Felieton Niepotrzebne skreślić

Błażej Gębura: Tyrania notatników

Uprzedzeń wobec pisania jest z pewnością więcej niż chybionych zarzutów wobec platonizmu, a trzeba przyznać, że to spore osiągnięcie. Zawsze trzeba się z niego tłumaczyć, a przecież właściwie jest ono niczym więcej, jak po prostu ciągłym podejmowaniem decyzji, nawet jeśli tylko na papierze.

Charak­terysty­czne wyda­je się nato­mi­ast to, że właś­ci­wie w każdym, kto nie może się od niego uwol­nić, budzi głębo­ki lęk. Nie ma w tym zresztą nic dzi­wnego, jeśli pamię­ta się o diag­nozie, którą Gra­ham Greene sfor­mułował w Min­is­terst­wie stra­chu. Jeśli ją odrobinę strawest­ować, to będzie brzmi­ała tak: „Kto kocha (pisać), ten się boi”. Ów lęk może przy­bier­ać naprawdę bard­zo dzi­waczne formy. Ktoś może na przykład pomyśleć, że wymóg postaw­iony przez Hem­ing­waya („napisać jed­no prawdzi­we zdanie”) jest stanow­c­zo zbyt wygórowany. Moż­na również uznać, że pisanie jest czyn­noś­cią jałową, bo świat reagu­je na nie w bard­zo ogranic­zony sposób. Sposób na tego typu wąt­pli­woś­ci jest tylko jeden. Pisa­nia nie należy przece­ni­ać, a w żad­nym razie lekce­ważyć.

Muszę się przyz­nać, że dla swo­jego włas­nego dobra nałożyłem na siebie w tej kwestii bard­zo pre­cyzyjnie określone embar­go. Po pier­wsze, w Lon­dynie nauczyłem trzy­mać się z dala od antyk­wari­atów (zwłaszcza tych z Covent Gar­den, gdzie przez przy­padek znalazłem ele­ganck­ie wydanie najważniejszych pism Berke­leya w cenie niecałych dwóch fun­tów), w myśl zasady: „jeśli czy­tasz, to nie piszesz”. Po drugie, kon­sek­went­nie unikam miejsc, które „ofer­u­ją sze­ro­ki wybór” przy­borów do pisa­nia, zeszytów i notat­ników. Te ostat­nie zawsze kuszą mnie swoi­mi biały­mi nieza­pisany­mi stron­a­mi, ale w chwili, gdy już zamierzam kupić kil­ka sztuk, ratu­je mnie zdrowy rozsądek i szy­bko odkładam je na miejsce. Uświadami­am sobie wtedy, że prze­cież zawsze mam przy sobie coś do pisa­nia i kole­jny nośnik tek­stu naprawdę nie jest mi potrzeb­ny. Jest to tylko i wyłącznie tyra­nia notat­ników, a praw­da jest taka, że najważniejsze rzeczy pisze się na wynie­sionych z kaw­iarni ser­wetkach, strzęp­kach papieru, cud­zych wiz­ytówkach i bile­tach kole­jowych.

Nigdy nie zapom­nę dość kuri­ozal­nego wykładu, jaki miałem okazję usłyszeć na pewnej pol­skiej kon­fer­encji filo­zoficznej, która odby­wa się co roku w innym mieś­cie. Pod­czas jed­nego z ple­narnych wys­tąpień prele­gent z dużą pewnoś­cią siebie wygłosił osobli­wą tezę: zasa­da niesprzecznoś­ci obow­iązu­je od momen­tu, gdy wynaleziono pis­mo (sic!). Jak było­by możli­we ist­nie­nie kwadra­towych kół i jakichkol­wiek przed­miotów, które posi­ada­ją wyk­lucza­jące się włas­noś­ci, tego już nieste­ty nie wyjaśnił. Pamię­tam jed­nak, że choć za oknem dawało o sobie znać w pełni rozwinięte lato, widać było fontan­nę i kip­ią­cy zie­lenią rozległy park, to oga­r­nął mnie wtedy trud­ny do opisa­nia lęk.

Spo­jrza­łem na mojego kolegę i zrozu­mi­ałem, że on, spec­jal­ista od późnej filo­zofii Leib­niza, również poczuł się nieswo­jo. Żaden z nas nie wiedzi­ał, „kto, w co tu gra”. Przez chwilę chy­ba liczyliśmy na to, że okaże się, iż był to tylko specy­ficzny per­for­mance lub coś w tym guś­cie. Nic takiego jed­nak nie miało miejs­ca. Z pier­wszych rzędów huknęły gromkie brawa, a prele­gent tryum­fal­nie przechadzał się po sali. Gdy­bym nie znał jego afil­i­acji, to zadałbym mu najważniejsze pytanie kina gang­ster­skiego: „Mów, kto cię przysłał!”.


Błażej Gębu­ra – Dok­tor filo­zofii. Zaj­mu­je się filo­zofią religii i metafilo­zofią. W wol­nych chwilach rąbie drewno i nało­gowo czy­ta powieś­ci szpiegowskie. Hob­by: pisanie i kolekcjonowanie płyt jaz­zowych.

Kole­jny feli­eton z cyk­lu „Niepotrzeb­ne skreślić” ukaże się za dwa tygod­nie.

Najnowszy numer można nabyć od 3 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Praw­da jest taka, że najważniejsze rzeczy pisze się na wynie­sionych z kaw­iarni ser­wetkach, strzęp­kach papieru, cud­zych wiz­ytówkach i bile­tach kole­jowych” — w punkt! Pod­pisu­ję się pod tym!

  • Proszę pod żad­nym pozorem nie odwiedzać Japonii, ona słynie ze swych sklepów z mate­ri­ała­mi piśmienniczymi/papierniczymi (sta­tionery). Ja także lubię pisać, lecz chy­ba bardziej spraw­ia mi przy­jem­ność ten przyziem­ny, fizy­czny charak­ter tej czyn­noś­ci. Z resztą piszę raczej to co chcę utr­wal­ić ‚- ważne dla mnie zda­nia, wyrazy, wykresy, a może raczej grafy. Pisanie ma w sobie coś z takiego ciąg­nię­cia za język, niby wiesz o co chodzi, ale żeby to napisać to już trze­ba się zas­tanow­ić, prze­myśleć. Jeśli zda­ję mi się, że coś rozu­miem, to staram się to zapisać w miarę skład­nie i jeśli ma to jak­iś ład, to dopiero wtedy wiem, że fak­ty­cznie coś wiem.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy