne­go lor­dem Sha­ftes­bu­ry, Fran­ci­sa Hut­che­so­na, Timothy’ego Chap­pel­la czy Rober­ta Robert­sa) uzna­je, że osta­tecz­ne uza­sad­nie­nie sądów moral­nych ma swo­je źró­dło w moral­nym doświad­cze­niu (np. moral­nej per­cep­cji bądź moral­nych emo­cjach). Wedle zwo­len­ni­ków aprio­rycz­ne­go podej­ścia (wśród któ­rych wymie­nić moż­na: Ral­pha Cudwor­tha, Samu­ela Clarke’a, Henry’ego Sid­gwic­ka, George’a Edwar­da Moore’a, Wil­lia­ma Davi­da Ros­sa, Harol­da Arthu­ra Pri­char­da czy Rober­ta Audie­go) ist­nie­ją samo­oczy­wi­ste praw­dy moral­ne, któ­rych praw­dzi­wość, ana­lo­gicz­nie do pozna­nia pod­sta­wo­wych prawd w mate­ma­ty­ce czy logi­ce, uzna­je­my na mocy zro­zu­mie­nia ich sen­su. Na przy­kład zda­nia: „nale­ży czy­nić dobro, a zła uni­kać”, „powin­no się dotrzy­my­wać dane­go sło­wa”, „miłość jest czymś dobrym, nie­na­wiść czymś złym” uzna­je­my za praw­dzi­we na pod­sta­wie same­go ich rozu­mie­nia. Są one (a raczej sądy, któ­re te zda­nia wyra­ża­ją) samo­oczy­wi­ste, ponie­waż zawie­ra­ją w sobie racje je uza­sad­nia­ją­ce. Wystar­czy rozu­mieć, czym jest dobro, zło, miłość, nie­na­wiść, aby wie­dzieć, że na mocy koniecz­no­ści poję­cio­wej przy­to­czo­ne powy­żej zda­nia są prawdziwe.

Dla­cze­go samo­oczy­wi­ste sądy zasłu­gu­ją na mia­no aprio­rycz­nych? Czyż nie są nam potrzeb­ne doświad­cze­nia, aby rozu­mieć zna­cze­nia słów (chwy­tać poję­cia, do któ­rych te sło­wa się odwo­łu­ją) uży­tych w samo­oczy­wi­stych zda­niach? Czyż, aby pojąć, czym jest miłość, nie potrze­bu­je­my doświad­czeń, spo­strze­żeń, któ­rych przed­mio­tem są zacho­wa­nia lub posta­wy wyra­ża­ją­ce miłość? Odpo­wiem pyta­niem na pyta­nie. Jak docho­dzi­my do zro­zu­mie­nia isto­ty trój­ką­ta? Czyż nie jest koniecz­ne doświad­cze­nie, per­cep­cja (co praw­da nie­do­sko­na­łych) podo­bieństw trój­ką­tów, aby uchwy­cić poję­cie tej figu­ry? A jed­nak skłon­ni jeste­śmy naszą wie­dzę doty­czą­cą trój­ką­tów uznać za aprioryczną.

Wiedza wrodzona?

Podob­nie wyda­je się być w przy­pad­ku pozna­nia moral­ne­go. Czę­sto spo­ty­ka­my się (w sen­sie posia­da­nia doświad­czeń) z przy­kła­da­mi nie­do­sko­na­łych ucie­le­śnień pojęć (idei) moral­nych. Są one dla nas oka­zją, aby uchwy­cić sens ide­al­nej miło­ści, dobra, zła itd. Dla Pla­to­na była to oka­zja, aby sobie przy­po­mnieć idee, któ­rych wie­dza była w nas, zanim pozna­li­śmy zmy­sło­wo ich nie­do­sko­na­łe odbi­cia, oglą­da­li­śmy je jesz­cze przed swy­mi naro­dzi­na­mi. Nie musi­my jed­nak przyj­mo­wać Pla­toń­skiej kon­cep­cji anam­ne­zy, aby przy­jąć sta­no­wi­sko pokrew­ne, mia­no­wi­cie, że w jakimś sen­sie zna­jo­mość pojęć etycz­nych już posia­da­my, zanim poja­wia­ją się pierw­sze doświad­cze­nia z ich kon­kret­ny­mi ucie­le­śnie­nia­mi. Być może ta wie­dza jest nam wro­dzo­na w wyni­ku dzia­ła­nia pro­ce­sów ewo­lu­cyj­nych, a może mamy jakąś zdol­ność domy­śla­nia się tych idei.

Tak czy ina­czej, jeśli jeste­śmy w sta­nie odkry­wać na dro­dze rozu­mie­nia (intu­icyj­nych wglą­dów) zarów­no poję­cia, jak i samo­oczy­wi­ste sądy i tak jak w przy­pad­ku prawd doty­czą­cych trój­ką­tów nasze zmy­sło­we doświad­cze­nia odgry­wa­ją jedy­nie rolę czyn­ni­ka słu­żą­ce­go do intu­icyj­ne­go uchwy­ce­nia tych prawd moral­nych, wów­czas, jak się wyda­je, zasłu­gu­ją one na mia­no prawd apriorycznych.


Artur Szut­ta – Filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w filo­zo­fii spo­łecz­nej, ety­ce i meta­ety­ce. Jego pasje to przy­rzą­dza­nie smacz­nych potraw, nauka języ­ków obcych (obec­nie węgier­skie­go i chiń­skie­go), cho­dze­nie po górach i gra w pił­kę nożną.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Mał­go­rza­ta Uglik

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy