Artykuł Etyka Historia filozofii starożytnej

Arystoteles: Szczęście jako działanie zgodne z rozumem i cnotą

Ostatecznym celem każdego człowieka jest, jak zauważa Arystoteles, szczęście (gr. eudaimonia), ale nie każdy rozumie je tak samo. Czy polega ono na przyjemności, na realizowaniu własnych ambicji, na posiadaniu dóbr duchowych, związanych z rozumem i cnotą? W przytoczonym fragmencie Arystoteles broni tej ostatniej odpowiedzi, odwołując się do dwóch argumentów: z funkcji właściwej człowieka oraz z podobieństwa między ludźmi a bogami.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w Sokra­tes i syre­ny. 55 podró­ży filo­zo­ficz­nych po świe­cie pod­księ­ży­co­wym i nad­księ­ży­co­wym, s. 88–90. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Wobec tego, że cele – jak się oka­zu­je – są roz­ma­ite i że nie­któ­re z nich, jak np. bogac­two, flet i wszel­kie w ogó­le narzę­dzie, obie­ra­my dla innych [celów], jasną jest rze­czą, że nie wszyst­kie są cela­mi osta­tecz­ny­mi; naj­wyż­sze jed­nak dobro zda­je się być czymś osta­tecz­nym. Tak więc, jeśli ist­nie­je jed­na jedy­na tyl­ko rzecz, któ­ra jest czymś osta­tecz­nym, to ona była­by tym, cze­go szu­ka­my; jeśli zaś takich rze­czy jest wię­cej, to ta z nich była­by tym, cze­go szu­ka­my, któ­ra jest naj­osta­tecz­niej­sza. Owóż to, do cze­go dąży­my dla nie­go same­go, nazy­wa­my czymś w wyż­szym stop­niu osta­tecz­nym ani­że­li to, do cze­go dąży­my dla cze­goś inne­go; nazy­wa­my też w wyż­szym stop­niu osta­tecz­nym to, do cze­go się nigdy nie dąży dla cze­goś inne­go, ani­że­li te rze­czy, do któ­rych się dąży zarów­no dla nich samych, jak dla cze­goś inne­go. Bez­względ­nie więc osta­tecz­ne jest to, do cze­go się dąży zawsze dla nie­go same­go, a nigdy dla cze­goś innego.

Temu okre­śle­niu odpo­wia­da – wedle powszech­ne­go mnie­ma­nia – naj­bar­dziej szczę­ście; do szczę­ścia bowiem dąży­my zawsze dla nie­go same­go, a nigdy dla cze­goś inne­go, zaszczy­tów nato­miast, przy­jem­no­ści, rozu­mu i wszel­kiej dziel­no­ści pra­gnie­my wpraw­dzie tak­że dla nich samych (pra­gnę­li­by­śmy bowiem każ­dej z tych rze­czy, nawet gdy­by nam nic z nich nie przy­cho­dzi­ło), czy­ni­my to jed­nak rów­nież dla szczę­ścia, w prze­ko­na­niu, że dzię­ki tym rze­czom będzie­my szczę­śli­wi. Szczę­ścia nato­miast nikt nie pra­gnie dla wspo­mnia­nych rze­czy ani w ogó­le dla nicze­go inne­go poza nim.

To samo wyni­ka też – jak się zda­je – z samo­wy­star­czal­no­ści [szczę­ścia]; bo to, co jest osta­tecz­nym dobrem, zda­je się być samo­wy­star­czal­nym. […] Samo­wy­star­czal­nym zaś nazy­wa­my to, co samo przez się czy­ni życie god­nym pożą­da­nia i wol­nym od wszel­kich bra­ków: czymś takim zaś jest – zda­niem naszym – szczę­ście, któ­re jest nawet ze wszyst­kie­go naj­bar­dziej pożą­da­nia god­ne, nie będąc żad­nym ze skład­ni­ków sumy poszcze­gól­nych dóbr. Bo gdy­by było jakimś skład­ni­kiem owej sumy, sta­wa­ło­by się bar­dziej pożą­da­nia god­ne po powięk­sze­niu się o naj­mniej­sze cho­ciaż­by dobro. Albo­wiem przy­by­tek ozna­cza przy­rost ilo­ści dóbr, a z dwu dóbr to jest zawsze bar­dziej pożą­da­nia god­ne, któ­re jest więk­sze. Oka­zu­je się tedy, że szczę­ście, będąc celem wszel­kie­go dzia­ła­nia, jest czymś osta­tecz­nym i samowystarczalnym.

Twier­dze­nie jed­nak, że szczę­ście jest naj­wyż­szym dobrem, wyda­je się czymś, na co wszy­scy przy­pusz­czal­nie się godzą, tym nato­miast, cze­go się tu żąda, jest dokład­niej­sze okre­śle­nie, czym ono jest. Moż­na by może okre­śle­nie takie podać, bio­rąc pod uwa­gę swo­istą funk­cję czło­wie­ka. Jak bowiem u flet­ni­sty, rzeź­bia­rza i u każ­de­go arty­sty oraz w ogó­le u każ­de­go, kto ma jakąś funk­cję i jakąś wła­ści­wą sobie czyn­ność, war­tość jego i „dobroć” tkwi w speł­nia­niu owej funk­cji, tak też zda­je się być i u czło­wie­ka, jeśli ist­nie­je jakaś swo­ista jego funk­cja. Czyż­by więc cie­śla i szewc mie­li jakieś wła­ści­we sobie funk­cje i czyn­no­ści, czło­wiek zaś miał­by ich nie mieć, lecz miał­by być stwo­rzo­ny do próż­niac­twa? Czy też raczej tak jak oko, ręka i noga, i każ­da w ogó­le część cia­ła posia­da jakąś funk­cję swo­istą, tak też i czło­wie­ko­wi przy­pi­sać moż­na obok tam­tych wszyst­kich jakąś wła­ści­wą mu funk­cję? Jakaż by to więc mogła być? Co się tyczy życia, to wspól­ne ono jest – jak wia­do­mo – czło­wie­ko­wi nawet z rośli­na­mi, a szu­ka­my funk­cji swo­istej czło­wie­ka. Nale­ży więc abs­tra­ho­wać od funk­cji życio­wych, pole­ga­ją­cych na odży­wia­niu się i wzra­sta­niu. Następ­nym rodza­jem życia było­by jakieś życie pole­ga­ją­ce na odbie­ra­niu wra­żeń zmy­sło­wych, ale i ono wspól­ne jest – jak się oka­zu­je – czło­wie­ko­wi z koniem, wołem i wszel­ką w ogó­le isto­tą żyją­cą. Pozo­sta­je tedy życie pole­ga­ją­ce na dzia­ła­niu pier­wiast­ka rozum­ne­go. Owóż jed­na część tego rozum­ne­go pier­wiast­ka ule­ga rozu­mo­wi, dru­ga zaś sama posia­da rozum i myśli. Ponie­waż tedy i o tym życiu mówi się w dwo­ja­kim zna­cze­niu, to nale­ży tu mieć na myśli życie, któ­re­go isto­tą jest wyko­ny­wa­nie czyn­no­ści rozu­mo­wych; tego bowiem rodza­ju życia tyczy się owo wyra­że­nie, wzię­te w zna­cze­niu wła­ści­wym. Otóż – jeśli swo­istą funk­cją czło­wie­ka jest dzia­ła­nie duszy zgod­ne z rozu­mem lub nie bez rozu­mu; i jeśli swo­ista funk­cja czło­wie­ka i czło­wie­ka etycz­nie wyso­ko sto­ją­ce­go jest iden­tycz­na co do swe­go rodza­ju, tak jak funk­cja cytrzy­sty i cytrzy­sty wybit­ne­go, i tak w ogó­le we wszyst­kich przy­pad­kach, ponie­waż do funk­cji w ogó­le przy­łą­cza się tyl­ko ów wyż­szy sto­pień spo­wo­do­wa­ny dziel­no­ścią (jest bowiem funk­cją cytrzy­sty grać na cytrze, funk­cją dobre­go cytrzy­sty grać dobrze); jeśli więc tak, i jeśli dalej za swo­istą funk­cję czło­wie­ka uwa­ża­my pewien rodzaj życia, a mia­no­wi­cie dzia­ła­nie duszy i postę­po­wa­nie zgod­ne z rozu­mem, za swo­istą zaś funk­cję czło­wie­ka dziel­ne­go to samo dzia­ła­nie wyko­ny­wa­ne w spo­sób szcze­gól­nie dobry; jeśli wresz­cie w ogó­le dobrze wyko­ny­wa­na jest każ­da rzecz, któ­ra jest wyko­ny­wa­na w spo­sób zgod­ny z wymo­ga­mi swej swo­istej dziel­no­ści; jeśli tedy to wszyst­ko tak się ma, to naj­wyż­szym dobrem czło­wie­ka jest dzia­ła­nie duszy zgod­ne z wymo­ga­mi tej dziel­no­ści, o ile zaś ist­nie­je wię­cej rodza­jów tej dziel­no­ści, to zgod­nie z wymo­ga­mi naj­wyż­sze­go i naj­lep­sze­go jej rodza­ju. I to w życiu, któ­re osią­gnę­ło pew­ną dłu­gość. Jed­na bowiem jaskół­ka nie sta­no­wi o wio­śnie ani jeden dzień; tak też jeden dzień ani krót­ki czas nie dają czło­wie­ko­wi bło­go­ści ani szczęścia. […] 

Że zaś dosko­na­łe szczę­ście jest czyn­no­ścią teo­re­tycz­nej kon­tem­pla­cji – tego moż­na dowieść tak­że w nastę­pu­ją­cy spo­sób: O bogach przy­ję­li­śmy, że zaży­wa­ją naj­wyż­szej szczę­śli­wo­ści i są naj­szczę­śliw­si; jakie tedy trze­ba im przy­pi­sać czyn­no­ści? Czy doko­ny­wa­nie czy­nów spra­wie­dli­wych? lecz czyż nie będą wyda­wa­li się śmiesz­ni wcho­dząc w sto­sun­ki, któ­re rodzą zobo­wią­za­nia i odda­jąc depo­zy­ty, itp.? Więc może doko­ny­wa­nie czy­nów męż­nych: nara­ża­nie się na rze­czy strasz­ne i na nie­bez­pie­czeń­stwa dla­te­go, że jest to moral­nie pięk­ne? A może doko­ny­wa­nie aktów szczo­dro­ści? ale kogo mie­li­by obda­ro­wy­wać? Zresz­tą nie­do­rzecz­no­ścią było­by przy­pusz­czać, że mają pie­nią­dze lub coś podob­ne­go. A czym był­by ich akt umiar­ko­wa­nia? Czyż nie jest nie­god­na bogów taka pochwa­ła, sko­ro prze­cież nie zna­ne im są złe żądze? Jeśli przej­dzie­my wszyst­kie rodza­je postę­po­wa­nia, oka­że się, że wszyst­ko, co z nimi zwią­za­ne, jest małe i nie­god­ne bogów. Ale mimo to wszy­scy przyj­mu­ją, że bogo­wie żyją, a więc i coś robią; bo chy­ba nie śpią jak Endy­mion. Cóż zaś pozo­sta­je żyją­ce­mu po odpad­nię­ciu moż­li­wo­ści prak­tycz­ne­go dzia­ła­nia, a tym bar­dziej two­rze­nia, jeśli nie teo­re­tycz­na kon­tem­pla­cja? Tak więc czyn­ność wła­ści­wa bogom, góru­ją­ca naj­wyż­szym stop­niem szczę­śli­wo­ści, była­by taką kon­tem­pla­cją. Więc i spo­mię­dzy ludz­kich czyn­no­ści naj­wyż­szy sto­pień szczę­śli­wo­ści wyka­zu­je ta, któ­ra jest naj­bli­żej spo­krew­nio­na z ową czyn­no­ścią boską.

Świad­czy o tym też fakt, że szczę­ście nie jest udzia­łem innych istot żyją­cych, jako że są zupeł­nie pozba­wio­ne tego rodza­ju czyn­no­ści. Bo całe życie bogów jest naj­wyż­szym szczę­ściem, życie zaś ludzi jest nim o tyle, o ile zawie­ra w sobie coś podob­ne­go do takiej czyn­no­ści; z innych zaś istot żyją­cych żad­na nie jest szczę­śli­wa, ponie­waż w żad­nym stop­niu nie mają one udzia­łu w teo­re­tycz­nej kon­tem­pla­cji. Więc gra­ni­ca jej jest też gra­ni­cą szczę­ścia, i isto­ty mają­ce więk­szą moż­li­wość takiej kon­tem­pla­cji, mają też więk­szą moż­li­wość szczę­ścia, i to nie przy­pad­kiem, lecz ze wzglę­du na ową kon­tem­pla­cję, gdyż posia­da ona sama w sobie war­tość bez­względ­ną. Tak więc szczę­ście jest pew­nym rodza­jem teo­re­tycz­nej kontemplacji.

Prze­ło­ży­ła Danie­la Gromska


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Ary­sto­te­lo!
    Być może twą naj­więk­szą zasłu­gą jest to, iż upo­rzad­ko­wa­les, sca­li­les i usys­te­ma­ty­zo­wa­les tę naszą, cha­otycz­ną, poro­nio­na i pogma­twa­na rze­czy­wi­stość, doda­jąc od sie­bie — co oczy­wi­ste! — co nie­co, to i owo jak wytraw­ny kucharz do świe­żej potra­wy z nową recep­tu­ra! Vide dzie­ła wszystkie/zebrane.
    Good job! Gre­at! Nice!
    Zgoda?!

  • I to jest racja!
    Jed­nak /taki cel: szczęśliwości/, czy rów­nie dla chrześcijanina?!
    Jah­we i JCh/Adonai — w prze­ci­wień­stwie do tych bogów — są prze­cie inni…
    A zatem?!

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy