Artykuł Etyka Historia filozofii starożytnej

C.D.C. Reeve: Gniew Achillesa

Wojownik taki jak Ajaks, Hektor czy Achilles każdego dnia musi być gotów stanąć do walki. Musi być fizycznie i psychicznie zdolny, by zatopić swój oręż w ciele drugiego człowieka i zaryzykować, że przytrafi mu się to samo. Musi być bezwzględny i gotowy stawić czoło bezwzględności. Jednocześnie musi być szlachetny wobec swoich przyjaciół i sojuszników, a także skory, by pospieszyć im z pomocą – tak w czasie wojny, jak i pokoju.

Cześć i zniewaga w świecie homeryckich bohaterów

Pla­ton był w peł­ni świa­dom pro­ble­mu, jaki stwa­rza­ją te prze­ciw­staw­ne wyma­ga­nia – zarów­no w duszy wojow­ni­ka, jak we wspól­no­cie, do któ­rej on nale­ży: „Skąd”, pyta, „weź­mie­my cha­rak­ter rów­no­cze­śnie łagod­ny i wiel­ko­dusz­ny? Prze­cież natu­ra łagod­na jest w pew­nej mie­rze prze­ciw­na gniew­nej” (Pla­ton, Pań­stwo, II, 375C). Gdy na począt­ku Ilia­dy Homer pro­si bogi­nię, by opie­wa­ła „gniew Achil­la, syna Peleu­sa” (I, 1), ape­lu­je przede wszyst­kim o to, by przed­sta­wi­ła wła­śnie to prze­ci­wień­stwo, jego źró­dła i konsekwencje.

Gniew lub wście­kłość (menis, thy­mos, orge) jest emo­cją, łączą­cą w sobie prze­ko­na­nie i pra­gnie­nie. Nie jest to cie­le­sne odczu­cie, podob­ne do mdło­ści czy zawro­tów gło­wy, cho­ciaż czę­sto się łączy z taki­mi odczu­cia­mi – na przy­kład z drże­niem cia­ła czy gorącz­ko­wym poczu­ciem wpa­da­nia we wście­kłość. Zgod­nie z defi­ni­cją Ary­sto­te­le­sa jest to „złą­czo­na z bólem żądza jaw­nej zemsty za oka­za­ną bez powo­dów wzgar­dę” (Ary­sto­te­les, Reto­ry­ka, II, 2, 1378b, tłum. H. Podbielski).

Gniew jest zatem powo­do­wa­ny znie­wa­gą i tym samym powią­za­ny z dosko­na­ło­ścią moral­ną (are­te) i czcią czy sła­wą (timê). Oso­ba zosta­je znie­wa­żo­na, gdy ktoś postę­pu­je wobec niej gorzej niż na to zasłu­gu­je. Jest nato­miast trak­to­wa­na z czcią, gdy trak­tu­je się ją odpo­wied­nio do jej dosko­na­ło­ści, któ­ra jest więk­sza – być może nawet znacz­nie więk­sza – niż prze­cięt­na. Sko­ro więc sła­wa jest mia­rą dosko­na­ło­ści moral­nej, to mówiąc o niej mamy na myśli w pew­nym sen­sie wła­śnie ową dosko­na­łość. Zaszczy­ty i znie­wa­ga to zatem nie­mal prze­ci­wień­stwa, ta dru­ga sta­no­wi bowiem ujmę na czci i doskonałości.

Sła­wa, podob­nie jak znie­wa­ga, ma swo­je źró­dło w innych ludziach. Jest roz­po­zna­niem przez nich naszej dosko­na­ło­ści moral­nej, a zara­zem ozna­cza wtar­gnię­cie sfe­ry spo­łecz­nej w sfe­rę psy­chicz­ną – publicz­nej w pry­wat­ną. Inni oka­zu­ją nam cześć za to, co oni uzna­ją w nas za war­to­ścio­we. „Wresz­cie dla­te­go zaszczy­ty sta­no­wią wiel­ką zawa­dę”, pisze Baruch Spi­no­za w Trak­ta­cie o popra­wie umy­słu oraz o dro­dze, po któ­rej rozum naj­ła­twiej docho­dzi do praw­dzi­wej wie­dzy o rze­czach (1677), „że, chcąc je osią­gnąć, musi­my koniecz­nie przy­sto­so­wać swe życie do pozio­mu umy­sło­we­go ludzi, a więc uni­kać tego, cze­go oni zwy­kle uni­ka­ją i za tym się uga­niać, za czym oni pospo­li­cie się uga­nia­ją” (§5, tłum. I. Hal­pern-Myślic­ki). Wie­le zatem z tego, co uwa­ża­my za war­to­ścio­we w nas samych zale­ży od tego, co inni uwa­ża­ją za war­to­ścio­we w nas.

W spo­łecz­no­ści, któ­rą Homer w Illia­dzie nie tyle opi­su­je, co zakła­da, przy­mio­ty i osią­gnię­cia mil­czą­co uzna­wa­ne za war­to­ścio­we są wła­ści­we dla świa­ta najeźdź­ców i wojow­ni­ków. Walecz­ność i zdol­ność do wiel­kich czy­nów zaj­mu­ją na tej liście pocze­sne miej­sce, ale tak samo jest z lojal­no­ścią wobec przy­ja­ciół i sojusz­ni­ków. Gniew jest ści­śle powią­za­ny zarów­no z walecz­no­ścią, jak i z lojal­no­ścią: zapew­nia coś w rodza­ju psy­chicz­nej ener­gii koniecz­nej do bru­tal­nych czy­nów, jest tak­że zwią­za­ny z wyczy­na­mi na polu bitwy. Zara­zem jed­nak zakła­da on spo­łecz­nie ugrun­to­wa­ne poję­cie dosko­na­ło­ści moral­nej, wokół któ­rej osnu­te jest poję­cie sła­wy. Kie­dy w Księ­dze IV Pań­stwa Pla­ton mówi, że cha­rak­te­ry­stycz­ną emo­cją miło­śni­ka czci jest gniew (thu­mos), poka­zu­je, jak głę­bo­ko gniew zako­rze­nio­ny jest w świe­cie czci.

Zwią­zek, jaki stwa­rza wza­jem­ne odda­wa­nie sobie czci — sym­bo­li­zo­wa­ne przez wrę­cza­nie i przyj­mo­wa­nie poda­run­ków, jak rów­nież przez śpie­wa­nie pie­śni o boha­te­rach, któ­re utrwa­la­ją pamięć o ich wiel­kich czy­nach, ich przy­ja­cio­łach i przod­kach – jest głów­nym łącz­ni­kiem, któ­ry spa­ja ze sobą wojow­ni­ków-boha­te­rów. Ale więź ta posia­da rów­nież dru­gą stro­nę, jaką jest znie­wa­ga. Gdy przy­ja­ciel boha­te­ra zosta­je znie­wa­żo­ny, znie­wa­gę cier­pi rów­nież sam boha­ter. Kie­dy Parys pory­wa Hele­nę, znie­wa­ża nie tyl­ko Mene­la­osa, ale rów­nież Aga­mem­no­na, jego przy­ja­ciół i sojusz­ni­ków. Swo­im dzia­ła­niem zda­je się mówić: „Nie mam się cze­go oba­wiać ze stro­ny ludzi war­tych tyle, co ty, ani tych, któ­rzy pospie­szą ci z pomo­cą”. Przy­ja­cie­le i sojusz­ni­cy Mene­la­osa chcą mu oczy­wi­ście pomóc, lecz przy­cho­dzą mu z pomo­cą rów­nież dla­te­go, że zagro­żo­na jest ich wła­sna cześć. Poma­ga­jąc Mene­la­oso­wi odbu­do­wać jego cześć, wzmac­nia­ją tak­że swo­ją wła­sną. Oni sami zasłu­gu­ją na odpo­wied­nie trak­to­wa­nie, a ich dosko­na­łość moral­na uwi­dacz­nia się w tym, że nie pozo­sta­wia­ją go same­go w potrze­bie. Rywa­li­za­cja mię­dzy przy­ja­ciół­mi nie scho­dzi nigdy na dal­szy plan. Woj­na, w któ­rą Parys anga­żu­je Acha­jów i Tro­jan, i o któ­rej trak­tu­je Ilia­da, wybuch­nie tak­że mię­dzy samy­mi Achajami.

Wojow­ni­cy wraż­li­wi na poczu­cie czci i wszel­kiej znie­wa­gi są groź­ny­mi prze­ciw­ni­ka­mi, lecz tak­że nie­pew­ny­mi sojusz­ni­ka­mi. W isto­cie, jak gło­si Ary­sto­te­les, „[b]ardziej też gnie­wa­my się na przy­ja­ciół niż na tych, z któ­ry­mi nie jeste­śmy zaprzy­jaź­nie­ni, ponie­waż od przy­ja­ciół spo­dzie­wa­my się raczej doznać dobra niż zła” (Ary­sto­te­les, tam­że, 1379b). Ten pro­blem tkwi w samym ser­cu boha­ter­skich war­to­ści. Sta­no­wi on też powód, dla któ­re­go Homer skła­nia bogi­nię, by śpie­wa­ła o gnie­wie; powód, dla któ­re­go śpie­wa ona pieśń, w któ­rej głów­nym obiek­tem gnie­wu są przy­ja­cie­le, a dopie­ro potem – wrogowie.

Z jed­nej stro­ny czu­ły na znie­wa­gę gniew boha­te­ra wyda­je się słu­żyć spo­łecz­no­ści i chro­nić jej war­to­ści, takie jak sta­bil­na, patry­li­ne­ar­na rodzi­na, któ­ra sta­no­wi rdzeń danej wspól­no­ty. Z dru­giej jed­nak stro­ny gniew może być destruk­cyj­ny dla spo­łecz­no­ści, któ­rą ma chro­nić. Sku­pia­jąc się na tej kwe­stii, Homer może badać isto­tę psy­chi­ki i wspól­no­ty boha­te­rów, „pod­skór­ne” przy­czy­ny Woj­ny Tro­jań­skiej, któ­re sta­no­wią głów­ny przed­miot jego zain­te­re­so­wa­nia. Ale naj­waż­niej­szym celem roz­wa­żań Home­ra jest uka­za­nie cze­goś bar­dziej uni­wer­sal­ne­go, cze­goś w rodza­ju moral­nej wizji świa­ta. Aby ją zro­zu­mieć i doce­nić jej siłę, musi­my naj­pierw zauwa­żyć, że pew­ne kuszą­ce jej przed­sta­wie­nie – opar­te na zary­so­wa­nym poni­żej odczy­ta­niu Ilia­dy – jest w isto­cie błędne.

Pycha Achillesa?

Zgod­nie z inter­pre­ta­cją (czy dez­in­ter­pre­ta­cją), któ­rą mam na myśli, Achil­les począt­ko­wo trosz­czy się tyl­ko o swo­ją wła­sną cześć. Nie dba na przy­kład o Bry­zej­dę, bran­kę tro­jań­ską, któ­rą dostar­czo­no mu jako wojen­ną zdo­bycz. Gdy jed­nak odbie­ra mu ją Aga­mem­non, wódz sił grec­kich skie­ro­wa­nych prze­ciw­ko Troi, Achil­les słusz­nie się nań gnie­wa, sko­ro ode­bra­nie Bry­zej­dy jest potwor­ną znie­wa­gą i oczy­wi­stym pogwał­ce­niem norm i war­to­ści spo­łecz­nych. Dopie­ro póź­niej, doznaw­szy licz­nych cier­pień, Aga­mem­non zda­je sobie spra­wę, że postą­pił nie­wła­ści­wie i pro­po­nu­je sowi­tą rekom­pen­sa­tę. Achil­les też się jed­nak myli, ponie­waż nie przyj­mu­je poda­run­ków Aga­mem­no­na i pozo­sta­je nieprzejednany.

Nie­chęć Achil­le­sa do pojed­na­nia – gło­si ta inter­pre­ta­cja – może mieć jed­ną z dwóch przy­czyn. Albo pysz­ni się on, prze­ce­nia­jąc swo­ją dosko­na­łość moral­ną i sła­wę, przez co błą­dzi z punk­tu widze­nia tych war­to­ści, któ­re łączą go z pozo­sta­ły­mi boha­te­ra­mi, albo też – zgod­nie z popu­lar­ną, choć, jak sądzę, psy­cho­lo­gicz­nie wąt­pli­wą meta­fo­rą – porzu­ca kodeks boha­te­ra i sta­je się boha­te­rem egzy­sten­cjal­nym, wystę­pu­ją­cym prze­ciw­ko war­to­ściom swo­jej wspól­no­ty. Ceną, jaką pła­ci za błąd odrzu­ce­nia prze­bła­gal­ne­go poda­run­ku – popeł­nio­ny wsku­tek pychy lub porzu­ce­nia kodek­su boha­te­ra – jest śmierć jego naj­lep­sze­go przy­ja­cie­la, Patro­klo­sa. To z kolei powo­du­je dru­gi wybuch gnie­wu u Achil­le­sa, tym razem skie­ro­wa­ny bar­dziej prze­ciw­ko Hek­to­ro­wi i Tro­ja­nom niż prze­ciw Aga­mem­no­no­wi i Achajom.

Ten dru­gi wybuch gnie­wu czy­ni Achil­le­sa jak­by mniej ludz­kim. Zacho­wu­je się on jak zwie­rzę obo­jęt­ne na cier­pie­nia innych i głu­che na bła­ga­nia o łaskę, „krwią pla­miąc zabi­tych swe ręce nie­do­się­żo­ne” (XX, 503). Bru­tal­nie – i, jak zauwa­ża bóg Apol­lo, nie­słusz­nie – zabi­ja szla­chet­ne­go boha­te­ra Troi, Hek­to­ra, a następ­nie bez­cze­ści jego zwłoki.

Odku­pie­nie Achil­le­sa roz­po­czy­na się w cza­sie igrzysk pogrze­bo­wych ku czci Patro­klo­sa, kie­dy uzna­je on na nowo swo­je czło­wie­czeń­stwo i war­to­ści wspól­ne boha­te­rom. Punk­tem kul­mi­na­cyj­nym tego pro­ce­su jest zwró­ce­nie cia­ła Hek­to­ra pod wpły­wem próśb i bła­gań Pria­ma. Mamy tu home­ryc­ki wzór wła­ści­we­go postę­po­wa­nia. Boha­te­ro­wie muszą nauczyć się pano­wać nad swym gnie­wem, dać się prze­bła­gać i uznać, że są śmier­tel­ni­ka­mi, w któ­rych los wpi­sa­ne jest cier­pie­nie. Wów­czas lew spo­cznie obok owcy i nasta­nie pokój. W świe­tle tej inter­pre­ta­cji Achil­les wła­śnie tego osta­tecz­nie się uczy. Gdy spo­ty­ka Pria­ma, ojca Hek­to­ra, myśli o wła­snym ojcu. Wyra­sta ponad posta­wę posą­go­wej obo­jęt­no­ści na cier­pie­nia innych, któ­rej dawał wyraz przez cały poemat.

W tej inter­pre­ta­cji Ilia­da jest pod­ręcz­ni­ko­wą tra­ge­dią – opo­wie­ścią o etycz­nym doj­rze­wa­niu tra­gicz­ne­go boha­te­ra. Tra­gicz­na wada Achil­le­sa – jego pycha – pro­wa­dzi do tra­gicz­ne­go splo­tu wyda­rzeń i śmier­ci Patro­klo­sa. To z kolei powo­du­je wycho­waw­cze cier­pie­nie, któ­re uszla­chet­nia cha­rak­ter Achil­le­sa. W naj­głęb­szym sen­sie cier­pie­nie jest zatem czymś war­to­ścio­wym, ponie­waż pro­wa­dzi do moral­nej poprawy.

Taka inter­pre­ta­cja jest, jak wspo­mnia­łem, kuszą­ca. Ina­czej nie była­by war­ta kry­ty­ki. Ale sądzę, że poku­sa ta świad­czy raczej o naszym dystan­sie cza­so­wym wobec Home­ra niż o praw­dzi­wej głę­bi samej Ilia­dy.

Poselstwo Achajów

Mówiąc o bru­tal­no­ści boha­te­rów i o samych boha­te­rach jako o zwie­rzę­tach, chcia­łem pozo­stać wier­ny temu, co Homer tak żywo i dra­ma­tycz­nie przed­sta­wia, a mia­no­wi­cie potwor­no­ści wojow­ni­ków i maka­brycz­nej natu­rze ich ruty­no­wa­nych czy­nów. Ale Homer dostrze­ga tak­że wznio­słość w zabi­ja­niu i w tych, któ­rzy zabi­jać potra­fią. Wpraw­dzie łatwiej jest nam dostrzec wznio­słość w atle­tach, któ­rzy naśla­du­ją wojen­ną rywa­li­za­cję i agre­sję, lecz jako­ści te są obec­ne tak­że wów­czas, gdy staw­ką jest ludz­kie życie, a nie pucha­ry i meda­le. Pomy­śl­cie o Achil­le­sie jako naj­lep­szym z atle­tów, a znacz­nie łatwiej będzie wam zro­zu­mieć jego wiel­kość – bo wła­śnie wiel­kość widzą w nim Gre­cy. (Nawet Sokra­tes, gdy waży się w sądzie jego los, porów­nu­je się do Achillesa).

Im więk­szy jest wobec tego Achil­les, tym więk­sza prze­paść dzie­li jego dosko­na­łość moral­ną od dosko­na­ło­ści przy­pi­sa­nej mu przez Aga­mem­no­na w momen­cie ode­bra­nia mu Bry­zej­dy. A sko­ro gniew winien być pro­por­cjo­nal­ny do znie­wa­gi, gniew Achil­le­sa powi­nien być zaiste wiel­ki. Nie nale­ży więc ocze­ki­wać, że Achil­les da się łatwo prze­bła­gać. Jeśli tego wła­śnie się spo­dzie­wa­my, to nie doce­nia­my krzyw­dy, jaka go spo­tka­ła – nie doce­nia­my jego czci i dosko­na­ło­ści moralnej.

Gdy­by oka­za­ło się, że Achil­les trosz­czył się tyl­ko o wła­sną sła­wę, nie dba­jąc o przy­ja­ciół, pomniej­szy­ło­by to jego dosko­na­łość nie tyl­ko w naszych oczach, lecz tak­że w oczach jego towa­rzy­szy wal­ki. Tak jed­nak nie jest. Nie ma na przy­kład żad­ne­go powo­du, by sądzić, że Achil­les w ogó­le nie trosz­czy się o Bry­zej­dę, że jest ona dlań tyl­ko czę­ścią jego czci – niczym trój­nóg. Oczy­wi­ście jest ona czę­ścią jego czci, ale nie ma powo­du, by przy­pusz­czać, że nie mówi praw­dy, gdy tak oto opi­su­je ją Odyseuszowi:

Dla­cze­go tak wie­le pod Tro­ją ludów zgromadził?
Czy nie dla jed­nej Hele­ny o naj­pięk­niej­szych warkoczach?
Czyż­by ze wszyst­kich śmier­tel­nych tyl­ko Atry­dzi swe żony
Umie­li kochać? Toć każ­dy mąż, gdy rozum­ny i prawy,
Trosz­czy się, kocha tę swo­ją. Ja moją tak­że kochałem
Z całe­go ser­ca. Choć była wojen­ną bro­nią zdobyta”
(IX, 338–343)

Nawet jeśli jego miłość do Bry­zej­dy zawie­ra­ła domiesz­kę miło­ści wła­snej i umi­ło­wa­nia czci, to nie ma powo­du, by nego­wać jej ist­nie­nie. Ludz­ka miłość rzad­ko jest w peł­ni czy­sta, dosko­na­ła, nie­ska­żo­na ego­cen­try­zmem i egoizmem.

Nie ma rów­nież powo­du, by sądzić, że Achil­les nie trosz­czy się wca­le o swo­ich kom­pa­nów Acha­jów. Prze­ciw­nie, Homer poka­zu­je, że nadal mają oni na nie­go znacz­ny wpływ, nawet po tym, jak wyda­je się on odrzu­cać wspól­ne im war­to­ści. Ody­se­usz poda­je listę poda­run­ków, któ­re Aga­mem­non ofe­ru­je jako rekom­pen­sa­tę za porwa­nie Bry­zej­dy. Achil­les odpo­wia­da, że naza­jutrz wypły­nie do domu. Feniks, star­szy boha­ter, któ­ry pomógł wycho­wać Achil­le­sa, ape­lu­je potem, aby przy­po­mniał sobie o dłu­gu zacią­gnię­tym wobec tych, któ­rzy go wycho­wa­li, a tak­że o war­to­ściach, któ­re poznał jako dziec­ko. Achil­les jest poru­szo­ny tą odpo­wie­dzią i porzu­ca myśl o powrocie:

A kie­dy zja­wi się Eos nazajutrz,
Radzić będzie­my, czy mamy powró­cić, czy jesz­cze pozo­stać” (IX, 618–619)

Na koniec prze­ma­wia Ajaks – wojow­nik bar­dzo do Achil­le­sa podob­ny. Jego mowa jest zwię­zła i rze­czo­wa. Odwo­łu­je się bez­po­śred­nio do przy­jaź­ni i wyni­ka­ją­cych z niej zobowiązań:

Laer­tia­do szla­chet­ny, pełen pomy­słów Odysie,
Pójdź­my, ponie­waż sło­wa­mi naszy­mi celu namowy
Nie osią­gnie­my. A prze­cież odpo­wiedź, i to jak najprędzej
Trze­ba nam zanieść Dana­jom, choć­by nie była najlepsza.
Teraz tam na nią cze­ka­ją, pod­czas gdy tutaj Achilles
Duszę wynio­słą w swej pier­si nasy­cił twar­dą dzikością.
Okrut­ny! Nie chce ustą­pić przy­jaź­ni swych towarzyszy,
Któ­rą był obda­ro­wa­ny i prze­no­szo­ny nad innych.
Nie­ubła­ga­ny, a prze­cież nie­je­den bra­ta zabójstwo
Albo śmierć syna wła­sne­go pozwa­la szczo­drze okupić.
W kra­ju zosta­je zabój­ca zło­żyw­szy okup bogaty.
W tam­tym zaś ser­ce ucich­nie i męż­na dusza gniew stłumi,
Szczo­drym zjed­na­na oku­pem. Lecz tobie duszę zaciętą
W pier­si zamknę­li bogo­wie, tyl­ko z powo­du dziewczyny
Jed­nej. A teraz ci sie­dem bra­nek naj­lep­szych darować
Chce­my i inne prócz tego dary. Ty duszę łaskawą
Okaż pod dachem swym wła­snym. Jeste­śmy gość­mi twoimi
Z ludu wybra­ni Dana­jów i chce­my zostać dla ciebie
Wier­ni i zawsze przy­jaź­ni naj­bar­dziej spo­śród Achajów”
(IX, 624–642)

Odpo­wiedź Achil­le­sa na tę łagod­ną i poru­sza­ją­cą mowę poka­zu­je, jak sil­na jest więź przy­jaź­ni. Posta­na­wia zostać i powró­cić na pole bitwy, jed­nak nie uczy­ni tego, dopóki:

Hek­tor do bogów podobny
Do myr­mi­doń­skich namio­tów nie doj­dzie i do okrętów,
Wno­sząc mord mię­dzy Argi­wów i ogniem paląc okręty”
(IX, 651–653)

Wysłan­ni­cy Aga­mem­no­na nie odnie­śli więc poraż­ki, lecz umiar­ko­wa­ny suk­ces, cho­ciaż oni sami mogą widzieć tę spra­wę ina­czej, ponie­waż liczy­li na natych­mia­sto­wą pomoc. Jak łatwo zauwa­żyć, Achil­les nadal trosz­czy się o wła­sną cześć, swo­ich przy­ja­ciół i war­to­ści, któ­re z nimi dzie­li. Nawet jeśli odpo­wia­da­jąc Ody­se­uszo­wi odrzu­cił kodeks boha­ter­ski, to powró­cił do nie­go w swo­jej repli­ce Fenik­so­wi i Ajak­so­wi. Nie jest to raczej zacho­wa­nie kogoś, kto zde­cy­do­wał się cał­ko­wi­cie świa­do­mie porzu­cić war­to­ści swo­jej wspólnoty.

Achil­les jest poru­szo­ny proś­ba­mi swo­ich przy­ja­ciół, lecz czy nie popeł­nia błę­du, nie dając się w peł­ni prze­ko­nać? Oczy­wi­ście tak sądzą ci, któ­rzy chcą, by uczy­nił wię­cej. Ale są oni stro­ną bar­dzo zain­te­re­so­wa­ną rezul­ta­tem tego spo­ru i – jak to zwy­kle bywa w takich przy­pad­kach – nale­ży z rezer­wą trak­to­wać ich zdanie.

Z tego same­go powo­du powin­no się rów­nież ostroż­nie pod­cho­dzić do kwe­stio­no­wa­nia war­to­ści boha­ter­stwa przez Achil­le­sa. Jest ono kon­tek­stu­al­ne, nie filo­zo­ficz­ne. „[L]os w tej samej cenie ma i tchó­rza, i boha­te­ra” (IX, 318), nie dla­te­go, że boha­ter­skie war­to­ści zosta­ły odrzu­co­ne wsku­tek głę­bo­kie­go filo­zo­ficz­ne­go namy­słu nad śmier­cią, wobec któ­rej wszy­scy ludzie są rów­ni, lecz dla­te­go, że Aga­mem­non spłasz­czył roz­róż­nie­nie mię­dzy boha­te­rem a tchó­rzem przez ode­bra­nie Achil­le­so­wi Bry­ze­idy – nagro­dy i sym­bo­lu odwa­gi. Jeśli może on uczy­nić coś takie­go, to Acha­jo­wie rze­czy­wi­ście „w tej samej są cenie”. Zasta­na­wia­jąc się, czy Achil­les powi­nien wró­cić do wal­ki, czy nie, powin­ni­śmy wziąć pod uwa­gę to, że Aga­mem­non nie sta­wił się oso­bi­ście, by prze­pro­sić Achil­le­sa. Takie podej­ście zawa­ży­ło na jego posta­wie; podob­nie było­by zapew­ne w przy­pad­ku każ­de­go z nas. Ujaw­nia­ją to jego pierw­sze sło­wa do Odyseusza:

Jest mi tak bowiem obmier­z­ły, jak same bra­my Hadesa,
Kto w ser­cu jed­no ukry­wa, a na języ­ku ma dru­gie” (IX, 312–313)

Sło­wa te są wymie­rzo­ne nie w Ody­se­usza, lecz w Aga­mem­no­na, któ­re­go prze­pro­si­ny Achil­les postrze­ga jako obłudne.

Poemat przed­sta­wia więc Achil­le­sa jako skła­nia­ją­ce­go się z wol­na ku powro­to­wi do bitwy pod wpły­wem war­to­ści, któ­re dzie­li z Acha­ja­mi. Wła­śnie ta powol­ność – dale­ka od bycia mia­rą ego­tycz­nej pychy Achil­le­sa czy nie­słusz­no­ści odrzu­ce­nia przez nie­go poda­run­ków Aga­mem­no­na – jest mia­rą wiel­ko­ści i dosko­na­ło­ści moral­nej boha­te­ra, a tak­że krzyw­dy, jaką wyrzą­dził mu Aga­mem­non swo­ją znie­wa­gą. Śmierć każ­de­go z Acha­jów jest, by tak rzec, kolej­ną mia­rą tego, jak war­to­ścio­wy jest Achil­les dla Aga­mem­no­na i sojuszników.

Śmierć Patroklosa

Następ­ny krok tego nie­spiesz­ne­go ruchu widzi­my, gdy Patro­klos – naj­bliż­szy przy­ja­ciel Achil­le­sa, jego alter ego – roz­po­czy­na wal­kę w zbroi Achil­le­sa. Jest to dru­gi waż­ki powód, by Achil­les powró­cił na pole wal­ki. Osta­tecz­nie jed­nak ten powód oka­zu­je się znacz­nie gor­szy od pierw­sze­go. Gdy Patro­klos ginie, widzi­my, że tyl­ko Achil­les jest na tyle wiel­ki, by zgła­dzić Hek­to­ra i oca­lić Acha­jów. (Póź­niej, gdy Hek­tor przy­wdzie­wa zbro­ję zdar­tą ze zwłok Patro­klo­sa – zbro­ję, któ­ra nie­gdyś nale­ża­ła do Achil­le­sa – widzi­my, jak mało zna­czy zbro­ja, a jak wie­le przy­wdzie­wa­ją­cy ją wojownik).

To, że Achil­les pozwa­la Patro­klo­so­wi wal­czyć, poka­zu­je oczy­wi­ście, jak wie­le zna­czy dla nie­go przy­jaźń. W isto­cie od począt­ku wia­do­mo, że Achil­le­sa nie powstrzy­mu­je przed wal­ką wymie­rzo­ny w Aga­mem­no­na gniew:

Ale już o tym nie mów­my, co było. Nie mia­łem zamiaru
Gnie­wu hodo­wać w swym ser­cu upar­cie. To mia­łem na myśli,
Aby nie prę­dzej uśmie­rzyć ten gniew, aż do naszych okrętów
Woj­na się zbli­ży okrut­na i krzyk bitew­ny, i zamęt” (XVI, 60–63)

Jed­nak­że, podob­nie jak w wypad­ku Bry­zej­dy, nie ma powo­du, by przy­pusz­czać, że moty­wy Achil­le­sa są bar­dziej lub mniej czy­ste, czy mniej zło­żo­ne, niż w rze­czy­wi­sto­ści. Jasne jest, że trosz­czy się o Patro­klo­sa i innych Acha­jów, ale dba tak­że o swo­ją wła­sną cześć:

Teraz posłu­chaj i sło­wa roz­trop­nie w ser­cu zachowaj,
Abyć mnie sła­wą ozdo­bił i cześć mą pod­niósł wspaniałą
Pośród Dana­jów, a oni niech­że mi pięk­ną dziewczynę
Zwró­cą i jesz­cze mi dary boga­te prócz niej przydadzą.
Ty, gdy okrę­ty oca­lisz, powra­caj, cho­ciaż­by ci sławę
Sam gro­mo­wład­ny mał­żo­nek bogi­ni Hery przyrzekał,
Beze mnie spo­tkań bitew­nych w zamę­cie wal­ki unikaj
Z Tro­jan syna­mi, co woj­nę kocha­ją. Mej czci nie umniej­szaj!” (XVI, 83–89)

Widać wyraź­nie, że gdy Achil­les myśli w pierw­szym rzę­dzie o czci, jego przy­ja­cie­le scho­dzą na dal­szy plan. Zwróć­my uwa­gę na modli­twę, któ­ra wień­czy przy­to­czo­ną wcze­śniej mowę do Patroklosa:

Gdy­byż to, ojcze mój Dzeu­sie, Ate­no i ty, Apollonie,
Śmier­ci nie zdo­łał się wymknąć nikt z Tro­jan, jacy tam będą,
Ani z Argi­wów, my tyl­ko gdy­by­śmy jej uniknęli,
Tyl­ko my, aby w proch zwa­lić przed­mu­rza świę­te­go Ilio­nu” (XVI, 97–100)

Póź­niej jed­nak, gdy dowia­du­je się o śmier­ci Patro­klo­sa, cześć prze­sta­je mieć zna­cze­nie, a naj­waż­niej­sza sta­je się przyjaźń:

Bodaj­bym zgi­nął natych­miast, sko­ro nie mogłem ocalić
Jego – Patro­kla. Dale­ko od swej zie­mi ojczystej
Poległ – i pew­no mnie wzy­wał, wie­rząc, że wydrę go śmierci.
Teraz i ja nie powró­cę do miłej mojej ojczyzny –
Nie oca­li­łem Patro­kla ni innych mych towarzyszy
Wie­lu, co tak­że zgi­nę­li z ręki boskie­go Hektora.
Pod­czas gdy ja przy okrę­tach – hań­ba tej zie­mi – siedziałem,
Choć wiem, że jestem naj­pierw­szy wśród spi­żo­zbroj­nych Acha­jów” (XVIII, 98–105)

Wpra­wi nas to w zakło­po­ta­nie tyl­ko wów­czas, gdy przy­ło­ży­my do Achil­le­sa nie­zwy­kle uprosz­czo­ną mia­rę auten­tycz­no­ści i szcze­ro­ści. Achil­les, jak więk­szość ludzi, posia­da wie­le war­to­ścio­wych przy­mio­tów, z któ­rych nie wszyst­kie da się ze sobą zawsze uzgod­nić. Pod wpły­wem prze­moż­nych uczuć, któ­re mają swe źró­dło w tro­sce o pew­ne rze­czy, zapo­mi­na on – jak my wszy­scy – że waż­ne są dla nie­go rów­nież inne rze­czy. I tak jak każ­dy z nas, sta­ra się pozo­stać rów­no­cze­śnie wier­ny wie­lu ide­ałom, co dla nie­go i dla nas ozna­cza, że cza­sem zdra­dza nawet to, co miłu­je naj­bar­dziej. Być może było­by to wadą, gdy­by ist­nia­ło jakieś lep­sze wyj­ście lub gdy­by nie było to po pro­stu na wskroś ludzkie.

Achilles jako ucieleśnienie boga

Gdy umie­ra Patro­klos, Achil­les sta­je się budzą­cym gro­zę narzę­dziem znisz­cze­nia. Łatwo budzi nasze prze­ra­że­nie, zwłasz­cza gdy bestial­sko trak­tu­je Hek­to­ra. Ale zamiast czuć zwy­kły strach, powin­ni­śmy raczej dozna­wać – do tego skła­nia nas poemat – trwo­gi, któ­ra jest emo­cją wła­ści­wą nie wobec bestial­sko­ści, lecz wobec wznio­sło­ści, wzglę­dem cze­goś „w porów­na­niu z czym”, jak to ujmu­je Imma­nu­el Kant w Kry­ty­ce wła­dzy sądze­nia (1790), „wszyst­ko inne wyda­je jest małe” (część I, księ­ga II, para­graf 25, s. 140, tłum. A. Land­man, PWN, War­sza­wa 2004). Achil­les sta­je się bowiem ucie­le­śnie­niem boga, któ­ry czy­ni go wiel­kim wojow­ni­kiem w całej jego potwor­nej mocy i chwale.

W pew­nej mie­rze jest to oczy­wi­ste. Achil­les jest synem bogi­ni. ­Wal­czy prze­ciw­ko bogom (Ska­man­dro­wi); przy­wdzie­wa nie­śmier­tel­ną zbro­ję, któ­rą zro­bił mu Hefaj­stos, rze­mieśl­nik bogów; do wal­ki nio­są go boskie konie. Jego prze­wod­nicz­ką jest Ate­na; on zaś jest jak „nad­przy­ro­dzo­ny ogień” i „poto­mek boga”. Ale z dru­giej stro­ny pew­ne wąt­ki tej opo­wie­ści są nie­co mniej widocz­ne – głów­nie dla­te­go, że lubi­my zapo­mi­nać o tym, jacy napraw­dę są home­ryc­cy bogo­wie. Roz­waż­my na przy­kład nastę­pu­ją­cą wymia­nę zdań mię­dzy Zeu­sem i Herą:

Cóż ci, nie­szczę­sna, zro­bi­li złe­go – syno­wie Pryjama
Oraz sam Pry­jam, że z taką zacie­kłą zło­ścią nastajesz,
By Ilion pięk­nie wznie­sio­ny, sław­ny gród Tro­jan, w proch zetrzeć!
Gdy­byś ty mogła prze­kro­czyć bra­my i mury wysokie,
Tobyś Pry­ja­ma i synów Pria­mo­wych żyw­cem pożarła
Wraz z Tro­ja­na­mi wszyst­ki­mi, i wście­kły gniew nasyciła.
Rób co chcesz! Mimo wszyst­kie­go, nie życzę sobie, by spory
Cie­bie i mnie powa­śni­ły i wio­dły do trwa­łej wojny!
(…)
Na to mu tak wiel­ko­oka, dostoj­na Hera odrzekła:
„Trzy mia­sta są mi naj­mil­sze ze wszyst­kich innych na ziemi:
Argos i Spar­ta, a trze­cie – sze­ro­ko­ulicz­ne Mykeny.
Zburz je – o ile nie­na­wiść naka­że ci ich zniszczenie”
(IV, 31–53)

Zwróć­my uwa­gę, że przy­czy­ną nie­prze­jed­na­ne­go i dłu­gie­go gnie­wu Hery na Tro­jan jest znie­wa­że­nie jej czci. Zauważ­my rów­nież chłod­ną bez­względ­ność pro­po­no­wa­ne­go quid pro quo: lepiej, by całe mia­sta – nawet te, któ­rych ofia­ry były jej szcze­gól­nie dro­gie – obró­ci­ły się w niwecz, niż aby bogo­wie waśni­li się ze sobą o losy zwy­kłych śmier­tel­ni­ków. Zaja­dły gniew same­go Achil­le­sa, jego ambi­wa­lent­na pogar­da wobec losu Acha­jów, jego brak lito­ści wobec Tro­jan, któ­rych zabi­ja­nie przy­cho­dzi mu tak lek­ko, muszą być widzia­ne i rozu­mia­ne na tle tych wzor­ców zacho­wań, któ­re znaj­du­je­my u bogów. Nawet to maka­brycz­ne, kani­ba­li­stycz­ne życze­nie, któ­re wygła­sza Hek­to­ro­wi przed zabi­ciem go –

Dusza wzbu­rzo­na i gniew­na mnie skła­nia, aby w kawały
Cie­bie porą­bać i żyw­cem żreć za to, coś mi uczynił!”
(XXII, 346–347)

– mogła­by wygło­sić Hera. Inny­mi sło­wy wszyst­kie cechy Achil­le­sa, któ­re począt­ko­wo rażą nas jako bestial­skie, mają ujaw­niać jego boskość, jego trans­cen­dent­ną doskonałość.

Achil­les, jak wie­lu wiel­kich atle­tów, nie jest szcze­gól­nie skrom­nym czło­wie­kiem – zwłasz­cza jeśli skrom­ność rozu­mieć jako nie­do­ce­nia­nie wła­snych zdol­no­ści i osią­gnięć. Ale kie­dy mówi, że jest „naj­pierw­szym wśród Acha­jów” i „ma honor być w służ­bie Zeu­sa”, to mówi samą praw­dę: posia­da cześć. Jeśli uczy­nił­by cokol­wiek, do cze­go nie upo­waż­nia­ła­by go jego dosko­na­łość moral­na, jeśli oka­zał­by pychę przez odrzu­ce­nie poda­run­ków Aga­mem­no­na, Zeus z pew­no­ścią poka­zał­by mu jego miej­sce w sze­re­gu (jak to zresz­tą czy­ni w odpo­wied­nim cza­sie). Jeśli jed­nak Zeus nie zwra­ca na to uwa­gi, może­my być pew­ni, że Achil­les zacho­wu­je się wła­ści­wie, że obja­wia wiel­kość swo­jej dosko­na­ło­ści moral­nej, nie prze­kra­cza­jąc wła­ści­wej miary.

Oczy­wi­ście Achil­les posu­wa się za dale­ko, gdy bez­cze­ści zwło­ki Hek­to­ra, i Zeus wysy­ła Tety­dę, aby go pouczy­ła i naka­za­ła, by pozwo­lił Pria­mo­wi wyku­pić cia­ło mar­twe­go syna. Zna­czą­cym wyra­zem dosko­na­ło­ści Achil­le­sa jest wła­śnie to, że natych­miast się jej pod­po­rząd­ko­wu­je, tak jak wcze­śniej Ate­nie. Achil­les nie jest poboż­nym Ene­aszem Wergi­liu­sza, ale poboż­ność tego pierw­sze­go sta­je się ory­gi­nal­ną czę­ścią home­ryc­kie­go arche­ty­pu. Wezwa­nie Pria­ma głę­bo­ko poru­sza Achil­le­sa, tak jak wszyst­kich czy­tel­ni­ków Homera:

Nikt ze śmier­tel­nych nie doznał tego, co ja dziś doznaję,
Kie­dy do ust swych pod­no­szę rękę zabój­cy mych dzie­ci” (XXIV, 505–506)

Ale groź­ba gnie­wu Achil­le­sa pozostaje:

Teraz więc bacz, byś mi ser­ca okrut­nym gnie­wem nie wzburzył,
Żebym cię, star­cze, choć z proś­bą przy­sze­dłeś i jesteś mi gościem,
Z niczym z obo­zu nie prze­gnał i Dzeu­sa tym nie znie­wa­żył.” (XXIV, 565–567)

Cena wielkiej chwały

Jego pobud­ki dalej są nie­jed­no­rod­ne, jego przy­mio­ty licz­ne, a naza­jutrz powra­ca na pole bitwy, by dowieść swe­go czci przez zgła­dze­nie Tro­jan. Na począt­ku uka­za­ny był jako poboż­ny czło­wiek zdol­ny do powścią­gnię­cia swe­go gnie­wu, gdy naka­zu­ją to bogo­wie; i taki sam jest na koń­cu. Przez cały ten czas jest hono­ro­wa­ny przez Zeu­sa. Nie ma więc powo­du, by sądzić, że ode­brał jakąś waż­ną lek­cję moral­ną lub że zmie­nił się jako czło­wiek – że jest mniej pysz­ny, bar­dziej ludz­ki, mniej sko­ry do gnie­wu. Żad­na popra­wa nie nastę­pu­je, ponie­waż nie jest wca­le potrzeb­na. Kto sądzi, że wiel­ką chwa­łę moż­na zdo­być nie pono­sząc żad­nych strat, tak jak Achil­les myśli, że może – nie tra­cąc Patro­klo­sa – uzy­skać wiel­ką sła­wę, lub tak jak Zeus myśli, że może wspie­rać Acha­jów bez stra­ty wła­sne­go syna, Sar­pe­do­na, ten nie rozu­mie Home­ra i ucie­ka przed pie­ką­cym słoń­cem Ilia­dy w pół­mrok odku­pień­czej fantazji.

W świe­cie Achil­le­sa, sym­bo­li­zo­wa­nym przez tar­czę Hefaj­sto­sa, jed­nym ze sta­łych punk­tów odnie­sie­nia są dwie urny na pro­gu Zeu­sa, jed­na wypeł­nio­na rze­cza­mi dobry­mi, a dru­ga – zły­mi. Nie ma tam osta­tecz­ne­go trium­fu dobra nad złem; żad­nej nie­biań­skiej nagro­dy lub potę­pie­nia w cze­lu­ściach pie­kła. Woj­na i pokój, gniew i przy­jaźń, znie­wa­ga i cześć są wiecz­ne zarów­no wśród bogów, jak i ludzi. Pokój, przy­jaźń, cześć to osią­gnię­cia cza­so­we i nie­pew­ne. Woj­na, gniew, znie­wa­ga zaś to potwor­no­ści powra­ca­ją­ce po wsze cza­sy, choć prze­mi­ja­ją­ce. Blask boha­ter­stwa jest mie­czem obo­siecz­nym, wznio­słym i prze­ra­ża­ją­cym – zbaw­cą i nisz­czy­cie­lem w jed­nym. Boskość czło­wie­ka, podob­nie jak pięk­no Hele­ny, jest wiel­kim darem i wiel­kim jarz­mem. Bóg w Achil­le­sie, któ­ry czy­ni go tak wspa­nia­łym wojow­ni­kiem, „jest nie­od­łącz­ną czę­ścią tego boga, któ­ry” – gdy skrzyw­dzo­ny – „krzy­czy: Zemsta!”.

Prze­ło­żył Anto­ni Śmist

Wszyst­kie cyta­ty z Ilia­dy w prze­kła­dzie Kazi­mie­ry Jeżew­skiej. The Anger of Achil­les, “Aeon” 13 lip­ca 2017. Prze­kład za zgo­dą Autora.


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Ilu­stra­cja: Sta­ni­sław Wyspiań­ski, Gniew Peli­dę pono­si (Gniew Achil­le­sa), 1896. Muzeum Naro­do­we w Warszawie

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy