Artykuł Etyka Filozofia religii Historia filozofii starożytnej Ontologia

Aureliusz Augustyn: Bezinteresowne zło

Sokrates utrzymywał, że nikt nie czyni zła rozmyślnie i dobrowolnie – jest ono zawsze wynikiem niewiedzy lub błędu. W jednym z najsłynniejszych fragmentów Wyznań Augustyn opowiada o kradzieży gruszek, jakiej dopuścił się w młodości. Wydawać by się mogło, że na świecie istnieją znacznie poważniejsze występki. W tym wypadku jednak, bardziej niż waga czynu, liczy się jego intencja, którą – jak się okazuje – trudno wytłumaczyć i która jest na pozór niezgodna z przekonaniem Sokratesa.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w Sokra­tes i syre­ny. 55 podró­ży filo­zo­ficz­nych po świe­cie pod­księ­ży­co­wym i nad­księ­ży­co­wym, s. 201–202. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Oto w pobli­żu naszej win­ni­cy rosła gru­sza obsy­pa­na owo­ca­mi, nie odzna­cza­ją­cy­mi się zresz­tą ani szcze­gól­nie pięk­nym wyglą­dem, ani zale­ta­mi sma­ku. Ja i paru podob­nych do mnie mło­dych nic­po­niów poszli­śmy otrzą­snąć gru­szę i zabrać owo­ce. Było to póź­ną nocą, gdyż zgod­nie z naszym nie­chlub­nym oby­cza­jem prze­cią­ga­li­śmy aż do tej pory zaba­wy na polach. Mnó­stwo tego zgar­nę­li­śmy, nie po to, by jeść, lecz ot – żeby rzu­cić świ­niom. Może coś tam z tego sami też zje­dli­śmy, lecz praw­dzi­wą ucie­chą było czy­nie­nie cze­goś, co było zabro­nio­ne. […] Cóż więc ja bied­ny w niej poko­cha­łem, w tej noc­nej kra­dzie­ży, popeł­nio­nej w szes­na­stym roku życia? Prze­cież nie była pięk­na, sko­ro była kra­dzie­żą. […] Pięk­ne były owo­ce, któ­re­śmy ukra­dli. […] Ale to nie ich zapra­gnę­ła moja dusza nie­szczę­sna. Mia­łem prze­cież znacz­nie lep­sze owo­ce i mia­łem ich pod dostat­kiem. Te zerwa­łem tyl­ko po to, żeby ukraść. Zerwa­ne porzu­ci­łem, nasy­ciw­szy się satys­fak­cją same­go czy­nu złe­go. Jeśli nawet któ­ryś z nich dotknął mego pod­nie­bie­nia, to smak nada­wał mu wystę­pek. Zasta­na­wiam się teraz nad tym, Boże mój, co mnie tak zachwy­ca­ło w kra­dzie­ży. Nie ma w niej prze­cież żad­nej pięk­no­ści – nie mówię już o takiej, jaka jest w szla­chet­no­ści i roz­trop­no­ści, ani też o tym, co jest uro­kiem myśli ludz­kiej, pamię­ci, wra­żeń zmy­sło­wych, życia bio­lo­gicz­ne­go, ani o pięk­no­ści, jaką błysz­czą gwiaz­dy w wyzna­czo­nych im miej­scach, jaką może nas zachwy­cać zie­mia albo morze peł­ne żywych stwo­rzeń, któ­re cią­gle nowe się rodzą na miej­sce zamie­ra­ją­cych. Kra­dzież nie ma w sobie nawet takiej ułom­nej, mar­nej uro­dy, jaką nas zwo­dzą grze­chy namięt­no­ści. […] Jakiż to poży­tek przy­nio­sły mnie nędz­ne­mu kie­dy­kol­wiek uczyn­ki, któ­re teraz rumie­niąc się wspo­mi­nam, a szcze­gól­nie owa kra­dzież, w któ­rej cie­szy­łem się nią samą tyl­ko, a niczym innym? Zresz­tą ona sama była też niczym, a ja się sta­łem przez nią tyl­ko jesz­cze nie­szczę­śliw­szy. O ile pamię­tam ówcze­sny stan moich uczuć, na pew­no nie zro­bił­bym tego bez kole­gów. Zale­ża­ło mi więc wów­czas rów­nież na wspól­no­cie z tymi, któ­rzy razem ze mną kra­dli. To zna­czy, że nie samą tyl­ko kra­dzież kocha­łem, lecz i coś jesz­cze – czy może raczej nic już wię­cej, bo prze­cież i to było niczym. […] Gdy­by mi wów­czas zale­ża­ło na grusz­kach, któ­re ukra­dłem, gdy­bym napraw­dę chciał je mieć, toby mi wystar­czy­ło same­mu popeł­nić ten czyn zły i dzię­ki nie­mu osią­gnąć przed­miot upra­gnio­ny. Nie musiał­bym sztucz­nie pod­nie­cać swe­go pra­gnie­nia przez ocie­ra­nie się o wspól­ni­ków w tłu­mie. Ale te owo­ce w rze­czy­wi­sto­ści wca­le mnie nie cie­szy­ły, cie­szył mnie sam wystę­pek i wspól­no­ta z inny­mi w występ­ku. Jak wytłu­ma­czyć taki stan duszy? Na pew­no byłem wów­czas wstręt­ny i moż­na zała­mać ręce nad tym, że tak nisko upa­dłem. Ale co było isto­tą tego upad­ku? „Występ­ki któż zro­zu­mie?” Wzbie­rał we mnie wiel­ki śmiech, że tak się nam uda­ło, wła­ści­cie­le gru­szy byli wście­kli, a nas zupeł­nie nie podej­rze­wa­li. Dla­cze­go wyda­wa­ło mi się zabaw­ne wła­śnie to, że kra­dłem razem z kole­ga­mi? […] O przy­jaź­ni nie­przy­ja­zna, uwio­dłaś duszę cza­rem, któ­re­go pojąć nie mogę! Dla zaba­wy, dla żar­tu zapra­gnę­ło się uczy­nić zło, wyrzą­dzić inne­mu czło­wie­ko­wi krzyw­dę – bez żad­ne­go pożyt­ku dla mnie, nawet bez satys­fak­cji zemsty. Mówi się po pro­stu „Chodź­my! Zrób­my to!” – i wte­dy wsty­dzi­my się nie być bez­wstyd­ni. Nie do roz­plą­ta­nia jest ten węzeł – tak zawi­kła­ny, tak splą­ta­ny, a przy tym tak wstręt­ny, że wolał­bym już o nim nie myśleć, już wię­cej się w nie­go nie wpa­try­wać. Spra­wie­dli­wo­ści i nie­win­no­ści pra­gnę […] Ja zaś w mło­do­ści odstą­pi­łem od Cie­bie, Boże mój, i zabłą­ka­łem się, jak­że dale­ko od Two­jej ręki, któ­ra mogła­by mnie pod­trzy­mać. I sta­łem się dla sie­bie zie­mią jało­wą.

Prze­ło­żył Zyg­munt Kubiak


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

4 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Film John Ram­bo i dyle­mat głów­ne­go boha­te­ra: “zabi­ja­łeś nie dla­te­go że musia­łeś, tyl­ko dla sie­bie. Bóg ci tego nigdy nie wyba­czy”. Pan Ram­bo wie co jest złe, ale nie potra­fi się z tego wyle­czyć. Z natu­rą nie wygrasz, mimo świa­do­mo­ści cze­ka­ją­cej na cie­bie kary. Masa­kra moim zda­niem.

  • Pro­fe­so­ro­wi ZK na jed­nej z uczel­ni powie­dzia­no kie­dyś ”nie”, gdy chciał na niej pra­co­wać, wykła­dać, uczyć, mieć z cze­go żyć i utrzy­mać się… Nigdy na nią i na każ­dą inną już póź­niej nie wró­cił, ani nawet nie sta­rał się o to ponow­nie, świa­do­mie.

  • Moral­ność?! Nie znam takie­go poję­cia…”.
    “Na co komu moral­ność?!”.
    “Niech Bóg ci wyba­czy, ja nie mogę.”
    “Naj­pierw trze­ba poznać zło, aby potem móc dobro /być dobrym/.”

  • Nie­ste­ty! Wiel­ki Sokrat, ponie­waż phi­lo­sphe, mylił się tutaj, w tym swo­im mnie­ma­niu jak i, praw­do­po­dob­nie tak sądząc, sanc­tus, filo­zof August! Scha­de…
    “Zło, szcze­gól­nie wiel­kie, świa­do­me, dobro­wol­ne i zapla­no­wa­ne, jest inte­re­sow­ne, w tym zawie­ra się i tkwi jego para­dok­sal­ny sens.”
    Amen.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy