Artykuł

Artur Szutta: Filozofia – dyscyplina rodem z Hogwartu

Na zajęciach z filozofii dzieją się magiczne rzeczy – na naszych oczach świat ulega przeobrażeniu. Nie w tym sensie, że przedmioty w świecie zmieniają swoją naturę, ale w tym sensie, że zmienia się nasze rozumienie świata. To wcale nie mniejsza magia niż ta rodem z powieści o Harrym Potterze.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2015 nr 1, s. 16–19. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Wyobraź­cie sobie zaję­cia w szko­le, na któ­rych nauczy­ciel sta­wia jakiś przed­miot na biur­ku, powiedz­my szklan­kę wody. Następ­nie daje wykład na jej temat, w wyni­ku któ­re­go szklan­ka zni­ka bądź zmie­nia się w coś zupeł­nie inne­go niż zwy­kła szklan­ka wody. Mogło­by się wyda­wać, że takie zaję­cia są moż­li­we tyl­ko w histo­riach rodem z lite­ra­tu­ry fan­ta­sy, tym­cza­sem takie rze­czy dzie­ją się na zaję­ciach filo­zo­fii. Oczy­wi­ście z tą róż­ni­cą, że to nie przed­mio­ty ule­ga­ją meta­mor­fo­zie, ale nasze ich widze­nie czy też raczej rozu­mie­nie, a wykład filo­zo­ficz­ny, filo­zo­ficz­na argu­men­ta­cja to nie rzu­ca­nie zaklęć, a jedy­nie zmie­nia­nie nasze­go rozu­mie­nia świa­ta. Kto wie, czy na tym wła­śnie nie pole­ga­ły­by cza­ry, gdy­by były moż­li­we. Jed­ną z głów­nych funk­cji filo­zo­fii, od same­go jej począt­ku, jest bowiem uświa­da­mia­nie nam, że ota­cza­ją­cy nas świat rze­czy i osób może być lub jest czymś cał­kiem innym niż nam się potocz­nie wyda­je. Poni­żej przed­sta­wię (nie­ste­ty tyl­ko) dwa przy­kła­dy pro­ble­mów filo­zo­ficz­nych, któ­re będą obra­zo­wa­ły, w jaki spo­sób filo­zo­fia zmie­nia, „prze­mie­nia” świat.

Świat zewnętrzny i qualia

Zacznij­my od pro­ble­mu ist­nie­nia świa­ta postrze­ga­ne­go za pomo­cą zmy­słów. Czyż ten oto sto­ją­cy przed każ­dym z Was kom­pu­ter bądź kart­ka papie­ru, na któ­rej czy­ta­cie te sło­wa, nie jest kolo­ro­wą płasz­czy­zną, na tle któ­rej sto­ją rzę­dem bia­łe (może nie­co sza­re) lite­ry? Rozej­rzyj­cie się wokół sie­bie. Czy widzi­cie ścia­ny pomiesz­cze­nia, w któ­rym jeste­ście, a może pobli­skie drze­wo, jeśli czy­ta­cie ten tekst w par­ku na ław­ce. Spójrz­cie na prze­jeż­dża­ją­ce za oknem samo­cho­dy, na obło­ki na nie­bie. Posłu­chaj­cie dźwię­ków muzy­ki sączą­cych się z radio­od­bior­ni­ka. Czyż to nie oczy­wi­ste, że na zewnątrz was znaj­du­je się cała masa przed­mio­tów, orga­ni­zmów żywych, któ­re mają taki a taki kształt, są okrą­głe lub nie, podłuż­ne lub nie; mają okre­ślo­ne bar­wy, brzmią bądź pach­ną w okre­ślo­ny spo­sób itd.?

Tym­cza­sem przy­cho­dzi filo­zof i sta­wia pro­blem: co jeśli świat sam w sobie taki nie jest, a jedy­nie się takim wyda­je? Czy napraw­dę uwa­ża­cie, że to oto jabł­ko w Waszej dło­ni jest czer­wo­ne? Gdzie jest jego czer­wień? Gdzie jest jego słod­ko-kwa­śny smak? Czy gdy­by znik­nę­ły wszyst­kie umy­sły (ludzi czy zwie­rząt), któ­re są zdol­ne widzieć czer­wień jabł­ka, to czer­wień ta nadal ist­nia­ła­by w świe­cie? Czyż wraz ze znik­nię­ciem postrze­ga­ją­cych świat umy­słów nie znik­nę­ły­by wszyst­kie jako­ści barw, dźwię­ków, zapa­chów (okre­śla­ne w filo­zo­fii mia­nem qualiów)? Może ist­nie­ją ludzie (albo jakieś inne isto­ty z umy­sła­mi), któ­rzy przed­sta­wia­ją sobie świat w cał­kiem odmien­ny spo­sób, na przy­kład poprzez odwró­co­ne spek­trum kolo­rów. Załóż­my, że mogli­by­śmy zaj­rzeć w głąb ich umy­słów i zoba­czyć świat ich ocza­mi. Czy postrze­ga­jąc róż­ni­cę mię­dzy ich a naszym spo­so­bem widze­nia rze­czy­wi­sto­ści mogli­by­śmy powie­dzieć, że to my widzi­my świat takim, jakim jest, a te isto­ty są w błę­dzie?

Jak fala na jeziorze

Przy­kład dru­gi: pro­blem oso­bo­wej toż­sa­mo­ści, zapre­zen­to­wa­ny współ­cze­śnie przez ame­ry­kań­skie­go filo­zo­fa Dere­ka Par­fi­ta. Zapew­ne zda­rzy­ło Wam się poka­zy­wać zna­jo­mym zdję­cie ze swo­je­go albu­mu, mówić „to ja na waka­cjach w górach dwa lata temu, a to ja w dniu moich uro­dzin”. Filo­zo­ficz­ne pyta­nie, jakie tu zadam, brzmi: co to zna­czy być tą samą oso­bą? Dziw­ne pyta­nie, prze­cież każ­dy wie, co to zna­czy. Czy jed­nak dokład­nie wie­my, co to zna­czy być toż­sa­mym z sobą w cza­sie? Załóż­my (na potrze­by tego tek­stu, roz­strzy­ga­jąc inny spór filo­zo­ficz­ny), że czło­wiek jest jedy­nie sto­sow­nie uło­żo­nym zbio­rem ato­mów, two­rzą­cych razem bio­lo­gicz­ny orga­nizm (tj. w jego skład nie wcho­dzi nie­ma­te­rial­na dusza ani tym bar­dziej nie jest on cały nie­ma­te­rial­nym umy­słem). Ów zbiór ato­mów pod­le­ga cią­głym zmia­nom, usta­wicz­nie tra­cąc ato­my i zysku­jąc nowe, tak że po sied­miu latach nastę­pu­je cał­ko­wi­ta wymia­na ato­mów. Patrząc zatem na swo­ją foto­gra­fię z przed wie­lu lat (np. z dnia naszych uro­dzin), na jakiej pod­sta­wie twier­dzi­my, że to wła­śnie my? Prze­cież ani jeden atom w nas dzi­siaj nie znaj­do­wał się w tam­tej małej isto­cie, któ­rej zro­bio­no zdję­cie, co wię­cej, nawet nie jeste­ście do sie­bie podob­ni. Zapew­ne powie­cie, że pomię­dzy tą małą isto­tą a Wami zacho­dzi cią­głość, nie­prze­rwa­ny łań­cuch ist­nie­nia tego same­go orga­ni­zmu, ponad­to przy­naj­mniej jeśli cho­dzi o Waszą toż­sa­mość z kimś, komu zro­bio­no zdję­cie na tyle nie­daw­no, że pamię­ta­cie, że to byli­ście wła­śnie Wy, czy­li że obok cią­gło­ści cie­le­snej moż­na też mówić o pew­nej cią­gło­ści psy­chicz­nej (świa­do­mym, opar­tym na pamię­ci, utoż­sa­mia­niu się danej oso­by ze sobą z prze­szło­ści). Rzecz jed­nak nie wyda­je się taka pro­sta.

Z zało­że­nia, że jeste­śmy jedy­nie zbio­rem ato­mów o pew­nej struk­tu­rze, wyni­ka pewien zasta­na­wia­ją­cy wnio­sek: jeste­śmy jedy­nie infor­ma­cją, któ­rej nośni­kiem jest mate­ria, coś jak fala na powierzch­ni jezio­ra ucie­le­śnio­na przez ruch czą­ste­czek wody. Pły­nąc kaja­kiem albo sie­dząc na brze­gu nie­raz zapew­ne śle­dzi­li­ście mija­ją­cą Was falę. Zja­wi­sko fali (na wodzie) pole­ga na sekwen­cji uno­sze­nia się i opa­da­nia kolej­nych czą­ste­czek wody. Fala w danej chwi­li i ta sama fala kil­ka chwil wcze­śniej skła­da­ją się z cał­ko­wi­cie odmien­nych czą­ste­czek wody, być może tak­że róż­nią się wiel­ko­ścią. Tym, co decy­du­je o jej toż­sa­mo­ści, jest cią­głość pro­ce­su uno­sze­nia się i opa­da­nia kolej­nych czą­ste­czek. Podob­nie z nami, ludź­mi (przy zało­że­niu, że jeste­śmy tyl­ko cia­ła­mi skła­da­ją­cy­mi się z ato­mów) – jeste­śmy pew­nym ukła­dem zmie­nia­ją­cych się czą­stek.

Tożsamość a teleportacja

Teraz pewien eks­pe­ry­ment myślo­wy, autor­stwa wspo­mnia­ne­go już Dere­ka Par­fi­ta, uka­zu­ją­cy pro­ble­my z naszym rozu­mie­niem toż­sa­mo­ści (i nie tyl­ko toż­sa­mo­ści). Wyobraź­my sobie, że mamy rok 2100, naresz­cie opa­no­wa­li­śmy tech­no­lo­gię tele­por­ta­cji i wła­śnie prze­pro­wa­dza­na jest pierw­sza, histo­rycz­na pró­ba tele­por­to­wa­nia Jana Kowal­skie­go na Mar­sa. Kil­ka słów o samej tech­no­lo­gii. Jan Kowal­ski wej­dzie do odpo­wied­niej kabi­ny, w któ­rej jego cia­ło zosta­nie zeska­no­wa­ne z dokład­no­ścią co do jed­ne­go kwan­tu ener­gii, po czym spe­cjal­na nisz­czar­ka zain­sta­lo­wa­na w kabi­nie uni­ce­stwi znaj­du­ją­ce się na Zie­mi cia­ło Jana. Zapa­mię­ta­na infor­ma­cja (czy­li sam Jan) zosta­nie prze­sła­na do odpo­wied­niej kabi­ny na Mar­sie, gdzie czą­stecz­ka po czą­stecz­ce cia­ło Jana zosta­nie odbu­do­wa­ne. Załóż­my, że pró­ba się powie­dzie i po pew­nym cza­sie (oko­ło dwu­dzie­stu minut) rodzi­na Jana Kowal­skie­go otrzy­ma wia­do­mość z Mar­sa o nastę­pu­ją­cej tre­ści: „Moi dro­dzy, wszyst­ko się uda­ło – jestem już na Mar­sie.”

Pyta­nie: czy nadaw­cą tej wia­do­mo­ści będzie ta sama oso­ba, któ­ra weszła do kabi­ny na Zie­mi? W świe­tle wyznacz­ni­ków toż­sa­mo­ści wska­za­nych wcze­śniej – cią­głość cie­le­sno-psy­chicz­na – wyda­je się, że to jest ta sama oso­ba. Owszem moż­na mieć wąt­pli­wo­ści (ten prze­skok w prze­strze­ni), ale prze­cież oglą­da­li­ście zapew­ne film „Star Trek”, w któ­rym tele­por­to­wa­ne oso­by zni­ka­ły w jed­nym miej­scu i poja­wia­ły się w innym. Czy wów­czas kto­kol­wiek z Was miał pro­blem z uzna­niem toż­sa­mo­ści tele­por­to­wa­nych boha­te­rów? Jeśli nie, to dla­cze­go i w przy­pad­ku Jana Kowal­skie­go nie uznać, że to ta sama oso­ba. Jej orga­nizm jest taki sam, moż­na mówić o pew­nej cią­gło­ści cie­le­snej (z małym prze­sko­kiem w prze­strze­ni). Ponad­to oso­ba poja­wia­ją­ca się na Mar­sie utoż­sa­mia się z tą oso­bą, któ­ra opu­ści­ła Zie­mię.

Przyj­rzyj­my się teraz alter­na­tyw­nej wer­sji pró­by tele­por­ta­cji. Wszyst­ko zadzia­ła­ło, z tym wyjąt­kiem, że nisz­czar­ka w kabi­nie na Zie­mi się zepsu­ła i cia­ło Jana Kowal­skie­go nie ule­gło ani­hi­la­cji. Wyszedł on z kabi­ny i zadzwo­nił do swo­ich bli­skich, oznaj­mia­jąc, że nie uda­ło się. Po czym, po oko­ło dwu­dzie­stu minu­tach przy­szła wia­do­mość, „uda­ło się, jestem już na Mar­sie”. Czy w takiej sytu­acji odmó­wi­my Jano­wi na Mar­sie pra­wa do utoż­sa­mia­nia się z Janem sprzed tele­por­ta­cji? Czy na pew­no wie­my, na czym pole­ga toż­sa­mość oso­bo­wa?

Niekończąca się droga ku wiedzy

Przy­kła­dów filo­zo­ficz­nych roz­wa­żań, któ­re pozwa­la­ją nam na nowo spoj­rzeć na ota­cza­ją­cy nas świat i na nasze potocz­ne tego świa­ta rozu­mie­nie, moż­na mno­żyć. Filo­zo­fia pozwa­la doj­rzeć, że być może do tej pory jedy­nie „śli­zga­li­śmy się po powierzch­ni”. Zachę­co­nych zapra­szam do filo­zo­ficz­nych lek­tur, któ­re pozwo­lą na wię­cej „magicz­nych lek­cji”. Oczy­wi­ście filo­zo­ficz­ne roz­wa­ża­nia tego rodza­ju nie pro­wa­dzą do pro­ste­go prze­for­mu­ło­wa­nia nasze­go obra­zu świa­ta, po filo­zo­ficz­nym tre­nin­gu nie odkry­wa­my nagle, jaka jest wła­ści­wa natu­ra świa­ta, ale uświa­da­mia­my sobie, że świat, jak i my sami, jest dla nas tajem­ni­cą nie mniej fascy­nu­ją­cą niż rzu­ca­nie cza­rów, któ­re­go naucza­no w Hogwar­cie. Filo­zo­fia nie ogra­ni­cza się tak­że do „prze­mia­ny” per­spek­ty­wy. Ta sta­no­wi jedy­nie punkt wyj­ścia do dal­szych poszu­ki­wań praw­dzi­wej natu­ry ota­cza­ją­ce­go nas świa­ta i nas samych, do podró­ży, któ­rej celem jest nie­koń­czą­ce się podą­ża­nie do wie­dzy. Filo­zo­fia, jak wska­zu­je jej nazwa, jest tej wie­dzy umi­ło­wa­niem.


Artur Szut­ta – filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w filo­zo­fii spo­łecz­nej, ety­ce i meta­ety­ce. Jego pasje to przy­rzą­dza­nie smacz­nych potraw, nauka języ­ków obcych (obec­nie węgier­skie­go), cho­dze­nie po górach i gra w pił­kę noż­ną.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści.

Pyta­nia pomoc­ni­cze do dys­ku­sji:

  1. Czy filo­zof ma pod­sta­wy do kwe­stio­no­wa­nia tego, co pozna­je­my w zwy­kłym, potocz­nym pozna­niu? Jeśli tak, to jakie?
  2. Co jest pod­sta­wą tego, że dana oso­ba jest cią­gle tą samą oso­bą, mimo iż cią­gle się zmie­nia?

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy