Artykuł

C.D.C. Reeve: Gniew Achillesa

Wojownik taki jak Ajaks, Hektor czy Achilles każdego dnia musi być gotów stanąć do walki. Musi być fizycznie i psychicznie zdolny, by zatopić swój oręż w ciele drugiego człowieka i zaryzykować, że przytrafi mu się to samo. Musi być bezwzględny i gotowy stawić czoło bezwzględności. Jednocześnie musi być szlachetny wobec swoich przyjaciół i sojuszników, a także skory, by pospieszyć im z pomocą – tak w czasie wojny, jak i pokoju.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Cześć i zniewaga w świecie homeryckich bohaterów

Pla­ton był w pełni świadom prob­le­mu, jaki stwarza­ją te prze­ci­w­stawne wyma­gania – zarówno w duszy wojown­i­ka, jak we wspól­no­cie, do której on należy: „Skąd”, pyta, „weźmiemy charak­ter równocześnie łagod­ny i wielko­duszny? Prze­cież natu­ra łagod­na jest w pewnej mierze prze­ci­w­na gniewnej” (Pla­ton, Państ­wo, II, 375C). Gdy na początku Ili­ady Homer prosi boginię, by opiewała „gniew Achilla, syna Peleusa” (I, 1), apelu­je przede wszys­tkim o to, by przed­staw­iła właśnie to prze­ci­wieńst­wo, jego źródła i kon­sek­wenc­je.

Gniew lub wściekłość (menis, thy­mos, orge) jest emocją, łączącą w sobie przeko­nanie i prag­nie­nie. Nie jest to cielesne odczu­cie, podob­ne do mdłoś­ci czy zawrotów głowy, cho­ci­aż częs­to się łączy z taki­mi odczu­ci­a­mi – na przykład z drże­niem ciała czy gorączkowym poczu­ciem wpada­nia we wściekłość. Zgod­nie z definicją Arys­tote­le­sa jest to „złąc­zona z bólem żądza jawnej zem­sty za okazaną bez powodów wzgardę” (Arys­tote­les, Reto­ry­ka, II, 2, 1378b, tłum. H. Pod­biel­s­ki).

Gniew jest zatem powodowany zniewagą i tym samym pow­iązany z doskon­ałoś­cią moral­ną (arete) i czcią czy sławą (timê). Oso­ba zosta­je znieważona, gdy ktoś postępu­je wobec niej gorzej niż na to zasługu­je. Jest nato­mi­ast trak­towana z czcią, gdy trak­tu­je się ją odpowied­nio do jej doskon­ałoś­ci, która jest więk­sza – być może nawet znacznie więk­sza – niż prze­cięt­na. Sko­ro więc sława jest miarą doskon­ałoś­ci moral­nej, to mówiąc o niej mamy na myśli w pewnym sen­sie właśnie ową doskon­ałość. Zaszczy­ty i zniewa­ga to zatem niemal prze­ci­wieńst­wa, ta dru­ga stanowi bowiem ujmę na czci i doskon­ałoś­ci.

Sława, podob­nie jak zniewa­ga, ma swo­je źródło w innych ludzi­ach. Jest rozpoz­naniem przez nich naszej doskon­ałoś­ci moral­nej, a zarazem oznacza wtargnię­cie sfery społecznej w sferę psy­chiczną – pub­licznej w pry­wat­ną. Inni okazu­ją nam cześć za to, co oni uzna­ją w nas za wartoś­ciowe. „Wresz­cie dlat­ego zaszczy­ty stanow­ią wielką zawadę”, pisze Baruch Spin­oza w Trak­ta­cie o popraw­ie umysłu oraz o drodze, po której rozum najłatwiej dochodzi do prawdzi­wej wiedzy o rzeczach (1677), „że, chcąc je osiągnąć, musimy koniecznie przys­tosować swe życie do poziomu umysłowego ludzi, a więc unikać tego, czego oni zwyk­le unika­ją i za tym się uga­ni­ać, za czym oni pospoli­cie się uga­ni­a­ją” (§5, tłum. I. Halpern-Myślic­ki). Wiele zatem z tego, co uważamy za wartoś­ciowe w nas samych zależy od tego, co inni uważa­ją za wartoś­ciowe w nas.

W społecznoś­ci, którą Homer w Illi­adzie nie tyle opisu­je, co zakła­da, przymio­ty i osiąg­nię­cia mil­czą­co uznawane za wartoś­ciowe są właś­ci­we dla świa­ta najeźdźców i wojown­ików. Waleczność i zdol­ność do wiel­kich czynów zaj­mu­ją na tej liś­cie poczesne miejsce, ale tak samo jest z lojal­noś­cią wobec przy­jaciół i sojuszników. Gniew jest ściśle pow­iązany zarówno z walecznoś­cią, jak i z lojal­noś­cią: zapew­nia coś w rodza­ju psy­chicznej energii koniecznej do bru­tal­nych czynów, jest także związany z wyczy­na­mi na polu bitwy. Zarazem jed­nak zakła­da on społecznie ugrun­towane poję­cie doskon­ałoś­ci moral­nej, wokół której osnute jest poję­cie sławy. Kiedy w Księdze IV Państ­wa Pla­ton mówi, że charak­terysty­czną emocją miłośni­ka czci jest gniew (thu­mos), pokazu­je, jak głęboko gniew zako­rzeniony jest w świecie czci.

Związek, jaki stwarza wza­jemne odd­awanie sobie czci — sym­bol­i­zowane przez wręczanie i przyj­mowanie podarunk­ów, jak również przez śpiewanie pieśni o bohat­er­ach, które utr­wala­ją pamięć o ich wiel­kich czy­nach, ich przy­ja­ciołach i przod­kach – jest głównym łącznikiem, który spa­ja ze sobą wojown­ików-bohaterów. Ale więź ta posi­a­da również drugą stronę, jaką jest zniewa­ga. Gdy przy­ja­ciel bohat­era zosta­je znieważony, zniewagę cier­pi również sam bohater. Kiedy Parys pory­wa Helenę, znieważa nie tylko Menelaosa, ale również Agamem­nona, jego przy­jaciół i sojuszników. Swoim dzi­ałaniem zda­je się mówić: „Nie mam się czego obaw­iać ze strony ludzi wartych tyle, co ty, ani tych, którzy pospieszą ci z pomocą”. Przy­ja­ciele i sojuszni­cy Menelaosa chcą mu oczy­wiś­cie pomóc, lecz przy­chodzą mu z pomocą również dlat­ego, że zagrożona jest ich włas­na cześć. Poma­ga­jąc Menelaosowi odbu­dować jego cześć, wzmac­ni­a­ją także swo­ją włas­ną. Oni sami zasługu­ją na odpowied­nie trak­towanie, a ich doskon­ałość moral­na uwidacz­nia się w tym, że nie pozostaw­ia­ją go samego w potrze­bie. Rywal­iza­c­ja między przy­jaciół­mi nie schodzi nigdy na dal­szy plan. Woj­na, w którą Parys angażu­je Acha­jów i Tro­jan, i o której trak­tu­je Ili­a­da, wybuch­nie także między samy­mi Acha­ja­mi.

Wojown­i­cy wrażli­wi na poczu­cie czci i wszelkiej zniewa­gi są groźny­mi prze­ci­wnika­mi, lecz także niepewny­mi sojusznika­mi. W isto­cie, jak głosi Arys­tote­les, „[b]ardziej też gniewamy się na przy­jaciół niż na tych, z który­mi nie jesteśmy zaprzy­jaźnieni, ponieważ od przy­jaciół spodziewamy się raczej doz­nać dobra niż zła” (Arys­tote­les, tamże, 1379b). Ten prob­lem tkwi w samym ser­cu bohater­s­kich wartoś­ci. Stanowi on też powód, dla którego Homer skła­nia boginię, by śpiewała o gniewie; powód, dla którego śpiewa ona pieśń, w której głównym obiek­tem gniewu są przy­ja­ciele, a dopiero potem – wro­gowie.

Z jed­nej strony czuły na zniewagę gniew bohat­era wyda­je się służyć społecznoś­ci i chronić jej wartoś­ci, takie jak sta­bil­na, patry­lin­ear­na rodz­i­na, która stanowi rdzeń danej wspól­no­ty. Z drugiej jed­nak strony gniew może być destruk­cyjny dla społecznoś­ci, którą ma chronić. Sku­pi­a­jąc się na tej kwestii, Homer może badać istotę psy­chi­ki i wspól­no­ty bohaterów, „pod­skórne” przy­czyny Wojny Tro­jańskiej, które stanow­ią główny przed­miot jego zain­tere­sowa­nia. Ale najważniejszym celem rozważań Home­ra jest ukazanie czegoś bardziej uni­w­er­sal­nego, czegoś w rodza­ju moral­nej wiz­ji świa­ta. Aby ją zrozu­mieć i docenić jej siłę, musimy najpierw zauważyć, że pewne kuszące jej przed­staw­ie­nie – oparte na zarysowanym poniżej odczy­ta­niu Ili­ady – jest w isto­cie błędne.

Pycha Achillesa?

Zgod­nie z inter­pre­tacją (czy dez­in­ter­pre­tacją), którą mam na myśli, Achilles początkowo troszczy się tylko o swo­ją włas­ną cześć. Nie dba na przykład o Bryze­jdę, brankę tro­jańską, którą dostar­c­zono mu jako wojen­ną zdoby­cz. Gdy jed­nak odbiera mu ją Agamem­non, wódz sił grec­kich skierowanych prze­ci­wko Troi, Achilles słusznie się nań gniewa, sko­ro ode­branie Bryze­jdy jest pot­worną zniewagą i oczy­wistym pog­wałce­niem norm i wartoś­ci społecznych. Dopiero później, doz­nawszy licznych cier­pień, Agamem­non zda­je sobie sprawę, że postąpił niewłaś­ci­wie i pro­ponu­je sow­itą rekom­pen­satę. Achilles też się jed­nak myli, ponieważ nie przyj­mu­je podarunk­ów Agamem­nona i pozosta­je nieprze­jed­nany.

Niechęć Achille­sa do pojed­na­nia – głosi ta inter­pre­tac­ja – może mieć jed­ną z dwóch przy­czyn. Albo pyszni się on, przece­ni­a­jąc swo­ją doskon­ałość moral­ną i sławę, przez co błądzi z punk­tu widzenia tych wartoś­ci, które łączą go z pozostały­mi bohat­era­mi, albo też – zgod­nie z pop­u­larną, choć, jak sądzę, psy­cho­log­icznie wąt­pli­wą metaforą – porzu­ca kodeks bohat­era i sta­je się bohaterem egzys­tenc­jal­nym, wys­tępu­ją­cym prze­ci­wko wartoś­ciom swo­jej wspól­no­ty. Ceną, jaką płaci za błąd odrzuce­nia prze­bła­gal­nego podarunku – popełniony wskutek pychy lub porzuce­nia kodek­su bohat­era – jest śmierć jego najlep­szego przy­ja­ciela, Patroklosa. To z kolei powodu­je dru­gi wybuch gniewu u Achille­sa, tym razem skierowany bardziej prze­ci­wko Hek­torowi i Tro­janom niż prze­ciw Agamem­nonowi i Acha­jom.

Ten dru­gi wybuch gniewu czyni Achille­sa jak­by mniej ludzkim. Zachowu­je się on jak zwierzę obo­jętne na cier­pi­enia innych i głuche na bła­gania o łaskę, „krwią plamiąc zabitych swe ręce niedosiężone” (XX, 503). Bru­tal­nie – i, jak zauważa bóg Apol­lo, niesłusznie – zabi­ja szla­chet­nego bohat­era Troi, Hek­to­ra, a następ­nie bezcześ­ci jego zwło­ki.

Odkupi­e­nie Achille­sa rozpoczy­na się w cza­sie igrzysk pogrze­bowych ku czci Patroklosa, kiedy uzna­je on na nowo swo­je człowieczeńst­wo i wartoś­ci wspólne bohaterom. Punk­tem kul­mi­na­cyjnym tego pro­ce­su jest zwróce­nie ciała Hek­to­ra pod wpły­wem próśb i bła­gań Pria­ma. Mamy tu home­ryc­ki wzór właś­ci­wego postępowa­nia. Bohaterowie muszą nauczyć się panować nad swym gniewem, dać się prze­bła­gać i uznać, że są śmiertel­nika­mi, w których los wpisane jest cier­pi­e­nie. Wów­czas lew spocznie obok owcy i nas­tanie pokój. W świ­etle tej inter­pre­tacji Achilles właśnie tego ostate­cznie się uczy. Gdy spo­ty­ka Pria­ma, ojca Hek­to­ra, myśli o włas­nym ojcu. Wyras­ta pon­ad postawę posą­gowej obo­jęt­noś­ci na cier­pi­enia innych, której dawał wyraz przez cały poe­mat.

W tej inter­pre­tacji Ili­a­da jest podręcznikową tragedią – opowieś­cią o ety­cznym dojrze­wa­niu trag­icznego bohat­era. Trag­icz­na wada Achille­sa – jego pycha – prowadzi do trag­icznego splo­tu wydarzeń i śmier­ci Patroklosa. To z kolei powodu­je wychowaw­cze cier­pi­e­nie, które uszla­chet­nia charak­ter Achille­sa. W najgłęb­szym sen­sie cier­pi­e­nie jest zatem czymś wartoś­ciowym, ponieważ prowadzi do moral­nej poprawy.

Taka inter­pre­tac­ja jest, jak wspom­ni­ałem, kuszą­ca. Inaczej nie była­by warta kry­ty­ki. Ale sądzę, że pokusa ta świad­czy raczej o naszym dys­tan­sie cza­sowym wobec Home­ra niż o prawdzi­wej głębi samej Ili­ady.

Poselstwo Achajów

Mówiąc o bru­tal­noś­ci bohaterów i o samych bohat­er­ach jako o zwierzę­tach, chci­ałem pozostać wierny temu, co Homer tak żywo i dra­maty­cznie przed­staw­ia, a mianowicie pot­wornoś­ci wojown­ików i makabrycznej naturze ich rutynowanych czynów. Ale Homer dostrze­ga także wzniosłość w zabi­ja­niu i w tych, którzy zabi­jać potrafią. Wprawdzie łatwiej jest nam dostrzec wzniosłość w atle­tach, którzy naśladu­ją wojen­ną rywal­iza­cję i agresję, lecz jakoś­ci te są obec­ne także wów­czas, gdy stawką jest ludzkie życie, a nie puchary i medale. Pomyśl­cie o Achille­sie jako najlep­szym z atletów, a znacznie łatwiej będzie wam zrozu­mieć jego wielkość – bo właśnie wielkość widzą w nim Gre­cy. (Nawet Sokrates, gdy waży się w sądzie jego los, porównu­je się do Achille­sa).

Im więk­szy jest wobec tego Achilles, tym więk­sza przepaść dzieli jego doskon­ałość moral­ną od doskon­ałoś­ci przyp­isanej mu przez Agamem­nona w momen­cie ode­bra­nia mu Bryze­jdy. A sko­ro gniew winien być pro­por­cjon­al­ny do zniewa­gi, gniew Achille­sa powinien być zaiste wiel­ki. Nie należy więc oczeki­wać, że Achilles da się łat­wo prze­bła­gać. Jeśli tego właśnie się spodziewamy, to nie doce­ni­amy krzy­wdy, jaka go spotkała – nie doce­ni­amy jego czci i doskon­ałoś­ci moral­nej.

Gdy­by okaza­ło się, że Achilles troszczył się tylko o włas­ną sławę, nie dba­jąc o przy­jaciół, pom­niejszyło­by to jego doskon­ałość nie tylko w naszych oczach, lecz także w oczach jego towarzyszy wal­ki. Tak jed­nak nie jest. Nie ma na przykład żad­nego powodu, by sądz­ić, że Achilles w ogóle nie troszczy się o Bryze­jdę, że jest ona dlań tylko częś­cią jego czci – niczym trójnóg. Oczy­wiś­cie jest ona częś­cią jego czci, ale nie ma powodu, by przy­puszczać, że nie mówi prawdy, gdy tak oto opisu­je ją Odyseuszowi:

Dlaczego tak wiele pod Tro­ją ludów zgro­madz­ił?
Czy nie dla jed­nej Hele­ny o najpiękniejszych warkoczach?
Czyż­by ze wszys­t­kich śmiertel­nych tylko Atry­dzi swe żony
Umieli kochać? Toć każdy mąż, gdy rozum­ny i prawy,
Troszczy się, kocha tę swo­ją. Ja moją także kochałem
Z całego ser­ca. Choć była wojen­ną bronią zdoby­ta”
(IX, 338–343)

Nawet jeśli jego miłość do Bryze­jdy zaw­ier­ała domieszkę miłoś­ci włas­nej i umiłowa­nia czci, to nie ma powodu, by negować jej ist­nie­nie. Ludz­ka miłość rzad­ko jest w pełni czys­ta, doskon­ała, nieskażona ego­cen­tryzmem i egoizmem.

Nie ma również powodu, by sądz­ić, że Achilles nie troszczy się wcale o swoich kom­panów Acha­jów. Prze­ci­wnie, Homer pokazu­je, że nadal mają oni na niego znaczny wpływ, nawet po tym, jak wyda­je się on odrzu­cać wspólne im wartoś­ci. Odyseusz poda­je listę podarunk­ów, które Agamem­non ofer­u­je jako rekom­pen­satę za por­wanie Bryze­jdy. Achilles odpowia­da, że naza­jutrz wypłynie do domu. Feniks, starszy bohater, który pomógł wychować Achille­sa, apelu­je potem, aby przy­pom­ni­ał sobie o długu zaciąg­nię­tym wobec tych, którzy go wychowali, a także o wartoś­ci­ach, które poz­nał jako dziecko. Achilles jest porus­zony tą odpowiedz­ią i porzu­ca myśl o powro­cie:

A kiedy zjawi się Eos naza­jutrz,
Radz­ić będziemy, czy mamy powró­cić, czy jeszcze pozostać” (IX, 618–619)

Na koniec prze­maw­ia Ajaks – wojown­ik bard­zo do Achille­sa podob­ny. Jego mowa jest zwięzła i rzec­zowa. Odwołu­je się bezpośred­nio do przy­jaźni i wynika­ją­cych z niej zobow­iązań:

Laer­ti­a­do szla­chet­ny, pełen pomysłów Odysie,
Pójdźmy, ponieważ słowa­mi naszy­mi celu namowy
Nie osiąg­niemy. A prze­cież odpowiedź, i to jak najprędzej
Trze­ba nam zanieść Dana­jom, choć­by nie była najlep­sza.
Ter­az tam na nią czeka­ją, pod­czas gdy tutaj Achilles
Duszę wyniosłą w swej pier­si nasy­cił twardą dzikoś­cią.
Okrut­ny! Nie chce ustąpić przy­jaźni swych towarzyszy,
Którą był obdarowany i przenos­zony nad innych.
Nieubła­gany, a prze­cież nieje­den bra­ta zabójst­wo
Albo śmierć syna włas­nego pozwala szc­zo­drze okupić.
W kra­ju zosta­je zabój­ca złoży­wszy okup bogaty.
W tam­tym zaś serce uci­ch­nie i męż­na dusza gniew stłu­mi,
Szc­zodrym zjed­nana oku­pem. Lecz tobie duszę zaciętą
W pier­si zamknęli bogowie, tylko z powodu dziew­czyny
Jed­nej. A ter­az ci sie­dem branek najlep­szych darować
Chce­my i inne prócz tego dary. Ty duszę łaskawą
Okaż pod dachem swym włas­nym. Jesteśmy gość­mi twoi­mi
Z ludu wybrani Dana­jów i chce­my zostać dla ciebie
Wierni i zawsze przy­jaźni najbardziej spośród Acha­jów”
(IX, 624–642)

Odpowiedź Achille­sa na tę łagod­ną i porusza­jącą mowę pokazu­je, jak sil­na jest więź przy­jaźni. Postanaw­ia zostać i powró­cić na pole bitwy, jed­nak nie uczyni tego, dopó­ki:

Hek­tor do bogów podob­ny
Do myr­mi­dońs­kich namiotów nie dojdzie i do okrętów,
Wnosząc mord między Argi­wów i ogniem paląc okrę­ty”
(IX, 651–653)

Wysłan­ni­cy Agamem­nona nie odnieśli więc poraż­ki, lecz umi­arkowany sukces, cho­ci­aż oni sami mogą widzieć tę sprawę inaczej, ponieważ liczyli na naty­ch­mi­as­tową pomoc. Jak łat­wo zauważyć, Achilles nadal troszczy się o włas­ną cześć, swoich przy­jaciół i wartoś­ci, które z nimi dzieli. Nawet jeśli odpowiada­jąc Odyseuszowi odrzu­cił kodeks bohater­s­ki, to powró­cił do niego w swo­jej replice Feniksowi i Ajak­sowi. Nie jest to raczej zachowanie kogoś, kto zde­cy­dował się całkowicie świadomie porzu­cić wartoś­ci swo­jej wspól­no­ty.

Achilles jest porus­zony prośba­mi swoich przy­jaciół, lecz czy nie popeł­nia błę­du, nie dając się w pełni przekon­ać? Oczy­wiś­cie tak sądzą ci, którzy chcą, by uczynił więcej. Ale są oni stroną bard­zo zain­tere­sowaną rezul­tatem tego sporu i – jak to zwyk­le bywa w takich przy­pad­kach – należy z rez­er­wą trak­tować ich zdanie.

Z tego samego powodu powin­no się również ostrożnie pod­chodz­ić do kwes­t­ionowa­nia wartoś­ci bohaterst­wa przez Achille­sa. Jest ono kon­tek­stu­alne, nie filo­zoficzne. „[L]os w tej samej cenie ma i tchórza, i bohat­era” (IX, 318), nie dlat­ego, że bohater­skie wartoś­ci zostały odrzu­cone wskutek głębok­iego filo­zoficznego namysłu nad śmier­cią, wobec której wszyscy ludzie są równi, lecz dlat­ego, że Agamem­non spłaszczył rozróżnie­nie między bohaterem a tchórzem przez ode­branie Achille­sowi Bryzei­dy – nagrody i sym­bolu odwa­gi. Jeśli może on uczynić coś takiego, to Acha­jowie rzeczy­wiś­cie „w tej samej są cenie”. Zas­tanaw­ia­jąc się, czy Achilles powinien wró­cić do wal­ki, czy nie, powin­niśmy wziąć pod uwagę to, że Agamem­non nie staw­ił się oso­biś­cie, by przeprosić Achille­sa. Takie pode­jś­cie zaważyło na jego postaw­ie; podob­nie było­by zapewne w przy­pad­ku każdego z nas. Ujaw­ni­a­ją to jego pier­wsze słowa do Odyseusza:

Jest mi tak bowiem obmierzły, jak same bramy Hade­sa,
Kto w ser­cu jed­no ukry­wa, a na języku ma drugie” (IX, 312–313)

Słowa te są wymier­zone nie w Odyseusza, lecz w Agamem­nona, którego przeprosiny Achilles postrze­ga jako obłudne.

Poe­mat przed­staw­ia więc Achille­sa jako skła­ni­a­jącego się z wol­na ku powro­towi do bitwy pod wpły­wem wartoś­ci, które dzieli z Acha­ja­mi. Właśnie ta powol­ność – dale­ka od bycia miarą ego­ty­cznej pychy Achille­sa czy niesłusznoś­ci odrzuce­nia przez niego podarunk­ów Agamem­nona – jest miarą wielkoś­ci i doskon­ałoś­ci moral­nej bohat­era, a także krzy­wdy, jaką wyrządz­ił mu Agamem­non swo­ją zniewagą. Śmierć każdego z Acha­jów jest, by tak rzec, kole­jną miarą tego, jak wartoś­ciowy jest Achilles dla Agamem­nona i sojuszników.

Śmierć Patroklosa

Następ­ny krok tego niespiesznego ruchu widz­imy, gdy Patrok­los – najbliższy przy­ja­ciel Achille­sa, jego alter ego – rozpoczy­na walkę w zbroi Achille­sa. Jest to dru­gi waż­ki powód, by Achilles powró­cił na pole wal­ki. Ostate­cznie jed­nak ten powód okazu­je się znacznie gorszy od pier­wszego. Gdy Patrok­los ginie, widz­imy, że tylko Achilles jest na tyle wiel­ki, by zgładz­ić Hek­to­ra i ocal­ić Acha­jów. (Później, gdy Hek­tor przy­wdziewa zbro­ję zdartą ze zwłok Patroklosa – zbro­ję, która niegdyś należała do Achille­sa – widz­imy, jak mało znaczy zbro­ja, a jak wiele przy­wdziewa­ją­cy ją wojown­ik).

To, że Achilles pozwala Patroklosowi wal­czyć, pokazu­je oczy­wiś­cie, jak wiele znaczy dla niego przy­jaźń. W isto­cie od początku wiado­mo, że Achille­sa nie pow­strzy­mu­je przed walką wymier­zony w Agamem­nona gniew:

Ale już o tym nie mówmy, co było. Nie miałem zami­aru
Gniewu hodować w swym ser­cu upar­cie. To miałem na myśli,
Aby nie prędzej uśmierzyć ten gniew, aż do naszych okrętów
Woj­na się zbliży okrut­na i krzyk bitewny, i zamęt” (XVI, 60–63)

Jed­nakże, podob­nie jak w wypad­ku Bryze­jdy, nie ma powodu, by przy­puszczać, że moty­wy Achille­sa są bardziej lub mniej czyste, czy mniej złożone, niż w rzeczy­wis­toś­ci. Jasne jest, że troszczy się o Patroklosa i innych Acha­jów, ale dba także o swo­ją włas­ną cześć:

Ter­az posłuchaj i słowa roztrop­nie w ser­cu zachowaj,
Abyć mnie sławą ozdo­bił i cześć mą pod­niósł wspani­ałą
Pośród Dana­jów, a oni niechże mi piękną dziew­czynę
Zwrócą i jeszcze mi dary bogate prócz niej przy­dadzą.
Ty, gdy okrę­ty ocal­isz, powracaj, cho­ci­aż­by ci sławę
Sam gro­mowład­ny małżonek bogi­ni Hery przyrzekał,
Beze mnie spotkań bitewnych w zamę­cie wal­ki unikaj
Z Tro­jan syna­mi, co wojnę kocha­ją. Mej czci nie umniejszaj!” (XVI, 83–89)

Widać wyraźnie, że gdy Achilles myśli w pier­wszym rzędzie o czci, jego przy­ja­ciele schodzą na dal­szy plan. Zwróćmy uwagę na mod­l­itwę, która wieńczy przy­toc­zoną wcześniej mowę do Patroklosa:

Gdy­byż to, ojcze mój Dzeusie, Ateno i ty, Apol­lonie,
Śmier­ci nie zdołał się wymknąć nikt z Tro­jan, jacy tam będą,
Ani z Argi­wów, my tylko gdy­byśmy jej uniknęli,
Tylko my, aby w proch zwal­ić przed­murza świętego Ilionu” (XVI, 97–100)

Później jed­nak, gdy dowiadu­je się o śmier­ci Patroklosa, cześć przes­ta­je mieć znacze­nie, a najważniejsza sta­je się przy­jaźń:

Boda­jbym zginął naty­ch­mi­ast, sko­ro nie mogłem ocal­ić
Jego – Patrokla. Daleko od swej zie­mi ojczys­tej
Poległ – i pewno mnie wzy­wał, wierząc, że wydrę go śmier­ci.
Ter­az i ja nie powrócę do miłej mojej ojczyzny –
Nie ocal­iłem Patrokla ni innych mych towarzyszy
Wielu, co także zginęli z ręki boskiego Hek­to­ra.
Pod­czas gdy ja przy okrę­tach – hań­ba tej zie­mi – siedzi­ałem,
Choć wiem, że jestem najpier­wszy wśród spiżozbro­jnych Acha­jów” (XVIII, 98–105)

Wprawi nas to w zakłopotanie tylko wów­czas, gdy przyłożymy do Achille­sa niezwyk­le uproszc­zoną miarę aut­en­ty­cznoś­ci i szczeroś­ci. Achilles, jak więk­szość ludzi, posi­a­da wiele wartoś­ciowych przymiotów, z których nie wszys­tkie da się ze sobą zawsze uzgod­nić. Pod wpły­wem prze­możnych uczuć, które mają swe źródło w trosce o pewne rzeczy, zapom­i­na on – jak my wszyscy – że ważne są dla niego również inne rzeczy. I tak jak każdy z nas, stara się pozostać równocześnie wierny wielu ideałom, co dla niego i dla nas oznacza, że cza­sem zdradza nawet to, co miłu­je najbardziej. Być może było­by to wadą, gdy­by ist­ni­ało jakieś lep­sze wyjś­cie lub gdy­by nie było to po pros­tu na wskroś ludzkie.

Achilles jako ucieleśnienie boga

Gdy umiera Patrok­los, Achilles sta­je się budzą­cym grozę narzędziem zniszczenia. Łat­wo budzi nasze prz­er­aże­nie, zwłaszcza gdy bes­tial­sko trak­tu­je Hek­to­ra. Ale zami­ast czuć zwykły stra­ch, powin­niśmy raczej doz­nawać – do tego skła­nia nas poe­mat – trwo­gi, która jest emocją właś­ci­wą nie wobec bes­tial­skoś­ci, lecz wobec wzniosłoś­ci, wzglę­dem czegoś „w porów­na­niu z czym”, jak to ujmu­je Immanuel Kant w Kry­tyce władzy sądzenia (1790), „wszys­tko inne wyda­je jest małe” (część I, księ­ga II, para­graf 25, s. 140, tłum. A. Land­man, PWN, Warsza­wa 2004). Achilles sta­je się bowiem ucieleśnie­niem boga, który czyni go wielkim wojown­ikiem w całej jego pot­wornej mocy i chwale.

W pewnej mierze jest to oczy­wiste. Achilles jest synem bogi­ni. ­Wal­czy prze­ci­wko bogom (Ska­mandrowi); przy­wdziewa nieśmiertel­ną zbro­ję, którą zro­bił mu Hefa­js­tos, rzemieśl­nik bogów; do wal­ki niosą go boskie konie. Jego prze­wod­niczką jest Ate­na; on zaś jest jak „nad­przy­rod­zony ogień” i „potomek boga”. Ale z drugiej strony pewne wąt­ki tej opowieś­ci są nieco mniej widoczne – głównie dlat­ego, że lubimy zapom­i­nać o tym, jacy naprawdę są home­ryc­cy bogowie. Rozważmy na przykład następu­jącą wymi­anę zdań między Zeusem i Herą:

Cóż ci, nieszczęs­na, zro­bili złego – syn­owie Pry­ja­ma
Oraz sam Pry­jam, że z taką zaciekłą złoś­cią nas­ta­jesz,
By Ilion pięknie wznie­siony, sławny gród Tro­jan, w proch zetrzeć!
Gdy­byś ty mogła przekroczyć bramy i mury wysok­ie,
Tobyś Pry­ja­ma i synów Pri­amowych żyw­cem pożarła
Wraz z Tro­jana­mi wszys­tki­mi, i wściekły gniew nasy­ciła.
Rób co chcesz! Mimo wszys­tkiego, nie życzę sobie, by spory
Ciebie i mnie powaśniły i wiodły do trwałej wojny!
(…)
Na to mu tak wielkooka, dos­to­j­na Hera odrzekła:
„Trzy mias­ta są mi najmil­sze ze wszys­t­kich innych na zie­mi:
Argos i Spar­ta, a trze­cie – sze­rok­ouliczne Myke­ny.
Zburz je – o ile nien­aw­iść nakaże ci ich zniszcze­nie”
(IV, 31–53)

Zwróćmy uwagę, że przy­czyną nieprze­jed­nanego i długiego gniewu Hery na Tro­jan jest znieważe­nie jej czci. Zauważmy również chłod­ną bezwzględ­ność pro­ponowanego quid pro quo: lep­iej, by całe mias­ta – nawet te, których ofi­ary były jej szczegól­nie dro­gie – obró­ciły się w niwecz, niż aby bogowie waśnili się ze sobą o losy zwykłych śmiertel­ników. Zajadły gniew samego Achille­sa, jego ambi­wa­lent­na pog­a­r­da wobec losu Acha­jów, jego brak litoś­ci wobec Tro­jan, których zabi­janie przy­chodzi mu tak lekko, muszą być widziane i rozu­mi­ane na tle tych wzor­ców zachowań, które zna­j­du­je­my u bogów. Nawet to makabryczne, kani­bal­isty­czne życze­nie, które wygłasza Hek­torowi przed zabi­ciem go –

Dusza wzbur­zona i gniew­na mnie skła­nia, aby w kawały
Ciebie porąbać i żyw­cem żreć za to, coś mi uczynił!”
(XXII, 346–347)

– mogła­by wygłosić Hera. Inny­mi słowy wszys­tkie cechy Achille­sa, które początkowo rażą nas jako bes­tial­skie, mają ujaw­ni­ać jego boskość, jego tran­scen­dent­ną doskon­ałość.

Achilles, jak wielu wiel­kich atletów, nie jest szczegól­nie skrom­nym człowiekiem – zwłaszcza jeśli skrom­ność rozu­mieć jako niedoce­ni­an­ie włas­nych zdol­noś­ci i osiąg­nięć. Ale kiedy mówi, że jest „najpier­wszym wśród Acha­jów” i „ma hon­or być w służ­bie Zeusa”, to mówi samą prawdę: posi­a­da cześć. Jeśli uczynił­by cokol­wiek, do czego nie upoważ­ni­ała­by go jego doskon­ałość moral­na, jeśli okaza­ł­by pychę przez odrzuce­nie podarunk­ów Agamem­nona, Zeus z pewnoś­cią pokaza­ł­by mu jego miejsce w szeregu (jak to zresztą czyni w odpowied­nim cza­sie). Jeśli jed­nak Zeus nie zwraca na to uwa­gi, może­my być pewni, że Achilles zachowu­je się właś­ci­wie, że objaw­ia wielkość swo­jej doskon­ałoś­ci moral­nej, nie przekracza­jąc właś­ci­wej miary.

Oczy­wiś­cie Achilles posuwa się za daleko, gdy bezcześ­ci zwło­ki Hek­to­ra, i Zeus wysyła Tety­dę, aby go pouczyła i nakaza­ła, by poz­wolił Pri­amowi wykupić ciało martwego syna. Znaczą­cym wyrazem doskon­ałoś­ci Achille­sa jest właśnie to, że naty­ch­mi­ast się jej pod­porząd­kowu­je, tak jak wcześniej Ate­nie. Achilles nie jest pobożnym Eneaszem Wergiliusza, ale pobożność tego pier­wszego sta­je się ory­gi­nal­ną częś­cią home­ryck­iego arche­ty­pu. Wezwanie Pria­ma głęboko porusza Achille­sa, tak jak wszys­t­kich czytel­ników Home­ra:

Nikt ze śmiertel­nych nie doz­nał tego, co ja dziś doz­na­ję,
Kiedy do ust swych pod­noszę rękę zabój­cy mych dzieci” (XXIV, 505–506)

Ale groź­ba gniewu Achille­sa pozosta­je:

Ter­az więc bacz, byś mi ser­ca okrut­nym gniewem nie wzburzył,
Żebym cię, star­cze, choć z prośbą przyszedłeś i jesteś mi goś­ciem,
Z niczym z obozu nie przeg­nał i Dzeusa tym nie znieważył.” (XXIV, 565–567)

Cena wielkiej chwały

Jego pobud­ki dalej są niejed­norodne, jego przymio­ty liczne, a naza­jutrz powraca na pole bitwy, by dowieść swego czci przez zgładze­nie Tro­jan. Na początku ukazany był jako pobożny człowiek zdol­ny do powś­ciąg­nię­cia swego gniewu, gdy nakazu­ją to bogowie; i taki sam jest na końcu. Przez cały ten czas jest hon­orowany przez Zeusa. Nie ma więc powodu, by sądz­ić, że ode­brał jakąś ważną lekcję moral­ną lub że zmienił się jako człowiek – że jest mniej pyszny, bardziej ludz­ki, mniej sko­ry do gniewu. Żad­na poprawa nie następu­je, ponieważ nie jest wcale potrzeb­na. Kto sądzi, że wielką chwałę moż­na zdobyć nie ponosząc żad­nych strat, tak jak Achilles myśli, że może – nie tracąc Patroklosa – uzyskać wielką sławę, lub tak jak Zeus myśli, że może wspier­ać Acha­jów bez straty włas­nego syna, Sarpe­dona, ten nie rozu­mie Home­ra i ucieka przed pieką­cym słońcem Ili­ady w półm­rok odkupieńczej fan­tazji.

W świecie Achille­sa, sym­bol­i­zowanym przez tar­czę Hefa­js­tosa, jed­nym ze stałych punk­tów odniesienia są dwie urny na progu Zeusa, jed­na wypełniona rzecza­mi dobry­mi, a dru­ga – zły­mi. Nie ma tam ostate­cznego tri­um­fu dobra nad złem; żad­nej niebi­ańskiej nagrody lub potępi­enia w czeluś­ci­ach piekła. Woj­na i pokój, gniew i przy­jaźń, zniewa­ga i cześć są wieczne zarówno wśród bogów, jak i ludzi. Pokój, przy­jaźń, cześć to osiąg­nię­cia cza­sowe i niepewne. Woj­na, gniew, zniewa­ga zaś to pot­wornoś­ci powraca­jące po wsze cza­sy, choć przemi­ja­jące. Blask bohaterst­wa jest mieczem obosiecznym, wzniosłym i prz­er­aża­ją­cym – zbaw­cą i niszczy­cielem w jed­nym. Boskość człowieka, podob­nie jak pię­kno Hele­ny, jest wielkim darem i wielkim jarzmem. Bóg w Achille­sie, który czyni go tak wspani­ałym wojown­ikiem, „jest nieodłączną częś­cią tego boga, który” – gdy skrzy­wd­zony – „krzy­czy: Zem­s­ta!”.

Przełożył Antoni Śmist

Wszys­tkie cytaty z Ili­ady w przekładzie Kaz­imiery Jeżewskiej. The Anger of Achilles, “Aeon” 13 lip­ca 2017. Przekład za zgodą Auto­ra.


Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

Ilus­trac­ja: Stanisław Wyspi­ańs­ki, Gniew Pelidę ponosi (Gniew Achille­sa), 1896. Muzeum Nar­o­dowe w Warsza­w­ie

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy