Artykuł Epistemologia

Artur Szutta: O zawieszeniu sądu, czyli o agnostykach i sceptykach słów kilka

– Nie wierzę, że Bóg istnieje. – Zatem chcesz powiedzieć, że uważasz, że Boga nie ma? – Ależ nie! Nie sądzę też, że Bóg nie istnieje. – Jak to? Co zatem twierdzisz? – Nic! Zawieszam sąd!

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2021 nr 6 (42), s. 9–12. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Co to znaczy „zawiesić sąd”?

Jeśli uznamy, że istnieje pewne kontinuum pomiędzy całkowitym przekonaniem, że p, oraz przekonaniem przeciwnym, mianowicie że nie p, to za zawieszenie sądu należy uznać znajdowanie się mniej więcej pośrodku tego kontinuum.

Nie wystarczy jednak powiedzieć, że ktoś ani wierzy, ani nie wierzy, iż dany sąd (np. że Bóg istnieje) jest prawdziwy. Zauważmy, że przeciętny mieszkaniec średniowiecznego Krakowa, a nawet uczony Krakowskiej Akademii ani wierzyli, ani nie wierzyli, że atom jest zbudowany z elektronów, protonów i neutronów. Po prostu nie mieli najmniejszego pojęcia, że pewnego dnia ktoś postawi hipotezę dotyczącą budowy atomu.

Musi być spełniony warunek znajomości treści jakiegoś twierdzenia, aby można było się do niego ustosunkować poprzez asercję (czyli uznanie jego prawdziwości), negację (czyli uznanie, że jest on fałszywy) albo właśnie zawieszenie sądu. Zawieszenie sądu zakłada zatem, że znamy (rozumiemy) jego (tego sądu) treść.

Dlaczego zawieszamy sąd?

Istnieje wiele powodów, dla których można zawiesić sąd. Możemy po prostu uznać, że za mało wiemy, za mało czasu poświęciliśmy, aby rozstrzygnąć, że np. dieta ketogeniczna jest zdrowsza od wegetariańskiej. Możemy też uznać, po dokonaniu pewnych wysiłków poznawczych, że dostępne nam za i przeciw nie pozwalają rozstrzygnąć, czy dany sąd jest prawdziwy czy fałszywy. Być może w niedalekiej przyszłości natkniemy się na jakiś nowy argument, nową rację, natrafimy na nowy artykuł, wysłuchamy wykładu kogoś, kogo jeszcze nie słuchaliśmy, kto wytrąci nas z neutralnej postawy. Póki co jednak między racjami jest remis.

Możemy też dojść do przekonania, że nigdy w danej kwestii nie osiągniemy dostatecznego uzasadnienia dla uznania prawdziwości danego sądu bądź jego odrzucenia. Możemy bowiem uznać, że dany problem przerasta nasze ludzkie możliwości poznawcze, prawda na jego temat jest nam niedostępna.

Istnieje także nieprzemyślane zawieszenie sądu, wynikające być może z braku zainteresowania określoną kwestią albo po prostu z wrodzonego (lub nie) nam niezdecydowania, niechęci do rozstrzygnięcia. Prawdopodobnie niektórzy (jak starożytni sceptycy) rozwinęli w sobie predyspozycję do tego, aby unikać formułowania pochopnych (albo i wszelkich) sądów i niejako automatycznie przyjmują postawę zawieszenia sądu w wielu kwestiach.

Agnostycyzm czy sceptycyzm?

Wielu autorów zawieszenie sądu utożsamia właśnie z postawami sceptycyzmu lub agnostycyzmu. Musimy tu jednak być ostrożni; różni filozofowie różnie rozumieją zarówno agnostycyzm, jak i sceptycyzm. Dla jednych są one synonimami, to znaczy dwiema różnymi nazwami dla postawy zawieszenia sądu, dla innych z kolei istnieje subtelna różnica pomiędzy jednym słowem a drugim.

To, jak ich na co dzień używamy, mogłoby sugerować różnicę akcentów, ale niekoniecznie zupełną rozłączność. Mówiąc, że jesteśmy sceptyczni wobec czyichś planów albo czyjegoś stanowiska, chcemy powiedzieć, że mamy pewne (raczej mocne) wątpliwości. Niekoniecznie jednak tak to rozumieli starożytni. Słowo „sceptyk” pochodzi bowiem od greckiego skeptikos, które oznaczało człowieka poszukującego, tego, który jeszcze nie znalazł (zob. tekst Michała Bizonia w tym numerze, s. 36–37).

Słowo agnostyk kojarzy się Wam zapewne ze sporem o istnienie Boga. Ci, którzy w niego wierzą, to teiści; ci, którzy przeczą jego istnieniu, to ateiści. Tych zaś, którzy twierdzą, że nie wiedzą, nazywamy agnostykami. Niewiedzę sugeruje samo to słowo; przecież a‑gnostyk jest przeciwstawieniem gnostyka. Ten ostatni zaś został tak nazywany, bowiem uważa, że wie – słowo wiedza w języku greckim to przecież gnosis.

Tak właśnie zdawał się rozumować Thomas Henry Huxley, który ukuł termin agnostyk w drugiej połowie XIX wieku. Ogłosił, że agnostyk wyznaje jedną zasadę, tę mianowicie, że

źle jest, aby człowiek twierdził, że jest pewien co do obiektywnej prawdy jakiegokolwiek twierdzenia, zanim nie uzyska podstawy, która logicznie uzasadni tę pewność (Huxley 1896, s. 310).

Z powyższego można wywnioskować, że agnostyk może być też sceptykiem w starożytnym rozumieniu tego słowa. Może bowiem zawieszać sąd, ponieważ jest jeszcze „w drodze”; poszukuje racji, które pozwoliłyby mu ostatecznie odpowiedzieć na nurtujące go pytania, np. o to, czy Bóg istnieje, albo jakie ma przymioty. Co jednak, gdy taki agnostyk dojdzie do wniosku, że nigdy nie uzyska podstawy dla uformowania sądu i zaniecha swoich poszukiwań? Czy wówczas przestaniemy go już nazywać ­sceptykiem? Tak wynikałoby z pierwotnego znaczenia słowa sceptyk. Niestety podręczniki do epistemologii różne w tej materii zdania wyrażają. Tak różne, że można popaść w sceptycyzm co do ostatecznego rozstrzygnięcia tej kwestii.

Agnostycyzm słaby i mocny

Dla uproszczenia zaniecham używania słowa sceptyk, a ograniczę się do pisania o agnostykach. I tych jednak mogą być różne rodzaje. Robin Le Poidevin, autor krótkiego wprowadzenia do agnostycyzmu (Agnosticism. A Very Short Introduction), wymienia kilka form tej postawy.

Można odróżnić słaby agnostycyzm i agnostycyzm mocny. Ten pierwszy ma bardziej charakter osobistego niezdecydowania pomiędzy p i nie p. W przypadku mocnego agnostycyzmu stwierdzamy wręcz, że niemożliwa jest wiedza dotycząca danego sądu. W wersji najmocniejszej agnostycyzm polega na przyjęciu, że nie możemy mieć nawet uzasadnionych przekonań w danej dziedzinie.

Różnica między wiedzą a jakimkolwiek uzasadnionym przekonaniem polega na tym, że w przypadku wiedzy musi być spełniony jeszcze warunek prawdziwości, zaś aby posiadać uzasadnione przekonanie, wystarczy uważać, że dany sąd jest prawdziwy, i mieć dobre racje wspierające to przekonanie, przy czym nie trzeba dysponować możliwością ostatecznego wykazania tej prawdziwości.

Z powyższego wynika, że można być agnostykiem w słabszej wersji, który jednak ma pewne racjonalne przekonania, tzn. skłania się ku jakiemuś sądowi, ma pewne racje za jego przyjęciem, ale uznaje, że to nie jest jeszcze wiedza, bo nie potrafi ostatecznie dowieść prawdziwości swojego przekonania. W ten sposób zdawał się pojmować agnostycyzm Bertrand Russell, który twierdził, że nie wie, czy Boga nie ma, nie umiał dowieść Jego nieistnienia, ale uważał, że teza o istnieniu Boga jest wysoce nieprawdopodobna – tak nieprawdopodobna, że racjonalna istota może w praktyce postępować tak, jakby Go wcale nie było.

Takie rozumienie agnostycyzmu wydaje się jednak podejrzane. Jeśli przyjąć, że w przypadku większości przekonań nikt z nas nie znajduje się na całkowitym skraju spektrum między całkowitą asercją, że p, a całkowitą negacją p (czyli całkowitą asercją, że nie p), trzeba by powiedzieć, iż jesteśmy agnostykami w niemal każdej sprawie, co czyni słowo agnostycyzm mało użytecznym. Poza tym, czy twierdząc, że jestem pewien, że to a to jest prawdą, chociaż nie potrafię tego dowieść, rzeczywiście zawieszam sąd? Przy tak szerokim rozumieniu agnostycyzmu agnostykiem jest także fideista, który jest całkowicie przekonany, że Bóg istnieje, ale uznaje, że przyjmuje to przekonanie aktem wiary, a nie w oparciu o dowody czy mocne racje.

Pozostaje nam zatem uznać, że zawieszenie sądu i postawa agnostycyzmu nie są zakresowo tożsame. Zawieszenie sądu zdaje się oznaczać jedynie agnostycyzm w wersji mocnej.

Agnostycyzm globalny versus agnostycyzm lokalny

Większość postaw agnostyckich jest lokalna, czyli dotyczy określonej dziedziny lub nawet pojedynczych sądów, np. istnienia Boga czy pozaziemskiej cywilizacji. Niemniej możliwy jest także agnostycyzm globalny, który polega na uznaniu swojej niewiedzy wobec wszelkich możliwych kwestii.

Agnostycyzm tymczasowy versus agnostycyzm permanentny

Na koniec warto odróżnić agnostycyzm tymczasowy od permanentnego. W pierwszym przypadku zawieszamy sąd (lub uznajemy swoją niewiedzę) tylko na pewien czas, do momentu ostatecznego rozstrzygnięcia, którego się spodziewamy. Tak na przykład postępują (przynajmniej niektórzy) naukowcy, wstrzymujący się z formułowaniem werdyktu dopóki oni lub inni naukowcy nie dowiodą prawdziwości określonej tezy. Może się okazać, że zawieszenie sądu potrwa bardzo długo. Przykładowo można być agnostykiem w kwestii istnienia cywilizacji pozaziemskich w układzie gwiezdnym X, ale spodziewać się, że prędzej czy później, raczej później, ziemscy kosmonauci (lub ziemskie roboty) dolecą do układu X i potwierdzą lub sfalsyfikują tezę o inteligentnych mieszkańcach tego układu. Permanentny agnostyk uważa, że nigdy nie rozstrzygniemy spornej kwestii.

Wyraz intelektualnej uczciwości

Czy zawieszanie sądu jest rozsądną praktyką? Wydaje się, że przynajmniej w niektórych przypadkach jest to wyraz intelektualnej uczciwości. Przecież jesteśmy istotami o ograniczonych zdolnościach poznawczych, dla ­których pewne przynajmniej kwestie wydają się poznawczo zamknięte. Czy na zawsze? Zawieszam sąd w tej sprawie, dyskusję nad nią zostawiając Wam.


Artur Szutta – filozof, pracownik Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizuje się w filozofii społecznej, etyce i metaetyce. Jego pasje to: przyrządzanie smacznych potraw, nauka języków obcych (obecnie węgierskiego i chińskiego), chodzenie po górach i gra w piłkę nożną.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Lubomira Platta

Najnowszy numer można nabyć od 4 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować