Artykuł Ontologia

Bartosz Kośny: Czy Bóg nosi maskę?

Religia ugruntowała wyobrażenie Pana Boga jako… no właśnie – pana, czyli osoby. Czy jednak za taką wizją przemawiają jakieś racje filozoficzne? Czy tylko osoba mogła stworzyć wszechświat?

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 4 (22), s. 26–27. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Pytanie o ist­nie­nie Boga to jed­no z najs­tarszych zagad­nień filo­zofii, które zadręcza nie tylko filo­zofów, lecz więk­szość ludzi. Niek­tórzy myśli­ciele odpowiada­ją nań przeczą­co i ich dro­ga dociekań zazwyczaj kieru­je się w stronę wyjaś­ni­a­nia świa­ta w kat­e­go­ri­ach mate­ri­al­isty­cznych, bez uży­wa­nia pojęć takich jak „Stwór­ca”, „dusza” itd. Filo­zo­fowie twierdzą­cy, że Bóg ist­nieje, nie muszą ograniczać swo­jego słown­i­ka, ale za to powin­ni defin­iować więk­szą liczbę ter­minów. Wbrew pozorom ich dro­ga wcale nie jest łatwiejsza, bo ter­mi­nolo­gia to w filo­zofii sprawa wielkiej wagi.

Wierzą­cy sta­ją przed całą gamą pytań. Jaki Bóg ist­nieje? Czym lub kim jest? Co robi? Wyz­naw­cy najwięk­szych religii monoteisty­cznych podali rzecz jas­na roz­maite odpowiedzi, ale ta różno­rodność jest mniej fas­cynu­ją­ca niż pew­na teza, co do której więk­szość z nich zda­je się zgadzać.

Dlaczego osoba?

Punk­tem porozu­mienia tych religii jest twierdze­nie, że Bóg ma naturę oso­by, a mówiąc ściślej – posi­a­da przymio­ty oso­by. Dys­ponu­je intelek­tem, wolą, jest dobry, spraw­iedli­wy, mądry i sprawu­je władzę nad światem, który stworzył. To kat­e­gorie, które zwyk­liśmy odnosić jedynie do wol­nych pod­miotów – osób, które w życiu sami spo­tykamy. Jed­nak wedle trady­cji religi­jnych Bogu przyp­isu­je­my atry­bu­ty oso­by w stop­niu maksy­mal­nym, tzn. jego wola jest abso­lut­nie nieza­leż­na, jest doskonale spraw­iedli­wy, miłosierny, wszech­moc­ny.

Jakie są przesłan­ki filo­zoficzne, aby uznać taki opis Abso­lu­tu? Dlaczego nie mógł­by być po pros­tu czys­tą siłą twór­czą, która nie ma woli ani celu? Całe zastępy filo­zofów pra­cow­ały nad tym pytaniem.

Jed­ną z odpowiedzi jest argu­ment tele­o­log­iczny (tzn. z celowoś­ci). Obser­wu­je­my w świecie przy­rody pewien ład i porządek ana­log­iczny do ładu, jaki zegarmistrz utrzy­mu­je w swoim warszta­cie. Zna­j­du­je­my w świecie skom­p­likowane struk­tu­ry, jak choć­by układy plan­e­tarne, tak jak w warszta­cie zna­j­du­je­my zegar­ki. Te struk­tu­ry umożli­wiły w pewnym momen­cie dziejów kos­mo­su pojaw­ie­nie się życia i – pomi­mo jego kru­choś­ci – pozwala­ją mu trwać pośród zim­nej pust­ki już (wedle danych naukowych) niemal 4 mil­iardy lat. Spraw­ia to wraże­nie pro­jek­tu, którego celem jest stworze­nie miejs­ca do życia dla rozum­nych istot. Taki plan jest nieskończe­nie bardziej skom­p­likowany niż rzemieśl­niczy warsz­tat. Sko­ro ten dru­gi nie może zaist­nieć bez inteligent­nego, osobowego twór­cy, tym bardziej pier­wszy musi takowego posi­adać, tylko potężniejszego.

Bardziej wyrafi­nowany argu­ment wywodzi się ze śred­niowiecznej filo­zofii arab­skiej, a spop­u­lary­zowali go współcześni chrześ­ci­jańs­cy apolo­ge­ci. Tzw. argu­ment kalam odnosi się do fak­tu, że wszechświat musi­ał kiedyś zaist­nieć, więc ma pier­wszą przy­czynę. W dużym uproszcze­niu moż­na stwierdz­ić, że kalam opiera się na alter­naty­wie: siła stwór­cza jest albo bezosobową, albo osobową przy­czyną zaist­nienia wszechrzeczy. Jed­nak bezosobowa siła dzi­ała deter­min­isty­cznie, stwarza­ła­by byty raz za razem albo wcale. Prowadz­iła­by do chao­su lub nicoś­ci. Stworze­nie jed­nak dokon­ało się w jakiejś konkret­nej chwili tylko raz. Zatem Abso­lut, tworząc wszechświat, musi­ał wybrać moment stworzenia, kieru­jąc się wolą, w dodatku włas­ną i jedyną, bo nie ist­ni­ało wów­czas nic zewnętrznego, co by Nim powodowało. Wola zaś przysługi­wać może jedynie Stwór­cy osobowe­mu.

Jakieś wątpliwości?

Powyższe ogól­nikowo zarysowane tezy mogą brzmieć przekonu­ją­co, ale trud­no nie zwró­cić uwa­gi na kil­ka słabych punk­tów. Są nimi założe­nia, na których opar­to argu­men­ty za osobową naturą Boga. Tak oto argu­ment tele­o­log­iczny zakła­da, że obser­wu­je­my w przy­rodzie znamiona celowoś­ci, a każde celowe dzi­ałanie wyma­ga jakiejś inteligencji, która je przeprowadza.

Scep­ty­cy uważa­ją, że obserwac­ja celowoś­ci jest złudze­niem. Na miejsce osobowego Stwór­cy pro­ponu­ją zaś dzi­ałanie ślepych praw przy­rody (np. najpiękniejsze górskie szczy­ty uksz­tał­tował ruch płyt tek­ton­icznych, siła wia­trów, eroz­ja gle­by, a nie twór­cze dzi­ałanie Boga).

Kry­ty­cy argu­men­tu kalam zwyk­le przy­pom­i­na­ją o stanow­ią­cych jego pod­stawę założe­ni­ach przy­czynowo-skutkowej natu­ry rzeczy­wis­toś­ci. Dwa rozważane Abso­lu­ty to tak naprawdę dom­nie­mane charak­tery pier­wszej przy­czyny pow­sta­nia wszechrzeczy. Trze­ba jed­nak zwró­cić uwagę, że ich byt miał miejsce przed zaist­nie­niem cza­su, a więc może ich nie doty­czyć logi­ka przy­czyn i skutków, która ma sens tylko tam, gdzie płynie czas. Ludzkie poj­mowanie jest ogranic­zone i być może pier­wsza przy­czy­na ma taki charak­ter, który wymy­ka się nasze­mu rozu­mowi.

W dodatku powyższe argu­men­ty odwołu­ją się przede wszys­tkim do woli i intelek­tu Abso­lu­tu, pomi­ja­jąc inne przymio­ty oso­by. Nie wyni­ka z nich doskon­ałe dobro czy spraw­iedli­wość; te pozosta­ją sprawą wiary.

Sceptycyzm czy mistycyzm?

Przed­staw­ione wąt­pli­woś­ci, choć nie negowały ist­nienia jakiegoś Boga, spraw­iły trady­cyjnej teologii sporo kłopotów. Trapiły nie tylko wąt­pią­cych, ale i mistyków. Słyn­ny Mis­trz Eck­hart, próbu­jąc opisać głębię więzi z Bogiem, nieustan­nie borykał się z paradok­sal­ny­mi sfor­mułowa­ni­a­mi, a jego tezy brzmi­ały na tyle dzi­wacznie, że część z nich Koś­ciół katolic­ki odrzu­cił.

Niek­tóre prądy w teologii ujmu­ją przeży­cie religi­jne jako doświad­cze­nie dna bytu oraz jako poczu­cie więzi ze wszechświatem. Akcen­tu­ją nieprzeniknioność i głębię boskiej rzeczy­wis­toś­ci, która może być dana w przeży­ciu misty­cznym, ale nie daje się opisać. W tym uję­ciu Oso­ba Boska pozosta­je jedynie sym­bol­em czegoś więk­szego. Nic w tym dzi­wnego, wszak wye­wolu­owal­iśmy pośród obiek­tów mate­ri­al­nych i nasz język przys­tosował się do opisu rzek i lasów, a nie odczuć duchowych.

Jak zatem spiąć te bieguny religi­jnoś­ci? Czy tam, gdzie kończy się idea Oso­by Boskiej, zaczy­na się scep­ty­cyzm czy misty­cyzm?

Metafora i maska

Współczes­ny filo­zof George Lakoff sfor­mułował teorię, wedle której metafo­ra jest dla człowieka pod­sta­wowym narzędziem myśle­nia. Teo­ria metafor głosi głównie, że poz­na­jąc dobrze poję­cie z jed­nej dziedziny, umysł przenosi je na inną dziedz­inę. Ten mech­a­nizm umożli­wia for­mułowanie idei wysoce abstrak­cyjnych dzię­ki odnosze­niu się do zas­tanych konkretów. Właśnie dlat­ego dzieci uczymy dodawa­nia najpierw na przykładzie wrzu­ca­nia jabłek do koszy­cz­ka. Dopiero później będą w stanie pojąć abstrak­cyjne idee licz­by i zbioru.

Moż­na zatem postaw­ić pytanie: czy Oso­ba Boska nie jest właśnie taką metaforą? Czy nie jest opar­ta o konkret, którym ope­ru­je­my na co dzień? Poz­na­je­my dzi­ała­jące na naszych oczach pod­mio­ty – mniej lub bardziej mądre, twór­cze i wolne oso­by. Następ­nie patrzymy na świat, który podzi­wiamy, jako stwor­zony. Mod­limy się, medy­tu­je­my, chodz­imy po górach i czu­je­my niewyrażalne poczu­cie har­monii, pięk­na lub metafizy­cznej głębi. Próbu­jąc ubrać w słowa ten aspekt rzeczy­wis­toś­ci, potrze­bu­je­my metafor. One zaś prowadzą nas drogą mistyków.

Na koniec, jak to w filo­zofii bywa, wracamy do Greków. Ter­min oso­ba wziął się prze­cież ze staro­greck­iego określe­nia mas­ki uży­wanej przez akto­ra na sce­nie. Czyż­by więc poję­cie oso­by było tylko maską, którą zakładamy Abso­lu­towi, by go poz­nać? A może On sam ją przy­wdziewa?


Bar­tosz Kośny – Studi­u­je filo­zofię na Uni­w­er­syte­cie Wrocławskim. Intere­su­je go wiele (nazbyt wiele) dziedzin, ale najbardziej chy­ba epis­te­molo­gia, logi­ka, teolo­gia nat­u­ral­na i filo­zoficzne aspek­ty teorii ewolucji. Obec­nie miesz­ka we Wrocław­iu, gdzie braku­je mu górs­kich widoków i leśnego szu­mu.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: © by sasun Bughdaryan

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy